Co jest grane – niegrywalnie

Nitek dnia 8 czerwca, 2015 o 10:22    141 

Jeśli wstajesz rano i czujesz się bardziej zmęczony niż sumarycznie przez dwa ostatnie dni, oznacza to tyle, że weekend był szczęśliwy i stanowczo za krótki. Poza tym zasnąłem i rozbiłem się na drzewie.

A przy tym, uwaga, mało było grane.

Szok i niedowierzanie

W ogóle w całym weekendowym zamieszaniu, pomyliłem dni tygodnia i lokalizacje gdzie i kiedy powinienem być. W związku z tym, grasowałem w sobotę w Krakowie na Festiwalu Piosenki Zaczarowanej, zamiast być tam w niedzielę na Święcie Piwa (woooooo), acz wtedy hasałem po wybiegu dla sucharów w Inwałdzie, Parku Dinozaurów w sensie. Jednakowoż mam nowego ziomeczka i w ogóle Goat Simulator 2 potwierdzony, więc szkody nie ma. kozkon

To jak było? Zdecydowanie pierwszy event nie jest moją broszką, a Bei. Kraków w sobotę był swoistą patelnią, po której pomykało rzesze podsmażanych robaczków. Dzięki temu przeszedłem w tryb świni, a efekt uwypukla słodki róż jaki zaserwował mi słoneczny oprawca we wszelkich odsłoniętych miejscach. Taki klimat, a sam Kraków zalany ludnością przekraczającą wszelkie normy ssie. I tak, wiem, tubylcy idą na Kazika, casuale na rynek. Jestem krakowskim każualem, bo bez przewodnika na Kazimierz to tak średnio, ale po zeszłorocznym gikzowym mitingu, do Strefy Piwa doszedłbym zewsząd. Z zamkniętymi oczami. Podejrzewam jednak, że jak na wycieczki rodzinne, miejsce to mogłoby zostać odebrane tak se. CO do Festiwalu to były próby, więc ktoś radośnie zawodził na scenie, a ja w głowie odtwarzałem co tam czyha na mnie jutro, we wtorek, Impakt Festiwal w Łodzi. Koty dobrze zamarynowałem, wiadomo. Slipknot, dużo wspomnień i dziwnych sytuacji. Jak tak sobie pomyślę, stanowczo za wiele, huehue.

Zamykajmy ten kącik turystyczny Inwałdem, park rozrywki, pięć właściwie, dziwnie rozstawione. Na tyle, że w Theme Parku by nie przeszło. Dinozaury (fest spoko, choć w Zatorze same dinosy mocno lepsze), Park Miniatur z karuzelami w cenie biletu robi mocno, mini zoo nie dość, że mini to w sumie ssie. I jeszcze lokacja na skarpie. I Ogrody św. Jana Pawła 2, z defaulta nie oglądałem, więc nie wiem. Generalnie kupa kasy, bilet dwudniowy, więc raidować można sporo, choć spokojnie można wyrobić się ze wszystkim w cztery – pięć godzin. Tu jakieś spłowiałe modele dinozaurów czy miniatur znanych wsiem budowli, tam jakieś tramploiny, żyroskopy, basen pod chmurką, no jest co robić. Dla dużych frajda dobra, są ogródki, dla małych, wiadomo, szał ciał. A potem zasnąłem, wpadłem w Dirt Rally na drzewo i streamy przy weekendzie się nie odbyły. Swoją drogą, granie bez streamu jest… bardzo dziwne, ale o tym kiedy indziej. Spanie koło północy, dziwne, bardzo dziwne.

Godnie było. Swoją drogą dumam co to będzie jak gikza kilka dni nie będzie. A może tak być.

Kochany gikz pamiętniczku to był dobry, mocno niegrywalny weekend (ręce nadal mi się trochę trzęsą). Weź tu teraz wróć do porządku dziennego. Weźże.

Dodaj komentarz



141 myśli nt. „Co jest grane – niegrywalnie

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @projan

      Będę tam walczył o przetrwanie. Poza oczywistymi wartościami dodatnimi bycia w Golden Circle (a kiedyś było za darmoszkę…) zaczynam wątpić czy nie jestem za czerstwy na miażdżenie żeber cudzych i swoich w kociołku.
      \m/

      Nie mogę się doczekać.

      Slipknoty takie czy owakie, koncerty czadowe, zabawa przednia, podobnie jak nostalgia i sentyment. No i Godsmack, bo Gojira to może z dwie nuty ma dobre, w tym Vacuity z dobrym klipem https://youtu.be/pkg7mM5z_xc ale muzyczne do podrygiwania to nie wiem.

  1. Beti

    Kurde, też miałam być w Łodzi i szok, że to jutro a nie za 2 tyg. :/

    Mam pytanie do osób grających w Insurgency. Działa Wam? Bo najnowsza aktualizacja zabiła mi grę 🙁

    Do tego lejący poniedziałek, 3 tyg. do urlopu…
    Na pocieszenie robię dzisiaj tęczowego sernika na zimno (z truskawkami) 🙂

  2. Revant

    Powrót z takiego dłuższego weekendu to zawsze katorga :/ w dodatku pogoda zrobiła się szarobura i odbiera całkowicie chęć do roboty. Grało się za to w sami-wiemy-co i im dalej tym zachwyt trochę opada. Problematyczne dla mnie zwłaszcza jest dopasowanie lvla rynsztunku do gracza. Mam gdzieś z 12 lvl i ogólnie staram się robić wszystko oprócz gry w Gwinta i zwiedzam niemal każdy zakamarek Velen. Bawię się również w rzemiosło i wkurza mnie, że często mam na sobie lub zaraz znajduję lepszy gear niż ten co z trudem wyrobiłem. Taki “elitarny” rynsztunek wiedźmiński szkoły gryfa. Wyszukanie schematów trochę mi zajęło, nie wspomnę już o wskoczeniu na odpowiedni lvl. Jak tylko wbiłem odpowiedni, poleciałem do płatnerza i wszystko wykułem od razu. Po ok. pół godzinie już miałem go wymieniony w połowie. Rozumiem szybką wymianę znajdywanego lootu – każdy lubi znaleźć coś jeszcze lepszego w kolejnej jaskini. Wkurza mnie tylko, że posiadający własny quest, własne ulepszenia i mocno związany fabularnie z profesją głównego bohatera ekwipunek wymienia się dosłownie po chwili użytkowania. Dziwne.
    Grało się też w Don’t Starve Together z kumplem i świetnie podchodzi ta gra w coopie ^_^ w Payday’a 2 też się pograło z Psychem.
    Oprócz tego wybrałem się z żonką i psiakiem do pobliskiego Wąwozu Myśliborskiego. Świetna sprawa jak chce się gdzieś połazić, ale upał tłumi takie zapędy – gęsty las, droga wzdłuż strumyka i otoczenie z wysokich formacji skalnych świetnie niwelują skutki wysokich temperatur i żrącego skórę światła 😉

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Revant

      Wydaje mi się, że wyrównanie gearu z craftu i tego znajdowanego to nierzadko tęgi problem. Sam mało co craftuję, bo przeca pewnie zaraz coś fajnego wydropię i tak właśnie się dzieje. Ale czasem, czasem, robię se nowe ciuchy, żeby się napawać wizualizacją armora (heloł, wasteland 2)

      1. Revant

        @Nitek

        True. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o wzmocnienie tych “specjalnych” schematów jak właśnie uzbrojenie wiedźmińskie. Inne mogą być podobne/gorsze, ale rzeczy wymagającego trochę łażenia i szukania powinny sprawiać więcej radość z ich ukończenia 🙁 wizualizacja armora zaś to fajna sprawa w wieśku – ciężki pancerz to ewidentnie ciężki, wypycha klatę Geralta aż miło 😀 lekki zaś to przy ciele i czuć wolność w ruchach ^_^

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @Revant

          Generalnie strach cokolwiek sobie tworzyć, a przez to nasuwa się pytanie po co w ogóle jest taki patent. Skoro i tak idziesz na questy, żeby dropić loot to chyba brakuje jakiegoś suwaczka, predefiniowanego np. pod poziom trudności, że dropią jakieś zwyczajne przedmioty, ale craft daje za to mega koksy, tyle, że rzadziej.

          Z drugiej strony, zrobi się wtedy MMO i fetch questy.

          Z trzeciej strony, jak nie będzie marchewki to nie będzie biegania za questami.

          Nie wnikałem statystycznie w to jak to wygląda w sam-wiesz-czym, ale z tego co zdążyłem zaobserować, koziki wyciągam raczej z kieszeni niźli od kowala, bo albo nie mam receptur, albo czegoś innego, a tak ktoś jakąś kosę gdzieś wypuści. Czy może jest tak, że są sety, które się robi u kowala? Coś jak w diablo? Może crafting jest bez sensu?

          1. Revant

            @Nitek

            Są niby sety, ale żadnych dodatkowych bonusów z noszenia kompletu nie zauważyłem. Zcraftować nadal można fajne rzeczy, choć starczają tylko na chwilę bo zaraz wypadnie ci coś lepszego. Można to przeboleć, zazwyczaj craftuję gdy jestem akurat przy rzemieślniku, więc bez ciśnienia na zbieranie czegoś. Szkoda tylko tych zestawów wiedźmińskich, bo one wymagają zaangażowania, które opłaca się tylko w expie i ewentualnym rynsztunku na 5 min 😉

            1. Yanecky

              @Revant

              ej, jak dla mnie, to potem sie wyrównuje ten gear – teraz mam 26lvl, od 16 chodze właściwie tylko z robionym (rynsztunek szkoły kota), plus oczywiście odpowiednie runy. To, plus ulepszone oleje i mikstury pozwala robić zlecenia z sugerowanym poziomem 34. A znaleźny stuff sprzedaję prawie zawsze.

              1. Yanecky

                @Nitek

                chyba założenie jest takie: znaleźny gear jest dla tych, co się nie chcą bawić w crafting. A robiony sprzęt jest trochę lepsz, ale trzeba się za nim nabiegać itp. Ale i tak mam wrażenie, że bardzo duzych różnic to nie robi, najważniejsze jest mieć sprzęt mniej więcej w okolicach swojego poziomu, zwłaszcza damage. Być może zmienia się to gdy gra się puszką, ale jak głównie unikam ataków. No i jednak odwary i oleje są baaardzo ważne.

              2. Yanecky

                @PeteScorpio

                Ja też zacząłem używać odwarów, bo jednak mega kopa dają. Np. walka z jadowitym krabopająkiem (z symbolem czachy, czy teoretycznie za mocny) była śmiesznie łatwa po wypiciu wyśmienitej wilgi (trucizna leczy, niezłe kombo ze smoczym snem) i odwaru zwiększającego krytyki. itd itd.

                Ale tak, ekwipunek i system zarządzania nim – kto to w ogóle dopuścił do użytku? A skoro można używać więcej niż 2. eliksirów w walce to czemu nie mozna w kieszenie włożyć zestawów po np. 3 na kieszeń. Zamieć, grom, jaskółka (na przykład) na jednym skrócie, jakieś inne na drugim… A takie praktyczne pomysły mam tylko ja, a nie iluś tam testerów/devów dłubiących gre od lat.

    2. aihS Webmajster

      @Revant

      Pomimo tego, że Wiedźmin wielko gro jest to jednak czuć, że CDPR jest jeszcze zbyt świeże w temacie. Bugi (save, no xp), idiotyczne rozwiązania (cap na hajsy, loot właśnie) i jest tego coraz więcej bo i więcej ludzi dalej dochodzi w grze. Niestety chłopaki nie nadążają z łataniem i, co chyba gorsze, są bardzo oszczędni w słowach na oficjalnym forum co stwarza wrażenie odcinania się od klientów. Moim zdaniem wydanie tak dużej gry jednocześnie na trzech platformach to za wysokie progi. Jeszcze.

      1. Revant

        @aihS

        Taki urok pierwszego sandboxa. Patrząc na ilość poprawek w paczach i kolejnych problemach w dalszych częściach gry to śmiało można wręcz rzec, że trend dzisiejszego gamedevu został zachowany – jesteśmy testerami gier, a nie stricte odbiorcami. Za to fani Cyberpunku pewnie zacierają już rączki 😉

      2. Private_dzban

        @aihS

        Odnośnie problemów technicznych z W3, mam pytanie. Jest jakaś różnica między quicksave a zapisywaniem poprzez normalne włączenie menu przyciskiem Esc. i wybranie opcji zapisu? Rozchodzi się o to, czy może istnieć jakaś liczba slotów na szybkie zapisy, która powoduje kasowanie starszych szybkich zapisów?

        Spoiler Pokaż

        Mam tylko jakiś auto zapis i 5 szybkich zapisów. Tak ma być czy pacz zabrał?

    3. PeteScorpio

      @Revant

      Mnie z tego “elitarnego” rynsztunku Szkoły Gryfa szybko wyleczył Nilfgaardzki Set z DLC. Prezentuje się wybornie i złowieszczo 🙂 Co do tych zestawów szkół wiedźmińskich to mają one 3 poziomy udoskonalenia więc koło 20 poziomu chyba Gryf powróci do łask. Revant cierpliwości 😉

      Co do weekendu to cóż grillowanie na całego a potem feta bo wiadomo….

      MISTRZ MISTRZ KOLEJORZ!!!!!!!

      1. Revant

        @PeteScorpio

        Tak, wiem, że mają udoskonalenia. Nawet mam już w ekwipunku całą ulepszoną zbroję szkoły gryfa ale założyć ją można dopiero od 15 lvl. Jeszcze zostały mi z 3 lvl i ciekawi mnie jak długo nacieszę się wersją ulepszoną :/ ekwipunku z dlcków nie ruszam, bo dla mnie to popierdółki w formie upiększaczy 😉

            1. PeteScorpio

              @Revant

              Owszem, jednak wpatrując się tyle godzin w monitor to wolę patrzeć na coś co mi się podoba. Skoro sety z DLC mają dobre staty i jeszcze fest wyglądają to dlaczego nie skorzystać 🙂 Co z tego że znajdę, czy wytworzę statystycznie lepszą zbroją, w której jednak Geralt wygląda jak pomocnik kowala z wsi Zalipie;) Niestety miniaturki są często umowne i po założeniu konkretnego pancerza człowiek może się rozczarować.

              1. PeteScorpio

                @brum75

                Miecze to osobna kategoria. Tu dopiero człowiek się nacieszy przez 5 minut bo nagle jeb coś fajniejszego wypadnie 😉 Do tego dochodzą miejsca na runy więc kombinacji jest sporo i rozterki…cebula…warstwy.

                Niestety nazwy są skomplikowane więc trudno zapadają w pamięć. Miło wspominam miecz, który znalazłem w domu Triss Merigold, miał przyjemny efekt krwawienia. Przedtem miecz stalowy szkoły Gryfa dawał radę. Później całkiem spoko był miecz od Hattoriego.
                Teraz biegam z :

                Spoiler Pokaż
              2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

                @PeteScorpio

                No to ja w inną grę gram chyba 😀 Ten toporek wpadł mi dawno temu i ciągle nic lepszego… To albo ten topór taki był przegięty wtedy i teraz nic nie może mu dorównać aż do fafnastego levelu albo sam nie wiem co 😀 Nic, wrócę do domu, zakończę to co mam na tapecie i zacznę zaglądać w każdą dziurę…

            1. PeteScorpio

              @Nitek

              Gra wygląda na zrobioną rzetelnie, więc z tej gliwickiej mąki może być chleb w przyszłości. Dla mnie jednak wymuszenie na graczu dokonania egzekucji by odrodzić punkty życia jest już dyskusyjne. Jak tu też nie strzelać do cywilów skoro podnoszą broń?! Fuck SI 😛

              1. Nitek Autor tekstu De Kuń

                @PeteScorpio

                Czy bezbronny cywil, który podniósł broń nadal jest rozpatrywany w kategorii cywil bezbronny? Podobnie ma się sytuacja z tymi wszystkimi nieuzbrojonymi, którzy jednak lada moment mogą dźwignąć rozpylacz i orać nam plecy. Czy wtedy już można? Czy to już jest powód, który usprawiedliwia?

                To pytanie chciałbym zadać osobom gorliwie broniącym niesłuszność strzelania do cywilów w Hatred właśnie.

  3. iHS

    Byłem na festiwalu piwa, na to trzeba mieć 10 lat mniej niż ja – picie litrów piwa w takim piekarniku to jest jakaś forma autoagresji. Ale zostaliśmy aż się ściemniło, trudno stwierdzić, w oczach czy dookoła. Widziałem film “fighter” z Christianem Balem, był fajny, ale skończył się w połowie fajnych rzeczy. Grałem w wiecie-co przez jakieś 15 godzin. Nadal bardzo mi się podoba, wady nieliczne i mało upierdliwe – z tym ekwipunkiem to mam wrażenie że crafting/loot to jest 50/50, raz coś znajdę, raz coś wycrafcę, nie mam wrażenia że jedno dominuje nad drugim. Niniejszym kończę wątki z Vellen i będę się teleporcił na Skellige. Aczkolwiek, jednym okiem zajrzałem gdzieś na forum co można było zrobić inaczej do tej pory, i jak zwykle jestem pełen podziwu dla CD Red – zrobili pół gry, której większość ludzi przypuszczalnie nigdy nie zobaczy. Plus, kurna, questy poboczne. Znajdźcie koniecznie skalnego trolla gdzieś na wysepce obok Oxenfurtu – to jak dotąd mój numer jeden.

    Gdzie jest monochromatyczna goła baba????

    1. furry

      @MHT

      Niestety, gra wymaga co najmniej 4 GB RAM (i system 64bit), procesor najlepiej 4 rdzenie, chodź na dwóch powinno pójść, i koniecznie 1GB pamięci VRAM. Niech cię nie zmyli nędzna grafika czy mizerny rozmiar pliku do pobrania – gra odpala w tle pełną symulację świata (atmosfera i pogoda, prądy morskie, cykle rozwojowe roślin i zwierząt, grawitacja), pożerającą dowolne zasoby komputera, bo zwiększa się dokładność. Podobno przy 128GB RAM da się już zaobserwować efekt motyla machającego skrzydełkami 600 “kostek” dalej, czego oczywiście nie widzisz na ekranie.

      No i koniecznie sprawdź czy zasilacz nie jest na czarnej liście elektroda.pl.

  4. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Ech. Ja w piątek miałem dzień samochodowy i przejazd Koszalin-Kowal-Koszalin. Trochę po radosnych polskich drogach, trochę po autostradzie – tam już było zacnie, tempomat, leniuszek… W drodze powrotnej chyba się nadziałem na radar, zgodnie z polską tradycją w śmietniku ukryty. Chyba. Późno go zauważyłem a prędkość tak na dwoje babka wróżyła. No nic, gminie coś zasponsoruję. Albo nie. Się okaże jak przyjdzie. Albo nie.
    Gram w Wiedźmina dalej, fajnie jest aczkolwiek gdy mnie coś zeżre kilka razy pod rząd rzucam padem i słowem obelżywym i przestaję grać. Nie ta cierpliwość co kiedyś. Wiek. A propos wieku: zdrowie coś szwankuje, kaszlę, chechłam, kapie z nosa, pocę się jak świnia a gorączki ni ma. Niby nie chory ale zdrowy to też nie. Bida z nędzą. Na rower iść się nie chce więc poza wspomnianym wyjazdem w domu siedzę, żaluzjami się od świata ogradzam i nolajfuję. Ale co to za nolajfowanie gdy człek żonaty?

            1. Obledny

              @aihS

              o przepraszam, wcale nie.
              conajmniej nie zawsze.
              mi zaczyna dzialac tak po drugiej tabletce, czyli 24 h.
              a jak nie wiesz dokladnie jakie masz objawy alergii, to z trzech dni potrzebujesz zeby widziec jednoznaczna roznice bez tabketek-po tabletkach -znowu bez

          1. Beti

            @furry

            W tych czasach alergię można złapać bardzo łatwo – złe żarcie, łykanie antybiotyków itp.
            Tak samo jak całe życie zdrowy jesteś jak koń aż nagle wychodzi, że masz problemy np. z tarczycą i insuliną. WTF? Cywilizacja 🙂

            Czy kiedyś 300-kilogramowa kobieta urodziła 20-kilogramowego niemowlaka? Wątpię. Chyba, że w Blejdzie 😉

            1. aihS Webmajster

              @Beti

              Z antybiotykami to ludzi generalnie pogrzało ostro. Nie zwracałem na to uwagi aż jakieś dwa lata temu wchodzę do internisty i jako pierwsze pytanie słyszę “czy chce pan antybiotyk?”. Pierwsze pytanie (sic!). Nie wiedziałem o co chodzi. Popytałem znajomych, rodzinę i w pracy i dopiero wtedy zrozumiałem, że sporo ludzi w kółko jedzie na “3-dniówkach” praktycznie przy każdej chorobie. Jest to dla mnie niepojęte bo moje przygody z antybiotykami to na palcach dwóch rąk pewnie mogę policzyć, a takim znowu okazem zdrowia to ja nie jestem.

              1. Beti

                @aihS

                Chyba, że jesz indyka 😉
                Smak mięsa kurczaka zależy od tego co kurczak je i jak bardzo jest nafaszerowany wypełniaczami. Dlatego wolę indyka, bo nie dość, że mięso wygląda jak mięso (kurczak wygląda jak topielec 😉 ) to i smakuje jak mięso 🙂

                btw. jak będziesz miał kiedyś okazję kupić kurczaka/kurę od rolnika, która swój żywot spędziła wesoło biegając po krzaczorach, gnojownikach i wsiowych podwórkach, będziesz w szoku jaka różnica jest w smaku i wyglądzie mięsa (jaj też) 🙂

              2. emperorkaligula

                @Beti

                bullszajt. jem regularnie i sklepowe i wioskowe (biegaja wolno, nie jedza zadnej specjalnej paszy produkowanej maszynowo). po obróbce termicznej (smazenie, gotowanie, duszenie, pieczenie) różnic brak. wmawiasz sobie niestety. do tego wiejska kura to mięso zdecydowanie twardsze bo wybiegane i po prostu starsze (w moim przypadku kury w losowym wieku). ale z jajkami racja, jajko “czuć” czym kura karmiona. pogodziłem się ze smakiem ryby w jajku na twardo 😉

                że niby indyków na fermach nie karmią jak każdego innego drobiu hodowlanego ? naprawdę tak sądzisz ?

                osobiście mi drób sklepowy wystarcza za wszelkie leki 😉 antybiotyk ostatni z 10 lat temu.

              3. Beti

                @emperorkaligula

                Ty nie widzisz, ja widzę. Sklepowe mięso kurczaka wygląda jak mięso topielca (blade, obrzydliwe). Wioskowy kurczak ma kolor. Ponadto wioskowy smakuje mi po prostu lepiej, sklepowy jest czerstwy. Jedno co ich łączy to kruchość po obróbce termicznej.

                Moja kumpela pracuje w laboratorium, w których testują jakieś karmy na kurczakach. 6 rodzajów karm, 6 rodzajów smaków mięsa kurcząt (jakkolwiek to brzmi). Jeśli nie czujesz różnicy między kupowanym a wioskowym, to cóż 😉 Dla mnie jest nieporównywalna.

                Tak samo z wędlinami, które kupujesz w sklepie i u rolnika.

              4. aihS Webmajster

                @Beti

                Z tymi produktami “od rolnika” to od kilku lat jest śmiesznie. Mam działkę 100 km od Warszawy i kiedyś (z dobre 10 lat temu) faktycznie kupowało się lokalne wyroby, a obecnie warzywka “od rolnika” są kupowane na giełdzie w Broniszach pod Warszawą i transportowane na tą zaplutą wieś. Najśmieszniejsze, że ten proceder się opłaca bo te specjały nadal są tańsze niż w stolicy pomimo dodatkowego transportu. Jedyne co mogę kupić naprawdę lokalne i świeże to mleko i jaja. Rodzina mieszkająca jeszcze dalej w głąb Podlasia na pytanie o prosiaka (każdy kiedyś miał coś tam przy domu na swój użytek) odesłała mnie do Lidla 10 km dalej bo “oni też tam kupują” 😀 Parę kur jeszcze trzymają, ale chyba głównie z przyzwyczajenia bo “tak pusto na podwórzu bez kur”. Swoją drogą jak wchodziliśmy do UE to bida była straszna na wsi. Teraz mają takie fury, że niedługo będą urządzali wyścigi na 1/4 mili po mszy w niedzielę, a swoim dzieciom kupują mieszkania w Wawie żeby nie musiały po akademikach się szlajać. Nie, nie należą do PSLu, po prostu niektórzy od 10 lat dopłaty przejadają/przepijają, a inni jak był czas zacisnęli pasa i zainwestowali by teraz cieszyć się sporym zwrotem 😉

              5. emperorkaligula

                @aihS

                a jajka wiejskie prosto z targu są oczywiście z marketu po maźnięciu jakimś zmywaczem aby zmyć kody kreskowe 😀 hajs się musi zgadzać 😀

                w zeszłym roku w rodzinie biliśmy świniaka. nie zastanawiałem się nad jego pochodzeniem. czy to jakiś lokalny wiejski świniak czy może z dużej hodowli. ciekawe. ogólnie na rodzinnej wsi świń obecnie nikt już nie ma, krowy ciągle są (w małych gospodarstwach), królików też nikt nie trzyma. a pamiętam, że dziadek nawet nutrie miał te dwadziescia pare lat temu 😀 teraz tylko zwykłe kury się ostały, ale były gęsi, kaczki, perliczki.

                po części skutek tego, że wieś się ogólnie wyludnia. dla kogo trzymać to wszystko. młodzi od lat spierdalają do miasta.

              6. emperorkaligula

                @Beti

                inaczej. ja nie widzę, a Ty chcesz widzieć. tak jak z “wyższością” sklepowych indorów nad każdym innym drobiem hodowlanym.

                dalsza obróbka mięsa u rolnika a w zakładzie to zupełnie inne technologie, procesy i dodatki. różnica w smaku, kolorze, konsystencji, zapachu jest oczywista.

                no chyba że mamy lepsze fermy na dolnym śląsku 😀 takiego wariantu też nie można wykluczyć.

              7. Beti

                @emperorkaligula

                i @ Ajs

                Z wsią rzeczywiście teraz tak jest. Chociaż w moich rodzinnych stronach nadal rolnicy trzymają trzodę 🙂
                Całe dzieciństwo jadłam wiejskie wyroby, które przyrządzali dziadkowie. Kury, kaczki, indyki, świnie. Serio mam porównanie 🙂
                Obecnie również mam dostęp do wędlin robionych przez rolnika. Kiedy przekroję szynkę od rolnika i porównam ją z szynką ze sklepu, to pierwszą rzucającą się w oczy różnicą jest tęcza… na tej sklepowej 😉 Obrzydliwy oleisty wachlarz kolorów.

                Z kupowanego drobiu jedynie indyk przypomina mi smak z dzieciństwa. Do tego indyk nie jest tak faszerowany wypełniaczami i antybiotykami co kurczak.

        1. Revant

          @brum75

          Spoko, ja swoją odkryłem dopiero w okolicach końcówki liceum 😀 za to przyczyną może być długotrwały kontakt z alergenem – na początku ciało daje sobie rade, ale później dostaje świra. Mam tak z kotami – mogą być ze mną w pokoju, mogę je pogłaskać, ale jedno drapnięcie i już puchnie mi rana :/ jako, że teraz pora pylenia to stawiałbym właśnie na pyłki – głównie trawy. Sprawdź trawnik pod oknem 😉

  5. Fantus

    Nitek, ten Zator faktycznie fajny? Z Wojtem byłem rok temu w Inwałdzie – miniatury wrażenia nie zrobiły na nim prawie żadnego, a z karuzeli nie schodził przez godzinę.
    Było nie było minął rok, więc może dinozaury go trochę zainteresują? A nie straszne to za bardzo dla takich bąbli?

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Fantus

      W Zatorze na wejściu są karuzele też, w cenie biletu zdaje się, jakaś kolejka z sikawkami do celu, żeby aktywować jakieś okalające rzeczy, zdaje się że dmuchane zamki były (nie pamiętam, bo tam też Hank nie ogarniał ich wtedy), jest też jakaś karuzela z armatkami wodnymi i pomniejsze atrakcje.
      Same dinozaury to ścieżka między poszczególnymi modelami, z tym że w porównaniu z Inwałdem, tu niektóre się ruszają, coś tam ryczą, a i są niespodzianki 😉 Raczej nie straszne, bo też rok temu tam byłem. I też coś jeszcze tam jest, jakiś drugi teren do obskoczenia, ale nie wiem nawet co, bo większość czasu spędziliśmy w tym wesołym miasteczku. Generalnie same w sobie te dinozaury fajniejsze w Zatorze. W Inwałdzie po prostu se stoją przeca w randomowej aranżacji, a Z oferuje animatroniki jednak. Może nie urywają, zwłaszcza dorosłym, ale Hanka pamięta do dzisiaj.

    1. Revant

      @Nitek

      Uwielbiam ludzi, którzy nie pojmują, że jak inni ich zlewają lub krytykują to do nich nie dociera, że muszą coś źle robić 😀 moja siostra podobnie – zawaliła szkołę, pokłóciła się ze wszystkimi wokoło, najbliższa rodzina ma jej dość, a ta nadal uważa, że to wina wszystkich ale nie jej ^_^

  6. mr_geo

    A ja spędziłem najpierw pół łykendu w Warsiawce (jaaaaaa pier…. jak ja nienawidzę tego miasta!*) a drugie pół wracając z tej Warsiawki wraz z pospolitym ruszeniem obywateli wracających do domów z wizyt u teściów na grilu. Bogom dzięki za remont drogi krajowej nr 7 i zrobienie na większości jej przebiegu dwóch pasów w każdą stronę…

    Nie grałem w nic, bo próbowałem rozkimić następującą zagadkę: czy my kiedyś coś zrobiliśmy Angolańczykom? Bo wize do nich potrzebuję (po raz chyba 4 czy 5). Dotychczas załatwiane to było przez agenta z biura firmy w Kapsztadzie i polegało to na tym że ja wysyłałem mu mailem skan strony paszportu ze zdjęciem i 1 stronnicowy kwestionariusz, on wysyłał to to ambasady, ja tam potem przed projektem przyjeżdżałem, dawałem mu paszport, on szedł do tej ambasady i wracał po kilku godzinach z wbitą wizą. Ewrybady hapi.
    A teraz załatwianie tego w RP, w ambasadzie na Goszczyńskiego. Podejście takie jakby polscy obywatele ich kiedyś napadli, pobili, zgwałcili bydło, zjedli kobiety, spalili powietrze, zanieczyścili stolicę i na koniec nasrali na wycieraczkę. I grozili że to powtórzą.

    Dzień 1:
    Potrzebne: leter of invitation – no jest, proszę – ale jest po angielsku a potrzebne PO PORTUGALSKU – że jak? tu mam spis dokumentów do wizy który dostałem od waszego własnego urzędnika w immigration w (cholernej) Luandzie i tam jest że ma byc po angielsku – aha, no tak… a letter of guarante? – jest, prosze – ale też nie po portugalsku? – no nie, bo NIE MA TAKIEGO WYMAGANIA W WASZYM WŁASNYM SPISIE DOKUMENTÓW – to Pan przyjdzie jutro bo musimy sprawdzić czy tak można

    Dzień 2:
    Dokumenty po angielsku mogą być. A teraz potrzebna rezerwacja hotelu i adres w Angoli – nie mam, bo ja tam nie jadę turystycznie tylko do pracy – do pracy? – no w LOI ma Pan napisane że bede pracował na offshore i nazwę firmy która mnie zatrudnia… – aha. a gdzie Pan się zatrzyma w Angoli – na statku – ???? – Prosze pana, to działa tak: ja przylatuję na lotnisko w Luandzie, stamtąd zabiera nas agent, jedziemy do portu, wchodzimy na statek. Żyję, śpię i pracuje na tym statku – no ale ja potrzebuje jakiś adres – dobra, niech Pan wpisze adres biura agenta – ale skąd? – ma go Pan w letter of guarantee – ale to jest adres w Angoli? – wie Pan, tam stoi że to w Luandzie, więc podejrzewam że chyba tak – aha. ale jak Pan tam jedzie pracować to Pan potrzebuje wizę z work permit! – no tak, ma pan to zaznaczone na pierwszej stronie kwestionariusza wizowego który Pan ode mnie wziął już wczoraj – a to Pan zaczeka, ja muszę zapytać…
    * Mija półtorej godziny *
    Czy Pan już starał się o wizę? – tak, ale przez konsulat w Cape Town – czyli Pan już był w Angoli kiedyś? – tak, byłem. W PASZPORCIE KTÓRY WZIĘLIŚCIE ODE MNIE WCZORAJ SĄ WBITE CO NAJMNIEJ 4 WASZE WIZY I PIECZĄTKI KONTROLI GRANICZNEJ NA LOTNISKU – aha… to ponieważ to jest inna wiza niż ja myślałem to będą potrzebne 4 zdjęcia – w papierach macie napisane że potrzebne są 2, ale pies to trącał, mam dwa dodatkowe bo fotograf robi po 4. proszę – to Pan zaczeka
    *Mija półtorej godziny *
    Czy ma Pan szczepienie na yellow fever? – W PAPIERACH KTÓRE ODE MNIE WZIĘLIŚCIE JEST KSERO MOJEJ KSIĄŻECZKI SZCZEPIEŃ. I TAK, MAM, WAŻNE DO 2018 – aha. to Pan zaczeka.
    *Mija półtorej godziny *
    Jak się nazywa ten statek na którym Pan bedzie jeździł? – “Jeździł”??? Chodzi Panu chyba o ten na którym będe pracował… “Burbon Peridot”. Nazwę ma Pan też wypisaną w LOI, w pierwszym akapicie – aha. to Pan zaczeka.
    *Mija półtorej godziny *
    Ale Pan nie jest marynarzem! – Nie, jestem geologiem, ale mam wszystkie uprawnienia do pracy na statkach, wszystkie wymagane certyfikaty i szkolenia. Wszystko jest poświadczone w mojej Seaman Book KTÓRĄ TEŻ MACIE W PAPIERACH DO WIZY! – aha. To Pan zaczeka.
    *Mija półtorej godziny; za pół godziny zamykają ambasadę…*
    Pan konsul miał trochę wątpliwości ale zdecydował dać Panu tę wizę, bo Pan tyle czeka. Proszę. Przyjemnego pobytu w Republice Angoli – *do siebie i cicho* dziękuję murzynie kurwa wielce łaskawy

    Kurtyna.

    Serio, staram się nie być rasistą, i nie oceniać ludzi po tym ile mają pigmentu w skórze bo idioci występują we wszelkich kolorach i rozmiarach, niezależnie od rasy. Ale kurwa jak się wysyła kogoś na placówkę dyplomatyczną do innego kraju to się powinno zadbać o to żeby to był jakiś osobnik w miarę ogarnięty. Gdyby to jakiś biały tak potraktował czarnego to – głowę dam sobie oberznąć przy samej dupie – byłby wrzask że dyskryminacja i rasizm…

    * – lata mi koło wuja czy jestem w tym momencie niepatriotyczny i rosyjsko niemiecko kondomijny pod żydowskim zarządem ale to jest najbardziej rozgrzebana, gówniano oznakowana i popieprzona urbanistyczno-komunikacyjne aglomeracja na półkuli północnej. I do tego zaludniona przez kurwa jakiś małorolnych intelektualnie troglodytów z przerostami ego którzy albo nie kumają o co się ich pyta albo czują się urażeni w ich majestacie że ktoś ośmielił się ich o coś poprosić.

    1. Goblin_Wizard

      @mr_geo

      Pan konsul miał trochę wątpliwości ale zdecydował dać Panu tę wizę, bo Pan tyle czeka.

      No i widać, że to od początku był test cierpliwości klienta. Zdałeś to dostałeś. Papiery nie miały większego znaczenia (chociaż gdyby czegoś brakowało to by Cię spławili dużo wcześniej i nie musiałbyś tyle czekać). Ciekawi mnie jeszcze dlaczego teraz załatwiałeś to sam skoro przez agenta jest prościej i bez problemów?

      EDIT

      to jest najbardziej rozgrzebana, gówniano oznakowana i popieprzona urbanistyczno-komunikacyjne aglomeracja na półkuli północnej

      Nie to, ze chcę bronić wawy bo też uważam, że można by w niej dużo poprawić, ale ja miałem bardzo podobne odczucie do Twojego jak odwiedziłem kiedyś Wrocław. Problemy z oznakowaniem dróg to w ogóle nasza narodowa bolączka. Chętnie też poczytałbym o tych troglodytach bo pachnie mi to następną niezłą historią 🙂 .

  7. maladict

    Potwierdzam, że weekend był niegrywalny. Na fali hajpu włączyłem sobie ulubionego Fallouta – Tactics. Celnie rzucony przez bandytę granat na sam koniec misji przypomniał mi, że to hardkorowa gra dla hardkorów i autosejwa nie przewiduje. Zniechęcony przerzuciłem się na seriale. Skończyłem Marco Polo (bardzo fajny, choć te ‘kaskady sutków’, co o nich bosman pisał jakoś nie rzucają się w oczy) i losowo wybrałem Grimm. Grimm jest bardzo fajny i jeżeli ktoś nie ma problemu ze schematem ‘nowy odcinek, nowa sprawa, nowy potwór’ to powinien się bawić zacnie. Wciągnąłem się na tyle, że dopiero hałas dzieciarni idącej do szkoły przypomniał mi o spaniu.

  8. mr_geo

    No to usiadłem do Wieśka po łykendzie i po pięciu minutach zrobili mnie się najpierw bandyci na Skelige tańczący pośmiertnie
    kazaczoka, a potem wpadł znacznie gorszy bug ze zwisem gry na który pomagało tylko zabicie procesu, ale który za to miał niewidzialnego kowala… z czego wrzuciłbym ucieszny webm, ale nie wiem czy gikz takowe akceptuje, a zrobiony z niego gif ma 9MB więc nikt nie chce go hostować… 😛

  9. emperorkaligula

    kuń widzę życie rodzinne uskutecznia. brzmi groźnie, nie gram w to jeszcze przynajmniej przez kilka lat 😛

    ja pół weekendu umierałem, drugie pracowałem. umierałem z przedawkowania wody dodawanej do alkoholu – bo jak wiadomo alkohol sam w sobie nie szkodzi. a praca jak praca – przywykłem, że wolne mam w środku tygodnia, a nie jak wszyscy inni.

Powrót do artykułu