Co jest grane – gruba pajda PGA

Nitek dnia 19 października, 2015 o 10:00    25 

Podobno jakieś gry były, a sam zaliczyłem jedną. Potwierdzam, Lara będzie mokra. Fizyki nie dojrzałem.1Nie zrozumcie mnie źle. Gry były w ilościach znacznych. Oczywiście z przewagą organizowanych eventów jak masakracja w czołgi, czy CS:GO, czy otwieranie na żywo skrzynek w tym drugim przez Izaka, na żywo. Nie jestem w stanie pojąć ekscytacji tym happeningiem, nie wiem czy kiedyś będę, może sam powinienem coś tam sobie pootwierać. Tak czy siak w kilku halach rozstawiono co ciekawsze wystawki, głównie ze sprzętem, napędzane obecnością osobistości z trzewiów jutuba, bo co rusz na jakimś stoisku można było kogoś spotkać. Oczywiście o ile nie przebywał akurat w osobnej hali, gdzie był cały event dla tychże i ich widzów.

Z tych ważniejszych prezentacji jakie można było wyhaczyć prym wiodły indyki, które tematycznie znajmowały chyba największą powierzchnię, z czego to najfajniejsze stoisko to zdaje się standardowo, miejsce gdzie grasował SOS i jego fest mocno udziwnione gierki. Bo gdzie indziej w dyńce odzianej w kask zagrasz w giereczkę? No właśnie. Poza tym dużo było szpili osadzonych w Oculusie. Gliwickie Farm 51 pokazywało wirtualną wycieczkę po Czarnobylu, Chernobyl VR i dzięki fajerwerkom graficznym wyglądało to dość, tak tylko rzuciłem okiem przez czyjeś ramię na ekran. Trochę obawiałem się, że jak tam coś wyskoczy to, że polecę na ziemię z całym stoiskiem. Był Super Hot z dość oryginalnym stanowiskiem, CRT i staroszkolną klawiatur mechaniczną i multum mniejszych gierek, które pierwszy raz widziałem, w tym oczywiście jakiś setny surwiwal horror, niedokończony, oczywiście. Te stwierdzenia są już zespolone na zawsze, tak jak od sztycha wiadomo, że w sandboksach trzeba zasypać znajdźkami, bo inaczej to nie sandboks.

2Przez to, że jestem ciapa nie opowiem Wam nic o Shadow Warriorze 2, bo na pierwszego Wanga nie dojechałem, a na drugiego dzień później, nie wstałem. Wiecie. Społecznościowo było, a co. Podobnie American Truck Simulator, który był, owszem, ale jak usłyszałem, że pierwszego dnia kierownica nieskalibrowana i trzeba na klawiaturze i myszce, a drugiego było oblężenie jak za zimnym, to jakoś tak meh. Choć patrząc z boku to wyglądało fajnie. No i poza Stanami ma być Meksyk i Kanada. To fest. Choć pewnie w DLC.

Sprzętowych rzeczy wymienić z pamięci nie sposób, a sytuacji nie ułatwia fakt, że jak na jednej hali zebrało się kilka marek, tak dźwiękiem z głośników dokonywali kompresji móżgu miażdżąc go w imadle niskich tonów, a człowiek, by przekazać komuś cokolwiek darł się jak podczas lajtowego meczyku Doty 2. Były turnieje, u CDP można było wydoić krowę, by wygrqać nagrodę, wystawili się też z HTC Vive, gdzie można było pobiegać w pełnym rynsztunku po wydzielonym wybiegu i pooglądać cyfrowe rekiny. Giermasz był, niektóre marki też sprzedawały swoje produkty, a i jakieś koszulki można było ogarnąć. Były wykłady, gdzie osoby odpowiednio żywotne (nope) mogły posłuchać ciekawych rzeczy obklejone kartkami #stopcebuli tu nic nie rozdajemy, konferencje. Huehue.

3I fajnie było, choć dupy nie urwało. Być może gdybym miał ciut mniej na liczniku, jarałbym się tam jak opony na stosie, podejrzewam, że tak by było, ale chodząc tu i tam, zaglądając na rzeczy mi znane, w pół do zimnej ryby, jakoś nie skrzesałem z siebie emocjonalnego fajerwerka i iskry ekscytacji. Było fajnie, a zacieśnianie więzi z kolegami Kycem, Łosiem, Moskitem i resztą – Traskiem, moim mistrzem, Fifulcem, Cześkiem, Ikeru (dzięki chłopaki i dziewczyno za dobry, dziwny czas!) trafia do kanonu historii na wskroś dziwnych i było znakomicie mimo najgorszego happeningu ever, jakim było zawracanie nas do knajpy przez jednego z tych większych, Yuuhiego, a potem totalna ignorancja całego towarzystwa i szybka ewakuacja wykonana przez rzekomego pana, bo gdzieś tam coś.  WTF. Slowclap za zmarnowanie nam części wieczoru. Choć to i tak lepiej niż nie przyjść w ogóle, co też miało miejsce przy stoliku obok, gdzie brakło tego, dla którego widzowie przyszli. Klask. I oczywiście, dzięki wielkie PeteScoripo za trolololo gift piękny, opakowany i szeleszczący. Upiekło Ci się, że piątek był bliski mojemu brzuszkowi, bo powinniśmy jedną papryczkę kąsnąć niczym bruderszafcik, jak łamanie opłatkiem. Działoby się! A tak to Piątka! Dla Ciebie i Wyspy i do następnego!

4No i Lara jest morka, robi zagadki, niezbyt jakie trudne, włosy jej latają na wszystkie strony, woda wlewa się na planszę z każdej dziury, nawet można było postrzelać. I pooglądać jakieś scenki. Czekan co moment w użytku, exp się sączy, jakieś rewolucji nie ma, ale pewnie będzie solidną przygodą, więc piec trzeba na styczeń nagrzać. Albo PSa cztery na przyszłe święta. Albo dzwońcie do ajsa, może Wam podeśle jedynego użytkowego x1 w Polsce na dwa tygodnie. Może. I wczoraj na streamie pograliśmy w Kingdom, ciekawe, fajne, bardzo konkretne piksele, ale filmiku jeszcze nie ma. Format miałem. Ktoś podłożył mi coś na ulubionych stronach, na bank.

Sam zdjęć nie robiłem, kamery nie wyciągnąłem, wszystkie zajmujałem od Łosia. Mam nadzieję, że nie będzie bury. No, ale żeby nie było. Konik też był! Dzięki ekipo livegamers.pl, bez Was byłby pasztet 140%

kyculosiunitku

I tak, Hitbox kłamie. Wszyscy jesteśmy grubi.

Spoiler! Pokaż

Dodaj komentarz



25 myśli nt. „Co jest grane – gruba pajda PGA

  1. furry

    Jakieś 30 lat temu uczyłem się  doić krowę u babci, ciekawe czy jeszcze bym pamiętał… Co można było wygrać?

    EDIT: nie nauczyłem się za to robić kosą. Kiedy byłem już wystarczająco duży, że wujki ocenili że mogę wziąć kosę i nie utnę sobie nogi, ja doszedłem do wniosku że już mnie to nie bawi.

    #czasyprzedinternetem

    1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @furry

      Kosę? Dziecku? Toż to teraz pierdyliard instytucji od lokalnej po Narody Zjednoczone by wpadło i aresztowało całą wieś. Łącznie z inwentarzem żywym.
      A gdyby akurat w polityce cicho było to i TVN24. “Teraz łączymy się z Błękitnym, który obserwuje sytuację na polu pod Bździszewem Dolnym na którym nieodpowiedzialny wuj dał małemu furremu kosę. Halo helikopter! Tu helikopter: pole otoczyła policja, jednostka AT jest w drodze, na razie negocjator usiłuje negocjować z dzieckiem aby jak najdelikatniej i ostrożnie odłożyło to niezwykle ostre i jakże niebezpieczne narzędzie. Wystarczy przypomnieć tutaj z historii dokonania tak zwanych kosynierów…”

  2. PeteScorpio

    Dla zwykłego growego zjadcza chleba PGA to nieustannie ważny event, na którym warto choć raz się pojawić. Z roku na rok impreza się rozrasta i tylko czekać kiedy w październikowy weekend cały teren MTP zostanie opanowany przez graczy, geeków i gimbe z całej Polski. GAMESCON nad Wartą?! Czemu nie. Chyba, że znów zabraknie bejmów i impreza upadnie jak przed laty.

    Nie zanosi się jednak na to, bo od kilku lat przeżywamy bum, bum growy, bum jutubowo-streamerski itp itd. Rzucę przykładem z brzegu- Stars4Fans. Cała hala wynajęta tylko pod ten event, impreza w imprezie, osobno biletowana (50z – 440zł) tylko po to by zobaczyć wygibasy lub nie jutuberów tych ze stażem jak i kompletnych no names( dla większości). Nie muszę dodawać, że bilety rozeszły się jak świeże bułeczki.

    Owszem dzieciarnia biegająca z kartonikami do autografów od Sprite za gwiazdami i gwiazdeczkami zaburzała trochę moc, jednak PGA jest wielkie, każdy znajdzie coś dla siebie. Wbrew pozorom wciąż wydarzenie grami stoi. Turniej rangi światowej w czołgi- proszę bardzo. Turniej w PESa 2016 z trybunami i dwoma podwieszanymi telebimami też dał wiele funu. Oculusów i innych VR było znacznie więcej niż przed rokiem. Każdy większy box dawał możliwość pogrania na wypasionym sprzęcie więc nudy nie było. Przedpremierowo Lara ( którą zastąpił mi Nitek 😉 ) i chyba WRC to torchę mało. W zeszłym roku Dying Light i to nieszczęsne Unity zrobiło większe wrażenie. Tu widzę pole do popisu na przyszłość. No i PGA to domena blaszaków, high endowy sprzęt, overclocking, ciekły azot #justmasterracethings. Duże stoisko, właśnie z Larą Croft, miało XBOX ONE, Playstation nie widziałem wcale. Co jeszcze..a oczywiście cosplay, cosplay, cosplay który z roku na rok wskakuje na wyższy poziom #TitsOut!

    No i Nitek 🙂 Udało się konia dorwać, choć tłum był nieprzenikniony. Przyjął gifta z uśmiechem, bana na razie nie dostałem 😉 Ważne, że quest wypełniony. Nitek przedstawił Kysia&Łysia i resztę ekipy z którą się błąkał w deszczową poznańską noc. Może nie byli pierwszej świeżości, ale uśmiechnięci. Widać było, że integracja przebiegła prawidłowo. Szkoda, że gikzów było mało, za rok trzeba to poprawić, więc przybywajcie do Poznania bo warto 😉

  3. projan

    Uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić…
    Otóż nie wyjechałem nigdzie, bo mi dziecko faktycznie zachorowało. A że zachorowało fest, z gorączką, biegunką i wymiotami (oczywiście wszystko nasilone w nocy), to wyjść oczywiście nie mogłem. :/ Tak więc, dzięki Nitek. 😉

Powrót do artykułu