Thimbleweed Park to znak, że Ron Gilbert nie powiedział ostatniego słowa

Nitek dnia 18 listopada, 2014 o 20:20    0 

Nie w temacie gier i nie w temacie przygodówek. Tu grinduje mocno po krawędzi starej szkoły. 

Jak inaczej nazwać grę, która wygląda jak pociągnięte mocniejszą paletą barw Maniac Mansion (1987) czy Zak McKracken (1998). Dodatkowo topora dla powstania tej produkcji użycza Gary Winnik, współtwórca Maniaca. Niestety bólem jest to, że gra pierw musi przedrzeć się przez Kickstartera, by w ogóle powstać, a szkoda, bo jest apetycznie wyglądającym kąskiem z dużym nadzieniem nostalgii, który z chęcią bym wszamał. Chciałbym poznać sekret porzuconego w rzece ciała i całej plejady mieszkańców miasta Thimbleweed Park, bo a nuż znajdzie się tam miejsce dla kogoś pokroju szalonego Eda. Kilka zakończeń, pięc grywalnych postaci i pikksele wielkości bloków z Minikrafta. Nie może być bardziej retro.

I tak. Gdyby nie było kiedyś Monkey Island, być może sekrety Thimbleweed byłyby nam już dobrze znane. Kto zabił ciało w rzece?

Tu można hajsować.

Dodaj komentarz