Spode łba – rysowane światy

bosman_plama dnia 22 lipca, 2014 o 9:23    61 

Lubię literaturę (i filmy i gry) fantasy. Nie uważam jej za gorszą od SF, choć nie da się ukryć, że komuś, kto na niczym się nie zna pozornie łatwiej jest napisać historię o elfach i krasnoludach niż o marsjanach i jowiszanach. Tak naprawdę stworzenie dobrego, oryginalnego fantasy wymaga nie tylko sporej wiedzy, ale także dużej wyobraźni i pewnej dawki talentu. A także umiejętności stworzenia czegoś nierealnego.

Gdybym miał wyliczyć swoje ulubione filmy fantasy, to obok “Legendy” Ridleya Scotta, “Excalibura” Johna Boormana i “Conana Barbarzyńcy” Johna Milliusa znalazłyby się też “Księżniczka Mononoke” Hayao Miyazakiego, “Sindbad: Legenda Siedmiu Mórz” Tima Johnsona i Patricka Gilmore’a oraz serial “Fullmetal Alchemist: Brotherhood”, którego twórcą jest Hiroshi Ônogi. Ba, na kolejnych miejscach takiej listy więcej znalazłoby się zapewne filmów animowanych niż tradycyjnych. Czy oznacza to, że w moim przekonaniu aimacje lepiej nadają się do ukazywania światów fantasy?

excaliburSiłą filmu “Excalibur” (1981) była ucieczka od realizmu w stronę teatralnych umowności. Oczywiście, był przy tym niesłychanie brutalny i znakomicie wygrywał kontrast między umownością scenografii a dosadnością treści. Jednak o to właśnie chodziło, że twórcy znaleźli własną ścieżkę opowiadania historii i ukazywania świata. Dziś, np. w “Grze o tron” realizm scenografii towarzyszy realizmowi fabuły. Akcja toczy się wartko, serial zbiera świetne recenzję, ale magię diabli wzięli.

Oczywiście, że tak!

Inaczej niż SF a nawet horror, czy steampunk, zadaniem fantasy jest ukazanie nam światów zmyślonych, innych niż nasze, zamieszkiwanych przez inne rodzaje istot. Horror opowiada o groźnych niesamowitościach wkraczających w nasze życie, SF o tym, jak nasz świat odmienia technologia, a steampunk o tym, jak mogłaby go odmienić technologia, którą zarzuciliśmy. Tylko fantasy oferuje odbiorcy świat stwarzany od nowa, pełen praw i zasad podważających to co, znamy. Tylko fantasy oferuje nam prawdziwą nierealność i dotknięcie niezwykłości. Oczywiście, odrealnienie takiego świata nie może być całkowicie – wtedy musiałby on zostać opisany niezrozumiałym dla czytelnika językiem. Pisarzy, filmowcy oraz twórcy gier i komiksów muszą w związku z tym zgadzać się na kompromisy. Te czasem bywają mniejsze, czasem większe. W filmach aktorskich muszą być większe, w przypadku filmów animowanych jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia.

Mononoke1

“Mononoke-hime” – starzy bogowie w ciałach zwierząt i nowoczesna technologia, chciwość maluczkich, polityka i furia wojny. Historia, której chyba nie można by opowiedzieć inaczej, niż tylko przy użyciu animacji.

Dzisiejsze możliwości techniczne sprawiają, że reżyser może nakręcić co chce i jak chce. Także sztuka charakteryzacji, od dekad pozwala deformować oblicza aktorów. A jednak, wśród przebogatej menażerii stworów i bohaterów prawie zawsze  koniec końców spotykamy znajomą ludzką twarz, a ten widok ciągnie nas ku realizmowi. Co więcej coraz doskonalsze techniki komputerowych animacji, tak w grach jak i filmach, w sposób naturalny ciążą ku hiperrealizmowi. Przyjęło się, że wykorzystanie grafiki komputerowej w celu odkształcania i odrealniania świata nie pozwala ukazać pełni możliwości komputerów i obsługujących je twórców. Moim zdaniem to nieporozumienie, ale raczej nie zgadzają się ze mną ani filmowcy ani twórcy gier. Dla nich każdy krok ku hiperrealizmowi to dowód na rozwój. W efekcie nawet w filmach i grach fantasy najnowocześniejsze technologie wykorzystywane są dla podbicia bębenka realizmu. Owszem, efekty czarów stają się coraz bardziej widowiskowe, ale wbrew pozorom to także krok ku quasirealizmowi. Owe efekty tworzone są przecież według zasady: gdyby magia rzeczywiście istniała, jej efekty musiałyby wyglądać właśnie tak. Stąd coraz bardziej realistyczny ogień w fajerbolach, coraz prawdziwiej wyglądające sople lodu w magii mrozu itp. itd. Umowność spychana jest w cień. Pamiętacie iluzje towarzyszące rzucaniu potężnych czarów w Planescape:Torment? Podobnych efektów czarów jest coraz mniej.

sindbad“Sindbad: Legedna siedmiu mórz” – dlaczego boginie chaosu zawsze są tak piekielnie seksowne?

Zupełnie inaczej jest w przypadku filmów animowanych. One już na starcie informują nasze mózgi, że mają do czynienia z czymś odrealnionym i nierzeczywistym. Narysowane postacie bohaterów są nierealistyczne, umowne, czasem pokrewne karykaturom. Zaledwie pojawia się na ekranach twarz narysowanego bohatera, a my już dotykamy inności, wymyślonej rzeczywistości, w której świat wygląda zupełnie inaczej i która jest zamieszkana przez humanoidy trochę bądź bardzo do nas podobne, ale jednak nie takie same jak my. Animacja od razu woła do nas: “witaj w innym świecie!”.

Ma to swoje konsekwencje. Uwolniona od ciężaru realizmu animacja może być odważniejsza i w kształtowaniu świata i kreowaniu historii. Nie musi kombinować z poszukiwaniem rzeczywistych zamków, ale kreuje własne. Jej świat może zostać podporządkowany wyłącznie wewnętrznej logice opowieści. Oczywiście, dorośli widzowie, nieświadomi, że sami się ograniczają, wciąż jeszcze traktują animację jak mniej poważną córkę X muzy. I animacja korzysta i z tego wytrychu. Pozwala sobie na więcej, igra z nami, puszcza do nas oko i łamie schematy, którym tradycyjny film pozostaje niewolniczo wierny.

skeksis2Jeszcze jedna obłędna animacja fantasy – “Ciemny kryształ”. W tym filmie w ogóle nie było ludzi. A ci kolesie na zdjęciu okazali się na tyle ciekawi, że trafili później (w sumie nie oni jedni) do “Farscape”

W nieco zlekceważonym “Sindbadzie: Legendzie siedmiu mórz” dziwna konfederacja iluśtam państw miast należących do bardzo różnych kultur (w naszej rzeczywistości coś takiego mogłoby powstać, gdyby Grecy i Persowie nie toczyli wojen, tylko dogadali się między sobą, ściągnęliby do tego z przyszłości państwa arabskie i nawiązali kontakt z Chinami) może istnieć dzięki magicznej księdze pokoju. Na jej zdobycie ma ochotę pochodząca z mitów greckich bogini Eris (o głosie Michelle Pfeifer). By odzyskać artefakt Sindbad (tutaj pirat i złodziej z wyrokiem śmierci na karku) będzie musiał stoczyć walkę i z krakenem i żarptakiem, oprzeć się czarowi syren i przemierzyć bardzo ciekawie oddaną krainę chaosu. Dialogi w tym filmie czerpią pełnymi garściami z bogatego spadku po męsko – damskich przekomarzankach Hollywood lat 50 i 60 ubiegłego wieku, postaci są przepyszne. Ale to przede wszystkim pięknie plastycznie wykreowany świat którego twórcy zapożyczyli się nie tylko w legendach o Sinbadzie, ale we wszystkich chyba mitologiach związanych z Morzem Śródziemnym robi ogromne i niezapomniane wrażenie. Przy czym w filmie aktorskim najprawdopodobniej starano by się korzystać z istniejącej scenografii i wmontowano by w tła istniejące zamki, zatoki itp. itd. Tak, jak w “Grze o tron” twórcy kręciliby jedne sceny na Węgrzech, inne w Rumunii, Bułgarii, Turcji… Film animowany nie jest aż tak związany z rzeczywistością. Sindbad pływa najładniejszą dżonką jaką widziałem, a gdy wypływa nią z Syrakuz te przypominają miasto z baśni czerpiące wzorce architektoniczne nie tylko z historii ale i z mitów.

sindb22Dopiero niedawno dowiedziałem się, że na podstawie “Sindbada” powstała gra. No ale wiecie – gry na podstawie filmów zwykle są tego…

W “Fullmetal Alchemist” oraz “Fullmetal Alchemist: Brotherhood” (oba filmy opowiadają tę samą historię, ale każdy troszkę inaczej – nieco inne są zakończenia i na nieco inne sprawy stawiają akcenty) “alchemia” to tak naprawdę nieco inna nazwa magii. Dlatego, pomimo steampunkowej otoczki osobiście uznaję te seriale za fantasy. Trudno mi przytoczyć historię fantasy ukazaną z podobnym rozmachem (w filmach; w książkach wygląda to trochę inaczej, w komiksach “Poszukiwania ptaka czasu” pod względem rozmachu byłyby zbliżone). Oto dwóch braci złamało najświętsze alchemiczne tabu próbując ożywić zmarłą matkę. Zgodnie z zasadami alchemii zostali za to ukarani – odtąd dusza jednego z nich jest zamknięta w ożywionej stalowej zbroi a drugi stalowymi protezami musiał zastąpić jedną rękę i jedną nogę. By odzyskać w pełni sprawne ciała będą musieli porwać się na naprawdę wiele. Wstępują do armii państwa, które wciąż toczy mniej lub bardziej gorące wojny na wszystkich swoich granicach i wplątują się w intrygę, której rozmach trudno jest porównać do czegokolwiek znanego dotąd w popkulturze. FMA to polityczny thiller fantasy z takim bogactwem pomysłów, że twórcy tradycyjnych filmów i seriali mogą tylko przyglądać się z boku kręcąc z niedowierzaniem głowami. Specyficzna magia-alchemia byłaby przy tym trudna do ukazania w aktorskim filmie, próby urealistyczniania alchemicznych efektów musiałyby prowadzić albo do niezamierzonego komizmu (w serialach komizmu jest sporo – to w końcu anime – ale jest on zamierzony) albo do obdarcia cudów z magii. Jestem przekonany, że efekty komputerowe sprawiłyby, że alchemia stałaby się bardziej mechaniczna, a mniej magiczna, hiperrealizm zastąpiłby umowność, a nasze mózgi przestałyby wierzyć w baśnie.

fmaCiężko znaleźć fajny obrazek z FMA, który nie byłby przy okazji spoilerem. To jeden z tych seriali, w których najbardziej poruszające są śmierci tych złych, zwłaszcza, że źle są głównie dlatego, że stoją po niewłaściwej stronie.

Wyliczać dalej? Dałoby się! Ale myślę, że sam możecie wyliczyć sobie takie przykłady. Dla nas ważne jest co innego – jak ma się to gier?

Ilu z Was wzdychało do malowanych teł z Baldurs Gate czy Icewind Dale? Ta sama przypadłość, która dopadła filmy spadła i na gry. Grafika komputerowa potrafi wyczarować cuda. Niestety, mało komu chce się przy jej użyciu te cuda tworzyć. Pierwsze Neverwinter Nights było przykładem świata nie wyczarowanego graficznie, ale graficznie wybudowanego i od czasu powstania tej gry twórcy komputerowych grafik wędrują podobnymi ścieżkami. Ale to nie koniec – im bardziej realistyczna grafika, tym mniejsza odwaga twórców w kreacji świata i fabuły. Owszem, Wiedźminy, cała seria Souls pokazują, że można tworzyć mocne i czasem fascynujące światy. Ale to za mało, przynajmniej dla mnie.

banner saga

Gdy zobaczyłem po raz pierwszy “Zaplątanych” zapałałem do tego filmu gorącym uczuciem i natychmiast zacząłem się zastanawiać czemu nie powstała jeszcze gra cRPG w podobnym stylu. Czemu nikt nie zrobił cRPG po pierwsze rysowanego według zasad filmów animowanych (nierealistyczna, miękka kreska, baśniowe bądź mityczne tła rysowane taką właśnie kreską), w której reguły opowieści są ważniejsze niż fizyka, a bohaterowie gnają od awantury do awantury, nie po to by ratować świat, albo walczyć z wielkim złem, ale dlatego, że znaleźli się w tak dziwnych okolicznościach, że nagle wszyscy ich ścigają. Gry, w której mnóstwo byłoby umowności i humoru, przerysowanych postaci i sytuacji, zwariowanych pościgów, a gracz nie wcielałby się w dzielnego wojownika/złodzieja/księżniczkę, ale np. w ich pomocnika, dla którego główną nagrodą byłaby możliwość spokojnego powrotu, gdy wszystko się już skończy.

ni no kuni“Ni no Kuni”

Niedługo potem przeczytałem o powstaniu “The Banner Saga” i “Kijka prawdy”. Pomyślałem, że ktoś kombinował podobnie jak ja. Okazało się, że niezupełnie. “The Banner Saga” korzysta przede wszystkim z grafiki ściągniętej z filmów animowanych, ale już nie z reguł ich światów. “Kijek Prawdy” idzie po bandzie i tak grafikę jak i reguły przenosi żywcem z serialu “South Park”, ponieważ jednak jest jedną wielką zgrywą, nie da się go wykorzystać jako przykładu cRPGa, o jakim marzę.

Tangled-Ever-AfterMarket_Still_max_pascal_rings11cRPG z takimi bohaterami, hmmmm?

Zupełnie inną gra jest “Ni no kuni: Wrath of the white witch”. Powstało przy współpracy ze studiem Ghibli (ci od “Mononoke”) i spełnia właściwie wszystkie moje postulaty, z tym wyjątkiem, że nie ma wiele wspólnego z zachodnią szkoła animacji, która ofiarowała światu szalone opowieści w stylu “Sindbada” czy “Zaplątanych”. “Ni no kuni” to gra dla wielbicieli anime, acz, na szczęście nie tylko, choć wiem, że niestety, ludzie, którzy anime nie trawią od tej gry też odpadają.. W świecie namalowanego filmu, w którym zasady magii, walki i reakcji społecznych wielkiego i wspaniałego wszechświata Ghilbi funkcjonują i świetnie się sprawdzają. “Ni no kuni” to gra, której twórcy odważyli się pójść w kierunku, który moim zdaniem pozwoliłby w pełni rozwinąć skrzydła twórcom gier. Ale to jeszcze nie to na co czekam. To jeszcze nie szalona, zwariowana opowieść zachodniego cRPGie, które nie będzie bało się niczego i nie będzie znało ograniczeń dla wyobraźni.

tangled70Tacy bohaterowie – znaczy człowieki, nie zwierzaki – już prawie się trafiają. Ale prawie ciągle robi różnicę.

Czy powstanie takiej gry jest w ogóle możliwe? “Divinity: Original Sin” pokazuje, że niektórzy twórcy cRPGów myślą podobnie do mnie. Ta gra to krok we właściwym (z mojego punktu widzenia) kierunku. Para bohaterów i niektóre animowanie grubymi nićmi szyte postacie NPCów, humor i niektóre przygody poetyką przypominają filmy animowane. DOS zbyt mocno jest osadzone w tradycjach (także graficznych) cRPGie, by w pełni stać się “grą animowaną”, jej twórcom zabrakło albo ochoty, albo odwagi, by rzucić się na łeb na szyje w reguły pochodzące z innego świata. Ale już jest nieźle.

Niecierpliwie czekam co nastąpi w przyszłości.

Dodaj komentarz



61 myśli nt. „Spode łba – rysowane światy

  1. MusialemToPowiedziec

    “„alchemia” to tak naprawdę nieco inna nazwa magii. Dlatego, pomimo steampunkowej otoczki osobiście uznaję te seriale za fantasy” – ahh tak, ten odwieczny problem granicy między fantasy i całego science fiction.

    Gdzie koniec końców różnica to:
    fantasy: “to zaklęcie zadziała tylko przy tym ustawieniu planet, bo wtedy Bogowie mają urlop”
    sci-fi: “to zaklęcie zadziała tylko przy tym ustawieniu planet, bo wtedy ich grawitacja powoduje desynchronizację naturalnego pola ochronnego”.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @MusialemToPowiedziec

      W FMA alchemia to dosłownie magia trochę inaczej opisywana. Bohaterowie nazywają ją alchemią, bo opiera się na niby pierwiastkach – jest ognisty alchemik, żelazny alchemik itp. Ale przy tym jest też alchemia ciała i takie tam. By korzystać z alchemii korzystają jednak z kręgów, tyle, że alchemicznych, a nad przestrzeganiem zasad czuwa jakiś rodzaj boga. Więc tyle to ma wspólnego z alchemią, że powołują się na… no właśnie, nawet nie do końca pierwiastki, czy atomy:), ale w każdym razie oddziaływanie fizyczne pomiędzy nimi.

  2. Nitek De Kuń

    Nie ma takich bohaterów, bo to niezbadany grunt, który niekoniecznie przyjmie się u wszystkich. Zaraz by się zaczął lament, że infantylne, be fe i w ogóle i kto to widział expić konia.
    Jeśli ktoś się skusi na takie robótki to pewnie będzie to jakiś indyk, bo chyba już samo Kingdom Hearts siada, gdzie przecież plejada VIPów Disneya się przewija przed ekranem. Być może nawet Ci z Zaplątanych, ale grałem tylko w jedynkę to nie wiem. Myślałem kiedyś, że Disney Infinity to będzie takie jakieś MMO w Disneyowskim realmie, ale nie. Poszli w zręcznościówkę, acz pewnie też z przekory, że starego odbiorce coś takiego nie chwyci.

    Pewnie Nidhogg 2 będzie właśnie taki 😀

  3. Marcin O

    swego czasu gra XIII miała grafikę komiksową przy czym to była typowa FPS. Dosyć rewolucyjne rozwiązanie ale grało się ciekawie, tak komiksowo.
    Mi też brakuje gry w której mógłbym posmakować fabuły a nie przy okazji wrzucania do kolejnych pomieszczeń w których trzeba wybić wszystkich i wszystko lizać strzępy historii.

    1. urt_sth

      @Probabilistyk

      No właśnie, realizacja “teatralna”, z tanią scenografią o ile jest prowadzona konsekwentnie i z pomysłem ujdzie, zmniejszy grono odbiorców, ale tym co pozostaną pozwoli docenić.
      Sieczka jaka był wiedźmin, gdzie nic się nie trzymało kupy, a niektóre elementy i tak odstawały i raziły w oczy pokazuje, że trzeba mieć pomysł i dobrze ocenić swoje możliwości.

  4. Tasioros

    Pokręcone animowane światy – tu na myśl przychodzi mi stara gra Toonstruck. Przygodówka (tylko), w którą zawsze chciałem zagrać (pierwszy raz ujrzałem jej recenzję gdzieś w TV – Escape na Polonii 1?) i nigdy mi się to nie udało. Patrzę, czy jest na GOGu. Nie ma na GOGu.

    1. urt_sth

      @Tasioros

      Pokręcona (pozytywnie) animacja to wspomniany Hayao Miyazaki. Nie jestem fanem (anime, bo reżysera już tak)ale po sukcesie Sen to Chihiro no kamikakushi poszukałem więcej i uległem zauroczeniu. Od jakiegoś czasu planuję odświeżenie reżysera bo mam spore zaległości.

      PS. Musze poszukać Miyazakiego z lektorem i pokazać młodemu.

  5. Caldur

    Bosman, a widziałeś “Herculesa” Disneya? To chyba jeden z najlepiej napisanych filmów “dla dzieci”, które widziałem. Graficznie wygląda jak z tej samej “linii” co przytoczony przez Ciebie “Sindbad”.
    Disney popełnił zresztą także świetne ” The Emperor’s New Groove” i “Atlantis”… niestety wraz z “Frozen” straciłem nadzieję, że nakręcą jeszcze coś ciekawego.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Caldur

      I owszem widziałem. Wszystko to świetne filmy, ale jeszcze siedzące małym palcem jednej nogi w klimatach lekko bajkowych.
      “Herkules” to dla mnie przykład jeszcze filmu z pogranicza – już się rwą ku zwyczajnym filmom przygodowym dla szerokiej publiczności, ale jeszcze trochę im grają stare schematy. “Emperors…” jest wyśmienite, “Atlantis” też czadowe, ale jemu akurat nie wybaczyłem, że odrzucili prace koncepcyjne Mignoli. Ale tak, to są podobne klimaty. Tylko ja największą miętę czuję do Sindbada – Michelle Pfeiffer i Zeta Jones walczące o serce jednego faceta:D

      “Sindbad” to po prostu czystej wody film przygodowy z rewelacyjnymi dialogami. Gdyby jeszcze darowali sobie obowiązkowego zwierzaka, to już w ogóle nie miałoby nic wspólnego z starymi bajowymi kreskówkami.

        1. furry

          @Caldur

          Fakt, Sinbad miażdży. BTW, wytłumaczy mi ktoś różnicę między Sinbadem, a Sindbadem (u Leśmiana)? To “bez d” z angielskiego się wzięło?

          Obecnie jestem na etapie kompletowania klasycznej filmoteki Disneya, oczywiście dla dzieci (taaa) i zauważyłem dziwny “trynd”, znany np. z serii strzelanek na wiodące platformy. Pojawiają się filmy “Kopciuszek 2”, “Kopciuszek 3” z alternatywną wersją historii, “Nowe szaty króla 2”, “Król Lew” to też już, okazuje się, trylogia…

          Cuda panie, cuda…

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @furry

            Tak, kręcą tego jakieś nieziemskie ilości, tylko już kontynuacji nie wrzucają chyba do kin.
            U mnie opad szczęki wywołała “Pocahontas 2”, która okazała się z grubsza wierna historii i wielka miłość bohaterów z pierwszej części nie przetrwała. W ogóle strasznie ponury wydał mi się to film, choć nie bez happy endu.

    2. thesheep

      @Caldur

      We Frozen wymiata tylko piosenka lodowej królowej 🙂 Obejrzałam ostatnio dla ochłody, ale słabe było. Dla mnie z najnowszych właśnie Tangled wspomniane jest najlepsze. Rapunzel zachowuje się jak zwyczajna nastolatka, podobnie zresztą Merida (Brave). Podoba mi się ta nowa generacja księżniczek, bo są bardziej w zasięgu ręki dla współczesnych oglądaczy niż taki Kopciuszek przykładowo.

            1. thesheep

              @urt_sth

              Pewnie, to nadal nie są prawdziwe nastolatki. Ale wybrane historie są opowiedziane w taki sposób, że mają więcej wspólnego z rzeczywistością niż poprzednie animacje. Zwróć też uwagę na wiek księżniczek, one jakby odmłodniały, mają więc trochę inne problemy niż taka Jasmine. Oczywiście uproszczone, bo kto ogarnie co się dzieje w tych nastoletnich głowach 🙂 No ale przedstawienie historii Rapunzel wokół relacji z matką (inna sprawa z jaką matką 😉 ) jest dla mnie bardziej interesujące niż narracja “zróbmy wszystko, żeby wyjść za tego księcia z bajki”.

  6. ixtern

    Animacja to ersatz, budżetowe pójście na łatwiznę. O wiele łatwiej i taniej wyprodukować produkcję animowaną, niż dobrej klasy SF/fantasy z aktorami. Rzecz jasna animacje są coraz bardziej wyrafinowane technicznie i niektórym już niewiele brakuje do akceptowalnej jakości, ale takie niewiele to jeszcze wiele . To przede wszystkim kwestia immersji, o którą trudno przy animacjach, chyba że jest się bardzo młodym, albo ma się godną pozazdroszczenia wyobraźnię, albo producent ma godny pozazdroszczenia budżet na fotorealistyczne symulacje. Z drugiej strony immersja kiepsko zrealizowanych filmów aktorskich bywa poniżej zera, czyli gorzej niż w przeciętnej animacji.
    Animowanego Władcę Pierścieni oglądałem z fascynacją, dopóki nie Jackson nie wyprodukował fabularnej trylogii. Z kolei najprostsze gierkowe animacje z Wiedźmina wyglądają lepiej, niż ów nieszczęsny film.

    Co do podziału SF i fantasy… to rzecz jasna niekończąca się dyskusja. Widać jednak trzy trendy:
    – Czyste SF, gdzie technologia i nauka kształtują obraz uniwersum. Dobra SF wymaga dużej wiedzy i wyobraźni od twórcy, dlatego mało jest dobrej SF, a dużo grafomanii opartej głównie na dialogach.
    – Czyste fantasy, gdzie leniwi autorzy nie fatygują się nawet, by poza użyciem słowa “magia, czary” oddziaływania jakoś bardziej sensownie i spójnie wyjaśnić, by wykreowany świat miał sens. Takie fantasy pisze się łatwo i przyjemnie, trudniej się czyta.
    – Obszar pośredni, gdzie gatunki coraz częściej mieszają się tworząc ciekawe formy. W tym środowisku fantasy z reguły dryfuje w stronę SF, zachowując jedynie zewnętrzne atrybuty. SF, nawet jeśli zawiera magię i tak w końcu okazuje sie być SF.

    To nawet nie krótki komentarz, to tylko parę haseł uzupełniających 🙂

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @ixtern

      Ersatz? Moim zdaniem nie. Filmy animowane i aktorskie to dwa różne języki służące opowiadaniu historii

      Czy łatwiej? Niekoniecznie. Oczywiście, łatwiej zapanować nad rysunkiem, niż nad postacią. Rzeczywiście, duże produkcje aktorskie są – zazwyczaj – droższe i może stąd bierze się brak odwagi ich twórców w poszukiwaniu nowych pomysłów i poszukiwaniu nowych sposobów na opowieść, a nawet w poruszanych tematach. Tak więc i pod tym względem filmom animowanym byłoby łatwiej.

      1. urt_sth

        @bosman_plama

        Słowa, słowa, słowa. Dlaczego to taka trudna materia.
        Pisze i nie mogę napisać, że też (to już teraz kiedy napisałem) się nie zgadzam z tezą , że animacja to pójście na łatwiznę.
        Rysunek to taka forma pośrednia, pomiędzy abstrakcją wyrażoną słowem, a abstrakcją wyrażoną zdjęciem, inna poetyka po prostu.

      2. ixtern

        @bosman_plama

        “Ersatz? Moim zdaniem nie. Filmy animowane i aktorskie to dwa różne języki służące opowiadaniu historii”
        Tylko chwilowo. Różnica się zaciera, to tylko kwestia czasu i pieniędzy. Moja prognoza jest taka: docelowo wszystkie filmy będą animowane (w sensie techniki) ale z jakością kręconych w realu. Wirtualni aktorzy, znaczy się, wirtualnie kreowane światy. Do matriksa zmierzamy, oglądalnego na razie.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @ixtern

          Możliwe, acz wydaje mi się, że niekonieczne. Istnieje coś takiego, jak magia/charyzma konkretnych aktorów, która nie będzie łatwo przekładalna na czysty język kodów. To nie przypadek, że za Gollumem w “Władcy Pierścieni” stał prawdziwy człowiek.

          Oczywiście, jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której zamiast osiemdziesięcioletniego Toma Cruse’a w filmie sensacyjnym “gra” program, który ma zapisane wszystkie ekspresje aktorskie oryginału, w związku z czym Tom zostaje bohaterem kina akcji po wsze czasy. Jednak sądzę, że równolegle z takim kinem rozwijać się będzie kino tradycyjne.

          No i nie rozwiązuje to, tak naprawdę, różnic pomiędzy kinem aktorskim a animowanym. Bo w takiej sytuacji stawiając na hiperrealizm cyfrowe kino aktorskie pozostanie ciągle zniewolone ową koniecznością realizmu, a kino animowane będzie dysponować charakterystyczną dla siebie swobodą kreacji.

          1. ixtern

            @bosman_plama

            Słusznie, słusznie, kino animowane nie będzie się trzymać niewolniczo rzeczywistości, dlatego zalegnie w niszy kreatywnie swobodnej, co prawda, ale daleko od szosy…od mainnurtu, chciałem napisać.
            A magia i charyzma zostaną zaprogramowane przez nowe studia charyzm-capture. Dopóki to tylko obraz i dźwięk, dowolne wrażenia da się zdigitalizować.
            Zniewolenie koniecznością realizmu? Absolutnie nie. Cyfrowi kreatorzy realnością nie ograniczeni będą w stanie tworzyć realne nierealne światy, hehe.
            Kino tradycyjne… oczywiście, że będzie. Może nawet reaktywują w tym celu cykl “W starym kinie”? 🙂

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @ixtern

              Ale zobacz – już dziś komputery potrafią wytworzyć właściwie taki świat, jaki zapragniesz. I jakie wytwarzają? Scenograficznie realistyczne przede wszystkim. Bo trzymanie się aktorów (nawet jeśli będą wygenerowani cyfrowo) taki realizm wymusza. Dlatego światy Matrixa wyglądały jak wyglądały. Można było w nich latać, zwielokratniać się itd. ale wszystko w realistycznych dekoracjach.

              Zresztą, odbiorca masowy jest przyzwyczajony właśnie do realizmu i technika wytwarzania filmów tego nie zmieni. Dlaczego? Bo ktoś musiałby zaryzykować zmianę i odnieść sukces. Takim sukcesem był np. “Shrek”, ale że ubrał się w “bajkę”, to mu wybaczono. Odważne wizualnie “Cela” czy “The Fall” Tarsema Singha nie odniosły wielkiego sukcesu, po trosze dlatego, że “tradycyjnie zorientowany” widz nie jest na takie eksperymenty gotowy. I tego nie zmieni raczej fakt, że cały film powstanie w komputerze.

              Kino animowane i dziś jest “daleko od szosy”, zarabia mniej niż wypasione produkcje aktorskie. Ale istnieje, działa i ma się nieźle, właściwie coraz lepiej. I pod względem pomysłowości i koncepcji potrafi zaskakiwać. “Paprika”Satoshi Kona powstała cztery lata przed “Incepcją” Nolana i na poziomie wizualizacji snu i tak pozostaje od niej bogatsza.

      3. bdc2a6

        @bosman_plama

        Droższe są animowane, bo to dużo pracy. W typowo aktorskich produkcjach (nie blockbusterach gdzie połowa budżetu to FX, a więc w sumie też rodzaj animacji) duże część budżetu to aktorzy, a ci znani nieźle zarabiają. W hitowych animacjach za VO płacą im chyba mniej.

        Dla porówniania:
        – The Great Gatsby – 105 mln $,
        – Frozen – 150 mln $.

  7. Revant

    Dlatego uwielbiam anime bardziej, od filmów z żywymi aktorami. Ostatni film robiący na mnie wrażenie wizją świata to była właśnie incepcja. A fotourealnianie widoczne np. na zwiastunach TMNT od Baya, powoduje u mnie odruch wymiotny. Nic nie przebije Ruchomego Zamku Hauru, wspominanej księżniczki Mononoke, czy bardziej aktualnego Space Dandy. Nie zgodzę się również z przytaczanym wyżej argumentem, że łatwiej jest zrobić animacje. Dzisiaj film robi się na zielonym tle, a kwintesencją są sami aktorzy+magicy komputerowi. W animacji zaś potrzebna jest spójność i “smoothness” kreski, barwy, inaczej robione są tła, a inaczej same postaci. Animacja to kolejny trud, a tu jeszcze spróbuj “namalować” tak mimikę twarzy, aby zgrywało to się z seiyū (podkładanie kłosów w Japonii to taki zawód, że najlepsi “podkładacze” mają status celebrytów na miarę najlepszych aktorów hollywood).

    Anyway, jestem zawiedziony Bosmanie. Wspominasz według mnie średnie FMA za rozmach, a nie pamiętasz znowu o Sandersonie i równie epickiej końcówce trylogii Z mgły zrodzony 😛 W FMA właśnie brakowało mi strasznie “konsekwencji” w stylu jakim przedstawiany był świat – balansowanie na granicy śmieszności z lekkością, a poważnością i “mhrocznością”. Sama alchemia jak wspominałeś jest tam bardzo magiczna (co u Sandersona uważam jest właśnie lepiej, odmiennie zrealizowane), ale np. tak często wspominana w anime zasada ekwiwalentnej wymiany zostaje szybko zapominana przez samych bohaterów, jak podczas sesji D&D grający czarodziejami zapominają o komponentach 😉 wszyscy używają “czarów” na lewo i prawo, a nie widać zapłaty.

    podsumowując – bardzo przyjemny artykuł 😉

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Revant

      No ale wiesz – rozmawiamy o filmach, a Sanderson pisze powieści.
      Przy czym po ostatniej rozmowie ze znajomym zacząłem trochę uważniej przyglądać się Sandersonowi. On (Znajomy, nie Sanderson) uważa, że pewne zmiany w fantasy zbliżające je w podejściu do SF (jak u Sandersona z odmierzaniem niemal liczby atomowej) to nie efekt rozwoju fantasy ale tego, że do pisania zasiedli autorzy wychowani na RPG i przenoszący do literatury pewne zachowania z gier.

      Nie odczuwałem tego dysonansu, o którym piszesz, w FMA. Życie często bywa i śmieszne i straszne na przemian, więc czemu film nie miałby taki być? Natomiast rzeczywiście zasada równorzędnej wymiany jest w tym serialu chowana i wyciągana w zależności od humoru twórców i to zdecydowana wada tego serialu.

      1. Revant

        @bosman_plama

        Masz racje, z Sandersonem trochę przesadziłem, po prostu jak słyszę połączenie alchemia+magia to system przedstawiony przez niego uważam za najbardziej oryginalny i świeży ^_^ a te zmiany w nurcie fantasy to ciekawa myśl, choć ja coraz częściej widzę wpływ magii kina. Ostatnio często napotyka się sceny rozpisane jak w scenariuszu filmowym, przez co np. wyobrażam je sobie nie jako w pewien sposób makietę (gdzie mogę się w wyobraźni poruszać tu i ówdzie, popatrzyć na różne elementy, obejść jakiś mebel i zerknąć co za nim), a właśnie taką płaską scenę filmową. Choć może za mało czytam w porównaniu do oglądania anime, czy grania 😉

        Nawiązując jeszcze do FMA. Zgadzam się, że życie wygląda jak moneta wirująca w powietrzu, ale w tym anime twórcy zdecydowanie nie wiedzieli jak zachować proporcje. Wyglądało to tak jakby – tutaj macie smutną scenę, że fest, a za chwilę jakiś gag “z dupy” bo balans musi być. Nie jestem może ogromnym otaku, ale można mi uwierzyć – da się to zrobić lepiej 😉

Powrót do artykułu