Rdza 2023

bosman_plama dnia 24 grudnia, 2023 o 10:38    37 

Wszyscy pewnie teraz mielicie, kroicie, smażycie i gotujecie. Pewnie też mnie to czeka, ale dam sobie jeszcze chwilę. Za oknem, niespodziewanie śnieg, w sercu lenistwo a na klawiaturze literki czekają, żeby ktoś je wreszcie wstukał w miarę sensowną całość. No dobrze, stańmy jak co roku przed lustrami monitorów i powiedzmy sobie, w co najlepiej nam się grało w mijającym roku.

Bardzo chciałbym być oryginalny, ale chyba mi się nie uda. Tak, to znowu był Fallout. Dziękuję, rozmowa skończona.

Co ciekawe udało mi się odwlekać granie w Fallouta bardzo długo. Prawie cały rok. Odpaliłem go dopiero w listopadzie, ot tak, bo wygrzebałem starożytną płytkę “Saga Fallout” (mam gdzieś jeszcze starożytniejszą z CD-Action) i pomyślałem: “a czemu by nie”. Dwa tygodnie później (czyli już w grudniu) wysadzałem platformę Enklawy. Co zabawne, zapomniałem o tym, że gra z płytki była pełna błędów, więc przez chwilę pozżymałem się na np. niemożność przeładowywania broni palnej w trakcie walki, choć nie da się ukryć, że walka robiła się dzięki temu interesująca. Na szczęście linki na płycie sprzed sam nie wiem ilu lat, prowadzą do wciąż aktywnych stron i pościągałem sobie łatki.

Tak naprawdę jednak najczęściej grałem w tym roku w Cyberpunk 2077. Jakoś nie umiem rozstać się z tą grą. Polubiłem ją od pierwszego wejrzenia, pomimo tego, że grałem na gorszym sprzęcie (PS4) i z czasem doczekałem się tych błędów, na które wszyscy narzekali. Doczekałem, bo pierwotnie ich prawie nie doświadczałem, dopiero kolejne naprawiające je patche mi je uruchamiały. Żeby było jeszcze zabawniej, w tym roku przesiadłem się na kompa (po jakichś ośmiu latach używania głównie laptopa i konsoli wróciłem do pieca) i też błędy zaczęły mi się na nim pojawiać dopiero gdy twórcy wypuścili kolejne łatki.

Czemu wciąż w to gram? Oczywiście wielka aktualizacja i dodatek fabularny zrobiły swoje. Do tego moja przesiadka na komputer ukazała mi zupełnie inne miasto niż to znane z PS4 – tu rzeczywiście więcej ludzi chodzi po ulicach i mają jakby więcej kształtów. Jazda samochodem stała się za to trochę bardziej kłopotliwa, ponieważ w wersji na konsolę nie było korków. Przede wszystkim jednak i świat i mechanika gry trafiły prosto w moje serce. Podoba mi się tu strzelanie, a odkąd dodatek przyniósł możliwość odbijania pocisków katanę czuję się prawie jak dżedaj. Łażę więc po wielkim mieście, nawalam się z gangusami (po kolejnej poprawce zaczęli mnie za to ścigać), czasem bawię się w berka z policją i prawie nie mam już zadań do rozwiązania, ale odwlekam zakończenie. Nowa dzielnica okazał się spoko, znacząco odmienna od pozostałych, nowy wątek fabularny wprowadził mnie w świat iście bondowski, co mi się podoba. Bujam się więc po tym świecie na motorze i pewnie wrócę do niego i w przyszłym roku.

Trzecią grą nie będzie nowy Baldur’s Gate, który rozkochał w sobie chyba wszystkich moich grających znajomych. Ja go tego… Nawet nie kupiłem. Sam do końca nie wiem czemu. Znacie to uczucie, gdy wszyscy wasi znajomi zachwalają jakiś film powieść albo grę, a wy czujecie dziwny wewnętrzny opór przed zapoznaniem się z tym dziełem? Możliwe, że mam tak właśnie z tą grą. Aczkolwiek możliwe też, że pewien wpływ na moją niespieszność baldursową ma fakt, iż poprzednie dwa głośne cRPGi od Larianów pozostawiły mnie z dziwnym wrażeniem: prawie wszystko mi się w nich podobało, doskonale rozumiałem czemu ludzie się tak nimi zachwycają, a równocześnie nie potrafiłem ich zmęczyć. Rozumiałem, że powinienem się przy nich bawić wyśmienicie, ale coś nie pykło. Zero chemii, jak się czasem mówi. W efekcie znalazłem sobie wymówkę: postanowiłem, że zanim sięgnę po BG3, przejdę BG1 i BG2 ponownie. No i tak sobie przez nie przechodzę, w związku z czym moją trzecią grą w tym roku będzie właśnie Baldur’s Gate 2.

Z książek ucieszyłem się bardzo lekturą drugiego tomu Agli Radka Raka, która podobała mi się nawet bardziej niż pierwsza. Tym razem wędrujemy z więcej niż jedną bohaterką w głąb zimnego wschodu, gdzie łagrowo-zesłańczy świat robi się jeszcze bardziej podobny do tego, co znamy z opowieści o radzieckim komunizmie, druga część jest też bardziej awanturniczo przygodowa. Tu prawie nie ma miejsca na intelektualne rozkminy, akcja gna na złamanie karku. Ale zważcie, że autorem powieści jest Radek Rak, a nie na przykład, jest to więc radkorakowe gnanie na złamanie karku: bardzo klimatyczne, wielowątkowe i inteligentne. Pyszna książka!

Dwie inne to te, po które sięgnąłem, bo łatwo mieszczą się w kieszeniach spodni (bojówek, więc to solidne kieszenie). Władam je do nich na przykład gdy idę na targ kupić ziemniaki u tej pani, która ma je naprawdę pyszne i jeszcze pamięta, żeby wybierać dla mnie duże (nie lubię bawić się w obieranie małych). Rzecz w tym, że pani owa wykonuje swoją pracę bardzo starannie i dokładnie, a że do tego jej stoisko jest popularne, to trochę trzeba postać do niej w kolejce. Idealne to warunki na czytanie kieszonkowych książek (o ile nie pada). Pierwsza z nich to Omer-pasza Latas Ivo Andricia, czyli historia o tym, jak pewien osmański dostojnik przybywa do Bośni, by zaprowadzić w niej porządek, bo coś się lokalny ludek za bardzo rozzuchwalił. Jak to u Andricia nie tyle śledzimy fabułę, co podziwiamy mozaikę ludzkich losów i postaci, Andrić bowiem zastosował w tej opowieści swoją chyba ulubioną metodę: każdy rozdział to opowieść o innej osobie, która zaplątała się jakoś w życie paszy. To może być opowieść o prostaczku, któremu życie złamała tyleż samotność, co i miłość niemal magicznie niespełniona i który w zadumie zakłócił uroczysty wjazd paszy do Sarajewa. Ale może to być historia polskiego oficera, który robi w armii paszy karierę, lecz życie dla niego jest przelotne i pustawe, albo opowieść o pięknej dziewczynie, która szukała sposobu na przetrwanie w świecie mężczyzn, którzy nie umieli jej nie pragnąć. Jeden ludzki los – jedna płytka w mozaice ukazującej i ten fragment Europy, który był w tamtym czasie i cudownie wielobarwny i zniewolony, ale Sarajewo, jakiego już nie ma (ale może które zawsze jest, jak wszystkie stare miasta, w których historia żyje bardziej, czasem bardziej niż współczesność). Po prostu Andrić.

Trzecia powieść to także kieszonkowe wydanie i także powrót. Kiedyś odwiedził mnie jeden z tych kuzynów, którzy pożyczają ode mnie książki na wieczne nieoddanie. Zauważył moją marsową minę, gdy zaczął przyglądać się biblioteczce i rzucił: “No ale o co chodzi? Przecież nie czytasz tych książek drugi raz?”. Możliwe, że moja odpowiedź zdumiała go równie mocno, jak mnie jego pytanie.

Alessandro Baricco to czarodziej. Nawet gdy pisze okrutnie i bezwzględnie, i tak pozostawia mnie z poczuciem dotknięcia niesamowitości. A jego Ocean morze to jedna z takich okrutnych bajek. Zaczyna się właściwie zabawnie, bo nie sposób się nie uśmiechać czytając o różnych oryginałach przybywających do prowadzonego przez dzieci hotelu na brzegu morza. Ok, dzieci. Są dość oryginalne, trzeba przyznać. Popatrzcie:
“- Pan jest miły. Jak pan stąd wyjedzie, może nie będzie już pan taki głupi.”
Bartleboom coraz bardziej był ciekawy, kto te dzieci wychował. To niewątpliwie jakiś fenomen.”

Jest więc magicznie, zabawnie, tajemniczo. A potem przychodzi część druga o koszmarze rozbitków na morzu i robi się strasznie i okrutnie. Baricco potrafi bowiem tak bawić się konwencjami, że każdą komponuje tak, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy jeszcze przeczyta tak dobre: opowieść morską (Ocean Morze), western (City), historię o boksie (znowu City, zacząłem po tej książce oglądać boks…).

Zawsze, kiedy czuję, że wyczerpują mi się pisarskie baterie, sięgam po Baricco. I już po jakichś piętnastu-dwudziestu minutach znów chce mi się pisać.

Nie mogę nie wspomnieć i o tym, że ukazała się wreszcie u nas trzecia powieść z serii Brazos, czyli Szlak Umrzyka Larrego McMurtry. To przy okazji odpowiedź na pytanie, czy po westernie z City Baricco można jeszcze przeczytać jakiś western, którym się człowiek zachwyci. Można, jeśli sięgnie się po Brazos. Szlak Umrzyka to prequel, Gus i Call są młodzi i niedoświadczeni. Wyprawy, na które wyruszają jako Strażnicy Teksasu są dla nich jeszcze bardziej przerażające i niezwykłe. W pierwszej powieści podróżowali przez świat, który bardzo się zmieniał, lecz był dla nich niemal oswojony. W drugiej Call musiał zmierzyć się ze światem, który zmienił się dla niego za bardzo i znów stał się niepojęty. W Szlaku umrzyka o ponurą i okrutną niezwykłość potykamy się z bohaterami co chwila. Znów czyta się tę powieść niemal jak fantasy, bo napotykani po drodze ludzie są bajeczni, zdają się posiadać magiczne moce. A wszyscy równocześnie są też do bólu logiczni, tyle, że to różne, czasem egzotyczne logiki.

Równocześnie Szlak umrzyka podobał mi się chyba najmniej z trzech do tej pory przeczytanych powieści. Teraz nie mogę się doczekać ostatniej powieści – Księżyca Komanczów. Widziałem serial (nadal uważam, że rola, którą zagrał tam Val Kilmer należy do jego najlepszych). Może za rok albo dwa się doczekam?

Wiecie, co ukazał mi ten, oby nie przydługi tekst? Że wszystko, o czym Wam tu napisałem, to powroty. Do starych gier i powieści. Nawet jeśli książki są nowe (Rak, McMurtry) to wiążą się z powrotem do znanych już światów i bohaterów. Nawet Cyberpunk to mój niekończący się powrót do tej gry.

Najwyraźniej z jakiegoś powodu lubię wracać. Może dlatego, wracam co roku i tu, by zapraszać Was do zabawy w plebiscyt na grę, w jaką grało nam się w mijającym roku najlepiej?

Pamiętacie jeszcze zasady?

Każdy ma trzy głosy do oddania. Po jednym na jeden tytuł. Może oddać mniej, ale dwa głosy na ten sam tytuł nie będą się sumować. Może oddać więcej, ale policzę tylko pierwsze trzy. Głosować można do 23:59:59 31 grudnia 2023 roku. I tyle.

Wesołych Świąt!

Dodaj komentarz



37 myśli nt. „Rdza 2023

  1. Probabilistyk

    Wesołych świąt wszystkim tu zaglądającym 🙂

    Taki tip: Co roku Steam prezentuje podsumowanie więc temat powinien być dość łatwy do ogarnięcia. Chyba że ktoś jak Bosman, ogrywa rdzę z CD 😀
    Moje GRY:
    1. World of warships – fajna odmóżdżająca zabawa, ze zwierzętami, tfu graczami 🙂
    2. Mass Effect (legendarka) – co roku muszę sobie ją po prostu odświeżyć, dla mnie gra (trylogia) wszechczasów.
    3. Days Gone – ogranie dzięki Steam Deckowi – bardzo niedoceniany tytuł z solidną fabułą.

    Jeśli chodzi o świat TV, to w tym roku chciałbym zgłosić serial “Lost” oglądam go po raz pierwszy i widać że ma już swoje lata na karku (montaż, praca kamery) ale fabularnie jest bardzo mocny.

  2. Tichy

    Hej Wam.
    Gry:
    1. Assasin’s Creed Odyssey – bardzo mi się podobało na wycieczce do Grecji 🙂 Nawet splatynowałem, chociaż ostatnie 15 godzin było nieco nużące. Starożytna Grecja od Ubisoftu weszła mi bardzo. No i polubiłem Kasandrę.
    2. Dead Space Remake – piękny remake. Rozbudowany, ale z szacunkiem dla oryginału. Chyba trudniejszy. Świetnie udźwiękowiony. Ale pod koniec też mi się trochę dłużył. Mimo że cała ta gra to na max 15h.
    3. Into the Breach – Epic pokazuje mi 26 godzin w tej grze. I to chyba mój nr. 3. Świetny mózgojeb, dający sporo satysfakcji jak coś wyjdzie, a jednocześnie kolejne próby są na tyle krótkie, że porażka nie boli za mocno.
    A tak to grałem mało. Jakoś tak wyszło. Poza Odyseją która zajęła mi trochę czasu to jednak nic nie wciągnęło mnie na dłużej. A czeka i Cyberpunk i Baldur III, i Elden Ring. A teraz zacząłem Red Dead Redemption 2. Kiedyś próbowałem na konsoli. Na PC gra mi się lepiej. Ale to pewnie będzie gra do topki na przyszły rok :).
    Seriale:
    1. Blue Eye Samurai – pięknie narysowana opowieść ze świetnymi scenami walki. Dużo ładnie pokazanego seksu. No i fabularnie sztos. Czekam na drugi sezon.
    2. 1670 – humor może nierówny, ale i tak dużo radości mi sprawił. Świetna scenografia, dużo nawiązań do różnych polskich dzieł i historii, fajni aktorzy.
    3. Zawód: Amerykanin – a to odkrycie moje 🙂 żeby spowodować, żebym kibicował agentom KGB w USA… Dobre bardzo.
    A beletrystyki chyba nic nie czytałem. Albo mnie nie wciągnęło. Czytałem głównie jakieś analizy socjo, polit, historyczne. Ale taki rok był, pełen emocji. Marzę, żeby już rzeczywistość trochę odpuściła.
    Wszystkim z Gikza wszystkiego dobrego w te Święta i w Nowym Roku.

      1. Tichy

        @bosman_plama

        Jak skończysz fabułę to będziesz mógł odpocząć na Korfu :). Nasz bohater wybiera się tam na wakacje po robocie. Na straganach niestety brakuje ciupag i magnesów na lodówkę.
        Chyba to też moja ulubiona część. Ten świat jest cudowny. Chociaż fabuła też spoko, charyzmatyczna bohaterka i masowa morderczyni również, fajne postacie historyczne – jak Alkibiades mój ulubiony. No i sporo humoru. Opowieść nie jest tak nadęta i smętna jak np Origins. Ale świat najważniejszy. Dlatego nie ruszam Valhalli. Co ja tam będę zwiedzał…

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Tichy

          Origins lubiłem za Egipt po prostu, bo mało jest Egiptu w grach. Ale fakt, że Odyseja oferuje i rozmach i humor i większy luz. Choć nie powiem, są też pułapki. Jak raz chciałem pogadać z kowalem jako sympatyczny klient, to nagle okazało się, że się z nim przespałem:P

  3. aryman

    Czołem weterani 🙂 Najlepszego w Nowym Roku!

    1. Gry:
    a) Dungeons & Dragons – po około roku przygody dobiłem z ekipą do finału dużej kampanii i całościowo było to wspaniałe przeżycie; warte całego tego ustalania terminów sesji (+ czasem jeszcze nowych terminów sesji);
    b) Kenshi – miałem z kolejną xxx h przygodą poczekać na nową mapę (jedna z ekip moderskich jest blisko tego epickiego osiągnięcia, co w świecie Kenshi oznacza ok. 1-50 mcy do opublikowania), ale gdzieś wpadłem na info o tym jak samodzielnie stworzyć patche dodające kompatybilność między różnymi istotnymi (dla mnie) modami… Spróbowałem, wsiąkłem ponownie.
    c) Cyberpunk 2077 – trochę nietypowa sytuacja, bo w tę grę w 2023 nie zagrałem. Za to dużo o niej myślałem, wielokrotnie przygotowywałem się do uruchomienia i kilka razy już “prawie zagrałem”; w moim wieku takie rzeczy też się liczą (przynajmniej “that’s what she said!”). Najpierw wyszukiwałem mody wzbogacające doświadczenie (żeby było poczucie świeżości i więcej Judy), potem czekałem na Phantom Liberty (przecież lepiej od zaczynać od początku, mając już kompletną grę z dodatkiem), następnie na to aż przejdę Baldur’s Gate 3 (po zagraniu w Cyberpunk 2077 zapewne znów, przez dłuższą chwilę, będę w melancholii i wszystkie gry polegające na opowiadaniu historii będą wyglądały na głupiutkie, płytkie i niegodne mojego czasu. BG3 zasługiwał na lepszy start; na odbiorcę niezepsutego niedawnym kontaktem z arcydziełem REDów), potem na FSR 3 od AMD (finalna wersja CP 2077 jest warta zorganizowania stabilnych 60 fps); teraz “na tapecie” jest początek kolejnej kampanii D&D i może kiedy to ruszy, wtedy będzie czas na CP 2077: PL…

    2. Filmy (co za rok!):
    a) Oppenheimer – “Tenet” oglądałem już z 4 razy, więc kiedy dowiedziałem sie, że następny film Nolana będzie “dokumentalny”, to miałem ze 3-4 sekundy wahania, czy to zasługuje na seans w Imax, ale cieszę sie, że wątpliwości rozstrzygnąłem pozytywnie. Nolan znów wgniata w fotel, każdym ujęciem i każdym rykiem wspaniale dopracowanego dźwięku;
    b) Strażnicy Galaktyki: Volume 3 – finał najlepszej trylogii MCU; po prostu uwielbiam tę drużynę;
    c) Służąca (2016) – późno, ale załapałem sie na ten intrygujący film. Ile jeszcze perełek kina azjatyckiego umyka mojej percepcji?

    Tuż a podium:
    – Dungeons & Dragons: Złodziejski honor (świetna rozrywka; nie tylko dla wielbicieli D&D)
    – Pięć diabłów (piękny, zmysłowy film; możliwe, że moja ocena jest skrzywiona przez uwielbienie żywione względem Adèle Exarchopoulos).

    3. Seriale:
    a) Rozdzielenie – ależ to dobre było! Dla mnie (korposzczura) – objawienie roku. Jak oni to zagrali! Patricia Arquette, po prostu genialna; nie wiem co to o mnie mówi, ale chciałbym żeby mnie “menadżowała” tym spokojnym głosem;
    b) Terapia bez trzymanki – czasem chce się zobaczyć smakowite powtórzenie znanej tezy o tym, że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej pokręceni, że to jest ok, a szansa na pozytywny obrót spraw zawsze istnieje. Ten serial wypełnia zapotrzebowanie w bardzo sympatyczny sposób;
    c) zażartą walkę o trzeci slot w serialach wygrywa… Continental: W świecie Johna Wicka. Zaskakująco dobra akcja, intryga i rozrywka. Nikt nie spodziewał sie niczego na poziomie Johna Wicka, a tymczasem serial nie ma czego się wstydzić, był ogień.

    Tuż za podium:
    – Silos (takie sci-fi mógłbym oglądać codziennie);
    – Angielka (dziwny western, ale satysfakcjonujący).

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @aryman

      O, “Continental” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Opowiedział historię umieszczoną w tym samym świecie, a jednak bardzo inaczej (choć nie odrzucając wickowego dziedzictwa). Podobały mi się postacie z serialu, stylizacja, barwy – właściwie wszystko. Zobaczyłbym jeszcze jakiś serial z tego świata w podobnej stylistyce, niekoniecznie z tymi samymi postaciami w głównych rolach.

      Z kolei “Angielka” wylądowałaby u mnie bliżej. Lubię westerny i lubię takie właśnie westerny. I jeszcze lubię starannie zaplanowane opowieści. Kiedy bohaterka w pierwszym odcinku mówi do faceta granego przez Ciarana Hindsa: “jeśli mnie dotkniesz, zabiję cię” a my dopiero pod koniec historii dowiadujemy się, co miała na myśli, to jest właśnie dobre konstruowanie historii poprzez detale. I jeszcze postacie w tym serialu! Bardzo brazosowate:).

  4. Waldek-Mat

    Witam wszystkich z dawnych czasów,

    Gry:
    1. Baldur`s Gate 3 – niesamowita gra, zajęła mi 90 godzin żeby ją ukończyć a wiem że pominąłem mnóstwo questów, zaczęłem już kilka kolejnych podejść ale nie mogę się zdecydować co do klasy
    2. Mass Effect Legendary – trylogia, którą uwielbiam a szczególnie drugą część, mimo wielokrotnego ukończenia za każdym razem czuję te same emocje
    3. Warhammer 40000 – Rogue Trader – bardzo lubię Warhammera 40000 za klimat a Rogue Trader daje po raz pierwszy grę cRPG w tym uniwersum, bardzo dobrą moim zdaniem.

    Filmy:

    1. Oppenheimer
    2. Dungeons & Dragons: Złodziejski honor
    3. Nie byłem na niczym innym w kinie a nic mi nie utkwiło w głowie z filmów na platformach

    Seriale – żaden z tegorocznych nie utkwił mi w pamięci a kontynuacje z poprzednich lat są słabsze.

  5. gniewquo

    Czołgiem!
    ciągnie ludzi w stare kąty 😀

    Gry:
    1. Tabletop Simulator – i przede wszystkim mod Star Wars X-wing – ze względu na to że śląskie community tej gry praktycznie przestało istnieć, zmuszony jestem jeździć raz na miesiąc na turniej do Krakowa. TTS pozwala mi zagrać i poćwiczyć latanie trochę częściej niż raz w miesiącu 😀
    2. Crusader Kings 3 – tak jak Bosman od Fallouta, tak ja od CK nie mogę się uwolnić
    3. Dave the Diver – odpaliłem ze względu na ładny styl graficzny i zostałem na dłużej. Wciągająca, zabawna i miła dla oka

    Seriale:
    W tym roku dzięki “odważnej” decyzji, że w pracy powinienem czuć że chcę robić, a nie że muszę, miałem nieco więcej wolnego i oprócz ogarnięcia nowości nadrobiłem kilka tytułów.
    1. Severance (Rozdzielenie) – podzielam zdanie Arymana
    2. Ted Lasso – ciepły, zabawny, wciągający. Fajnie że ktoś ma odwagę i chęć robienia tak po prostu miłych seriali
    3. Blue Eye Samurai – świetna historia, super kreska, wartka akcja. Naprawdę warto, nawet jeżeli ktoś ma “uczulenie na chińskie bajki”

    Honorable mentions:
    Homeland, The Americans, 1670 (Ja panu nie przerywałem), Welcome to Wrexham, For all mankind, Andor

    Książki (strasznie mało w tym roku i w zasadzie bez beletrystyki :O)
    1. Kajś – Zbigniew Rokita – książka, którą wg mnie powinien przeczytać każdy Ślązak oraz wszyscy ci, którzy chcieliby Śląsk zrozumieć
    2. Terry Pratchett Życie z przypisami – Rob Wilkins – Wspomnienie jednego z moich ulubionych autorów
    3. Trzecia Rzesza na haju – Norman Ohler – ciekawie opisany farmakologiczny doping napędzający nazistowską machinę wojenną oraz jego skutki

  6. civil

    Cześć wszystkim,

    jeżeli chodzi o moje głosy:

    Gra:
    1. Company of heroes 3 – gra ma swoje problemy, słabawy single, ale coż ztego skoro w multi 1vs1 i 2vs2 (team jeszcze gamecornera pomieta 🙂 jest swietna. Ponad 800 gier od czasu premiery mowi samo za siebie.
    2. Monster train – wpadł na promce jakiejs switchowej, 40 godzine w miesiac pożarł.
    3. Cyberpunk z dodatkiem – powrót po 2 latach, jestem przed samym dodatkiem, ale ostanti patch pogorszły troche performance. Czekam na nowy sprzet, powinien już byc przed świetami, ale jest obsuwa…

    Seriale
    1. Ted Laso – mega pozytywny serial, z żoną obejrzeliśmy go w 3 tygodnie.
    2. Kulawe konie – obrzydliwy Gary Oldman 🙂
    3. Tu jednak – The last of Us, zapomniałem ze to był 2023

    Najlepszego ! Do zobaczenia za rok 🙂

  7. Tasioros

    Cześć Wszystkim!
    Na początek przyznam się, że już niemal pogodziłem się z myślą, że kolejnej krypy nie będzie. Ale nie! Bosman musiał! I teraz ja przez niego znowu muszę! Muszę pisać na temat gier, w które grałem, a krótko się o nich napisać nie da. Spróbuję jednak krótko. No i skoro Bosmanowi się chciało, to zasługuje on na to, aby raz na rok ktoś mu tu przynudził długim postem 🙂

    W końcu też napisać mogę, że grałem w tym roku sporo. Jak na ostatnie lata, to nawet bardzo dużo. Wkład w to niemały miał styl pracy (home office) oraz nakład tejże. Dzięki pomyślnemu układowi galaktyk względem siebie, powtarzalne i przydługie czynności w grach, które przy ograniczonym wieczornym czasie mogły by niecierpliwić i irytować, w ciągu dnia wykonywało się na luzie i z przyjemnością. W skrócie: był czas aby pograć na spokojnie.

    Ciężko było w głowie ustawić wygranych na pudle w odpowiedniej kolejności, bo walka była zażarta. Dośc powiedzieć, że poza podium znalazły się takie produkcje jak wyśmienite Ori and the Will of the Wisps, czy Jedi: Fallen Order. Co więcej, jeszcze parę innych gierek ukończyć się udało. Dobrobyt, jak to w Polsce. Ostatecznie najbardziej pewny jestem miejsca pierwszego. Każda z tych gier dostawała w internecie po tyłku, że jest nuuudna, że jest powolna, że cały czas robisz to i to a nic ciekawego się nie dzieje. Dla mnie jednak to są gry, do których trzeba porządnie przysiąść i delektować się tym, co nam przedstawiają. Ale do rzeczy.

    3. Disco Elysium – The Final Cut
    O moja butelko whisky kochana, nie byłem na to gotowy. Nie wiedziałem do końca czego się spodziewać, ale to co zastałem, wciągnęło mnie niemiłosiernie (aczkolwiek mógłbym tak napisać o każdej z nominowanych przeze mnie gier). Czemu na trzeciej pozycji? Nie wiem, może dlatego, że ograłem to najwcześniej? Ta gra jest dziwna, inna. Już na samym początku pomiata nami (bohaterem) w cudowny, niemiłosierny sposób. Bohater to natomiast dość nietuzinkowy alkoglina. Kiedyś dla Gikza popełniłem takie kretyństwo jak Detektyw Kuc, gdzie protagonista piękny nie był i miewał raczej ciężkie poranki. W Disco Elysium zobaczyłem niemal idealnie oddany obraz Kuca, tak jak sam go sobie wyobrażałem. Z tą różnicą, że w grze wszystko jest opisane w sposób wprost wspaniały. Chłonie się to jak dobrą książkę. Bo czytania jest tutaj dużo, bardzo dużo. Choć faktycznie, po kilkudziesięciu godzinach może to pod koniec lekko nużyć. Wielu zarzuca DE, że rozgrywka to głównie ściany tekstu i bardziej to podobne do visual novel. Może i coś w tym jest, ale kurde ludzie drodzy, treść wynagradza. Teksty są napisane wybornie. Wykreowany świat jest oryginalny i szczegółowo opisany. W trakcie gry bardzo dużo się o nim dowiadujemy i widać, że został przemyślany w każdym szczególe. Do tego postacie niezależne – każda porządnie opisana i mająca wiele do powiedzenia. A rozmawiać tutaj można i trzeba sporo – w końcu to RPG. Czasami mając jedynie 30 – 40 minut na granie, byłem w stanie “wyzerowć” dialogi z jedną tylko postacią. Niebagatelne znaczenie w tym przypadku ma świetne polskie tłumaczenie z edycji The Final Cut. Ilość i skomplikowanie tekstu, różnych nazw, rodzaj użytego słownictwa, to wszystko potrafi przytłoczyć. Nie dziwota więc, że gros ludzi czekało na spolszczenie. A te zostało wykonane wyśmienicie. Całe szczęście tylko w formie pisanej, bo głosy zostały oryginalne. Szczęście dlatego, że gra posiada najprzezajebistrzego “lektora” na świecie. Może nie do końca to lektor, a bardziej narrator, który czyta nam niemal wszystko, czego nie przedstawiają inne głosy. Jego głos jest niski, monotonny, mroczny, idealnie pasujący do klimatu gry. Popisał się nim muzyk Lenval Brown i wykonał przewspaniałą robotę. Rozszerzona wersja gry chwiali się też, że tym razem ugłosowiona została każda postać. Naprawdę warto było czekać. Co do głosów jeszcze, to mamy szeroką gamę tych wewnętrznych. Każdy “skill” wybrany podczas tworzenia postaci, który jest też jakby fragmentem naszego umysłu, ma coś do powiedzenia w konkretnych momentach. Na ten przykład “encyklopedia” bardzo często raczy nas dodatkowymi informacjami, zazwyczaj zbędnymi, o których mało kto wie, ale za to nierzadko ciekawymi i zabawnymi. Dzięki temu o wiele dokładniej możemy poznać świat nas otaczający. Lub choćby “ciało jako narzędzie” podpowie, żeby “nie być ku**a mięczakiem i przywalić temu małemu gnojkowi”. Z tymi głosami prowadzimy wewnętrzne dialogi. Możemy z nimi dyskutować, nie zgodzić się, lub pójść za ich radą. Wszystko to powoli kształtuje naszego bohatera, więc jeśli chce być się czadowym gliną, trzeba się skupić. Jest tych umiejętności wiele, więc i możliwości prowadzenia rozmów i pokierowania rozgrywką także. Dochodzi jeszcze system myśli, które możemy sobie przyswoić (przemyśleć) i zyskać jakiś bonus. Są ubrania i przedmioty, które dają (lub zabierają) nam punkty do odpowiednich skilli. To się przydaje, bo wiele decyzji i poczynań wymaga rzutu kośćmi. Więc jest tu trochę losowości. Najlepsze w tym jest to, że przegrany rzut wcale nie musi być zły, a może wręcz dać ciekawszy, przezabawny efekt.

    Dobra, nie ma co dalej opisywać, bo nie podołam i tak. Jest tu tak wiele elementów. Jedyne do czego mogę się przyczepić, tak trochę na siłę, to zakończenie. Bardzo tu pasuje i ma sens, czyli jest dobre. Ja po prostu podczas grania ułożyłem sobie w głowie oczekiwanie z zupełnie innej strony rzeczywistości. Ale cicho sza.
    Polecam bardzo, tylko należy wiedzieć w co chce się grać – długą, zwariowaną, nastawioną na narrację i dialogi grę RPG bez systemu walki.

    2. Death Stranding
    Tutaj to się gracze mocno podzielili. Albo pokochasz, albo znienawidzisz. Bardzo mało wyważonych opinii. Ponoć mocno się grze po premierze dostało, bo nie do końca było wiadomo o co w niej chodzi, ale nie przeszkodziło to mieć wielkich oczekiwań, bo Kojima. Czy coś takiego. Ja wiedziałem tylko tyle, że jest Norman Reedus z dzieckiem w słoiku, jest Mads Mikkelsen, i trzeba uważać jak się chodzi gdy dostarcza się paczki. Tyle. Ale to tylko malutki kawalątek całości. Więc jeśli ktoś stwierdzi, że gra jest do bani, bo to tylko symulator kuriera, to radzę takiego osobnika omijać jak wynurzonego.

    Tak, chodzi się tutaj sporo, a samo chodzenie jest oddzielną mechaniką. Trochę nieuwagi i można się wywalić, tym bardziej, że teren bywa mocno nierówny. Tak więc o ciągłym bieganiu na pełnym pędzie należy zapomnieć – szczególnie na początku. Spodobało mi się to na tyle, że do samego końca uważnie stawiałem kroki, aby nasz protagonista Sam był jak najmniej poobijany, jako i ja poobijać bym się nie chciał. Wiecie, imersja i te sprawy. W miarę postępów w grze, dostajemy co jakiś czas usprawnienia w poruszaniu się, ale to już blisko spoilera. Sama wyprawa, aby dostarczyć paczki, przejść dany teren bezpiecznie, nie uszkodzić towaru itd., jest już dość ciekawym wyzwaniem. Takie mikro zarządzanie i planowanie. Trzeba trasę przemyśleć i wyznaczyć, oprócz przesyłek wziąć ze sobą niezbędne narzędzia (liny, drabiny itd.), a to wszystko waży, więc należy odpowienio to na sobie rozmieścić… Jest tego typu czynników mnóstwo.

    Innym, często pojawiającym się, zarzutem jest to, że nie wiadomo o co w przedstawianej historii chodzi i chyba sam grafoman Kojima tego nie wie. Ale to nieprawda, gdyż ostatecznie wszystko jest dokładnie wyjaśnione. Fabuła, moim zdaniem, jest pierwsza klasa i jest to jedna z bardziej oryginalnych i ciekawych “gropowieści” jakie można ograć. Początek oczywiście jest bardzo zagmatwany, dostajemy mnóstwo informacji do przeprocesowania i nauczenia się, ale im dalej historia się posuwa, tym więcej wiemy i oswajamy się łatwiej. Już pierwsza godzina (lub 1,5) przekonała mnie do gry i jej ukończenia. Co też tam się dzieje określić może jedynie jakiś znany mindblown.gif. Za wiele napisać nie mogę, żeby czegoś ważnego nie wyjawić.

    Bardzo przyjemnie było samemu tę grę odkrywać i dawać się zaskakiwać. Grając w ów tytuł trzeba mieć sporo czasu. Na planowanie, na cutscenki, na chodzenie i rozkoszowanie się widokami, na czytanie maili i dodatkowych informacji. Kto grał ten wie, a kto nie grał (lub nie ukończył) ten trąba. Zachęcam do grania “prawie” offline, dla lepszej immersji i żeby nie było za łatwo. Dziwactw tam sporo, ale większość to takie fajne sci-fi dziwności (choć jest parę momentów, w których jedyne co byłem w stanie pomyśleć to “Serio, Kojima? Serio!?”). Plus przemyślana, skomplikowana i nieco porąbana fabuła. Coś co lubię. Voice acting – czy tam w sumie aktorstwo – super, grafika śliczna-fotorealistyczna i bardzo szczegółowa, widoczki piękne, muzyka dobrana wyśmienicie. Te momenty, gdy po ciężkiej, stresującej wspinaczce w ulewnym deszczu, zza chmur wychodzi słońce, niebezpieczeństwo mija, oczom naszym ukazuje się piękna panorama i słychać pierwsze nuty ujmującej za serce i stopy piosenki (wraz z pojawiającymi się napisami z nazwą wykonawcy i tytułem), a my przy akompaniamencie muzyki spokojnie podążamy w kierunku naszego celu schodząc po zboczu wielkiej doliny… ech, lubię kurde takie rzeczy – moment z “Asylum for the feeling” jest jednym z moich ulubionych w Death Stranding.

    Co do cutscenek jeszcze, to potrafią być bardzo długie (nawet ponad 20 minut). Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, bo wyglądają wyśmienicie i w większości są naprawdę świetne. Pod koniec mamy jeden z najlepszych popisów aktorskich w grach w ogóle. Dzięki zastosowanej technologii wyglądają niesamowicie realistycznie. Widać, że Kojima ma filmowe zapędy i moim zdaniem nieźle mu to wychodzi. Można go lubić albo nie, ale nie sposób odmówić mu oryginalności. Taki temat, takie nazwiska, tak inna rozgrywka w tytule z segmentu AAA – wspaniały powiew świeżości.
    Chaotycznie trochę wyszło, ale już wystarczy. Po prostu trzeba samemu spróbować, bo żaden opis dobrze nie odda tego jak w tej grze można się zatracić. Lub nie.

    1. Red Dead Redemption 2
    Czy da się krótko o tej grze napisać? O grze która jest tak wielka? Nie wiem, może… pewnie nie.
    To, co najbardziej mnie w tym tytule urzekło, to przedstawiony świat. Najpiękniejszy Dziki Zachód jaki kiedykolwiek został przedstawiony – The Best Wild West. And it’s beautiful. Ma na to wpływ oczywiście przepiękna grafika (choćby efekt słońca przebijającego się przez poranną mgłę, gdy Arthur leniwie siorbie sobie kawę z blaszanego kubka…), wspaniale odwzorowane miasteczka i roślinność, aż przesadna mnogość zwierzyny, zmiany pogodowe (ach te gwałtowne burze) czy cykl dnia i nocy. Marzyłeś aby kiedyś odjechać na swym dzielnym rumaku w stronę zachodzącego słońca? Proszę bardzo! Do tego interakcje z innymi postaciami – nawet zwykły szary NPC ma coś innego do powiedzenia zależnie od zaistniałej sytuacji. Nasi znajomkowie w obozie zaś rozmawiają i z nami, i między sobą. Kłótnie, zwierzenia, opowiadania czy wspólne piosenki przy ognisku, do których można się w mniejszym lub większym stopniu dołączyć. Wszędzie wokół widać słynne rockstarowe przywiązanie do najdrobniejszych nawet detali, czego symbolem niegdyś stały się kurczliwe końskie cohones. Wszystko to tworzy wspaniałą iluzję żywego świata, który niemal mógłby istnieć naprawdę. Może trochę wyolbrzymiam, w końcu to gra, ale jest bardzo sugestywnie.

    Przemierzanie tego świata natomiast to czysta przyjemność. Nie raz, nie dwa, mimo założonego celu, zbaczałem ze ścieżki i wędrowałem w siną dal odkrywając kolejne miejsca i tajemnice. Zamiast wykonać misję, na ponad godzinę ginąłem w dziczy, polując na zwierzynę, obserwując otoczenie, rozbijając obóz gdzieś na wzniesieniu przy pełni księżyca. Taki cowboy-simulator. Tak jak w Death Stranding uwielbiałem po prostu chodzić, tak tutaj uwielbiałem spokojnie kłusować sobie przez prerie, lasy, mokradła. No może z tym “spokojnie” to lekka przesada, bo RDR2 obfituje w już wspomniane zwierzęta (z czego niektóre są agresywne), jak i przeróżne zdarzenia losowe czy spotkania z nieznajomymi. Czasami ciężko przejechać z jednej miejscowości do drugiej, aby nic nas po drodze nie spotkało. Do tego jest jeszcze masa znajdziek, poszukiwania skarbów przy pomocy naszkicowanych map, polowanie na zwierzynę w celu zdobycia skór, łowienie ryb, zbieranie roślin, wyzwania, modyfikacje broni, wytwarzanie specyfików przy ognisku, dbanie o wierzchowca, gry hazardowe itd., itp. Grając nie pominąłem żadnej aktywności, a każda była co najmniej przyjemna.

    Muzyka oczywiście trzyma wysoki poziom. Jest idealnie dopasowana do każdej sytuacji. Dobrze podkreśla to co dzieje się na ekranie, lub przygrywa gładko wtapiając się w tło. Niejeden utwór może wpaść w ucho i później zagościć na codziennej liście.

    Ale najważniejsza jest tutaj fabuła, dlatego napiszę o niej najmniej 🙂 Jeszcze gry nie ukończyłem, ale jestem blisko końca. Powolnie snuta opowieść o przyjaźni, miłości, odkupieniu i konsekwencjach swoich decyzji. Opowieść o przemijaniu. Dla mnie ta powolność jest wielkim plusem. Rozwój jak i przedstawienie postaci jest wykonane mistrzowsko i z dużą dozą subtelności. Naprawdę można polubić naszych towarzyszy. Do tego stopnia, że jak któregoś zabrakło, to było mi najzwyczajniej w świecie przykro, że już nie będzie szansy na wymianę paru zdań. Arthur Morgan zaś jest jednym z lepiej napisanych bohaterów gier w ogóle. Jego czyny, wypowiedzi, przemyślenia (do przeczytania w jego notatniku) są bardzo ludzkie, naturalne. Takie… prawdziwe. Parę razy gardło mi się ścisnęło, a oko zadrżało (lub odwrotnie). Po ostatniej rozgrywce natomiast towarzyszy mi głównie nieudawany smutek. Przecież to tylko gra do cholery! Aż boję się, jak to się może zakończyć. Pozostaje tylko pytanie: “May I stand unshaken?”

    Tuż poza podium – dwie metroidvanie, ale jakże inne:
    Star Wars Jedi: The Fallen Order – tytuł angielski, bo z dubbingiem w to grać było dla mnie niemożliwe. Gdyby takie były nowe filmy ze świata Gwiezdnych Wojen, to bym chętnie oglądał. Ładne, całkiem trudnawe, star-warsowe ale nie kiczowate. Do tego w grze jest jedna z najlepszych “prezentacji”

    spoiler Pokaż

    w ogóle.
    Ori and the Will of the Wisps – większe, trudniejsze, bardziej rozbudowane, z jeszcze lepszą muzyką i równie olśniewające co jedynka.

    Filmy. Parę się obejrzeć udało.
    1. Wieloryb – świetny powrót Frasera. Klaustrofobiczny i celowo nieprzyjemny spektakl, który mnie pochłonął niczym główny bohater batonika.
    2. Diuna – epicki, monumentalny, ponad 2,5 godzinny wstęp do filmu właściwego 🙂 Do tego Hans muzycznie jak zwykle daje radę. Ale oglądało się bardzo przyjemnie.
    3. Batman – takiego Batmana chciałem, na takiego Batmana czekałem. Klimatem bardzo blisko ukochanego “Siedem”, a Batman ma być mroczny i basta! Na parę głupotek trzeba było niestety przymknąć oko, ale ogólnie film bardzo udane. Sam Pattison chyba wygląda najlepiej z dotychczasowym Batmanów filmowych.

    Patrząc po grach i filmach, wychodzi na to, ze lubię długie i nudne opowieści, co? Nie do końca, bo “Oppenheimera” też widziałem. W kinie widziałem. A na podium go nie ma. Pokochałem Nolana za jego wyśmienity debiut “Memento”. Później za świetny “Prestiż”. Nawet za już krytykowane “Incepcja” i “Interstellar”. Ale tu mnie pokonał. Żeby nie było, “Oppenheimer” to dobry film. Jednak nic więcej. Moim zdaniem Nolan sobie z takim kinem nie radzi. Ale już nic więcej nie piszę, bo za odmawianie genialności temu obrazowi przeprowadzono już co najmniej dwa ataki na moje życie.

    Książki:
    Szczelina (Jozef Karika) – bardzo ciekawe wykorzystanie artykułów na temat “słowackiego trójkąta bermudzkiego”. Na książkę trafiłem po tym jak szukałem poleceń na dobrą powieść grozy, zawiedziony kolejną pozycją na tej liście.
    Tengu (chleb Graham) – wybrana na podstawie kilku internetowych poleceń w temacie “najlepszy horror jaki czytałeś”. Nie wiem czemu ludzie to polecają. Zaczyna się dość ciekawie, rozwija też nie najgorzej, a kończy beznadziejnie. Ot, Masterton.
    Malowany człowiek (Peter V. Brett) – książka prezent. Wydanie fajne, okładka super. Początek nawet intrygujący. Ale jest to tak nieudolnie napisane i od mniej więcej połowy najzwyczajniej nieciekawe, że cyklu kontynuował na pewno nie będę. A polecane też jest często.

    Seriale.
    1. Silos – bo to dobry serial jest
    2. Invincible – bo to zaskakująco dobra fabularnie animacja jest

    Był jeszcze “The Last of US”, który mnie zawiódł, że tak średnio został zrobiony. A pierwsze odcinki zapowiadały coś naprawdę dobrego.

    Gen V – w skrócie, to mogą The Boysom co najwyżej pałkię obtaśtać. Wytrzymałem do 6 odcinka.

    Na koniec “Reacher”. Znów początek dawał nadzieję na dobry kawałek twardego serialu. I nawet pojąłem szybko, że bohater to taka postać z Fallout ze wszystkimi statystykami na 10. Ale kurde, im dalej, tym gorzej. A raczej głupiej. Z serialu w stylu lat 90-tych szybko stał się serialem z lat 90-tych z wszystkimi ich wadami. Ma być proste, fajowe i zabawne. Większego sensu czy logiki nam nie trzeba. A końcowe konfrontacje to już był cios poniżej mózgu.

    KONIEC!
    Przepraszam za ilość znaków, nie potrafiłem iść w jakość.

    Tradycyjnie też życzę Wam wszystkim, aby w przyszłym roku czasu na popkulturę było więcej, a produkcje growe, filmowe i serialowe niezmiennie zachwycały.

    Ps. w tagach jest “fallouta”. Ech, te feminatywy 🙂

  8. SzalonyBlazen

    Witam
    Zajarzałem tak całkiem z d… a tu nowy post 😀

    U mnie wygląda mniej więcej tak:

    GRY:

    1. Cyberpunk 2077 . Świat mnie wciągnął strasznie, łącznie z playlistami na spotyfi, którymi męczę szefową w pracy :P. Ogrywam powoli jak chyba żadną inna gierkę. A dodatek pozwolił żebym ukończenie odłożył na później 😉
    2. Road 96. Genialna jak dla mnie przygodówka , która przeszła bez echa i jest bardzo niedoceniona a spokojnie może się równać z Life is Strange. Testowo odpaliłem w GamePass i mówię historia całkiem zacna …i nagle gdy myślałem, że to koniec ..twist, który sprawił, że przesiedziałem jeszcze kilka godzin aż doszedłem do rzeczywistego końca. I mam w planach zrobić to jeszcze kilka razy żeby zobaczyć jak wybory zmieniają grę.
    3. Paladins – strzelanka, w którą mimo wszytkich CoD, Overwatchy,i innych gra mi się przyjemnie.

    Dopiero zacząłem odpalać potencjalne dobre gry typu RDR2, Death Strending, Hogwarts Legacy więc jeszcze nie wiem czy wliczać do rankingu 😉
    Baldura 3 nawwet nie kupiłem bo wiem że nie będę miał czasu żeby przejść .

    W planach kupno Assasins Creed i Vampire:the Mascarde na VR co też może być ciekawe.

    Seriale
    1.Alice in Borderland – Rewelacja odkryta całkiem przypadkowo,. Lekko zbieżne z Squid Game ale moim bije go na głowę. Na razie 2 sezony, tak jak wyszła manga ale ponoć ma być 3. Jak wyjdzie to jaram się jak na nowych Boys’ów
    2. Legenda Vox Machiny – Bardzo fajne animowane rolplejowe fantasy 🙂

    Więcej nie podam bo nie urzekło mnie nic na tyle żebym się nie oderwał.

    Książki
    W tym roku rządzi u mnie Komornik. Strasznie podoba mi się to uniwersum. Aktualnie jestem na 3 tomie Areny dłużników. Gierka, bo wyszła, też ograna.

    No i najlepszego na nowy rok 🙂

  9. Mnisio

    Wszystkiego najlepszego w nowym roku.

    Gry (sumaryczna ilość czasu przeznaczonego na gry jest tak mizerna, że aż strach zliczać, ale swoje typy na ten rok mam):
    1. Diablo 2 – Rezurekcja diaboła całkiem udana. Gra ma w sumie ponad 20 lat, a miodności nie ubyło jej z wiekiem.
    2. Cywilizacja 6 – Mój spis nie mógł się obyć bez którejś części tej serii.
    3. Banners of ruin – Przeciskanie się uliczkami bandą zwierzaków jest całkiem fajne.

    Książki:
    1. Skończyłem czarna kompanię, więc tu są dwa ostatnie tomy – woda śpi i żołnierze żyją. Jest Cook więc jest dobrze, ale koniec strasznie nostalgiczny. No i tęskniłem za ekipą z północy. Tu już nie było się do kogo przywiązać – praktycznie wszystkie znane osoby giną i już.
    2. komiks Batman vs wojownicze żółwie ninja. Jest moc, żółwie i batman.
    3. Clive Cussler, Zemsta Cesarza. Fajny akcyjniak. Tęsknię za Dirkiem Pitem, ale załoga Oregon też daje radę.
    Honorowo – czytałem dzieciom chyba więcej niż sobie – Burzliwe dzieje pirata Rabarbara. Piraci, szkuner i morskie opowieści w najlepszym wydaniu

    Serial:
    W sumie, ponieważ skończyły się prawie wszystkie NCIS-y, przerzuciłem się na Castla – lekki i śmieszny kryminał, w sam raz do poduszki.

    Film:
    Jedyny co zapamiętałem w tym roku to Samarytanian – Stallone w całkiem dobrej formie jak na oldboya.

      1. Mnisio

        @Daimonion

        Dzięki, sprawdzę przy okazji:)
        W planach marynistycznych miałem ponowne spotkanie z Kapitanem Trappem (to już nie dla dzieci) – czytałem tylko 3 części, a podobno jest ich więcej.
        A jak ktoś chce historię o smutnym końcu to polecam “Zwykli Ludzie” Browninga – opisał jak normalni policjanci stają się siepaczami.

  10. Daimonion

    W życiu pewne są tylko: śmierć, podarki i krypa Bosmana.
    Trudno mi w tym roku cokolwiek nominować, bo jakoś tak wraz z wiekiem coraz mniej rzeczy mi się podoba, a coraz więcej irytuje. Ale spróbujmy:
    1. AC – Odyseja po raz kolejny i zapewne nie po raz ostatni, bo nadal nie skończyłem dodatku. Ot, sporadyczne, krótkie wycieczki po Grecji, której klimat uwielbiam.
    2. Desperados 3 – świetna rzecz. Kto lubił Shadow Tactics, ten się nie zawiedzie. Smutne wieści są takie, że studio się zamknęło i więcej dobra z ich strony nie uświadczymy. Wielka szkoda.
    3. Genshin Impact – proszę bardzo, śmiejcie się z tego, jak nisko upadłem. Ale poleciła mi to pewna godna zaufania osoba i nie zawiodłem się. Lubię dobijającą emocjonalnie fabułę i jak wszystko się źle kończy.
    Poza konkursem mała lista rozczarowań: Horizon, Zero Dawn (początkowo zapowiadało się rewelacyjnie, ale tam się po prostu nic, ale to nic nie dzieje, a same ładne widoczki to za mało jak dla mnie); Outer Worlds (pierwszy raz nie zaiskrzyło między Obsidianem a mną, jakieś to takie… w sumie to trudno powiedzieć, co mi nie pasuje, ale po prostu nie pasuje). Baldura nie próbowałem i raczej nie zamierzam, bo Divinity OS 2 kompletnie do mnie nie przemówiło, a tutaj wygląda na więcej tego samego (nawet początek fabuły identyczny: bohater z nieciekawą i niebezpieczną dla świata przypadłością ucieka ze statku w towarzystwie innych bohaterów z taką samą przypadłością). A i oryginalnego Baldura nie lubię, więc…
    Z szeroko rozumianej kinematografii polecam: Dungeons & Dragons, Złodziejski honor (zaskakująco mi się podobało); Stranger Things (wreszcie obejrzałem i jest niezłe).
    Najlepsze życzenia dla wszystkich i do następnego rejsu!

    1. aryman

      @Daimonion

      Widzę podobny gust (“Lubię dobijającą emocjonalnie fabułę i jak wszystko się źle kończy.”, Outer Worlds “nie pasuje”, D: OS2 “nie przemówiło”…), to może coś podpowiem w kwestii Baldura 3go.

      Poprzednie gry studia Larian nie porwały mnie:
      – D OS1 wynudził mnie straszliwie, więc po kilkunastu godzinach gry przerwałem;
      – D OS2 żarł lepiej, na tyle interesująco mechanicznie (walki), że doczołgałem się (z zaciśniętymi zębami) do końca, ale w pamięci nie została ani jedna postać, ani jedna misja (ok, dobra, coś tam z zatrutymi rybami w beczkach kojarzę…), czy w ogóle cel tego wszystkiego. Bardzo męczył mnie ich sposób budowania środowiska – 15000000 dziur i pojemników do których można (czyli trzeba?) zajrzeć…

      Baldur’s Gate 3 jest dużo, dużo lepsze:
      – moim zdaniem to jest tak 8-9/10 (zależy jak bardzo lubi się D&D i kombinowanie taktyczne podczas walk; ja uwielbiam, więc dałbym 9/10);
      – fabuła, misje, postacie (pomijając towarzyszy, o nich poniżej) – trochę brakuje do poziomu CDPR, ale jest znacznie lepiej niż w OSach;
      – główny wątek chwilami trąci myszką (BG1 i BG2 tylko liznąłem, a i tak w BG3 miałem momentami deje vu), ale nie można mu odmówić rozmachu; dzieje się, wizytuje się. Ogólnie – gra zawiera masę atrakcji i smaczków dla fanów D&D i Zapomnianych Krain;
      – ilość opcji postępowania i widocznych konsekwencji działań bohaterów – ogromna; nie sądzę by była inna gra komputerowa, która ma tyle zawartości rezerwowej, którą bohater zobaczy lub nie, w zależności od swoich działań. Nie da się w grze komputerowej w pełni oddać wolności i ilości możliwości, które oferuje prawdziwa gra TTRPG (typu D&D), ale BG3 jest moim zdaniem największą i najbardziej udaną próbą w tej kwestii;
      – mechanika walki to prawdziwa uczta dla fanów D&D i bitew w klimatach fantasy (poza zaklęciem “latanie”, które jest zepsute). Taktyczne kierowanie drużyną w starciach nie nudzi się do samego końca. Taka np. beczka z łatwopalną zawartością, w pobliżu przeciwnika, nie jest szczytem finezji, ale ilość kombinacji zasługujących na to miano jest bardzo duża, np. czasem telekinezą da się “wyjąć” oponenta z poddasza/szczytu muru i zrzucić z wysokości na bruk – oj jak te “chlap”(zamiast długiego pojedynku) cieszyło!
      – największą różnicę (postęp w warsztacie Lariana) widziałbym we wprowadzeniu filmowych dialogów i większym skupieniu na towarzyszach/relacjach. Drużyna, która nam towarzyszy jest po prostu wspaniała, 10/10. Ciekawe, różnorodne charaktery, duża ilość interesujących (często zabawnych lub kąśliwych) dialogów, interakcji z bohaterem (i między sobą), śmieszne i/lub emocjonalne wydarzenia, świetnie nagrane głosy (w j. ang), a wszystko to prezentowane w filmowych dialogach i przerywnikach. Wciąga! Nie wiem czy dbałbym o historię, misje i motywacje, gdyby drużyna była w stylu tej z OS2, ale dla Karlach, Shadowheart czy Astariona – z radością, przez kilka tygodni, zakładałem “Nogawice spuszczania wp……. +3”;
      – cenię twórców, którzy nie narzucają się (dorosłemu graczowi) ze swoją pruderią, więc cieszy, że w BG3 sceny seksu nie próbują załapać się na Pegi 12;
      – moim głównym, nienaprawialnym (?), problemem z BG3 jest niemy protagonista. Rozumiem studia, które nie nagrywają tekstów, bo nie mają na to kasy, ale żadne argumenty ze studiów robiących tzw. gry klasy “AAA” (i te podawane przez Larian, i te od Bethesdy) mnie nie przekonują. Udźwiękowiony protagonista wywołuje u mnie zupełnie inną, głębszą reakcję emocjonalną. W BG3 nieraz udaje się twórcom stworzyć sytuację, dialog wywołujący silne emocje u gracza, ale niestety zbyt często trwa to tylko do momentu, kiedy kamera przenosi sie z rozemocjonowanej postaci towarzysza (czy innego NPC), na twarz naszego bohatera; a ten po prostu milczy, próbując oddać emocje oczami i wyrazem twarzy (mim, k……). Wygląda to żałośnie. Mogę sobie oczywiście wybrać/doczytać co on (ja?) chce powiedzieć w reakcji, ale to już nie jest to, magia chwili mniej lub bardziej się ulotniła…
      – co do problemów, które można naprawić: gra zawiera 25000000 dziur i pojemników. Otworzyłem je wszystkie (niestety tak mam), ale już wiem, że:
      a) waz (małych i dużych) nie należy otwierać nigdy. Żadnej! Są puste lub zawierają jakieś nieistotne śmieci;
      b) skrzynek kwadratowych, koszyków itp. – nie należy otwierać nigdy. Zawierają nieraz produkty spożywcze przydatne do long restów, ale to jak zbieranie siana widelcem. Lepiej po prostu kupować zapasy.
      c) zioła, jagody i inne rosnące/wiszące/leżące znajdźki – nie zbieramy (chyba, że w czyimś ogrodzie, gdzie to masowo rośnie w jednym miejscu). Nawet na najwyższym poziomie trudności nie potrzebujemy wielu eliksirów; to co znajdziemy/ukradniemy/zlootujemy wystarczy;
      d) schowki w dziuplach itp. – zwykle jedzenie, ale sporadycznie coś błyszczącego, można zaglądać, choć bez przymusu;
      e) skrzynie zakopane i inne skrzynie podłużne z półokrągłym wiekiem – otwierać zawsze, bywa ciekawie;
      f) nietypowe, kolorowe skrzynie – otwierać zawsze, zwykle jest grubo.
      – więcej poważnych grzechów BG3 nie pamiętam. To bardzo dobra gra jest. Jako ktoś kto odbił sie od BG1, BG2, OS1 i tylko z rozpędu ukończył OS2 – BG3 bardzo polecam.

  11. photon-drive

    Pozdrawiam wszystkich odwiedzających stary wrak i przystępuję do głosowania.

    GRY

    1. System Shock (2023) – Znakomity remake gry legendy, w którą oryginalnie nie dane mi było zagrać. Jako fan immersive simów słyszałem wiele dobrego o SS i od dawna już chciałem sprawdzić, jak też wygląda ten protoplasta gatunku, ale grafika i niedzisiejsze sterowanie mnie odstraszały. Remake przyszedł z pomocą i grało się znakomicie. Oprawa graficzna łączy rozpixelowanie z bardziej nowoczesnymi technologiami światła, cieni i rozmyciami, co daje bardzo ciekawy efekt obcowania z grą z minionej epoki, która nie wypala oczu. Zachowana labiryntowa struktura poziomów przynosi falę nostalgii za dawną szkołą projektowania gier. Część graczy narzekała na tę wierność wobec oryginału, ale ja się dobrze bawiłem zbierając karty otwierające drzwi, wspominając stare shootery i dungeon crawlery. Zresztą sam design gry wydaje się ponadczasowy i stację Citadel zwiedza się po prostu świetnie. Uroczo pulpowa fabuła o zbuntowanej AI z nutką satyry na korporacje. Shodan ma zasłużone miejsce w galerii morderczych syntetycznych umysłów.

    2. Aliens: Dark Descent – Również w pewnym sensie powrót do przeszłości, tym razem poprzez uhonorowanie klasyki filmowej. Swego rodzaju adaptacja Aliens Camerona oddająca atmosferę filmu i przenosząca jego strukturę na dość nowatorską mechanikę rozgrywki. Gra w pierwszym kontakcie nasuwa skojarzenie z XCOM, ale podobieństwa są bardziej powierzchowne. Owszem, łączy te pozycje nieco wspólnego DNA, głównie w fazie strategicznego zarządzania statkiem-bazą i przysposabiania wojaków do nowej misji. Same misje rozgrywają się jednak w czasie rzeczywistym z pseudo-pauzą (spowolnienie czasu) na wydawanie poleceń drużynie jako całości. Przez takie rozwiązania gra jest unikalna. Fabuła nie jest może wybitna, ale bawi. Gra zainspirowała mnie do maratonu filmów z xenomorphami, o czym więcej poniżej.

    3. XCOM 2 – Jakoś tak się złożyło, że grałem też w tym roku dużo we wzmiankowane XCOM z numerkiem 2. Nie potrzeba tu chyba dodatkowego opisu ani uzasadnienia – jaki jest XCOM, każdy koń widzi. Dopiero teraz dokupiłem sobie rozszerzenie War of the Chosen, które zmieniło świetną grę w jeszcze lepszą. Jeśli ktoś zatrzymał się na podstawce, polecam WotC, dodaje wiele fajnych mechanik. Kampania robi się przez to trochę chaotyczna a opowieść zmienia się w zlepek motywów z inwazji obcych, postapokalipsy, zombi oraz superbohaterszczyzny. Ten chaos jednak jakoś nie razi a misje wciągają diabelnie.

    FILMY

    1. Obcy – W ramach maratonu obejrzałem wszystkie cztery filmy z głównej linii plus dwa prequele. Właściwie wszystkie oglądało mi się dobrze oprócz Prometeusza. Tego ostatniego ratują nieco wspaniałe zdjęcia i piękna muzyka, ale scenariusz jest nie do obrony. Covenant oglądany zaraz po Prometeuszu dużo zyskuje. Alien 3 i Resurrection mają swoje wady, ale każdy wnosi swój unikalny wkład w serię i robi coś ciekawego. Dwa pierwsze filmy to absolutna klasyka kina. Jeśli muszę wybrać jeden, wybieram film Scotta za niezwykłą atmosferę i mądrą prostotę historii o ludziach zderzających się z czymś nieznanym, bezwzględnym i nieustępliwym w zimnej głębi kosmosu.

    2. John Wick 4 – Najlepsza odsłona znakomitej serii. Nowa jakość kina akcji i ewidentne silne inspiracje estetyką gier wideo (zwłaszcza w scenach blisko finału). Porywające choreografią sceny walki, równoległy świat płatnych zabójców no i Keanu, który na dobrą sprawę nie wydaje się idealnym kandydatem na niemal niezniszczalnego bohatera akcji, a jednak trudno sobie wyobrazić kogoś innego w tej roli.

    3. Guardians of the Galaxy Vol 3 – Prawie remis z D&D: Honor Among Thieves (podobne na swój sposób pozycje), ale jednak zdecydowanie wolę scifi od fantasy. Znani bohaterowie przemierzający dziwaczne rejony Marvelowego wszechświata w rytm rockowych przebojów. Pomysłowe lokacje, dobre tempo. MCU nie miał dobrego roku, ale ten film warto docenić.

    SERIALE

    1. For All Mankind – Alternatywna historia wyścigu kosmicznego, w której to Sowieci umieszczają pierwszego człowieka na księżycu a potem wyścig dopiero zaczyna się rozkręcać. Dla wszystkich zainteresowanych lotami kosmicznymi i spekulacjami o alternatywnym przebiegu dziejów. Dzieło Ronalda D. Moore’a, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Fajne materiały dodatkowe między sezonami w postaci krótkich fragmentów serwisów informacyjnych z alternatywnej rzeczywistości.

    2. Star Trek: Strange New Worlds – Powrót do trekowej formy po wielkim rozczarowaniu, jakim były dla mnie ST: Discovery i ST: Picard. ST sprawdza się jednak najlepiej w formie antologii. Wolałbym co prawda spojrzenie w przyszłość sięgające poza finał Voyagera zamiast kolejnego prequela, ale przynajmniej czuć trekowego ducha.

    KSIĄŻKI

    1. Children of Time – Adrian Tchaikovsky to moje odkrycie literackie tego roku. Dla miłośników ambitnej fantastyki naukowej z koncepcyjnym rozmachem. Tchaikovsky wydaje się specjalizować w jednym z moich ulubionych podgatunków scifi opisującej technologiczną ewolucję cywilizacji istot bardzo odmiennych poznawczo i fizjologicznie od ludzi. Nie będę zdradzał za wiele, ale są w tej opowieści hybryda człowieka z AI, komputery zbudowane z kolonii mrówek oraz eksperyment planetarny, który skręca w nieprzewidzianym kierunku.

  12. Yosh

    1. Starfield – muhahhahaha! średniak pierwszy. Tylko 28% pozytywnych, Mostly Negative!

    I co z tego, że robili go wyznawcy płaskiej ziemi – każde lądowanie to fast travel na PŁASKI (ta gra nie dzieje się na kulach jak ED czy NMS) kawałek rodem z F4 i że został niesamowicie przehypowany. Wiedziałem czego nigdy nie dowiozą w Cyberpunku (a i tak kocham) – tutaj podobnie, zakładałem że Todd taśmą wszystko poklei….

    Prawie wszystkie zarzuty widziane na sieci są według mnie słuszne, poza niektórymi pisanymi przez fanów starszych gier bethesdy:
    – “gwiazdy powinniśmy odkrywać” (przecież WIDAĆ je na niebie nawet teraz)
    – “za dużo pustego” (angielskie ‘space’ to przecież pustka), ja mam moda który _zmniejsza_ liczbę POI – dzięki temu czuje trochę samotności w kosmosie jak i POI aż tak się nie powtarzają

    Sorki, musiałem żale wylać ale nie rozumiem ludzi którzy się spodziewali że będą mieli 1000 planet jakości Skyrim. Nie czuje ludzi chcących mieć 100% w grze o nieskończonej przestrzeni…. gra o kosmosie ma być w 95% nudna (jak ktoś poleci na bryle lodu to niech się nie dziwi, że to lód) – byle by te 5% było łatwo znajdowalne i fajne.

    Od buggerfalla w którego kumpel się zagrywał, zawsze chciałem coś takiego ale “in space” – taki Privateer (1993) tylko większy. Nie czuje czemu Todd Howard nie czuje, że to nie jest ‘next gen’ i że większość ludzi go zjada. No ale ja czekałem 30 lat! To gram 😀

    I pewnie kilkanaście JEDNAKOWYCH misji w głównym quescie to lekka przeginka. Ale fabularnie nie jest nagorzej, to jest ten klimat za którym zawsze tęskniłem – brak kolesi w prześcieradłach ze świecącymi kijami, brak wróżek. Główny wątek to takie lekkawe hard sf (jak głupio by to nie brzmiało). I co z tego że to nie “Hyperion”, ze to nie “Solaris”, że sam wątek znany. Mimo że znany, to jednak smakuje inaczej – smakuje jak mój wybór, a nie jak czytana książka obejrzany serial czy film.

    Grając te 200h wczułem się, mimo wszystkich wad (mam 40 modów które poprawiają cześć z nich – zachowując w miarę waniliowy klimat) jak po raz pierwszy wstawiłem kuchnie na mój statek i zaparzyłem w niej herbatę – uśmiechnąłem się. Nigdy w grach nie craftowałem, nie budowałem…. a tutaj na zapomnianym księżycu, w zaciszach swoich pokładowych warsztatów kleje skafandry 🙂 Przecież w tej grze wszystko to zrzynka – dzięki temu frakcje są prawie że żywcem z Fireflya :D:D:D.

    Ok, ostatni ‘zarzut’
    “nie ma sensu tracić czasu bo jest fast travel”
    “nie ma sensu craftować bo można kupić”
    “nie ma sensu eksploracji bo nudna”
    Każdą mechanikę można pominąć (np w grze o kosmosie można właściwie nie latać) ale to chyba dobrze ….. bo to RPG ? a nie jak Cyberpunk AARPG (czyli Action action RPG w którym właściwie nie ma autonomii większej (przypominam że kocham CP))
    – Jeden kumpel przeszedł sam główny wątek
    – Drugi grał w factorio to zrobił sobie autonomiczną sieć outpostów
    – Ja gram wszystkiego po trochu (acz nowym graczom polecam główne linie fabularne i jak ‘złapie’ to coś dalej)
    Ta gra nic nie każe, nie zmusza, ta gra ułomnie bo ułomnie ale próbuje zmobilizować do swojej przygody.

    Ok, naprawdę ostatnia rzecz…. w 200h zwiedziłem właściwie same ręcznie robione lokacje (+ masa questów, cześć z nich jest lipna 😀 ). W eksploracje bawiłem się tyle o ile… tam naprawdę jest content.

    Heh boli mnie to “Mostly Negative”, bo już mi porządnej quasi hard sf epickiej kosmicznej nikt nie zrobi :(:( No nic, czekam na moda z Jewel Staite i jakoś to będzie.
    Tak, wiem że podoba mi się on trochę z braku laku 😀 ale bez przesady – to taki mocny “Mixed” :D:D:D:D

    2. Dowolny z 3 “nowych” Tomb Raiderów – ale niech będzie Tomb Raider (2013, pierwszy, ten o wyspie z japońskimi artefaktami)
    Pamiętam jak byłem zły, że mi Deus Exa Mankind Divided nie skończą bo biedną Larę będą kopać – nigdy nie wierzyłem w remaki.

    Ale jaka ta seria jest dobra…. tzn ja wiem, że to Deus Ex w trawie i zamiast augów mamy umiejętności. Jakbym wiedział jakie to jest miodne to bym głosował co roku na inną odsłonę – żeby w podsumowaniu które było ostatnio wyżej wyskoczyła. (2013 bo złapałem się na tym, że czytam -z zaciekawieniem- opisy artefaktów)

    3. Ciężki orzech…. ale pada na MS Flight Simulator
    Nie mam czasu za bardzo w to pykać, ale odwzorowanie Ziemi naprawdę daje chwile zachwytu. Tam gdzie latałem szybowcem w realu mamy takie wyższe drzewo przy miedzy na które łatwo nawigować. W grze, z map lotniczych AI wygenerowało to bardzo podobnie…. Przelot przez chmury burzowe wygląda bajecznie.

    Zagrałem też w Dragon Age, bo SF (ciężko mnie zreformować)! Claudia Black!, bo Farscape okazał się dużo lepszy niż zakładałem – żeby ktoś nie myślał, że nie lubię prześcieradeł i kosmitów.

    Ok Starfield raz jeszcze – niektórzy go hejtują bo jest dość lewacki. A wiecie co ja widzę ? że przeważająca większość NPC o wschodnim akcencie gra złe albo nieudolne postaci. A jak już jest “-ski” w nazwisku to złodziejka albo niemyjący się mechanik. No ale “-ski” są biali, to jakby co jest równouprawnienie……….. MA SA KRA jaka to jest obłuda.

  13. michau

    Czołem! Pamiętacie, że motywem przewodnim rok temu były dzieciaki? Tym razem obstawiam choroby. 😀 U nas chyba wygrzebaliśmy się z RSV, więc jak należało się spodziewać, płynnie przeszliśmy do COVID. No ale na krypę zgłosić się trzeba.

    Nie obstawiłbym tego rok temu, ale w 2023 grałem naprawdę sporo, chyba zakup konsoli mobilizuje mnie do tego żeby w wolnym czasie kierować się do grania. Może pomyślę w przyszły roku o kolejnych częściach Brazos, które reklamuje nam tak Bosman, to poprawi mi się też czytelnictwo. Pierwsza część jest fantastyczna. Ale najpierw Tolkien, od lat zbieram się do powtórki, wyszło też trochę “nowości” i tłumaczenie Historii Śródziemia się pojawia, to chyba jest dobry moment na powrót do dzieciństwa.
    Wracając do gier, jak już wspominałem kupiłem konsolę, konkretnie Series S i dla mnie, czyli gracza, który zatrzymał się trochę z nowościami kilka generacji temu, to strzał w dziesiątkę. Nie wiem w co ręce włożyć. 😀 Poza tytułami, które zaraz wymienię rozgrzebałem (i do wielu mam zamiar wrócić) Wiedźmina, Starfielda, Dragons Dogmę, GTA V, Divinity OS2, Halo, Age of Empires 4, ze dwa Assasyny i jeszcze pewnie kilka innych. I to wszystko za pieniądze na tyle blisko psich, że nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Fajne czasy.
    A tak, rozgrzebałem też oczywiście Baldurs Gate 1 i stworzyłem drużynę w Icewind Dale, dla zdrowotności.
    Moje tytuły:
    1. Like a Dragon: Ishin! Zacząłem przygodę z serią od spin-offu i mam nadzieję, że nie straciłem przez to zbyt dużo, ale katany, rewolwery i w ogóle otoczka za bardzo mnie kusiła. Sam do końca nie wiem dlaczego, ale poświęciłem na tą grę mnóstwo czasu, jestem chyba już na ostatniej prostej do zakończenia i nie mam dość. To chyba wystarczające dla pierwszego miejsca. Mam nadzieję, że gry z głównej serii siądą mi choćby w przybliżeniu tak bardzo.

    2. Gears of War. Głos pójdzie na pierwszą część, ale ukończyłem 2,5 i traktuję je trochę jak jedną całość, pomimo pewnych różnic (np. 1, trochę uderza w horror) W przeciwieństwie do Halo ten xboxowy klasyk od razu mi zażarł. Może chodzi spokojne, tetryczne tempo. 😀

    3. Age of Wonders 4. Pewnie byłoby wyżej, ale jednak spędziłem przy tej grze trochę za mało czasu. Jakoś szkoda mi zaczynać rozgrywkę w takiej grze kiedy wiem, że nie będzie czasu na dłuższe posiedzenie. Niemniej z tych godzin, które z AoW4 spędziłem wygląda to jak spełnienie mokrych snów fana fantasy 4X już choćby przez bardzo fajne tworzenie własnych ras i przywódców. Chcesz sobie stworzyć jedną z ras z poprzednich części? Spoko. Jesteś dziwadłem mojego pokroju i lubisz sobie odtworzyć rasy czy stronnictwa z innych mediów, które ostatnio Ci się podobały? Jasne. Mówiłem, spełnienie mokrych snów.

    Czytałem i oglądałem niewiele, więc nie będę się silił na swoje listy. To był rok grania i infekcji. 😀

    Szczęśliwego Nowego Roku!

      1. maladict

        @Yosh

        Battletech nie jest grą idealną. Ma grind, ma RNG, mnóstwo niepotrzebnych cutscenek i parę innych niedociągnięć, które już stały się tematem żartów społeczności. Mi po prostu podeszła (tak na 2 tysiące spędzonych godzin), przy okazji wciągnąłem się w lore. Jeżeli lubisz TBS-y i Mechy to powinno Ci się spodobać.

  14. true_mayonez

    W tym roku znalazłem nieco czasu na granie i nie sięgnąłem po Brutal Legend niestety.
    Za to:
    1. Fallout 4 GOTY przez 230 godzin nie zacząłem w ogóle głównego wątku bo byłem zajęty malowaniem zbroi i obroną osad. Chyba mi się spodobało.
    2. Fallout NV w poprzednie święta dokupiłem DLC wszystkie i ogrywałem do wiosny.Czegoś tam jeszcze nie skończyłem, ale na razie pkt.1
    3. HoMM 4

    Książki:
    Paragraf 23 – opowiadania Hellera z okresu przed-pisarskiego. Fajnie widać rozwój w kolejnych latach.
    Na brzegu życia i śmierci. O obyczajach kaszubskich J. Perszon

    Filmów i seriali nie pamiętam. nic dobrego mnie nie spotkało.

    Fajny zespół usłyszałem. SCARDUST a i jeszcze Orphaned Land. Melekesch mi nie podszedł. Wszystko z Izraela. No i Myrath z Tunezji.

    Dzięki Bosmanie za rdzawy trud, życie staje się lepsze.

    PS. Gdzie Żniwa vol. 3???

    Dosiego kamraci!!

  15. projan

    To ja szybko, żeby zdążyć. I chętnie poczytam wszystkich, ale jutro.
    U mnie dominowały karcianki: Monster Train, Slay the Spire i Thronebreaker: The Witcher Tales.
    A taki to był rok.

    Książka:
    – niezmiennie, kolejne tomy Expanse,
    – przeplatałem te tomy z inną kobyłą “Księgą wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”.

    Film:
    – przede wszystkim, coś co naprawdę zachwyciło i nie puszcza – “Chłopi”
    – mam słabość do rocka, więc także do króla – “Elvis”
    – mam też słabość do Spielberga – “Fabelmanowie”

    Serial:
    – genialny “The Bear”,
    – na świeżo to “1670” a jakże,
    – “Warrior”, bo daje mi przyjemność powrotu do czasów dzieciństwa, a okazuje się że lubię te klimaty także jako dorosły,
    – “The Last of Us” wiadomix
    – “ONE PIECE” !!! 🙂

Powrót do artykułu