Co jest grane – monotonne granie

Nitek dnia 16 czerwca, 2014 o 9:24    116 

Miało dzisiaj być o wielu rzeczach, ale siłą rzeczy nic nie pamiętam. Bynajmniej nie dlatego, że niedziela dała mi ku temu powody, ale żeby pokazać Wam jasną stronę planet, których nazw teraz nie pamiętam. Ale będzie okazja. Przywilej nieskończonych początków.

Okej, bo wszystkim się wydaje, że wystarczy wziąć ręcznik, wsiąść do Sidewindera i jakoś się leci. Jakoś to dobrze powiedziane, ale nie. Nie do końca Elite: Dangerous jest pomocne w czymkolwiek. Umiem już w stacji kosmicznej nie mieszać zbytnio, startować i lądować tak, by zobaczyć następny dzień. Pięknie jest. Takie short story dzisiaj, cztery czy pięć w jednej. Na galaktycznym przewodniku nie wszystko oznaczone jest od razu. Tak serio to tylko najbliższy system jest rozbity na jakieś ciekawsze miejscówki, wśród których można znaleźć pobliskie planety, albo miejsca sporne, gdzie ktoś naparza się między sobą. Można zaryzykować, podlecieć, popatrzyć, pomodlić się, że skan statku, który ktoś właśnie nam urządza nie pokaże skrzyń z dildosami na pokładzie, które nie zainteresują piratów spod bandery Błękitnej Ostrygi. Tuturururu ruuuuu ruuuu.

Raz się wyrwałem nawet, z głupoty, żeby pomóc wielkiemu transportowcowi. Wiadomo, korpo to hajsem obsypią. W try miga zalało mi radar czerwienią, a samemu to jest się tam głównie dupa, kiedy złych ziomeczków więcej niż jeden.

Przeżyłem taki stres dwa razy, bo początkowo mam na statku jakiś laser, którym chyba otwierano listy, bo praktycznie z niczym sobie nie radzi. Ale raz! Raz. Raz pędząc w hiper prędkości do stacji wydobywczej lekko osłupiałem widząc ogromną planetę okalaną pierścieniami. Myślę sobie, whoa, ładne, stacja wydobywcza gdzieś koło tych pierścieni. Lecę z prędkością dwudziestu tysięcy kilometrów na sekundę, pierścienie coraz bliżej, ładna bitmapa, fest. WTEM! Hamowanie awaryjne tzw. mass-lock, bo za blisko planety się załapałem. Coś szarpnęło, coś syknęło, mota mną jak Szatan. Pas nieskończonych asteroid niewzruszenie patrzył na mnie, kiedy wreszcie się ogarnąłem. Zupełnie jakbym nie był pierwszym, który z koparą na kolanach pojawił się w ich pobliżu. Do platformy wydobywczej 20km. Mam dziwne wrażenie, że nie jestem tu sam, lecę. Zza formacji skalnej wyskoczył jakiś ciućmok i jak poczesał mnie serią z pokładowych penetratorów, szyba kokpitu rozmieniła się na drobne i postanowiła kontynuować lot osobno. Jak Sandra Bullock. Dwie minuty do uduszenia się.

EliteDangerous 2014-06-15 01-00-06-407

Nie dałem rady. Nie było powodów dla których miałoby być inaczej.

Mundial pewnie oglądacie. Nie zerkam, bo nożną znam tylko z Fify. Jeszcze by mnie ktoś z piłką pomylił. Takk czy siak wiem kiedy padają bramki, bo zapaleńcy z sąsiedztwa mocno to artykułują. Nawet w nocy. Między pew-pew-pew słyszę ile obecnie na tablicach.

Nie zapomnijcie też podjąć decyzji ostatecznej co do 21 czerwca, kiedy to będziemy się raczyć w Krakowie. Każdy jest mile widziany. Tu więcej szczegółów. Bo melanżownie chcemy zamówić już zaraz.

1

Dodaj komentarz



116 myśli nt. „Co jest grane – monotonne granie

  1. shani

    Odnosnie spotkania sprawy sie pokomplikowaly, gdyz “moja” zakomunikowala mi, ze chce gdzies wyjechac, a gdy zapytalem: “A moze Krk?” Spojrzala piorujnujacym wzrokiem w stylu: “Chyba Cie pojebalo” 🙁 Ale spoko, bede drazyl temat 😀 Na moja niekorzysc przemawia, to ze teraz jej kolej z wyborem miejsca 🙁

  2. idomes

    Nie gram w nic bo Mundial. Za to z naiwnością dziecka po raz kolejny odkrywam ile mam czasu na robienie wszystkich innych rzeczy, jeśli odstawić kompa.
    Po tygodniu zmordowałem w końcu ostatniego Pratchetta, nie jest to padaka na poziomie “Niewidocznych akademików”, ale tylko minimalnie lepiej niż “Potworny regiment”.

          1. idomes

            @furry

            Ubiegłeś mnie, wydaje mi się, że ze wcześniejszych książek udałoby się złożyć w całość dość kompletny obraz.

            Nie ma się co pastwić nad obecną mizerią książek Pratchetta, więc tylko napiszę, że “Para w ruch” jest tak przeładowana nachalną łopatologią, że gdybym nie wiedział, że Terry po prostu się kończy, pomyślałbym, że to edycja na rynek amerykański.

  3. Tasioros

    Nie ogląda mundialu i pisze “Szatan” z dużej litery – hiszp… holenderska inkwizycja już po Ciebie idzie heretyku!

    Ja pomiędzy meczami obczajam sobie Driver: San Francisco i muszę przyznać, że bardzo fajnie się jeździ, a do tego całkiem nieźle zrobione. Podziękowania dla polecającego.

    Dzisiaj kibicuję Portugalii!

  4. slowman

    Chciałbym wszystkim niewierzącym, że życie może być piękne podać krótką informację: przedwczoraj w automacie ze słodyczami kupiłem sobie batona i spadły dwa. Wszyscy, których właśnie powstrzymałem przed samobójstwem są proszeni o piwowanie tego komentarza. Dziękuję.

  5. urt_sth

    Mundial – meh.
    Playoff’y się skończyły i smuteczek, to znaczy radość też, no ale Miami mogło by stawić odrobinę większy opór, to i radość z ich rozbicia była by większa. Za to mogę spokojnie pomęczyć się w błocie, co najwyżej słuchając w tle (przez założone słuchawki) wybuchów radości komentatorów, no ale dzisiaj pewnie będę musiał wynieść telewizor to ten element uczestnictwa w brazylijskiej fieście mi odpadnie.

  6. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Kibic ze mnie żaden ale czasem jednym okiem na jakiś meczyk zerknę. Nie żebym siedział nonstop wpatrzony w tv ale ja przed kompkiem, telewizorek w tle gra no i coś tam popaczę. Druga połowa meczu Hiszpania – Holandia np. była dość efektowna 😀

    W weekend nadrabiałem zaległości w czytaniu internetów. I tak:
    Okazało się że Cinemaware robi reedycję Wings! JAJ! JAJ! JAJ! I nawet demko wydali 😀 Ile ja się w to na Amidze nagrałem… http://cinemawarewings.com/ Kickstartera nie śledzę a tu takie wiadomości mnie koło nosa przechodzą.
    Chcą wskrzesić Magię i Miecz. Pismo w sensie. https://wspieram.to/1596-magia-i-miecz-kultowe-pismo-o-rpg-powraca.html Wychodzi na to że ze wsparcia mają dwa lata zagwarantowane. No ciekawe, ciekawe.

            1. lehusan

              @projan

              Tym bardziej, że czerwona kartka z dupy, a słuchając wczoraj komentatorów i czytając dzisiejszą prasę, to cud ze Muller (czy jak to tam się pisze) w ogóle przeżył ten brutalny atak i uderzenie Pepe… Oświadczenie: nie kibicuję Portugalii, nie kibicuję Niemcom. Zaczynam kibicować sędziom, wyrastają na czarnego konia, mogą wygrać ten mundial.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @iHS

      Haha, będą, taki był zamysł.

      Pierwotnie na raz w tygodniu, ale to chyba za często. W każdym razie gdzieś w tym tygodniu powinienem wylądować.

      Nie ma za wiele statków teraz. Jakoś z sześć może. Kosztują tyle hajsu, a kosmos taki przepastny, co uniemożliwia znalezienie kosmicznych straganów, że może do premiery uzbieram na jeden.

Powrót do artykułu