Co jest grane – hack the planet!

Nitek dnia 5 grudnia, 2016 o 10:47    11 

Niemal dwanaście godzin w San Francisco za mną. Czy to wiele? W moim przypadku owszem, choć w międzyczasie pyknąłem jeszcze Deus Ex Mankind Divided (był tylko spoko). Niemal dwanaście godzin dobrej zabawy. Chcę więcej. Halo, czy to jeszcze Ubisoft?

Watch Dogs 2 naprawdę solidnie się wypiekło. Pewnie, niektóre aspekty będą dla wielu nie do przejścia. Czarnoskóry bohater, zbyt przekoloryzowane środowisko hakerów wśród których się obracamy (to tacy Hakerzy z Jolie na speedzie, mi pasuje), fizyka wszystkiego, a raczej jej brak, bądź AI, które można przyrównać do programu siedem z pralki Frani. I na upartego to wszystkie minusy jakie jestem w chwili o Watch Dogs 2 wyłożyć na stole. Cała reszta to zajawkowa zabawa w haksy i śledzenie historyjki z dobrze zarysowanymi bohaterami, choć dość sztampowej jak na tematykę to jednak trzymającej cały czas przed monitorem.

Nie, żeby nie było znajdziek, to przecież gra Ubisoftu, ale nie ma upierdliwych wież, chociażby. Miasto stoi przed nami otworem już od pierwszych minut gry, a kolejne rzeczy do podniesienia są nanoszone na mapkę na bieżąco, kiedy koło nich śmigamy. Dzięki temu nawet moja nerwica natręctw i chęć zbierania wszystkiego nie wywołuje u mnie drgawek, ba, a jak już coś wyskoczy, czasem tam podjadę, czasem nie. Bo właściwie nigdzie mi nie spieszno i dobrze się bawiąc, o z grozo, w tym sandboksie nawet nie robiąc niczego. Poza faktem, że właściwie cały czas coś robię.

A to czytam co te NPC mają w swoich życiorysach. Ten rzeźbi akty, inny ma HIV i jest jednocześnie dawcą krwi, a przy tym bezdomnym, ta lubi filmy akcji, ten płaci alimenty, a kto inny ma jakieś inne grzeszki. Słucham cudzych rozmów i czytam cudze konwersacje włamując się do ichniejszych aplikacji komunikacyjnych. Nie, żeby to pieściło specjalnie mojego wewnętrznego zwyrola, jakkolwiek zwał tak zwał, ale Watch Dogs 2 ma pełno drobnych smaczków i fajnie uszytych dialogów, które chce się poznać. Tak po prostu.

wd22Paletę dziwnych zachowań na mieście zamyka możliwość wykonywania gestów względem współużytkowników przestrzeni publicznej. Za pomocą kółka emocji możecie pokazać komuś palec i go zwyzywać, filtrować z obiektem westchnień, zatańczyć czy spróbować uspokoić towarzystwo po tym jak niechcący wyciągnięcie przy wszystkich coś większego kalibru, co robię notorycznie z przyzwyczajenia, że pod górą na d-padzie jest telefon. A tu strzelba. I krzyczą. i dzwonią na policję. To albo uspokajasz, albo hakujesz telefon, by go wyłączyć, ewentualnie by spowodować niegroźne porażenie, albo w przypadkach ekstremalnych, eksplozję. A jak się dobrze przyłożyć, można strollować komuś fotkę i zrobić obciach na drugim planie, co zresztą NPC też czynią – znakomita sprawa. Generalnie plus za spolszczone napisy przy angielskim dubbingu. Czasem odwołują się do rzeczywistości, przez większość czasu będąc zabawnymi. I tak biegałem wczoraj po imprezie na plaży robiąc sobie fotki ze wszystkim, bo jakoś tam na mnie reagowali. Winszuję.

Watch Dogs 2 ponownie trochę niezbyt radzi sobie z wewnętrzną moralnością naszego bohatera, ale jest trochę mniejszy zgrzyt, niż w przypadku jedynki. bo niby zostaliśmy wpisani do systemu jako osoby potencjalne groźne i system jest przez to zły, be i fe, ale nie ma najmniejszego problemu, by z owej strzelby rzezać czy to policjantów czy kogokolwiek. Bez zbędnych dylematów, ot dzieje się. Samo się. Oczywiście nie trzeba, można grasować z paralizatorem i przemeblować facjaty za pomocą jojo, ale przy ogromie możliwości jakie dają W_D 2 szkoda, by się zmarnowały.

A zabawy tu co niemiara, już od początku mimo, że większość specjalnych haxxów jest zablokowana. Z czasem dość przepastne drzewko zdolności zostanie odblokowane i sposób na nudę robi się dość dużo. Jest hakowanie infrastruktury miejskiej, świateł na skrzyżowaniach czy słupków zagradzających przejazd, było. Z tych dziwniejszych rzeczy prym wiedzie możliwość nasłania na dowolnego NPC gangu rzezimieszków, którzy w akcji podjazdowej mogą cel usunąć. Przeszkadza ci strażnik? Wezwij policję, zabiorą. Nie możesz się gdzieś dostać? Skorzystaj z drona, bądź zdalnie sterowanego łazika. Na budynki zaś wjedziesz za pomocą wszelkiej maści podnośników, co zresztą jest przydatne, by dronom ułatwić plądrowanie budynków, gdzie trzeba coś zhakować fizycznie, by uzyskać kody dostępu i otworzyć drzwi.

wd21Pazur pokazuje tu struktura misji, które zawierają rzecz jasna standardowe przejażdżki po SF, jakże ładnym SF! A kiedy już dojedziecie na miejsce docelowe, nikt nie mówi co i jak. Ba! Nie ma nawet pomalowanych na jakiekolwiek kolory krawędzie, więc nie wiadomo nigdy gdzie jest jakaś ścieżka do miejsca docelowego. Uwierzycie? Sam nadal mam z tym problem. A miejscówki bogate, zarówno w przeciwników jak i miejsca wejść i wyjść, poukrywanych korytarzy wentylacyjnych, jest jednym słowem FEST. Same drony początkowo tylko śmigają za plecami, ale ulepszone wyśpiewują piosenki i odwracają uwagę towarzystwa, torując drogę. To jest takie dobre. Wrażenia z zabawy i kombinowania psuje słabe AI przeciwników, ale porównawszy z czymkolwiek w czym Ubi macza palce, tym razem nie zapomnieli wcisnąć do środka gry właściwej. Ciekawej i rozbudowanej, a przede wszystkim dającej frajdę.

Tak jak wczoraj kiedy musiałem dostać się na farmę serwerów Nudle, umieszczonej za budynkami Nudle Maps. Początek nie zwiastował nic specjalnego, kiedy ubrany w swetr z dorodnym koniem na froncie przejąłem kontrolę nad autobusem dla pracowników i podszyłem się pod jednego z nich, by mieć dostęp do budynków Nudle. Szybko okazało się, że co prawdą mogę prawie wszędzie chodzić, tak by mieć dalszy dostęp muszę przedrzeć się przez mocno oblegany przez ochronę kompleks. Myślałem, że wpadnę tam dronem, ale nie znalazłem dobrego punktu wejścia. Obiegłem wszystko dookoła i znalazłem za to wysięgnik, którym wjechałem na dach. Tam na fajeczce stał ochroniarz, a że chciałem zrobić wszystko po cichu, zamiast się wychylać sfabrykowałem dowody i wezwałem policjantów. Ci usunęli przeszkodę, a sam wjechałem dronem do środka, by zdobyć klucze dostępu, a potem dostać się do piwnicy, do głównej farmy. W międzyczasie nadgroliwy starszy specjalista IT uczepił się mojego kolegi, pracownika Nudle, że niby jakimś hakerem jest. Akcja dywersyfikacyjna, szybkie haksy, podłożenie dowodów, HACK THE PLANET. Kurde, fajowe, młodzieżowe, nie szkodzi. Cieszyłem się jak małpa na banana. I tak jest z każdą misją. Oczywista droga do celu nigdy nie jest tą jedyną.

wd23Jak wtedy, kiedy stałem na parkingu podziemnych, bo czaiłem się na walizkę z hajsem. Teren zastrzeżony, dwóch strażników, no to pyk. Ja i mój paralizator. Nagle wszystkie auta na poziomie – 1 zaczęły się odpalać, skręcać we wszystkie strony i same jeździć. Sam dostałem w twarz paskiem postępu hakowania, mnie. Co tu się….A to ten słynny niedziałający wcześniej, ale obecnie prężnie hulający, bezprecedensowy multiplayer, gdzie niby gracie w singla, ale co chwile świat zazębia się z innym graczem. A to hakują Ciebie i trzeba delikwenta odszukać, by przestał, a potem zneutralizować, a to dostajemy w locie zlecenie na kogoś, kto szaleje dwie dzielnice dalej i zaczyna się pościg. Tak o, w locie. Bo tam frakcje są i czasem nawet w takich momentach dołączamy do kogoś innego, goniąc we dwójkę. Nie rozgryzłem tego do końca, więc nie znam zasad działania, ale za każdym razem jak miedzy misjami coś się dzieje to jaram się jak stogi siana, taka frajda i mocne urozmaicenie. W jednej chwili śmigasz po centrum San Francisco, w drugiej gonisz typa w odległej dolinie krzemowej wraz z policją, helikopterami, hakując studzienki czy przejmując kontrolę nad pojazdem ściganego, próbując go wypchnąć z Golden Gate.

Watch Dogs 2, podchodziłem jak pies do jeża. Wyrwałem za karty ze Steama. Bez żalu. Teraz siedzę i myślę, że pograłbym jeszcze, mimo tych wszystkich dziwnych wpadek, braku fizyki i drewnianego AI. Lecę zaś powoli, bo głównie ogrywam na streamach (www.twitch.tv/nitek69 – zawiera masę streamów archiwalnych z WD2) i w sumie dobrze, bo tak to bym siedział, aż oczy spłynęły by mi na poliki, a tak to dawkuję przyjemność.

Dobra gra wyszła Ubisoftowi, nie ma co. Żodyn się nie spodziewał. ŻODYN.


Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Co jest grane – hack the planet!

  1. didny

    No musze przyznac ze mi tez siadlo. Dostalem gre z GTX 1070 i stwierdzilem, ze jak daja to pogram. Grafika calkiem, wszystko smiga, histria troche taka no, hakiery kolorowe, aktywisty sie znalazly. Szkoda Aidana, byl mroczny i mial plaszcz ale no trudno. Ogolnie – fajnie.

  2. furry

    A można gwizdaniem do telefonu włamać się do NORAD i odpalić rakiety balistyczne? Jeśli nie, to dla mnie z miejsca 2/10, prawdziwy haker, np Mitnick, nie takie rzeczy potrafi.

    I tym sposobem płynnie przejdę do polecenia najnowszego numeru Polityki z dołączonym filmem dokumentalnym Wernera Herzoga “Lo i stało się” opisującego tzw. blaski i cienie internetu. Sorry że dopiero teraz piszę ale chciałem obejrzeć i sprawdzić, czy warto polecić. Warto.

Powrót do artykułu