Co jest grane – hej wojenko, wojenko, hej!

Nitek dnia 17 października, 2016 o 10:18    31 

Wyglądam zza firany, wszędzie kampanie w strzelankach FPS. A to jakiś Battlefield 1, zaraz standardowe Call of Duty, jest też mikrofabularny Shadow Warrior 2 (o coś tam chodzi, pomijalne), za rogiem czyha jeszcze Titanfall 2 i ewentualnie można pod to jeszcze podciągnąć Dishonored 2. Klęska urodzaju w porównaniu z zeszłorocznym, właściwie  tylko, CODem. Oderwałem się zeszłego wieczoru od GTA V i sprawdziłem co na Polu Bitwy jeden piszczy.

I nie, żeby nie było, nie doszedłem jeszcze do multi, ukierunkowując się tylko na wrażenia z kampanii singlowej. jeden z pięciu, czy tam sześciu, które udostępniono w ramach wjazdu w Origin/EA Access za 15pln. Takie wiecie, demo za hajsy. Pewnie zwróciły się im już koszta produkcji.

Tak czy siak, mocno oskryptowany prolog jest mocno klimatyczny. W błocie po kolana, w spalonym lesie przeoranym seriami z artylerii i granatami ręcznymi, biegamy pośród niesamowitego chaosu zakładając wrażym wojakom saperkę w barki, bądź dziurawiąc im płuca bagnetem na karabinie. Słychać gwizdki dowódców zachęcające do ataków, nie wiadomo z czyjej strony, a przeciwnicy napierają, z czego dość celni są i odsyłają pod nieboskłon kolejnych żołnierzy. Parę strzałów i akcja dynamicznie przeskakuje z jednego wojaka do drugiego, uprzednio informując o wieku poległego. Mocny akcent, bo wygląda to fachowo, acz patent zastosowano tylko w tym prologu. Niemniej jednak otwarcie BF 1 robi wrażenie, prawie tak bardzo jak Normandia z Medal Of Honor. Potem zaś akcja staje się bardziej osobista, bo wojenne opowieści snute w grze to historie jednego człowieka. Per rozdział oczywiście.

Wskakujemy w skórę Edwardsa, wojaka, kierowcy czołgu Mark V i ciśniemy tym potworem przez zrujnowaną wioskę, niechybnie strzelając do wszystkiego co się rusza, ale przy okazji sprawdzając co się poruszy. I gibko jest, bo sypie się dużo elementów otoczenia. Większość konstrukcji leci w drzazgi, nieważne czy to zasieki, młyny czy inne fortyfikacje. Rozwalić da się dość sporo, poza drzewami, z których ledwo sypią się konary, zostawiając swoisty szkielet enta na placu boju. Próbowałem wszystkim, nie i klops. Naszym celem jest przepchnięcie linii frontu, razem z ziomkami botami, mało śmiertelnymi już w przeciwieństwie do prologu i wyparcie sił nieprzyjaciela z tych okoliczności przyrody. Mapa spora, choć zagęszczenie przeciwników tylko w konkretnych punktach występuje. Przy artyleriach, które należy rozwalić, tuż po przerzedzeniu piechoty i okazyjnych lekkich czołgów broniących dział przeciwpancernych. Kaszka z mleczkiem, choć grałem na normalu. Nie grajcie na normalu. Z czasem dochodzi możliwość wyjścia z trzewi metalowej bestii, bo wtedy można ją naprawiać szybciej, ale biorąc pod uwagę natłok żelastwa na mapie, lepiej się nie wychylać. Ale można.

Jest sławetny poziom z gołębiem, o którym pewnie czytaliście na internecie już wiele, i trzeba oddać, że jakkolwiek nie było to bzdurne, tak dzięki odpowiedniemu podkładowi muzycznemu i były dreszcze, i było uczucie niepokoju. I gęsia skórka, kiedy odpalali artylerię.

bf1_2Kolejna misja to przechadzka po lesie spowitym mgłą. Klimatyczne to jak nic, bo BF 1 jest mocno urodziwy, a las we mgle, Bękarty Wojny, kurde felek. W owym lesie należy zaorać kilka posterunków ze stanowiskami przeciw pancernymi oraz gromadką z obsługi. Po cichu, rambo style, jak wolicie, bo alarm nie niesie się na kilka posterunków i obowiązuje tylko na danym odcinku mapy. Taki rush, w mniejszej skali, ale ładna mapa. Tu też biegamy na nogach, które są kiedy spojrzeć na dół, (więc 10/10), po jakichś ścieżkach i rozwidleniach, które i tak prowadzą do jednego punktu. Na jaw wychodzi mechanika rozmieszczania w skrzynkach na mapce najsilniejszych zabawek destrukcji przeciwników i jesteśmy nimi wręcz zasypywani. A to jakieś strzelby, snajperki, karabiny, ło. Z czego do łapy można wziąć dwie sztuki. Wiadomo. Broń okraszono fest ładnymi animacjami przeładowania oraz ogólną realizacja modeli z czego ochlapane błotem sprzęty robią wrażenie słuszne. Więc biegałem i strzelałem, bo stealth mi nie wychodził. Chaotycznie czasem, jak kurczak bez głowy i feeling był dobry. I wszystko było dobrze.

W pewnym momencie zaś mapa trochę bardziej się rozszerza i przed naszymi oczami staje wzgórze. Widać na górze jakieś bunkry, więc jest zajebiście. Coś tam koledzy z czołgu krzyczą do mnie, że idzie wsparcie, że nadciąga fala, że musimy się bronić. Więc się spociłem. I czekam. Snajperka w jednej, dynamity przy pasku, jakiś karabin w drugiej. Nadciąga fala. Z opancerzonego wozu wyszło czterech chłopa. I coś się zwiesiło, bo nic się nie dzieje. Al eto było tylko czterech chłopa. A wzgórza takie, jak w Bad Company 2 Vietnam. Panie, ładne, szerokie, dużo błota, dużo stanowisk ogniowych, bunkry, no pięknie. Śliczniutko, słońce takie w błocie oślepiające. A ja tam latam, bo coś ewidentnie nie zagrało. WTEM!

I to nie jest jakiś randomowy bug. To ficzer, bo zdarzył się potem drugi raz, a i ktoś z obecnych na streamie powiedział, że też tak miał. I to był moment, kiedy cała ta podjara BeeFem i wojenką poszła się walić na pysk. Bo już nie było klimatycznie, Zrobiło się komicznie. Nie pomógł kolejny poziom, gdzie trzeba było odnaleźć z pięć świec do czołgu, bo nie chciał odpalić. Z młynów tagowałem niczym w Far cry’u przeciwników, po czym strzelałem jak do ziemniaków, bo nikt nie reagował odpowiednio, że hej, mój kolega mi przed oczami właśnie wyzionął ducha, a gdzieś w oddali słychać strzały. Drewno AI. Ładna mapka, wioska, młyny, wzgórza, dość duża, strzelanie w różnych okolicznościach przyrody, ale klimat siadł. A na końcu koń pancerny i galop z szabelką. Oczywiście, że wbiłem się do połowy w jakąś ścianę.

Udostępniony fragment kampanii zamyka szturm nieprzyjaciela na dworzec PKP. No, jakiś tam dworzec. Malownicz etereny, ale rozgrywka strasznie drewniana, bo ot, nadciągają czołgi, jakieś pojazdy, biegnie piechota, a my z tego czołgu łubudubu. Czołg można dowolnie naprawić, od środka, więc korzystałem z tego skrzętnie chowając się za metrowym płotkiem, wprawiając w osłupienie tabuny piechurów wroga z czołgami włącznie. Oni za murem, ja z drugiej strony, i kręcę te śrubki, gaszę pożary i leczę się. Z 1hp, zrobiłem 100 i zrobiłem ze wszystkich dżem. Lekko absurdalne jak na powagę snutej opowieści, bo zepsuło cały dramatyzm opowieści. Zresztą więcej emocji wywołał filmik wieńczący batalię, niż rozgrywka w niej uskuteczniona.

I teraz nie wiem. Nie spodziewałem się, że będzie jakoś na wypasie, hej, to Battlefield w końcu, ale babole pokroju tych, jakie napotkałem mogły się zdarzyć w Uprising 44. A tu próbują wciskać story o herosach ówczesnych bitew w akompaniamencie glitchy rodem z Mafii trzeciej, co psuje efekt końcowy. Filmiki są mistrzowskie, można było włączyć po angielsku, ale sama zabawa jakoś tak mniej pocieszna niż to, co oferuje w singlu CODzik. Zdaje sobie sprawę, że Battlefield to nie singiel, ale poza tym, że jest, nie mam jeszcze nic do powiedzenia na jego temat. Mam na niego trochę czasu, bo singiel obecny z 10 godzin grywalnego demka, wyjął dwie. Więc może sprawdzę.

Zdaje się, że dzisiaj spada embargo na recenzję, także zobaczymy co tam.

 

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



31 myśli nt. „Co jest grane – hej wojenko, wojenko, hej!

  1. Fantus

    Wielka Wojna jest w Polsce prawie w ogóle nieznana. Sam się przyznaję do niewielkiej wiedzy w tym temacie – II WŚ FTW! Pewnie to wynika z polskiej historii, ale mniejsza o powody – fakt pozostaje faktem. Nawet możnaby powiedzieć, że dla nas pierwsza to takie Early Acccess drugiej – potestowali samoloty, czołgi, co trzeba znerfili, a pozostałe dostały buff 🙂 Dopiero sequel się sprzedał i do dziś pozostaje najbardziej medialnym konfliktem. Choć nagrodę za najlepszy soundtrack zbiera akurat wojna w Wietnamie (copytrigh Ricky Gervais).

    Dlatego chętnie obczaję tego singla, jak już będzie w sensownej cenie. Mimo iż tęsknie za klimatami II WŚ to tutaj też pewnie będzie fajna zabawa. W grach wcześniej jedynie Valliant Hearts tematu dotykał, przynajmniej z tych co kojarzę.

  2. Wyspa

    Singiel wuj ważne multi. Zawsze twierdziłem że BFy nigdy singla prawdziwego nie miały i mieć nie powinny bo szkoda czasu developerów na owego :P.

    (Nie)Sety wyszło swojego czasu coś takiego jak BF: BC i nagle ludzie stwierdzili że w serii musi być single :/. Pomijam że BF: BC z Battlefieldami to wspólny miał tylko tytuł (gra spoko ale dlaczego stworzono ją w ramach serii BF nie wiem, znaczy wiem ale powód jest czysto marketingowo/sprzedażowy)

      1. Wyspa

        @Nitek

        Trochę tak a trochę nie. Ja siedzę w BFach od wersji 1942 (2002 rok). Mimo że kiedyś grałem klanowo i mocno na scenie moddingowej się udzielałem, to ostatnio tylko kątem oka obserwuję ze względu na pewna nostalgię. Natomiast co dostrzegam to to że gracze BF dzielą się na tych co zaczynali od starych serii i na tych co BFa poznali dopiero przy okazji BC.
        BC w mojej opinii mocno zachwiał stara BFową formułę (mniejsze nastawienie na combined ops a większe na piechotę + kampania), dlatego obecnie BFy musza mieć kampanię (bo BC) i tryby typowe dla piechoty (rush itp.), nawet jeżeli to nie są typowo “BFowe” rzeczy :). Prawdziwy BF to Conquest z masą pojazdów i multi only 😛

  3. powazny_sam

    FPSy chyba nigdy się nie znudzą, ukończyłem soulsy (100h cierpień nie poszło na marne) i teraz z przyjemnością ogrywam odświeżonego Bioshocka. Owszem, zjadło mi już sejva, broń nadal zachowuje się jak wycięta z tektury , ale , kurcze blade, ta gra jest za…ista!

    1. powazny_sam

      @Beti

      Starszy syn wciągnął się w Paladins, darmowa podróba overwatcha ale ponoć wyróżniająca się pozytywnie wśród pozostałej chińszczyzny tego typu. Niby ludzie narzekają na hitboxy i balans ale to ciągle beta więc może z czasem będzie lepiej. I widziałem że niektórzy z gikza też grają.

        1. borianello

          @Beti

          Kupuj, nie pożalujesz. Zagrałem w betę, poszedłem na urlop i od razu kupiłem R6. W moim przypadku strzał w 10tke, bo od tego czasu nie gram(y) praktycznie w nic innego. Emocje gęste i nieporównywalne z żadnym multi w jakie grałem, każdy zgon / kill ma znaczenie, gra się drużynowo, komunikacja to podstawa. Gra mało zręcznościowa, raczej taktyka, współpraca i znajomość mapy się sprawdza, niż refleks pilota.
          To tak w skrócie 🙂

  4. Siepenka

    Hehe, pohejcić muszę, bo nie byłbym sobą, tak samo jak ktoś mi ostatnio wspomniał pod którymś z komentarzy na yt, że piszę eseje…
    Tak, jak już osoby z streama wiedzą, trochę hejcę fabularne rzeczy z nowego Battlefielda 1, ale z drugiej strony jestem zachwycony.
    I pamiętajcie zapewne o większych spoilerach niż sam Nitek napisał, bo będę narzekał głównie na fabularne mankamenty.
    A, no i osoba, której zdarzył się ten sam bug, który zdarzył się Nitkowi, to ja. Ba, sama akcja też zdarzyła mi się 2 razy, bo za pierwszym razem nie mogłem ze śmiechu i zginąłem, więc za drugim razem stało się to samo… Może tak miało być? Może to ta sama akcja jak z intrem, gdzie mamy żołnierza, który dostaje szoku od wojny i nie wie co robić ze sobą? Może z tym czołgiem jest to samo? Może ten czołg dostał swojej własnej osobowości? No ale serio, skoro tak jest za każdym razem, to chyba musi być to zamierzony efekt :>.
    Co do samej sceny z gołębiem… Ta cudowna jest, po czym wszystkim gołąb dolatuje, podaje naszą pozycje, no i nasi bohaterowie już się żegnają z życiem. Widzimy atak artyleryjski dość dużego kalibru, 3 pociski centralnie trafiają w nasz czołg, no i co? Wszyscy umierają, ale nasz czołg oczywiście żyje dalej. 1 WŚ? Kiedy to tego typu czołgi były papierowe… Zgaduję, że 2 granaty rozwaliło by te czołgi, a tymczasem 3 pociski jak widać, nie zrobiły nam nic.
    No i tak jest przez całą kampanie i nie przeszkadzałoby mi to, bo przecież w CoD jestem do tego przyzwyczajony w każdej części i tam taka bzdura jest za bzdurą. Problem polega na tym, że twórcy od samego początku chcą nam niby pokazać, jaka ta wojna jest zła i umiera w niej wielu żołnierzy. Samo intro jest pod tym względem genialnie zrobione, tymczasem dostaje później Edwardsa, który potrafi przeżyć wszystko co się stanie. Tak, bo to oczywiście nie koniec. Znów w pojedynkę niszczymy całe obozy wrogów, no bo przecież to normalne na wojnie, że jeden biedny Edwards, który z tego co się nawet orientuje, za dużo nie nosił karabinu w ręku(przynajmniej, tak nam to fabuła przedstawia), niszczy całe obozy wrogów. Po tym wszystkim wraca do czołgu, zostaje zaskoczony przez jednego żołnierza, który chce mu wbić bagnet w du…brzuch i zostaje uratowany przez kompana, który 20 minut temu powiedział, że ma tak naprawdę nas gdzieś i poszedł gdzieś, nie wiadomo gdzie. Widocznie przez te 20 minut myślał nad sensem życia w tej wojnie, po czym znalazł się w idealnym miejscu, by uratować naszego bohatera…
    Po tym wszystkim dostajemy dramatyczną scenę, po której czołg nie chce jechać dalej(ta scena powinna być już dawno temu, chociażby po ataku artyleryjskim), no ale jednak po 5 próbach Edwardsa, który usilnie chce odpalić maszynę, w końcu się odpala, przy dobrej epickiej muzyce Battlefielda 1. Ta scena była taką typową Amerykańską dramaturgią. Wszyscy wiemy, że ten czołg odpali w końcu, wszyscy wiemy, że odpali się ta epicka muza, a bohaterowie ucieszą się i pogratulują, naszemu Edwardsowi, a jednak, wciąż ta scena cieszy, jak w typowych Amerykańskich filmach… Magia scen Amerykańskich.
    No i po tym wszystkim atakujemy w końcu duże miasto, w którym niszczymy chyba sześć lekkich czołgów i cztery ciężkie bez żadnego problemu, bo przecież przygotowaliśmy się na ten atak.
    A po wszystkich akcjach, dostajemy znów ostrzałem artyleryjskim, gdzie znów żyjemy, ale tym razem czołg staje w miejscu i już wcale nie chce ruszyć. Wtedy nasz bohater wysiada(w sumie nie wiadomo czemu, pewnie chciał naprawić czołg kluczem :D) i obok jego wybucha granat, który kładzie go na Ziemie(ale wciąż, spokojnie, dalej nic mu się nie dzieje). Pojawia się mnóstwo jednostek wroga, którzy nacierają na czołg(jak bezmyślna armia zombie, no bo po co go dobić czymkolwiek z daleka), a nasz kompan, który nas uratował, również wysiada(w sumie to już, nie pamiętam czemu) i zostaje postrzelony obok nas. My dalej leżymy na ziemi… Naciera jakieś 20 jednostek wroga… Oni mają kompletnie wywalone w to, że obok czołgu, leży koleś, który prawdopodobnie mógłby im zagrozić. Nie. Trzeba udawać zombie i atakować czołg, bo czołg jest najważniejszy i nikogo nie interesuje, że obok czołgu leży jakiś dwóch gości. Po tym wszystkim, czołg zostaje uszkodzony, coś tam wylatuje, jakiś łatwopalny ładunek(w sumie nie wiem co to i nie obchodzi mnie to) i nasz dowódca czołgu, postanawia strzelić, poświęcić się i czołg wybucha… Wszyscy się zapalają, centralnie jeden gościu zapala się koło naszego bohatera, a jednak, nasz bohater oczywiście wszystko przeżył, bo jakby inaczej. Po tym wszystkim, okazuje się, że nasz kompan, który nas uratował, też przeżył po postrzale, no i bohaterowie postanawiają ruszyć dalej i zapewne walczyć dalej…
    Po tym wszystkim, dostajemy napis, że tej bitwie wzięło udział ponad 300 czołgów… Więc znów gra usilnie chce nam wmówić, jaka to wojna jest smutna i umiera w niej wielu. Tymczasem dostajemy po raz kolejny Rambo… Ech…

    Poza kwestiami fabularnymi jest ok, gameplayowo jest super, gra się przyjemnie, tylko AI koi w oczy. Grałem na trudnym poziomie, a AI podczas skradania jest po prostu idiotyczne. Stałem centralnie przed jednym przeciwnikiem i jak się okazało, miał on konkretne pole widzenia, bo jak robiłem krok do przodu, to zaczynał mnie zauważać, jak robiłem krok do tyłu, to już mnie nie widział… Nie polecam się skradać w tej grze i rzeczywiście lepiej jest od razu walczyć, aczkolwiek na trudnym poziomie, to ciężko jest robić to drugie.

    Wciąż jednak te wszystkie głupoty fabularne nie dają mi spokoju i z jednej strony, cały czas gra chce nam pokazać jaka to wojna jest zła, z drugiej strony pokazują nam znowu to samo, co znamy z typowo Amerykańskich produkcji.
    No i 2-3 godziny na pojedyncze historyjki bohaterów, to trochę za mało mi się wydaje, bym się wzruszył, czy cokolwiek.
    No cóż, dla mnie Battlefield to i tak zawsze był multiplayer, a singleplayer to tylko taki marny dodatek do gry. Dobrze, że chociaż multi jest naprawdę na wysokim poziomie.

    1. Epipodiusz

      @Siepenka

      Epickość się sprzedaje w przeciwieństwie do dwóch kolesi w okopie palących papierosa i użalających się nad sobą jaka ta wojna jest zła i czują się wyalienowani.
      https://youtu.be/S8qmuTIqsZk?t=37
      ta scena z jadącym czołgiem na murek to może być skrypt: kolesia w czołgu użądliła pszczoła, gościu był uczulony i dostaje wstrząsu, cały puchnie i się dusi, upada na manetki (czy czym się tam kierowało) i pcha do przodu ten czołg.

  5. Nitek Autor tekstu De Kuń

    ceny serwerów tak w ogóle. Można je klepnąć tylko przez EA

    PC

    1 day: $2.99
    7 days: $11.99
    30 days: $42.99
    90 days: $99.99
    180 days: $149.99

    PlayStation 4, Xbox One

    1 day: $1.99
    7 days: $7.99
    30 days: $26.99
    90 days: $64.99
    180 days: $99.99

Powrót do artykułu