O graniu inaczej

Camaieu89 dnia 30 października, 2014 o 8:31    199 

Miał być inny wstęp, ale że jestem tu nowa to Koń mi się kazał przedstawić.

Mówią na mnie Camaieu89. No dobra… nikt tak do mnie nie mówi. Ale nick jakiś mieć trzeba, bo tak imieniem się podpisywać to niefajnie i fest nudno. No i pożywka dla stalkerów. Ogólnie to ja babą jestem i na komputerach i grach się nie znam. Z jednym wyjątkiem. Bo tak mój tekst będzie o grach tylko nieco innych. Bo oprócz świata PC czy PS czy innych Xboxów, istnieje jeszcze jedna mistyczna kraina, pełna dziwnych stworów, odważnych bohaterów i niezwykłych przygód. Mój drugi dom.

teskt basia_tytuł

Każdy z Was grał na pewno kiedyś w jakieś planszówki. Począwszy od zwykłego Chińczyka, do którego wystarczyła plansza, kilka pionków i kostka do gry, poprzez bardziej wymagające Memory, kończąc na Eurobuisness’ie (tak, to ta podróbka Monopoly do kupienia w częstej promocji w Tesco), budzącym w każdym graczu bestię żądną krwi i PIENIĘDZY (!) swojego rywala. Jak mi powiecie, że nie wspominacie tych wszystkich popołudni z kostką w ręce z rozrzewnieniem i łezką w oku to nie uwierzę. Grało się z rodzicami, kolegami, rodzeństwem. Który się tam napatoczył… Wymieniało się kasę na hotele, hotele na kasę. A już w ogóle dziką satysfakcją dawało więzienie (o ile znalazł się w nim nasz przeciwnik, nie my) oraz rola windykatora należności. Dla mnie niewiele się od tego czasu zmieniło.

W planszówki gra, jak czas pozwoli to częściej,  a jak zajob w pracy, a robić nie ma komu (musiałam się pożalić) to mniej. Ale gram. Bo jestem zdania, że to jedna z najlepszych form spędzania wolnego czasu. Bez prądu jest równie fajnie.

… i teraz powinien być fragment o tym, jak to grając w planszówki chronimy nasz wzrok przed złowrogim światłem monitora. Rozwijamy wyobraźnie i kreatywnie spędzamy czas. Ach! I do tego jesteśmy EKO-graczami, bo nie żremy prądu na nasze widzimisie i włączanie komputera. BULSHIT! Czy właśnie przegrywa zakład? I rzeczywiście tymi argumentami prędzej przekonam emeryta do warcabów, niż grupę zapalonych gikzowiczów do spróbowania czegoś nowego? Spróbujmy.

Nie powiem, ze argumenty powyższe się nie liczą, bo coś w nich jest. Ale w planszówkach jest fajniejsze coś innego – klimat. Coś więcej niż to, co znacie z P.T.  Serio! Są gry, które potrafią wciągnąć, niepokoić, wystraszyć, zdenerwować lub całkiem przeciwnie – zrelaksować, rozbawić czy rozhulać drętwe towarzystwo. Różnorodność gier planszowych jest tak ogromna, że każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie. Nie lubisz strategii, to graj w gry imprezowe. A jak lubisz kombinować, knuć intrygi i podkładać świnie to wybieraj gry, w których możesz się wykazać swoją ciemną stroną mocy. Są gry, w których partia trwa 10 minut, a są tez takie, że rozgrywa trwa i 10 godzin (nie wliczając przerw na sikanie). Są gry dla dwóch osób, dla pięciu czy dla dziesięciu, o grach „samotnikach” nie wspominając Są gry polegające na rywalizacji, ale też gry kooperacyjne, gdzie wszyscy gracze muszą realizować wspólny plan, by osiągnąć zamierzony cel. Wybór jak w rosyjskim burdelu.

Osobiście cenie sobie również (a może przede wszystkim?) interakcję. Bo w gry najlepiej się gra z kimś. Samemu trochę smutno, choć też się da… Znam takiego, co nawet w dwa ognie grał sam. Ale to historia na kiedy indziej. Tak naprawdę połowa sukcesu ciekawej rozgrywki to towarzystwo, w jakim się zasiada do stołu (wiecie pewnie o tym ze Streama). Nawet z pozoru prosta gra może dostarczyć sporo emocji, gdy okazuje się, że Twój najlepszy przyjaciel nie ma skrupułów i ubija Ci pół floty. Nie ma zmiłuj. To jest wojna. Tu się tworzą sojusze, tu się knuje intrygi. Nigdy nie wiesz, co Twój towarzysz (a może już rywal), trzyma w ręce. Czy blefuje? A może naprawdę ma kartę, która rozniesie Cie w drobny mak? Czasem wynik zależy od kilku rzutów kośćmi. Masz pecha? No cóż… przynajmniej się układa w miłości… Podczas grania, zwłaszcza w bardziej wymagające gry, można zobaczyć swoich znajomych z zupełnie innej strony. You know, każdy orze jak może, byle wygrać. W myśl zasady, że cel uświęca środki. Mnie nawet własny chłop zaskoczył tym, jak bardzo poważnie można podchodzić do planszówek – obmyślać strategię i przemyśleć każdy ruch po miliard razy… Po jakimś czasie zauważasz kto gra agresywnie, a kto usuwa się w cień. Kto nie boi się postawić wszystkiego na jedną kartę, a kto szuka wsparcia wśród współtowarzyszy. Uczysz się zdrowej rywalizacji, obserwacji, kojarzenia faktów, a co niektórzy uczą się jakże potrzebnego w życiu kantowania;) Albo w drugą stronę – w przypadku wspomnianych już gier kooperacyjnych jesteś uzależniony od innych graczy. Albo działacie razem, albo wspólnie poniesiecie klęskę. Każdy dokłada swoją cegiełkę do zwycięstwa. Wszyscy jedziemy na jednym wózku. I to jednoczy. Pojawiają się zażarte dyskusje, którą drogę obrać i jaką przyjąć taktykę. Czasem mam wrażenie, że przy planszy naprawdę ważą się losy świata! A przy okazji można jeszcze  wypić piwko i w przerwie między turami obgadać to i owo. Bo gdy gra się toczy to ciężko usiedzieć cicho. Dowcipy, historie, anegdoty. „Bo tak w ogóle to mnie się przypomniało…”. Tak, na najnowsze newsy i „wieści z frontu” zawsze się znajdzie czas.

Żeby nie było, że jestem ortodoksyjną graczką, przyznam, że planszówki też mają jeden minus – cenę. Nie czarujmy się, najlepsze tytuły zaczynają się od 100zł w górę, a co poniektóre „perełki” schodzą nawet i po kilka stówek. Dla ludzi, którzy szukają taniej rozrywki, ten fakt może być odpychający… ale C’mon ludzie! Na gierki na PC potraficie równie wielką kasę wydać. Plus drogich gier planszowych jest taki, że zazwyczaj są one bardzo dobrze wykonane. Wydajesz hajs, otwierasz wielkie pudło i już wiesz za co płaciłeś. Solidne plansze, często wielkości blatu od stołu, drobiazgowe karty, szczegółowe figurki i dziesiątki kolorowych znaczników. Do tego dochodzą urocze (przynajmniej dla mnie) kosteczki, które są wisienką na torcie (czy tam na sutkach… co kto woli). Ktoś, kto ma naturę kolekcjonera czy estety nie przejdzie obojętnie. I jestem pewna, że Wy Gikzowicze też nie przejdziecie. Wiem, że oprócz patrzenia lubicie se też czasem coś pomacać.

A takie rzeczy się fajnie maca. Każdy element osobno. Wyciągasz i wkładasz do pudełka z namaszczeniem. Jak Gollum i jego precious.  Jeśli nie mieliście okazji to uwierzcie na słowo.

Żeby nie było za słodko – są też gry, za które płacisz sporą sumkę, a po otwarciu jest płacz i zgrzytanie zębów, bo właśnie pół wypłaty poszło na tekturkę i 3 pionki… ale to są rzadkie przypadki, o których mam nadzieję napiszę jeszcze kiedy indziej.

Teraz miała nastąpić moja pierwsza recenzja gry planszowej, ale zaraz skończy mi się limit znaków, więc postanowiłam Was już nie zanudzać. Zresztą i tak za bardzo napociłam nad tym tekstem.

I stresa też mam. Gikzowicze, miejcie wyrozumiałość, bo pierwsze nieśmiałe kroczki tu stawiam…

Cel mojego pisania na Gikza ma być taki, byście się na chwilę oderwali od kompów na rzecz poczciwych  gier planszowych. A ja Wam w tym postaram się pomóc – opisując z babskiego punktu widzenia co jakiś czas te planszówki, na które wg mnie warto poświęcić czas i pieniądze. Oczekujcie niebawem kolejnego tekstu, a w międzyczasie wypowiedzcie się: w jakie gry planszowe graliście za łebka?

Czytaj, komentuj, udostępniaj

Dodaj komentarz



199 myśli nt. „O graniu inaczej

  1. creep

    Świetny tekst, no i temat sam w sobie wdzięczny… U nas swego czasu rządziło Arkham Horror (w oryginale, śmiesznie się grało), potem Cywilizacje, Carcassone (genialna), w końcu Posiadłość Szaleństwa. I dopiero pojawienie się dzieci sprawiło, że wszystkie te przeurocze pudła leżą w szafie i czekają na spokojniejsze czasy.

  2. aihS Webmajster

    Planszówkowałbym.

    Humor gimbo-szowinistyczny odrobiony. Naprawdę bym planszówkował gdyby do pudełka dokładali “planszówkowych przyjaciół” żeby zawsze mieć komplet przy stole. To nie cena jest największym problemem gier planszowych, a brak ludzi do gry. Płakałem kupując parę tytułów od FFG, ale ze szczęścia, a nie z żalu 🙂

  3. Stah-o

    We mnie masz fana, dla mnie planszówki to podstawa rodzinnych zabaw. Napieramy z 6 letnią córą w prawie każdy łikend i każdą wolną chwilę. Nasze specjalizacje to Farmer, Pędzące żółwie, Manila, Listonosz, Monopol. Rozgrywka w Memo z moją córą jest w zasadzie nie do wygrania, “sparowała” nawet z kilkoma moimi znajomymi (dziady i baby 36+) nie dając im żadnych szans. Czekam na twoje fajne recenzje lub przemyślenia dotyczące gier niebinarnych. Słabuje mocno w kartach, więc jakieś fajne karciane gry także przywitam z radością.

      1. Stah-o

        @Beti

        Ja miałem o tyle szczęścia, że u mnie poszło w miarę szybko – wystarczy, że dziecko nauczy się trochę czytać i liczyć i w zasadzie już można grać w te najprostsze tytuły. Moja mała wystartowała do planszówek w wieku 4 lat, a od 3 roku życia “katowałem” ją już Memo na 48 kart i puzzlami 🙂

  4. Beti

    Cześć Camaieu! 🙂

    Z planszówek grałam kiedyś w chińczyka. Potem, jak dorosłam, był chińczyk w knajpie przy wieży piwnej (5l), a jeszcze potem RAZ alkochińczyk i tak skończyła się moja przygoda takimi gierkami ;D

    A tak poważnie, to znajomi namawiają mnie na takie granie (sami organizują wielkie spotkania z grami planszowymi) ale jakoś nie mam weny 😉

              1. Ryhol

                @Beti

                Wybacz, że tak późno odpisuję. Na pewno mniej złożona niż SH (w oryginalnego nie grałem nigdy z powodu jego ceny) z zasad pamiętam tylko o co mniej więcej chodzi xD Nie grałem w nią lata, co do recki to jak namówię moją stałą ekipę do grania to mogę coś napisać.

    1. Camaieu89 Autor tekstu

      @Beti

      Skuś sie to nie pożałujesz 😀 Możesz zacząć od czegoś przyjemniejszego jak wspominane już gdzieś tam Pędzące Żółwie . Gra dla dzieci 5+, wiec raczej każdy ogarnie 😀 Mało tego, mimo że wydaje się wrecz prymitywna, to potrafi namieszać w głowie. 🙂 Nie musisz od razu startować do Twilight’a 😉
      Ja powiem szczerze, że mi tez czasem jakaś gra odpowiada, mimo że ma zajebiste recenzje i wszyscy się nią podniecają… MI nie pasi i już! Kwestia gustu 🙂 Znajdziesz coś dla siebie 🙂

  5. shani

    Jestem tym szczesliwcem, ktory ma z kim grac, 3 do 5 osob podczas kazdego spotkania. Wiadomo, Talizman to udreka, bo w przeciagu 4, czy 5 godzin przy duzej ilosci osob to taka ilosc piwa mozna wypic, ze prosisz kumpla, czy kumpele obok zeby czytali Ci wynik rzutu kostka :/ Zawsze swietna rozgrywka w Battlestara, ostatnimi czasy Zombicide, a jak czasami jest mniej czasu i osob to poprostu pykamy w szachy w grze Neuroshime hex 🙂
    Problem ze mna tylko jest taki, ze niedoceniam tych ludzi i czesto im odmawiam jak dzwonia, bo … chyba wmawiam sobie, ze nie mam czasu :/

  6. powazny_sam

    Wszystko fajnie ale sęk w tym że o ile w przypadku gier video zawsze (no prawie) znajdziesz towarzystwo do wspólnej rozgrywki to w przypadku planszówek w znakomitej większości przypadków jesteśmy skazani na domowników, którzy niekoniecznie muszą podzielać nasze zainteresowania.
    Za młodu w czasach przedkomputerowych zagrywaliśmy się z bratem w magię i miecza, w yggdrasill (kojarzy ktoś? – tak early access nigdy niedokończony ale sprzedawany jako pełna gra 😉 ), w super labirynt, i jeszcze były jakieś historyczne takie z masą pionków ale te średnio nam podchodziły. Jakiś czas temu wygrzebałem z piwnicy rodziców magię i miecza i próbowałem z rodzinką pograć ale…. nuuuuda panie. Tylko młodemu się podobało, żona szybko stwierdziła “to grajcie za mnie” a ja w bólach czekałem aż w końcu syn dociągnie do tej korony władzy abym mógł skazać pudełko na wieczną banicję tym razem w mojej piwnicy.
    Za to sprawiliśmy sobie Carrasscone i tu mamy na koncie sporo dobrych partii w rodzinnym gronie. Dla hardkorów to pewnie profanacja, ale to jest rodzinna planszówka idealna – proste zasady więc młodsi szybko łapią, ale na tyle wciągająca że starsi się nie nudzą.

    1. aihS Webmajster

      @powazny_sam

      Dla hardkorów to pewnie profanacja
      Nie. Po prostu jakbyś zagrał z osobą, której hobby są planszówki wszelakie to byś głębiej poznał mechanikę i haczyki, oczywiście analizując swoją sromotną klęskę. To, że tytuł jest przystępny nie czyni go trywialnym i każualowym. Jasne takie gry też istnieją, ale Carcassonne do nich nie należy.

      1. powazny_sam

        @aihS

        Ale tego nie powiedziałem że to tytuł “trywialny i każualowy”. Wierzę że to jest “easy to learn, impossible to master” 😉

        Zdaję sobie sprawę że mimo dosyć sporej roli przypadku są tu sposoby o których bym nawet nie pomyślał, ale mam już na koncie drobne sukcesy, np. pamiętanie ile pewnych “płytek” jest w puli i ile z tego już zeszło aby pięknie i skutecznie udupić przeciwnika wstawiając mu katedrę w miasto którego już nie zamknie.

  7. nufiko

    Ja z karcianych gier to mogę polecić Mag Blasta i Munchkina.
    Pierwszy to jako anegdotkę podam, że najpierw kumpla namawialiśmy w akademiku przez pół godziny aby zagrał, a potem już nie mieliśmy siły siedzieć przy stole a on, że chce grać więcej. I tak przez kilka dni.
    A przy Munchkinie to spędziłem już całe mnóstwo godzin, raz od 20 do 8 dnia następnego cioraliśmy we trzech. No i sama gra ma mnóstwo humoru zawartego w nazwach, opisach i obrazkach na kartach.
    Niestety u mnie rodzina jest antyplanszówkowa – jedyne co to z tatą można próbować w szachy zagrać, bo reszta woli się bez sensu gapić w telewizor.

  8. iHS

    Ja od maleńkiego uwielbiałem planszówki, szkrabem będąc nie spałem pół nocy w oczekiwaniu na mikołajowego “Bogowie Wikingów”. Ociec będąc za oceanem przywiózł mi Hero Quest – który jest w użyciu do teraz, ma wspaniały retro klimat, jakoś wykonania elementów też oszałamia. Kiedy nasz kraj zaczęła zalewać fala coraz piękniejszych planszówek poszedłęm na całość – zaczęło się od Ticket to Ride, potem był Arkham Horror, Twilight Imperium 3rd ED., Dominion, Twilight Sruggle. Znajomi przynosili Carccasone, Osadników, Shadows over Camelot. Ostatnim zakupem było Space Cadets – Dice Duel, które polecam jako bardzo fajną, szybciutką grę imprezową ze śmieszną mechaniką – nie ma “twojej tury, mojej tury”, wszyscy grają równocześnie, kto pierwszy ten lepszy. Najbardziej ze wszystkich lubię chyba tego Twilight Imperium, choć ostatnio trudno znaleźć 4 osób które mają wolny dzień (partie 15 godzinne się zdarzały). No i mamy pecha z znajomą osobą, że w ciągu kilku rozegranych partii zawsze kończyliśmy na wyniszczaącym konflikcie, podczas gdy cała reszta zdobywałą pozostałą część kosmosu.

  9. Wyspa

    A mi może nie wypada mówić o tym ale planszówki i karty zawsze mnie nudziły… może być że towarzystwo do tego nie takie (głównie rodzinne grono) jednak to zawsze ja byłem tym który pierwszy odpadał. Prawda też, że nigdy w coś ambitniejszego nie grałem więc może w tym problem. Same standardy, które u każdego w domu są miałem tylko okazje grać.
    Chyba jedyna gra towarzyska jaka mi się w miarę podoba to gra w kości… 😀
    Może pora nadrobić co nieco, tak samo jak papierowe RPGi… Zawsze mieszkałem w takiej okolicy i miałem takich znajomych z którymi się szło na miasto wrzucać albo jeździć na desce a o RPG czy jakiś planszówkach poza Monopoly czy Chińczykiem to nikt nawet nie słyszał…

  10. Waldek-Mat

    Bardzo dużo grałem w Magię i Miecz jak również w gry strategiczne firmy Dragon, pewnie mało kto je pamięta. W nowszych czasach sporo się grało z kumplami w Battlestara z dodatkami i trochę w Grę o Tron ale towarzystwo się rozpadło i nie ma z kim grać.

  11. Revant

    Witaj Camaieu! Bardzo fajny tekst i oby wincyj i wincyj!

    Ja z planszówkami to ogólnie standard: chińczyk, monopoly, a najbardziej szachy 😉 bardzo chciałem mieć ekipę do “poważniejszych” tytułów, kumpel nawet miał parę takich u siebie, ale i tak wszyscy rzuciliśmy na nerdowskie pozycje typu D&D (w sumie po części planszówka, bo figurki się pojawiły na stole :P) oraz Magic: The Gathering.

  12. Garett

    Ze znajomymi dopiero stosunkowo niedawno zaczęliśmy częściej w planszówki grać. Pograliśmy trochę w WoW’a, GoT, Twilight (moja ulubiona), Ikusa, teraz znajomi rozpływają się nad Battlestarem mnie jeszcze nie było dane w to porządnie pograć. Wcześniej królowały niepodzielnie w towarzystwie RPG: D&D, Neuroshima, Call of Cthulhu, Wampir, WoD, Shadowrun, SW i tak dalej i tak dalej. Niestety teraz jak się po Polsce porozjeżdżaliśmy, to raz na jakiś czas jak się widzimy to lepiej zagrać w planszówkę niż kombinować nad sesją. Chociaż ostatnio kumple postanowił poprowadzić Diaspore i muszę przyznać że dawno tak się zaje***cie nie bawiłem przy tworzeniu świata i postaci. Nawet nie zagraliśmy, nie zdążyliśmy 😛

    1. Camaieu89 Autor tekstu

      @Beti

      Niiiiiiieeee… Za drogo na mój biedny fundusz… Co najwyżej sie mogę ślinić na witryny i pałać żądzą posiadania 😀 huhu

      Swego czasu dużo malowałam, a camaieu to tai rodzaj obrazu – monochromatyczny. 🙂 No i ładnie brzmi, tak z francuskiego 😀

  13. projan

    Witaj! A skąd się tu wzięłaś skoro nie grasz na kompie? 🙂

    Ja ostatnio z dorosłymi Avalon. A z dziećmi “Pędzące żółwie” i inne takie. Sądzę że społeczność Gikza nie jest tylko graczami komputerowymi a Graczami w ogóle, więc jakoś bardzo nie trzeba namawiać. Niemniej poczytam Cię chętnie. 😀

  14. Sthross

    Bardzo fajny tekst… propsuję ;)))
    Dla mnie bardzo na czasie, bo ostatnio grałem w Talizmana z siostra i jej mężem ^^
    W ogóle to uwielbiam planszówki mam sporo w domu i czasem się gra ze znajomymi. Niestety zazwyczaj w 3 osoby bo pan Aihs jakoś nigdy nie może znaleść czasu by wpaść na partyjkę :(. Co do samych gier to z casualowych polecam Talismana albo Relic – Talisman tylko w świecie Warhammera 40k( trochę bardziej rozbudowany jest), a z tych bardziej wymagających to Descenta oraz Chaos in the Old World ( moje kochane :D) BTW jak jest ktoś z Wawy to chętnie zebrał bym jakieś party gikzowiczów na wspólną grę:) np w Tahnaussera bo to na 10 osób aż może być 🙂
    Dodam jeszcze że otwieranie pudełek z grami planszowymi przebija otwieranie Edycji Kolekcjonerskich gier, i ten zapach farby 😀 daje kopa ^^
    …Sztross OUT

      1. aihS Webmajster

        @Beti

        Bo daleko. Druga sprawa, że samo zebranie kompletu ludków to nie jest oczywista oczywistość. W porównaniu do włączenia komputera i pogrania po sieci wszystko jest trudne. Po trzecie, obecnie faktycznie nie bardzo mam czas i możliwości, ale narzekanie, że nie ma z kim grać zawsze na propsie 😉

        1. Beti

          @aihS

          Daleko to do Wrocławia jest 😉

          Btw. wszyscy piszą o grach planszowych ze znajomymi, z dziećmi, a nikt nie wspomniał o grach planszowych dla dorosłych ]:-> (jak piszemy o wszystkich to o wszystkich)
          Jakiś czas temu w ramach prezentu rocznicowego kupiłam koleżance i jej mężowi taką grę. Po miesiącu dzwoni do mnie i mówi, że uratowałam jej małżeństwo 😀 Coś w tym musi być 😀

              1. Beti

                @Zwirbaum

                Arkan – które rozbierają naszą sympatię lub nas samych
                Wyzwań – które wzmacniają wzajemne przywiązanie i zaufanie
                Akcji – które pozwalają oddać się wzajemnym pieszczotom
                Akcji Specjalnych – które czynią rozgrywkę bardziej dynamiczną
                Kontrakcji – które negują/zmieniają Akcje lub Wyzwania

                😀 😀 😀

              1. aihS Webmajster

                @Beti

                To już pewne! Superszybkie pociągi Pendolino uzyskały wszystkie konieczne atesty i już od grudnia będą kursować z Dworca Głównego. To dobra wiadomość dla wszystkich podróżujących na trasie Wrocław – Warszawa. Czas przejazdu na tym odcinku skróci się z niemal 6 godz. do zaledwie 3 godz 42 min
                ~fakt.pl

                ed: chociaż z tej informacji wynika, że to podróż w jedną stronę 😛

              2. Zwirbaum

                @Beti

                Po pierwsze, w kontekście połączenia Warszawa-Wrocław, wypowiadająca się osoba z PKP o nazwisku Dutkiewicz brzmi ciekawie 😀
                Po drugie, w źródle jest napisane że podróż ma trwać 3h40m czyli tyle i aihS podał. A 6 godzin to może jakieś wolniejsze połączenia, tlk, interRegio czy inne tym podobne, 1,5h zysku jest w stosunku do ekspresu? Czy innych Inter/EuroCity

  15. Kerdej99

    Witamy:) u mnie szachy na 1. miejscu bo zawsze godny przeciwnik w necie albo AI. Poza tym WFB choć to nie do końca planszówka. Mam też carcassonne i talismana. Moim marzeniem jest zagrać w Twilight Imperium w 8 os.( z tym dodatkiem)- ale moim problemem z planszowkami jest brak chętnych osób. Fajny tekst, pozdrawiam .

  16. Thomulus

    Świetny tekst. Kiedyś grałem w gry wydawane w Polsce przez firmę Encore np. Gwiezdny kupiec. No i nie graliśmy w Eurobiznes, tylko w Fortunę. Eurobiznes chyba był droższy. Mama nie była rozrzutna;). Btw, nie wiecie czy Gabe szykuje coś na Halloween?
    ps. Nie mam na myśli, że będzie chodził po domach.

  17. morfiszon

    Oczekiwałem sobie kiedy wreszcie zawita tekst o grach planszowych na gikza i o to jest hurra 🙂 Piątka Camaieu89 🙂
    Ja mam ten sam problem co aihS, brak ludzi do grania, jak chciałem namówić na coś, kogoś to straszne opory były. I tak o to samotnie obserwuje i zazdroszczę ludzikom co sobie pogrywają w planszówki czy karcianki. Chlip, chlip smutno się zrobiło. Więcej tekstów o planszówkach czy recenzji z miłą ochotą poczytam 🙂

  18. Iago

    Przyłączam się do powitań.

    Planszówkowy byłem od zawsze (cała Magia i Miecz, Fortuna, Eurobusiness (nierogacizna będę i się przyczepię do błędnego użycia apostrofu), inne gry od Sfery, Dragona i Encore: Obcy, Labirynt Śmierci, Wojna o Pierścień, Wampir – żeby wymienić tylko kilka), ale zawsze mi brakowało ekipy.

    Teraz ekipę mam, ale rozrzuconą po Polsce – więc gramy raczej rzadko (i raczej w prostsze karcianki – Sabotażysta, Munchkin).

    Natomiast zawsze pozostaje alternatywa pod postacią elektronicznych adaptacji. Talisman: Digital Edition jest naprawdę fajny (największa wada – tylko dla 4 graczy; ostatnio wyszedł pierwszy dodatek wprowadzający nową planszę: Dungeon (czyli Podziemia dla pamiętających M&M); wyszło też parę mniejszych dodatków: Reaper, Frostmarch, character packi), w Small World gra się praktycznie tak samo na kompie, jak na planszy (obie pozycje są tańsze niż wersje analogowe (i często trafiają się przeceny) i można w ostateczności zagrać z AI. O ile ta w Talismanie jest głupia jak but, o tyle ta w Small World wymiata). Odpada wtedy problem odległości, pozostaje tylko problem znalezienia czasu na granie w tym samym terminie.

    Hint, hint.

      1. Iago

        @morfiszon

        W Small Worlda grałem na planszy z siostrzenicą. Jak potem Humble wrzucił za grosze do bundla to aż żal było nie kupić. No i mam w ten sposób aż 3 wersje: Steamową, DRM-free i Androidową. AFAIR – wszystkie są kompatybilne.

        Co do wspólnego zagrania: jestem za, jak tylko będę miał trochę wolniejszy czas (ten weekend odpada). Z kumplem tniemy w TalismanDE od czasu od czasu (mam season pass :P), ale we 2 to nie to samo. Przydałoby się więcej ludzi. Mimo że od ostatniego update’u AI się zrobiła agresywniejsza – nic nie pobije w knuciu człowieka.

  19. pisu

    Ahhh, wspomnienia. Pamietam, ze jak bylem mlody, to gralem z rodzicami w kosci i szachy, z dziadkami w karty, a z kuzynami w Monopoly, Magie i Miecz i gry strategiczne typu Grunwald 1410. Pewnie jeszcze inne ale juz zapomnialem.
    A teraz na szczescie dosyc regularnie (raz na 2-3 tygodnie) udaje sie zagrac. Kumpel jest maniakiem i ma cala biblioteczke i czesto nas zaprasza. Tylko, ze teraz sobie dzieciaki wszyscy porobili i cholera nie ma kto grac 🙂 Na szczescie okazuje sie, ze w pracy mam jeszcze wiecej maniakow i czesto po robocie pykamy. Chociaz i tak szesciu do GoTa jest ciezko zebrac…

  20. furry

    Już się kiedyś żaliłem, moja żona ma taką przypadłość, że bierze gry na poważnie, włącza jej się jakiś atawistyczny gen rywalizacji . A szkoda, bo mamy znajomych, choć teź dzieciatych, lubiących grać, więc sprawa jest trudna, ale nie niemożliwa. Nieważne, czy Scrabble, czy Osadnicy z Catanu, zawsze to samo. Chciałem kupić Carcassonne, ale się boję.

    No to kiedyś wymyśliłem, że sprawię jej (haha) na Gwiazdkę (haha) grę kooperacyjną, padło na Arkham Horror (hahaha). Nawet nie siedliśmy, raz na wakacjach tydzień czytałem instrukcję, rozłożyliśmy planszę i zacząłem rozkminiać z jednym znajomym, oblatanym w planszówkach (żona poszła spać z dzieciakami). O trzeciej nad ranem stwierdziliśmy, że z grubsza wiemy o co chodzi, jutro wieczorem siadamy z żonami… Nie siedliśmy. Tyle było mojego grania w Arkham Horror 🙁

    PS. Znacie jakieś kooperacyjne gry na max 2-3h? Znalazłem jeszcze coś o chińskich chłopach walczących z duchami, ale poziom skomplikowania chyba podobny do AH.

    Edit: Przymomniałem sobie, jak w dzieciństwie siekliśmy w Komandosów… #nostalgia

    1. Zwirbaum

      @furry

      Mówisz o Ghost Stories. Ogólnie z tego co pamiętam Ghost Stories jest szybsze i łatwiejsze do ogarnięcią niż Arkham Horror. Arkham Horror nie jest jakoś przesadnie skomplikowany, ale na początku ma dosyć dużo różnych mechanik, które jak się tłumaczy to chwilę trwa.

      Ghost Stories jest trudna, ale w sensie żeby wygrać. Naprawdę trudna. Nie trudna w sensie jak co działa 🙂

  21. thesheep

    Nareszcie nowa koleżanka! 😀 Piątka!
    Planszówki zwykle kupowałam bratu w prezencie, żeby mieć w co się z nim bawić. 🙂 Prześliśmy więc pewnie przez wszystkie możliwe dziecięce klasyki. Teraz gram na zajeciach z dziećmi, zwykle w Snakes and Ladders i powiem szczerze, że tektura bardzo dobrze wytrzymuje konkurencję tablicy interaktywnej.

  22. Thomulus

    Offtop.
    Przed chwilą byłem w sklepie żeby uzupełnić zapas zimnego. Przy okazji wziąłem puste puszki po zimnym co by je wyrzucić. Trzech dziadków w wieku późnoemerytalnym około 75-80 praktycznie się o nie, o te puszki pobiło. Gdzie my ku.wa żyjemy? My panie i panowie którzy jesteśmy na Gikzie, i nasze problemy, że gra nie działa jak powinna albo na razie jest za droga powinniśmy się cieszyć że mamy takie problemy.
    Chciałem zacząć ten wpis jak nasz klasyk czyli ” z innej beczki” ale mistrz jest tylko jeden 🙂

              1. nufiko

                @Thomulus

                Pamiętaj, że jak dany sklep prowadzi sprzedaż danego napoju w opakowaniu zwrotnym, to ma obowiązek przyjąć zwrot takiego opakowania, nawet bez paragonu. Tak mówi ustawa. Inna sprawa, że ustawa nic nie mówi w sprawie kaucji, wiec jeżeli sklep będzie przyjmował butelki to bez paragonu nie musi wypłacać kaucji, ale jeżeli o tym nie wspomnisz to się mogą nie jorgnąć i wypłacą też kaucję.

  23. yustus

    Magia i miecz w którą jak graliśmy z kumplami to zostawiałem rozłożone plansze na kilka dni bo z dodatkami można było grać i grać…
    Labirynt śmierci, Gwiezdny kupiec, Bitwa na polach Pelennoru, Obcy a o tych zwykłych typu Chińczyk itp to nawet nie ma co wspominać, tyle tego było. Potem pojawiły się RPGi i tak minęło jakieś 8 kolejnych lat mojego życia. Co sobota a jeśli była możliwość to i częściej. Oj, grało się, grało 🙂
    Teraz w domu Carcassonne i Ticket to ride z żoną i Antkiem a solo z juniorem w Summoner Wars i ostatnio w Waleczne piksele a od poniedziałku w jego pierwszą w życiu LCG Warhammer Podbój 🙂

    Jak ktoś nie ma z kim grać i nie mieszka za daleko od Jaworzna (taki żart) to znajomy prowadzi tutaj sklep z grami w którym można zagrać w przerażającą ilość tytułów które udostępnia – planszowe, karciane, bitewne. Do wyboru, do koloru. Do tego bardzo często jest z kim bo zdaje się niektórzy ludzie tam prawie mieszkają 😉

  24. Kiler

    Za szczeniaka to wiadomo chińczyk i eurobiznes. Potem pojawiły się gry takie jak Obcy, MiM, Wampir, Robin Hood, Piekło na Pacyfiku. Zaczęły się pierwsze RPGi : Warhammer i Cyberpunk. A to pociągnęło za sobą drenaż kieszeni w postaci bitewniaka – WFB. W międzyczasie polubiłem karty. Wiadomo najpierw MTG a potem zaczęły się naprawdę fajne tytuły: Zew Cthulhu CCG i Veto!2ED. Wraz z wiekiem gdy zaczęło brakować czasu na to wszystko konieczny stał się powrót do gier planszowych i od tego czasu grywam jak leci w sumie we wszystko co trzyma jakiś poziom*.

    ” Bo w gry najlepiej się gra z kimś. Samemu trochę smutno, choć też się da…”
    Bzdura ; ) Autorka jest chyba z tych co nie grali : p

    * Jestem z tych, dla których grami planszowymi nie są monopol czy jego klony np. w postaci Talismana ; )

  25. jaGrab

    Eh, się rozmarzyłem. Jakoś w latach 80-tych trafił do mnie Cosmic Super Business, nie pamiętam czy dostałem czy sam kupiłem. Automatycznie przestaliśmy grać u kumpla w Euro Business i zabawa w deszczowe wakacyjne dni przeniosła się do mnie. Wiadomo, superbiznes miał “prawdziwe” pieniądze a nie fikuśne kolorowe karteczki no i kupowało się planety!
    W KOSMOSIE!!!
    Babcia kumpla odetchnęła, odpadł jej obowiązek dokarmiania i czasem pełno zmianowej opieki nad bandą rozwrzeszczanych gówniarzy. Moja Mama, która była akurat na urlopie wychowawczym (najmłodszy brat się urodził) wręcz przeciwnie.
    Sytuacja odwróciła się ponownie kiedy kumpel dostał C64 🙂 choć do “biznesów” często wracaliśmy.
    Potem były jeszcze Lew Morski, Piekło na Pacyfiku, Wiedeń 1683, Szczury Pustyni, potem pecet i era planszy się skończyła.
    A tak w ogóle, co Wy wiecie o graniu:
    http://wgospodarce.pl/informacje/17112-rekord-swiata-pobity-przez-polaka-ponad-135-godzin-grania

    1. Probabilistyk

      @thesheep

      Jak już lecimy z offem to i ja pojadę. Dzisiaj do roboty jechałem MPK (picie po pracy się szykuje i późny powrót więc dziś MTP może być krucho z PD2) i wqrw mnie ogarniał nieziemski jak jechałem przeładowanym rzęchem, który zamiast pokonać trasę w 15min jechał jakieś 35min :/ (Wrocław pomiędzy 7.30 a 9.00). Jednak w całym tym nieszczęściu trafiła się jedna perełka. Jechała dość ten, tego, fajna studentka, która albo zapomniała się ubrać, albo to co miała na sobie było w jej mniemaniu spódniczką 😉 a że nogi miała meeega długie to ten widok uprzyjemniał mi podróż.

  26. mr_geo

    Wooo, tekst p planszówkach! I do tego bardzo dobry! 🙂
    “Magia i Miecz” (sorry, ale jak widzę że ktoś tą grę nazywa ‘Talizman” to mi się włącza Barbarzyńca /Siła: 5; Moc: 1/ z Toporem /Siła +1, w lesie lub puszczy możesz zbudować tratwę…/ i chce mordować) z – prawie – wszystkimi dodatkami, “Osadnicy” + “Żeglarze z Katanu”, “Splendor” i “Doble” to podstawa zestawu ratunkowego na nudne zjazdy rodzinne.
    W wersji hardkorowej dochodzi do tego “Gwiezdny Kupiec” i “Wojna o Pierścień”, ale do tego (szczególnie do “Kupca”) trzeba ekipy z co najmniej magistrem z matematyki stosowanej 😀

    Dawno temu był jeszcze “Labirynt Śmierci” – aaach, te “losowo” generowane z pierdyliarda żetonów lochy! – ale w czasie przeprowadzek i przenosin tzw. substancja materialna gry uległa rozproszeniu i zagubieniu (czytaj: pierdyliard żetonów się gdzieś rozsypał i spora część się już nie odnalazła…).

    Zgadzam się też że ceny planszówek w tym kraju, takim pięknym, są absolutnie zaporowe. I co gorsza często (proporcjonalnie do zarobków) wyższe niż “za granicą”! Przykład: polska edycja “Discworld – Ankh Morpork” to jakieś 150 PLN za grę i to w internecie. Za identyczne pod względem graficznym i jakościowym tyle że angielskojęzyczne wydanie w RPA w sklepie Toys’R Us dałem 399 randów czyli jakieś 120 PLN z małym ogonkiem. A w Holandii w sieci Bart Smit w promocji była za 29,99 Euro…

  27. amonlb

    Witaj Camaieu89

    Fajny tekst i fajne gry. Niestety dawno w nic planszowego nie grałem. Właściwie gram tylko w Jenge z rodziną od czasu do czasu. Kiedyś za młodu Magic The Gathering i kilka rpgów głównie 😀
    W sumie pograłbym sobie w magica jeszcze ale chyba nie mam już talii ;(

    “…które są wisienką na torcie (czy tam na sutkach… co kto woli).” – ktoś tu chyba bardzo lubi wisienki

        1. Iago

          @amonlb

          Owszem, to zupełnie nie to samo (aczkolwiek grałem z kumplami w poprzednika OCTGNa – MTGPlay (8 edycja, blok Mirrodin) – i było fajnie), za to ma bardzo konkretną zaletę: nie musisz kupować tony kart, żeby złożyć deck.

          A MTG od MicroProse miał jeszcze dodatkowo fajną warstwę fabularno-przygodową. I te karty… Black Lotusów czy CoP – X w bród.

      1. Fantus

        @aihS

        Ciekawe, sprawdzi się.

        Swoją drogą mam jednak żal do Grzędowicza za zakończenie. Tak bardzo chciałem poznać motywację jego antagonistów. Szczególnie Freihoff. Wyczekiwałem na jakiś porywający, 20-sto stronnicowy dialog, w którym wiele się wyjaśni. Coś w stylu Sapkowskiego i np. dyskusji z Avallac’h’em w jaskini.

        Niedosyt normalnie…

          1. Fantus

            @Nitek

            Znam Vassala, Już parę lat temu to na reddicie obczaiłem. Nawet sprzedałem temat Twoim kolegom, których widzisz przez przeszklone drzwi jak się bardziej na fotelu w robocie odchylisz 🙂
            Rzecz w tym, że Vassal to nadal gra online w sensie “trzeba wszystkich zebrać tu i teraz”. Ja bym wolał grę korespondencyjną – wtedy kiedy mam czas wykonuję ruch i przesyłam na server.
            W przypadku GOT to byłoby boskie, bo daje czas do namysłu, ale przede wszystkim – piękne możliwości knucia z graczami za plecami innych graczy.

  28. maladict

    Hmm, policzmy:
    1. Kobieta
    2. Pisze na gikzie
    3. O planszówkach
    Chyba mogę umrzeć szczęśliwy.
    A w co grałem? Nie będę wymieniał tytułów żeby nie było że szpanuję. Ale powiem tylko – mam dłuższego.
    To ostatnie oczywiście było do kolegów, nie do autorki, choć mam cichą nadzieję, że zauważy.
    Ale… nie, nie mogę się powstrzymać. Gwiezdny Kupiec FTW!!! Gra, którą kochasz lub nienawidzisz.

  29. PeteScorpio

    Świat gier planszowych ma się dobrze i chyba na długo tak pozostanie. Niech świadczy o tym mnogość stoisk w centrach handlowych firm, które zajmują się sprzedażą i promocją tej rozrywki.
    Oj za dzieciaka zagrywało się w te planszówki z rodzinką i ferajną z sąsiedztwa. Nie było problemu ze znalezieniem chętnych, ale to były inne czasy (trudno sobie wyobrazić iż jakoś bez komórki człowiek umawiał się na “bojo” by pograć w piłę…i każdy się stawiał). Do tych gier wymienionych w artykule dodam oczywiście Grzybobranie – określenie “bawi i uczy” nabrało przy niej prawdziwego znaczenia 🙂
    Z młodzieńczych lat to najmilej wspominam Upiorne Zamczysko, może to komercha i bajer ale dla mnie to jeden z najlepszych prezentów znalezionych pod choinką 🙂 Lata dorosłe to już gry typu scrabble i przede wszystkim Tabu! Studenckie, imprezowe sesje przy Tabu to było coś! Ostatnia moja przygoda z planszówkami/karciankami to również imprezowe klimaty i Wiochmen 2. Koniu mógłby odnaleźć w niej historię swojego życia 😛
    Od dawna jestem chory na Munchkina lub jakąś porządną dawkę przygody/dreszczyku. Jednak koszty to niemałe a nie ma pewności, że “pyknie” i druga połówka/znajomi zechcą w to zagrać i jakoś nie ma kiedy spróbować. Tak czy owak chętnie poczytam kolejne artykuły Camaieu89 ( sic!)

  30. Grrrrroch

    Fajnie, że ktoś się w końcu na poważnie zabierze za poczciwe planszówki, brakowało tego gikzowi. 😉 Dodatkowo nie do przecenienia jest fakt, że masz dobre pióro, wróżę więc wysoką poczytność i czekam na więcej!

    No i już na wstępie ogromny plus za fotę prezentującą Shadows over Camelot, przy którym spędziłem niezliczone godziny! 😛

  31. Camaieu89 Autor tekstu

    Halo halo 🙂
    Tak sobie poczytuje Wasze komentarze z bananem na twarzy. 😀 Dzięki wielkie za ciepłe przyjęcie do zacnego gikzowego grona! 🙂
    Nie wiem tylko , czy jesteście świadomi, ale teraz skoro już się znamy i kochamy 😀 będę pisać częściej , także ten… do następnego razu 🙂

Powrót do artykułu