Zagraj, zagraj jak za dawnych lat

moleskine0 dnia 18 lipca, 2014 o 12:36    67 

Pieśń kibiców, których klub przed laty święcił triumfy, a dziś stacza się po tabelach lig krajowych i okręgowych jest dobrym wstępem do tekstu, który przesycony jest sentymentem i tęsknotą. Nie za starymi grami – co to, to nie, bo dziś, jak i drzewiej bywało, wychodzą tytuły wybitne, kultowe i jest w co grać. Tęsknota ta pojawia się u wielu, dla których kiedyś elektroniczna rozrywka była najważniejszym, najbardziej pobudzającym do życia hobby, a dziś nie mają na nią czasu. A przynajmniej nie tyle, ile by chcieli.

Kiedyś to było, paaanie. Powrót ze szkoły, szybki obiad i do kompa. Ostatnia misja w Commandos, partyjka w Heroes III z kumplem z klatki obok, ostra kłótnia z bratem po wbiciu mu bramki na 2:1 w końcówce meczu w FIFA 98 (Forza Juve, a bogiem Del Piero!)… Potem podwórko, czyli przeważnie rozmowy i debaty – komu kupią rodzice Playa, który boss jest najtrudniejszy, kto kupuje w tym miesiącu Secreta albo CD-Action. To właśnie reaktywacja tego pierwszego skłoniła mnie do tych dziwnych wspominek; do tego by przypomnieć sobie jak się dawniej grywało. Elektroniczna rozrywka, mimo że gros czasu człowiek spędzał na podwórku (“bo komputer jest zły, mózg ci się zlasuje i tylko byś grał, więc wyłaź na dwór i daj tacie pograć w kulki!”) była centrum wszechświata dla pokolenia dzieci przełomu. Nie tylko zresztą dla nich, także dla ich rodziców. Do dziś pamiętam widok taty, który zarwał noc, by w Enduro na C64 dojechać do miasta, które rysowało się na horyzoncie przez pierwsze godziny gry (okazało się zresztą, że na mieście gra się nie kończy, tata stracił wiarę w przemysł growy i porzucił karierę e-sportową w tym momencie…). Reaktywacja Secret Service sprawiła, że odżyły pewne od dawna skrywane pokłady tęsknoty za dawnym graniem, za magią recenzji i solucji, zaczarowanym światem demówek na setkach płyt kupowanych hurtowo na straganach i pierwszych pełnych wersjach dodawanych do czasopism. Piszę, jakby to wszystko wydarzyło się tak dawno temu, a prawdę powiedziawszy od tamtych dni dzielą mnie “jedynie” dwie dekady. Nie o starzenie się tutaj jednak chodzi, a o fakt, że z wiekiem to “centrum wszechświata” przesuwa się w kierunku spraw doczesnych – pracy, rodziny i podatków. Wraz z powrotem SS na rynek czasopism pojawiło się u mnie pytanie – czy jestem nadal tym samym graczem?

Najłatwiej byłoby skwitować je słowami “Nie, nie jestem”. Bo kumpli spod bloku już nie ma, bo czasu na granie coraz mniej, bo zamiast zarwać nockę z dobrą grą wolę spać, a kasę na grę wydam raczej na papierosy. To jednak nie świadczy o tym, że gra nie wywołuje we mnie tych samych uczuć co kiedyś. W człowieku z czasów, gdy o nowych, dobrych tytułach czytało się w czasopismach, by potem błagać rodziców o dodatkowe kieszonkowe i w końcu sobie wybrany tytuł kupić jest przecież ta sama determinacja i pasja co w pracowniku korpo, który godzinami gotów był oglądać jeden i ten sam trailer (“But there’s one they fear. In their tounge he is Dovahkiin – DRAGONBORN!”), by potem dyskutować troszkę z żoną (wówczas narzeczoną) o naciągnięciu funduszu rozrywkowego o kilkadziesiąt złotych i w końcu na Steamie kliknąć “KUP”.

Kiedyś wielogodzinne debaty z kumplami dziś zastąpiliśmy forami internetowymi, solucje filmami na Youtube, a bójkę z bratem przy FIFA 98 ostrzeżeniami, że jeśli xXxCamperxXx sprzeda mi headshota jeszcze raz, naprawdę udam się do jego domu i uwiodę, wykorzystam a potem porzucę jego matkę.

Kiedyś zarywane przy grach noce dziś są jedynie kilkoma Bogu z ręki wyrwanymi godzinami, które doceniam tym bardziej, że prócz tej chwili na rozrywkę udało mi się wyjść z żoną do kina, odwiedzić teściów i pozmywać. O wynoszeniu śmieci i przykręceniu tego cholernego kranu w łazience nie wspomnę.

W przeświadczeniu o tym, że nie mam prawa narzekać na to jak dzisiaj mało czasu mogę poświęcić mojej elektronicznej pasji upewnia mnie także fakt, że takich jak ja jest cała rzesza. Są oczywiście malkontenci, którzy każdą nawet wspominkę o nowym CoD czy Wiedźminie kwitują “Chłopie, jak ja małą do łóżka położę o 20.00, to miałbym jeszcze grać w gry? Nie mam na to czasu, zresztą musiałbym mieć kilka godzin, bo tak na chwilę to się nie opłaca”. Dla mnie się jednak opłaca. Ta godzina, czy dwie ciężko wypracowane w ciągu dnia sprawiają, że tym bardziej doceniam każdą grę, którą kupuję, każdy level, który uda mi się przejść i każdy headshot, który ww. xXxCamperxXx dostaje w rewanżu za jego bezczelny camping.

Dzisiaj granie w gry, zamiast jak zabijanie czasu i czystą tylko rozrywkę, postrzegam jako swego rodzaju challenge – ile zdołam przejść w tym czasie, co mógłbym jeszcze zrobić, nim będę musiał wyjść lub zająć się domem. Paradoksalnie dzięki temu, że czasu na granie mam coraz mniej, stałem się graczem lepszym, uważniejszym, bardziej wymagającym. Granie sprawia mi nieporównywalnie większą przyjemność dzisiaj, gdy wiem, jak wiele musiałem zrobić, by sobie na ten czas przed kompem pozwolić.

“Zagraj, zagraj, jak za dawnych lat” nie jest więc w tym wypadku pieśnią nawołującą do powrotu tamtych, beztroskich dni, gdy prócz szlabanu na kompa nie było żadnych ograniczeń. To raczej apel do graczy, tych właśnie malkontentów, dorosłych dzisiaj ludzi, którzy już zapomnieli, że frajda z gry, mimo upływu lat, nie zmalała, a raczej wzrasta. Pora obudzić w sobie dawnego gracza, dawną pasję i radość nawet z najkrótszego meczu w nowej odsłonie FIFA. No i trzeba skończyć z flejmem. xXxCamperxXx nie zasłużył na takie traktowanie, w końcu może właśnie w tym momencie musiał pomóc swojej mamie – np. umyć naczynia po obiedzie, który właśnie skończyła. A mycie wanny wymaga czasu, więc pewnie dlatego ten camping.

Dodaj komentarz



67 myśli nt. „Zagraj, zagraj jak za dawnych lat

  1. bosman_plama

    Świetny tekst. Zaczynając go czytać pomyślałem: “kurcze, będzie nostalgicznie i smutnawo, żeśmy coraz starsi”, a okazało się, że nie, a w każdym razie niekoniecznie.

    Nie myślałem o tym w ten sposób o tym, że czasem nawet wypracować tę jedną godzinę to cud. Fakt, trzeba się cieszyć:).

              1. Cayden Cailean

                @Nitek

                W Resecie szły tak różnorakie artykuły że nie wiem o które Ci chodzi 🙂
                Pamiętam że na Matrixa poszedłem właśnie po recenzji w R. [ i w sumie nie spodziewałem się za dużo po tym filmie 😉 ]
                Komiksy duetu Adler-Piątkowski stoją u mnie dumnie na półce 😛
                http://esensja.stopklatka.pl/magazyn/2003/04/iso/10_05.html
                a to co w Gamblerze pisał roos z Zooltarem, a poźniej sam roos w Resecie sprawiło że nadal oglądam sobie streamy esportowe przy kolacji [tylko gry inne 🙂 ]
                W Gamblerze to jeszcze Jacek Piekara pisał czasem opowiadanka i recenzje które zrywały gacie…

              2. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

                @Cayden Cailean

                a to co w Gamblerze pisał roos z Zooltarem, a poźniej sam roos w Resecie sprawiło że nadal oglądam sobie streamy esportowe przy kolacji [tylko gry inne 🙂 ]

                Sikałem po kostkach czytając sprawozdanie Zooltara z jakiegoś moda do Quake 2, który miałbyć takim CSem dla tej gry. Że MP5, że kamizelki kuloodporne, że taktycznie i że wow. Wyobrażałem sobie to i marzyłem, że sam może kiedyś będę grał w coś takiego po sieci.

                (…)

                Aż poszukałem i znalazłem! To był kwiecień 99, numer kupiony ZANIM posiadałem jeszcze PC!

                Słuchacie? To posłuchajcie:

                […]Jednak na szczególną uwagę zasługuje mod o nazwie Action Quake II – jako jeden z nielicznych przypadł do gustu szerokiej rzeczy uczestników polskiej scenie Quake’a.

                Na czym polega? Wyobraź sobie następującą akcję. Grasz z kumplami w teamach. Jeden kolega sprawdza właśnie pokój, aby upewnić się, że nie ma w nim wroga. Nagle odzywa się pistolet maszynowy i kumpel dostaje cztery kule: trzy w nogi, jedną w klatkę piersiową. Widzisz jak pociski przeszywają jego ciało. Zaczyna uciekać (kulejąc), aby obandażować rany i wstrzymać utratę zdrowia. Nagle z ciemnego pokoiku wyskakuje przeciwnik i chce go dobić. Już nie musi, bo kolega właśnie przeniósł się do innego świata. Wściekły, wywalasz trzy pociski w głowę przeciwnika. Słychać charakterystyczny odgłos, a koleś natychmiast pada na ziemię.

                Ciary, panowie, ciary! Jestem na 148% pewny, że przez ten tekst gram dziś w ArmA3. Do dziś zresztą słysząc o każdej jednej taktycznej strzelance lub grając w nią szukam tego o czym przeczytałem ponad piętnaście lat temu, w kwietniu roku 1999. I taka refleksja: żaden gejmplej-sremplej z YT nie odda tych emocji co dobrze napisany tekst.

                W Gamblerze to jeszcze Jacek Piekara pisał czasem opowiadanka i recenzje które zrywały gacie…

                Na przykład megarecenzję Baldur’s Gate… 🙂

  2. Stah-o

    Nikt jeszcze tego nie dodał, więc ja dopiszę. Doceńmy w tym miejscu nasze “drugie połówki”, bez (zgody) których te 2-3 godziny wieczorem poświęcone na nasze hobby nie były by po prostu możliwe. A jak ktoś mi teraz coś o pantoflu – to od razu odpowiadam “ty też” 🙂

    Piwo dla wszystkich 35+ i ich kobiet/mężczyzn za trwanie w graniu 🙂

        1. Szmatan

          @Stah-o

          U mnie czasem żona przebiera zdjęcia i pisze bloga – polecam :). A tak poza tym, to standardowy wieczór wygląda tak: 21 dziecko idzie spać. Do 23 film / serial. O 23:00 kładę spać żonę, no i do 1-2 jest czas 🙂 Nie mówię, że codziennie, ale da się przyzwyczaić do 5h snu. Nawet chodząc na 8 do roboty, w której muszę się skupiać. 2-3h to jednak mało na granie w Skyrima, więc raczej skłaniam się ku krótkim, mało wymagającym MMO jak WoT czy QuakeLive . Chociaż, w Wiedźmina grałbym mając i 10 minut dziennie. Ostatnio też zarwałem zupełnie cały weekend na Shadowrun Returns (z przerwami na wycieranie pupy po kupie – taki lajf). Ale to wyjątek, za który potem żona karci mnie wzrokiem 😉

          A co do bycia pro – po 30-tce jest jeszcze większa frajda z jechania po młodocianych noobach. Szczególna frajda jest w QL, gdzie chłopaki na czacie rozprawiają o szkole, co jarali, albo obrzucają się wyzwiskami typu: ‘zamknij ryj dziecko, ja mam 20 lat’ – a ty po cichutku akurat robisz k/d 21-4.

          Także tego 🙂 Nie poddawać się, czas się zawsze znajdzie. Gram przy 2.5 letnim synu, będę grać i przy ewentualnej trójce dzieci. Kto by pomyślał 20 lat temu, gdy mama pytała: ‘kiedy ty wyrośniesz z tego komputera?’. Ech…

  3. mokraTrawa

    jest human tacz, trochę mało słów, ale nie ma tragedii 5/10

    a serio to fajny tekst i mam tak samo, każda chwila wyrwana na granie bezcenna, co prawda jest mi łatwiej, bo brak rodziny pozwala na więcej, ale i tak zawsze jest dylemat, pograć czy nauczyć się czegoś nowego

  4. mr_geo

    Dobry tekst, ale:
    “[…]na setkach płyt kupowanych hurtowo na straganach[…]”
    płyt?
    Płyt?
    PŁYT?!?!?

    Plaża, proszę cię. Epoka płyt była już sama nowoczesność, postęp techniczny, dobrobyt i świat dogoniony. Dekadencja, zgniły konsumpcjonizm, erozja wartości i upadek etosu gracza 😛 Prawdziwe początki to były KASETY kupione od “dilera” z łóżka polowego na bazarku, przy “wgrywaniu” których konieczne były machanie śrubokręcikiem przy głowicy magnetofonu tak intensywnie, że wyglądało się jak dyrygent z parkinsonem, koordynujący wykonanie ‘Dzieł Wszystkich’ Bacha na dwie orkiestry symfoniczne, kapelę górniczą, klasztorny chór żeński, zespół black-growling-gore metal i ludowego grajka na drumli i ukulele.
    A jak byłeś człowieku w tych czasach posiadaczem takiego wynalazku jak stacja dysków, to byłeś wtedy heros, pół, albo i 3/4bóg, bywalec Parnasu, sława i chwała spersonifikowana, pika i awangarda postępu, opromieniająca swoim blaskiem te nędzne pospólstwo z jego magnetofonikami… 😀

    I jak to wtedy wszystko cieszyło… A teraz? Jest 58fps, a nie 60 i już wrzawa malkontentów się rozlega. Młodziaki rozpaskudziły się i rozbestwiły dobrobytem, a głos weteranów posiwiałych nad “Green Beret” i “Beach Head”, o wzroku mgłą zasnutym od promieniowania monitora CRT i dłońmi spracowanymi od ręcznego rysowania sobie map coraz słabszy i słabszy…

    Ale tak już musi być. My, dinozaury gamingu, wymieramy żeby zrobić miejsce młodym. Ale można wyginąć albo cichutko, albo z myszą i joystickiem w dłoni, do końca fragując tych młodziaków którzy myślą że już wszystko widzieli, wszędzie byli, wszystko umieją i są ostateczne pro.

    1. Stah-o

      @mr_geo

      Potwierdzam szacun jakim darzyło się właściciela stacji dyskietek B do C64 – bo byłem nim. Rok wyrzeczeń i oszczędzania kasy, ultimatum skierowane do bliskich, że na wszelkie święta ma być kasa i tylko kasa inaczej wychodzę. Gwiazdka powoduje, że stan oszczędności zwiększa się do poziomu, w którym można zakupić nowiutką stację B do C64 w Pewexie i takiego zakupu dokonuje. Po tym życie zmienia się diametralnie, aż do premiery Amigi, bo wtedy następuje restart. Stacje dyskietek przychodzili do mnie na chatę oglądać ludzie z zaprzyjaźnionych dzielnic – wręcz w trybie oficjalnych delegacji, które później zdawały relację z tego wydarzenia swoim ludziom. Ale dzikie czasy to były 🙂

      Tak na marginesie – bo może nie wszystkie młodziaki to łapią, ale kiedyś nie można było zapisywać stanu gry, więc misje z dogrywaniem kończyły się zresetowaniem wszystkiego. I tu właśnie była siła stacji dyskietek – można było karabin zdobyty w misji pierwszej donieść do misji 4 (nie pamiętam już ze starości tego tytułu).

  5. Arachnos

    ach, aż się zakręciła łezka w oku…. Pamiętam czasy “małego” Atari i potem c64. Moment kiedy już na PieCu odpaliłem Unreal w trybie software…. i opad szczęki, zachwyt, niepohamowane parcie na kolejne 0,5h przeradzające się w 2h. Do dzisiaj też trzymam emulator SNES na dysku i bazę 1700 gier na niego. By was drzwi ścicsły, poczułem się stary.

  6. g4mb4re

    Tak czytam wasze komentarze i uświadamiam sobie, że ja to jednak tutaj gówniarz jestem. Do wersji 3.0 jeszcze 6 lat i mimo tego, że etap zwany dorosłym życiem rozpocząłem całkiem niedawno- płaczę bo czasu na gry ubywa motyla noga. Dobrze, że jeszcze mojej narzeczonej nie przeszkadza to że po robocie w wolnych chwilach gram, a jak nie gram to czytam o grach ;P

    1. Garett

      @g4mb4re

      Witam w klubie :). Też 24 na karku, mało czasu na granie i ta praca magisterska, która się pisze i napisać się nie może, a grać trzeba :P. Ja o tyle mam dobrze, że moja druga połówka (i nie mówię o tej co w barku stoi, tamta jest trzecia ;)) też lubi grać, ostatnio tylko na Simsy ma czas, ale zawsze to coś. Plus nie chodzi tylko o gry komputrowe, ale i papierowe RPG czy jakąś planszówkę. (Hehe pochwale się a co :P)

  7. t0si3k

    Wszystko fajnie tylko nie ma sie chba czym tak podniecać bo sredni wiek gracza to około 30 lat i ciągle rośnie!:) Ja czytałem wszystkie te czsopisma i też najbardziej lubiłem secret service. Tam był chyba słynny Gulash który prowadził koncik o tekkenie. Czekam na reaktywacje ale jak to mówią panta rei i obawiam sie że optyka już będzie nie ta i sie rozczaruje. Zobaczymy. Pamiętam też jak kupowało się gry w Jubilacie w Krakowie na miękkich dyskietkach. Potem grałem w te gry w firmie u ojca na kompach. Było coś takiego jak królik karateka czy coś. Miło sie wpomina… Fajny artykuł plus dla ciebie!!:)

Powrót do artykułu