Wypieszczone Dark Souls 2 już na Steamie

Nitek dnia 2 kwietnia, 2015 o 11:41    23 

To taka dziwna historia. Trochę.

No bo nie wiem jak to inaczej ująć. Przy premierze, From Software wykluczało pojawienie się jakichkolwiek DLC, mówiąc, że dostajemy doświadczenie z gatunku tych najpełniejszych.

Wyszły trzy DLC poszerzające świat gry.

Wersja na nest geny również została skreślona przez włodarzy From, gracze konsolowi otrzymali informajcę, że next geny obejdą się Soulsami. Tymczasem mamy temat dzisiejszej notki, najbardziej wypieszczone, coś co powinno być wydane na premierze, wydanie najpełniejsze. Jest upgrade grafiki, oficjlany, nie od Durante, są zawarte DLCki, wreszcie, jest także na next geny.

Co zostało na pecetach. Och, to bardzo ważne. Płatny upgrade do wypasionej wersji. Dark Souls 2: Scholar of the First Sin, z DLCkami, kosztujący 24,99€. Do tego stare sejwy nie przenoszą się do nowej wersji, więc na śmiałków czeka zabawa od początku.Sami użytkownicy również narzekają, że zostali wydymani ponownie (sprawa hiper oświetlenia w wersji alffa vs. rzeczywistość), 60fps dalej kuleje (przy sześćdziesięciu klatkach na sekundę broń w grze zużywa się szybciej – wtf), a ogólnie to lepiej ponoć wygląda na dotychczasowej wersji z fixem od Durante.

Zostaliście ostrzeżeni. No, chyba, że nie macie podstawki, ani DLCków. To może, ewentualnie.

Dodaj komentarz



23 myśli nt. „Wypieszczone Dark Souls 2 już na Steamie

    1. Wyspa

      @Tasioros

      Cóż, devom zazwyczaj też się to nie podoba, ale o ile wydawcy mają się w miarę dobrze to liczba zamykanych studio w ostatnich latach jest zatrważająca… I to wcale nie tylko tych które zrobiły coś słabego, często żywot kończą też ekipy mające na koncie bardzo dobre i popularne tytuły. Nie dziwota więc że czasami tonący brzytwy się chwyta :/
      Nie twierdzę że to akurat przypadek DSa, ale smutna prawda taka, że ogólnie na rynku ciężko się utrzymać i wymagania graczy coraz większe. Kiedyś “production value” wymagało się tylko od AAA, teraz półka gier “średniego szczebla” zanika a od indyków wymaga się coraz więcej bo gry tanieją tak szybko że popremierowego AAA można kupić za cenę indora. Dla graczy sytuacja dobra ale dla Devów niekoniecznie.

      1. Revant

        @Wyspa

        Dla mnie wygląda to tak, że ogólnie przyjęte ceny gier są zbyt wysokie w dniu premiery w stosunku do zawartości/jakości. Pojawiło się piractwo, gdzie podstawowym argumentem jest “nie mam tyle pieniędzy”, więc pojawiły się wyprzedaże. Spowodowało to rozdzielenie się graczy jako konsumentów na takich co kupują w ciemno na premierę lub przed oraz na tych co czekają na obniżki. Co robią więc wydawcy? zamiast zmniejszyć cenę premierową i od razu mieć znaczne zyski, to wolą zamykać studia bo nie przynoszą profitów. Nie wspomnę już nic o tym, że pierwsza grupa konsumentów kupuje często głównie szroty robione przez głośne marki, ale to się przejawia już chyba wszędzie, nie tylko w grach.

        1. MusialemToPowiedziec

          @Revant

          Ale zauważ że gry wciąż są na pułapie do $60, mimo upływu 20 lat i wzrostu płac.

          Nie ma co się oszukiwać, ale DLC nas obroniło przed premierami za $100 – wystarczy popatrzeć na CoDy czy BFy, które bez ogródek jeszcze przed premierą sprzedają Pełne Wersje za $120. Jakby DLC nie było, to pewnie to byłaby standardowa cena wszelkich gier.

          1. Revant

            @MusialemToPowiedziec

            To nadal świadczy, że cena jest nieadekwatna, nieważne czy jest od kilku lat czy 20. Ciekawy byłbym rynku gdyby ceny były na poziomie 20-30 dolców w dniu premiery, bez zaplanowanych dlcków i innych takich pierdół ewidentnie wyciętych z gry przed premierą (ewentualnie duże dodatki, a nie jakieś spin offy czy standalone’y). Założę się, że zyski byłyby większe albo takie same, a gracze byliby zadowoleni. Wilk syty i owca cała.

            1. Wyspa

              @Revant

              Niestety ale wbrew pozorom koszty produkcyjne nie maleją, przeciwnie stale rosną, nie tylko płace się zmieniły (bo i dzisiaj 1 dolar czy złotówka to co innego niż 1 dolar/złotówka kiedyś) ale też ilość pracy przy produkcjach typu AAA znacznie wzrosła ze względu na poziom na jaki została wywindowana grafika/ficzery itp. Budżety dla AAA są kilkukrotnie większe niż kiedyś, można wręcz powiedzieć że w wypadku wielu gier to co kiedyś było klasyfikowane jako AAA teraz by wylądowały w klasie B bo w żaden sposób nie byłyby w stanie osiągnąć poziomu spodziewanego przez graczy dla produkcji wysokobudżetowych. Mamy więc sytuację gdzie mimo że powszechnie uważa się ze firmy sprzedają niedogrzane kotlety (które kiedyś były przecież wyśmienite) to okazuje się, że te nawet niedogrzane kotlety kosztują o wiele więcej w produkcji niż te wyśmienite sprzed lat.
              Sytuacja raczej nie zmieni się póki ktoś nie wymyśli magicznego sposobu aby osiągnąć obecny poziom techniczny gier, przy zmniejszeniu ciężkiej rzemieślniczej roboty przy nich, a na to niestety się nie zapowiada.
              Czy zmniejszenie progu cenowego dla premier zmieniłoby sytuację? Wątpię, mimo spikeów w sprzedaży przy przecenach tego typu gier (AAA), jednak najwięcej własnie na premierach zarabiają, nie na wyprzedażach. Klapa przy premierze praktycznie zawsze oznacza klapę w ogóle i żadne promo tego nie zmieniają, co najwyżej troszkę łagodzą porażkę 🙂

              1. Revant

                @Wyspa

                Ale właśnie o to chodzi, że większość graczy ma już dość i nie kupują w cale lecąc w piractwo lub kompletnie pomijając produkt. Zgodzę się, że trzeba więcej wpakować siły i pieniędzy w grę, ale też coraz więcej osób gra, więc i liczba klientów na pewno proporcjonalnie wzrasta. W dodatku coraz więcej “mniejszych” twórców pokazuje, że można zrobić gry wystarczająco dobre aby były doceniane i kupowane nawet przy nie wysokim nakładzie roboty twórcy. Zarobki idą w górę, więc i przybywa pieniędzy u klientów. Dlaczego więc patrząc np. na ceny gier konsolowych i wersji na pc widzę widzę stówkę różnicy? Przecież wszyscy przyznają się, że wszystko robione jest na konsole, a wersja pc to dodatkowa robota, więc idąc tokiem tego myślenia my pcmr powinniśmy płacić grubszy hajs. Taki blizzard z premierową ceną D3 pokazał, że absurdalna ilość osób chce takich cen…a według mnie to podkreśla, że wydawcy się boją. Użytkownicy pctów, mając do dyspozycji choćby pirata do sprawdzenia produktu, są w miarę bezpieczni przed dymankiem od ich strony. Końsolowcy napędzają sprzedaż, bo u nich jest z tym trudniej. Widać to po tym, jak szybko twórcy wprowadzili zabezpieczenie od drugiego obiegu, aby jedna kopia nie była odsprzedawana tu i tam. Nie uwierzę więc, że obecne ceny premierowe są uzasadnione.

  1. Goblin_Wizard

    Kolejny przykład, że trzeba być cierpliwym i grać w grę najwcześniej 2 lata po premierze. Kto by pomyślał, że gry będą kiedyś uczyć cierpliwości, oszczędzania, itp.!? No chyba, że komuś nie przeszkadza świadomość bycia wydymanym…

    1. Daimonion

      @Goblin_Wizard

      Ty pisałeś kiedyś o Parówce w dupie? Bo ja na ten przykład jej unikam, żeby właśnie uniknąć poczucia wydymania. Tylko, że ostatnio to już na każdym kroku czyhają dymacze. Nawet na GOG-u, mojej ulubionej platformie dla przeciwników wszelakich oprogramowań do uruchamiania gier, mnie wydymali (wrzucasz coś do koszyka, kiedy jest w promocji, chcesz zapłacić po trzech godzinach, a to już nie jest w promocji i chcą normalnej ceny). Co to za świat…

      1. Goblin_Wizard

        @Daimonion

        Nie no, bez przesady. Promocje są czasowe więc nie ma co się dziwić, że jak próbujesz coś kupić po czasie to jest lipa. Umieszczenie w koszyku niczego nie zmienia. Nie jest to żadne potwierdzone zamówienie ani umowa kupna-sprzedaży. Koszyk to tylko małe ułatwienie dla konsumenta.

  2. lemon

    Do tego stare sejwy nie przenoszą się do nowej wersji, więc na śmiałków czeka zabawa od początku

    Przecież fani w kółko grają w tę grę od początku, przechodząc po 10 razy i znając położenie każdego kamyczka. Co szkodzi jeszcze jeden raz? 🙂 Z drugiej strony fani już dawno kupili wszystkie DLC i przeszli je po 10 razy, więc nie kupią tej wersji (oprócz tych, którzy potrzebują – na budowę ołtarzyka). A (jeszcze) nie-fani i tak będą grać po raz pierwszy.

    1. Iago

      @lemon

      To nie do końca tak, że sejwy się nie przenoszą – te wersje chodzą na zupełnie innych serwerach. Każdy zainteresowany PvP (czy choćby liczący na pomoc w przechodzeniu gry) prędzej czy później będzie musiał się przenieść na nową wersję, bo do starej community nowi gracze już nie będą przybywać. I to jest clue draństwa w wykonaniu wydawcy.

      1. lemon

        @Iago

        No jak jesteś nowym graczem i chcesz multi, to grasz z nowymi na nowych serwerach. Jak jesteś wyjadaczem, który kupił rok temu podstawkę, to już chyba się nagrałeś do tej pory, a jak nie, to masz jeszcze czas. Czy jakikolwiek twórca obiecuje wsparcie dla multi przez określoną liczbę lat? Co powiedzieć ludziom, którzy narzekają, że w lepsze DS1 już prawie nikt nie gra po multi, a jeszcze lepszemu Demon’s Souls zamknięto serwery (bo i tak nikt nie grał)? Lepiej by było nie wydawać wersji Scholar i zamknąć serwery za rok, dwa?

        1. Iago

          @lemon

          Opcji “nie dzielić celowo community na posiadaczy wersji Dx9 i Dx11” nawet nie rozpatrujesz? Nie znam się na tym kompletnie, ale może mi ktoś wyjaśni, czy faktycznie niemożliwe jest aby jeden serwer obsługiwał klientów z dwiema wersjami API, czy to tylko pójście na łatwiznę/cash grab?

          1. lemon

            @Iago

            Zdaje się, że w Bugfieldach można w opcjach wybrać wersję DX9 lub DX11 i wszyscy grają na tych samych serwerach. A opcji nie rozpatruję, bo co to zmienia, jak DX9+Durante daje podobno i tak lepsze efekty niż DX11 (jeżeli chodzi Ci o to, że posiadacze nowej wersji dostają niby lepszą grafikę).

Powrót do artykułu