Zardzewiała Krypa 2022

bosman_plama dnia 23 grudnia, 2022 o 10:29    41 

Zbierałem się do tej Krypy i zbierałem, ganiąc sam siebie za opieszałość, bo zdawało mi się, że rok temu rozpocząłem tradycyjne świąteczne głosowanie wcześniej. I faktycznie, było wcześniej, ale tylko ciut. Dwa dni. Ale zbierałem się też długo dlatego, że sam już nie pamiętałem w co grałem w tym roku, a w co poprzednim. Wiecie jak jest, latka lecą.

Rok 2022 nie zapisał się raczej złotymi zgłoskami w historii świata. Jeszcze nie skończyła się pandemia, a już zaczęła wojna (ta blisko naszej granicy i wyjątkowo niebezpieczna, bo grożąca i atomem i trzecią, czy może czwartą światową; wojny trwają na naszej planecie praktycznie przez cały czas, tylko zwykle daleko od nas i mniej globalnie niebezpieczne, więc czasem szybko o nich zapominamy, a czasem nawet się o nich nie dowiadujemy). Inflacja mocno kopie nas po kostkach (co odczułem dziś zauważalnie podczas porannych świątecznych zakupów), a tzw. fizyczne nośniki gier są coraz mocniej wypychane do muzeów. Na przykład trudno będzie znaleźć czytnik DVD w laptopach growych, choć wydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale właśnie tam powinny się znajdować. Ale nie. Podobnie, jak nie znajdują się naprawdę pojemne dyski w tych, które są najmocniej reklamowane w sklepach. Co jest kolejnym zwiastunem krańca świata świętego prawa własności. W nadchodzącym świecie wszystko będzie nam użyczane, co de facto sprowadzi nas do stanu trochę mniej zaniedbanych chłopów pańszczyźnianych. Nic to nowego, o neofeudalizmie pisarze SF piszą od lat.

A czemuż o tym wszystkim piszę, prócz oczywiście potrzeby pobudzenia was do ewentualnej dyskusji, przypomnienia o tym, że sam jestem esefowcem i konieczności napisania paru akapitów, żebyście nie myśleli, że spotykam się tu z Wami byle jak? A temuż, że pierwsza gra, jaka przyszła mi do głowy jako nominowana, to Baldur’s Gate 1, które przedwczoraj skończyło 20 lat. I choć mam ją na płycie DVD (ale w wersji klasycznej), to dwa tygodnie przed urodzinami gry, odpaliłem ją kompletnie bezokolicznościowo, z użyczającego mi gry GOGa. Odpaliłem na niegejmingowym laptopie, który jednakowoż posiada stację dvd, czyli starym. Wygodnicko nie skorzystałem jednak z czytnika i płytki a z internetowego serwisu. Znak czasów.

Z pierwszą częścią BG mam przygodę wyboistą, ponieważ nigdy dotąd tej gry nie ukończyłem. Zapewne dlatego, że najpierw zagrałem w BG2 (które ogrywałem przez rok) i gdy zacząłem BG1 potem (zaraz po zakończeniu BG2), poczułem się nieco oszukany. Zbyt mało było w tej grze dialogów, przygód, wyzwań, wątków… Wszystkiego. Nawet odwiedzane lochy okazywały się jakieś puste i nieskomplikowane. Pomimo więc tego, że próbowałem wracać do tej gry przez blisko dwadzieścia lat (zauważcie, w jakich przestrzeniach czasowych się poruszamy!), nigdy nie udało mi się dojść choćby do połowy. Aż do roku 2022, który w historii świata nie zapisze się może złotymi głoskami, ale w mojej prywatnej historii zostanie zapamiętany jako ten, w którym udało mi się… No, może nie przejść, jeszcze gry nie skończyłem, ale w każdym razie po raz pierwszy wciągnąć się w BG1. Okazało się, że to dobra, luzacka gra dla… No dobra, nie rozmawiajmy o szczegółach wieku. Dla mnie takiego, jakim dziś jestem.

Nieustająco ogrywam też Cywilizację 2, szlifując rekordy kolejnych władców. Wciąż na pierwszym miejscu jest Cesarzowa Zhao Wei, która nabiła jakąś niebotyczną liczbę punktów (pamiętacie, że Civ2 miała taką tabelę na koniec?), do dziś nie wiem jakim cudem. Aha, jeśli w tym momencie wasz wewnętrzny historyk zastanawia się, w którym wieku panowała w Chinach taka cesarzowa, podpowiadam: nie panowała. Chociaż… Może aktorka Zhao Wei zagrała kiedyś jakąś cesarzową? Na pewno zagrała Mulan w wersji przedisnejowskiej i księżniczkę Sun Shangxiang w Trzech Królestwach Johna Woo (warto oglądać wersję na Chiny, nawet jeśli trwa prawie tyle, co wszystkie odcinki Mody na sukces razem wzięte, bo ta skrojona pod USA przypomina streszczenie). I w ten sposób dowiedzieliście się skąd biorę nazwiska władców do Cywilizacji. Taka słabostka.

Trzecim nominantem będzie oczywiście… Fallout2, czyli jedna z najlepszych gier w historii. Zastanawiałem się, czy nie dać szansy innym, na przykład Cyberpunkowi, którego też ogrywałem jeszcze w tym roku nową postacią. Przyjemność grania w Cyberpunka zepsuły mi jednak kolejne łatki, które uczyniły dla mnie grę niemal niegrywalną. Poważnie, grając na PS4 nie doświadczyłem na początku prawie żadnych kłopotów, o których rozpisywał się świat. Dopiero z kolejnymi leczącymi je łatkami zacząłem otrzymywać “dostęp” do tych błędów, a po ostatniej wielkiej łacie otrzymałem ich komplet. I teraz wiem, co czuli ci wszyscy narzekacze dwa lata temu. Dziękuję ci, CD Project, za to doświadczenie.

Ponieważ pewnie wszyscy jesteście ciekawi jak wyglądała Zhao Wei w roli Mulan – proszę bardzo.

Seriale w tym roku dzieliły się dla mnie na głośne rozczarowania i ciche sukcesy. Wiedźmin, Koło Czasu, Rings of Power to dla mnie lista dowodów w śledztwie na temat: czy nieogary z wielkich firm powinny brać się za robienie fantasy, skoro kompletnie go nie kumają. Na szczęście pojawiły się takie cudeńka jak SW: Andor, który sprawił, że rozbłysła iskiereczka nadziei, że Gwiezdne Wojny da się jeszcze uratować. A pamiętacie może jak bardzo nie lubiłem (i nadal nie lubię) Łobuza1, do którego Andor jest prequelem? Rok 2022 to także rok premiery Peryferal na Amazon, serialu, który na razie, jest dowodem, że można zrobić serialową adaptację fantastycznej prozy (powieść Williama Gibsona) i nie dokonać tym brutalnego gwałtu na niej. Co nie oznacza, że serial nie wprowadza własnych zmian (adaptuje). Amazon wprowadził też w tym roku dwa faceckie seriale, czyli: Reacher i Terminal List, w obu przypadkach to adaptacje powieści o twardzielach w starym stylu. W obu przypadkach są to dobrze zrobione sensacyjniaki, przy których można sobie odpocząć. W obu przypadkach adaptatorzy zachowali szacunek do autorów powieści (tak, Reacher w końcu jest wielki i małomówny) i to wyszło! Szok.

Niestety, rok 2022 to także ten, który przyniósł nam kontynuację Willow, które dowiodło, że fantasy nie ma szczęścia do seriali, a najlepszym aktorskim serialem ostatnich lat pozostaje The Outpost z SyFy. Tak, ten tani serial, nie będący adaptacją żadnej powieści i kręcony częściowo w Serbii (bo tanio).

Powieściowo dostaliśmy za to świetne fantasy napisane przez nikistę Radka Raka, niewestern o Sienkiewiczu Jakuba Nowaka… A, skoro jesteśmy przy westernach, to nareszcie ukazały się u nas Ulice Laredo, czyli kontynuacja Na południe od Brazos. I jeśli szukacie dla siebie dobrego uczynku, który popłaci, to biegnijcie szybciutko zamówić obie powieści w księgarni wydawcy, bo trwają tam chyba właśnie świąteczne okazyjne sprzedaże kompletu tych dwu powieści. Czemu wam się to opłaci? Bo to proza bardziej niż wyśmienita. A czemu to dobry uczynek? Bo jak się te dwie części sprzedadzą, to może wydawca (Vesper) wyda także dwa prequele a wtedy ja się bardzo ucieszę.

I do tego właśnie dotarliśmy. Do cieszenia. Zanim jednak złożę wam życzenia, garść zasad.

Możecie głosować tu i tylko tu. Każdy może oddać trzy głosy i tylko trzy. Jeśli ktoś sprytnie napisze: “a na trzecim miejscu nominuję następujące gry:…”, to głos zostanie policzony tylko na pierwszą z wymienionych. Głosy możecie oddawać do godziny 23:59, 31 grudnia. Głosujecie oczywiście na gry, które sprawiły Wam w tym roku najwięcej frajdy, bez względu na to, kiedy zostały wydane. To samo dotyczy książek, seriali, filmów, komiksów… Wiem, że głosujecie na co Wasze dusze zapragną. Gry to podstawa, ale dla wszystkiego starczy miejsca.

I to, chyba, wszystko w kwestii głosowania. Zaraz zamknę tekst i będę tu zerkał, ciekaw, czy Wy tu zerkacie.

A gdybyście zerkali: Wesołych Świąt dla Was wszystkich i dla tych, których nazywacie bliskimi (czy to żony i dzieci, czy też np. Sulik oraz Minsk i Boo także mieszczą się na tej liście). Bądźcie zdrowi i weseli.

Dodaj komentarz



41 myśli nt. „Zardzewiała Krypa 2022

  1. lemon

    1. Football Manager – znowu się wciągnąłem, cóż poradzić.
    2. Shadow of the Tomb Raider – najlepsza część przygód Lary od czasów rebootu, choć nadal to bardziej symulator predatora w dżungli niż stary Tomb Raider.
    3. Medieval Dynasty – czyli farming simulator A.D. 1283 😉 Bardzo relaksująca rozgrywka, zbieranie patyków i kamieni jeszcze nigdy nie było tak frapujące.

    Również grałem w BG1 po BG2, ale poszło mi raczej gładko. Grałem dawno temu, więc największym szokiem było chyba przełączenie się z rozdzielczości 1280×1024 (BG2) na 640×480 (BG1), ale i poziom trudności walki z Sarevokiem zapamiętam jako jeden z najwyższych w cRPG.

    Większość wspomnianych seriali obejrzałem, pomijając fantasy od ludzi, którzy “wiedzą lepiej”. Reacher jest chyba nawet lepszy niż książka, bo poziom prozy tej pierwszej powieści przywodzi na myśl mięśniakowe kino klasy B z lat 80. 🙂

    PS Na Epicu właśnie rozdają za darmo Encased, falloutopodobny cRPG ze znakomitym pierwszym rozdziałem (jakieś 20 parę godzin) i zrobioną na kolanie resztą. No ale skoro ten pierwszy akt prawie wszystkich zachwycił, to za te 0 zł jestem gotów dać mu szansę. 😉

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      Ha, a dla mnie pierwsza powieść o Reacherze jest jedna z lepszych (acz wszystkich nie czytałem, może z dwanaście:P ) – ma schemat westernu, klimat czarnego kryminału i dość fajną, ciągnącą się przez pokolenia historię tego jazzmana (ta w serialu zniknęła, ale nie dałoby się jej wpisać, bo to już nie te czasy). Później, jak mi się wydaje, już nie wracał ani podobnie gęstniejący klimat, ani pewna – mimo wszystko – doza komplikacji fabuły. Ale tak, serial chyba jest fajniejszy, bo lepiej rozegrali postacie poboczne.

  2. Tichy

    O fajnie że Krypa się ruszyła z lodów. No ale odwilż 🙂
    W tym roku dostałem jakiegoś energetycznego kopa i rzuciłem się na ogrywanie różnych staroci, które kiedyś, przy premierze mnie nie wciągnęły, choć teoretycznie powinny. Sprzyjał temu wysyp remasterów i abonamentów.
    A najfajniejsze były:
    1. Mass Effect Edycja Legendarna – pierwszą część kupiłem przedpremierowo, no ale nie pykło. Nie wciągnęła mnie. Chyba musiałem dojrzeć do tej epickiej opowieści :). Albo może raczej załapać lekki regres. Bawiłem się świetnie, nawet splatynowałem 1 i 2 część. Piękna gra, mimo wszelkich niedoskonałości i głupotek fabularnych.
    2. South Park Kijek Prawdy – za serialem nie przepadam, ale ta gra… jest zajebista. Jest niepoprawna, obrzydliwa, głupia i bardzo śmieszna. Walka z gnomem bossem spowodowała, że zakazałem grać w tą grę mojemu 13 letniemu synowi. Pewnie i tak mnie nie posłucha 🙂
    3. Assassin Creed Brotherhood – wersja zremasterowana. W tym roku pierwszy raz przeszedłem AC2 i Brotherhooda. Na premierę – odbiłem się. Podobnie jak przy ME – na starość głupieję bo bawiłem się przednio. Dobra historia ala Dan Brown, fajne zakończenie 2 i wyraźnie lepszy mechanicznie Brotherhood. Zacząłem rozumieć czemu co niektórzy twierdzą, że AC skończyło się na opowieści o Ezzio 🙂

    Seriale – 1. Euforia 2 sezon – to takie współczesne Beverly Hills 90210 – tylko że arcydzieło. No rozumiem, że może dziadersom się nie podobać, bo świat małolatów jest tam przedstawiony w sposób na maxa przegięty. No ale to jest pod względem scenariuszowym, aktorskim i realizacyjnym – pieprzone arcydzieło i tyle. Tylko że w 2 sezonie – aktorzy już trochę się zestarzeli i nie wyglądają już bardzo młodzieżowo. Pandemia i przerwa w realizacji zrobiły swoje.
    2. Klangor – najlepszy serial polski do czasów Alternatywy 4 chyba. Dobra intryga w stylu skandynawskim, trzymająca niemal do końca w napięciu no i aktorsko majstersztyk. Jakubik wymiata, ale wszyscy tam dają koncert. Polecam bardzo.
    3. Będzie bolało – muszę przeczytać książkę. Serial o angielskim lekarzu, dużo czarnego humoru. Zabawny, mądry i wzruszający.

    A z filmów – ostatnio obejrzałem na Amazonie “Wszystko wszędzie naraz”. To jest piękny film :). Najbardziej urzekła mnie rola Jamie Lee Curtis. Dawno temu się w niej kochałem, trochę się zestarzała, no ale rusza się dalej całkiem całkiem 😉 Z tego co wiem film polaryzuje widzów – jedni kochają inni nie rozumieją 🙂 Ja nie rozumiem ale kocham.

    Fajnie że jest krypa i mogę sobie raz w roku coś tam podsumować. Wesołych świąt wszystkim!

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tichy

      Ha, w kontekście serialu o przegiętych nastolatkach – widziałeś “Skins”? Teraz to już staaaary serial, w końcu Nicholas Hoult gra w nim nastolatka (pierwszy sezon z 2007 roku), ale… o kurczaki… Szczękę opadniętą trzy piętra niżej po pierwszych odicnkach bardzo długo zbierałem. To także serial w którym (w drugiej generacji, bo serial dzieli się na “generacje” uczniów, starzy odchodzą, nowi przychodzą, każda generacja dostaje po dwa sezony) do cna znienawidziłem jedną z postaci, ale w ostatnim odcinku tej generacji z całych sił ściskałem za nią kciuki i miałem nadzieję, że okaże się tym wstrętnym, bezlitosnym socjopatą, którym był przez poprzednie odcinki. Pisząc krócej: dobrze pisali te postacie.

      Skins jest na którymś z popularnych serwisów streamingowych, a w każdym razie był.

      1. aihS Webmajster

        @bosman_plama

        Widzę Euforię więc też od razu z automatu mi się Skins na usta ciśnie. Znakomity serial i od Euforii odróżnia go to, że “przegięcia” z niego mogą być bliższe ludziom ekhm starszym.

        I tak finał drugiej generacji wyzwala mnóstwo sprzecznych emocji. Jednocześnie pochwalasz i nie pochwalasz, cieszysz się i płaczesz. Good stuff.

  3. mr_geo

    Gry:
    1. WARNO (PC) – definitywnie mój numer jeden pod względem poświęconego czasu w 2022. Do tego stopnia, że jak się nad tym zastanowić, to na drugim miejscu jest …. długo długo nic. Niemałym źródłem motywacji do zagrania była obecna sytuacja za naszą wschodnią granicą i chęć sprawdzenia różnych potencjalnych scenariuszy “co by było gdyby…”. Oczywiście, wartość merytoryczna takich sprawdzań i ich przełożenie na realny konflikt zbrojny są w najlepszym wypadku problematyczne, ale co miałem satysfakcji (oraz kilku zaskoczeń) gdy moje order of battle się sprawdzały to moje.

    …. rzeczone długo długo nic….

    2. Before we leave (PS5) – indykowy city builder o kolonizowaniu złożonych z heksagonalnych kafelków lądów na planetach które z niewiadomych przyczyn mają kształt zbliżony do….ziemniaka? :). Ani grafika ani mechanika nie jest czymś powalająco nowym i odkrywczym, ale gra się przyjemnie i (ponieważ walka jest kompletnym marginesem i szczerze mówiąc wyglądała mi na feature dolepiony do gry “na siłę”) właściwie bezstresowo. Taki przyjemny wieczorny odstresowywacz.
    3. Horizon – Forbiden West – o poprzedniej części zdanie miałem mieszane, ładny estetyczne świat z potencjałem, ale historia którą za jego pomocą mi opowiadano dość rozłaziła się w logicznych i fabularnych szwach. Druga część/kontynuacja jest lepsza ale… niedużo lepsza. Wizualnie nadal dobre, szczególnie na PS5 pokazuje momentami graficzny pazur, ale fabuła… hmmmm. No coś próbowano, trochę się starano, wygląda to trochę lepiej w early i midgame – po czym położono pokotem całość tych starań zakończeniem które jest tak, pardon my french, kiczowato durnowate że tylko za głowę się złapać. Oj nie ma ruda łuczniczka zawodowo złomująca mordercze maszyna szczęścia do scenarzystów, oj nie ma. Nominacja za wciąż obecny potencjał i wciąż obecną radochę strzelania z łuku do roboplezjozaurów:)

    Książki.
    Z żalem (i całkiem sporym wstydem) skonstatowałem że czytam coraz mniej i mniej. Bo brakuje czasu, bo człowiek zmęczony, bo w podróży, bo milion innych powodów…. Z pozytywów udało mi się wrócić do tradycji czytania przynajmniej jednej biografi/autobiografi kogoś “znanego”. W tym roku było to “A co ciebie obchodzi, co myślą inni?” – autobiografia/wspomnienia Richarda Feynmana, fizyka, współtwórcy teorii mechaniki kwantowej i bomby atomowej (wszyscy to wiedzą, prawda?:)). Ciekawe, choć trochę na co innego liczyłem; miałem nadzieję na więcej faktów a mniej anegdot, ale i tak uważam że było warto.
    Z innych źródeł prozy: odkryłem Royal Road. Dla tych którzy nie wiedzą co to: platforma internetowa gdzie można selfpublish swoją twórczość literacką. Mnogość gatunków, stylów i tematów. Oczywiście, zgodnie z zasadą rzeczy z internetów 95% tego co tam się publikuje jest, oględnie rzekłszy, niewyrafinowane i ociera się o grafomanię, ale jak się poszuka to można znaleźć można kilka ciekawych rzeczy w klimatach fantastyki. Są one raczej z “lekkiego łatwego i przyjemnego” krańca spektrum, ale hej, kto powiedział że wszystko musi być poważne jak stypa w farze po śmierci organisty?

    Filmy/seriale.
    Nic.
    Nie, poważnie. Nie pamiętam nic co by mi zapadło w pamięć. Ja zasadniczo oglądam BARDZO niewiele TV (wliczając różne Netflixy i inne streamingi) i generalnie coś musi mnie złapać za gardło i przykuć moją uwagę na pniu żebym poświęcił oglądaniu tego czegoś więcej niż 45 minut. I w tym roku takiego przypadku sobie nie przypominam.
    A, no dobra – obejrzałem nową Diunę. Meh.

  4. maladict

    Aż sobie musiałem przeczytać poprzednią krypę, żeby sprawdzić co wtedy napisałem i dlaczego, bo mi się nakłada…
    1. Europa Universalis IV – wciągam w to syna
    2. Civilization V – bo zawsze gdy mam ten nastrój ‘nie mam w co grać’, to wiem, że jest CiVka, którą mogę odpalić na kilka tur. I że nagle z kilku robi się kilkaset
    3. W zeszłym roku jarałem się X-COMem, w tym wracam do korzeni (na tyle ile to możliwe) i nominuję Xenonautów
    Z honorowych menszynów (Czyli gier, przy których się bawiłem wystarczająco dobrze by polecać innym) : Warhammer40: Mechanicus za śmiesznostraszne dialogi i elastyczność taktyki, Wasteland 3 na muzykę i falloutowość, i Phantom Doctrine za klimat i skradankowość
    Z seriali spotkały mnie same rozczarowania ze strony Disneyowskich Star Warsów i Krakowskich Potworów więc odreagowuję oglądając Family Guya
    Wczoraj wigilijnie obejrzeliśmy Solo i w dalszym ciągu uważam, że to jeden z najlepszych filmów SW. Ale za pokazałem mojemu synowi Potop (podobało mu się choć mało zrozumiał) i Misia (też sie podobało choć zrozumiał jeszcze mniej)

  5. Revant

    W życiu pewne są 3 rzeczy…podatki, śmierć i krypa na koniec roku 😀 rok 2022 zaś…kolejny z pełną ilością zaskoczeń. Dla mnie głównie pod znakiem dawno oczekiwanej drugiej ciąży żony i niebezpiecznego, choć szczęśliwego poczęcia drugiej córki ^_^ W graniu to także nastąpiły zmiany – przeniosłem się niemal całkowicie na xboxa, doprawiając n3dsem, a pcta odstawiłem do typowo biurowych zadań. Z gier więc nominuje:

    1. Pokemon X – choć grało się w poprzednie generacje, tą jakoś pominąłem i wskoczyłem do Moon’a, który mnie strasznie zawiódł. Mimo wszystko udało się dorwać X i się totalnie zaskoczyłem. Bardzo fajny fabularny motyw “kumpli”, z których każdy ma swoją motywację i jest świetnym rozwinięciem typowego motywu “kumpla/rywala” z poprzednich części. Całkiem logiczna i fajna, choć słabo wprowadzona mega ewolucja. Graficznie styl bardzo mi się podobał, jak dla mnie peak klimatu poksów. Poziom trudności też całkiem sensowny – mimo wieloletniego doświadczenia, czasami czułem presję. Czego kompletnie nie czułem w przypadku Moon. Bawiłem się świetnie i to jest moje numeru uno 2022.

    2. Spyro Reignited Trylogy – gra wygląda bajecznie i cudnie można wrócić do lat dzieciństwa, gdy grało się u kuzyna na szaraku 😉 obecnie platformówki są dla mnie zbyt sandboxowe, zaś taki powrót do przeszłości z prostymi znajdźkami kompletnie mnie wchłonął i aż miło było osiągnąć 100% (a nawet i więcej ;))

    3. Watch Dogs: Legion – bardzo dobrze bawiłem się przy jedynce, druga odepchnęła mnie kiepską optymalizacja i totalnie nietrafionym we mnie “ziomalskim” klimatem. Trójeczka to zaś coś pośrodku – niby trochę śmieszków, a trochę powagi. W dodatku Londyn, miasto dla mnie bardzo urokliwe, które miałem przyjemność trochę zwiedzić w prawdziwym życiu. Genialny system rekrutacji npców, pozwalający na dowolne dobranie drużyny z przechodniów. Graficznie też pięknie – ray tracing po deszczu robi robotę.

    Z gier, które jeszcze mnie w tym roku oczarowały, choć ich nie ukończyłem to:

    Elden Ring – na początku świetna sprawa dla fana soulsów, ale otwarcie świata jakoś spowodowało, że mi się odechciało wracać. Niby wszystko tutaj gra, ale jednak pogmatwana liniowość poprzednich soulsów bardziej mi pasowała.

    Mad Max – super klimat. Jazda przez piaski, szukanie wody, bójki z szaleńcami, wyścigi wśród kanionów….Miodzio 🙂 choć zabrakło mi jednak czegoś, co przykułoby na wiele godzin. Od czasu do czasu wskakuje na godzinkę, góra dwie, pobawię się i zostawię na kolejny tydzień.

    Red Dead Redemption – nie przepadam za westernami, ale tutaj mnie wszystko urzekło. Postaci, bycie łowcą nagród, dzikie historie z dzikiego zachodu. Zacząłem jednak grać dość niedawno i dopiero dotarłem do Meksyku, więc dlatego brak nominacji. Przy okazji – grafika na xsx jest naprawdę ładna jak na grę z czasów X360.

    Czytanie u mnie książek to nadal rzecz zapomniana. Kompletnie się przesiadłem na mangi i tutaj wymienię parę tytułów:

    1. Legend of the Northern Blade – koreańskie dzieło, kolejne po Solo Leveling, które totalnie miażdży kadrami epicki starć.
    2. I am a hero – bardzo specyficzna opowieść w klimatach zombie, ale tak nie do końca, za co naprawdę jestem jej wdzięczny.
    3. Pokemony – kolejny raz czytam i nie mogę się nadziwić, jak bardzo ta adaptacja nie jest dla dzieci. Świetnie rozwinięte postaci z gier, fabularnie też zaskakująco, bo mimo oparcia historii na tej z gier, to robiona po swojemu.

    Typowo książki zaś pochłaniam w postaci audiobooków, z których polecam w tym roku:
    1. Seria Odyseja Kosmiczna – zespół świetnych aktorów plus pani Czubówna jako narrator. Okraszone do tego różnymi dźwiękami…słuchowisko najwyższych lotów 😉
    2. Seria Virion – po Achaji, która mnie urzekła, dziwnie było przejść do prequela. W dodatku jednak kompletnie innego, choć dziejącego się w tym świecie. Z czasem jednak, historia zaczyna wciągać, a z postaciami się człowiek szybko zżywa. Czyta Grzegorz Pawlak, który potrafi świetnie operować głosem.

    Teraz filmy/seriale:
    1. Resident Evil: Welcome to Racoon City – kaszalot klasy B, ale jejciu, jak cudny. Przez cały seans czułem się ponownie jak dzieciak zagrywający się w oryginalną trylogię. Najlepsza adaptacja jak do tej pory. Zwłaszcza po tragedii, jaką netflix w postaci serialu zaserwował…
    2. Matrix Resurrections – w końcu się zebrałem aby to obejrzeć i muszę rzec, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Kontynuacja ewidentnie wymuszona, ale zrobiona z jajem. Nawet w filmie śmieszkują, że to nie potrzebny film, ale Warner zlecił 😀 wyszedł więc taki dziwny plagiat pierwszej części przepuszczony przez jeszcze dziwniejsze lustro. Mnie to kupiło 🙂
    3. SW Andor – tak jak ty, Bosmanie, kompletnie nie rozumiem zachwytu nad Rogue One, ale równie jak ciebie, prequel do niego mnie totalnie kupił 😉 intryga goni intrygę, rewolucja kiełkuje, a główny bohater tak naprawdę ma to wszystko w głębokim poważaniu i chciałby spokoju. Po awanturniczych Mandalorianie i Bobie, ten thriller to porządny powiew świeżości.

    To wszystko ode mnie. Życzę wszystkim dużo zdrowia, bo to kolejny rok, gdzie byle infekcja i już strach w gaciach. W dodatku spokoju, bo to co się dzieje dość blisko nas, nie daje ot tak spokojnie spać. Dużo gamingowego, nerdowego i geekowego dobra dla nas wszystkich. Najlepszego!

  6. aryman

    Super, że jak co roku spotykamy się świątecznie dzięki bosmanowi! Także wszystkim wszystkiego naj życzę… I przechodzę do rzeczy.
    1. Gry:
    a) Kenshi – kolejne kilkaset h wrzucone. Tym razem z ok. 140 modami, m.in. Grogu jako healer, hordy Archanidów (z Żołnierzy Kosmosu) jako postrach pustkowi i 2B jako seksowna ochrona bazy.
    b) Axis & Allies 1942 Online – niby proste odwzorcowanie planszówki, a jednak bardzo wciągające; możliwość zdominowania przeciwnika wciąż rozrusza te stare kości…
    c) tutaj mam kłopot, bo nic jakoś specjalnie sie nie wybiło, by zasłużyć… To nominacja ogólna – dla tabletop rpg Dungeons and Dragons. Fantastyczny zabawa i świetne uniwersum. Na tyle mi się spodobało, że przygotowałem na Święta uproszczoną wersję dla siostrzeńców i siostrzenic (w ramach walki o tytuł wujka roku) i co tu dużo mówić – niekwestionowany champion poprzednich 10 edycji zatriumfował raz jeszcze 😉 .

    2. Filmy. Dużo dobrych było, ale skoro ograniczamy do 3 to:
    a) Top Gun: Maverick – wielkie widowisko, po prostu. Wizualnie – genialne, dźwiękowo – porywające. W reszcie elementów grają znane nuty (i czasami na bardzo malutkiej wiolonczeli…), ale grają je zajebiście. Sytuacja z Av**** 2 udowadnia, że wcale nie jest tak łatwo zagrać w punkt przy drugim podejściu 😉
    b) Wszystko wszędzie naraz – pokręcone, fantastyczne.
    c) Fresh – zaczyna się jak standardowa komedia romantyczna, a potem… Seans bez spoilerów (czyli i trailerów!) rozwala system, doskonale ogląda się z ukochaną.

    3. Seriale. Prawdziwy róg obfitości, wspaniały rok w tej dziedzinie. 3 perełki:
    a) Cyberpunk: Edgerunners – historia wyrywa z butów i łamie serduszko; uwielbiam kiedy mnie tak ranią.
    b) Peacemaker – jest dla DC nadzieja, dopóki mają na pokładzie James’a Gunna!
    c) Halo – owszem Andor był świetny (TAK napisane GW – co się dzieje?!?), ale walor rozrywkowy jest odrobinę wyższy w Halo; dosłownie o włos.
    Honorowe wzmianki: Andor (jw.), Kulawe Konie (wspaniała rola G. Oldmana), Stacja 11 (technicznie końcówka 2021, ale tak dobre scifi warto wymienić w każdym głosowaniu 😉 ), Mecenas She-Hulk (jeden z lepszych seriali Marvela, choć fakt, że poprzeczka nie jest zawieszona przesadnie wysoko), Wychowane przez wilki 2 sezon (chyba moje ulubione intro do jakiegokolwiek serialu scifi – zajebiście niepokojące i intrygujące. I bardzo ciekawa fabuła oczywiście). Ród Smoka też dawał radę, choć nie tak jak pierwsze sezony GoT. Zaskakująco podobał mi się też 1 sezon Koła czasu, choć sprawiał wrażenie urwanego w połowie (pewnie lepiej byłoby jakby 2 sezony nakręcili od razu). I pełna zgoda bosmanie, co do Outpostu – bardzo solidny serial fantasy i ze świetnie dobraną główną bohaterką 🙂

  7. Probabilistyk

    Nie byłoby prawdziwego końca roku bez krypty! Na wstępie pozdrawiam wszystkich i każdego z osobna życząc wszystkiego dobrego i udanego nowego roku, który jest już tuż za rogiem.

    Nie wiem czy wiecie, ale steam umożliwia sprawdzenie swojego profilu pod kątem mijającego roku z poziomu zakładki sklepu > nowe i warte uwagi > podsumowanie steam 2022 roku:)

    U mnie z gier dominowały:
    1. World of warships (to już tradycja). Głównie poprzez prężne community i spoko ludzi, których poznałem przy okazji grania.
    2. Mass Effect Edycja Legendarna. Jakoś tak mi się trafia, że co roku ją ogrywam tak jak Bosman swoje Fallouty 🙂
    3. Days Gone – tu jestem jeszcze w trakcie ale czuję że już bardzo blisko końca. Ta gra była dla mnie zaskoczeniem tego roku. Klimat i fabuła wessały mnie bez końca.

    Filmowo/serialowo to byłoby tak, że:
    1) Topgun Maveric – mnie totalnie urzekł.
    2) Andor – był dla mnie tym czym wszystkie nowe SW powinny teraz być.
    3) Reacher – znów poczułem się jakbym oglądał jakiś serial z lat 80 o mięśniakach, których kule się nie imają 🙂

  8. Daimonion

    Ha, a jednak odmarzł, szron z brody otrzepał, krypę z lodu obłupał i na morze ponownie wypłynął, klnąc na 10 w skali Beauforta! Dzięki, Bosmanie, że znowu Ci się chciało!
    Nominacje:
    1. XCOM 2 – wreszcie się za to zabrałem i nie żałowałem.
    2. Shadow of the Tomb Raider – odkąd odbiłem się od nowej ulepszonej wersji Lary i jej przygód w Blair Witch Project (choć nie przeszedłem tego głównie ze względu na niemożność wyłączenia wstrząsów kamery, co dla migrenowca z chorobą lokomocyjną było zabójcze, a nie tylko ze względu na nową wizję), oczekiwania miałem żadne. Ale kiedy Epic rozdał, to spróbowałem i na szczęście w każdej kolejnej produkcji było sukcesywnie coraz więcej Tomb Raidera. Shadow jest już prawie z powrotem prawdziwym Tomb Raiderem, więc warto go wyróżnić.
    3. Mass Effect 3 ze wszystkimi dodatkami, które podarowano właścicielom gołej podstawki. To nadal jest najsłabsza część trylogii, ale za samą Cytadelę nominacja się należy.
    W kategorii rozczarowanie roku nominuję Divinity: Original Sin 2, które wszystkich powaliło na kolana, a ja zmęczyłem do końca tylko dlatego, że kupiłem, więc szkoda pieniądze w błoto wywalić – lepiej za nie cierpieć.
    Najlepsze życzenia dla wszystkich żeglujących przez pordzewiałe wody!

  9. Tasioros

    Zbytnio się u mnie przez ostatni rok nie zmieniło. Grałem niewiele, oglądałem mało, czytałem jeszcze mniej. Nie ma kiedy. Chyba już tak będzie wyglądało moje życie. Do tego Last Christmas dopadło mnie 22 grudnia. Na własne życzenie. Załączyłem mix piosenek świątecznych do pakowania prezentów i co chwilę przezornie sprawdzałem, co będzie grane dalej (na OpenFM). Aż przez pewne 12 minut tego nie zrobiłem. Wham! Po mnie. Ale do rzeczy! Z gier w tym roku wygrywa bezapelacyjnie:

    1. Prey (2017)
    Fantastyczna gra, z bardzo ciekawą koncepcją przedstawionego świata. Ograna przeze mnie na początku roku – po ukończeniu byłem pewien, że znajdzie się na tej liście. Niby podobna do wielu innych (Deus Ex, System Shock 2, Bioshock a nawet Half Life), ale doskonale zachowująca swój własny, unikalny urok. Wyjątkowo pomysłowo zszyta i ułożona produkcja. Twórcy postarali się, aby stworzyć świat gry, w którym wszystko ma sens. A nawet jak coś nie ma, to jednak ma 🙂 Wiedziałem, że jest to coś ciekawego, ale gra zaskoczyła mnie tym, jak bardzo jest przemyślana. Może i oferuje większe zaskoczenie na początku przygody niż po jej zakończeniu, ale i tak do samego końca ciężko było się oderwać. Tutaj trzeba zwracać uwagę na to co gra nam “mówi”, gdyż mechaniki w niej zawarte dają sporo różnych możliwości poradzenia sobie z problemem. Sporo osób po przejściu było zaskoczonych, że “można to było tak zrobić!?”. Trzeba myśleć i sprawdzać wszystko. Jedno z lepszych Sci-Fi jakie dane mi było ograć. Kapitalny klimat i muzyka. Najlepiej nic o tej grze nie wiedzieć przed rozpoczęciem rozgrywki, bo serwuje jedno z bardziej wybornych “o ja cię pierdzielę” w grach. Dlatego więcej nie piszę nic. Szkoda, że wydawca nie postarał się o lepszy marketing, bo Prey sprzedał się średnio, a jest prawdziwą perełką.

    2. Dying Light
    Zawsze w DL zagrać chciałem, lecz się trochę obawiałem. Bo zbyt “open”, bo zbyt “survival”, bo zbyt straszne nocami. Może i zawiera każdy z tych elementów, ale kurde jak w to się wesoło gra. Początki są bardzo przyjemnie trudne i, powiedzmy, realistyczne. Czyli rzucenie się z gazrurką w grupę zombie nie kończy się najlepiej. Trzeba biegać, skakać, zbierać rzeczy i unikać przeciwników. Utknięcie w tunelu/autobusie/pomieszczeniu bez wyjścia, gdy jedyna droga ucieczki jest zawalona umarlakami potrafi przyjemnie podnieść ciśnienie. Tak jak i nocne ucieczki, szczególnie te pierwsze. Ale później człowiek się rozkręca, zdobywa doświadczenie i umiejętności, dzięki czemu może wesoło hasać po mieście Harran i seryjnie pozbawiać głów ciekawskie zombie. Aczkolwiek nadal chwila nieuwagi może nas kosztować życie. Sporo eksploracji, prostego craftingu i zbierania składników. Do tego zadania poboczne i wyzwania. Mnóstwo różnych broni i metod ubijania zgniłków. Dla każdego coś miłego. Gra zajmuje u mnie pierwsze miejsce w kategorii “najbardziej sugestywne uderzenie pałką w głowę zombiaka”. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Gra jeszcze przeze mnie nie ukończona, ale jest już blisko.

    Z trzecim miejscem mam trochę problem. Bo był Dishonored ogrywany zaraz po Prey, który dobrą grą jest i ma świetne dodatki, ale już tak bardzo nie zaskoczył. Był też Max Payne 3, który nadal jest trudny, nadal jest Maxowy mimo innego klimatu, nadal wygląda nieźle i trzyma się dobrze (gra, nie sam Max)… ale jednak mocno w pamięci nie zapada. Wychodzi więc na to, że:

    3. Lego City: Undercover
    Gram tylko z córką i choć nieczęsto nam się to udaje (bo są jeszcze książki, planszówki, tradycyjne klocki lego, inne zabawki itd.), ale kawałek fabuły przeszliśmy, pół miasta rozwaliliśmy i zawsze bawimy się świetnie. Ja niestety muszę być lektorem, bo ludziki mówią czasem dużo i młoda nie nadąża z czytaniem, a dubbingu PL brak. Ale nie szkodzi, bo ja czytam zajebiście. Sama gra jest naprawdę porządnie wykonana. Jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, no i bywa przezabawna. Taka lego parodia GTA, z wieloma zgrabnie wplecionymi odwołaniami do popkultury, których to latorośl w większości niestety nie zrozumie (“Matrix” czy “Goodfellas”). Do tego ode mnie spory plus za możliwość wesołego międzypokoleniowego grania, mimo że stary (to ja) często po paru minutach irytuje się i zaciska zęby tłumacząc po raz kolejny jak grać, a młoda macha padem na lewo i prawo, żeby lepiej skręcić czy podskoczyć (sam tak kiedyś robiłem przy Alex Kid (Sega Master System) czy Mario Bros. (Pegasus), więc wybaczam). Naprawdę dobrze zbudowana gra.

    Książka:
    Po kolejnym tomie pana Sandersona (“Słowa Światłości” – jednak znów jeszcze niedoczytane), i takiej sobie książce Kinga (“Instytut”), postanowiłem zabrać się za coś weselszego, dzięki czemu kolejny raz wygrał Terry Pratchett i tym razem jego nietuzinkowe “Straż! Straż!”.

    Serial:
    Zmęczyłem się strasznie Pierścieniami Władzy – serial tak słaby i głupi, że już nie chce mi się o tym pisać. Czyli pozostał tylko ten drugi, który w tym roku udało mi się obejrzeć, a mianowicie The Boys 3. Wciąż dobry, wciąż niepoprawny, ale niestety widać i czuć lekkie zmiękczenie twórców, bo do poziomu pierwszego sezonu trochę brakuje. Szkoda, że zrezygnowano całkowicie z najlepszego plot-twistu z komiksu. Obawiam się, że sezon czwarty już będzie taki sobie.

    Film:
    Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia. Po obejrzeniu serialu Amazona o jakichś tam pierścionkach, musiałem na odtrutkę zobaczyć dobrą adaptację i upewnić się, czy nadal dobre je to, czy to tylko nostalgia. Żadna tam nostalgia. Jest to świetny film, wpaniale nakręcony i poprowadzony, z piękną muzyką, doborowym aktorstwem i zrobiony z miłością do materiału bazowego. Już w pierwszych minutach ma sto razy więcej klimatu niż cały serial. Każdą część można podzielić na ok. godzinny seans i ma się świetny serial.
    Do tego jeszcze obejrzałem coś, co nazywa się “Moonfall”. Poszedłem z żoną do kina tu i teraz na cokolwiek. To. Był. Błąd. Zbyt późno zrozumiałem, że jest to dzieło Rolanda Emmericha. Jeśli jego wcześniejsze filmy mogą wydać się głupie i sztampowe, to ten jest wisienką na torcie słabizny. Odradzam mocno.

    Dodatkowo pobawię się w jasnowidza i biorąc pod uwagę pozycje z półki wstydu, które mam zamiar ograć, spróbuję zgadnąć, które gry nominuję za rok:
    1. Ori and the Will of Wisps
    2. Disco Elysium
    3. Star Wars Jedi: Fallen Order

    Na koniec życzę wszystkim tutaj zebranym, tak po prostu, aby w przyszłym roku odczuwalnie żyło nam się lepiej.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tasioros

      Moonfall ma ciekawy, choć odjechany pomysł, to także nieliczny, a może jedyny film wykorzystujący pomysł megastruktur. I nawet pomysł wojny, który zresztą możemy znać z powieści i nawet gier, też nie jest najgorszy.
      Tylko wykonanie i scenariusz i chyba najbardziej drewniane dialogi w historii kina…

      1. Tasioros

        @Daimonion

        Przypomnę sobie tylko jak się spoilery robiło i napiszę w skrócie.

        Spoiler tu jest z końcówki komiksu Pokaż
  10. projan

    1. Wróciłem do X-Com 2. Doinstalowałem ponad 300 modów i mam inne klasy i inne skórki i jakbym grał w nową odsłonę. Tym razem się zawziąłem i przeszedłem na Ironman Commander. Sprawdziłem przed chwilą i już mam w sumie 722 godziny! 😮
    2. Zagrałem w lutym w Metro:Exodus. Wciągnęła mnie historia do momentu, gdy wybuchła wojna w Ukrainie i wówczas immersja sięgnęła zenitu.
    3. Solitairica. Lubię sobie poszastać kartami. Ze szpon MtG: Arena się wyrwałem, więc musiałem tą pustkę czymś wypełnić. Grałem jednocześnie na komórce i na pececie. 🙂
    A propos karcianek, to zacząłem kilka dni temu Monster Train i już widzę że to mocny kandydat na następny rok.

    Serial: The Marvelous Mrs. Maisel. Dla mnie 10/10. Fabuła, postaci, humor, zdjęcia, czasy i to Coś co zasysa (nie ssie).

    Film: Diuna. Zachwycił mnie w kinie ten klimat i plastyczność obrazów. Trafiają do mnie wizje Villeneuve (płaczę gdy wymawiam), a Chalamet to odkrycie.

    Książka: Expanse. Chłonę tom za tomem. I w dodatku równolegle jeszcze raz oglądam serial. Książkami poszerzam sobie fabułę i uniwersum. Ciekawe doświadczenie.

    1. Revant

      @projan

      W przypadku karcianek to ja właśnie odbiłem się od MtG, na telefonie jest strasznie odczuwalny pay2win :/ w pewnym momencie na 10 rozgrywek z 1 wygrywałem i było widać, że to kwestia wyjechanych talii przeciwników. Za to zacząłem uczyć moją prawie 5-latkę w Pokemon TCG i sam się wkręciłem w wersję PCtową ^_^

  11. Mnisio

    Na pierwszym miejscu Cywilizacja VI. Dużo czasu schodzi na nią i przy niskim natężeniu graniem jest bardzo fajnie.
    Drugie miejsce: Sid Meier’s Alpha Centauri. Przypomniałem sobie czemu późniejsze cywilizacje nudzą – endgame tutaj nie jest niepotrzebnie rozwleczony, brak setek bajerów, które odwracają uwagę od gry i zajmują czas, a jednocześnie nie wnoszą nic nowego i ciekawego. Jak już wiesz, że wygrasz, to spinka i można szybko skończyć (aby zacząć od nowa)
    Trzeci jest w końcu RPG – Might and Magic X. Staroszkolny, nawet trochę bardziej niż bym się spodziewał, ale jest dobrze, wciąga i ma się chęć rozwijać drużynę i poznać co za rogiem.

    Co do książek to w tym roku dostałem kroniki amberu w dwutomowym wydaniu. Tempo czytania przekroczyło wszelkie oczekiwania (zwłaszcza przy chronicznym braku czasu wolnego) – pierwszy tom (5 ksiąg) pyknął w 10dni, drugi w dwa tygodnie. Wciąga jak odkurzacz.

    Serial – mało oglądałem, ale ciekawy i wciągający był serial “Wielka woda”, niedługi a przy tym dość intensywny. Polecam.

    1. Yosh

      @Mnisio

      Alpha Centauri – chwaliłem kryptę albo dwie temu (po raz pierwszy grałem). Odpaliłem po bardzo słabych recenzjach Beyond Earth.

      Bardzo trafnie przedstawiłeś dlaczego lubię AC i pierwsze civ-ki. To ja decyduje kiedy rozgrywka mnie nasyciła (chyba, że komp mnie ogra). Mając przewagę, można skończyć w parę tur – a można też pławić się w byciu Imperatorem 😉

  12. Yosh

    1. *Cyberpunk 2020.. 2077 znaczy się.*
    Nic nie poradzę 😉 czekałem na to od czasu grania w table top-a. (prawie) zawsze grałem nomadem – a to tylko jeden z wielu aspektów w jakich ta gra była tworzona specjalnie dla mnie 🙂 (ale o tym już pisałem)

    2. *Deus Ex Mankind Divided*
    Jakoś tak jest, że zanim odpaliłem to wiedziałem “o czym będzie” – znowu to samo.. ale zawsze wciąga, szukanie dowodów – odkrywanie coraz to większej konspiracji, niuanse bycia ofiarą rasizmu, relacje między bohaterami.
    Praga to nie Night City i to czuć. Człowiek trochę rozbabrany bo cyberpunk = (duże)miasto i w kontraście muszę przyznać, że nawet pustawe miasto 2077 robi robotę w uwiarygodnieniu świata. Z drugiej strony Praga jest śliczna, Deus ex nie zawodzi i mega radochę sprawia sprawdzenie każdego zakątka, bo każdy jest dopracowany.

    Z ciekawostek (teraz to suchary będą) to gra powstała w szczycie ograbiania ludzi mikrotranzakcjami i czujcie – mam season passa (bo więcej misji) to dostałem jakieś bonusy które są *jednorazowe* na grę. Czyli np używam w jednej grze jakiś craft itemków i jak dam new game to ich nie mam :D:D:D No kurrrrrrrr jakbym wiedział to był użył wszystkie na początku i zrobił save :D. Ale chyba twórcy obchodzą te pomysły wydawcy przez new game + (tam przecież będę miał odblokowane bo to NG+).

    Ale i tak lubię – ale ja lubię nawet The Fall.

    3.*Dex*
    Zagrałem na chwilę bo ‘Deus Ex 2d’ nie może przecież wciągnąć na dłużej. Okazuje się, że gierka nie jest wcale tak bardzo mała, ma swój urok i gra się naprawdę przednie. Zadania dość zróżnicowane, gameplay ok, historia spoko… kilkanaście godzin pykło 🙂

    ………..
    Z książek wciągam “*Piorun Kulisty*” – kupiłem na fali trylogii “Problemu trzech ciał”. Nie żałuję, książka jest literacko dużo lepsza od space oper ala Expanse. Książki Cixin Liu czyta mi się prawie tak dobrze jak moich ulubionych mistrzów – a to duża pochwała.

    Z seriali wciągam Star Treka po raz pierwszy i rozumiem fenomen. Będąc już umiarkowanym Trekiem obejrzałem sobie “Star Trek: Lower Deck” i to jest genialne. Ma to co porządny StarTrek ma mieć – lubialnych bohaterów, lekką campowatość, SF jako wymówka do opowiedzenia historii…. Jestem w szoku jak dobrze to we mnie weszło.

  13. civil

    1. TW Warhammer 3 – uwielbiam to połączenie, choć idzie mi jak po grudzie 🙂
    2. Cyberpunk 2077 – skonyczłem jakośc początkiem stycznia, nawet wymieniłem lapka pod tym kątem. Jeden bug sie przytrafił, jak za mapę wyleciał V.
    3. Mass effect: Legendary edytion – poza mako i skanowaniem planet, wszystko jest super w tej grze.

    Z seriali, 1. The last kindgdom, 2. Klangor, 3 Reacher

  14. Kiler

    1. Hearts of Iron IV – wiadomka król jest jeden, znaczy Europa Universalis IV 😀 ale co się próbowałem zabrać w tym roku to okazywało się, że jestem kilka dodatków w plecy i jednak nie chciało mi się uczyć gry od nowa, więc wracałem do HoIa. A tutaj niezależnie od dodatku – wojna, wojna nigdy się nie zmienia: piechota 7/2, medium tanki i kombinowanie jak tą Etiopią czy inną Tanu Tuvą zdesantować się na UK zanim jankesi dołącza do aliantów ; )
    2. TW Warhammer 2 – w ramach akcji “***** *** i Age of Sigmar” w pierwszej połowie roku przeżywałem nostalgiczną podróż do czasów grania w WFB, jednak z uwagi na brak figurek i liczne wyjazdy służbowe to w formie zdigitalizowanej : ) TW WH 3 też spoko ale grałem jednak mniej ; )
    3. Labyrinth: The War on Terror – świetna implementacja na komputer bardzo dobrej gry planszowej. Komu się marzyło wygrać grę przez zorganizowanie zamachu z użyciem WMD (BMZ) na terenie USA powinien sięgnąć. A komu nie – to też nie zaszkodzi spróbować bo warto.

    Edit: A nie, jednak zmieniam na pozycji 3. W sumie na żywo jak doliczę rozgrywki to będzie więcej w Labirynt niż w Disco ; )

  15. michau

    Przeczytałem co tam u Was i wychodzi na to, że mój rok to taka wersja budżetowa roku Revanta, bo i córka mi się urodziła (ale pierwsza) i na xboxa przechodzę (ale series s) przynajmniej częściowo i w pokemony grałem (ale nie z głównej serii tylko Go). Bida trochę. 😉
    Ale do rzeczy:
    1. Pokemon Go. Tak, dobrze czytacie. Ta gra zachęca jak może do wydawania prawdziwej kasy, jest pełna bugów, grindu i nieprzemyślanych rozwiązań, ale na spacerach z dzieckiem, które przez pewien okres spało grzecznie niemal wyłącznie w ruchu sprawdza się fantastycznie. I jakoś te kolejne złapane stwory cieszą nawet poza spacerami. Zwłaszcza te z pierwszej generacji, które wbiła mi do głowy kreskówka jakieś 20 lat temu.
    2. Age of Empires 2. Powoli ogrywam sobie te wszystkie zgromadzone przez lata kampanie i bawię się przy tym naprawdę fajnie, choć jestem beznadziejny. Niedługo wychodzi też ba xboxa!
    3. Fallen Order. Trochę na wyrost bo jeszcze nie skończyłem, ale może dlatego, że jest to zupełnie inna gra niż to w co zwykle grywałem, bawię się fantastycznie. No i trochę z braku laku, bo w tym roku nawet w ulubione erpegi nie grałem. Chyba, że liczymy stworzenie postaci/drużyny i chwilę w pierwszej lokacji, to wtedy tak.

    W kategorii filmy miałem wpisać Diunę, Na Noże i Na Rauszu, ale ja chyba to wszystko widziałem w ubiegłym roku. 😀

    Kindle wskazuje, że czytałem Wojny i Wojskowość Polską w XVI wieku (fajne, ale tylko dla pasjonatów), Premier League. Historia taktyki w najlepszej piłkarskiej lidze świata (fajne, ale tylko dla pasjonatów) i nowego Sandersona (jestem na 43% i na razie nie pykło, mam nadzieję, że nie wyrastam z niego). I tyle. Znów bida, ale przyznacie, że przynajmniej różnorodna?

    Btw Bosmanie rozwiniesz kiedyś dla kogo dobrą i luzacka grą jest bg1? To moja comfort game od niemal zawsze, może się czegoś o sobie dowiem. 😀

  16. pan-hydraulik

    Nie sądziłem, że kiedykolwiek jeszcze tu coś napiszę, ale gdy zobaczyłem ilość komentarzy, pomyślałem – jeszcze puls jest, jeszcze Bosman nie ustał w utrzymaniu gikza przy życiu, za co mu się dozgonna chwała należy.

    Gry:
    1. Fallout 4 – brzydsze rodzeństwo F2, ale bawiłem się przednio. Niestety wybrałem tryb survival, który wyłącza fast travel i po 6 miesiącach jestem gdzieś w połowie (nie wspominając możliwości budowania baz, która karmi moj survivalowo-craftowy głód). Pewnie już nie skończę.

    2. Hell Let Loose – znalazłem nową przystań po definitywnej dla mnie śmierci serii Battlefield. Nacisk na kooperację (voice) sprawił, że mam za sobą wiele emocjonujących rozgrywek z randomami. No i spotkałem raz Makbetona w grze, miło nam się pogadało i powspominało.

    3. Civ 6 – zakupione przed poprzednimi świętami i odpalone po roku. Miło było wrócić do serii po ponad 6 latach. Oswojenie z nowymi elementami, które sobie bardzo chwalę, nie zajeło dużo czasu. I jakkolwiek poprzednie części (za wyjątkiem 4) mają szczególne miejsce w moim sercu, to do tu już wspomnianej dwójki chyba nigdy bym nie wrócił.

    Honorable mentions: Valheim i Green Hell – za karmienie mojego survivalowego ego. Bannerlord – bo po prostu raz w roku musi być

    Książki:
    (wymowny whitespace …)

    Filmy i Seriale:
    1. Lot nad kukułczym gniazdem – serio, musiałem się przygotować do Ratched
    2. Same crime dokus

      1. pan-hydraulik

        @bosman_plama

        Z przybywającymi latkami robię się też coraz większym sentymentalistą i odpalam stare gierki (nawet na emulatorach Atari czy Amigi) żeby odbyć szybką podróż do przeszłości. Ale nie jestem w stanie wrócić do tych wspomnien na dłużej niż paręnaście minut. Chyba po prostu z braku czasu.

        Jestem pod wrażaniem, że są tu osoby które wracają do takich tytułów jak Civ 2 czy Alpha Centauri na pełne rozgrywki, choć obie gry to zacne tytuły na które poświęciłem wiele wieczorów. Najdłuższa moja sesja z klasykiem w tym roku wynosiła 2h i był to Half-Life 2.

        PS: Wszystkim gikzowiczom życzę wielu ekscytacji przy grach, książkach i filmach w Nowym Roku!

  17. banita

    o! Krypa jeszcze nie została pocięta na żyletki, fajno. Na sam wprzód życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Oby 2023 był dla każdego gik(z)a lepszy od mijającego.

    Do meritum. Z kulturą i rozrywką było u mnie nędznie w tym roku. Z filmów i seriali nic nie wymienię, bo w pamięci nie zapisał mi się żaden tytuł :/ Książkę pamiętam tylko jedną – Rycerz Siedmiu Królestw R.R. Martina. W tamtym czasie padł mi dysk, miałem chwilę wolnego czasu i potrzebowałem lekkiej lektury na poprawę humoru. Sprawdziło się świetnie.

    Gier ograłem “aż” kilkanaście, ale w większości były to drobiazgi albo powroty do doskonale mi już znanych tytułów. Z braku dużej konkurencji wygrywa …. Brothers A Tale of Two Sons. ( wiadomo za co, wszyscy ten tytuł znają). Drugie miejsce to klasyczna, zabawna, polska przygodówka, będą też niezłą satyrą na komunizm – Irony Curtain. Podium zamyka, dajmy na to Wojna Krwi: The Witcher Tales.

Powrót do artykułu