Co jest grane – koniec gry

Nitek dnia 18 lipca, 2016 o 9:40    28 

Przez weekend nie złapałem żadnego poksa, ale co się nawalczyłem z własnymi słabościami to moje. Aha, no, skończyłem z tej okazji Furi i ogarnął mnie ten uczuć, kiedy kończysz grę i nie wiesz co ze sobą zrobić.

Trochę dziwnie, tylko trochę, bo przecież Furi nie stoi jakoś tam specjalnie fabularnie, bohater nie jest rozpisany na kilkaset stron grubych manuskryptów, a cała opowiastka na wskroś niedługa, choć z obowiązkowym twistem fabularnym upchniętym gdzieś pomiędzy. Niemniej jednak przynosi frajdy sporo. Dla osób nieobeznanych w temacie, Furi to szpil w deseń boss rush mode, gdzie cała zabawa polega na serii potyczek z szefami słusznych zdolności, czyli to co niektóre tygryski lubią najbardziej, a czego jakoś niespecjalnie na blaszakach wiele. Pojedynki z bossami, gdziekolwiek nie występowały, oznaczały wyborne starcia Dawidów (gracza) z Goliatem (szefo), gdzie liczył się nasz spryt, bystre oko do słabych punktów szefuncia i zręczne palce. taki jest cały Furi.

Boss za bossem, kolana grzęzną w emocjonalnym bagnie coraz głębiej, a gra prowadząc nas od areny do areny pompuje w serce spokój i ukojenie, tylko po to, by już za rogiem zmiażdżyć nas w kolejnym starciu i tak parokroć. Ba! Według końcowych statystyk sam zmiękłem bez mała trzysta razy, a co najśmieszniejsze, faktu tego w ogóle nie odnotowałem. Furi, podobnie jak i szeryfowie, ma życia, trzy, podczas gdy przeciwnik tych żyć ma kilka, co przekłada się na fazy jego zachowań i kolejne zachowania defensywne i ofensywne jakie przeciw nam wykłada. Jest walka wręcz, są typy na dystans, jest miks obu, ale przede wszystkim jest ostatnia prosta na której bossowie odpalają się do granic możliwości atakując i nasza postać, i naszą postać.

Całość okraszona genialnym wręcz soundtrackiem, dopasowanym do działań i momentów na ekranie, na tyle, że siedzę i dalej go słucham. Pieprzone brainwormy, polecam serdecznie. Może na płycie tego nie słychać, ale podczas walki kawałki synchronizują się z teatrem zmagań, zwalniając, przyspieszając, a wszystkie utwory zdają się być pisane według schematu:

1/3 – intro, niech gracze poczują się jak w domu, relaksik
2/3 – dokręcamy śrubę, pompujemy wixę
**BREAKDOWN**
3/3 – NIECH WSZYSCY UMRĄ

A wszystko to przy minimalnych środkach, no bo nie oddano nam do dyspozycji nic ponad proste kombo i atak mocniejszy, zarzucanie przeciwnikami gradem kul i unik. Tyle wystarczyło, przez całą grę. Zero progresu postaci, zero doświadczenia, tylko dobrze skrojone pojedynki, głęboko wszyty syndrom jeszcze jednego razu i te momenty, kiedy boss jak zwykle nie dawał rady przejść się od razu, a nazajutrz. Wietrzę w tym temacie spisek, bo to aż niemożliwe jest, jak nie bez pokrycia okazało się to przy Furi. Zupełnie jakby AI zbroiło się przeciw nam przez całą sesję wieczorną, a drugiego dnia zapominało, że przecież już się starliśmy dzień wcześniej i nieporadnie rozkłada ręce przegrywając z kretesem. Satysfakcja i emocje są tu silne, a całość nie sposób przechodzić siedząc spokojnie. Raczej mając w zasięgu tyłu pleców jedynie krawędź fotela.

Ten uczuć, kiedy gra się kończy nastąpił w dobrym momencie, a sam Furi wyrył się w pamięci radością przez łzy. Było emocjonalnie, było hardo, ale przede wszystkim okazał się dobrze skrojoną zabawą, która da Wam wiele, bo teraz jestem mistrzem Enter the Gungeon, przeniósłszy nabyty skill i tam.

E co Wy, dalej mną szurają po ziemi jak mokrą szmatą. Internet mówi na ten uczuć post game depression. wtf.

1

Spoiler! Pokaż

Zagrałbym w Furi, ale skończyłem [*]

Dodaj komentarz



28 myśli nt. „Co jest grane – koniec gry

  1. Fantus

    Czy tu można offtop?

    Kto wie, GDZIE U LICHA na Steamie jest opcja włączenia/wyłączenia powiadomień z danej gry? Chodzi mi o takie asynchroniczne multplayerowe powiadomienia o nowej turze (np. SmallWorld, Frozen Synapse/Cortex, Hive itp.).

    Wyłączyłem to przypadkiem i płaczę.

    PS. Te pokemony to jakaś psychoza… byłem wczoraj w parku z dziećmi. Nie będę komentował co się dzieje w niektórych miejscach.

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Fantus

      takie rzeczy widziałeś?

      Pytanie brzmi – kto w tej sytuacji jest pokemonami, skoro rzucanie lure’ów, przynet na poksy, powoduje, że zlatują się dane miejsce chmary ludzi. Jak nic nalezy teraz opdlaić jakieś gastro i tam lure’ować i poksy i ludzi. Złoty biznes.
      W PL już są Pokemon Go meet, gdzie w takiej Gdyni zebrało się 360, przyjechała TV i w ogóle ;D

      Jest też teoria, że sama apka przesyła i gromadzi zdjęcia wykonywane podczas zabawy. Teraz jakieś fest spece rozstwaią poksy w jakichś newralgicznych instytucjach, a lud poleci i obfoci. I prześle. Profit.

      1. MusialemToPowiedziec

        @Nitek

        “Jak nic nalezy teraz opdlaić jakieś gastro i tam lure’ować i poksy i ludzi. Złoty biznes.” – już to robią.

        Muszę przyznać, Nintendo (czy tym, którzy dla Nintendo grę zrobili) dobrze wiedzieli, że trzeba olać robienie reklamy dla Pokemonów co wyjdą niedługo, tylko zrobić pierwszą generację i nic więcej.
        Na Pikachu się każdy rzuci, a na nowe to wszyscy mamy wyłożone.

        http://i.imgur.com/jpPTUBu.gif

  2. fl0dA

    Hej Hej.
    Ja też łapię pokemony ale moja aktywność ogranicza się do spacerów z wózkiem także trafiam same Pidgeye i Rattaty :/
    Jeśli chodzi o granie to niestety pozostaje mi Football Manager i Civilization V. Wczoraj udało mi się jeszcze pyknąć dwie rudnki w overwatcha i byłem kontent.
    Furi jest konkretnym tytułem i na pewno gdy cena zejdzie na jakiejś wyprzedaży to nabędę drogą kupna 😉
    Jak skończyłeś i nie masz w co grać to zacznij grać w to co Ci poleciłem na fejsie. Oficjalnie gry jeszcze nie ma ale wiem, że twórcy wysyłają press relase

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @fl0dA

      Jeszcze nie włączyłem, panie. Tyle rzeczy mam tutej, że zanim tam dojdę… Ale fakt, wygląda grubo. Może coś dzisiaj podziałam 😉

      NIE MASZ W CO GRAĆ 😀

      Ciężko zaczynać nastepne po finiszu jednego. Trochę jak z serialami tak nagle się przesiąść. Dziwnie tak.

Powrót do artykułu