Co jest grane – rzecz o tym, jak straciłem znajomych

Nitek dnia 12 października, 2015 o 8:24    39 

Dziwnym nie jest, że  przy weekendzie wypadł czas rozgrywek wspólnych. Dość szalonych, bo i wzięliśmy się za temat stosunkowo nowy, oryginalny i jak się okazało, fest wciągający. Keep Talking and Nobody Explodes streamowane w sobotę zaskoczyło wszystkich. A przede wszystkim nas, grających. Było ostro. Krzyczałem. Płakałem. Więcej, proszę.

1_KeepTalking_Gameplay

Zasady zabawy wydają się być proste, a do wszystkie potrzeba nie więcej, niż jeden egzemplarz gry na komputerze gracza – sapera. Wowowo. Pozostali uczestnicy zabawy nie mogą widzieć bomby na ekranie grającego i nawet gdyby byli w tym samym pomieszczeniu, nie mogą zaglądać mu przez ramię.  Zresztą obecność osób w tym samym miejscu nie jest rzeczą obligatoryjną, jak zresztą pokazał stream. Co robi reszta uczestników? Siedzi po drugiej stronie kabla, ze składającą się z dwudziestu trzech stron instrukcją do wszystkich modułów jakie mogą się na bombie znaleźć, gotowi, by instrukcję wertować w tę i wew tę, przetwarzać opisowe, paszczowe informacje od sapera i w locie rozwikływać sieć zależności zawartych w kolejnych milimetrach bomby.

notatki1

Mruga romb zawierające kolory, co robić. A jest jedna bateria na bombie czy więcej? Widzę sześć kabli, który tniemy? Jest jeden żółty? Czy numer seryjny bomby kończy się na liczbę parzystą? Coś tu mruga, to chyba Morse. No to powodzenia. Kropka, kropka, kropka, kreska, kropka, kropka…. Wszystko pod presją czasu, bo minut jest zazwyczaj pięć, a samych modułów do rozwiązania, cóż, nigdy nie wiadomo. Co będzie dalej? Także pytajnik w tym miejscu, poszczególne części bomby dobierane są zawsze losowo, a ich rozwiązania niejednokrotnie się zmieniają, więc choćby schemat działania był podobny, efekt może być trochę inny. Jak na przykład wybuch prosto w twarz.

Mylisz się tylko raz. Nie do końca, ale po pierwszej pomyłce przyspiesza licznik. To oznacza, że koncert zaczynają grać nerwy. Druga pomyłka to jeszcze większe tempo. A tu cyk, światło gaśnie, w pomieszczeniu rozlega się budzik zaghłuszający przekrzykujących się już ekspertów, nie jest lekko. Doliczcie do tego modyfikatory jak chili przy eksplozji, zimne bomby dla wszystkich przy pomyłkach i wyjdzie na to, że stawiając coś na szali, odkryjecie, że pocicie się w miejscach o których nawet nie wiedzieliście. Serdecznie mocno polecam szczyptę pikanterii, bo i emocje większe i zabawa dwa razy lepsza. Powiedzmy, huehue. Taki pr0tip, niekoniecznie próbujcie w domu.

notatki2O ile sama gra jest całkowicie po angielsku, tak instrukcję do bomb można już znaleźć na internecie po polsku. Niestety nie do końca się to przekłada na rozgrywkę, bo niektóre zagadki to rozwikływanie zależności między słowami, czy też zgadywanie haseł, może to być barierą nie do przeskoczenia. No i konieczność zgrywania się ze znajomymi. Wiadomo jak z tymi bywa. Keep Talking and Nobody Explodes zawiera klauzulę informującą, że najlepsza zabawa jest z saperem i minimum dwoma ekspertami, max wszystkich graczy to sześć. Była nas szóstka, zostało czterech. Poradziliśmy sobie koncertowo. Prawie. Dziękuję Wam jeszcze raz Croldin, Dziobak, PeteScorpio, Revant, Dadziol, za tę ciepłą podróż, za te krzyki i dobry posiłek. To była znakomita sesja multi w tej hybrydzie planszowego i zarazem wirtualnego planszowego RPG.

I krzyczałem. Na siebie, na ekspertów, na chili, na psy sąsiadów biegających po nocy. I jadłem, i paliło, i było ostro, a kolejne sukcesy były ukojeniem. I chyba wszyscy się obrazili. Bywa. Byłem taki dumny.

A Tobie, polecam? Pewnie. Nie pamiętam już tylu emocji i takiej wkręty podczas zabawy jakąkolwiek gierką. Keep talking to szpil, który powinniście sprawdzić. Nieważne czy na drunken partty meeting czy niedzielnym obiadku. Zdecydowanie do pochytania.

A w weekend PGA. Ktoś, coś? Tęskniliście zza Co jest grane? Hue.

Me-gusta

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



39 myśli nt. „Co jest grane – rzecz o tym, jak straciłem znajomych

  1. lemon

    Paczałem trochę na stream i zabawa była przednia. 🙂

    A poza tym w końcu udało mi się odpalić Battlefronta (ktoś na reddicie podał fix, że trzeba w Windowsie zmienić jakość dźwięku ze standardowej CD Quality na Studio Quality; pierwszy raz spotkałem się z taką przyczyną crashowania gry) i – o dziwo – działa płynnie z prawie wymaksowaną grafiką. Nieźle. W pierwszym meczyku stale ktoś mnie zabijał strzałem w plecy, w drugim to ja zabijałem w ten sposób. Widać, że po kilku dniach bety wystarczy jeden mastah, który rządzi na mapie i właściwie sam wygrywa cały mecz, a reszta biega jak kurczaki bez głowy (na razie grałem tylko w drop zone). Sprawdzę jeszcze ten drugi tryb, ale na razie gra mnie nie kupiła; bardziej podoba mi się Insurgency.

  2. Zebulah

    No pewnie, że tęskniliśmy za co jest grane! Dzisiejsze ma tak emocjonalny przekaz, że dodatkowo zachęca do obejrzenia fragmentów ze streama. Tylko to mi pozostaje ponieważ do samych streamów coraz trudniej mi dotrwać. Festiwal ziewania osiąga apogeum już o 23:00 i niestety odpadam. Ale materiały na tubie oglądam kiedy tylko jest okazja bo są fest!

  3. larkson

    Do strumieni nie udało mi się dorwać, ale tubę ogarnę w wolnej chwili 🙂

    Jestem chyba jedną z niewielu osób tutaj, którym się Battlefront podoba, głównie dlatego, że lubię takie arcade’owe strzelanie. Mechanika strzelania i znajdźki przypominają Quake’a i spore mapy wzięte z Battlefielda. Najbardziej co mi się podoba to jest klimat, choć nie wiem jakim trzeba byłoby być debilem, żeby coś takiego schrzanić. Jest TA muzyka, są Te odgłosy blasterów, jest Skywalker, jest Vader… Balans leży, bo na Hoth niezwykle ciężko jest wygrać z Imperium, ale to se jeszcze ogarną. Działa też nieźle, ale u mnie po loadingu potrafi zmulać około minutę, ale idzie wytrzymać. Może to nie jest gra, po którą będę leciał z jęzorem na wierzchu, ale jeśli dostałbym ją w prezencie na pewno byłbym cały happy. Betę przedłużyli do jutra.
    Możliwe, że widzieliście to z Battlefronta, ale zarcucę na wszelki wypadek https://www.youtube.com/watch?v=CnqtUAg4hkw

    W piątek po raz pierwszy w życiu wybrałem się na stand up. W Krakowie, klub Gwarek, niedaleko stadionu Wisły. To były eliminacje do coś tam czegoś tam, nie pamiętam już dokładnie. Na pewno, będę się częściej się wybierał na takie eventy, bo już dawno się tak nie uśmiałem, choć byli też straszni sucharowcy, których się nie dało słuchać nie mając zgrzewki wody pod ręką. Za to tam dowiedziałem się jednej ciekawej rzeczy: że niepełnosprawni nie wygrywają wszystkiego jak leci tylko dlatego, że są niepełnosprawni. Jednym z uczestników był koleś cierpiący na stwardnienie rozsiane. Jacek Noch, niesamowicie pozytywny człowiek, z ogromnym dystansem do siebie, jak poszukacie na tubie to znajdziecie jakiś jego występ. Wygrać nie wygrał, ale i tak zajął zaszczytne drugie miejsce. Wygrał natomiast Abelard Giza wannabe, z gęby i gadki podobny.

    1. Revant

      @larkson

      Mechanika strzelania i znajdźki przypominają Quake’a i spore mapy wzięte z Battlefielda

      To jest chyba właśnie ten problem. Gra nazywa się Battlefront i jest robiona przez ludzi od Battlefielda, więc spodziewano się takiego połączenia, zgodnie z duchem serii. Seria Battlefront miała na celu ukazania najważniejszych bitew SW. Teraz zaś mamy bieganie ala kurczaki bez głowy i zbiera się żetony. Rozumiem chęć zrobienia łatwiej strzelanki, ale czemu nazywa się ją czymś innym? Zapewne zaraz ktoś wypomni mi F3, ale pamiętajcie – tam choćby pozostawiono dialogi i rozwój postaci, tutaj zabrano bitwy w kosmosie i podział na klasy.

            1. Revant

              @larkson

              Nie no, spoko, rozumiem potrzebę takiego solo i dlaczego Ci się podoba. Problem leży tylko w nazwie Battlefront i 180 stopniowym wypięciem się na niego 😉 nazwali by to “Star Łars: Faja blasta fasta dan a masta”* i byłoby git 😀

              * ewentualnie CoD: Battlefront lub Quake 3: SW 😉

    2. aihS Webmajster

      @larkson

      Meh, to i tak był Luke z przyszłości – zielony miecz i czarny trykot to w Powrocie Jedi dopiero. Hoth jest bardzo ciężko wygrać, ale podobnie może być po premierze z Endorem tyle, że w drugą stronę. W sumie to nie ma w tym nic złego bo w tej grze i tak wynik końcowy ma marginalne znaczenie, a dzięki temu gra jest chociaż odrobinę bliżej filmów. Jeżeli jesteś rebeliantem na Hoth to masz robić pod siebie, a nie wprowadzać demokrację w galaktyce 🙂

  4. Revant

    Imprezka była bombowa 😉 bycie ekspertem równie nerwowe, zwłaszcza jak chce się zatuszować swoje niecne plany wypale…ekhm…niesienia pomocy Nitkowi 😛 fest zabawa, krzyki na siebie nawzajem równie miłe 😀 wincyj! daliśmy kodowi morsa, teraz czas na pokrętła xD

    1. Obledny

      @itakumre

      O apropo VR to mi sie przypomnial offtopic.

      Jestem z synem (przedszkolak) na targach samochodowych, nudy panie, zadnej akcji, hostessy przereklamowane, ale jest stanowisko z googlami VR, gdzie jestes pasazerem w rajdowce. No to dawaj.
      Wytlumaczylem mu jak chlop krowie ze to taki komputer w okularach, ze bedzie w samochodzie jechal.
      Sympatyczna hostessa zaklada mu gogle, wszystko ok.
      Rozpoczyna sie jazda (i teraz musicie sobie wybrazic malca w VR helmie na glowie)- nagle zaskoczony patrzy sie na bok, na kierowce ktory cos powiedzial, oglada go od stop do glow (ignorujac sama jazde), potem patrzy na swoje nogi (ludzie wokolo zaczynaja miec niezly ubaw), potem podnosi reke, oglada ja uwaznie i macha ja sobie przed twarza, w oczywisty sposob jej nie “widzac”, caly czas oczywiscie jedzie wirtualnym samochodem z Sebastaianem Loebem ktorego doglebnie ignoruje.

      Konczy sie sesja, mlody wraca do mnie i mowi ” wiesz tato-tam byl samochod i kierowca i dach samochodu… tylko mojej reki nie bylo. To znaczy ja mialem reke, ale tam jej nie bylo.

      Vot technika 🙂

        1. slowman

          @iago

          Dzbanka się nie boję – nie istnieje przecież (jeśli mówi, że ma siostrę, a wszyscy wiemy, że nie ma czegoś takiego jak “siostra Dzbanka”, a posiadanie siostry przez Dzbanka jest w definicji Dzbanka, to Dzbanek, jak wspomniałem, nie istnieje). A internety – mogę odłączyć, więc jeśli nie chcą osunąć się w niepamięć niech zapomną.

  5. jaholek

    Ta gra jest niesamowita. Wczoraj przetestowaliśmy w 3 osoby i nie mogliśmy się oderwać (bardzo mocny syndrom jeszcze jednej bomby – jak by nie patrzeć to tylko 3-5 minut). Następnym razem pewnie dołożymy jakieś chili, ale nawet bez kar było świetnie.
    Graliśmy bez przeczytania instrukcji wcześniej, więc było trochę stresu z opisywaniem modułów. Polecam dla ambitnych 😀

Powrót do artykułu