Co jest grane – nic się nie ostanie

Nitek dnia 28 maja, 2015 o 9:47    113 

Mad Max, Mad Max, po Mad Maxie. Nie da się ukryć, że mi się podobało. Co innego rzec można o właścicielu drugiej wejściówki.

Bea po prostu spała.

Cóż, nie dla każdego są filmy z fabuła mieszczącą się na jednej stronie A4 w którym łącznie może przez Max 10 minut nie słychać gniecionego metalu, nie czuć płomieni na twarzy i piachu między zębami. No, dobrze było. Tego się spodziewałem, to dostałem, 10/10 huehue. A potem w domu jeszcze partyjkę Convoy, który zdaje się chwytać temat należycie (od wczoraj na GOGu). Oj tak.

Z innych zabawek, wieczorem graliśmy w RimWorlda, no bo przecież nie w sami-wiecie-co. ostatnia opisywana kolonia padła już  dawno. W tej nowej, bardziej przemyślanej, w terenie górzystym, wiodło nam się dobrze. Ryhol co prawda stracił rękę. Wszystko przez infekcję, którą trzeba było zdusić w zarodku, czy tam palcach, albo dłoni. Fakt faktem, rękę stracił. Za to syn starego Croldina. Nie uwierzycie. Szalona wiewiórka odgryzła mu stopę, co odbiło się dość znacznie na jego zdrowiu psychicznym i nic przez kilka dni robił, ino odleżyny pielęgnował. Kycu zaś stawiał wieżyczki i na spółę z Livelle dłubali przy kolejnym generatorze. WTEM! Ale urwał. Na Kyca grasującego w ziemniakach spadł kawałek statku z nie wiadomo skąd. Just-like-that. Przyczajony xpands krzyczy na czacie, że mam to niszczyć najszybciej jak to możliwe, więc wysyłam tam całą ekipę. A tu klops, nie da się do tego strzelać, więc wszystcy co już tam doszli stoją i szturchają kadłub giwerami jak kupę patykiem. I kurde, to nie wszystko. Bardzo szybko spod kupy żelastwa wylęgła na zewnątrz mechaniczna dżdżownica, czerw, najeżony bronią energetyczną. I dwa cyborki. I napisy końcowe, można już iść.

Także ten, zaczynamy od nowa. Hurra! Inszy specjalista od RimWorlda, badpuppy, dla tych co może grają gdzieś po kątach, paczki modów do alfy dziesiątej zapodał. Lista modów działających z tą wersją gry, roślinki w kejwach, bronie z Warhammera 40K. Wygląda na to, że kolejna kolonia będzie ciekawa. Zanim jednak to, dzisiaj na streamie, o ile załatają, będzie badana łata do Darkest Dungeon, która dodaje nowe mechaniki, postaci i bossów, z czego do tych ostatnich. Także widizmy się wieczorem, do poduszki, wiecie gdzie. Swoją drogą, Twitch od dzisiaj banuje za gry Adults Only, co oznacza koniec GTA: San Andreas (nie wiedziałem, że to ma taki rating, wowowow) i oczywiście Hatred. Zrobili to tuż przed prepremierą tego drugiego. Przypadeg? Nie sondze. Tutaj więcej na temat.

Generalnie to być może na streamie niespodzianka będzie jaka, o.

Czwartek, jak zwykle gikz gra jutro razem. Gracie w coś?

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



113 myśli nt. „Co jest grane – nic się nie ostanie

              1. Tasioros

                @slowman

                Pisząc to, faktycznie przez chwilkę się nad słowem “przejść” zastanowiłem. Tylko przez chwilkę. Już wiem, że było to spowodowane Twoją obecnością. Uznałem, że i tak brzmi lepiej niż przebrnąć. Nie czepiaj się, ja już dzisiaj mam swój piątek, a reszta jutro do pracy 🙂

                E: jeszcze dodam, że “przejachać” uznałem za zbyt oczywiste i zbyt szybkie jak na pustynię.

              1. Revant

                @Beti

                Wiem, że go nie obejrzę w najbliższym czasie bo do kina sam nie pójdę (małżonka moja zaśnie tak jak Bea ;)), a i szkoda mi kasy na coś co mnie po prostu nie jara 😛 więc przeglądam spoilery z myślą “może coś mnie wystarczająco zaciekawi, aby wpisać film na listę do obejrzenia”, ale jak na razie to lipton 😛

    1. bea

      @shani

      Nagłośnienie absolutnie nie przeszkadza po nieprzespanych 7 nocach pod rząd, serio. I jeśli ma się duża wyobraźnię – Nitek był na Mad Maxie, a ja w tym czasie myślami zupełnie gdzie indziej;) Zemściłam się za Bajora i za wszystkie spektakle i filmy, które musiałam oglądać sama:P

      1. shani

        @bea

        Achaaa, Bajor … wszystko jasne 😛 7 nocy nie przespanych to naprawdę niezły wynik, ja po dwóch pewnie bym zasnął na stojąco na ruchliwym skrzyżowaniu. Moja lepsza połówka stara się w miarę regularnie zabierać mnie w “kulturalne” miejsca, bo nie koniecznie mówię tu o teatrze, staram się przez 5 czy 10 minut coś zapamiętać, tudzież jakieś dwie sceny (dobre, kontrowersyjne…), bo wiem, że później będę odpytywany 😀 Ale logika podobna prawda? 😀

  1. Revant

    Grane jest nadal w sami-wiecie-co. Wczoraj zwiedzałem Mysią Wieżę – ależ klimatyczna przygoda! niby side quest, ale z “mają rozmach skurwysyny”. Końcówki totalnie się nie spodziewałem, bo nie ogarnąłem i nie było czystego happy endu 🙁 Za to dotarłem do momentu, gdzie zamiast sobie dowolnie eksplorować, zacząłem robić questy bo zbyt niski lvl powodował pomijaniem zbyt dużej ilości miejscówek :/ fajnie, że gra tak jest zrobiona, że nie jest to typowo lokacja-questy-następna lokacja (coś ala WoW), tylko raz trzeba tu, raz trzeba tam. W jednym miejscu są potwory rozwalające cię jednym ruchem łapy, a kawałek dalej obóz kanibali, których rąbiesz bez problemu. Nie mam uczucia backtrackingu, choć są fragmenty mapy, które zwiedza się częściej niż inne. Wpadłem też w zadumę nad ilością spędzanego czasu nad grą. Kiedyś potrafiłem ostro cisnąć po 4-5 godzin w jeden tytuł, a nawet spędzić cały wolny dzień. Teraz to tylko 2-3 godzinki, ale bardziej smakuje mi takie granie. Dziwna zmiana preferencji – kiedyś przyjemność z ogrywania, teraz przyjemność z smakowania.

  2. Yerz

    Przehajpowaliście IMO, film okej, ale żadna rewelacja.

    bo gdyby nie Pokaż

    Były momenty na 7/10 i były na 9/10. Więc 8/10. Drugi raz raczej nie pódę

      1. furry

        @Fantus

        Skala, przypominam, wygląda tak:
        8/10 takie se, miejscami nawet fajne, można
        9/10 nawet fajne, można brać w bundlu
        10/10 dobre, acz nie bez błędów, za pół roku da się grać/oglądać w GOTY lub wersji reżyserskiej.

        Na wszystko poniżej 8/10 nie warto tracić czasu. Czyli jeż ani nie poleca specjalnie, ani nie odradza.

      1. powazny_sam

        @Nitek

        Spoko, oczekiwań nie mam wielkich, może być fabuła na stronę A4 byle _w miarę_ trzymała się kupy i była wolna od infantylnych zagrywek “a na koniec wszyscy się okazali rodziną i się kochali i dostali medale i dobrze się skończyło”. Takie rzeczy są dopuszczalne jedynie w gwiezdnych wojnach 😉

        A 300 było jak najbardziej OK.

  3. Nitek Autor tekstu De Kuń

    Z Fb Bardzo Złe Filmy o MM

    Jeśli nie widziałeś jeszcze “Mad Maksa”, to idź na “Mad Maksa”.

    Jeśli w tym roku nie byłeś jeszcze w kinie i czujesz, że wypadałoby się wybrać, to idź na “Mad Maksa”.

    Jeśli szukasz filmu z gitarzystą z płonącą gitarą, to najpierw wejdź na YouTube i zobacz, jak w 1967 roku Jimi Hendrix podpalił se wiosło na scenie. A potem idź na “Mad Maksa”, bo tam jest jeszcze fajniejszy gitarzysta z płonącą gitarą.

    W ogóle, jak głęboki rów dzieli dwa wysokooceniane blockbustery z ostatnich tygodni.

    Podczas gdy nowi “Avengersi” rzucają w Ciebie mnóstwem niepotrzebnych wątków i dialogów, w których bohaterowie bełkotliwie tłumacząc, co się właściwie dzieje, co za chwilę zrobią i dlaczego, “Mad Max: Fury Road” dzieli się z Tobą tylko tymi informacjami, które są naprawdę niezbędne. Zamiast bawić się w niepotrzebną ekspozycję, daje Ci mocnego kopa w ryj i w pierwszych minutach pakuje Cię w sam środek emocjonującego rozpierdolu.

    Kiedy “Czas Ultrona” wrzuca w akcję zupełnie zbędne i nijakie postacie, które ważne będą dopiero w ósmej części “Thora” w trzecim kwartale 2032 roku, nowy “Mad Max” pokazuje Ci czterech pełnokrwistych bohaterów na krzyż i galerię epizodycznych freaków, na których widok gęba sama się cieszy. No, nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek moment w nowym filmie Marvela dał widzom tyle czystej radości, co te krótkie scenki ze wspomnianym ślepym gitarzystą z miotaczem ognia w gryfie.

    Kiedy drudzy “Avengersi” starają się być poważni, ocierają się o śmieszność. Intryga “Fury Road” poważna nawet nie próbuje być, ale… jeśli odpowiednio długo poskrobiesz zakurzony lakier, znajdziesz i komentarz społeczny.

    Nowi “Avengersi” nie działają jako osobna historia. Cały czas musisz patrzeć pod nogi, bo gdzie nie spojrzysz, wszędzie leżą kable. Przewody, które łączą scenariusz albo z jakimś poprzednim filmem albo, co gorsza, z dopiero nadchodzącym. Finał wcale nie jest satysfakcjonujący, bo pozostawia Cię z poczuciem, że obejrzałeś jedynie preludium do jakichś megadojebanych wydarzeń, za które zapłacisz w 2019 roku jakieś 45 złotych, bo tyle wtedy będą kosztowały bilety na tszyde.

    “Mad Max: Fury Road” to zamknięta, czytelna i cudownie prosta historia, w której cały postnuklearny sztafaż jest tak zwariowany i tak kreatywny (Jezu, jakie tu są dizajny!), że nikt nie powinien krzywić mordy na zbyt małą liczbę wątków czy na brak pogłębionego portretu psychologicznego bohaterów.

    Weź nie odpierdalaj, po prostu idź na “Mad Maksa”. A jeśli już go widziałeś, to idź drugi raz.

    1. Beti

      @Nitek

      Mad Max: Fury Road” to zamknięta, czytelna i cudownie prosta historia, w której cały postnuklearny sztafaż jest tak zwariowany i tak kreatywny (Jezu, jakie tu są dizajny!), że nikt nie powinien krzywić mordy na zbyt małą liczbę wątków czy na brak pogłębionego portretu psychologicznego bohaterów.

      Cudownie podsumowujące zdanie 🙂

      Koleś aż za bardzo pojechał Avengersów. Zresztą porównywanie ich z Mad Maxem jest słabe, bo to dwa różne filmy, dwa różne światy i bohaterowie 🙂
      Mnie się Avengersi podobali 😀

  4. furry

    Hahaha! A jednak to prawda, co ludzie mówią, że mężczyźni wolą filmy o gwałtownej śmierci, a kobiety o długim, powolnym umieraniu.

    Spoiler! Pokaż

    Film piękny, chyba pójdę na czy de. Mają rozmach, rozmach i wyobraźnię. Przewiduję wysyp cosplayów.

    1. bea

      @furry

      Nieprawda. Ja chciałam, żeby to skończyło się szybko. Nieważne jak;)
      Ale żeby nie było, coś z tego filmu zapamiętałam. Charlize Theron była piękna (zazdroszczę kobietom, którym ładnie bez włosów), niektóre sceny (pościgu, walk) – rewelacyjne, babska ferajna przypominała anorektyczne modelki pokroju Anji Rubik (z szacunkiem dla jej światowej kariery), które sprawiały wrażenie, ze wspólnymi siłami mogłyby uzyskać jakiś satysfakcjonujący wynik w testach IQ. Reasumując – niewiele w tym filmie było dla mnie… Prawie nic. Poza spojrzeniem Toma Hardy’ego 😉

Powrót do artykułu