Co jest grane – najgorszy boss na świecie

Nitek dnia 4 marca, 2015 o 9:02    80 

Choć w moim prywatnym rankingu prym wiedzie pasztet z Dark Matter, o dziwo wyprzedził kosmiczny pędzel z Dead Space, to nie o takie bycie najgorszym dzisiaj chodzi.

The Binding of Isaac nie tknąłem, o czym powszechnie wiadomo, aż uderzyli mnie nim w pysk w ramach usługi PS+, o której powiedzieć można wiele, ale jak się fanem pikseli nie jest, tak oferta nie zawsze może spasować. Fanem będąc nie ma co narzekać, zwłaszcza że od święta sute potrawy tam wpadają. Nieważne. Isaac, wczoraj, wieczór, jest klimat. Ci, którzy się nie interesowali, a po sobie wiem, że nie jest to jakoś specjalnie trudne, opisówka od Havlo, po co pisać po raz enty.

Swojego czasu udało mi się, zgodnie z zaleceniami recenzenta z CDA (6/10) pyknąć Isaaca w niecałe trzydzieści minut. Poszedłem na rekord, kurczaki! Złoiłem bossmankę ostateczną i ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że doszło mi naręcze nowych rzeczy, same lochy uległy stosownemu wydłużeniu, a na hardzie zamiatali mną podłogę już powyżej trzeciej komnaty. Nie szkodzi, lubię wyzwania. Te też są, wszelkiej maści, żadnych nie robię, bo jestem leszczem.

10842237_10153636441413574_1990830855565087888_oWieczór, klimat, syropy wypite. Idziemy w piwinicę, bossmankę drugi raz do ziemi złożyć, jedno z szesnastu zakończeń odblokować (bo ten pierwszy run to tylko jakiś epilog pokazał). WTEM! Mimo, że dostaje baty niemożebne, zaczyna się tęczowy zrzut dobrego lootu, tak dobrze pieszczącego moją postać. Nie, nie czytam nic o itemach zanim je podniosę, nie, nie kombinuję z sejwami, żeby taktyk na bossa milion wykorzystywać (serio? kto tak robi?!). I pyk, wydłużanie paska zdrowia, peleryna grzechu nie dość, że dająca +50 do badass wyglądu, to jeszcze dodatkowe trzy serca rodzaju rozpiernicz wszystkich, bo po wyzerowaniu zadają damage wszystkiemu w pomieszczeniu. I jeszcze ulepszenie moich pocisków, od teraz okalanych tarczą, czyli posiadającymi właściwości zbijania pocisków przeciwników. Czułem się jak główny krakowski operator maczety na mieście, taki napak. I nagle coś dziwnego.

11050243_10153636441113574_2086715392180347464_oZupełnie niespodziewanie, bo nie na samym końcu, ale lochy przed, pojawiła się bossmanka, której pokonanie było równie proste jak kremówki z Wiecznego Studenta. Tyle, że poza standardowymi drzwiami, po prawej otworzyły się tajemnicze wrota. Za nimi wielka komnata, a na jej środku szereg rzeczy do zebrania. Nie wiedziałem na co się porywam, więc wziąłem to największe i najbardziej niebieskie ze wszystkich. 15 fal bossów, największych koksów koszmarów Isaaca, w dodatku występujący parami rzuciło się na mnie. Walczyłem, wióry leciały, pad przeżył największy test ze wszystkich, uroniłem łzę, dałem radę! Serio, bez przygotowania, tak jak stałem, dałem im wszystkim radę ;___; W ogóle, żeby to ogarnąć, trzeba mieć fest w głowie poukładane, bo ten pokój występuje w określonych warunkach, które spełniłem zupełnym przypadkiem.

Czy dotrwałem do końca tego podejścia? A gdzie tam. Tak się spietrałem w kolejnym lochu, niszczącym i wypalającym mózg zdecydowanie zbyt dużym ładunkiem psychodelicznych obrazów w źrenice, że gdzieś popełniłem błąd. Zbyt duża pewność siebie zgubiła mnie i Isaaca. A potem jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze, jeszcze, bo granie w Isaaca jest ciągłym pojedynkiem z najgorszym bossem na świecie.

Bo inni przykrzejsi szefowie, to inne historie, z czego najbardziej płakałem na Finalach, bo nie lubiłem grindować.

11018821_10153636440863574_237124015580808769_o

Spoiler! Pokaż

A widzieliście to? Może walki poprawi i dodadzą samo cieniujące się bez różnicy wizualnej cokolwiek se nie włożysz  armory z unity pińć.

A jak już Wam żyłki wrócą do standardowego poziomu, o Isaacu, dobre teorie.

Tytułowe stąd.

bossrush

Dodaj komentarz



80 myśli nt. „Co jest grane – najgorszy boss na świecie

  1. Revant

    Wróciłem do RO2. Po dłuższej przerwie spowodowanej zarażeniem mnie Insurgency przez Konia. Ja pitole, jakie to nadal miodne x3 niesamowite uczucie grać tyle czasu na minimalnych detalach, a teraz odpalić sobie tak umiłowaną gierkę na fulla 😀 miodzio.

    ps. ktoś ogląda nowy sezon Durarara? wymiata!

  2. bosman_plama

    Najgorszego bossa spotkałem chyba na końcu NWN2. Nie był trudny, tylko nudny. Miał prawie nieskończoną wytrzymałość, więc się go biło i biło i biło i w końcu człowiek popełniał jakiś błąd, bo z nudów zagapił się w telewizor czy cuś. W końcu ściągnąłem kod na nieśmiertelność, zostawiłem drużynę, żeby się biła sama i poszedłem na piwo.

      1. bosman_plama

        @Nitek

        No weź. Zabijałem tego bossa 45 minut. No żesz. W BG2 wprawdzie jedna z moich finałowych walk rwała coś z godzinę, ale tam przynajmniej cały czas coś się działo.

        A skoro już jesteśmy w temacie nic nie dziania się. Mam na liczniku w DAI siedem godzin z haczykiem. Kto powiedział, że to dobra gra? Dwójka była, kurde, lepsza. Dwójka.
        Nadal ziewam z nudów i musiałem ciężko pracować z silną wolą, żeby po tygodniu przerwy zmusić się do powrotu do tego tytułu.

            1. aihS Webmajster

              @bosman_plama

              Moje wrażenia z początkowych godzin były również, hmm, mało optymistyczne. Nie będę cie przekonywał żebyś grał na siłę – ja początek zmęczyłem siłą woli 😐 – ale jeżeli ewentualnie ma cie Inkwizycja wciągnąć to na pewno nie początkiem bo faktycznie jest słaby.

              Dodatkowo u mnie pomogła zmiana nastawienia z taktycznego na arcadowe. To jest slasher z elementami rpg i czym szybciej człowiek sobie to uświadomi tym lepiej.

        1. Private_dzban

          @bosman_plama

          7 godzin? Czyli skończyłeś postać robić?
          Ja nie wiem czy to może wina tego, że najadłem się dehajpu ze strony Nitka i iHSa, ale faktycznie przeżywam motyw współwięźnia, który z czasem staje się atrakcyjny. Po tsunami MMOlike questów przyszedł czas na (nie uważam tego za spoiler, niemniej na wszelki wypadek firankuję)

          ”spoiler” Pokaż

          i normalnie oczy mi z orbit wychodzą, choć jak wyłączyłem wczoraj komputer, to doszedłem do wniosku, że nie dość, że to dupy nie urywa, to jeszcze jest to bajołerowy recykling. Niemniej mam nadzieję, że najlepsze jeszcze przede mną.

  3. furry

    Najwięcej zabawy z bossem miałem oczywiście w pierwszym Falloucie, jak w połowie gry wlazłem niechcący do bazy Mistrza, zresztą pełnej supermutantów. Początkowe WTF? zastąpiło mozolne przebijanie się przez korytarze bazy i unikanie lecących rakiet. Długo to trwało, na szczęście były sejwy. Nawet mi nie przyszło do głowy, że może warto sie wycofac na z góry upatrzone pozycje i trochę podlewelować.

    Teraz już mi się tak nie chce, zresztą trzeba rano do pracy/dzieci wstawać. Jak ginę kilka razy z rzędu na bossie np. w takim Borderlands, zwykle idę spać. Następnym razem boss pada zwykle od pierwszego-drugiego strzału. Taktyka przećwiczona, zadziałała ostatnio na upgradowanej Zarpedon, jeśli siedzę dłużej w jednym miejscu, najwyższa pora iść spać.

  4. aihS Webmajster

    Dwa dni z NBA Live 2015 wystarczyły bym poszedł po pi… portfel i kupił wersję od 2K 😛 Najlepsza reklama NBA 2K15 za pieniądze EA. Z pozoru wydaje się, że seria Live dostała drugie życie, ale nie, NIE kurwa. Przez pierwsze kilkanaście meczy nie rozumiałem skąd różnica w ocenach (metascore 55 vs 85), ale już rozumiem. Wczoraj stanąłem przed wyborem – rozwalić pad czy wyrzucić grę. Wyrzuciłem grę. To taki komentarz ku przestrodze – szkoda czasu by wymieniać co jest nie tak. I tak zmarnowałem dwa wieczory.

  5. mr_geo

    A mnie w “Majesty 2” dotkliwie obija nawet nie ze jakis boss, ale zwykly, parszywy smok z PRZEDOSTATNIEJ misji. Cholerna latajaca jaszczurka jest odporna na prawie wszystko i ma jakis masakryczny bonus do atakow wiec kosi moich herosow rowno z trawa, a ja nie mam kasy zeby gadowi wrednemu dupe skopac za pomoca czarow. Smuteczek.

    Ta, wiem bez polskich znakow czyta sie to okropnie ale komp w biurze firmy w Cape Town nie ma polskich znakow 😛

    PS. My tu o walce z bossami, a tu sie afrykanczykom busz zapalil na Table Mountain. Czarne i biale chlopaki ze strazy pozarnej od 3 dni gasic probuja i nic. Fajczy sie jak cholera, drogi pozamykane, ewakuacja mieszkajacych w okolicy, apele informowanie o nowych ogniskach ognia itd. Natura najwiekszym bossem i jak sie zawezmie to mozesz jej czlowieku naskoczyc… Nie wspominajac o tym ze jak zawieje od gory to chociaz to tak z 20 km do miasta to tak wali dymem i spalenizna ze horrendum i popiolem po oczach pierze…

      1. slowman

        @idomes

        Idę po kolei. Przed chwilą sobie włączyłem po tym jak przeczytałem co napisałeś. I zabrakło mi do pobicia Cię mniej niż tysiąc punktów, a pojawiło się tylko 45 zamiast 47 do zabicia. Pewnie bym co innego już pobił, ale muszę iść po kolei (z wyjątkiem tej głupiej misji w tartaku).

  6. hfn

    Jak ktoś lubi ciężkie walki z szefami, to polecam raidy w WoW’ie… 😉
    Nie trzeba nołlajfić wcale, wbrew powszechnie panującej opinii.
    Moje granie w WoWa sprowadza się do tego, że codziennie loguję się na 5 minut zrobić maintenance garrisona, a poza tym 2-3 raidy w tygodniu wieczorem i klepanie bossów. 😉

  7. Iago

    Najgorsza we wszelkiego rodzaju spotkaniach z bossami jest występująca coraz częściej mechanika: powtórz jakąś czynność x-naście razy, cały czas obrywając od bossa, żeby wreszcie mu zadać kilka ciosów. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz. I do porzygu.

    Wyłem z bólu, kiedy musiałem w ten sposób kończyć

    Spoiler! Pokaż

    A ostatnio nasr… działających na tej mechanice minibossów do Living Story w GW2. Argh.
    Edytka: Poproszę o 30 minut w ciemnej alejce z pomysłodawcą tego gówna. Tylko on, ja i tępa, zardzewiała brzytwa. Obiecuję, że nic więcej już nie spłodzi.

    1. BlahFFF

      @Yerz

      W Castlevanii niestety kazdy boss byl upierdliwy i w sumie nudny bo ostastecznie i tak powtarzalo sie dana sekwencje pare razy. Po kilkunastu probach na kazdym z kolei mozna to bylo robic praktycznie z zamknietymi oczyma. Coz, taka gra. Szkoda, ze dwojka jakos mnie nie ciagnie.

  8. Sthross

    WIEDZMIN 2…
    To był zdaję się 1 Boss jakiś kraken rodem z Lovecrafta…
    Przyznaję się do lamienia strasznego na nim.
    Bestia zabiła mnie chyba z 50 razy… poziom rage’a i irytacji był poza skalą.
    Ale jakoś poszło i dalej już było bezproblemowo 😛

  9. Redook

    Mi w pamieci zostal ostatni boss z ktoregos prince of persia, chyba two thrones. W polowie tam bylo jakies wspinanie i troche czegos w rodzaju qte.

    I zazwyczaj nie lubie przeginania pauki, gra ma bawic a nie frustrowac :p a jak trzeba odkryc jakis sposob na bossa i 3 razy nie idzie to sie sprawdza w necie.

      1. Redook

        @Nitek

        a idz pan 😛 jest se boss i nie wiadomo czy tu czegos szukac trzeba czy typ jest taki pancerny czy co 😛

        o jeszcze jeden mi sie przypomnial, z jedi academy. Juz nie pamietam czy tam trzeba bylo robic cos specjalnego czy tylko go napierdzielac ale polowa walki to bylo bieganie po kątach i leczenie sie. I quicksave jak cos weszlo w niego mocniejszego. Chyba ze to nie tak sie robilo i ja za cienki po prostu bylem 😛

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @aihS

      InXile Entertainment announced March 4 that Wasteland 2 is also on its way to PlayStation 4. The Xbox One and PS4 versions will bear the designation “Game of the Year Edition,” and both are scheduled to be released this summer.

      It sounds like the console versions may be offered in a special deal for existing customers.

      “If you are backer of Wasteland 2 or have already purchased it on PC, fear not. We will announce great news for you later,” said Brian Fargo, founder and CEO of InXile Entertainment, in a press release today.

  10. lemon

    Teraz sobie przypomniałem dwóch durnych bossów: ten wzorowany na Scarface mafioso w dżungli z pierwszego Hitmana i jakiś Rosjanin (oczywiście też mafioso) z Alpha Protocol. Szlag mnie trafia, kiedy w dość “realistycznej” grze gość wciąga kreskę i staje się kuloodporny. Zero finezji. Skradasz się całą misję, a na końcu musisz być Rambo, bo inaczej się nie da. To samo było z bossami w Deus Ex: HR. Zero finezji.

    1. idomes

      @lemon

      Przechodziłem Alphę pięć razy i tylko za pierwszym miałem problemy z Brayką. A samego kacapa warto przemęczyć dla wszystkich pocisków jakie Thornton rzuca pod jego adresem (tekst o lampartach-gejach zarządził).
      Oprócz bossów z Deusa finałowa walka w pierwszym Crysis była fatalna. Zresztą w ogóle nie jestem zwolennikiem walk z bossami jako takimi, dużo bardziej przemawia do mnie konstrukcja finału jaką miał Stalker.

    2. BlahFFF

      @lemon

      Z Deusem bylo o tyle smiesznie, ze wkoncu wprowadzli poprawki i walki z bossami wygladaly nieco inaczej. Mi z kolei udalo sie ostatniego (tego przed finalem w 3 wersjach) pokonac dosc niespodziewanie bo zwyczajnie dostal 1 kulke z pistoletu z tlumikiem i go nie bylo. Owszem, nie dalo sie go ogluszyc czy zneutralizowac w inny sposob, ale pancerny tez sie nie okazal 😉

Powrót do artykułu