Co jest grane – Zagłada

Nitek dnia 16 maja, 2016 o 8:52    22 

Wypadałoby się przeprosić. Z DOOMem. Co prawda nie do końca jest tak, że wyleczono z niego całe drewno jakie rozgrywało się w dramatycznej becie, bo multi jest nadal takie se, specyficzne, ale kampania… Panie złoty. Toż to momentami ociera się o poezję.

Nagrania trochę lubią przyciąć, bo na weekendzie walczyłem trochę z kompem i coś namieszałem.

DOOM przyniósł ze sobą dobro świata doczesnego, jednocześnie spłycając i zmieniając niektóre aspekty zabawy. Zamiast zachęcać nas do chowania za winklem, co rusz wypycha nas na przeciwników, bo a to dostaniemy za większą rzeź punkty ulepszeń broni, a to więcej amunicji czy zdrowia będzie z nich wypadać.

Kontrowersyjny temat, zdaje sobie sprawę, ale jakże rajcujący. No bo te wszystkie finiszery, zabójstwa chwały jak mówi wersja polska, mają sens. Jak to działa? Po odpowiednio mocny drenażu adwersarzy ołowiem, laserami, rakietami czy co tam akurat spod pazuchy wyciągniecie, ich wiotkie ciała migotają zapraszająco. Migotanie dzięki naszemu fest specjalistycznemu kombinezonowi prawilnego doom marine, można na szczęście wyłączyć. WQ tym momencie kończy się tablica PEGI, ESRB i innych ratingów Moody’ego, bo to co zaczyna się dziać to tango, którego nie powstydziłby się Voorhees. Jest spektakularnie, jest momentami fest ostro, zwłaszcza kiedy w ruch idzie piła, jako broń ostateczna i jednocześnie nasz największy przyjaciel, gwarantująca wysyp ammo i energii potrzebnej do przetrwania. Killi jest sporo, po kilka w zależności od przeciwnika i kierunku, z którego wychodzi uderzenie. Jest moc.

20160514013824_1

I to działa, bo zamiast siedzieć w kącie, nawet bzdurnym pistoletem z niekończącymi się zasobami amunicji, wypadamy na co raz to liczniejsze grupy rozsianych po mini arenach, jakby żywcem wyciągniętych z multi, a do tego najeżonymi sprytnie ukrytymi sekretami. Inna sprawa to system rozwoju postaci, który leci sobie gdzieś w tle. W im większy ciąg reduktora przyszłych kandydatów na emeryturę wpadniemy, tym więcej punktów dostaniemy. Te punkty to kwestia umowna, bo stety, niestety nie ma czegoś na wzór Bulletstorma i nie skupia się na tym jak, czym, ale bardziej żeby kogoś w ogóle do czerwonego piachu posłać. Same ulepszenia nie są jakieś fest znaczne, bo dźwigają statystki strzałów alternatywnych każdej z giwer. Co innego ulepszenia pancerza, gdzie drzewek ze zdolnościami jest kilka, które dopalają naszą zwinność. Innym razem źródła eenergii dźwigną limity trzymanej amunicji, pancerza lub zdrowia. A runy? System wyzwań pozwoli Wam np. wykonywać finiszery z dystansu.

To wszystko możecie robić o ile starczy Wam pary. DOOM w kampanii przypomina konstrukcyjnie dobre i znane, z domieszką nowego. Mapy wydają się być dość skomplikowane, by przypomnieć dobre czasy, kiedy gubił się człowiek w shooterze FPP, co zresztą zdarza mi się notorycznie. Wszystko inne to mniejsze korytarze z minionami leszczami, na strzała, byś nie zapomniał jak się strzela, zwieńczone spotkaniem na arenach, gdzie gra się w tańcu nie certoli i wyrzuca na grającego wszystko co ma najlepsze. Lub najgorsze. Taniec w rytm muzyki walcującego mózg jest wyborny, a każdy kill smakuje jak chleb świeżo wypieczony z chrupnięciem na końcu. To ciężkie do uwierzenia po becie, ale robi DOOM robotę należytą. Skoki, circle strafe’y, okazyjne platformy do skoków, pełny zestaw broni, zamiast dwóch pukawek, jest też bersekeer mode, który niejedną wątrobę na światło dzienne wystawia. a tempo iście szatańskie. Momenty między kolejnymi punktami kontrolnymi to chwile po których czasem trzeba wziąć prysznic, jest tak ciężki klimat.

20160516001404_1

Z drugiej strony DOOM daje multi i tam niestety feeling jest nadal dziwny. Generalnie postacią przez cały czas steruje się źle. Nie ma feelingu, nie ma nóg, choć czasem się pojawiają, przy finiszerach, przy animacjach śmierci, które warto sobie aplikować, bo są dość… fantazyjne. Mimo, że gunplay w singlu jest fantastyczny, tak cały czas dźwięczy z tyłu głowy niesamowita sztywność przemieszczania się. Przypadek kamery sunącej na kiju po mapkach, niestety. To nadal jest odczuwalne w multi. Nie jest o morderczym tempie singla, choć mapy są lepsze niż te z bety. Drewniany narrator niestety nie okazał się placeholderem, ale teraz można go na szczęście wyciszyć. Generalnie dubbing posysa, ale też zwracają się do nas jakieś maszyny, więc ciężko by było żeby gadały z inną manierą. To i tak nie usprawiedliwia miałkości porównywalnej do Dinkleage’a z Destiny. Tekst polski za to jest okej.

Kolorowi Power Rangersi biegają po ciasnych niczym ich szorty arenach zasypując się towarami wybuchowymi. Jest levelowanie postaci, za co odblokowujemy dużo wizualnych wykończeń armora, jak kolorki, wzory, modele pancerza. No i drwiny, też są. Można tańczyć na koniec walki. Tyle wow, taki szacuneczek. Pograłem trochę, znacznie mniej niż singla. Nie czuje się jakiś specjalnie zbrukany, nawet dobrze oram demonem, baronem, zjadając przeciwników niczym ludność cywilną w Rampage, ale w tym przypadku raczej multi nie będzie dla mnie daniem głównym, ani specjalnie długo grać weń nie zamierzam, co jest porażką Bethesdy, bo z niezrozumiałych przyczyn zamiast promować fajny wygrzew singla, pompowali kampanią reklamową multi. Banialuki.doom

A przecież Wolfenstein pokazał, że shooter może być dobry bez ładowania weń multi na siłę. DOOM też by był. Dostał tylko chałę na doczepkę.

No i gram, i jestem podjarany prawie jak przy pierwszym razie z Brutal Doomem. W sumie cieszę się za musiszmieć, ten stan kiedy chęć posiadania przebija racjonalizm kojąc mózg, raniąc portfel, jaki wygenerował mi się tuż przy premierze i że wywaliłem całą zniżkę uzbieraną w pewnym sklepie, przez co może nie w cenie TT3, ale po taniości ten dobry singlowy shooter wyrwałem. Zabawy jest ponoć na 12h, choć sam gram na Ultra Violence (najwyższy z trybów dostępny przy pierwszym przejściu, dwa wyższe są zablokowane), obecnie mam dziesięć godzin na liczniku, ale jakoś się nie spieszę. Bo dobra Zagłada jest. Cieszę się, że nie miałem racji.

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



22 myśli nt. „Co jest grane – Zagłada

  1. Stah-o

    Och jak dobrze się czyta pozytywne wrażenia z wersji ostatecznej. Ja co prawda obiecałem sobie, że do końca wakacji nie kupię żadnej nowej gry, ale jak tylko moje autoembargo się zakończy z radością będę doomił. Filmik jak zwykle jedynie poprzewijałem, żeby nie psuć sobie późniejszej frajdy z odkrywania nieodkrytego. Pani z dzisiejszego obrazka wyjątkowo smakowita.

      1. Stah-o

        @aihS

        Eeee tam. Fifa czeka, Metal Gear czeka, Destiny czeka, Forza czeka, COD czeka, te darmowe też czekają, wszystko czeka…

        PS. Jakbyś chciał kupować Soulsa na xbona – to absolutnie tego nie rób. Nie jestem w stanie zliczyć momentów zgonu przez ten padakowaty frejmrejt. We łbie się nie mieści 🙁

  2. Tasioros

    Cieszy mnie mnie bardzo zaistniała sytuacja. Wczoraj oglądałem Nitkowy filmik na tubie i tam padło najważniejsze dla mnie zdanie, coś w stylu: “Bawię się dobrze”. I to jest podstawa. Radosnym ja, że nowy Doom sprawia frajdę. Pytanie mam co do finisherów. Czy po tych kilkudziesięciu razach nie zaczynają drażnić/przeszkadzać/nudzić?

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Tasioros

      Nie. One krótkie są, wręcz mam wrażenie, że później się skracają i jest ich dość, bo w zależności czy od frontu, z boku, z tyłu, z góry, piłą, z lewej, prawej są inne animacje. Po minimum dwie w zależności od kierunku ataku per jeden potwór

      Generalnie singiel dooma wydaje się być robiony przez zupełnie inną ekipę niż multi. Inna dynamika, inny feeling, jak zupełnie inna gra. Zresztą wchodząc w multi gra się restartuje, jakby odpalalo się coś innego.

Powrót do artykułu