Spode łba – świat się śmieje?

bosman_plama dnia 24 marca, 2015 o 8:47    81 

Komedie ciągle sprzedają się najlepiej. Jeśli macie kablówkę albo taka jedna telewizję cyfrową, to wiecie, że ilość kanałów komediowych rośnie, często kosztem innych kanałów tematycznych. Świetnie sprzedają się komediowe filmy i powieści. A gry?

Gdyby oceniać charaktery graczy pod kątem tego, w co grają, nie wyglądalibyśmy najlepiej. Jak wiemy pomysł takiej oceny nie jest wcale abstrakcyjny – mass media ciągle to robią. Jesteśmy zatłuszczonymi pryszczatymi nastolatkami, bo dorośli nie grają, a ci co grają nie ruszają się sprzed monitora, więc tyją. Tylko nasza nieruchawość uchroniła świat przed zagładą, bo prawie wszyscy mamy mordercze skłonności. Ponadto jesteśmy szowinistycznymi świniami, które dokonywałyby masowych molestowań i gorzej, gdyby tylko chciało im się ruszyć sprzed kompa.

SOUTH-PARK-Przykład udanego komediowego cRPGa, jednego z bardzo nielicznych. Ale to zasługa świata i bohaterów przeniesionych z kreskówki, dla której humor to podstawowy element kosmosu.

Powyższy opis to nic nowego, wszyscy czytaliśmy o tym wielokrotnie i przeczytamy jeszcze nie raz. Gdyby jednam mass mediom chciało się poświęcić czemuś mniej widowiskowemu niż mordowanie i molestowanie bliźnich, mogłyby dojść do jeszcze straszliwszych wniosków. Tych mianowicie, że przy wszystkich pozostałych wadach jesteśmy niemal pozbawieni poczucia humoru.

A to dlatego, że gier komediowych prawie nie ma. A kiedy już się ukazują, częściej przepadają, niż odnoszą komercyjny sukces. Elementy komediowe pojawiają się wprawdzie w wielu grach, jednak na nasze nieszczęście humor dotyczy często zjawisk związanych z umieraniem bądź molestowaniem (czapki z głów przed Japończykami). Bądźmy szczerzej, jeżeli uśmiechamy się przed monitorami, to najczęściej z mściwą satysfakcją.

bc2

Trochę nie te Święta, ale kompania zacna

Nie uda mi się tym razem uniknąć wspomnienia o Fallout. Te gry z humoru uczyniły swoją siłę. Choć w wymowie są bardziej niż poważne, to przepełnia je czarny humor, najmocniej zresztą obecny w opisach świata i w materiałach dotyczących jego historii, które możemy tam znaleźć. Równocześnie jest Fallout przykładem na to, że gracze nie przepadają za humorystycznym podejściem do sprawy. Fallout2 był krytykowany przez fanów właśnie za to, że za dużo w nim było humoru, a stężenie easter eggów przekraczało – zdaniem części fanów – dopuszczalne w tej grze rozmiary. Tropem Fallout poszedł Borderlands, który też jest grą w scenografii post apo i też przygotowane zostało ze sporą dawką przymrużenia oka. Umowność dekoracji Borderlands bywa chyba nawet większa niż w Fallout, a w każdym razie mocniej rzucająca się w oczy. Na pewno mocniej niż w nowych Falloutach, w których setting a’la lata 50 XX wieku jest mniej wyczuwalny niż w klasycznych Falloutach.

aad1Z nieznanych mi powodów gracze nie polubili strzelania rekinami

O ile jednak elementy humorystyczne mogą być zaakceptowane przez graczy, to gra czysto komediowa ma już wszelkie szanse na to, żeby okazać się klapą. Jeszcze w przygodówkach gracze są skłonni cieszyć się humorem (np. w seriach Sam i Max albo Reksio). Inne rodzaje gier nie mają już tak łatwo (nie licząc może simdate). Remake Bard’s Tale, czyli komediowe cRPG przepadło i chyba mało kto o nim pamięta (poza Brianem Fargo). Podobnie przepadła strzelanka Armed and Dangerous, choć to prawdziwe cudo. Problem tych gier polegał częściowo na tym, że podchodziły do kwestii komediowych dość radykalnie – humor nie był pobocznym elementem rozgrywki, ale jej integralną częścią. Twórcy AaD okazali się już zupełnymi radykałami, bo nawet tak podstawowe elementy rozgrywki jak bronie uczynili humorystycznymi (np. moje ulubione strzelanie rekinem). Kto grał w tę grę, ręka do góry. Zbierała głownie pozytywne recenzje, więc nie jest tak, że ktoś próbował graczy do niej zniechęcać. Zniechęcili się sami.

evdTo dlatego, że jesteśmy konserwatystami, że lubimy tylko te piosenki, które już znamy. Nie mamy nic przeciwko elementom humorystycznym w grach. Takie Bad Company sprzedało się świetnie i jest jednym z nielicznych przykładów prawdziwego sukcesu komedii wśród strzelanek w ostatnich latach. Pytanie jednak, czy za sukces nie odpowiada przede wszystkim świetny – i całkowicie poważny – system multi. Komedia w singlu była, jak to w serii Battlefield, tylko dodatkiem do multi. No i twórcy BC nie kombinowali – rozgrywka jest stu procentowo poważna, humor zapewniają postaci bohaterów i dialogi między nimi.

mdk2Ja i mój sarkastyczny pies przyszliśmy spuścić wam łomot

Warto zaznaczyć, że kiedyś było inaczej. Gier pełnych humoru, czasem absurdalnego (np. w MDK) było więcej. Przesiąknięte były nimi gry w zarządzanie czymś tam. Sztandarowym przykładem może być tu Evil Genius, który cały jest oparty na pomyśle parodii i przeniknięty dowcipami do cna, ale także poważniejsze zarządzałki nie pozbawione były humoru. To zaczęło się zmieniać, gdy uparliśmy się, że najważniejszym elementem gier jest hiperrealistyczna grafika. A ona nie pomaga żartom. Zauważcie, że Borderlands od razu, samym pomysłem na grafikę, mówi: a teraz trochę pożartujemy. Umowność sprzyja żartom, hiperrealizm nie. Dlatego w czasach, gdy grafika stanowiła mniejszą lub większą umowność łatwiej było twórcom korzystać z humoru. Jeśli oddawali graczowi kanciaste piksele czuli czasem chęć by ubarwić je dowcipem, z kolei “białym kołnierzykom” łatwiej było przełknąć dowcip. Kolejna odsłona MDK póki co nie powstaje, między innymi dlatego, że na nasz nieco skostniały rynek, założenia tej gry mogłyby się okazać zbyt… rewolucyjne.

lego_batman-2Lego to kolejny przykład udanej komedii. A przy okazji przykład jak wiele dobrego może zdziałać umowność graficzna

Ale to nie wszystko. Ponieważ cała nasza kulturowa rzeczywistość jest rzeczywistością wrzasku (upowszechnienie mediów poprzez tanie telewizje oraz internet sprawiło, że każdy może nadawać coś w eter i prawie każdy czuje taką potrzebę – zobaczcie ile jest blogów, stron tematycznych, komiksów sieciowych itp. itd., w związku z czym do publicznej wiadomości przebijają się tylko najbardziej widowiskowe; na naszym rynku sztandarowym przykładem jest niejaki Kominek, który przebił się ponieważ bluzgał na kogo się dało, był więc głośny, wyrazisty i zauważalny) nie ma miejsca na subtelności. Walimy coraz lepszą grafika, coraz bardziej spektakularnymi wybuchami, ale też coraz mocniejszą tematyką. Lara już nie jest sprawną archeolog, która rozwala dinozaury i bandytów, teraz musi cierpieć. Wojna już nie jest taka sama, zamiast przedzierać się przez zastępy wrogów padamy ofiarą zdrad (niemal do znudzenia, bo “niespodziewana zdrada” stała się prawie obowiązkowym elementem) i przyglądamy się cierpieniu cywili, a nasi kumple umierają w sposób okrutny i podniosły. Gry indie zamiast po humor wolą sięgać po traumy ewentualnie artyzm – a wiadomo, że humor rzadko łączy się z artystycznością.

aad2I znów – są wyjątki. Ale słowo: “wyjątki” jest tu kluczowe. Toż nawet gdy twórcy cRPG sięgnęli po styl graficzny rodem z kreskówek nie wykorzystali go by pójść w umowność i humor – na czym od lat budują swój sukces filmy animowane – ale traumę i zafundowali nam pełną rozpaczy opowieść o nibywikingach. To oczywiście bardzo dobra, interesująca i dość oryginalna gra. Ale ponura jak pryszczaty nastolatek planujący mord podczas grania w strzelankę. Gdyby przyjrzeć się rynkowi gier, to na podstawie proporcji gier zawierających znaczące elementy humoru do tych, które go nie nie zawierają oraz na podstawie analizy sukcesów gier komediowych, trzeba by dojść do wniosku, że wszyscy z branży gier to strasznie ponurzy ludzie.

banner sagaPrzepis na sukces – weź grafikę z kreskówek i daj się graczom załamać psychicznie

Zapewne ma to swoje przyczyny także w tym, co jest istotą gier – w mechanice rozrywki. Ale istnieją przykłady na to, że da się zrobić dobre, wesołe przygodówki (o to chyba najłatwiej), platformówki (też, acz warto zauważyć, że w nich humor obecny jest przede wszystkim w grach kierowanych do dzieci, tym rodzajem gier w ogóle starałem się tu nie zajmować, bo to osobny segment) a nawet strzelankach. Dlaczego jest ich mało? Po pierwsze – bo wcale nie jest taką grę łatwo zrobić. Po drugie, bo gracze chyba jej nie chcą. Gracze chcą jednej i tej samej mechaniki gier – z pewnymi innowacjami, owszem, ale bez prawdziwych zmian dotykających istoty rozgrywki. Gracze to banda konserwatywnych ponuraków. Nawet jeśli w grach od czasu do czasu pojawi się coś zabawnego, to na tle kina i literatury jesteśmy szalenie specyficzni. jeśli więc szukalibyśmy szczególnych wyróżników gier na tle innych mediów, nikłe (proporcjonalnie) przejawy humoru mogą stanowić jeden z nich. Trochę niewesoły.

Dodaj komentarz



81 myśli nt. „Spode łba – świat się śmieje?

  1. furry

    Ej, ale Borderlands to chyba jednak nie post-apo…

    Raczej western, z ekstremalną ilością wielkanocnych jaj i megatopornym puszczaniem oka, ale właśnie z tego przegięcia zrobili coś fajnego i wyróżniającego. Rekina nie ma, ale jest na przykład The Bane, broń ze świetnymi statystykami, która wydaje strasznie denerwujący dźwięk. Sposób jej zdobycia też jest ciekawy.

  2. Revant

    Ja tam się cieszę, że w porównaniu do telewizji i filmów nie robi się gier-komedii masowo. Przeglądając np. takie Comedy Central z żoną, oboje zawsze kończymy na oglądaniu powtórek Przyjaciół (a oboje poznaliśmy ten serial tak naprawdę z rok-dwa temu). W kinie już dawno nie było nic śmiesznego, zwłaszcza u nas w kraju (ostatnio próbowaliśmy oglądać polecone przez kogoś”Last Minute” – dear god, why…). Kończę w tym roku 25 lat, stary więc nie jestem, to czemu tak bardzo podobają mi się “starocie”, które tak naprawdę oglądam pierwszy raz dopiero teraz (patrzę na was, pierwsze sezony Dwóch i pół 😉 )? W grach podobnie – taki South Park jako typowa komedia wyszła znakomicie bo to był po prostu interaktywny odcinek wieloletniego serialu, bo za cały scenariusz odpowiadali oryginalni twórcy. Gdyby ktoś próbował zrobić grę z humorem, który aktualnie się sprzedaje…to dostalibyśmy niezły crap :/ gracze, trzeba przyznać, są bardziej świadomymi odbiorcami niż statystyczny widz, co jeszcze nas ratuje. Z drugiej strony, szala coraz bardziej się przechyla.

      1. Revant

        @slowman

        Odbiorcami, a nie klientami 😉 wystarczy popatrzyć jak ludzie oceniają te tytuły – w destiny grają już tylko zapaleńcy, w the sims tylko fani, call of duty to kupowane tylko do multi, the order to typowe story zakupić – zagrać – zapomnieć (poprzez wystawienie gry na allegro). Popatrz zaś np. w co gra się najwięcej na steamie – gry z przed kilku lat, świadomie wybrane, a nie kupione od tak.

        1. slowman

          @Revant

          Zapaleńcy i fani to gorzej niż przypadkowa ofiara komedii Sandlera 🙂 Świadomy odbiorca by nie kupował nowego CoD dla multi, bo w starym był taki sam.

          Naprawdę? Ludzi grających w multiplayera i otwarte światy porównujesz do ludzi oglądających filmy pod względem ilości spędzonego czasu przy tytule?

          1. Revant

            @slowman

            Co do CoDa to pytaj Nitka, czy czuje się pokrzywdzony po kupnie Cod: AW 😉

            Porównuje zaś ogół graczy na podstawie możliwego czasu spędzonego z grą (replaybility to ważny element), do osób, które chodzą do kina co rusz na nowe filmy, kompletnie zapominając na tym co się było. Tak ogólnie podchodzę do tematu. Pytanie fundamentalne: czy film/gra zasługuje na miano dobrej, jeżeli zapominasz o niej po wyjściu czegoś nowego?

            1. slowman

              @Revant

              No dobra, ten jeden z jetpackami coś zmieniał od pewnie 2007 roku.

              Chyba lepsze porównanie by było między powrotem do gry/filmu po x latach, a nie trwaniu przy tym samym przez te x lat. Ale i tak by nie było naprawdę miarodajne, bo te media mają zupełnie różną żywotność.

              1. Revant

                @slowman

                Ale tutaj idziesz w kierunku produktu, a nie klienta 😉 patrząc np. na ceny filmów i gier to niemal pewne jest, że gracz się dwa razy zastanowi nad zakupem, niż taki widz. Nie słyszałem nigdy od jakiegoś gracza “damn, kupiłbym jakąś grę”, zaś od bywalców kinowych często słychać “choć pójdziemy na coś do kina”.

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @furry

        Scrubs to nie serial tylko zjawisko:).
        Z w miarę nowych (ale zdaje się, że też już jest skończony) seriali komediowych ogromnym zaskoczeniem było dla mnie przypadkowe odkrycie Hot in Cleveland. Co chwilę ktoś gdzieś wspominał, że to świetna seria, ale zbywałem to wzruszeniem ramion, bo przecież serial o grupie nienajmłodszych pań mieszkających pod wspólnym dachem nie może być dla mnie, nie? Co mnie obchodzą dramaty miłosne czterdziestolatek i pięćdziesięciolatek?

        Sam nie wiem jak to się stało, że przypadkiem wskoczył mi przed oczy odcinek o tym, jak Steven Tyler (Aerosmith) jest dżinnem spełniającym życzenia, w związku z czym panie wędrują po alternatywnych rzeczywistościach mających być spełnieniem ich fantazji i na przykład… budują swoich idealnych mężczyzn z kawałków zombie:P.
        Nie wszystkie odcinki są tak zakręcone, nie wszystkie są równie dobre, ale zostałem fanem.

  3. Private_dzban

    To stwierdzenie, że gracz = ponurak, bo gry przeważnie nie tykają gatunku komedii to psztyk w nos mainstreamowi czy analiza profilu psychologicznego przeciętnego gracza? Jeżeli to drugie, to mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że robisz dokładnie to co krytykujesz? 😉
    No i coś co pojmuję jeszcze mniej to mierzenie gier miarą, którą mierzy się film. Pomiędzy grami a filmem jest kanion różnicy, tak jak pomiędzy filmem a książką, więc ocena jednego medium przez pryzmat drugiego wydaje mi się nie na miejscu. Chyba.

  4. Fantus

    Ale przecież jest wiele gier komedii, tylko, że niezamierzonych! 🙂

    SimCity 5
    The Order cośtam
    Watch Dogs…

    Następną tragikomedią będzie – tu wieszczę – The Division. Boki zrywać jak gracze rzucają kasą w monitor, a będzie następny generic-shooter-rpg z powtarzalnym settingiem, lokacjami do odblokowania (wieże…), questami FedEx, skryptowaną AI i milionem bugów.
    Jak się nad tym zastanowić to większość środowiska graczy to jest największa komedia.

  5. Tasioros

    Po przeczytaniu tego tekstu zastanowiłem się, jaka gra była dla mnie najzabawniejsza. Oczywiście padło na starocie: Neverhood i seria Monkey Island. To niestety prowadzi do banalnego wniosku, że “kiedyś gry były lepsze”. Ale najnowsza część (części) Monkey Island też były niezłe (Guybrush w swej podwójnej roli złośliwie przekręcający swe własne nazwisko, co przecież wkurzało go przez wszystkie części gry), Sam & Max i ich gry słowne:

    Sam: “Please do not feed the submarine.”
    Max: What can you feed a submarine, anyway?
    Sam: Nothing. Weren’t you listening?

    czy choćby i Deponia, która zaskoczyła mnie poziomem dowcipu.
    Po powyższym widać, że faktycznie prym w komedii wiodą przygodówki. Jest jeszcze Deadpool, którego chcę sprawdzić czy śmieszy, ale przecież go nie ma.

  6. michrz

    Komedie jednak się zdarzają. Przytoczę chociażby Portal (1 i 2) jako świetny przykład użycia humoru w grach. Budujący klimat, dobrze wyważony, wzbogacający rozgrywkę. Poza tym jest taki świetny rogal jak Dungeons of Dredmor, który to cały na humorze stoi mając przy okazji dobrą mechanikę i będąc bardzo zacną grą. No i właściwie każda gra od Double Fine w jakimś stopniu na humorze stoi, a taki niedawno przeze mnie ogrywany Brutal Legend po prostu zmiótł mnie klimatem i łączeniem heavy metalu z humorem. W sumie to jest trochę jak w życiu – niektórzy autorzy piszą komedie, inni niekoniecznie. Ale w grach ten balans mi się podoba, dobrze, że nie wszystko jest parodią.

  7. Redook

    Ostatnio odpalilem sobie FC3 Blood Dragon, pogralem tylko chwile tak ze nie moge sie wypowiedziec czy jest tak caly czas ale poczatek to ladna parodia + kilka zabawnych tekstow (“Tell my wife… I died fighting for my country!” – “You can tell her that yourself!”)

    No i jest jescze Saints Row gdzie w czworce (trojce w sumie tez) vilition poszlo juz calkiem w strone szalonej komedii. Chociaz nie zawsze humor do mnie trafial (dildo! ha_ha… no, to pozartowalim).

    1. Iago

      @Redook

      No, SR3 było mocne. Od pierwszych scen (napisy a’la SW, bank, samolot) było wiadomo, że to zgrywa na pograniczu dobrego smaku. A potem twórcy poszli daleko poza te granice (wyścig kucyków, anyone?). W DLCkach też było nieźle (zwłaszcza komentarze/wymiany zdań reżysera i naszej co-star w Gangstas in Space).

  8. powazny_sam

    Ogrywam teraz z bratem Dead Island i nie mogę się oprzeć wrażeniu że ta gra wręcz błaga o czarny humor. Tymczasem mamy śmiertelnie poważną “fabułę” (denną) i postacie których kwestie trzeba jak najszybciej pomijać aby nie zejść z zażenowania. Gdyby twórcy zdecydowali się na jajarskie podejście mielibyśmy jedną z najlepszych polskich gier, bo mechanika rozgrywki pomimo paru dziwnych rozwiązań jest całkiem przyjemna.
    Pomyśleć że to ten sam Techland co potrafił zrobić grę z przymrużeniem oka. (Call of Juarez:Gunslinger).

  9. MHT

    Nitek, Darkes Dungeon wyborny, bardzo fajnie (chociaż wiedźma żyje 😉 ) – nie dostałem powiadomienia na maila, przypadek czy celowe działanie? Pytam w kontekście Bloodborna, bo nie chciałbym przegapić. No i czy już jakoś go zaplanowałeś w jakimś strumyku?

  10. MisBimbrownik

    A gdzie Theme Hospital? Strategia była przyjemna i “na poważnie” jednak choroby pacjentów oraz sposób ich “leczenia” były zdecydowanie humorystyczne. Polowanie na szczury również było ciekawe :>
    A co z “Z”? Przyzwoity RTS w którym podbijało się kolejne obszary jednostkami które posiadały rozbudowany wachlarz animacji – np. strachu gdy posyłało się piechurów z karabinami na czołgi. Również animacje śmierci były ciekawe.

    W temacie polecam również film na YT ukazujący na ile sposobów może umrzeć Marine w StarCraft 2 – i tu można znaleźć humorystyczne akcenty.

Powrót do artykułu