Przypadki – obsługa klienta

borianello dnia 18 listopada, 2013 o 8:30    92 

W zeszłym tygodniu stała się rzecz straszna – mój ukochany Kindle padł. Początkowo nie chciał widzieć żadnych nowo dodanych książek, a przy próbie restartu ekran zawiesił się gdzieś w okolicach 20% ładowania pasku postępu i tak już pozostał.

Smutek wielki, bo zdążyłem się już przyzwyczaić do tego urządzenia, na szczęście szybko znalazłem dowód zakupu i napisałem do polskiego dystrybutora z prośbą o przesłanie formularza gwarancyjnego. Równocześnie, od razu po wysłaniu maila, zalogowałem się na Amazonie i skontaktowałem się przez chat z ich obsługą. Na kontakt czekałem około minuty, a był to poniedziałek, godzina 21 z minutami.

Pan z obsługi poprosił mnie abym zrestartował urządzenie, potem sprawdził, czy jest naładowane, a skoro to nie pomogło, oznajmił, że wysyła mi na koszt Amazonu nowego Kindla, a uszkodzony egzemplarz mam im zwrócić, również na ich koszt, UPSem.

W środę słowo stało się ciałem i do drzwi zapukał kurier z nowym Kundelkiem.

W miedzyczasie odpisał mi polski dystrybutor, że mam odesłać mu urządzenie na własny koszt, a on ma 14 dni na podjęcie decyzji o zasadności reklamacji, a potem 14 dni na usunięcie awarii.

Wow, dzięki bardzo za pomoc, nie skorzystam.

Jaki morał z tej opowieści? Że, niestety, w wielu sprawach jesteśmy 100 lat za Murzynami i jeszcze wieele musimy się nauczyć, aby dołączyć do krajów cywilizowanych. A kiedy przypominam sobie swoje boje z serwisem Nikona, który 2 razy odsyłał mi dość drogi sprzęt bez usuniętej wady, twierdząc, że wada jest usunięta (w końcu wymienił mi aparat na nowy, ale szkoda moich nerwów)… Ech, szkoda gadać.

A Wy? Jakie macie dobre / złe / ciekawe doświadczenia z obsługą klienta, działami reklamacji?

P.S. W ten sam poniedziałek zamówiłem poleconym priorytetem mikrofon do kompa z jakiegoś sklepu w Krakowie, jeszcze nie dotarł. Widocznie do Torunia jest bliżej z Phoenix, USA, niż z Krakowa, Polska. Wiwat Poczta Polska!

Dodaj komentarz



92 myśli nt. „Przypadki – obsługa klienta

  1. bosman_plama

    Akurat obsługa Amazon jest rzeczywiście niesamowicie szybka. Ja kiedyś nawet zmiażdżyłem wyświetlacz kindle’a i też nawet się nie skrzywili, a nowy czytnik przyszedł zdaje się po trzech, czy czterech dniach.

    Sympatyczną przygodę miałem też z producentem sakw rowerowych, które kupowałem oczywiście w najostatniejszej chwili. Wybrałem payu jako sposób zapłaty, który miał mi zapewnić jak najszybszą obsługę. Niestety, po dwóch dniach kasa ciągle nie wpływała do sklepu. Kiedy tam zadzwoniłem, sympatyczna pani westchnęła, że właśnie już kolejny raz mają problem z tymi płatnościami i… wysłała mi sakwy na słowo honoru:).

  2. jozi meh™

    “Widocznie do Torunia jest bliżej z Phoenix, USA, niż z Krakowa, Polska. Wiwat Poczta Polska!”

    Pewnyś, że to nie firma nawaliła która towaru nie wysłała?
    Ja tam jakiś czas temu zrezygnowałem z korzystania z usług firm kurierskich na rzecz PP i jestem zadowolony.

  3. powazny_sam

    Mam rodzinę w UK i nasłuchałem się o tym że u nich klient zawsze ma rację choćby z premedytacją utopił laptopa w wannie. Traktowałem to zawsze z przymrużeniem oka jako część mitu “na zachodzie wszystko jest lepsze”, ale twoja historia powoduje że zaczynam powoli wierzyć w te dysproporcje 🙂

  4. deathclaws

    Rozumiem że Kindle bez reklam? Kumpel reklamował w ten sam sposób kindle’a z reklamami, który przeznaczony jest tylko na rynek amerykański i wtedy z Amazonem musi się skontaktować ten kto go kupił tam na miejscu (bo w europie kupić się go oficjalnie nie da) – czyli pośrednik z allegro. Więc warto wydać te parę złotych więcej 😉

      1. deathclaws

        @Twoja_Stara

        Problemy jak problemy, zależy jakie firma ma podejście do klienta.

        A co do reklam: oprócz tego że Kindle’a można w zależności od wersji, zrootować, podgrać jakiś plik, postawić na nim serwer ssh żeby się do niego dobrać, etc. To można również… napisać do supportu Amazona, że masz Kindle’a z reklamami, ale jesteś w Polsce, więc czy nie mogliby ich wyłączyć? Amazon: Nie ma sprawy :] True story 😉

  5. urt_sth

    To mi przypomniało jak jako już podrosły szczyl spędzałem wakacje za wielką kałużą i nadużywałem zwyczajowego tam prawa zwrotu. Na ten przykład kupiłem piłkę Spaldinga za około 30$ (sztuczna skóra na zewnątrz) , po czym po tygodniu znalazłem Wilsona w Searsie za 10 netto. No to kupiłem go i poszedłem zwrócić Spaldinga z mową, że to skandaliczna sytuacja jest, że porównywalne produkty mogą mieć takie różnice w cenie – i mi przyjęli zwrot pomimo widocznych już śladów zużycia (7 dni po kilka godzin tłuczenia dziennie).

    To się ładnie wpisuje w powtarzającą się dyskusję Aihs’a o prawie zwrotu dóbr cyfrowych (i nie tylko) . Generalnie w Polsce to by chyba się nie przyjęło., ze względu na straty po stronie sprzedaży,

  6. Nitek De Kuń

    Dostałem kiedyś na gwiazdkę aparat, taki żeby focie z biodra robić, bo nie lubię kosmicznych lustrzanek, bo wielkie jak krowa. Po jakiś dwóch tygodniach przy odpalaniu aparatu i otwieraniu się obiektywu coś charczało. Poszliśmy z reklamacją i zastrzeżeniem, że po takim czasie nie chcemy naprawy, a nową sztukę albo zwrot kasy.

    Aparat naprawiono, kartę SD nam ukradziono z niego. Zjechałem gości ja, zjechał mój tata, chcieli nam aparat wcisnąć z powrotem, nie przyjęliśmy. Stanęliśmy murem, że albo dają nowy, albo kasę. W końcu po przepychankach werbalnych wymiękli i oddali kasę, bo nie mieli takiego aparatu. A że się z aparatem zdążyłem zbratać, kupiłem nowy, level wyższy, któy działa po dziś dzień mimo, że kieliszki z Soplicą Wiśniową swojego czasu nim stłukłem, kilku upadków i wypadającą boczną ścianką, którą w ryzach trzyma taśma klejąca. Co się nie da taśmą naprawić, trzeba wyrzucić.

    Innym razem kupił tato dwie koszule, takie same rozmiary, XXL. Okazało się, że jedna była jednak jaką eLką, co było widoczne na człowieniach naszej postury. Sprzedawca poszedł w zaparte, ale tata to pies na reklamacje. W sumie nie wiem co tam się działo, bo trochę było mi już głupio i wyszedłem ze sklepu. Zdaje się, że oddali kasę. chyba.

        1. aihS Webmajster

          @Nitek

          Traumatyczne przeżycie. Wyparłeś to ze świadomości – dobrze, teraz możesz spać spokojnie nie bacząc na los biednego sprzedawcy koszul. Nawet nie pomyślisz, że teraz co roku ktoś może przychodzić do tego sklepu stawiać świeczkę i ronić łzę a wszystko to bo koszula była za mała.

          1. Nitek De Kuń

            @aihS

            Jaki był sens stawiania się kiedy po przyłożeniu dwóch identycznych koszul jedna była ewidentnie mniejsza, krótsze rękawy itd.
            A on w zaparte i kłóci się. Ten, któremu nóż w kieszeni by się nie otworzył w takiej sytuacji postawiłbym Pigwówkę, ale to trzeba byłoby być ułomnym żeby odpuścić. Jego wina, nie jego, jest twarzą sklep/marki i powinien być ogarnięty, a nie mnożyć problemy. To sytuacja newralgiczna zawsze jest problem, nie klient zgłaszający. Czy nie?

              1. Nitek De Kuń

                @aihS

                Rozumiem, że dla Was jest to normalne oddać coś komuś do naprawy i dostać z powrotem coś z czego wykradziono jakąś część?
                To jest cichy przykaz na kradzieże w firmach, bo są zalecenia. Gówno mnie obchodzą zalecenia, bo jak coś komuś oddaje to spodziewam się, że dostanę z powrotem takie jakie oddałem, a nie zdekompletowane.

                Życzę Tobie również zapomnienia o czymś istotnym i żeby ktoś coś Ci ukradł na serwisie. Zobaczymy czy pomyślisz sobie “ach, no tak, nie zastosowałem się do zaleceń i mam karę”. Gratuluję rozumowania.

              2. aihS Webmajster

                @Nitek

                Nie powiedziałem, że to w porządku. Jak dla mnie to zalecenie działa tak samo jak Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu. Sprzedają ci potencjalnie szkodliwą chemię i zalecają ostrożność. Wątpię żeby ktokolwiek był zwolniony z odpowiedzialności w jednym i drugim przypadku. Możesz dochodzić swoich praw, ale chyba lepiej przywiązywać większą uwagę do rzeczy błahych takich jak przygotowanie sprzętu do serwisowania niż żałować po fakcie. Takie jest moje rozumowanie, wyłączając poprzedni żart jasno i wyraźnie oznaczony emotikonką 🙂

      1. aihS Webmajster

        @powazny_sam

        Jak oddawałem laptopa DELLa na gwarancję to miły pan, po głosie tak wnoszę ;), poinformował mnie żebym wyjął wszystko co może być w pewnych okolicznościach “luźnym elementem” gdyż ponieważ bo oni nie odpowiadają za utratę tegoż badziewia. Jako przykład wymienił właśnie zaślepki slotu kart i innych. Zasugerował również by wykasować dane wrażliwe jak roznegliżowane zdjęcia a najlepiej sformatować dysk bo koledzy z serwisu lubią pogrzebać i się pośmiać 😀

  7. Marcin O

    Amazon jako duża firma dystrybucyjna książek, czasopism i innych cudów piśmienniczych w formie elektronicznej zarabia na tych cudach właśnie a nie na czytnikach.
    Masz czytnik – kupujesz książki – Amazon zarabia
    Nie masz czytnika – nie kupujesz książek – Amazon nie zarabia.
    Taki model biznesowy.
    W podobny sposób zarabiają producenci drukarek aramentowych.
    W polskim oddziale chyba tego nie rozumieją.

    1. Nitek De Kuń

      @Marcin O

      W Polskim oddziale łańcuszek powyższy przerywa człowiek, który na sprzedaży książek nie zarabia, więc na czytniku dla kl mu nie zależy.

      Poza tym jeśli nie ma magazynu or smth to czytnika nie da, bo innemu nie sprzeda, więc mniej kasy dla niego i z samej wymiany kasy zero, a czytnik w plecy.

    2. furry

      @Marcin O

      Nie ma czegoś takiego jak “polski oddział amazonu”, te wszystkie czytniki sprowadzają firmy nieoficjalnie, a w razie reklamacji, żeby minimalizować, koszty próbują klasycznie spuścić klienta na drzewo.

      Inna sprawa, że w świetle polskiego prawa jak siądziesz na czytnik i uszkodzisz go swą pupą, to sprzedawca ma prawo odrzucić reklamację. A amazon w ramach rocznej gwarancji wymieni ci bez szemrania. Właśnie dlatego, że jak piszesz, czytnik jest dla nich maszynką do zarabiania pieniędzy.

  8. Siemion

    W sumie żadne, bo zwykle jak coś mi nawali, to:
    a) Nie wymaga to kontaktu z obsługą klienta (zegarek)
    b) Jest już tak stare, że po prostu kupuję nowszy zamiennik (telefon, komputer)
    c) Sam to naprawiam (aparat)

    Czytnik e-booków mam w domu i się kurzy, dostałem kiedyś w prezencie, ale osoba wysyłająca mi go zapomniała, że toleruję tylko książki papierowe.

        1. furry

          @Siemion

          zrób konkurs na gikzie 🙂

          Albo sprawdź organoleptycznie, czy może ci się tylko wydaje, bo znam parę osób, które najpiew były “oh, no!”, a po wzięciu do ręki “ooo!”.

          Choć nie zawsze, w ten sposób znajoma została posiadaczką kindle – oddał go jej ktoś o poglądach podobnych do twoich.

              1. Siemion

                @Marcin O

                To co powiedziałbyś o tym? 😛

                https://scontent-a-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/p206x206/564660_10151034612068241_572344446_n.jpg
                https://scontent-b-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/s720x720/179993_10151034613508241_198361268_n.jpg
                https://scontent-a-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-ash2/s720x720/425123_10151034612393241_1467331769_n.jpg
                https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/s720x720/580925_10151034612903241_136318086_n.jpg

                (to jakieś 50% mojej kolekcji; wszystko z wyjątkiem encyklopedii przeczytane od deski do deski)

            1. gniewquo

              @Siemion

              zetkałeś się z czytnikami z ekranem e-ink czy lcd?
              Ja na lcd też nie dałbym rady nic przeczytać i wyśmiałbym każdego kto zachwalałby ebooki, dopóki nie zobaczyłem czytnika z e-inkiem (kindle w moim przypadku), 2 tygodnie później stałem się posiadaczem kindla i oddanym “wyznawcą” książek w formie elektronicznej 🙂

    1. Siemion

      @nacho66

      O tak, z irlandzkim kurierem była przygoda jak zamawiałem 2 tygodnie temu łachy do biegania. Dostałem awizo (byłem w pracy), pojechałem pod wskazany adres (niech będzie adres A), usłyszałem, że mam jechać w miejsce B, bo tu nie ma, w miejscu B mówią, że tu nie przechowują i mam jechać do C, w C mówią, że są tylko punktem tranzytowym i mam znowu jechać do A, w A okazało się, że paczka była, ale musiałem czekać pół godziny. Meh.

  9. Obledny

    Ja takie zdarzenie mam z branzy nieelektronicznej i austrii ale i tak mna wstrzasnelo.
    W deichmanie jestem przy kasie. Przede mna stoi pani z sandalkami. Sandalki sa letnie , jest wiosna. Sandalki wygladaja jakby ktos w nich intensywnie chodzil caly zeszly sezon. Kiedy mowie intensywnie, to mam na mysli jakby slonie tanczyly w nich na trzy zmiany po potluczonym szkle.
    Pani reklamuje sandalki “bo o tu, widzi pani paseczek peka” Przy odrobinie wybrazni mozna zalozyc ze akurat ta czesc sandalka to kiedys byl paseczek i moze faktycznie jest lekko pekniety.
    Pani sprzedawca bez mrugniecia okiem reklamacje akceptuje i mowi, to poprosze rachunek. Pani-slon mowi ze nie ma. Nie ma sprawy, pani sprzedawca wyciaga z pod lady ksiazke gruba jak encaklopedia britannica i zaczyna szukac tych sandalkow. Szuka i szuka i znalezc nie moze. Rozumiecie- musi wiedziec ile pieniedzy oddac. Trwa to troche, moglbym sie zaczac denerwowac ale ciekawi mnie jak sie to skonczy.
    Kombinuja jak kon pod gore ale sandalkow nie znajduja. Pani sprzedawca pyta sie podchwytliwie czy pani slon napewno sandalki kupila w deichmanie, pani slon potwierdza. Napiecie rosnie (moje napiecie bo obie panie jak kwiat lotosu sa). Pani sprzedawca stwierdza w koncu ze nie beda tracic czasu i ze jaj odda pieniadze i tu pada pytanie “a ile te sandalki kosztowaly? 9,90 EUR ?” Na co pani slon mowi “Nieee tak raczej 12,90” Na co pani sprzedawca oddaje jej 12,90 i zyczy milego dnia.
    Wstrzasniety bylem.

    A ze jestem tylko slabym czlowiekiem to od tego czasu (niedlugo, bo z austrii sie potem wyprowadzilismy) robilismy tak z butami dzieciecymi. Jak ktos ma dzieci, to wie jak niszcza sie buty dzieciece po jednym sezonie. No wiec z takimi butami w stanie rozkladu totalnego przychodzilismy do sklepu i mowilismy cos w stylu: “bo tu o- podeszwa sie przetarla” na co dostawalismy pieniadze z powrotem, kupowalismy nowe buty i tak da capo.
    Jak dziala ten system w skali globalnej to nie wiem. Podejrzewam ze albo ludzie sa za leniwi zeby reklamowac buty za ponizej 50 EUR albo deichman odbija to sobie w europie wschodniej.

      1. Obledny

        @urt_sth

        No wlasnie nie az tak do konca, bo teoretycznie oni sprzedawali buty z roczna gwarancja, i te buty po sezonie sie rozpadaly. Czyli sprzedawali produkt nie spelniajacy swojej roli. Tylko ze ja wczesniej nigdy nie wymagalem swojego prawa, bo sprzedawcy sie wyklocali ze to naturalne zuzycie materialu. No ale jak na to spojrzec , to wlasciwie mielby w takim razie dodawac do butow metke-” jesli bedziesz w nich chodzil to rozpadna sie po maks 4 miesiacach”.

        Tak w kazdym razie uspokajalem swoje sumienie wypozyczajac buty na kolejny sezon 🙂

        1. idomes

          @Obledny

          W zeszłym miesiącu właśnie w Deichmannie buty reklamowałem (fakt, że powód był- pęknięcie materiału tuż powyżej linii podeszwy), pieniądze bez problemu zwrócili. Podobne uszkodzenie w Adidasie kilka lat temu uznali za zużycie materiału “i co nam pan zrobisz”, więc może zmienia się na lepsze.

        2. furry

          @Obledny

          Do końca życia zapamiętam jak pierwszy i ostatni raz kupiłem buty do biegania w Decathlonie.

          Wziąłem oczywiście na próbę najtańsze, była przy nich kartka “do biegania raz w tygodniu po 30 minut”, serio, tak abstrakcyjne że dokładnie zapamiętałem. Ja na to haha hihi, oszukam system. Buty się nie rozpadły, ale po miesiącu biegania (znacznie częściej niż zalecano), przez pół roku leczyłem ubitą konkretnie stopę. Nevermore!

  10. Kirq

    4 lata pracowałem w reklamacjach i powiem ci, że temat jest złożony. My niestety trochę nie dorośliśmy do zachodnich standardów obsługi klienta. Głęboko zakorzeniony cwaniaczek, drzemiacy w sporej części naszego społeczeństwa, szepcze do ucha, że jak ktoś nie pilnuje, to nie kradzierz, a jak pozawala się wykorzystać, to rozrzutnością jest tego nie zrobić. Co ukradłeś/oszukałeś – i cię nie złapali – to twoje, i do tego jest dowodem twojej “zaradności”.

    W sklepie w którym pracowałem początkowo była możliwość bezproblemowej wymiany oraz (po dogadaniu) oddania sprzętu w ciągu 14 dni od kupienia. Trwało to jakiś czas, ale trzeba było zrezygnować z tej opcji bo przykładowo przed komuniami “sprzedawały się kamery” a zaraz po komuniach wracały. Czasem nawet się ludziom tej komunii nie chciało kasować z kamery. W pracy zamiast pomocą ludziom z problemami, głównie zajmowałem sie odbijaniem różnej maści cwaniaczków, którzy próbowali szukać “dziury w systemie” oraz utarczkami z prostakami, którzy przychodzą do sklepu “z pozycji króla”. Owszem, klient płaci i wymaga, ale obsługa to też ludzie i mają prawo wymagać od klienta podstaw kultury oraz szacunku.

    Gdyby polski dystrybutor wymieniał “na telefon”, to zaraz pojawiłoby się info na jakimś forum “ludzi zaradnych” i w tydzień byłoby tyle przekretów, że “zachodnie standary obsługi” musiałyby zostać wycofane ze wzgledu na starty.

    Wszystko w swoim czasie. Niestety.

    PS Serwis Nikona był swego czasu legendą. Trudno opisać bezmiar jego beznadziejności. Naprawy trwały po 2-3 miesiące i sprzęt czasem wracał zepsuty. W serwisie nikt nie odbierał telefonu. Dopiero po jakimś czasie udało nam się zdobyć sekretny numer, który czasem odbierali, oczywiście nie było go na stronie.

    1. borianello Autor tekstu

      @Kirq

      W moim przypadku legenda potwierdziła się, niestety.
      Na forum nikoniarzy można sobie poczytać wątek liczący sto kilkadziesiąt stron o przygodach z serwisem.
      Może jednak ostatnio się poprawiło, nie wiem, ostatecznie u mnie rerklamacja zakończyła się sukcesem.

  11. michgre82

    No to historia odemnie.

    Lat temu z 7 kupiłem w Finlandii, bezpośrednio u producenta finkę (reklama: Firma Marttiini Finlad, polecam w ciemno, manufaktura w Rovaniemi).

    Nóż świetny, robiłem nim wszystko, ale zaczął dożywać swoich dni – ostrze zaczęło się poruszać w rękojeści – tzw “blade play”. Napisałem do firmy czy mają sugestię, jak mógłbym to naprawić. Odpisali, że naprawić się nie da, ale wyślą mi nowy nóż. Napisałem “Hola, hola – ja tamten nóż kupiłem na przecenie – na rękojeści był dość duży sęk. No i kupiłem go całe lata temu!”. Odpisali, że to bez znaczenia i faktycznie, po jakiś 4 dniach kurier przywiózł nowiutką fineczkę. Bez dowodu kupna, bez żadnych ceregieli. Ba, ja nawet tego nie oczekiwałem!

    Jak myślicie, gdzie kupię następną?

        1. Nitek De Kuń

          @michgre82

          Ze sklepu, co wysłał nam Chromecasta dostaliśmy od razu takie info

          Outside of the United States, all of the functionality of this item may not be available and the manufacturer’s warranty is void. We’re sorry for any inconvenience this causes.

          I coś o błędzie, który nam w ogóle pozwolił to kupić mueheheh

  12. jarqlo

    Znajomy po tym jak przeniósł się do Lądka zanabył tam w lokalnym markecie kąsole, X360. Po jakimś czasie okazała się ona mieć zaskakująco dużo wspólnego z tosterem, w związku z czym udał się do reklamacji. Mając w pamięci różne sytuacje z kraju nadwiślańskiego po drodze obmyślał triki i fortele jakimi miałby posłużyć się w rozmowie ze sprzedawcą. Na miejscu okazało się że stracił tylko swoje zasoby myślowe – reklamacja przebiegła według schematu: nie działa ? to proszę poczekać już przynoszę nową, życzymy przyjemnej podróży.

  13. amonlb

    Miałem kiedyś przygodę z odtwarzaczem Sandisk Sansa Clip+.
    Ten model bardzo ładnie gra, ale ma jedną wadę. Klips którym przypina się go do ubrania szybko się zużywa i najczęściej pęka. (Nie przypinałem go nigdy do ubrań tylko czasem do smyczy/rzemyka. Po niecałym roku pękł. Skontaktowałem się ze sprzedawcą i oświadczyli mi że to usterka mechaniczna z mojej winy i nie podlega wymianie, ani naprawie.

    Dzień później napisałem do serwisu Sandisk w Czechach opisałem usterkę i dodałem linka do forum gdzie ludzie skarżyli się na pękający bez powodu klips. W odpowiedzi dostałem pisemne polecenie przesłania mojego playera do serwisu w Czechach przez mojego sprzedawcę w tym przypadku sklep (Proline). Zaniosłem playerka do sklepu, pokazałem pisemko i powiedziałem że mają obowiązek to wysłać na gwarancji skoro tak sobie życzy serwis producenta. Obrażeni na mnie przyjęli odtwarzacz i wysłali chyba na swój koszt ale pewności nie mam.

    Po tygodniu zadzwonili do mnie i powiedzieli że mam do nich przyjść odebrać nowego playera z półki sklepowej bo tamtego nie dało się naprawić :D. Dostałem też maila z serwisu z Czech o podobnej treści.

    Poza tym średnio co rok oddaję na gwarancji słuchawki Brainwavz i SoundMagic bo któryś przewód przestaje łączyć albo zużywa się splitter. I zawsze wymieniają mi je na nowe lub zwracają kasę. Kocham te trzy firmy za sprawne działanie. Niestety zanim odeślą mi nowe to oczywiście sklep przez, który to załatwiam trzyma je po 14 dni…. nie wiem czy sami próbują naprawić czy jak?

    Polecam kontaktować się z zagranicą jeśli to tylko możliwe. Przeważnie okazuje się że to co było wielkim problemem dla polaczków jest drobiazgiem na zachodzie.

  14. maladict

    Nie wiem czy się wpisuje w klimat ale moja historia z angielskim Tesco. Kiedyś dostałem od nich list. W tymże, w pierwszym akapicie trzy razy mnie przeprosili, że wogóle używają mojego adresu, zawracają mi głowę i jeżeli takie moje życzenie to oni już nigdy więcej, ale jest taka sprawa, że kaczki co je dziecku kupiłem do kąpieli to one nie przeszły wszystkich testów i przez to mogą być potencjalnie niebezpieczne, więc lepiej ich dziecku nie dawać tylko migusiem do sklepu przynieść to zwrócą mi kasę. Kaczki były warte tyle, że ciężko byłoby dobre piwo w tej cenie znaleźć, więc je po prostu wyciepałem na chasiok, ale miło mi się zrobiło. Milej zrobiło mi się tylko jak kupiłem grę po przecenie na pani w kasie policzyła mi pełną sumę. Pani z BOK-u bez zmrużenia okiem zwróciła mi ową pełną sumę i rzecz jasna grę. Tyle wygrać. Jutro idę wymieć klocki Lego co je półtora miesiąca temu kupiłem dzieciakowi pod choinkę a okazało się, że babcia kupiła mu takie same. Z tym, że ona oddać nie może, bo kupiła w Polsce.

  15. mokraTrawa

    Z polską obsługa klienta mam większość negatywnych chociaż było kilka pozytywnych wyjątków. W Niemczech klient jest królem (w większości przypadków), w marketach elektronicznych (tam najczęściej kupuję) oddawałem bez pudełek, bez paragonu raz, pudełka porozrywane i nawet słówka na ten temat nie usłyszałem. Z Amazonem mam też same pozytywne wspomnienia.

  16. aryman222

    najczęściej psują mi się słuchawki. douszne, nauszne etc. jak się je nosi codziennie w drodze do pracy to z czasem szarpnie za kabel musi zaowocować brakiem dźwięku w którejś słuchawce. generalnie stawiałem na Creative. Kiedy jednak zepsuł mi się jakiś droższy model to nie kupiłem nowego tylko poprosiłem o naprawę. naprawili. po dwóch dniach awaria wróciła. poprosiłem o wymianę na nowe, odmówili. to im napisałem, że to mój ostatni produkt od C. potem kupiłem Sennhaiser. Awaria się zdarzyła. wysłałem do naprawy. Bez słowa wyjaśnienia itp przysłali mi nowe. I już wiem w jakiej firmy będę zawsze kupował słuchawki do telefonu 🙂

Powrót do artykułu