Spode łba – wszystko się kręci

bosman_plama dnia 10 lutego, 2015 o 8:48    86 

Wszystko, a szczególnie Ziemia. A my razem z nią. To zaś zdaje się prowadzić do totalnych zawrotów głowy (zważywszy na różne przypadki ludzkiej historii), ale przede wszystkim wpływa na nasze postrzeganie świata, jako czegoś umiarkowanie trwałego, podatnego na zmiany i – “tfu, tfu gestapo!” – dorastanie.

Nad naszymi głowami fruwają gwiazdy i galaktyki, komórki w naszych organizmach pojawiają się i znikają, kobiety obok nas zmieniają kolory i kształty fryzur. Gry z jednej strony próbują stawiać opór tej powszechnej zmienności wszechświata wydając w kółko te same tytuły, ale też jej ulegają i od czasu, do czasu, z oporami, wprowadzają zmiany. Tak, wiem, zwykle na gorsze. Nie licząc może grafiki, choć tu też zdania są podzielone.

Wszystkie te zmiany nie pozostają bez wpływu na nas, maluczkich. Jak wiemy, Księżyc potrafi wyczyniać różne rzeczy z naszymi organizmami, niektórzy wierzą, że układy gwiazd w dniu naszych urodzin mają na nas wpływ większy niż plątanina DNA. Halny podnosi nam ciśnienie, deszcz może wpędzić w depresję. A co gorsza, zmieniają nam się gusta.

new laraLara sama mogłaby zostać symbolem zmienności świata. To, że jej wygląd zmieniał się z tytułu na tytuł, to drobiazg. Ostatnio zmieniała się w ramach tego samego tytułu!

Nie jestem pewien, czy producenci gier biorą pod uwagę znaki zodiaku odbiorców. Stawiałbym na to, że niekoniecznie. Trudno byłoby przecież robić gry wyłącznie dla skorpionów (na przykład) i zarabiać na tym miliony. Ale kto wie? Większość gier adresowana jest raczej do nieustępliwych twardzieli, w oczach twórców wszyscy jesteśmy więc baranami (to na pewno, pozazodiakalnie) i skorpionami, a w każdym razie powinniśmy być. Z drugiej strony gry stają się coraz łatwiejsze, więc może postawiono na inne znaki zodiaku?

Jakkolwiek by nie było z horoskopami, można by się zastanowić, czy twórcy gier biorą pod uwagę zmienność naszych gustów. Mogę być wyjątkiem, ale gdyby prześledzić moją historię growych sympatii, dałoby się może wykreślić jakiś matematyczny model? Grając jako dzieciak grałem niemal we wszystko, czyli w to, co akurat było dostępne. Każda gra wydawała się ósmym cudem świata i nawet jeśli jakiś tytuł mi nie podszedł i tak zacięcie w niego grałem, po prostu dlatego, że był.

romNo cóż, ta gra nie była symulatorem (nawet, jeśli okładka trochę próbuje to udawać). Nie zmienia to faktu, że kiedyś zagrywałem się w nią do upojenia i z radością bombardowałem Kreml.

Najbardziej jednak ze wszystkiego lubiłem symulatory lotnicze. To nic, że częściej się rozbijałem przy lądowaniu, niż doprowadzałem misję do szczęśliwego końca. Uwielbiałem pilotować samoloty i helikoptery. Dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy po kilku latach przerwy w graniu (mniej więcej między dwunastym a piętnastym rokiem życia) na powrót zasiadłem do gry, odpaliłem symulator jakiegoś myśliwca, a mój mózg zrobił: “błeeeeeee…”.

Odkryłem za to w sobie miłość do strategii. Kupowałem każdą wydawaną w Polsce planszówkę i spędzałem długie godziny przesuwając własnoręcznie wycinane (a czasem i sklejane) żetony po heksach, grałem z bratem i kumplami w strategie planszowe własnej produkcji oraz, oczywiście, odkrywałem wspaniały świat strategii komputerowych. Jacyś kumple zwoływali już wtedy drużyny i zwiedzali lochy, ale kompletnie mnie to nie interesowało. Czas pomiędzy jedną a drugą wojenką gotów byłem poświęcić przygodówkom, od maleńkości pasjonowały mnie bowiem opowieści, ale już pierwszy kontakt z tym gatunkiem gier zaowocował nudnościami, więc odpuściłem.

centurionKiedy jeszcze nie było serii Total War grywaliśmy w Centruriona. Jak widać TW mocno od niego ściągał. Są formacje, aktywna pauza, zasięg głosu dowódcy. Był także podział na mapę taktyczną i strategiczną, konieczność dbania o poziom zadowolenia w prowincji (z minigierkami pozwalającymi nam rozegrać wyścigi rydwanów, albo pojedynki gladiatorów) a nawet dyplomacja.

O tym, że cRPGi mogą mieć sens dowiedziałem się dzięki Falloutowi. I choć strategie nie przestały dla mnie istnieć, to ustąpiły pola zwoływaniu drużyn. Gry oparte niemal wyłącznie na zwiedzaniu lochów przechodziły już wtedy na emeryturę, toteż nigdy nie nauczyłem się zachwycać tym rodzajem grania i – póki co – już mi tak zostało.

Obecnie cRPGi troszkę mnie męczą. Rozgrywam kolejne tytuły, ale coraz rzadziej sprawiają mi prawdziwą radość. Wstyd się przyznać, ale ze znacznie większą ochotą rzucam się na gry w stylu Uncharted czy Tomb Raider (Lara robiła na mnie wrażenie atrybutami, ale granie w nią uważałem za stratę czasu i pierwszym TR, w jaki zagrałem dłużej było Anniversary i dopiero od tamtego czasu jestem fanem serii).

panzer generalTej gry przedstawiać nie trzeba

Uznałbym to za nie tyle kwestię zmienności gustu, co proces odkrywania nowych gatunków, gdyby nie to, że owe nieszczęsne przemiany dotyczą nie tylko gier. W przypadku filmów kiedyś lubiłem przede wszystkim ultrapoważne, flakiwyrywające filmy psychologiczne, lubowałem się w możliwe najbardziej ponurych horrorach. Dziś nie mam ochoty się dobijać i wolę bzdurki i komedie. Z horrorów śledzę filmidła w typie Sharknado. Sympatia do thillerów została całkowicie wyparta przez zapał do oglądania kryminałów (acz tu akurat pojawia się wątek stałości – byłem fanem brytyjskich kryminałów jeszcze zanim angole zaczęli je kręcić). Literatura też jest, jak się okazuje, podatna na zmiany. Nie cierpiałem fantasy, teraz je lubię.

Nie wszystko da się wytłumaczyć dorastaniem. Jasne, jako jedenastolatek mogłem cieszyć się lekturami, do których ciągnie mnie już tylko sentyment. Ale już jako dorosły facet też podlegam zmianom i jestem w stanie je obserwować.

sighisoaraA Sighisoara wygląda tak.

Ale – wracając do meritum – czy twórcy gier również? Czy są świadomi, że ich odbiorcy zmieniają swoje zapatrywania na rodzaje gier? Na pewno byliśmy świadkami wybuchania mody na coś nowego. Po fali popularności drugowojennych strzelanek nastał czas strzelanek współczesnych i przyszłościowych. Zahibernowane przez dekadę albo i więcej przygodówki zaczęły wracać do łask. Czy jednak wynikało to z reakcji rynku na zmieniające się gusta twórców i odbiorców, czy było raczej typowym mechanizmem mody – czegoś było za dużo, przyszło znużenie i ludzie rzucili się na nowe gry.

Najłatwiej byłoby mi powiedzieć: “to nie ja się zmieniam, to gry. Dzisiejsze cRPGi są badziewne i dlatego coraz mniej je lubię. W Fallouta mogę grać zawsze.” To prawda, mogę. Ale Fallouty (1 i 2) już dawno przestały być grą, stały się znajomym miejscem, wracam do nich tak, jak chętnie (choć rzadziej) wracam do Sighisoary albo na Turbacz. Lubię te miejsca, oswoiłem je sobie. To nie ma nic wspólnego z gustem, może kiedyś miało (wolałem góry od równin). Teraz już nie.

Tak naprawdę, nie sądzę, by producenci gier brali pod uwagę fakt, że gusta nam się zmieniają. Jeśli zwrócili na to kiedyś uwagę, to zamiast ryzykować, że nie nadążą za chaosem zmian przyjęli znacznie praktyczniejszą metodę i wypuszczają na rynek tyle gier, że prawie każdy znajdzie coś dla siebie niezależnie od tego, co akurat lubi a co nie. Ponadto zamiast poddawać się naszym gustom, wolą je kształtować.

A może w ogóle bredzę i tylko ja jestem zmienny jak nastolatka przymierzająca kiecki przed pierwszą randką? Może Wy wszyscy jesteście jak skały i wasze gusta są równie stałe jak poziom polskiej polityki?

Dodaj komentarz



86 myśli nt. „Spode łba – wszystko się kręci

  1. Kawira

    U mnie jest wręcz przeciwnie :P. Od dzieciaka grywam w te same gatunki, te same mi też nie podchodzą (cRPGi – plamienie wszelkich erpegów) i jedyne co “ewoluuje”, to fakt że poszukuję coraz bardziej skomplikowanych i wymagających gier (w tym wieku znajomi się już mocno każualizują :D)

  2. shani

    W zasadzie to sentyment do tego co bylo lepsze powoduje (chyba wszystko bylo lepsze jak byl czlowiek mlody i kij, ze kasy nie bylo), ze spogladamy czesto wstecz. Nie moge czytac takich tekstow Bosmanie, bo zaczynam sie zastanawiac nad sensem istnienia 🙁
    A propos, wyszedl nowy, ponoc najwiekszy jak do tej pory patch do Wasteland2 🙂 Ciekawe czy cos z AI przeciwnikow poprawili… nadal wierze, ze ta gra w koncu sie stanie tym czym chocby Fallout. I nie ma dla mnie znaczenia, ze bedzie to po 8 czy 15 patchu!

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @shani

      Tak swoją drogą, pamiętacie jakąś grę z naprawdę dobrym SI? Nie, że mają na starcie +-nieskończoność do zasobów, albo zalewają gracza nieskończoną falą, ale rzeczywiście dobrze gra? Bo tak ładujemy (ja trochę też) w głupie SI w W2, a przecież pamiętam z walk, że i próbowali mnie oskrzydlać (czasem) i chowali się (też czasem) za przeszkodami i nawet wykorzystywali zróżnicowanie terenu (też czasem).
      Oczywiście, bywało i tak, że ciskali we mnie granatami na kosmiczne odległości, za to ultracelnie:P.

      1. lemon

        @bosman_plama

        Pierwszy Far Cry. Część grupy najemników przypierała mnie ogniem, reszta zachodziła z boku lub od tyłu. Nawet mutanty potrafiły zaskoczyć podstępnym zagraniem. Późniejsze gry może miały równie dobrą albo lepszą SI, ale to nie był taki skok jakościowy, jak FC kontra poprzedniczki. Z gier taktycznych typu Jagged Alliance niczego takiego nie kojarzę.

  3. aryman222

    moje gusta są niezmienne. królową od zawsze i na zawsze są strategie. RPGi są piękną kochanką. FPSy to taka wstydliwa przygoda w Tajlandii – choćby nie wiem jak dobrze było, wcześniej czy później przychodzi otrzeźwienie “co ja robię tu? czas wracać do królowej/kochanki”.

    co do przemysłu “growego”, to nie wydaje mi się, żeby brali pod uwagę starzejących się, dojrzewających graczy. łatwiej, taniej i zyskowniej wygląda dla deweloperów walka o gimbazę i okolice. są wyjątki. najwięcej w gatunku strategii (choćby od Paradoxu). w RPGach w zasadzie tylko CDP RED ma jaja, żeby robić opowieści dla dojrzałych graczy. tak czy inaczej – to co mamy wystarcza, żeby zaspokoić moje potrzeby.

  4. pan-hydraulik

    Raid Over Moscow, eh, nie ogarnialiśmy z kumplem jak sterować aby wylecieć z hangaru. Ale mieliśmy wtedy po jakieś 8 lat, zaznaczam na wszelki wypadek gdyby ktoś pomyślał że byliśmy pozazodiakalnymi baranami.

    Chlip chlip, znów się włącza nostalgia; ataryna 800XL podpięta do Neptuna 505 i skrzypiący dżoj przyssany do taboretu.

        1. WarNerd_PL

          @bosman_plama

          Nie ma co dramatyzować, przepracuj to. Fakt, że trzeba było jednocześnie utrzymywać kierunek, zwiększać ciąg, wznosić się i wciskać F cośtam żeby otworzyć wrota hangaru, ale to jest do ogarnięcia.
          Minęło już parę latek, więc mogę zdradzić jednego hacka. W RoM, tak jak i w Beach Head, wystarczyło poczekać na demo i podczas prezentacji ulubionego poziomu wcisnąć fire – wtedy można było na tym poziomie grać. Sam żem to odkrył, nie chwaląc się.

  5. idomes

    Za wcześnie na wysnuwanie jakichś długofalowych wniosków ale narodziny córki w zeszłym roku już są pewnym punktem zwrotnym w moim graniu. Oczywistością i banałem jest inne gospodarowanie czasem (gram kiedy mała śpi), więc pełnię uwagi przeniosłem na fabułę, spójność świata, czy ma jakiś start do książki, którą mógłbym w tym czasie poczytać (nie ma).
    Strategie jako zbyt czasochłonne odpadły w przedbiegach (X-com wessał i równie łatwo puścił), praktycznie przestałem grać w FPS-y, strzelanie dla samego strzelania przestało mnie kręcić. Indyki, platofmówki, których główną zaletą jest “pomysł” też poszły do kąta. Życzliwszym okiem zacząłem znowu spoglądać na rpg-i i to jaką historię opowiadają, ale tu z kolei trzeba marnować kupę czasu na walkę. Wielkim powiewem świeżości okazało się być Always Sometimes Monsters, ale tylko do czasu odkrycia, że mechanika gry wymaga farmienia wielkich ilości hajsu, a to już mam w realu. Może jest jakaś nisza rpgów obyczajowych, ale poza To the Moon nic nie przychodzi mi do głowy.
    Nie wykluczam, że to chwilowa blaza i bardziej doświadczeni rodzice pocieszą, że przeminie, ale patrzę teraz na swoją bibliotekę steamową i widzę może ze 20 tytułów, które nie wydają się być stratą czasu.

        1. Revant

          @idomes

          tak na szybko:
          katawa shoujo – całkiem fajne romansidło z ciekawym spojrzeniem na życie młodych osób niepełnosprawnych fizycznie
          kara no shoujo – majstersztyk, moja ulubiona vn, świetny kryminał/horror, z wątkami romansowymi (których nie musimy ruszać, aby cieszyć się historią), z mnóstwem ścieżek i zakończeń.
          phoenix wright (cała seria, np. z dsa) – rozwiązywanie zagadek kryminalnych z dużą ilością humoru, ale i odpowiednio wyważoną powagą
          Cherry Tree High Comedy Club – fajna komedia, z ciekawym gameplayem jak na nv

    1. aihS Webmajster

      @idomes

      Zasmucę cie, lub nie, ale to nie ma żadnego związku z posiadaniem potomstwa. Ludzie potrafią tracić zainteresowanie ulubionymi aktywnościami z dnia na dzień i nie ma w tym nic niesamowitego. Możesz mi zaufać, mam dyplom ze szkolenia nt. psychologii finansowanego z środków Unii Europejskiej.

    2. furry

      @idomes

      Ja teraz zaczynam doceniać strzelanie dla samego strzelania, bo na nic innego nie mam czasu 🙁 Siadam do kompa po 22.00, raz na jakiś czas, akurat na sesję w Borderlands, przerwy między posiedzeniami są zbyt długie, żeby grać w coś z fabułą, bo po 2-3 tygodniach wyleci z głowy po co szedłem do kopalni w jakimś miasteczku i czy ten NPC jest cool, czy wcale nie.

      Tak zawisło parę gier, a w 2014 nawet nie napocząłem Wasteland 2 czy Divinity: Original Sin. Od dwóch lat nie mogę przysiąść do Fallouta New Vegas i Civ 5 – rzeczy nad którymi spędzałbym 16 godzin na dobę, gdybym mógł. Nowy X-COM jakoś skończyłem ale trwało to pół roku, siadałem z doskoku do 1-2 misji wieczorem i było jakoś tak meh, nie wiem o co chodzi, chyba nie złapałem kontaktu z żołnierzami.

    3. powazny_sam

      @idomes

      No to skoro taki temat to nie byłbym sobą jakbym 3 groszy nie dorzucił.
      Ja widzę to inaczej:
      Potomstwo=mniej czasu na granie=więcej wysiłku aby znaleźć choć godzinę na ulubione hobby(a online to więcej^3)=gry stają się dobrem rzadkim=doceniasz nawet te ciulowe pozycje na które wcześniej byś nawet nie spojrzał. Byle szybko, łatwo i przyjemnie. Przede wszystkim szybko, bo jeszcze dziecko się obudzi 😉

      Jest jeszcze cudowny wynalazek pt. gry Lego w trybie “na dwa pady”: dziecko udobruchane, tata też się nie nudzi, a czas spędzony z potomstwem zaliczony. Prawie jak zjeść ciastko i mieć ciastko (ale to już jak latorośl choć trochę podrośnie).

    4. projan

      @idomes

      Przestałem mieć czas gdy urodziło się moje pierwsze dziecko (czyli 7 lat temu) i przechodziłem etapy w których twierdziłem, że na wszystko szkoda czasu i coś co zabiera go więcej idzie w odstawkę. Swego czasu segregowałem nawet gry oczekujące wg ilości czasu na przejście. Te najkrótsze oczywiście na początku, żeby przejść gier jak najwięcej.
      Teraz biorę to co chcę i cieszę momentem gdy gra sprawia mi przyjemność.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Nitek

      Platfy to jeszcze na ataki i spectrumie. A potem jakoś nie, chyba, że zaliczymy Alicję. Nie wgryzłem się. Strzelałem trochę, zwłaszcza w czasach kafejek, kiedy całe noce przegrywałem w MoH:AA, po czym uznałem, że internet to zło:).

      Grałem prawie we wszystko, ale opisałem tylko to, na co miałem i miewam ostrzejsze fazy.

  6. aryman222

    @ Waldek – mat

    generalnie nisko oceniane są Pality, ALE ja bym się tak bardzo nie kierował marką, bardziej oceną konkretnych modeli. miałem Gigabyte GTX 260, mam Gigatybe GTX 570 OC i nigdy żaden nie padł. zatem nasze doświadczenia z tą marką są krańcowo różne.

    wybór karty (i nie tylko) warto zrobić w ten sposób:
    a) wchodzisz np. na skąpca http://www.skapiec.pl/szukaj/14/gtx+760/pop , sortujesz karty wg. popularności, potem wg. wysokości ocen (zwracając uwagę również na ilość ocen, im więcej tym jakość ocen powinna być większa). wybierasz kilka modeli zarówno popularnych jak i cieszących się wysokimi ocenami;
    b) wybrane modele wklepujesz w googla wyszukując recenzje;
    c) dokonujesz wyboru 🙂

      1. aihS Webmajster

        @Waldek-Mat

        Z tego co pamiętam napisałeś, że obecna karta jest stałym bywalcem serwisu – jak stałym? Jeżeli bardzo stałym to możesz domagać się zwrotu kasy lub nowej karty na mocy ustawy. O szczegóły możesz pytać na bezpłatnej infolinii 800 889 866.

        #uokik #mtp #5plndlamnie

        1. Waldek-Mat

          @aihS

          W czerwcu naprawili artefakty, w październiku zaczęły się ponownie problemy, po około 10 minutach grania czasem nawet w starocie następuje reset komputera – od tego 3 razy dawałem na serwis Proline a oni wysyłali kartę do Gigabyte bo karta ciągle na gwarancji.

          1. aihS Webmajster

            @Waldek-Mat

            Skorzystaj z telefonu, który podałem lub uderz do lokalnego oddziału Federacji Konsumentów bo twój przypadek moim zdaniem kwalifikuje się do “zwrotu pieniędzy lub wymiany sprzętu na nowy”.

            Nie mówię, że będzie szybko i łatwo, ale jest o co powalczyć moim zdaniem.

  7. lemon

    Mnie się specjalnie gusta gatunkowe nie zmieniają, ale z biegiem lat zauważam, że szukam przede wszystkim wciągających fabuł. Nudzą mnie już sandboksy (nie chce mi się Skyrima nawet zaczynać), a coraz więcej gram w przygodówki. Zadziwiające jak trudno devom napisać porządną historię i okrasić ją paroma wyrazistymi postaciami. Zresztą, nawet same postacie mogą “zrobić” grę, kiedy fabuła jest co najwyżej taka se (jak np. Enslaved).

  8. mr_geo

    No ja właśnie sprawiłem sobie drogą kupna “Sunless Sea”. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony w ogólnym kierunku “Don’t Starve ale z piratami, fuck yeah!”. Naprawdę się napaliłem na granie. Pograłem I po paru godzinach grania… wyłączyłem i szczerze powiedziawszy nie mam parcia żeby włączyć ponownie. Co gorsza nawet nie wiem dlaczego?!?? Naprawdę nie potrafię wyciągnąć metaforycznego palucha i wskazać “o, to i to i ten element obsysa i rujnuje cały fun”.
    No bo gra nie jest zła. Ma właściwie wszystko co obiecywała trailerami, teaserami i innymi opisami. Ma estetyczną, klimatyczną grafikę. Ma fajne FX i muzykę. Jest sandbox. Jest nie obrażająca inteligencji gracza mechanika. Jest fajne backstory. Jest humor. No są drobne niedoróbki, ale to pierdoły i sprawy kompletnie drugo- i trzeciorzędne. Ogólnie solidna produkcja, która ma wszystko co trzeba, tylko to wszystko zebrane razem jakoś nie przereagowało i nie stworzyło chemii.
    Chyba się zestarzałem. Albo ta beznadziejna zima tak poziom endorfin zbiła że już tylko pić zostało 🙂

    1. shani

      @mr_geo

      Eh, podobnie jak u mnie z Gods will be watching, tak bardzo hajpowalem sie, zakupilem, pogralem troche, ale ponownie juz do tego nie wrocilem… Naprawde nie wiem o co kaman… o_O
      Jako przeUberWielki fan rogali mocno licze na Sunless Sea, nawet na moment nikomu nie uda sie mnie przekonac, zeby tego nie kupowac. Ale to chyba jakas alfa czy beta dopiero? Moze sama rozgrywka sie jeszcze mocno zmieni?
      A w ogole to jestem jakies *set metrow od PayŚciany w HS`a, tylko nasluchiwac, az bedzie JEB!

        1. shani

          @aihS

          No ale przeciez DD to dopiero wczesny dostep? Osobiscie Nitek mnie zmartwil, bo faktycznie SS premiere juz mialo, a ja to przegapilem 🙁 Musze odjac sobie jedno slowo od mojego tytulu, dzis juz jestem tylko przeUber fan 🙁 Na wielkiego juz nie zasluguje 🙁

Powrót do artykułu