Jak sprawić, by żona pozwoliła ci grać ?

bea dnia 29 stycznia, 2015 o 11:02    273 

Nie wiem, czy wiecie, ale dzisiejszy dzień należy do nas. Jeśli Nitek zapomniał, to ta notka na pewno mu przypomni. 4 lata temu coś tam sobie przyrzekaliśmy,  do śmierci (miłości), nie dłużej. I póki co wierni pozostajemy swojemu wyborowi. Choć wiecie zapewne, że łatwo nie jest. Tylko czasami czuję się zdradzana. Z grami. I z Wami. Z gikzami i streamami. Cóż. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

 fotka2

Kiedy Nitek podsumowywał rok 2014 czułam się nieco zawiedziona jego tegorocznymi hitami i zachwytami. Głównie dlatego, że w podsumowaniu zabrakło informacji, że absolutnym hitem i sukcesem roku 2014 jest to, że on tyle gra, a my nadal jesteśmy małżeństwem.

Chcialam_Cie

Nie uważam się za istotą głupią, ale zdradzę Wam, że sporo osób tak właśnie myśli. Jakbym była niespełna rozumu – on gra, a ja „nic” z  tym nie robię (zaraz się okaże co to jest to “nic”). Spoglądały na mnie zarówno idealne żony i kochanki (z politowaniem oczywiście),  gdy mówiłam o tym, że w pełni akceptuję pasję Nitka pod pewnymi warunkami. Spoglądali zazdrośni mężowie („Ech, gdyby żona mi pozwoliła tyle grać”). Nie do końca rozumiem stwierdzenia, że Nitek ma ponoć raj. Przecież wiadomo, że raju nie ma.

Z okazji dzisiejszej rocznicy skierować chciałam kilka słów do żon i kochanek (dla matek nie, bo takich “świętości” nie tykam), ale także do Was Panowie, abyście zrozumieli rzeczy zupełnie (mam wrażenie) dla części męskiego społeczeństwa niezrozumiałe – że to świetnie, że macie pasję, ale… jest kilka „ale”.

wymagania

Droga Żono/Partnerko Gracza. Nie ma pasji lepszej i gorszej. Nawet jeśli w Twoich oczach dużo lepiej byłoby gdyby on miał czarny pas w karate, znał biegle chiński, grał na fortepianie albo skakał na spadochronie, nie masz prawa traktować go jak przedstawiciela niższej kategorii, tylko dlatego, że jego pasją nie zabłyśniesz wśród znajomych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że umięśniony Włoch surfujący po turkusowych falach oceanu prezentowałby się dużo lepiej na Waszym profilowym zdjęciu na Facebooku niż ten pospolity gracz w rozciągniętym podkoszulku. Ale… przecież Ty babo pokochałaś tego gracza, co nie?  Tak samo jako on pokochał to, że (taka ja na przykład) poświęcasz czas czemuś, co jest zupełnie pozbawione sensu i celu (bo przecież  kul w magazynku od czytania poezji to raczej nie przybędzie – parafrazując mojego drogiego Kolegę). On daje Ci święty spokój zawsze, gdy kurier przynosi przesyłkę z nową dostawą słów w postaci książek, na które wywalasz pół wypłaty? Nie czepia się, kiedy włączasz film, który poza drugim dnem ma jeszcze kilkanaście innych głębszych „den”, które potem analizujesz na głos i o których chcesz dyskutować? Ba, nawet rozmawia z Tobą na ten temat? Doceń. I w zamian daj mu pograć.

Drogi Graczu, zanim obiecasz jakiejś kobiecie, że spędzisz z nią resztę życia, zastanów się trochę czy wybrałeś dobrze. Poza walorami niezaprzeczalnie ważnymi (jak intelekt i uroda), zwróć uwagę na to, czy Twoja przyszła żona ma jakiekolwiek hobby. Niekoniecznie z gatunku tych, które mogłoby zaimponować tłumom, ale zawsze. Pochłania książki w ogromnych ilościach, ogląda filmy, których mądrości czasem sama nie rozumie, prowadzi rozmowy z ludźmi, spotyka się ze znajomymi, jeździ na crossie, prowadzi modowego bloga, jest koneserką wina, ma pracę, którą uwielbia, etc.? Tylko z taką kobietą wytrzymasz dłużej niż rok.

hobby

Partnerko/Żono Gracza, do Ciebie piszę – znajdź sobie kobieto jakieś hobby (i nie szukaj wymówek). Pamiętaj, że facet, nawet ten zaobrączkowany nie jest Twoim asystentem życiowym, bez którego nawet do kibla głupio pójść. On nie musi stać obok, jak wybierasz krem do twarzy czy depilujesz nogi, nie jest od tego, by codziennie planować wasz dzień (choć miło jest jeśli od czasu do czasu to zrobi). O ile nie jesteś niepełnosprawna ruchowo i niesamodzielna, to on nie ma obowiązku stać obok Ciebie zawsze i wszędzie. Nie musi słuchać Twoich plotek z koleżanką, wybierać sery i szynki w markecie i towarzyszyć Ci  u ginekologa. Nie może być remedium na Twoją  nudę i ból istnienia, a już na pewno (zdradzę Ci tajemnicę) takim remedium nie zechce być, jeśli spalisz wszystkie gry czy wyrzucisz na śmietnik konsolę.  Daj mu (i sobie) inne powody do ciekawego, beztroskiego i miłego życia niż ten, że jest Twoim mężem, a Ty jego żoną. Amen.

mecz

Graczu, graj ile chcesz! Pod warunkiem. Nitek gra ile wlezie, a ja nie narzekam i nie robię awantur. Nie robię ich tylko wtedy, gdy nie zaniedbuje moich potrzeb, naszego domu i przede wszystkim naszego dziecka. Stream? Pewnie. Ale dopiero jak Młoda pójdzie spać. Pisanie tekstów na Gikza? Oczywiście. Ale najlepiej z rana, kiedy obie jeszcze śpimy. Potem jest czas na sklep (świeże bułki!) i zaparzenie kawy. Za brak kawy strzelam focha. Nitek  to wie. Więc parzy, a w głowie pewnie planuje kolejne filmy i teksty. Ma w końcu świadomość, że kubek kawy, czysta kuchnia, uśmiechnięta córka to wystarczający powód bym powiedziała: to ja dziś wyskoczę z młodą do mamy, co?

Żono Gracza, czasami jego granie nie jest powodem problemów, ale jego skutkiem. Gry, konsola i komputery nie są winne temu, że się nie dogadujecie. W tajemnicy zdradzę Wam, że nawet jak Nitek nie włączał konsoli, kompa i nie grał tygodniami (oj, były takie czasy) to wtedy też kłóciliśmy się o to, że nie poświęca mi wystarczająco dużo czasu, o niepozmywane gary, nierozwieszone pranie i brudną wannę. O to, że nie parzy kawy, że burczy jak stary dziad a nie mówi do mnie miłym głosem, że wchodzi do pokoju nie zdejmując brudnych butów, a szafka pod zlewem nie jest zamontowana od jakiegoś roku (mam nadzieję, że dziś ją wstawi). Właśnie przypomniałam sobie, że od pół roku zamiast suszarki w łazience mam jakieś zwisające sznurki (nie chce mi się dziś o tym myśleć). Idźmy dalej.

Drodzy Gracze, weźcie pod uwagę, że to wszystko co robią dla Was (i dla domu) żony to nie zawsze są rzeczy, które dostarczają im przyjemności. Wiem, że są takie kobiety, które utrzymują, że uwielbiają prać i gotować, ale mimo wszystko nie jest to większość. To dlatego szlag nas trafia, jak my biegamy z miotłą, a Wy siedzicie wtedy za komputerem. Nikt nikomu przecież przed ołtarzem nie obiecywał, że będzie pomywaczem.

popracy

Zaangażowanie musi być takie samo. I nagroda (w postaci rozrywki) również. Pracujemy zawodowo po tyle samo godzin, wracamy do domu, w którym trzeba coś zrobić (trzeba, bo tak, nie ma dyskusji, bez zbędnych pytań). Dziecko musi zjeść, musi być wykąpane, trzeba mu przeczytać bajkę i zagrać kilka razy w Spadające Małpki. Trzeba znaleźć na to siły i czas. I koniec. Trzeba także od czasu do czasu umyć podłogę i wyszorować wannę. Wyjścia nie ma. Z drugiej strony – nie wydaje Wam się, że wszelkie wojny prowadzone z mężem o sprzątanie to walka bez końca? On po prostu nie widzi potrzeby sprzątania. Nie dostrzega kurzu. I tego, że na obrusie jest plama. Ja dostrzegam więc zawsze reaguję zaharowując się na śmierć i narzekając, że gdyby nie ja to w domu mielibyśmy pewnie karaluchy. Ale czy naprawdę? Czy ta plama na obrusie to kwestia małżeńskiego być albo nie być?

[A … może by tak włączyć luz?]

Drogie Żony/Partnerki Graczy. Sprzątacie codziennie i codziennie macie poczucie krzywdy. Bo robicie więcej i lepiej. Bardziej się poświęcacie, bardziej Wam zależy. Ale bez przesady. Moja sprawdzona od roku reakcja na widok sterty garów „Wychodzę dzisiaj na saunę”. Najpierw przyjemności. W saunie liczę na to, że on prawidłowo odebrał sens przekazu i właśnie się garami zaopiekował. Zwykle tak jest. Czasami jednak wracam, a tam dalej pobojowisko. Więc dwa zdania padają: sprzątanie to nie jest przyjemność dla mnie. Jakim prawem Ty masz się oddawać przyjemnościom  (czyt. graniu) a ja w tym czasie pracować? I jakoś nam to idzie. Z reguły. Raz dwa. Bez poczucia krzywdy. Każde z nas chce mieć czas na „swoje” przyjemności. A potem mieć jeszcze energie (ba, szansę;) !) na te „wspólne”. Dla dobra małżeńskiego życia (na każdej płaszczyźnie) – najlepiej sprzątać wspólnie. I wspólnie odpoczywać. I wspólnie robić jeszcze kilka istotnych rzeczy.
I najlepiej mieć swoje, własne, przez męża niezrozumiane hobby.

No dobra, Marudząca Żono Gracza, teraz do rzeczy. Czy naprawdę wg Ciebie Wasze życie jest pasmem nieszczęść TYLKO dlatego, że on gra? Czy jesteś pewna, że gdyby tylko nie grał wszystko byłoby pięknie? Serio?  Głównym aby na pewno powodem Twojej frustracji nie jest to, że nie dajecie rady ze spłatą kredytu we frankach, że nie ma pracy, dziecko ząbkuje, że w łóżku się nie układa, że tak naprawdę chciałabyś nowego męża, że nienawidzisz swojej matki itd. ? Naprawdę jesteś pewna, że nie o to chodzi?  Jeśli chodzi tylko o to, że ona gra, a Tobie się to nie widzi, to znajdź sobie Babo jakieś hobby, które Ci zajmie czas. Ten spędzony osobno.

takczysiak

A tak w ogóle… to zapytałaś go choć raz co fajnego jest w jego ulubionej grze? Inaczej niż „Może mi powiesz w końcu co tak rewelacyjnego jest w grach, że mnie masz nieustannie w dupie?” . Jeśli nie to wnioskuję, że problem jest w tym, że nie ma dla Ciebie znaczenia to, czym on się naprawdę interesuje. Co mu sprawia frajdę, co go bawi i jak lubi spędzać SWÓJ (a więc należący do NIEGO) wolny czas. Jeśli tak właśnie jest to odpuść sobie, bo każda inna (jego) pasja będzie Ci w przeszkadzać.

Właśnie dotarło do mnie, że tekst, który z założenia miał być listem do Żon i Mężów, jest listem do siebie samej i Nitka. Wow. To już 4 lata takiego dialogu. Zewsząd gratulacje, że jednak ze sobą wytrzymaliśmy. A to przecież dopiero początek.

Btw, wiecie, że dzisiaj nie ma streama?

mamnadziejeMiłego dnia!

Rysunki wzięte z FB Porysunki, za zgodą.

Dodaj komentarz



273 myśli nt. „Jak sprawić, by żona pozwoliła ci grać ?

  1. Revant

    Gratulacje 😀 jako świeży mąż, uczę się właśnie tego wszystkiego. Ogromnie się cieszę, że mogę w piątek pograć z gikzami, a żona w tym czasie sobie czyta, czy ogląda falkowicza w kolejnym odcinku serialu. Trafiłem prezentem w święta – kindle kompletnie ją oczarował i choć sam na początku dużo przed nim siedziałem, tak teraz nie mogę go znaleźć bo siedzi wciąż w jej rękach lub jej torebce 😉 ten tekst na pewno przekażę mojej lubej, ale boję się jednego. Czegoś o co ostatnio są długie dyskusje i na co się zgodzić nie mogę. Nie dam po prostu rady, nie istnieje dla mnie nawet taka możliwość. Wychodzenie rano po świeże bułki – jak ty Nitku tak możesz? Czym Cię Bea omamiła? O_o

  2. aihS Webmajster

    Jesteś albo bardzo mądra, albo mąż cie dobrze bije (jeżeli to drugie to polecam wydłubać nożem przyciski odpowiednio X w PS4 i A w padzie xboxowym, będzie jak milion kopniaków w jajka :P).

    Tekst jest fenomenalny i coś czuję, że parę osób na gikzie może poczuć się dotkniętych bo ewidentnie nie zdobyli acziwmentu “Drogi graczu, zanim obiecasz jakiejś kobiecie, że spędzisz z nią resztę życia, zastanów się trochę czy wybrałeś dobrze.” co widać tak bardzo, że ronię obowiązkową łzę w ich intencji codziennie przy porannej kawie. Nie, palcem nie będę wytykał 😉

              1. bea Autor tekstu

                @slowman

                Mam odpowiedź na takie teorie. Nigdy nie wiesz ile masz czasu! “A jak Nitku drogi dziś wyjdę do pracy i zginę na drodze, to bedziesz do konca życia sobie wypominał, że tak mało oczekiwałam, a nie potrafiłeś tego spełnić”. Mam nadzieję, że dziś uda się z tą szafką 😉

              2. slowman

                @bea

                Jakby Nitek umarł 15 minut po zamontowaniu szafki to byś sobie nie wypominała pozbawienia go radości w ostatnich chwilach życia? Już nie wspominam o tym, że błąd przy montowaniu szafki może kosztować utratę stopy, a błąd w czasie amputacji może kosztować życie.

            1. urt_sth

              @bea

              Nitek – do kąta ;), powiedział ten co od kilku lat montuje światło w kuchni (wymaga prucia stropu i poprowadzenia instalacji).
              PS. Z opisu wygląda na kilka kołków rozporowych do zamocowania, więc – do kąta…

              PS. No chyba, że do oczekiwanych czynności należy zakup (i nie mam na myśli wykonania przelewu) tychże (szafki i suszarki, nie kołków), to wtedy mogę zrozumieć. Miałem nawet taką sytuację już nie pamiętam o co chodziło, wlokło się to rok, po decyzji (jednoosobowej) co do wyboru – w najbliższy weekend było po sprawie.

              PS. To był komplet mebli do łazienki. Było prawie po sprawie bo trzeba było reklamować zawias, więc gdzieś tam w tygodniu było po sprawie.

        1. true_mayonez

          @Nitek

          a przy 250 suszarka z prawdziwego zdarzenia a nie sznurek made in macGyver?

          gratulacje Beo i Nitku! życzymy (my mayonezy oboje) Wam dalszych stu wspólnych lat w miłości, z wzajemnym szacunkiem, zrozumieniem i megatonami cierpliwości. i oczywiście końskiego zdrowia, szczęścia i pomyślności!

  3. powazny_sam

    Niby takie oczywiste i prawdziwe ale nie dla każdego. O ile ja i moja druga połowa już dawno nauczyliśmy się że “każdy ma jakiegoś bzika” to sytuacja z niedawna:
    Spotykanie (przypadkowe, na zakupach) z dawnym znajomym z czasów szkolnych jeszcze. Dla ścisłości, znajomym brata ale też się znaliśmy.
    – o cześć kopę lat, poznajcie moją małżonkę
    – no witamy witamy miło poznać
    – a co u brachola, co porabia, utrzymujecie kontakt? (brat wyemigrował, stąd pytanie dop. autor)
    – a tak, pogrywamy sobie w coopa wieczorami
    – (odzywa się małżonka kolegi, niby do siebie ale słyszymy) …. chyba bym zabiła….

    1. iHS

      @powazny_sam

      Byłem kiedyś o miesiąc od stanięcia na ślubnym kobiercu z kobietą, która konsekwentnie wykładała mi, że granie w gry jest to zajęcie dla osób podprzeciętnie sprawnych umysłowo, a moje granie musiałem wtedy realizować chyłkiem i ukradkiem, w czasie kiedy siedziała godzinami na gadu gadu.
      Słyszałem ostatnio, że wszystko u niej w porządku, podobno nawet przekazała geny dalej.
      Jako puentę dodam, że czasami mamy więcej szczęścia niż rozumu. Korzystając z okazji, chciałbym pozdrowić moją wspaniałą i wyrozumiałą małżonkę, jeżeli czyta te słowa. Buziaczki, Piesku.

      1. powazny_sam

        @iHS

        Otóż to, bo przecież gg to w przeciwieństwie do gier “właściwa” rozrywka i sposób spędzania czasu.
        Do ubarwienia mojej true story zabrakło jeszcze informacji że kolega zawsze był pasjonatem gier, jednym z tych którzy w czasach przedinternetowych mieli bencka przez okno do sąsiada zarzuconego aby po lanie w dooma grać.

  4. Beti

    Jak zwykle świetny tekst Bea! 🙂

    Najlepsze, że działa on w obie strony. Każda graczka spokojnie może pokazać go swojemu mężczyźnie, który. mimo dumy, że jego kobieta gra, czasami zapomina się 😉 Bo wiedźcie, że druga strona medalu (grająca kobieta) też nie ma łatwo w związku.

    Ah, i wszystkie najlepszego dla Was z okazji rocznicy! 🙂

    ed. ja wiele razy słyszałam od dziewczyn, że jestem nienormalna, bo “gram w męskie gry” 😀

  5. bosman_plama

    Najbardziej wstrząsnęła mną informacja, że Nitek rozmawia o głębokich książkach:). Oczyma wyobraźni widzę to tak:
    “Nie no, kurczaki (bo pociecha może być w pobliżu), ja rozumiem, że czytalność jest inna niż grywalność, ale przecież ten facet cały czas siedzi i duma nad jakimś ciastkiem, którego nawet nie zjadł w całości! Czy to ciastko to jakieś wypiekowe terrorist takedown? Bo to bym zrozumiał. Ale tak, ocenia ciastko przed zjedzeniem całości, kurczaki? I ja mam powiedzieć, że to mi megusta?”

  6. deathclaws

    Na początek gratulacje z okazji rocznicy. 🙂 Wspaniały tekst, w tym roku stuknie nam (mam nadzieję 😉 ) 5 lat i ubrałaś w słowa to co mniej więcej odczuwam obecnie na temat małżeństwa i bycia razem wogóle 🙂 Jeszcze co do garów i sprzątania to staramy się nie trzymać twardo podziału obowiązków, ale po prostu robić to co akurat jest do zrobienia, żeby na siebie nie czekać. W każdym razie w konkursie na najlepszy tekst o partnerstwie masz mój głos 😉 (albo w konkursie na nie najlepszy tekst o partnerstwie nie masz mojego głosu :P.

  7. Stah-o

    Gratulacje. Tekst świetny, w pełni popieram i stosuję (w tym roku pyka mi 15 lat wspólnego pożycia z tą samą kobietą)) 🙂

    Jako, że Nitek swoją pracowitością zawstydza niejednego z nas, z ciekawości zapytam jaką ty masz pracę zawodową drogi Nitku, czy oni tam pozwalają ci “popracować nad swoim” czy jesteś takim nadludzkim cyborgiem, który po 16 obrabia te wszystkie teksty, nagrywa i montuje filmy a na wieczór strimuje? Do tego zdążysz zadbać jeszcze o dom, żonę i córę. Toż to nadludzka moc przecież…

    1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @Stah-o

      A wiesz że gdy Nitek oświadczył w zeszłym roku że normalnie na etat pracuje to mnie tym zabił na śmierć? Szczerze powiem że uznawałem że albo a) ma swój biznes który bangla na tyle dobrze że nie wymaga zbyt dużych nakładów czasu i i może sobie realizować hobby albo b) przejada fortunę rodziców ewentualnie c) utrzymuje go żona (miałem kiedyś plan na taką ścieżkę kariery ale nie wyszło). A tu nagle praca 8h? Po nitkowej gikzaktywności nie widziałem miejsca na pracę 🙂

              1. Stah-o

                @slowman

                E tam, Nitek zaraz sam się sprzeda, bo z każdą moją wizytą na gikzie widzę jak mu celebrytowanie smakuje 🙂 Za rok bankowo będziemy patrzeć przez gikzową kamerkę jak śpi i jak bułki kupuje. Potem wizyta w “Rozmowy w toku” i stała rubryka na pudelku, a stąd już tylko krok do bycia “ekspertem” w telewizji śniadaniowej 🙂

      1. Stah-o

        @bea

        Zwrot “nie zawsze” oznacza jednak, że jest cyborgiem 🙂 Wiesz, przeciętny facet, przy takim zaangażowaniu w hobby, nigdy (ale to nigdy) by nie dał rady zadbać o rodzinę i dom. Nitek po prostu podnosi poprzeczkę dla każdego faceta. Do tego jego entuzjazm jest mocno podejrzany 😉 Nigdy nie ma dosyć gier – bierze coś nielegalnego na stówę lub jest implantowany cybernetycznie 🙂 … albo my wszyscy “przeciętniacy” jesteśmy już “poniżejprzeciętniakami” 🙂

  8. Sekal

    Bea, powinnaś pisać więcej. Bo czyta (i słucha -> patrz stream) się Ciebie świetnie.
    I gratuluję kolejnego roku. Też pokażę ten tekst swojej nie-żonie (z którą jednak mieszkam już dłużej niż 4 lata). Ona gra więcej ode mnie. 😉

  9. Smoczyca

    Aż musiałam się zarejestrować 🙂
    Jestem pod wrażeniem powyższego tekstu, dojrzały i świetnie napisany! Doskonale rozumiem w czym rzecz 🙂 mnogość gier, które przewijają się u nas w domu czasem mnie przerasta – ale i zadziwia – jak można jednego dnia być groźnym wojownikiem/ żołnierzem/ kosmitą/ złem całego świata, aby zaraz potem być niegroźną różową wróżką skaczącą po polanie…:D…a nie, przepraszam, to moje 🙂
    Tym samym ja pogrywam w King’s Bounty i kury – równowaga w przyrodzie jest zachowana – prawda brum75…?
    A z okazji rocznicy – wszystkiego dobrego!

  10. amonlb

    Dobry tekst! Już poleciał do żony jako obowiązkowy do przeczytania. Nitek masz za dobrze. Jak pozostali nie ogarniam kiedy ty pracujesz i dbasz o rodzinę jednocześnie będąc na gikzie tak często i gęsto. Masz jakiś lifehack, którym możesz się podzielić?

    Bea gratsy dla ciebie za tekst i ludzkie spojrzenie na gry i męża 😀

    Tak na marginesie jak jeszcze kila żon się zarejestruje to może się okazać że przejmą gikza. Nie zdziwię się jak znajdę któregoś dnia wpis w News 2.0 apel o umycie wanny i wyrzucenie śmieci od mojej.

    ps.Do cholery ta wanna nawet nie zdąży si ubrudzić i już ją trzeba myć !?

  11. nieja

    Kurcze, nie wiem co napisac.
    Moze to, ze mojej Mlodej to podesle do przeczytania ( i odpytam).
    Moze, ze ciekawe i madrze napisane.
    Bo nie chce (rece nie klikaja w klawisze) pisac jakim zlym mezem i ojcem jestem gdy czytam o Waszym malzenstwie.

    Powodzenia, gratulacje!

  12. Alkawen

    Świetny tekst 🙂 Zawsze, kiedy kobieta pisze mądrze, zastanawia mnie, jak wyglądają małżeństwa wojujących feministek. Bo dla nich jesteś słaba, bo potrzebujesz chłopa do powieszenia szafki czy innych “odbieranych przez szowinistów jako męskich” obowiązków domowych. A przecież chodzi o to, żeby to para się dogadała miedzy sobą, jakkolwiek by to nie wyglądało.

              1. Goblin_Wizard

                @wildberry

                No cóż, jeśli chodzi o trolling to akurat coś o tym wiem z własnego doświadczenia 🙂 . Od początku czułem, ze może o to chodzić i nawet się zastawiałem czy nie wystartować nieco agresywniej, ale w końcu doszedłem do wniosku, że jak głupia by kobieta nie była to jednak jakiś tam elementarny szacunek jej się należy 😉 . Poza tym zdradził Cię avatar zupełnie nie pasujący do poglądów. Trza było dać jakiegoś różowego pluszaka, albo inne szkaradztwo. Może wtedy bym się nie powstrzymał 😀

              2. Goblin_Wizard

                @wildberry

                Znam to uczucie. 😀 Czasami warto podyskutować dla samej przyjemności zmierzenia się z przeciwnikiem na słowa i poglądy. Na gikzie chętnych do takiej zabawy nie brakuje więc myślę, że będziesz się tu dobrze czuła.

                P.S. Ja nie zrewanżuje się facebookowym linkiem (o widzę, że już go nie ma) bo po pierwsze nie posiadam tam konta, a po drugie to się ukrywam. Ajs ostatnio starał się mnie wyśledzić i wpaść w odwiedziny z kolegami, ale chyba coś mu nie wyszło. No nic, może innym razem. 😉

              3. Goblin_Wizard

                @wildberry

                “crossy są the best!”

                No cóż, szczerze powiem, że nigdy nie zaznałem tego rodzaju przyjemności, ale kibicowałbym bardzo entuzjastycznie. 😉 Na filmikach wygląda to całkiem nieźle.

                btw Czy Ty też ma zamiar wystąpić w Dakarze? A może już uczestniczyłaś? Pochwal się swoimi osiągnięciami.

              4. wildberry

                @Goblin_Wizard

                Jak znajdę wolne kilka(naście) milionów to bardzo chętnie bym pośmigała sobie w Dakarze, może nawet z (phana)Sonikiem 🙂 Why not?
                A terenowo spędzony czas polecam po stokroć! Nic tak nie uwalnia myśli jak czas spędzony na moto 🙂
                Z tego co mi wiadomo to są różne gry z jazdą na crossie – możesz tak spróbować powalczyć na dobry początek 🙂 ponoć ciężko jest opanować jazdę na jednym kole w tych grach 🙂 challenge..?

  13. ml.

    Aż musiałam się zarejestrować!
    Bardzo dobry tekst i potwierdzam – powinien zostać opublikowany w „babskiej gazecie” 😉

    Co do mojego doświadczenia bycia świeżo upieczoną żoną gracza, staż w związku prawie 4 lata, dwójka dzieci.
    Jak zaczęłam mówić wśród znajomych, że S będzie mój, to właściwie każdy się pukał w głowę i twierdził: przecież on nie wychodzi z domu, jest aspołeczny, taki nieobecny i w ogóle dziwny. A ja się uparłam. Pamiętam jak na początku naszego związku z przerażeniem w oczach mówił: bo ja się umówiłem na granie, mogę iść? Możesz. I wiedziałam od zawsze, że tak już zostanie. Jak rozmawialiśmy o planach na przyszłość, to mu zawsze było „wszystko jedno” z zastrzeżeniem, że tam gdzie będziemy mieszkać powstanie gabinet (gabinet, tak tak – po prostu pokój do grania). Jak przychodziły jakieś szczególne okazje, gdzie trzeba było kupić prezent, to dostawałam głośniki do komputera, słuchawki… Jak byliśmy umówieni ze znajomymi, to mój mąż zostawał w domu a ja robiłam za tłum. W sylwestra mój twierdził „bede grał w gre” i rzeczywiście tak było – w tym samym czasie ja szalałam na imprezie. Dziwne? Dla większości nie do pojęcia. A u nas tak jest. I tak – nie mam powieszonych szafek w kuchni, płytki na umycie po fugowaniu czekają już drugi miesiąc. Czasami mam wrażenie, że jak przestajemy ze sobą rozmawiać (nasza forma kłócenia się), to jemu jest to na rękę, bo dopiero może pograć w spokoju 😉 Ale za to też go cenię. Bo on ma swoje hobby, ja swoje. Wolę to niż stanie pod sklepem z piwem. U nas nie ma scen zazdrości o pójście na imprezę, mogę go zostawić z dziećmi na weekend, babskie spotkania – nie ma problemu. Z pedagogicznego punktu widzenia (tak się właśnie dobraliśmy pedagog + matematyk/informatyk) taka relacja jest po prostu zdrowa. Każdy ma swoją „przestrzeń”. Po części to kwestia zaufania, trochę akceptacji. I jeśli wybierasz sobie za męża gracza, to trzeba mieć świadomość, że to właśnie także i dzięki temu jest tym kim jest. Taki pakiet. Ot i tyle.

    I tak – S nadal jest „aspołeczny”… ale nie dla mnie.

    1. bea Autor tekstu

      @ml.

      Witamy! Nie jestem pedagogiem ani psychologiem, więc nie wiem jak powinno być. Wiem natomiast, że bez sensu jest słuchać tych, którzy twierdzą, że w związku to powinno być tak jak oni uważają i nie inaczej:) Przykładowo: ja reaguję fatalnie, gdy mąż woli zostać w domu niż wyjść na imprezę. Jednak mam takie poczucie, że lepiej wyjść razem a nie osobno. Na imprezę. Bo na saunę, basen, do koleżanki, na spacer, itd. to raczej już nie próbuję go wyciągać, bo wiem, że szanse są zerowe. Żeby nie było: nie twierdzę, że granie kilka(naście) godzin dziennie nie jest chore. Uważam, że jest. Ale już granie i jednoczesne bawienie się tym graniem z ludźmi, wspólne spędzanie czasu, pisanie tekstów o grach, nagrywanie filmów i udzielanie się w internecie nie jest niczym złym. Chodzi o założenia i cele. Nie “gram godzinami, bo chcę” tylko “gram, bo lubię grać, rozmawiać, dyskutować, rozwijać swoją wiedzę z danego tematu” itd. Może za bardzo filozofuję… Ale trzeba umieć odróżnić to, co zupełnie niezdrowe od tego, co rozwijające. Przecież siedzenie z nosem w książkach całymi dniami dla samego siedzenia… również nie ma większego sensu, prawda? A już to, co daje taka lektura poza samym czytaniem (wiedza, doświadczenie, szanse na ciekawą rozmowę z ciekawymi ludźmi na jej temat, etc.) to ta wartość dodana, której nikt nie powinien podważać.

      1. ml.

        @bea

        Wiesz… Ja też mam takie poczucie, że lepiej iść razem na imprezę, ale na poczuciu już się kończy.;-) Jak mam widzieć jego minę tudzież ma intensywnie korzystać z pakietu internetowego w telefonie, to już lepiej dać spokój. Taki ciężki przypadek się trafił 😉

        1. bea Autor tekstu

          @ml.

          Haha, uwielbiam to. Najlepiej się czuje tam, gdzie ma wi-fi 😉
          No ale większych imprez nie odpuszczam, gdybym zaczęła to obawiam się, że na przestrzeni paru lat dyskutowałabym z mężem o tym, żeby wigilię spędzić na streamie;) Powodzenia więc! I odzywajcie się tutaj częściej Żony 🙂

          1. ml.

            @bea

            Oczywiście, że nie odpuszczam, bo w sumie to uparta jestem 😉 Jeśli chodzi o wigilię, to pamiętaj, że zawsze zostaje argument dobrego jedzenia – to kusi 😉
            Przypomniały mi się nasze “rozmowy na poziomie”:
            M: Jedziemy do A na kawę.
            S: Ja też muszę?
            M: Tak.
            S: Ale przecież to są bardziej TWOI (z wielkim podkreśleniem TWOI) znajomi niż moi.
            M: To może dla odmiany pojedziemy do Twoich znajomych, ja nie widzę problemu.
            S: …. (milczy)…. Ale oni wszyscy mieszkają za daleko.
            Nie dogodzisz. A później i tak nocka z Bf3 😉

      2. deathclaws

        @bea

        No właśnie, ta granica między pasją i rozwojem, a graniem wiele godzin dla samego grania jest dosyć cieńka. Akurat w przypadku Nitka, który streamuje, nagrywa filmiki i rozwija się z tym jakoś nie dziwi mnie że “nie przeszkadza” Ci to, bo to jest realna pasja, Nitek jak wstanie od kompa to ma realnych znajomych, więcej wie o montowaniu i streamowaniu, nawiązuje kontakty z firmami itd. A jak ktoś wstaje po kilku (nastu) godzinach od grania, to z tym rozwojem chyba trochę gorzej 😉

        1. bea Autor tekstu

          @deathclaws

          No i wlaśnie o to mi chodzi. Awantury były o samo granie. I pytania: co Ty w tym widzisz? Teraz inaczej. Bo jest nowy krąg znajomych, sa odbiorcy (nie gra sam dla siebie w ciemnej piwnicy), są rozmowy (czasami za głośne!), są teksty w pisaniu których Nitek się bardzo rozwinął (wystarczy porównać pierwszy i ostatni tekst;) ), są wyjazdy na imprezy i targi “growe”, rozmowy z ludźmi i … Wtedy te “gry” przestają już wyglądać tak “demonicznie” 😉

      3. projan

        @bea

        Problem jest jeśli kobieta zaczyna podchodzić do tematu w sposób – czy to co robisz cię w jakiś sposób rozwija. A ja mam po prostu ochotę na rozrywkę, bez zastanawiania się czy mnie to rozwija. Zresztą, z grami jest jak z zabawkami dla dzieci (choćby był to po prostu czerwony klocek), każda coś rozwija.

        1. bea Autor tekstu

          @projan

          No ale z tekstu jasno wynika, że taka rozrywka to również nic złego. O ile nie przysłania calego świata na wiele godzin i o ile ktoś, z kim żyjesz nie ma pretensji i czuje się w miare komfortowo. Nitka pasja jaką jest granie bardzo rozwinęła (co napisalam powyzej) ale doskonale wiem, ze czasami gra “bo tak”, “bo lubi” i “bo ma ochote” – z tym, że nie mam tolerancji dla “bo mam ochote to gram przez 7 godzin, a pranie,prasowanie, dziecko i żona czekają, aż sobie o nich przypomnę”. taka mądrość miała płynąć z mojej wypowiedzi;)

  14. Goblin_Wizard

    Świetny tekst. Dla mnie brzmi trochę jak instrukcja – “Jak być normalnym wśród nienormalnych.” No.. może nie do końca “nienormalnych”, ale mających inne priorytety i egoistyczne podejście do życia. Dla kobiet – jak nie być jędzą, a dla facetów – jak nie być pasożytem. Ot, taka drobna refleksja mnie naszła po lekturze wpisu.

        1. Beti

          @Stah-o

          Bzdura. Jak dochodzi do rozstania, to chyba łatwiej o podział majątku przy małżeństwie, nie konkubinacie 😉 Chociaż ja się nie znam.
          W obu przypadkach żyje się razem. Więc co to za kalkulacje? Mieszkając razem przed ślubem każdy kupuje osobno, a po ślubie razem? 😀 Serio? 😀

      1. urt_sth

        @Beti

        Mogę tylko gdybać, że poczucie winy (lub rozgoryczenia) przy rozstaniu może być większe, bo przecież się przysięgało, no chyba że ktoś przysięgał cynicznie, to nie. Skoro wierzyło się w miłość do grobowej deski, a jednak nie wyszło to jednak zawód większy.
        To oczywiście kwestia wtórna, w grupie nie przysięgających będzie więcej “racjonalistów” niż “romantyków”.

        1. Beti

          @urt_sth

          Można przysięgać sobie miłość i wierność do grobowej deski siedząc w nocy na plaży ale wiadomo, że przed ołtarzem ta chwila jest bardziej podniosła. Mało tego, robi się to przy całej rodzinie i znajomych 😉

          Przy każdym rozwodzie i rozstaniu trzeba usuwać wszystkie wspólne zdjęcia z fejsa, tak więc lepiej zastanowić się dwa razy czy się tego chce 😉

          1. ml.

            @Beti

            Mi się wydaje, że czas i miejsce składania przysięgi małżeńskiej aż tak się od siebie nie różnią. Tak naprawdę to kwestia odbioru i nadawania znaczeń zaistniałej sytuacji no i ponoszenia odpowiedzialności za własne słowa. U nas nie było ołtarza, wielkiej rodziny, znajomych a ślub jest i podniosła chwila była 😀 I w sumie nic się nie zmieniło od czasu konkubinatu (kasa już dawno wspólna 😉 ) oprócz tego, że teraz muszę literować swoje nowe nazwisko przy wszelkich formalnościach 😉

              1. ml.

                @urt_sth

                Czy samo “przysięganie” gwarantuje wyłączność do śmierci? Nie. Jeśli któraś ze stron chce spartolić związek to i tak ostatecznie to zrobi. Moim zdaniem wszystko zależy od reguł jakie przyjmuje się indywidualnie – definiując “związek”. Związek jest związkiem. Czy wiążesz się z kimś z założeniem, że niekoniecznie musi to być do śmierci? Poza zdobywaniem doświadczenia w młodym wieku później staję się to jedynie niepotrzebną stratą czasu. Więc jeśli ktoś buduje związek oparty na szczerości i zaufaniu, to moim zdaniem gwarantuje mu to wyłączność. Nie potrzeba do tego ceremonii.

                Jeśli chodzi o trójkąty – ile ludzi, tyle historii. Są i takie pary (nawet małżeństwa), które “zapraszają” tę trzecią, traktując to jak coś normalnego, urozmaicenie.

          1. aihS Webmajster

            @Beti

            A ja znam bezpośrednio i pośrednio poza tym wiem na swoim przykładzie, że pomimo tego, iż niby nic się nie zmienia to jednak pojawia się kompletnie irracjonalny dyskomfort psychiczny, presja z racji zobowiązań, które wypełnia się już ponad dekadę, a i tak coś człowiekowi nie leży. Gdyby nie to, że jedni głupi ludzie z drugimi głupimi ludźmi muszą wtryniać się pod cudze kołdry to mógłbym mieć związek partnerski, a tak muszę dla uregulowania pewnych spraw bujać się z małżeństwem.

  15. bigger_pops

    Jak sprawić, by żona pozwoliła Ci pograć? Bardzo proste. Nie przesadzać z tym. Obie strony muszą zrozumieć, że granie w gry to rozrywka jak każda inna. Jakoś nigdzie nie natknąłem się na artykuł pn.: ” Jak sprawić, by żona pozwoliła Ci czytać książki?”. We wszystkim należy zachować umiar, ewentualnie nie zaniedbywać obowiązków domowych (czyt.: zmywanie, sprzątanie, obowiązkowe rozmow…tfu wysłuchiwanie, co kto powiedział u Niej w pracy, jak Jej minął dzień i dlaczego był do kija…).
    Granie w gry nie jest problemem, jeśli poświęca się na to rozsądną ilość czasu. Podobnie jest z czytaniem książek (no chyba, że jest się tak uzależnionym, że trzeba zamykać się na 3 godziny w klopie z książką, żeby druga połówka nie strzelała focha; wtedy klops).

    Chociaż może przemawiają przeze mnie płonne nadzieje, bo sam za 9 miesięcy biorę ślub z kobietą, która za grami komputerowymi raczej nie przepada. No chyba, że sama gra na fejsie, bo wtedy nasza ostatnia rozmowa przed zaśnięciem zwykle wygląda tak:
    (Ja:) – No idziesz w końcu spać czy nie?!
    (Ona:) – Już, ostało mi ostatnie życie! Już idę.
    Godzinę później zasypiam. Widzimy się dopiero rano.

Powrót do artykułu