Diluvion – tam w ciemnościach czyhają walenie

Nitek dnia 30 stycznia, 2017 o 20:12    9 

Tak się złożyło, że w natłoku wszystkich wydawnictw z końcówki, ale też już z bieżącego roku, Diluvion, gdzieś przeleciał mi między palcami. A może być dość ciekawy już ze względu na tematykę, w której się obraca.

20.000 mil podmorskiego pew pew pew, takie jest pierwsze wrażenie. Głębokie cieśniny, nieprzystępne i okalane takim mrokiem, że ludzkie oko jedyne co jest w stanie rozpoznać to migoczący w świetle reflektorów naszego wehikułu plankton, zróżnicowany jak makaron literki. Lata fest wszędzie, jakby cała zupa morska była jego. A nie jest, bo oto wkraczamy tam my i nasza mała łódź podwodna.

Co ciekawe, nie tylko śmigamy tu w środowisku 3D, ale też w dowolnej chwili można przełączyć się na widok przekrojowy naszej łodzi, a tam zająć się zarządzaniem załogi. A to z nimi pogadać, a to przydzielić do odpowiednich modułów w celu usprawnienia ich działania. Każdy moduł, jak i załogant ma swoje statystyki i niczym w pełnej symbiozie, oddziałują na siebie. Co prawda nie zgłębiłem tematu dość, by wiedzieć jak realnie wpływa to na rozgrywkę, ale skoro są cyferki, na bank się coś zmienia.

diluvion2

Tuż na początku naszego rejsu, za pierwszym zakrętem, okazuje się, że nie jesteśmy sami w morskiej toni. Wiedzieć musicie, że w czasie, kiedy rozgrywa się gra ludzkość została zmieciona przez rozgniewanych bogów z powierzchni ziemi tysiącami fal słonej wody. Mokre postapo można powiedzieć, z lekkim steampunkiem, bo tak łódź nasza wygląda. W związku z tym gdzieniegdzie można napotkać enklawy podmorskie, gdzie możliwy jest werbunek nowych załogantów, konwersacja z mieszkańcami czy pobieranie kolejnych questów. Te z początku to eksploracja mroków głębin z ręką na sonarze rozświetlającym otoczenie. A w głębinach różne skarby czy to w opuszczonych wrakach dawno zapomnianej rasy, czy też możliwe do wydobycia z pokonanych przeciwników. Fabuła też jest, ale no, demo. Motyw drogi i poszukiwań wiecznego szczęścia, mniej więcej.

Walka to ciężki kawałek chleba. Sterowanie łodzią jest dość wyjątkowe, bo zamiast naduszani agazu, konieczna jest stopniowa nad nim kontrola. Ot, Tadeusz wajchę przełóż na kilka miejsc odpowiadających kilku prędkościom pojedynczym kliknięciem. Wprowadza to niezły zamęt, bo z przyzwyczajenia z naduszonym WSADem się siedzi, a w grze nie ma to realnego przełożenia. Być może jakieś inne łodzie dostępne są później, wiele na to wskazuje, jak choćby materiały zbierane podczas podróży, jak części do statku, czy też do ulepszeń obecnego. Przy okazji warto wspomnieć, że i o naszych załogantów należy zabiegać, nie tyle wypłatą, co pożywieniem i zawartością tlenu we wnętrzach ich podwodnego domu. Można także powalczyć, wyrzutnią śmieci w roli karabinu i zarazem broni podstawowej oraz naprowadzanych torped. I sterowaniem, trochę.

diluvion1

Poza odmiennością sterowania w wersji demonstracyjnej miałem problem z działaniem gry samej w sobie, bo żeby zmienić rozdzielczość musiałem nieźle się nagimnastykować, a i tak nie wiem co sprawiło, że w końcu zaskoczyło i udało się cokolwiek zmienić. No i kurcze, kto zaczyna demo w cieśninie, gdzie nie widać ściany 2m przed nosem. Później jest lepiej. Stąd jestem z tematem tak późno.

Lepiej późno niż wcale, bo premierę Diluvion ma 2 lutego i w sumie jestem ciekawy co sobą przyniesie. Może coś na miarę fajnego swego czasu tytuł dziejący się pod wodą. Aqua coś tam. Chyba. Nie wiem. Spędziłem tam masę czasu szurając łodzią po dnie. Ale to chyba jeszcze za czasu Pentium 133.

Tymczasem Diluvion. Steam, 2 lutego.

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „Diluvion – tam w ciemnościach czyhają walenie

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @lgyhx

      To jest to! Lubiłem, bo dość ciekawe i fajne klimaty. Tu zapowiada się podobnie, choć początek jest dość dziwny, bo wrzuca w jakieś mroczne głębiny i generalnie ni parówki nie widać. Dopiero po wprowadzeniu i wynurzeniu się z cieśniny roztaczają się landszafty spoko.
      Także zobaczymy co tam.

Powrót do artykułu