Spode łba – złoty wiek?

bosman_plama dnia 9 lutego, 2016 o 8:43    43 

Każdy z nas lubi czasem ponarzekać. Pożalić się, że ubi znowu coś skopało, Bethesda przerabia Fallouta tym razem na platformówkę obsługiwaną jednym przyciskiem (a i to niekoniecznie), że trawa była kiedyś bardziej zielona, dzieci lepiej wychowane a pierogi smakowały pyszniej. To naturalne dla ludzi w każdym wieku i – wbrew niektórym opiniom – pod każdą szerokością geograficzną. A jednak czasem trzeba przyznać, że nie jest znowu tak najgorzej.

Bo prawdę mówiąc – kiedy ostatnio na rynku gier było tak dobrze jak teraz? Wiem, oczywiście, nowa generacja konsol jest za słaba i wszystkie te gry, na które tak się napalaliśmy przechodzą obniżki graficzne, przez co wyglądają gorzej niż nasze mokre sny o nich. Ubi znowu coś zawala albo za chwilę zawali, sterowniki do kart graficznych nie zawsze dają radę a gry na pieca doganiają pod względem cen gry na konsole.

To wszystko prawda. Z drugiej strony jednak dawno nie mieliśmy tak dobrze.

Jeszcze niedawno, zaledwie sto lat temu, gdy zakładaliśmy gikza, pisałem lament o złowrogiej modzie na wszechpanujący fotorealizm, który moim zdaniem zabijał kreatywność graficzną. Platformówki należały do gatunku właściwie wymarłego a przybycie przygodówki świętowano niczym powrót Odysa. Wszystkie strzelanki wyglądały z grubsza tak samo, a fani cRPGów powtarzali: “ech, kiedyś robiono Baldury, a dziś…”.

ni no kuniJapończycy zawsze stawiali na charakterystyczny styl graficzny, ale teraz możemy po prostu zagrać sobie w anime.

Dziś to wszystko jest nieaktualne. Nawet strzelanki FPP nie wyglądają wszystkie tak samo, choć trzeba przyznać, że tu chyba zmieniło się najmniej i tak jak kiedyś wszyscy chcieli robić gry o drugiej wojnie światowej tak teraz wszyscy (prawie) chcą robić gry o bliskiej przyszłości. Ale przecież nawet do strzelanek przybyła rozmaitość, choć z dość egzotycznych krain. Polacy zaoferowali strzelankom westerny, a cRPGi strzelanki w kosmosie (Mass Effect) i na równinach postapo (F4). Do tego doszło coś, co u zarania tego tytułu nazywano czasem “strzelankowym Diablo”, czyli Borderlands, które dodatkowo wprowadziło do strzelanek coś, co zdawałoby się w tym gatunku nastawionym na meta mega ultra hiperrealizm było nie do pomyślenia – eksperyment graficzny. Do tego za sprawą mody na filmowatość (seria CoD) oraz przerabiania cRPGów na strzelanki, zyskały one fabuły, czasem całkiem niegłupie.

limbo

Kiedy ostatnio pisząc o grafice w grach mogliśmy podawać przykłady nie tylko tak ładnych obrazków, ale i tak rozmaitych? Może w latach osiemdziesiątych XX w?

Jakkolwiek cRPGi obdziera się momentami z cRPGowatości, przez co miejscami rozgorzały stare spory co to właściwie oznacza: “cRPG”, to także ich fani nie mogą narzekać (tzn.mogą, zawsze mogą, Bioware i Bethesda bardzo nam w tym pomagają), bo ostatnio gatunek… Chciałem napisać: “ładnie się rozwija”, ale to nie to. Trudno nazwać rozwojem odkrywanie starych śmieci i zachować w tym śmiertelną powagę. Niemniej, wszyscy ci, którzy marzyli o powrocie do “starych dobrych czasów” mogą czuć się szczęśliwi. Dostaliśmy klasycznych cRPGów całkiem sporo. A nadchodzi nie tylko “nowy Torment”, ale i remake Final Fantasy7. Do tego Wiedźmin podbił świat poważnym podejściem do tematu i łamiącą serca grafiką. No i wydaje się, że cRPGi coraz śmielej wychodzą z jaskini zamieszkanej przez elfy. Wprawdzie nie potrafią jeszcze w pełni rozwijać skrzydeł, toteż wysunąwszy jedno siedlisko okopują się na najbliższym odkrytym, ale i tak nie jest źle. Oprócz fantasy o elfach i krasnoludach mamy więc stare śmieci postapo, ale też powrót do cyberpunku. Lada moment powrócimy do świata Gwiezdnych Wojen. Przebąkuje się o steampunku. A i to przecież nie koniec. Japończycy znudzili się robieniem wyłącznie “klasycznych jRPGów” (których na rynku jest sporo, a chyba nawet coraz więcej) i zrzucili na świat bombę “Soulsów”.

child of lightPrzygodówki rozwijają się coraz śmielej. Fani klikania po pikselach i odgadywania co twórcy mieli na myśli konstruując zagadki, ostatni raz taką rozmaitością tytułów cieszyli się chyba w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Co więcej, do klasycznych przygodówek doszły te, w których fabuła jest bardziej niż najważniejsza oraz te filmowawe.

Chcecie więcej? Nastał renesans platformówek. Co więcej robią się one coraz bardziej szalone. Bywają mroczne, bywają komediowo zwariowane, bywają poważne i niepokojące. Chcecie więcej? Coraz chętniej wracamy w kosmos, by postrzelać do meteorów i piratów. W kosmos ochoczo powróciły strategie, których też obecnie jest bez liku i cieszyć się życiem mogą zarówno fani exela, jak i RTSów (zapowiedziano powrót Kozaków!). Co chwilę wychodzą nowe skradanki i przestały się one ograniczać do opowieści o współczesnych tajnych agentach bądź zabójcach na zlecenie. Dostajemy skradankę w oryginalnych scenografiach steampunkowych (i z fabułą), starzy wyjadacze zaś ocierali łzy wzruszenia odpalając nowego Thiefa (gdy już odpalili różnie bywało z ich reakcjami, ale to akurat norma).

oriChcecie jeszcze więcej? Spełniło się moje marzenie o rozmaitości graficznej. Za sprawą twórców niezależnych, których nie stać było na rywalizację na wodotryski graficzne, dostajemy coraz bardziej wysmakowane graficznie gry, których twórcy nie ograniczają się tylko do odmiennej kreski postaci, ale starają się też wykorzystać grafikę jako jeden z elementów grywalności (np. Contrast). Okazało się, że powrót do czerni i bieli może tchnąć dodatkowy nastrój, że rzut 2D może stać się atutem. Hiperrealizm ma się oczywiście nieźle, ale coraz więcej twórców zdaje sobie sprawę, jak mało ma on do zaoferowania. Można go tylko doskonalić i podniecać się coraz idealniejszymi kroplami deszczu rozbijającymi się o kałuże. Jednak, kiedy chcesz osiągnąć ciekawszy artystycznie efekt musisz od niego odejść. I to się dzieje. Ze znakomitymi efektami.

contrastMożemy zagrać w co chcemy, bo chyba nigdy wcześniej nie cieszyliśmy się taką rozmaitością gier. I to rozmaitością obejmującą wszystko: gatunki, podejście do tematu, grafikę. Gracze preferujący jednoosobowe kampanie bywają ignorowani i traktowani per noga, ale po pierwsze i tak znajdą gry dla siebie, a po drugie i to się chyba powoli zaczyna zmieniać (np. do drugiego Titanfall ma zostać dodana kampania singlowa). Z drugiej strony wielbiciele grania z innymi trafili chyba do growego raju. Rozwija się e-sport, klasyczne strzelanki nastawione są przede wszystkim na tryby multi i nawet ceerpegować można w MMO, których jest w tej chwili więcej niż mnóstwo. Gry są wprawdzie drogie jak cholera, ale z drugiej strony okazyjnych wyprzedaży trafia się tak wiele, że za chwilę będzie ich chyba więcej niż normalnych trybów sprzedaży bez przecen. Dzięki grom niezależnym wychodzimy, jak mi się wydaje, z zaklętego trybu wydawania pięciu do dziesięciu tych samych tytułów z nowymi numerkami. Oczywiście, kolejne CoD i im podobne nadal będą ukazywały się co roku. Ale nawet twórcy tytułów AAA zaczynają uginać się pod presją twórców niezależnych i eksperymentują z nowymi tytułami.

bioshockPamiętacie nasze narzekania na epidemię gier, których mechanika opierała się na wciskaniu jednego przycisku, żeby wygrać? Takie gry jeszcze powstają? Na pewno powstają, ale już nie musimy się nimi przejmować, bo rynek zareagował na zalew nadłatwych tytułów wysypem “rogalików” oraz Soulsami. Jeśli chcesz przejść przez jakąś grę nawet nie patrząc na ekran, zapewne znajdziesz coś dla siebie. Ale jeśli chcesz, by “przyjemność grania” oznaczała krew, pot, łzy i połamane kontrolery, też z łatwością znajdziesz coś dla siebie.

Czyli – jest dobrze? Ano jest. I chyba równie dobrze do tej pory nie było. Nie, żeby było idealnie. Trafiają się przecież żenujące “batmany”, których twórcy nie zauważyli, iż świat się zmienia i wypuszczenie szitówy na pieca nie skończy się wzruszeniem ramion i zapomnieniem o sprawie. Seria Dragon Age nadal nie jest pewna czym jest, dla kogo i po co. Stare dobre EA to wciąż stare dobre EA. Wielcy producenci i dystrybutorzy więcej energii niż w tworzenie gier wkładają w innowacyjne wyciąganie od nas kasy. To wszystko prawda. Nie żyjemy w raju. Ale dawno nie mieliśmy takiej wolności wyboru w grach i dawno nie rozwijały się one tak kreatywnie i interesująco.

PuppeteerA to oznacza, że musi, po prostu musi za rogiem czaić się krach. Wiecie, jak to bywa ze złotymi latami, nie?

Dodaj komentarz



43 myśli nt. „Spode łba – złoty wiek?

  1. maladict

    Pewnie, że przyjdzie krach i wszystko się rypnie, a na koniec i tak umrzemy. (Hej może ktoś mi tu wkleić dowolnego mema z Schopenhauerem?).
    Ale dzięki za tekst, który chyba zwalnia mnie od tłumaczenia czemu w najnowszych Wielkich Derbach (już wkrótce!) zrezygnujemy z podkategorii ‘indie’ i ‘AAA’.

      1. Mnisio

        @bosman_plama

        I to jest jeden z powodów dla których unika steama, uplaya i innych.
        Nie zawsze się da (vide Civ V), ale o ile to możliwe gry mam na płytach, gogu, lub ściągnięte fizycznie na dysk. Brak konieczności aktywacji przez neta też bardzo pomaga.
        Z drugiej strony nie czułbym się źle, ze względów moralnych, piracąc grę, za którą zapłaciłem, a do której nie mam dostępu ze względu na niedziałające serwery DRM.

  2. aihS Webmajster

    Klęska urodzaju. Ta bańka musi pęknąć. Koszta produkcji gier poszybowały tak wysoko, że strach wyprodukować cokolwiek co mogłoby się nie sprzedać. Najbardziej kuriozalna jest, moim zdaniem, postawa graczy – z jednej strony chcą więcej graficznych killerów, a z drugiej czekają miesiącami by kupić je za symbolicznego dolara. W światku konsolowym ci sami ludzie kupują używki i narzekają, że mało się robi dużych projektów. Wszyscy chcą więcej, ładniej i szybciej, ale nikt nie chce za to płacić. To musi, za przeproszeniem, pierdolnąć z hukiem. Upadek paru wielkich firm i kilkuletni przestój mógłby uzdrowić nieco branżę, ale również i graczy.

    1. Goblin_Wizard

      @aihS

      Ładniej i szybciej chcą tylko nieświadome realiów nastolatki i inne oderwane od rzeczywistości osobniki. Ja właśnie gram z przyjemnością w pierwszego Medieval Total War sprzed 14 lat i ten poziom realizmu graficznego w zupełności mi wystarcza. Jak by mi udostępnili kod źródłowy to miałbym wreszcie motywacje żeby się trochę poduczyć programowania i sam bym sobie jeszcze gierkę zmodyfikował pod własny gust. Zresztą ogromna masa pixel-artowych indyków czy chociażby stylizacji na wzór Minecrafta też totalnie przeczy tezie, że wszyscy chcą ładniej i szybciej. Następnym przykładem może być też Star Citizen w którego ludzie nadal ładują miliony, a przecież nikt nie powie o nim, że powstał “szybciej”.

      Co do upadania to też nie byłbym taki pochopny w przepowiedniach. Większość młodych ludzie i tak kupuje natychmiast po premierze bo inaczej nie mieliby o czym rozmawiać ze swoimi kolegami. Presja w grupie znajomych zawsze jest silna szczególnie jak się jest nastolatkiem. To oni są głównymi klientami w branży gier. Tylko ludzie mający już pracę, obowiązki i ograniczony czas na rozrywkę mogą sobie pozwolić na marudzenie i czekanie na promocję 75 lub więcej procent, bo oni i tak mają jeszcze w rezerwie sporo rzeczy do ogrania w międzyczasie. Także raczej powstrzymałbym się od takiej “opozycyjnej” retoryki wieszczącej bliski koniec świata, a zrodzonej w głowach weteranów mających się za elitę i papierek lakmusowy społeczności graczy.

      1. Kawira

        @Goblin_Wizard

        Nie mierz wszystkich swoją miarą. Średni wiek gracza jest wysoki i cały czas rośnie + dorośli ludzie mają konkretne fundusze w przeciwieństwie do dzieciaków (uprzedzając ew gadanie o życiu od pierwszego do pierwszego – mowa przede wszystkim o krajach zachodnich, gdzie gry kosztują dniówkę).

        Stąd też nie tak dawno była taka ciężka plaga casualowienia gier, aby przede wszystkim zaspokoić zmęczonego pracą Johna. Na szczęście schemat się wymęczył i obecnie faktycznie mamy konkretny rozkwit gier dla starych hardcore’ów. (dla przykładu mam 28 lat i dość konkretnie zaniżam średnią wieku w moim klanie w Naval Action)

        1. Goblin_Wizard

          @Kawira

          Skoro gry są takie relatywnie tanie na zachodzie to chyba i dzieciakom łatwo jest wyciągnąć kasę od rodziców na tę czy inną grę nawet jeśli jest w pełnej cenie więc ten argument, że dorośli więcej grają bo mają więcej kasy taki średni trochę. Co do Naval Action to podejrzewam, że sytuacja jest podobna do EVE Online. Miałem dokładnie taką samą sytuację jak parę lat temu w to grałem. Niestety nie są to tytuły ze szczególnie dużą ilością graczy. Nie wiem w jakie tytuły gra teraz młodzież, ale raczej nie takie z dużą ilością tabelek i współczynników. Podejrzewam raczej wszelkiego typu mmo typu WOW, WoT, LOL, DOTA, online shootery, batmany, itp. gry akcji. Ciekaw jestem czy są jakieś oficjalne dane na temat tego, które gry cieszą się największą ilością graczy i w jakim wieku są to gracze?

      2. MusialemToPowiedziec

        @Goblin_Wizard

        Z nastolatkami nie byłbym taki pewny. Według różnych statystyk liczba grających nastolatków i grających dorosłych to nie jest różnica jak między Chinami i Polską.

        Nie ma co się oszukiwać, nerdy z lat 90. wciąż grają – patrz: gikz – więc nie jest to wynik jak wtedy, kiedy gry były głównie grane przez młodych.

  3. lemon

    Japończycy znudzili się robieniem wyłącznie „klasycznych jRPGów” (których na rynku jest sporo, a chyba nawet coraz więcej) i zrzucili na świat bombę „Soulsów”

    Skoro Soulsy to erpegi, to nie zapominaj o God of War itp. produkcjach. Ba, fabuły (tego wyznacznika cRPG) nawet w nich więcej niż w Soulsach. 🙂

Powrót do artykułu