Telewizja Śniadaniowa, czyli co wspólnego ma kot z pantofelkiem

bea dnia 13 listopada, 2014 o 10:25    88 

Jako zdeklarowana miłośniczka psów wyczuwam pewną kocią złośliwość przy rozdzielaniu tematów na warsztatach dziennikarskich. Pan Dziennikarz zażyczył sobie, bym napisała o kotach. Zwierzętach, których nie lubię i których unikam odkąd pamiętam. Które dzielę zwyczajowo na dwa rodzaje. Podobnie jak one dzielą ludzi.

fe81436744_sa_dwa_rodzaje_ludzi_na_tym_swiecie

Mam taką zdolność (a może przypadłość), że na każde słowo, sytuację i relację potrafię odnaleźć komentarz w wierszu lub piosence (koniecznie z ładnymi słowami). Niejeden już próbował mnie zagiąć w tym temacie, a ja zawsze wychodzę obronną ręką. Znam ponad 200 wierszy na pamięć, piosenek jeszcze więcej i ćwiczeniem intelektualnym dla mnie jest szukanie w nich odniesień do tego, co się dzieje wokół. Nic więc dziwnego, że na zadany temat zareagowałam odtwarzaniem przez kilka dni w myślach tych słów:

Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie

(„Pantofelek” Andrzej Bursa)

kot

Być może dałoby się tę nienawiść do kotów zwalczyć jakąś terapią, np. grając w Cat Petting Simulator 2014, który zaproponowała parę dni temu Owca. Sęk w tym jednak, że nie odczuwam potrzeby zmian w tym zakresie. Życie nauczyło mnie przecież nie raz – że można do końca swoich dni po prostu udawać, że ktoś/coś nie istnieje. A czasem to i nawet udawać nie trzeba. I obrońców zwierząt w tym miejscu uspokajam – mimo mojego braku sympatii do kotów wyzbyta jestem całkowicie jakichś zapędów sadystycznych w ich kierunku. Przebywając z nimi w jednym pokoju po prostu się lekceważymy, czasami walcząc na nienawistne spojrzenia. Nie odmawiam im prawa do życia i nigdy przenigdy bym im życia nie odebrała. One sobie świetnie radzą w tym zakresie same.

To nie jest tak, że koty ze mną  akurat mają najgorzej. Życie kotów w ujęciu historycznym to dosłownie sinusoida, w którą moje uczucie do nich też się wpisuje, składająca się na przemian z czasów miłości i nienawiści. Czczone w starożytnym Egipcie, tępione w średniowieczu (niejedna czarownica spłonęła na stosie w towarzystwie swojego czarnego pupilka), wyganiane z komnat, wrzucane do piwnic, mają tyle samo miłośników, co … ludzi całkowicie im obojętnych (i vice versa). Niektórzy ich nienawidzą, inni wyładowują na nich swoje złe emocje, odreagowują choroby psychiczne (pamiętacie historię o studencie stomatologii z Rudy Śląskiej, który w ciągu kilku miesięcy zamordował przeszło 20 kotów?), inni totalnie je lekceważą (jak ja). Byli i tacy (ponoć Napoleon Bonaparte i Hitler), którzy się ich najzwyczajniej bali. Nic dziwnego,  parafrazując Dodę, dyktator może być tylko jeden. Jednocześnie przeczuwam, że taki Hitler rzeczywiście miał się czego bać.

Podobno zdarzały się sytuacje w których ukochane mruczki zagryzały we śnie swoich panów, co każe mi zauważyć, że koty nawet w snach przynoszą nieszczęście. Z senników dowiedzieć się można na przykład tego, że jeśli nam się przyśnią – to znaczy, że posiadamy fałszywych przyjaciół lub…czeka nas nieszczęście w miłości. Samo zło. W snach męskich dla odmiany symbolizują seks, ale to akurat żaden przykład – nie sprawdziłam co jeszcze w męskich snach symbolizuje seks, ale obstawiam może być tego dość sporo.

Symbolizują zło. Ale moja niechęć sięga i nieco dalej. Wszystkie ścieżki znają koty i złodzieje śpiewa Maciej Maleńczuk w piosence Miasto Kraków, stawiając koty w jednym rzędzie z kolegami po fachu.  Nie trzeba być ich obserwatorem długo, by się przekonać, że kot zapierniczyć umie wszystko. Dosłownie. Nie tylko dorwie niczego nie świadomą mysz, ale też pożre kurczaka, który miał być na obiad, w tym ułamku sekundy, w którym ty postanowisz się „tylko” schylić po ścierkę. I ucieknie z tym kurczakiem gdzieś (skąd on ma tyle siły?). Tyleś go widział (tego kurczaka ofc) , miłośniku kotów.

I nawet przez okno go w nerwach nie wyrzucisz, bo wróci. Osobiście (niestety) znam kota, który po upadku z piętra 17-go doznał „jedynie” złamania obojczyka i przylazł z powrotem. Fizyka zna odpowiedź na tę zagadkę ludzkości, podług której ilość obrażeń ciała (liczona w złamaniach lub… śmierciach kotów) zmniejsza się wraz ze wzrostem wysokości do 7-8 piętra. A jeśli chodzi o wyższe piętra, to fizyk rozkłada ręce, przyznając jednak, że to dziwna ruletka i niewiadoma, która nie wiedzieć czemu zwykle jednak działa na korzyść sierściuchów.

Świadomość nieśmiertelności u kotów daje im pewność siebie. Wewnętrzne przekonanie, że nic nie jest w stanie im zagrozić na tym niebezpiecznym świecie. Przekonanie to sprawia, że bez zastanowienia się chadzają ścieżkami, którymi chodzić nie powinny i na których co rusz ktoś lub coś chce im udowodnić, że wcale nie są posiadaczami 9 żyć. A nawet dwóch.

Przekonali się o tym bardzo boleśnie twórcy pewnego tajemniczego programu. W latach 60. minionego wieku CIA wydało 20 milionów dolarów na program, którego celem było wytrenowanie kotów do przenoszenia urządzeń szpiegowskich. Amerykanie (bardzo to do nich podobne) wymyślili sobie, że kot, z ze swoją zwinnością, chytrością, umiejętnością skradania się będzie idealnym… zwiadowcą. Postanowili więc trenować (tresować?) koty, by dzięki zainstalowanym w kocie bateriom i mikrofonowi oraz antenie umieszczonej w ogonie szpiegować Sowietów. Po pięciu latach intensywnych treningów poinformowano, że kot X jest już gotowy na to, by wyruszyć w drogę. Tę samą trasą, w ten sam sposób, z tą samą prędkością i do tego samego celu, który trenował (sic!) pięć lat. Wyposażony w czujnik i podsłuch wyszedł… i nigdy nie wrócił.  Podobno pierwszy raz postanowił pójść nową trasą i przejechała go taksówka. Miał totalnie wywalone na cały ten piękny projekt o wdzięcznej nazwie Acoustic Kitty.

acoustic

Jak już kot udowodnił światu, że raczej nie nadaje się do współpracy (odbieranej przez niego jako manipulacja) pogodził się ze swoim losem – domownika wylegującego się przy piecu. I w tej roli spełnia wszystkie swoje plany i fantazje, żerując na ślepym uczuciu dziwacznych kobiet – tych zbliżających się do setki i …  starych panien, które bez zmiany podejścia do życia i ludzi, nic już ciekawego nie czeka.

Kolega mój jakiś czas temu dość trafnie podsumował w rozmowie ze mną wspomniane wyżej panie, twierdząc, że właśnie dzięki kotom mogą się zająć czymś nieszkodliwym w przerwach między słuchaniem “Radia Maryja” i studiowaniem najnowszego numeru “Faktu”. Dzięki nim mogą rozładować napięcie wynikające z uzależnienia od nadopiekuńczości, które doprowadziło wcześniej do odejścia (nierzadko na tamten świat) jakiegoś mężczyzny. Można silić się o wnioski, że kot takiej starszej pani, dzięki pewnym cechom swojego kociego, egoistycznego i niezależnego charakteru, przypomina tejże pani mężczyznę właśnie. Dorównuje mu, a nawet czasem go przewyższa. I panie to wiedzą, dlatego je tak kochają. Kot nie domaga się, zionąc jeszcze nie przetrawionym piwskiem, zwyczajowej dawki seksu. Od niego taka pani nie usłyszy, że się roztyła. Choć osobiście jestem przekonana, że gdyby kot umiał mówić, to na pewno by im to w końcu powiedział.tak

Kolega o podejściu raczej szowinistycznym rozbudowuje te teorie o kilka innych tez. W świetle tych plusów (nieinteresowania się i milczenia głównie) paniom starszym i starym pannom zupełnie nie przeszkadza fakt, że kot jest istotą leniwą, która w domu nie zrobi nic pożytecznego (bo szczurów to już dawno w tym domu nie ma), za to generuje problemy – wrzaskliwie domaga się żarcia, a jak już się nażre, to defekuje albo po prostu śpi i głośno mruczy. Zadziwiający jest fakt, że zachowania te, tak znienawidzone u ś.p. męża, u kota tym paniom zupełnie nie przeszkadzają. Bo żyją w dziwnej symbiozie. Takiej, która jest „zbyt”.

Patrząc na 6 kotów mojej sąsiadki dochodzę do wniosku, że w ich relacji (bardzo bliskiej) brakuje jeszcze tylko seksu. Ale to dobrze – powiedział mi wczoraj kolega-szowinista – Bo jeśli by tak skrzyżować kobietę z kotem, otrzymamy istotę trudną, próżną i gnuśną. A do tego dochodzą jeszcze cechy kota.

Jako kobieta o zacięciu raczej feministycznym powinnam się obrazić, a wybuchłam śmiechem.

Kocie, nie mam na ciebie czasu, moja wyobraźnia nawet nie ma ochoty ciebie ogarniać.

MTP ma dojście do Call of Duty Advanced Warfare za 20 ojrasów. Uderzajcie doń

Dodaj komentarz



88 myśli nt. „Telewizja Śniadaniowa, czyli co wspólnego ma kot z pantofelkiem

  1. urt_sth

    Piwo za Bursę, ten wiersz “prawie” też znam na pamięć, a ja wręcz przeciwnie przez rok muszę uczyć się imion ludzi z którymi pracuję, więc jest to nie lada wyjątek dla mnie.

    PS. Tak przy okazji tekstu jako przeciwwaga przypomniała mi się antologia 13 kotów, muszę sobie odświeżyć bo nie pamiętam, która historia czyja i pod jakim tytułem i nie mogłem się lansić w komentarzu 🙁 “i cały misterny plan też w …

  2. MusialemToPowiedziec

    Jak w żółtej ramce i komentarzu, który zostawiłem pod recką Warfare’a.

    Sprawa wygląda tak: coś się porobiło w Rosji i CoD stracił region-locka. Widziałem odsprzedawców oferujących grę za 20 euro, możliwe że są jacyś tańsi.
    Nie mam pojęcia jak długo to potrwa. O godzinie 8 rano było aktualne. Strona na której zwykle takie rzeczy sprawdzam najwyraźniej postanowiła umrzeć na jakiś czas, więc nie mogę potwierdzić.

    Edyta: Ok, strona wróciła, chyba wciąż bug(?) jest.

  3. fl0dA

    Moi rodzice mają kota. Z tym, że mieszkają na wsi, toteż kotka całe dnie spędza na dworze i przychodzi tylko na jedzenie i sen. Śpi w moim starym pokoju. Jednocześnie codziennie znosi niepoliczalne ilości myszy, szczurów i karczowników. Raz nawet nornicę. Jako że jest wykastrowana, to rodzice kupują jej specjalną najdroższą karmę dla kotów, której cena za kilogram potrafi być wyższa niż cena schabu. Ale to fajny kot. Jak był mały to aportował:)

        1. urt_sth

          @furry

          Znalazłem coś takiego:
          “Jak jednak wyjaśnić paradoksalny wzrost przeżywalności przy upadkach z wysokości powyżej 7. piętra? Przyspieszający kot ma skłonność do napinania ciała, co zmniejsza jego zdolność do amortyzowania upadku. Jednak po osiągnięciu prędkości granicznej (co następuje po pokonaniu dystansu mniej więcej siedmiu pięter) siła wypadkowa działająca na kota znika, co sprawia, że zwierzę się rozluźnia – jego ciało staje się bardziej giętkie, a także wzrasta powierzchnia, na którą rozkłada się siła uderzenia podczas lądowania.

          Nie wiem jakie jest rozwiązanie równania różniczkowego dla spadającego kota, ale zakładam, że nie chodzi o 56 m/s. jako prędkość graniczną w powyższym fragmencie, tylko o indywidualne postrzeganie prędkości spadania przez koty, co powoduje że odpowiednio rozpędzone maja już wyjebane na wszystko.
          Problemem jest oczywiście fizyka, od pewnej prędkości gwałtowne zatrzymanie musi być śmiertelne niezależnie od rozluźnienia umysłowego.

          1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

            @urt_sth

            “Nie wiem jakie jest rozwiązanie równania różniczkowego dla spadającego kota, ale zakładam…”
            Sponiewierałeś mnie tym tekstem po podłodze. To lepsze od sferycznej krowy w próżni.

            “Problemem jest oczywiście fizyka, od pewnej prędkości gwałtowne zatrzymanie musi być śmiertelne niezależnie od rozluźnienia umysłowego.”
            – Nie polecę na tym, mam lęk gruntu!
            – Chciałeś powiedzieć – lęk wysokości, poza tym nie bądź głuptasem!
            – Wiem co chciałem powiedzieć, to grunt zabija!

            1. urt_sth

              @brum75

              Pamiętam jak w podstawówce (pod koniec oczywiście) sięgnąłem po jakąś książkę popularno-naukową która rozważała w sposób przystępny problem równania dla spadającego swobodnie spadochroniarza. Oczywiście wtedy nie ogarnąłem tematu ale czułem duży dysonans, że fizyka jest wykładana sobie a matematyka sobie.
              Stąd problem swobodnie spadających ciał pozostał mi w głowie do dzisiaj.

              Pamiętam inną sytuację, służyłem pomocą szwagierce (wtedy jeszcze nią nie była) z zadaniami z fizyki, które w gruncie rzeczy były prostackie (zasada zachowania energii oraz kilka wzorów), tylko jako osoba z pamięcią jak magnetyczny notatnik nie pamiętałem żadnych wzorów, więc raz dwa przy użyciu pochodnych rozwiązałem …
              i już nigdy więcej nie byłem proszony o pomoc w rozwiązywaniu zadań.

              PS. Niestety w tej książce użyto niewłaściwego współczynnika oporu (może spadochroniarz miał szersze bary po prostu) bo prędkość graniczna wychodziła około 180 km/h, a obecnie wiki podaje 200.

  4. Beti

    Bea, high five! 🙂
    Moje podejście do kotów jest takie same jak Twoje. Z jedną zasadniczą różnicą. Koty nie potrafią mnie ignorować, mimo że bardzo się staram. Podchodzą do mnie, łaszą się, ocierają, wskakują na kolana i siłą wymuszają pieszczoty. Cóż, szybko mięknę i miziam je ile wlezie. Nawet nie przeszkadza mi wtedy (aż tak bardzo) sierść, która jest WSZĘDZIE.
    Kiedy w końcu uwolnię się od nich i wyjdę z mieszkania, moja niechęć do nich wraca.
    Dziwne to.

    1. Wyspa

      @Beti

      OMYGY to samo, gdy obrzucam kota nienawistnym spojrzeniem ten podłazi i się łasi… Raz nawet jeden mały kociak przylazł do domu za mną i już został (nie chciał sobie pójść cwaniak) no ale pomieszkał 3 miesiące i jak się przeprowadzałem to oddałem go znajomym już jako młodego kota nie kociaka.

  5. lemon

    Pan Dziennikarz zażyczył sobie, bym napisała o kotach

    I to jest właśnie ten tekst? Fajny. Pytam, bo sporo znaków jak na temat zwierząt, do których nic się nie czuje. Chociaż zaraz, było o nienawiści, a potem o obojętności. No to jak w końcu? 😉

    1. bea Autor tekstu

      @lemon

      tak w końcu, że jak trzeba napisać jakiś tekst to raczej wskazane by było, by miał trochę znaków . Tak, to był ten tekst, bo się wysilić nie umiałam, by napisać coś ładniejszego. Ale… i tak jestem zdziwiona. Tyle słów na temat osobników, do których żywi się raczej podłe uczucia (od obojętności do nienawiści;) ) ?

  6. Private_dzban

    Tekst fajny, choć moja matka raczej starą panną nie jest, a koty lubi, bo miała w dzieciństwie. Dziwaczna też raczej nie jest, ale nie jestem obiektywny.
    Niemniej zastanawiam się jakie zwierzęta domowe wykonują jakąkolwiek pożyteczną pracę, skoro kotom zarzuca się lenistwo. Przez ostatnie 3 godziny miałem zapierdziel, więc się skupić nie mogę, ale nic mi do głowy nie przychodzi. Oczywiście są psy szkolone na tropiciela/obrońcę/ponoć niektóre dzwonią po karetki, niemniej biorąc burka ze schroniska, to sukcesem będzie przyniesienie przez niego gazety, jeżeli ktoś prenumeruje i listonosz przesyłkę pod drzwi podrzuca.
    Za to wiem, że przez 8 lat miałem łącznie 4 koty i kilka razy zrzuciły wazon/coś zmajstrowały, a kumplowi owczarek niemiecki w 5 miesięcy zniszczył zestaw głośników 5.1 (one by one), skórzany fotel, całą kanapę, sprawdził okablowanie pokoju w ścianach oraz badał jak wygląda pokój w porze monsunowej. Trzy razy.

              1. urt_sth

                @lemon

                Prawdziwy kot (licząc od obecnego -3) też przynosił. Ekstra , również zwyczajowo w okolicy końca lutego wracał poharatany z martwicą tkanek w okolicy ran z powodu odmrożenia.
                W konsekwencji kosztów leczenia (również tych niewymiernych jak długotrwałe przebywanie wkur..go kota w domu z kołnierzem na szyi) kolejnego osobnika płci męskiej wykastrowałem.
                Wychowały go psy, gdyż kocica się powiesiła na oknie jak był jeszcze kocięciem i nie miał kto go nauczyć skakać i chodzić na wysokości.

  7. WarNerd_PL

    Tekst dnia. Do firmy, w której pracuje żona, wszedł z ulicy jakiś facet.
    Żeby było zabawniej, trafił akurat na pracownicę – miłośniczkę kotów.
    “Czy może mi pani pożyczyć jakąś szufelkę?”
    “Mogę, a do czego panu potrzebna?”
    “Przejechałem kota jak cofałem”.

  8. jarqlo

    Mam w domu ~3kg kota z futrem. I ta bestia któregoś dnia narobiła rumoru straszliwego, patrze o co cho, a ona leci z drugiego pokoju i za kanapę próbuje się schować ciągnąc w zębach zasilacz od laptopa na długim kablu. Przy okazji gniazdko ze ściany wyrwała ….

Powrót do artykułu