Trzysta pikseli – trochę tego, trochę tamtego

Nitek dnia 5 lutego, 2015 o 9:05    63 

Wieść gminna niesie, że choróbsko to straszna sprawa. Idluje człowiek, pograć nie może, a jeśli chodzi o idlowanie spod kołdry po całych dniach spania, nic nie sprawdza się tak dobrze jak bierne wpatrywanie się w ruchome obrazki na wielokolorowym wyświetlaczu LCD. Gdyby był LEDowy, byłby dobry rym.
Idlowałem zatem i oglądałem. Cześć, angino.

enemy-poster-headerEnemy to przede wszystkim film z mocnym twistem. Tak mocnym, że musiałem po obejrzeniu go ogarnąć jakąś solucję na temat tego co przed chwilą wchłonąłem. Mimo wszystko nie bawił mnie tak samo jak twory Lyncha, którego Mullholand Drive oglądałem z pięć razy, by połapać się w tym wszystkim. Tam dałem radę, tutaj okazało się, że za dużo zagmatwania, za mało wyjaśnień, tak miało być mówi reżyser, domyśl się sam mówi producent. Tylko, kurde, co ja właściwie obejrzałem? Może jestem za stary, może byłem zbyt nieprzytomny, zastanawia mnie jednak to co czuli ludzie, którzy być może poszli na to kina. Zwiastun. Filmik wyjaśniający Enemy trwa 25 minut, to se pomyślcie.

Evidence-2013-MovieRadha Mitchell to zdaje się królowa strasznych filmów. Przynajmniej tak o niej mówiono po tym jak wystąpiła w Silent Hillu, a potem w czymś jeszcze. Stephen Moyer najlepszy wampir dzięki True Blood? Nie wiem, ale niczym w Poxipolu mamy tu dwa składniki dla dwóch części widowni. Pań i panów. Całość kręcona na zasadzie found footage, filmu z rąs, jak Blair Witch Project czy Poughkeepske Tapes. Dużo tu zabawnego powiększania pikseli, są dobre kille i jest twist fabularny, niezły, tylko faktycznie jestem stary, albo dużo się naoglądałem już, że kopara na ziemię nie spadła. Chociaż do samego końca patrzyło się dobrze. Nie dlatego, że jak na policjantkę, Radha ma przez cały film nieprzyzwoitą bluzkę balową. Zwiastun. Funfact, szukając fotki po frazie The Evidence Movie, znalazło mi dużo cycków Madonny.

22jumppPanowie z 22 posterunku dostarczyli. Takie to proste. Przy okazji wyśmiali istotę tego sequelu, wszystkich innych sequeli, powtórzyli niektóre gagi, które ponownie mnie rozbawiły, a przede wszystkim wzbudzili tęsknotę za tymi bzdurnymi komediami sensacyjnymi, których kiedyś, w latach 90ch było na pęczki. Co się stało z Jacki Chanem, onegdaj robiącym dobre crossovery z kolegami z Hameryki (Godziny Szczyty FTW!), Martinem Lawrencem i cała reszta. Czy może to ja mam po prostu takie tyły? Tak czy siak 22 Jump Street przyjemnym filmem w starym stylu, chciałbym powiedzieć, że jednym z lepszych, ale innych w ten deseń, a datowanych dwójką z przodu i jedynką w środku, nie znam. No i była scena z dragami. Ubawiłem się znakomicie, aż dziw bierze, że śmiałem się do telewizora. Zwiastun.

3000Możecie nie wierzyć, ale 3 days to kill nie opowiada o blond assassynce, w kusych sukienkach patrzącej się na wijącą się na scenie roznegliżowaną kurtyzanę, prawdopodobnie, choć i taka scena jest. Nie. To film z Kevinem Costnerem (!), Luca Bessona (!!) i jak w przypadku tego drugiego bywa, miesza tu wątki seryjnie sprzątających z takimi bardziej przyziemnymi, powiedzmy, ojcowskimi. Przez co wyszło kino nie dość, że oczy cieszące rozbojami jakie mają miejsce na ekranie, Amber w kusych ciuchach, tak jeszcze przypudrowane lekkim humorem sytuacyjnym. Wąs sam drży w uciesze. W ogóle byłem zaskoczony faktem, że to Bessona i że Costner wygląda jak w Robin Hoodzie (podobno nie, tak Bea twierdzi). Może nie jest to fabularna miazga, ale ogląda się nader przyjemnie. Wszystkie zwiastuny są do dupy i pokazują zbyt wiele, lojalnie ostrzegam, więc kto chce, ten sam szuka, albo w google grafika – Amber Heard.

tumblr_n56p8ebpWR1rlb6iho2_400

The-Last-Stand-bannerHoho, film z Arnoldem. Nie wiem czemu, na bazie wyciągu z nostalgii za bzdurnymi filmami, wywołaną przez 22 Jump Street. Pomijam kunszt aktorstwa Arniego, zabawne założenia fabularne z absurdalnym zachowaniem służb porządkowych (czemu nie biegli do kanciapy tego dźwigu na początku?!), ale oglądało się to jakoś okej. Nie, żebym biegł teraz szukać plakatu do pokoju, ale jako odmóżdżacz do idlowania, jak w mordę strzelił. Z braku laku. No i jak to zawsze bywa, zwiastuny ma zabawniejsze. Swoją drogą, teraz bym znowu obejrzał Last Action Hero, lubiłem kiedyś mocno.

Tymczasem jest już czwartek, pewnie jakieś ustawki na piątek są planowane, więc będzie zaraz wysyp propozycji. A potem weekend i co? W czwartek chciałbym też nadgonić poniedziałek.

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



63 myśli nt. „Trzysta pikseli – trochę tego, trochę tamtego

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @Waldek-Mat

          Nie umiem się ustosunkować tak po prawdzie.
          Dobrze się czyta, fajne story, ale zarazem takie jakieś nie wiem. Nie Kingowe? Mało dziwnych rzeczy, o wiele bardziej skupia się na ludziach. Jest tak tajemniczo, że pewnie to o co chodziło jest na ostatnich dziesięciu stronach. Czyli dowiem się tego dzisiaj pewnie.

          1. creep

            @Nitek

            Trafiłeś prosto w splot słoneczny z tymi dziesięcioma stronami. Jako wielbiciel Lovecrafta, zobaczyłem motto otwierające książkę i ochoczo zabrałem się za czytanie, ciekawy, kiedy w końcu pojawią się lovecraftowskie motywy. Sto stron. Nic. Dwieście. Nic. Strasznie się zawiodłem tą książką, zresztą nie tylko przez to.

        1. aihS Webmajster

          @Probabilistyk

          Ten wywiad z Sinclairem jest totalnie bez sensu. Potrzebowali marketingowej bomby, ale to najsłabszy tekst całego numeru. Facet nie udziela wywiadów i tyle. Tutaj albo oferta finansowa była naprawdę dobra, albo panowie poruszyli niebo i ziemię, wszystkie swoje kontakty i wykorzystali długi wdzięczności żeby zadać jałowe pytania i otrzymać jałowe odpowiedzi. Potencjalny tekst numeru jest jego totalną antyreklamą i źle służy całej reszcie, która trzyma poziom.

          TL;DR
          Pixel dobry, wywiad zły. Smuteczek.

  1. Stah-o

    Na wzmocnionko polecam wywar: oliwka z oliwek + świeżo ciskana cytryna, tak w proporcjach: 1 cytryna + łycha stołowa, z której się mocno ulewa, oliwy z oliwek. Taki wywarek po porannej kawie (na czczo tylko dla hardkorów). Oliwa musi być koniecznie importowana z miejsca gdzie sobie radośnie rośnie, żadnych polskich dystrybutorów a w szczególności rozlewni w Polsce. Udało mi się na tym wywarze przetrwać wszelkie nawałnice bakteryjno-wirusowe jakie córa regularnie dostarczała (i dostarzcza) nam ze szkoły.

      1. Stah-o

        @Nitek

        Efektami ubocznymi tego wywaru są (pojawiają się dopiero po pierwszym miesiącu) :
        – oczyszczanie organizmu z toksyn
        – utrata zbędnych kilogramolców (są takie?)
        – uśmiechający się woreczek żółciowy
        – lekkość bytu i ogólna radość organizmu

        Ostrzegłem.

  2. urt_sth

    22JS słaby był, rozbawiły mnie w sumie trailery tylko. Ten film (jako autoironia) sprawdził by się w krótkim formacie, a tak nużył. Zastanawiałem się czy mieli klauzulę, że muszą nakręcić kolejną część, bo miałem wrażenie jak by aktorów też nużył.

  3. mr_geo

    A ja musiałem odnowić takie tam różne sejfty certyfikates do pracy potrzebne i w związku z tym przesiedziałem prawie tydzień w hotelu w kraju zagranicznym. I tam telewizornia była w pokoju (w domu jej nie mam) i w tej telewizorni odkryłem serial “Wolf Hall”. O Cromwellu (Tomaszu a nie Oliwierze) i angielskim kingu Henryku VII, tym co to urządził sobie maraton rozwodów poprzez odgławianie kolejnych małżonek…
    Serial za-je-bi-sty. W najlepszym stylu seriali kostiumowo-historycznych, ale takich gdzie nie trzeba co 15 minut tryskać na widza juchą i innymi płynami ustrojowymi (tak, patrze na ciebie “Rzymie”) żeby utrzymać jego zainteresowanie. Genialne dekoracje, bohaterowie z ikrą i osobowościami, a Mark Rylance grający Cromwella to w ogóle klasa sama w sobie.
    Aż szkoda że tylko parę odcinków jest (4?).
    Szczerze polecam – Krystyna Czub… a nie, wróć, to nie ta strona 🙂 Ale szczerze polecam.

      1. Iago

        @aihS

        Henio nr VII odgławiał Ryśka nr III i jego sympatyków pod Bosworth. Odgławianiem żon zajmował się Henio nr VIII.
        Wiem, upierdliwy jestem 😛

        BTW: czemu nigdzie (no dobra, na Escapiście był, ale RPS, PCGamer, IGN, Gamespot oraz polska konkurencja – nic) nie ma żadnych materiałów na temat Darkest Dungeon? Najlepiej sprzedająca się nowa marka na Steamie w tej chwili (i to wciąż w EA), a branża nabrała solidarnie wody w usta. Co takiego zrobiło Red Hook – stali po złej stronie w trakcie Gamer Gate czy co?

        1. aihS Webmajster

          @Iago

          Masz rację kajam się za Henia T.

          Red Hook zrobiło rzecz niebywałą wypuszczając Early Access gry z zawartością na 40h. Do tego Red Hook aktywnie uczestniczy w dyskusjach i przekuwa feedback w patche. Poza tym po co pisać o grze, która “wygląda jak przeglądarkowa”, lepiej przyhajpić AAA w końcu za to im płacą w tych dużych serwisach. Relacje z bety BF4.5 same się nie napiszą.

          1. Goblin_Wizard

            @lemon

            Trawa się pożegnał i poszedł w swoją stronę.

            Trochę niezrozumiałe są takie pożegnania dla mnie. Czy koniecznie trzeba się zupełnie odciąć żeby zacząć robić coś innego? Chyba nie wyemigrował w miejsce gdzie nie nie absolutnie żadnego dostępu do neta? Jak ktoś może rzucić linkiem do tego pożegnania to będę wdzięczny.

        1. Goblin_Wizard

          @aihS

          Miałem po prostu nadzieję, że ktoś kto przeczyta mój komentarz będzie coś wiedział i napisze (tak jak lemon powyżej). Sprawa interesuje mnie raczej ogólnie i nie zamierzam przeprowadzać dochodzenia w sprawie każdego z osobna i molestować ich przez PW pytaniem “Gdzie jesteś jak Cie nie ma?”

        1. MusialemToPowiedziec

          @slowman

          Jak Beti wspomniała – operacja, vide Alieny Cztery.

          W jednym komiksie był facet, co urodził Aliena normalnie, bez cięcia, w warunkach szpitalnych Weyland-Ciułamy, więc po narodzinach od razu go na stół i zszyli. Tuż po tym, jak wymienili wszystko co się da na metalowe – taki deal, “ja wam urodzę Alienka, wy mnie zamienicie w Wolverine’a”.

Powrót do artykułu