Co jest grane – trzydzieści lat minęło

Nitek dnia 23 lipca, 2015 o 10:12    108 

Zupełnie niespodziewanie i lekko nieoczekiwanie, okazało się, że dzisiaj Amiga kończy trzydzieści lat, a ja nie mam już dwunastu (Zebulah chyba słusznie zauważył, że ośmiu, ośmiu lat), kiedy to (chyba wtedy) z pierwszej komunii świętej wydropiłem komputer owy, towarzyszący mi przez następne kilka lat.

No bo, przecież, nie było kiedyś ani telefonów komórkowych, ani iPodów, które można było chcieć, a ja na pożyczanych od znajomych taty Commodorkach i Atarynkę już od kilku lat hodowałem w sobie nerdziocha. Gracza. No, ale jednak Amiga była tą pierwszą, którą posiadłem. Pól mega bajta pamięci na pokładzie, czerwono – czarny joystick był jednym z tych pierwszych. I Another World. Wiele gier z Amigi pamiętam, ale to Another World był tą pierwszą, choć szczerze mówiąc nie jestem pewny, ale synapsy nie podają na ten czas innych tytułów. Shadow of the Beast i Lotus przyszły później, a początkowa kolekcja dziesięciu dyskietek, także zbyt wiele pomieścić nie mogła.

W ogóle na komunii miałem modny wtedy ogonek i na filmie z tego eventu wykorzystywałem go, żeby móc pomachać do kamery. Haha. Nie wiem co ja.

Niemniej jednak to był słodki czas. Dzięki Bogu teraz mamy Steama i już muszę kampić pod sklepem w centrum, gdzie zbyt nahajpowany na to, że będzie nowa gra, kampiłem pod sklepem czekając aż w końcu odpalą to X-Copy. Krótkie przerwy, kiedy wystawiałem się na słońce to właśnie te, kiedy czekałem, aż nagrają coś nowego z katalogu. Inną sprawą była giełda katowicka, gdzie się bywało, gry nagrywało, ale też pewnego razu gazu się nawdychało po wizytacji panów w mundurkach. Co w sumie było dziwne, bo przecież do giełdy nikt nic nie miał. Zdaje się, że ona mniejszego kalibru była, niż stadionówka w Warszawie, ale co się z niej przywiozło to moje. Włączając w to VHSy z Van Dammem, Dudikoffem i pornosami na końcu. Zdarzały się takie. Jurassic Park. Zresztą za moje kieszonkowe to se mogłem co najwyżej dyskietki kupić.

I łapię się czasem na tym, że nie umiem przywołać sobie co jadłem wczoraj (kebsa), czy co tam robiłem w weekend, ale pamiętam metraż dyskietek. I tak, jedenaście było potrzebne, żeby zagrać w Indiana Jones and the Fate of Atlantis/Monkey Island 2, cztery na Mortal Kombat 2, piętnaście na Beneath the Steel Sky i czterey na pierwsze, znienawidzone przez mnie, Civilization z czterdziestominutowym intro. I każdą z nich się celebrowało, jej przyjście do domu, z ciepłej stacji dyskietek jakiegoś człowienia z giełdy, z jego X-Copy, po to żeby trafiło do naszego X-Copy, żeby czasem coś nam nie padło, a X-COM zawsze działał.

A teraz co? Wpatruje się w przeszło setkę gier zainstalowanych za pośrednictwem Parówki i czasem nie wiem co uszczknąć. A gry z Amigi, choć we wspomnieniach wiecznie żywe, nie potrzebują już dyskietki. Styka im przeglądarka i ta strona. Dzień zapowiada się na dobrze zmarnotrawiony. Gdzie to Ruff’n’Tumble i Fire and Ice…

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



108 myśli nt. „Co jest grane – trzydzieści lat minęło

  1. Revant

    Uuuu Amiga! Ile czasu przesiedziałem u kuzynki i zagrywałem się w jakieś lamborgini kontra porshe, szyłem ludzi w jakimś interesującym symulatorze chirurga, przeżywałem przygody wspólnie z Asterixem i Obelixem. Później dostałem własną, a kuzynka oddała mi swoją kolekcję dyskietek. Trafili w moje łapki pierwsi Settlersi i Reva nie było…do dziś pamiętam ochrzan od ojca, bo gdy wychodził rano do pracy to ja siadałem przed ekranem, a gdy wracał to ja nadal siedziałem przed ekranem. Nadal w piżamie, nadal rozczochrany, nadal nie umyty. Nie pamiętam nawet czy śniadanie wtedy zjadłem xD Smuteczek był mocny gdy złamałem joystick na jakimś symulatorze latania. Rozpacz zaś gdy przestała działać stacja dyskietek 🙁 ten ścisk na sercu, gdy wyrzucałem cały sprzęt na śmietnik.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Revant

      Chirurg to Life and Death, do dzisiaj nie wiem czy bym ogarnął. Zawsze włączałem na chwilę i wszystkich chciałem operować, przez co usuwali mnie ze szpitala niczym Kelso.
      Amiga służyła mi dzielnie przez jakieś 5 czy 6 lat (niczym konsola!) i nie zaliczyłem żadnej awarii, jeszcze sprzedałem w dobrej cenie. A dżoje miały przechlapane na olimpiadach i wszelkich biegach ;D

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @Probabilistyk

          No kurde. Pamiętam też, że mimo tej surowej oprawy, wykręcało mi kiszki jak tam skórę się przecinało, a potem trzeba było ją otwierać i grzebać w środku ;D Tak jak niepokój wywoływały gore sceny w Elvirach (późniejsze Waxworks).

          Zresztą wdzięczną anegdotą z gore jest oczywiście Moonstone, gdzie była opcja Gore właśnie.

          Brat powiedział, że jak włączę to mi się gra skasuje. Dopiero x lat później okazało się przypadkiem, u kolegi, że choziło o flaczki.

              1. WarNerd_PL

                @/mamrotha

                He he. Teraz uważajcie. Koleżanka kupowała peceta gdzieś w roku 1995, doradzałem jej co wybrać i po paru tygodniach były efekty. Jej rodzice kupili kompa z czarno-białym monitorem, bo brakło im na kolorowy ponieważ… kupili oryginalny DOS! Space Hulk odpalony testowo na jej kompie (ach to intro!) wyglądał zaiste niepowtarzalnie…

            1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

              @lgyhx

              Oj, pewnie bym pograł przed maturą. Ale… Dzień przed ustną z historii (bo jako uczeń biolchem zdawałem historię, to przecież oczywiste) poszedłem zobaczyć jak to w ogóle wygląda etc. Jakiś gość wyszedł, spytaliśmy go o pytania, powiedział. Mruknąłem “aha” i wróciłem do domu.
              I teraz: gdybym miał kompa to pewnie siadłbym do gry. Ale że nie miałem – postanowiłem poczytać na temat tych pytań. No, dwóch z trzech bo trzecie “udział wojsk polskich na zachodnich frontach II WŚ” uznałem za banalne – była taka mapa w atlasie historycznym a że atlas był dopuszczalną pomocą naukową.
              Na drugi dzień, jak się pewnie domyślacie, wylosowałem właśnie ten sam zestaw pytań 🙂
              Po tak brawurowo zdanej maturze dostałem w prezencie peceta. Pech w tym że było to już po maturze ale jeszcze przed egzaminami wstępnymi na studia…

              1. Iago

                @lemon

                Stara (a może przejściowa? byłem jednym z ostatnich roczników, które nie miały obowiązkowego testu na języku polskim, ale był takowy do wyboru jako jeden z tematów, klasa maturalna w 1999 r.) matura miała coś, co się nazywało tematem ogólnokulturowym – należało samodzielnie wybrać tezę eseju (na jakiś dość ogólny temat) i samodzielnie dobrać pod tę tezę przykłady (z literatury, filmu itp.). Nie musiały być wyłącznie z tego, co się trafiło na zajęciach, ale musiały być na temat. Dawało to naprawdę spore pole do popisu, jeśli ktoś chciał. Ja pisałem o obrazach wojny w kulturze XXw. (temat był AFAIR: Jaki jest obraz XXw. w kulturze, a moja teza: wiek XX to wiek wojny) – aż po Pluton, Urodzonego 4 lipca, Czas Apokalipsy i reminiscencje I WW u Tolkiena.

              2. lgyhx

                @lemon

                @lemon @lago
                Lago wszystko Ci pieknie opisal. Istnialo cos, co sie zwalo luzniejszym tematem (byl chyba wlasnie 3 lub nawet 4). Temat, o ile pamietal zakladal co,s o tozsamosci czlowieka. Naciagalem jak tylko moglem: Lem – bajki robotow i spotkania z obcymi (pilot pirx etc. zeby byl watek polski…:)), Akira – uwolniona moc umyslu wydostajaca sie poza ramy ciala, GITS – czy Major to nadal czlowiek?, gdzie jest granica tego co ludzkie? etc. … znalazlo sie nawet miesjce dla szczegolnej teorii wzglednosci:P moja matura to byly ostatnie podrygi systemu szkolnictwa przed wprowadzeniem gimnazjum, byly tam takie dziwne pomysly zeby bylo troche po staremu i troche po nowemu…i jako profil mat-fiz zdawalem geografie:P jesli nadal brak wiary to poszukam swiadectwa maturalnego to nawet rok podam kiedy to bylo:P

              3. lgyhx

                @lgyhx

                bardziej pamietam probna mature: postawilem w pracy teze, ze czlowiek wymyslil sobie boga/Boga/bogow, zeby usprawiedliwic wojny i wszelkie okrucienstwo, wladze etc. Dostalem ocene 1! (pała z wykryknikiem) i komentarz obok oceny “nie mozna tak myslec!!!”. pech chcial, ze prace sprawdzal gleboko wierzacy polonista. mialem nawet pogadanke z dyrekcja na ten temat. w dzisiejszych czasach trafilo by do mediow jak nic:) 3 lata po skonczeniu LO wrocilem na praktyki do tej samej szkoly jako nauczyciel religii!!! najserdeczniejsze przyjecie bylo wlasnie ze strony tego belfra:) okazal sie calkiem spoko, nawet piwo wypilismy.

              4. Iago

                @lgyhx

                Czy ja naprawdę muszę sobie wstawić czerwoną papugę w awatar, żeby nick był właściwie czytany? Iago (czytaj Jago), taki badguy u Szekspira w Otellu.

                Stara matura była fajna (bo wymagała jakiegoś własnego argumentowania itp.). Odkąd pojawił się test z kluczem, cała filozofia (także przygotowywania do matury) ogranicza się do trafienia w klucz. Nic po tym, byle tylko nie myśleć (żeby nawiązać do Lema :)).

              5. Tasioros

                @Iago

                Myślę, że i ta papuga nie pomoże. Nawet do głowy mi wcześniej nie przyszło, aby przeczytać Twój nick “jago”. Dzisiaj pomyślałem tylko: “O, Lago zmienił avatara”. Ale będę pamiętał. Za to nicka kolegi ‘lgyhx’ nawet czytać nie próbuję, bo… bo piątek jest.

              6. Iago

                @Tasioros

                A najżałośniejsze w tym wszystkim jest to, że ja naprawdę mam na imię Iago. Albo Jaakow. Albo Giacomo. Zależy od języka. Pieprzona bezszeryfowa czcionka.

                I tak, wyglądam prawie tak samo jak na tamtym awatarze: łysy, w brylach i z siwiejącą brodą. Tylko wyszczerz mam mniej radosny, bo mi ciągle ktoś przekręca albo imię, albo nazwisko.

      1. WarNerd_PL

        @Nitek

        Brakowało trochę solucji do L&D. U nas zazwyczaj zabawa kończyła się na etapie diagnostyki (kłucie pacjenta igłą w oko), góra doszliśmy do początkowej fazy operowania (krojenie skalpelem bez znieczulenia). Ależ oni wrzeszczeli przez ten PC speaker!
        A ilu symulantów nam zmarło po zlekceważeniu objawów wyrostka, strach pomyśleć.

  2. lgyhx

    Setlers, Syndicate, Mortal, Street Fighter 2, Lotus i Cannon Fodder(!!!!)…pięknie było, pięknie…Heh…W Syndicate ustawiało się maks podadtki i zostawiało włączoną Amisię na kilka godzin i było DUŻo hajsu:)))). Intro do Setlers – kombinacja z kolejnością dyskietek żeby nie odpalało się… finishery z Mortala i żonglerka dyskietkami a potem zewnetrzna stacja dyskietek… Kurczaki, czas dziś na wyciągnięcie z piwnicy A500+ (tylko zasilacz został, nie mam żadnej dyskietki, joya, myszy…masakra:////)

      1. Zebulah

        @Nitek

        Spoko. Myślałem, że może tak jak w moim przypadku, rodzice wymyślili taki myk, że co będą dwie imprezy robić, dwa razy rodzinę z całego kraju spraszać jak można poczekać aż młodsza siostra osiągnie wiek komunijny i wtedy upchną nas razem. To nic, że byłem 3 lata starszy niż cała reszta “komunistów” 🙂

  3. aihS Webmajster

    Zagrałem w EarthCore na androidzie (tak wpisałem hasło Yerz :() i mechanika jest spoko. Odniosłem wrażenie, że miłośnicy Gwinta odnajdą się w niej znakomicie bo również tutaj taktyka jest najważniejsza. Niestety nie polecam bez mocnego sprzętu. Nie rozumiem po kiego wacka pakują w te gry animacje i inne świecidełka. Chyba żeby gorzej chodziło.

    No i Piotr Fronczewski jako lektor. Przed wyruszeniem w drogę nie trzeba zebrać drużyny, ale można wpisać Yerz.

              1. shani

                @Beti

                Za gorąco 🙁 Plus jakieś tornado przewracające kosze i toitoje w niedziele (zastanawiające jest to, dlaczego uciekając przed ścianą deszczu jakieś myśli miałem, żeby schować się właśnie w toitoju, i całe szczęście, że tego nie zrobiłem :D). Klimat na tym dolnym śląsku robi się mało przyjazny 🙁
                A moj strój to oczywiście czarne spodenki Helikona, oraz czarny tshirt z logo jednego z ulubionych zespołów 😀 Plus japonki Havaianas 😛 Oj było na lansie 🙂

              2. Zebulah

                @Beti

                Poznaniowi też się nieźle oberwało. Miastu tak nudnemu, że omijają je nawet katastrofy naturalne 😉
                Akurat przyszło mi wtedy wracać z drugiego końca miasta rowerem więc wesoło było 🙂 Na szczęście wszelkie drzewa i ogrodzenia po drodze padły przed moim przejazdem. Próba przeczekania w przejściu podziemnym nie potrwała długo bo zaczął się tam robić basen.

  4. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    “a początkowa kolekcja dziesięciu dyskietek, także zbyt wiele pomieścić nie mogła.”
    😀 Każdy zaczynał z jednym pudełkiem.
    Na tych dziesięciu miałem: Prince of Persia, Wings, Sim City, Battle Squadron, Persian Gulf Inferno, Atomix (że niby gry ucza, wiecie) – tych jestem pewien, North&South i Lotus – chyba. I bardzo możliwe że Silent Service jeszcze bo znałem go z Atari.
    Kurczaki, musiałbym zrobić kipisz w moim starym pokoju, znalazłbym pewnie jakąś rozpiskę z tamtych czasów. Lipiec 1991, wakacje po pierwszej licealnej. Rodzice dali mi wybór: Amiga albo wyjazd na wakacje 😀 Hehehe, jakby to był jakiś wybór w ogóle. A najlepsze jest to że kupili mi tą Amigę i sami pojechali na urlop. Czniam te dzisiejsze olinkluziwy w ciepłych krajach, to były najlepsze z możliwych wakacje 🙂

    1. Zebulah

      @larkson

      Mimo, że ja z pokolenia stanu wojennego to również wiele mnie ominęło i pierwszym własnym sprzętem do grania, przed PC, był właśnie Pegazus 🙂 Do dzisiaj lubię pocinać na stronie letsplaysnes.com w Contrę, Mario, Pinballa i inne klasyki z kartridża 168-in-1 🙂 Najtańszy pad Logitecha, bez analogów, idealnie się nadaje. Lepiej niż pad od X360 ze względu na spieprzony krzyżak.

    2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @larkson

      Kto tu wpuścił gimbazę??? 😉
      Ale spoko spoko, nie ma stresu, każdy ma swoje wspomnienia. Gdzieś tam w sieci pewnie są miejsca w których brodaci guru Odry czy Riada naśmiewają się z tych lamusów co to nie potrafią odczytać karty perforowanej albo potrzebują, no nie mogę, ekranu.

  5. powazny_sam

    Dziś w radiu słyszałem że na 60-lecie pałacu kultury (to chyba dzisiaj) będą grać w tetrisa na jego ścianach. Za piksele będą robić okna. W sumie ciekawy pomysł.

    A licencję ponoć organizatorzy musieli kupić od obecnego właściciela praw z Honolulu 🙂

  6. thewhitestar

    Ja po dziś dzień hoduję w sobie żal i gniew na moich rodziców którzy w roku 1999 wymienili Amigę 1200 wraz z całą kolekcją gier na… mikrofalówkę… Nigdy im tego nie wybaczę! Fakt że rok później kupili mi PC z Duronem 600MHz, GeForce 2MX 32MB oraz 128MB RAM który był najszybszy na osiedlu i na pewien czas przesłoniło mi to żal straty mej miłości… Ale tylko na pewien czas!

    Amiga4life!

  7. WarNerd_PL

    Mimo wszystko żałuję trochę czasami, że mnie Amiga ominęła. Ojciec skąpiradło! Jak 1szy raz u kumpla zobaczyłem Lost Patrol z animacją przekraczania rzeczki to mnie lekko przytkało. Ale za to… jak już miałem wypasionego 486 z muzą i CD-ROMem to pokazałem kumplowi Command & Conquer. Pamiętam jego reakcję: “Sprzedaję Amigę!”. A tyle razy mi cham docinał że nie mam karty muzycznej, dobrze mu tak 🙂

  8. Yosh

    Amiga, Phi.. PC Master Race !!! 😀 od 086 itd.. Ile ja się nasłuchałem jaka ta Amiga fajna a PC zły… – a teraz co, wszyscy na PC 🙂

    Kolorki i platformówki ma fajne. Ale jak kumpel za bardzo podskakiwał to gasiło się go szybkością działania Dune II czy Wing Commander I (względem 386DX40) o podróbkach Doom-a nie wspominając…. (oczywiście A500, na 1200 było ciut lepiej)

    Tak teraz sobie myślę i zazdrościłem.. Pirates!, The Last Ninja, Street Fighter 2… ale to na C64. Z Amigi nie potrafie sobie przypomnieć jednego tytułu którego na 386 bym nie miał….

  9. Klucznik

    Pamiętacie muzykę w grach z tamtych czasów? Another World, Diune (cały soundtrack wydano jako “Spice Opera”) albo Lost Patrol siedzą mi do dziś w głowię.

    Właśnie, czemu nikt nie robi jakiegoś indyka bazującego na Lost Patrol? 🙂 Rozgrywkę spokojnie dałoby się podciągnąć do dzisiejszych standardów rogalików i byłaby pierwsza (od czasu Vietconga) dobra gra o wojnie w Wietnamie. Ech…

    1. Yosh

      @Klucznik

      To są ciekawe badania z gatunku najlepiej lubię to co już słyszałem https://www.youtube.com/watch?v=SPEDAR7qWRI
      Muzyka Dune na Adlib jest dla mnie o niebo lepsza (czystszy dźwięk, pięknie syntezowany – a nie jakieś low rate sample)

      Ale oczywiście jest to kwestia gustu… Pamiętam tylko, że wszyscy się jarali jak to na Amigę jest lepiej (i niektóra muzyka jest) a mi centralnie nie podchodzi (ta niska częstotliwość sampli zwłaszcza)

        1. urt_sth

          @jaGrab

          Nie znałem, a dobre. Amiga, atari jak i commodore niemal mnie ominęły (ZX –> 386) , nie licząc okazjonalnych sesji u kolegów (i chyba najmniej miałem styczności z amigą), ale paradoksalnie przekonanie kilku osób o wyższości amigi nad PC pozostało mi w pamięci (czasy jeszcze 286, choć 386 już chyba były – mocno na czuja, mam bardzo niechronologiczną pamięć, więc mogło to być później, tym bardziej, że sam amigi nie posiadałem).

        2. BlahFFF

          @jaGrab

          Zamiast Dooma miales Breathless, Glooma, Alien Breed 3D, Nemac V i nawet polska Cytadele + pare innych podobnych. Ogolnie, na A1200 z kooprocerorem szlo odpalic i Quake’a choc grywalne to nie do konca bylo z tego co pamietam 😉

          Sam mialem ciekawy zestaw to wlasnie A1200 z rozszerzonym RAMem, dodatkowa karta z kooprocesorem, jakis maly HDD i CD32, ktora najczesciej sluzyla jako czytnik CD polaczona kablem szeregowym z 1200-ka (przeslanie zawartosci calej plyty trwalo wieki).

  10. Cadhi

    Ja mialem Amige 1200. Z czasem dolozylem dodatkowe rozszerzenie pamieci o chyba 4MB. I zamontowalem dysk twardy od PC (bo byl mniejszy i tanszy). I tak modyfikowalem autoexec (nie pamietam jak to sie nazywalo) gier, ze wszystkie startowaly z HD. Z czasem nie bylo juz gier na Amige i ja sprzedalem dosc dobrze
    PS. Witam wszystkich

      1. Cadhi

        @Klucznik

        Sporo oszczednosci poszlo, ale to bylo wspolna “inwestycja” z bratem. Po prostu interesowalo mnie to, jak ulepszyc amige, bo zonglowanie dyskietkami bylo irytujace. No i to “programowanie”, aby gra widziala, ze dyskietka jest zgrana na dysk. Zazwyczaj wystarczalo zapisac sciezke, gdzie byla zrzucona dyskietka. O ile dobrze pamietam, to tylko jednej grze nie dalem rady.

    1. mtxx

      @Cadhi

      Ja podobnie dysk 2,5″ ATA Samsung 250MB i Napęd CD (kombinacje przez przejściówkę z jednego kontrolera na dwa urządzenia) i do tego przerobiony zasilacz od Pieca. Przy takiej pojemności dysku 50% było wolne i nie było czym tego zapchać 😉 a teraz 2 TB w 4 dyskach i miejsca brak 😛 System startował szybciej niż teraz Winda 7 z SSD. Było minęło… żałuję że jak kupiłem pieca to Amisię sprzedałem 🙁

  11. Tasioros

    Amigi nigdy nie miałem, ale miał kolega pięćsetkę. Więc często u niego bywałem i parę wspomnianych przez poprzedników hitów się ograło. Ale był też Franko, Worms czy Golden Axe. W Moonstone zawsze szybko ginąłem, bo nie mogłem ogarnąć mechaniki. Ale w Mortal Kombat to już się pocinało wesoło. Wtedy, jako jeden z niewielu, posiadałem Segę Master System (Alex kid i Wonder Boy in Monster Land – wspaniałe). Później był też pegazus i oczywiście PC. Nawet próbowaliśmy na piecyku grę z amigowej dyskietki uruchomić. Nie da się.

  12. mr_geo

    He he, nie tak dawno byłem świadkiem jak sąsiedzi, małżeństwo w wieku lat około 50 robili porządki w swoim garażu. Pani domu na moich oczach wywlokła na światło dnia zapakowany w folię pakunek, który okazał się ni mniej ni więcej tylko A500. Kobitka obejrzała znalezisko z wypisaną na twarzy kompletną konfuzją i brakiem pomysłu na co patrzy, a następnie zwróciła się do męża “że tą starą maszynę do pisania to chyba trzeba wyrzucić”. Obywatel mąż jak to usłyszał i zobaczył co jego połowica trzyma w ręku to aż podskoczył i wyrwał jej artefakt z ręki ze słowami “absolutnie nie! to jest moja pamiątka!”.

  13. Goblin_Wizard

    Ja zaczynałem swoją historię z komputerami od wizyt u koleżanki. Ona miała dzianych rodziców z kontaktami na zachodzie więc dostała Atari 800XL zaraz jak tylko się pojawiło. Od wczesnej podstawówki chodziłem do niej codziennie po lekcjach i tłukliśmy w co tylko się dało. Niestety, jako dziewczyna, miała głównie zręcznościówki, ale wtedy to i tak było lepsze niż nic. W ogóle była fajna bo miała też resoraki, jakieś zdalnie sterowane modele i do tego lubiła bawić się w to samo co ja.

    U nas niestety w tamtych czasach było słabo z kasą więc dopiero po paru latach zamiast wymarzonej Amigi dostałem używane Atari 800XL. No i znowu z koleżankami grałem w zręcznościówki, a sam i z kumplami ciąłem w Eastern Front, Gettysburg, itp. Do tej pory pamiętam jak graliśmy z kumplem hotseat’a w Gettysburg i na czas tury przeciwnika drugi wychodził z pokoju, żeby było realistycznie bo fog of war i te sprawy. Jednostek było od pyty i tura trwała dobre 10-15 min. Co ciekawe był taki ficzer, że dwie jednostki mogły zajmować to samo pole (np. bateria artylerii chroniona przez piechotę) co nawet dzisiaj jest rzadkością. Zakończyliśmy bez rozstrzygnięcia po paru godzinach, ale co się nagraliśmy to nasze. Później przyszedł czas 386DX40 i już nic nie było takie samo. Scorched Earth było pierwsze i zaraz potem War in Russia. Cudowne gierki.

              1. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @Revant

                Znaczy, bo j ana trójkę nie miałem komputera i w sumie raz tam gdzieś włączyłem, wyszedłem z tutoriala i jakoś więcej mi się nie chciało. Teraz tym bardziej, bo same utyskiwania tylko słyszę to ochoty na F3 nie mam najmniejszej.
                Za to F:NV porobiłem w całości, ze wszystkimi DLCkami. Było fest.

              2. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @furry

                Dzięki, zużyłem swoje na gikza.

                F3 100h, ładny wynik.

                Co ciekawe FNV grałem najpierw na PS3 i po jakichś 30 godzinach nie widziałem końca. Na PC zaś w niecałe pisiont pozamykałem wątki najgłówniejsze, pokończyłem DLC blabla.
                60fps, bitch.

                Zdaje sobie sprawę, że pewnie masy rzeczy nie widziałem, dużo nie zrobiłem, przegapiłem masę zadań, ale nie było kiedy i pewnie już nie będzie. Co gorsza, obawiam się, że kastrat zawartości zaora także Wiedźmina 3, którego być może skończę w tym dziesięcioleciu.

Powrót do artykułu