KinK (czyli konwent w Krakowie)

bosman_plama dnia 1 października, 2014 o 10:47    7 

W najbliższy weekend fani fantastyki i okolic będą mieli okazję spotkać się w zacnych celach w Krakowie na kolejnej odsłonie konwentu Imladris.

To XIII edycja imprezy. Konwent jest raczej kameralny i nie aspiruje do przyjęcia dwudziestu tysięcy chętnych, ale też można kupić na nim jakieś odznaki, albo poduszki z długonogimi i wielkoookimi dziewojami, pogadać z pisarzami i pograć w planszówki, RPGi bądź bitewniaki.

Konwent odbywał się będzie w dniach: 3-5 Października 2014 a zacznie się o 17: 00 w piątek (o tej godzinie ruszy akredytacja). Jak na staroszkolny konwent przystało wszelkie legalne akcje będą rozgrywać się w szkołach. W tym roku w Szkole Podstawowej nr 37, na Osiedlu Stalowym 18 oraz Zespóle Szkół Ogólnokształcących Sportowych nr 2 w Krakowie. Przybliżając – to wszystko Nowa Huta.

Więcej można dowiedzieć się ze strony organizatorów.

Dodaj komentarz



7 myśli nt. „KinK (czyli konwent w Krakowie)

  1. nufiko

    Ja mam takie pytanie, jeszcze nigdy nie byłem na żadnym konwencie a w sumie poszedłbym kiedyś zobaczyć z czym to się je. Który polecilibyście na start tak żeby się nie zrazić no i fajnie jakby był blisko stolicy naszego kraju lub Podlasia. Niestety na ten łódzki się nie uda mi dotrzeć bo oczywiście dowiedziałem się dopiero dziś a już mam zaplanowany ten weekend. Myślałem nad Pyrkonem tylko nie wiem czy to nie za duże jest jak na początek.

    1. lemon

      @nufiko

      Co to znaczy “za duże”? Pyrkon ma masę atrakcji, a dzięki lokalizacji nie odczuwasz za mocno, że jest tam 20 tys. ludzi. Tam przychodzą rodzice z kilkuletnimi dziećmi i nikt się nie nudzi. Z mniejszymi konwentami bywa różnie. Uderzaj na każdy w pobliżu, ale taki, którego program Ci pasuje. Z doświadczenia wiem, że jak ktoś się do takich spędów zraził, to najczęściej z powodu ciasnoty i braków w higienie osobistej u części współuczestników. Warto się więc mentalnie przygotować, tak na wszelki wypadek. 😉

      1. nufiko

        @lemon

        No właśnie te 20 tys. ludzi mnie trochę przeraża, bo ja ogólnie to za ludźmi nie przepadam, a w większych ilościach to mnie denerwują samym swoim jestestwem. Po prostu nie odnajduję się w dużych grupach. No i właśnie ta moc atrakcji, jak to zwykle z tym bywa to pewnie zabraknie mi czasu na wszystko co chciałbym zobaczyć zrobić, a z drugiej strony raczej nie interesuję się niczym na tyle żeby się odnaleźć w jakiś tematycznych konwentach gdzie pewnie pięciolatek odnajdzie się w tych rzeczach lepiej ode mnie. Ot zastanawiam się czy jest coś dla takich leszczy jak ja co to chcą ale jeszcze nie wiedzą dokładnie co i przez to nie poczują się jakby tam nie do końca pasowali.

        1. lemon

          @nufiko

          No to Pyrkon ma najszerszy wachlarz atrakcji nawet dla “nie interesujących się niczym na tyle”. Zaplanuj sobie jeden dzień od rana do wieczora, albo idź na żywioł. Dobrym pomysłem będzie wybranie się z kimś znajomym.

          Nawet weterani konwentów nie na każdym obejrzą wszystko co chcą, bo w tym samym czasie w różnych miejscach odbywa się kilka interesujących ich punktów programu. Na to nic się nie poradzi. Podczas Pyrkonu na korytarzach jest większy luz niż w autobusie, gorzej może być np. na spotkaniach z popularnymi pisarzami, choć ostatnio organizatorzy dbają, żeby nie było ścisku (w sensie spóźnialscy nie są wpuszczani, bo inaczej na sali nie byłoby czym oddychać). Dalej to już Twoja sprawa, czy konwent to coś dla Ciebie. Może niepotrzebnie, ale podlinkuję króciutką relację z tegorocznego.

    2. bosman_plama Autor tekstu

      @nufiko

      Pyrkon jako największy konwent w Polsce (a jeden z większych w Europie) ma swoją specyfikę i stopniowo przybiera formę zbliżoną do targów. Zachęcam do przyjazdu nań, warto wejść nagle w kilkanaście (i więcej) tysięcy ludzi żyjących przez kilka dni fantastyką (pod różnymi postaciami).

      Z kolei mniejsze konwenty to bardziej kameralne (czytaj: do mniej więcej 2000 ludzi) spotkania. Zamiast wielkich powierzchni targowych mają zwykle do dyspozycji szkoły, zamiast tłumów na dowolnej prelekcji pojawia się czasem tylko kilka osób (ale kontakt z prelegentem jest dzięki temu bliższy), zamiast prawie wszystkich autorów spotykasz tylko kilku. Ale za to wszyscy trzymają się – zwykle – blisko konwentu, z każdym możesz porozmawiać. Na Pyrkonie jest to trudniejsze, choćby dlatego, że ludziska po punktach programu rozchodzą się po całym mieście, a nie siedzą w konwentowej knajpce).

      W tym roku odbędzie się jeszcze Falkon w Lublinie, czyli taki “średni” pod względem ilości ludzi konwent. Nie jest to “kameralne” spotkanie, ale nie są to poznańskie rekordy. I do Lublina masz chyba bliżej?

      Aha – najlepiej pojechać przynajmniej z jednym znajomym. Jasne, że na miejscu pewnie kogoś poznasz i ludzie są na konwentach na ogół dość otwarci. Ale humor może popsuć komuś fakt, że wszyscy naokoło się znają, a on nie bardzo ma do kogo zagadać.

Powrót do artykułu