Koniec dzieciństwa

serafin dnia 8 czerwca, 2012 o 13:24    0 

Czyżby w końcu gry doroślały?

Miałem dzisiaj nic nie pisać, chory jestem, średnio się czuję i w ogóle. Ale do komputera na chwilę musiałem usiąść, kliknąć tu i tam, zajrzeć czy ktoś się do mnie nie odzywał. I trafiłem na link do tekstu Tomka Kutery na Polygamii, w którym trafnie zauważa, że gry zaczynają się powoli robić naprawdę brutalne, naprawdę niepokojące i naprawdę trudne w odbiorze. I nie wie, czy mu się to podoba. Ja wiem. I dlatego muszę to napisać.

Nie tylko mi się to podoba, ale też na to czekałem. Może nawet sam sobie tego nie uświadamiałem, może to była taka podświadoma tęsknota, ale właśnie w tym momencie zdałem sobie sprawę, że to może być właśnie to. Koniec dzieciństwa dla gier. Taki symboliczny, taki kamień milowy, który można będzie później, pisząc historię gier, wskazać jako punkt zwrotny w ich dziejach. Może to będzie pokazanie cierpiącej, wrażliwej, dorastającej i narażonej na gwałt Lary Croft w nowym Tomb Raider, może to będą przejścia młodej, zaszczutej Jodie z Beyond, a może jeszcze coś innego. Ale to wydarzy się już wkrótce, w perspektywie roku czy dwóch – gry staną się naprawdę dorosłe.

 

Gry wydorośleją, bo tak się zabawnie składa, że dopiero teraz… mogą. Wcześniej się nie dało z tego prostego powodu, że grafika komputerowa była zbyt daleka od rzeczywistości. Mogę strzelać do rozmazanego zbioru pikseli, nie ma sprawy, ale rozmazany zbiór pikseli nie przekona mnie, że cierpi. Może próbować okrężnymi drogami, stosując narrację, muzykę, budując klimat – tak działają twórcy niezależni, z lepszym lub gorszym skutkiem. Ale jedna realistycznie wyglądająca łza w oku ma większą moc oddziaływania niż wszystkie ich starania, taka prawda. By obudzić w nas empatię, by umożliwić akceptację tego, co dzieje się w grze jako prawdy, to coś musi prawdziwie wyglądać. Tak po prostu. Widzowie w greckim teatrze poprzestawali na emocjach wymalowanych na maskach – my w naszych czasach musimy widzieć je na twarzach. I teraz możemy, bo gry są, lub wkrótce będą, w takim punkcie, że będzie się dało te twarze pokazać. Twarze cierpiące, płaczące, wykrzywione, a także szczęśliwe, radosne, pełne nadziei. Wszystkie twarze. Jasne, nadal będziemy wiedzieli, że to gra, tak samo jak wiemy, że film to film, a nie rzeczywistość. Ale zawieszenie niewiary i identyfikacja z bohaterem będą o wiele łatwiejsze, a one są podstawą tworzenia dojrzałej, trudnej fabuły. Choć oczywiście…

 

 

The Path – niejednoznacznie, na kilka sposobów o… gwałcie.

Cudów się jeszcze nie spodziewajmy. To nie będzie skok w przyszłość gier naprawdę trudnych i dojrzałych. Nie, to będą tylko dorosłe motywy, przemycane tu i ówdzie w coraz większej ilości. Dojrzewanie to nie jest zerojedynkowa zmiana stanu, tylko proces rozciągnięty na wiele, wiele lat. Ale teraz ten proces stanie się w końcu widoczny na samym wierzchu, w grach z największym budżetem, tych, na których skupia się uwaga całego grającego świata. I nie wiem jak Was, ale mnie to bardzo cieszy, bo urok słodkich cukierków dla dzieci już mi do reszty zbrzydł i bałem się, że będę skazany już na zawsze na oferujące inne smaki gry niezależne oraz multiplayery. Ale jest nadzieja, na całe szczęście.

 

Dodaj komentarz