Spode łba – raz w życiu?

bosman_plama dnia 29 grudnia, 2015 o 8:55    183 

Pomijając złośliwy pomysł, by pójść na wiadomy film jak najszybciej się da, a potem uskutecznić na gikzie pełną spoilerów dyskusję na jego temat z Nitkiem, nie zamierzałem pisać o nowych Gwiezdnych Wojnach. I nadal nie zamierzam. Niemniej zaatakowały mnie one ostatnio z kolejnej strony i sprowokowały do tego, by wyartykułować z siebie coś w rodzaju kulawej refleksji nad rzeczami oczywistymi.

Tekst nie zawiera spoilerów ALE komentarze są ich pełne. Dyspensa na spoilery skończyła się więc trzymajcie klawiatury na wodzy.

Nie wytrwałem (w pełni) w swoim postanowieniu za sprawą dyskusji Jacka Szczerby z Łukaszem Orbitowskim, którą zamieściła na swojej stronie Gazeta Wyborcza. By być szczerym – tylko chwilę wytrwałem przy tej rozmowie gościa, z którym zwykle zupełnie się nie zgadzam z gościem, którego darzę pewną sympatią, ale nie rozumiem. A to dlatego, że zamiast zamieścić ową rozmowę drukiem, Wyborcza wkleiła filmik. A że nie znoszę filmowych materiałów prasowych (czytam szybciej niż oglądam i zmuszanie mnie, bym wytrwał jakieś dziesięć minut by zapoznać się z informacjami, których przeczytanie zajęłoby mi dwie minuty, uważam za próbę rozbójniczej kradzieży mojego czasu). Tak więc zdążyłem się dowiedzieć, że Orbitowski jest nowymi Gwiezdnymi Wojnami nieukontentowany, a Szczerba wręcz przeciwnie, bo poczuł się znów jak dziecko, czy coś w tym stylu. Usłyszałem także słowo: “sentyment” i przestałem słuchać, bo minęły akurat dwie minuty.

swp1Ponieważ zapewne bokiem Wam już wychodzą zdjęcia z SW, wybrałem inne ilustracje

By rozwiać wszelkie wątpliwości – ja jestem ukontentowany. Zdaję sobie sprawę, że można wyliczyć dziury logiczne tego filmu, przyjmuję także do wiadomości, że ideologiczne wojowniczki feminizmu już próbują mi zepsuć odbiór jednej z bohaterek wciągając ją na swoje sztandary. I też uważam, że przydałby się jakiś zły twardziel, żeby cała ta wesoła banda rebeliantów miała z kim walczyć. Wszystko to prawda. Ale Gwiezdne Wojny rzadko oferowały mi film, który miałem odbierać rozumowo, a nie emocjonalnie i estetycznie, więc dziury mi nie przeszkadzają aż tak bardzo, jak przeszkadzałyby mi w innym filmie. Co więcej, poszedłem na ten film pozbawiony jakichkolwiek oczekiwań. Nieszczęsny Lucas dobrze przygotował mnie na część VII częściami: I, II i III, po których chciałem już tylko, żeby nie było Jar-Jara, najazdów na zaciśniętą szczękę Anakina (bądź kogoś, kto by go w filmie zastępował) i prób racjonalizacji wszystkiego, czego racjonalizować nie trzeba. Być może porażka tych nieszczęsnych prequeli nie wynikała tylko z Jara Jara (którego rolę poważnie przecież ograniczono w kolejnych epizodach), ale z faktu, że Lucas wpadł na pomysł, by spróbować poprzemawiać do naszego rozumu. To musiało się źle skończyć.

jar

Ten obrazek ma taką masę kontekstów, że trudno za nimi nadążyć (pamiętacie co stało się z jedną z ważnych postaci z South Park, gdy podkładający pod nią głos aktor obraził się na twórców za odcinek o scjentologach?). Ale wymowa jest oczywista.

Skoro więc nie było dwóch z trzech najgorszych elementów pierwszych trzech epizodów (najazd na zaciśnięte zęby po- Anakina się zdarzył), to już było nieźle. Poza tym latały myśliwce, piu-piupowały blastery, sympatyczni bohaterowie byli sympatyczni a Han był Hanem. Więcej mi nie trzeba.

A jednak wielu moich znajomych kręci trochę głowami i mruczy: “nie było źle, ale to już nie to”. Nawet Orbitowski, nim przestałem słuchać, stwierdził, że oczywiście nie było tak fatalnie jak w epizodach I, II, i III. Mimo to nie poczuł mięty.

Być może nie poczuł, bo nie mógł? Nawet ja nie uczynię z barwnej gromadki nowych zbawców dalekiej galaktyki swoich bohaterów. Tak jak nie ma czarniejszego charakteru ponad Darth Vadera, tak nie ma przemytnika ponad Hana Solo, niewolnicy w bikini ponad Leię i początkującego Jedi ponad Luke’a. A BB 8 nigdy nie podskoczy R2-D2. Zresztą wypowiedzcie na głos oznaczenia kodowe tych dwu robotów. Artuuudituuu” brzmi jak świergot, który ten droid z siebie wydaje – dźwięcznie, mocno. A Bibiejt? Tak może wołali na Brigitte Bardot, gdy miała dwa lata. Mam żywić szacun do kogoś, kto nazywa się Bibi? Słysząc takie imię sądzę, że za chwilę wyskoczy pin-upowa diwa z epoki patriarchalnego ucisku lat czterdziestych.

swp2To może być Bibi

Bo być może Gwiezdne Wojny zdarzają się dla każdego raz w życiu. I tylko te jedne są jego. To trochę jak z serią o Obcym. Choć rozpoczęła karierę mniej więcej w tym samym czasie, co GW, nigdy nie stała się obiektem tak powszechnego, szalonego kultu. Owszem, nie można odmówić filmom z tej serii kultowości. Podobnie jak GW wszechświat Aliena wyszedł poza film i rozrósł się o komiksy, gdy i książki (ale nie tak mocno jak SW). O ile jednak Alien jest serią kultową, to SW jest serią, na punkcie której świat kompletnie oszalał. No i podobne są właśnie pod tym względem, że każdy ma swojego Obcego. Jedni kochają jedynkę, inni dwójkę. Są tacy, którzy nie uznają trójki (poważnie, nie tylko pewien reżyser, ale nawet normalni, zdawałoby się na pierwszy rzut oka, ludzie). Wielu (ja nie) uważa, że czwórka była tym dla serii o Obcym, co pierwsze trzy epizody dla GW (a w każdym razie uważali tak aż do dnia, w którym poszli na nakręcony przez Scotta prequel).

apnDla dzisiejszych dwudziestolatków “gwiezdnymi wojnami” może się okazać filmowa adaptacja Władcy Pierścieni. Wtedy epizodem I, II i III byłby dla nich rozczarowujący, jak słyszałem, Hobbit (kurczaki, co jest z tymi prequelami?). A może istnieją ludzie, dla których “gwiezdnymi wojnami” są ekranizacje Harrego Pottera? Albo Avengersi? I to właśnie do tych filmów podchodzą jak ja do pierwszych GW (New Hope, wiem, że Imperium Kontratakuje jest lepsze pod wieloma względami, ale New Hope bardziej porusza w moim mózgu wspomnienia o dzieciaku, którym byłem). Odpowiednikiem Gwiezdnych Wojen w literaturze będą dla mnie Trzej Muszkieterowie a w grach sami wiecie co. I żadne niedoskonałości tych wszystkich niezwykłych dzieł nigdy nie będą mi przeszkadzać. Bo kiedyś, we właściwym momencie, trafiły mnie w tą część mózgu, która odpowiada za bezrozumny zachwyt i na resztę życia uczyniły poniekąd kaleką – nie jestem zdolny zobaczyć ich niedoskonałości.

sqPrzegapiłem moment, w którym Chanel nr 3, nieprzypadkowo ciągle chodząca w Scream Queens w nausznikach, pojawia się w nowych Gwiezdnych Wojnach. Kojarzy ktoś w którym momencie?

Możliwe jednak, że coś takiego może przydarzyć się tylko raz w życiu (ta hipoteza będzie bardzo kulawa, jeśli nie zaznaczę, że sprawy z kobietami mają się zupełnie inaczej i nie można ich podpinać pod cały ten wywód) i dlatego będę miał tylko jedne swoje Gwiezdne Wojny. Co nie znaczy, że nie mogą mi się podobać inne.

PS. Swoją drogą, wygląda na to, że nawet w oficjalnych GW zaczynają nam się pojawiać dwa równoległe wszechświaty – ten filmowo-komiksowo-powieściowy dopełniający nową i starą trylogię, oraz kreskówkowy. Odkąd w SW:Rebels na stałe zagościła Ahsoka oraz pewien ważny dla SW:Clone Wars klon (a nie byli ostatnimi postaciami z SW:CW, jakie pojawiły się w Rebels), te dwie kreskówki dopełniają się. Ale chyba (nie znam nowych powieści) wciąż śladu po nich nie ma w innych oficjalnych mediach, nie licząc może Disney Infinity (grał już ktoś?)

PPS. Jeszcze dziś, nawet pod tym wpisem, można głosować na zardzewiałą krypę! Dzięki za przypomnienie MTP! (tutaj więcej szczegółów).

Dodaj komentarz



183 myśli nt. „Spode łba – raz w życiu?

  1. MusialemToPowiedziec

    Dziś ostatni wpis na bosmanowe łajby?

    A już na temat: czy jest jakaś seria filmów, gdzie ten-czwarty to nie jest totalne nieporozumienie? Epizod Pierwszy Gwiezdnych Wojen jest całkowicie niepotrzebnym fabularnie filmem dla całej reszty – nawet II i III nie wymagają oglądania I. Alien 4. Indiana Jones 4. Terminator już się na 3ce psuł, więc to nie było zaskoczenie.
    Może Harry Potter, ale to oparte jest na książkach.

    1. furry

      @MusialemToPowiedziec

      Ale to nie kwestia czwartej części, tylko skoku na kasę po latach. Jakby robili BttF, na 100% wyjdzie kupa.

      – Terminator 3 był już słaby (taki eufemizm, żeby nie pisać znowu że kupa),
      – Czwartego Aliena lubię,
      – Czwartego Maxa takoż, za to za 3ką nie przepadam,
      – Shrek drugi był taki se*, a trzeciego nawet nie widziałem.

      Zresztą teraz robi się seriale, Gwiezdne Wojny idą drogą Marvela i zamiast 100 kiepskich powieści z EU będziemy mieli 100 kiepskich filmów fabularnych. Zresztą Marvel to też Disney, więc to było do przewidzenia.

      *) odbiór popkultury jest dość subiektywny

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Nitek

      Możemy tutaj:).
      Mnie się podobało wszystko właściwie. Nawet trzecia z kolei gwiazda śmierci mnie nie zniesmaczyła. Zresztą, nie zgadzam się z zarzutami, że to Imperium jest strasznie głupie, że cały czas stawia nie niewłaściwą strategię. Tzn. to bardzo mądre nie jest. Ale nie jest też nierealistyczne. Jeśli spojrzeć na historię wojen, to wcale nierzadko zdarzają się takie przypadki. Np. wydawałoby się, że Francuzi powinni wpaść na to, że przeciw angielskim łucznikom warto wysłać piechotę, a nie pchać rycerstwo na terenie nie sprzyjającym szarży. I co? I nic. Łucznicy wystrzelali ich trzy razy podczas kolejnych bitew (w jednej w końcu wpadli na pomysł z piechotą, ale tylko po to, by ciężkozbrojnym rycerzom kazać… biec pod górę).

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Beti

          Z nim mam ten problem, że wszystko rozstrzygną – moim zdaniem – dalsze części. Bo że to ciapa, to fakt. Ale może on właśnie miał być ciapą. Może to jest taka koncepcja – ostateczne uznanie, że Vadera przeskoczyć się nie da, więc nie ma co próbować, a zamiast tego pokazać faceta, który chciałby, ale nie da rady.

          Oczywiście, w Gwiezdnych Wojnach to niemądrze zbyt ambitny pomysł. Powinni zrobić skurkowańca w stylu Darth Maula, żeby się ludziom mózgi gotowały na sam jego widok. I temu filmowi brakuje takiej postaci, żeby bohaterowie mieli przeciw komu walczyć.

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @slowman

                Teraz trudno ocenić, bo skasowano kanon, a ja nie mam pojęcia jaka jest w nim obecnie pozycja Darth Bane’a. W KotORach Sithów mogła być dowolna ilość. Potem przyszedł Bane, stwierdził, że właśnie przez to Sithowie przegrywają, że brak odpowiedniej selekcji i dopiero wtedy wprowadził zasadę.

                Teoretycznie nowy kanon może zrobić wszystko jak chce, ale przez to, że w 6 sezonie Clone Wars pojawia się cień Bane’a, to tak naprawdę nie wiem jak teraz jest:).

              2. aihS Webmajster

                @furry

                Nie biorę Kylo pod uwagę.

                Jeżeli Darth Sidious nie zabił Darth Plagueisa, a wyniósł do rangi Dartha Anakina to znaczy, że było jednocześnie trzech lordów Sith i to przez bardzo długi czas. Oczywiście Darth Plagueis mógł sobie tam głaskać wewnętrzne midichloriany w ukryciu, ale zemsta na byłym uczniu to prawie że obowiązek. Przed Anakinem był jeszcze Darth Maul i Darth Tyranus (Dooku) więc ten stan rzeczy utrzymywał się bardzo długo. To jakieś popierdółki, a nie lordowie Sith.

              3. bosman_plama Autor tekstu

                @aihS

                Filmy mówią o zasadzie dwóch, choć chyba nie nazywają jej zasadą:).
                Inna sprawa, że w SW: Rebels wprowadzili (na użytek nowego świata, po skasowaniu starego, może w starym też byli inkwizytorzy, nie wiem) inkwizytorów. Więc niby sithów może być dwóch, ale mogą mieć przy okazji dowolną ilość machających mieczami i korzystających z mocy inkwizytorów:P.

              4. aihS Webmajster

                @LiberNull

                No o tym filmy nie mówią, ale ja mówiłem o Darth Plagueisie więc o mistrzu.

                Generalnie Lucas zrobił taki rozpierdziel Nową Trylogią, że żadna ilość retconów tego nie naprawi. Co gorsze Lucasfilm retconował wszystko naokoło żeby tylko jakkolwiek nadać sens tym bzdurom od Dżordża. Disney niby wyzerował kanon, ale czy na pewno jest to świeży start? Niesondze.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @aihS

              Nie jestem pewien czy skończy. Abrams twierdzi, że on ma się równolegle uczyć ciemnej strony, jak dobrzy bohaterowie jasnej. No i nie wiem, czy presja widzów nie będzie taka, że ten koleś nie ma prawa żyć po tym, co zrobił.
              Można wybaczyć Anakinowi, że wymordował młodych padawanów i pewnie jeszcze trochę osób później. Ale nie można Kylo Renowi wybaczyć tego jednego pchnięcia mieczem (czy raczej odpalenia miecza).

            2. PeteScorpio

              @aihS

              Ten Snoke to dopiero popierduła była i jeszcze to marne CGI…w sumie jedyne nieudane w całym filmie, szkoda. Pominę już to odwieczne drżenie przed jakimś hologramem (powtarzane w samej serii GW jak i innym SciFi).

              Sam Kylo Ren, jako postać, przypadł mi do gustu i nawet zacząłem go kupować tylko że aktor nie domógł i po zdjęciu hełmu czar prysł. Pewnie to klątwa Christensena.

          1. Nitek De Kuń

            @bosman_plama

            Nie bardzo mam się czego czepiać tak po prawdzie. poszedłem bez oczekiwań, byleby film nie okazał się totalnym gniotem i podobało mi się włąsciwie wszystko. nie dopatruje się dziur fabularnych, bo co z tego, że jakieś tam są. No są. Ale po co mam sobie psuć film.
            Trochę śmiesznie wyglądały sceny żywce powyciągane z czwórki jak choćby moment schodzenia do piwnicy u tej tam małej i pomarszczonej, przypominał schodzenie do leża Jabby. Generalnie przebitki, flashabacki, były fajne, ale było tego sporo. Trochę jakby Abrams chciał mrugnąć do fanów, a wyszło to trochę jakby siedział z wybałuszonymi oczami.
            Emo Reno jeszcze pewnie pokaże na co go stać, a tak jak śledziliśmy największego fana piasku przez trzy części, tak teraz raczej będziemy obserwować jego przemianę z boku. Fajnie.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Nitek

              Dla mnie ten film to m..in. nobilitacja szturmowców, którzy nareszcie potrafią być groźni nie tylko deklaratywnie. Bo wcześniej niby mieli być poważnymi żołnierzami, ale lał ich kto chciał. Tutaj są skuteczniejsi.
              No i nie są aż takimi tłumokami, co pokazuje scena, gdy tych dwóch udaje, że ich nie było, że nic nie słyszeli i nie widzieli podczas ataku szału Emo Rena:).

              Inna sprawa, że w SW: Rebels wyraźnie pokazują, że klony były jednak lepsze. Jeden klon spuszcza tam łomot grupie szturmowców:).

          2. Redook

            @bosman_plama

            Jak dla mnie to on sie nawet sprawdzal tak do polowy filmu, wtedy pokazywal ze umie sporo. Dopiero pozniej wszystko przestaje mu wychodzic, No i ta nieszczesna walka, w jednym momencie rzuca dziewczyna o drzewo a potem sam dostaje baty, w sumie i od Finna i od Rey, obydwojga nieszkolonych. Ciekawe jak on byl w stanie rozwalic szkolke jedi Luke Skywalkera. Mogli mu chociaz dac wyjsc z twarza i po prostu przerwac walke ta rozpadlina, a tak to zepsuli sobie bohatera.

            1. lemon

              @Redook

              Jest teoria, że z Finnem to on się bawił, bo jakby chciał go załatwić, to by mu zgniótł tchawicę mocą. A poza tym był ranny (jak widać, można zatrzymać w powietrzu strzał z blastera, ale z bowcastera już nie ;)). A Rey to podręcznikowy przykład Mary Sue, więc musiała wygrać.

      1. furry

        @bosman_plama

        To nie jest Gwiazda Śmierci, rebelianci mieli nawet schematy, jak bardzo nie jest 😉

        Mój główny zarzut to próba powtórzenia tego pierwszego razu ze starwarsami, za dużo śmieszków wrzucili, za dużo. Masz poczuć się ciepło, komfortowo, żebyś brońboże nie napisał czegoś brzydkiego w internecie.

  2. jediwolf

    Jako fan GW od ponad 20 lat, mogę potwierdzić to co mówią inni fani (i nie mam namyśli fanów nowej generacje czyli jeszcze dzieciarni w tym momencie) jako film sf całkiem dobrze się ogląda, jako kontynuacja bardzo słabe widowisko. Di$$nej ubzdurał sobie swoja wizję GW, która jak dla mnie jest fatalna i targetem mają być właśnie dzieci. Ja zostaje przy moim EU i już wiem, że nie będę się interesował nowym kanonem.

    1. Waldek-Mat

      @jediwolf

      Ale EU był totalnie pogubiony jeśli chodzi o historie, dziwaczne książki o których mało kto pamięta np. Kryształowa Gwiazada przecież to maxi kupa była, ta cała inwazja Vozhonów czy jak oni się nazywali też była totalnie bez sensu. W pewnym momencie pogubiono sens i pisano dla samego pisania, wiem trochę o tym bo mam sporą kolekcję książek z tamtych czasów.

      1. aihS Webmajster

        @Waldek-Mat

        A dla mnie New Jedi Order to było równie dobre odświeżenie uniwersum jak wcześniej Trylogia Thrawna.

        Nie mów hop z tymi dziwacznymi historiami bo póki co Disney wsadził w E7 mieszankę nienajlepszych wątków z EU. Jednym z częstszych zarzutów wobec EU w sieci było “za dużo superbroni z dupy” i dziwaczne “nowe stronnictwa”. To dostałeś w Przebudzeniu Mocy mieszankę Gwiazdy Śmierci z Pogromcą Słońc oraz hailujących szturmowców. Oj jak to dobrze, że to EU skasowali… 🙂

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @aihS

          Mnie w EU najbardziej irytowały klony. Wszyscy się klonowali na potęgę, co kto ginął, to się okazywało, że był sklonowany, a Luke nawet nawalał się z własnym klonem. Wprawdzie skoro można było stworzyć armię klonów, to dziwnym nie jest, że każdy mógł się klonować, ale drażniło mnie to i tak.

        2. Waldek-Mat

          @aihS

          Wszyscy powołują się na Trylogię Thrawna bo ona była naprawdę znakomita zwłaszcza, że Zahn jest ogólnie rzecz biorąc kiepskim pisarzem ale później raczej równano w dół niż w góre. Owszem New Jedi Order w zamyśle był niezły ale większość książek kulała a hitem tandety po wspomnianej Kryształowej Gwieździe były przygody młodego Jacena i Jainy, mam chyba z 8 tomów a było zdaje się z dwadzieścia.

          1. aihS Webmajster

            @Waldek-Mat

            Czytałem Trylogię powtórnie w lecie chyba i też nie jest wolna od głupot, ale niestety samo Przebudzenie Mocy bije całość na głowę mimo, że jest fajnym filmem.

            Ach Młodzi Rycerze Jedi – zbrodnia popełniona na uniwersum przez Rebeccę Moestę (i niektóre chyba z Kevinem J. Andersonem). Smakowało jak kurczak w 98, teraz pewnie też smakuje jak kurczak… z 98.

            Mam chyba szczęście bo nie miałem przyjemności z okrytą złą sławą Kryształową Gwiazdą. Kiedyś będę musiał ponieść swój krzyż.

          1. aihS Webmajster

            @Redook

            Czas na kręcenie Trylogii Thrawna był jak Lucas był w szale twórczym wydając na świat Jar Jara – wiek głównych bohaterów był idealnie spasowany z wiekiem aktorów +/- 10 lat, ale nic czego makijaż i medycyna estetyczna nie mogłaby zamaskować. Teraz to lepiej żeby nic nie dotykali w tym temacie. Jedyne co mogłoby zdać egzamin to animacja komputerowa o jakości intra do The Old Republic.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Nitek

      Wszystko jest możliwe. W ten sposób broniliby się przed zarzutami o homofobię (a skoro Wiedźmin3 mógł być oskarżany o rasizm bo nie było w nim nie- białych, to wszystko bez gejów może być homofobiczne, nie?).
      Z drugiej strony mogą nie robić żadnego dopowiedzianego romansu i też będą mieli spokój. A fanki – fanfikówny lubujące się w dopisywaniu wątków homoerotycznych do każdego wątku męskiej przyjaźni i tak będą miały używanie.

  3. Daimonion

    Prawdopodobnie jestem jedyną taką osobą na świecie, ale mnie z całych Gwiezdnych Wojen najbardziej zawsze podobały się KOTOR-y. Wolę Revana niż Vadera, Wygnaną niż Luke’a, HK-47 niż C3PO i nawet Ebon Hawke’a niż Sokoła. Dziwne acz prawdziwe.

              1. lemon

                @bosman_plama

                Poza tym w tej grze nie ma jakichś wielkich zwrotów akcji, żeby je tu zaspoilować. Dla mnie największym zaskoczeniem było,

                nie tyle o fabule, co o klasach postaci Pokaż
              2. MusialemToPowiedziec

                @lemon

                Nie każdy, poza oczywistą oczywistością droidami, to i Dywan na przykład nie może zostać, bo Lucas zabronił.

                Inna rzecz, patrząc na same statystyki, z niektórymi warto poczekać na późniejszy level – Mira i Atton dostają porządne bonusy do broni palnej w okolicach levelu 20 – a z innymi to może nawet warto sobie kompletnie darować (Bao-Dur lepiej się sprawdza jako ktoś od zebrania po 30-40 punktów we wszystkich skillach, dzięki czemu będzie mógł wytwarzać wszystkie upgrade’y do broni, Disciple ma strasznie niskie Wisdom i Charisma).
                Zostaje Handmaiden, w której przypadku jedyny problem to fakt, że jak dobrze pamiętam to nasza postać musi dostać odpowiednio wysoki poziom żeby przeprowadzić wymaganą rozmowę, więc trzeba by jej nie używać przez jakiś czas, bo wypadałoby Handie nie levelować…

            1. Daimonion

              @aihS

              O, a o tym nie wiedziałem. No ale nie jestem jakimś wielkim fanem, więc czuję się w drobny sposób usprawiedliwiony. Swoją drogą nawet dobrze się stało, bo denerwują mnie te kowbojskie nazwiska w stylu Skywalker, Starkiller, Cloudclimber, Spacerunner, czy co tam jeszcze wymyślą.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @aihS

          Ja byłem fanem w dzieciństwie. Potem spróbowałem wrócić i strasznie się odbiłem od tych wszystkich encyklopedycznych monologów Tomka:). Ale niedawno znów spróbowałem i tym razem nawet mi się spodobało, choć oczywiście musiałem włączyć filtr czytania z dystansem. W sumie to taki nasz Indiana Jones:).

  4. MusialemToPowiedziec

    To żeby były te jakieś 3 gry:
    Left 4 Dead 2
    Killing Floor 2
    i jak co roku, Fallout 2.

    Wspomnienie szczególne: Dying Light za bycie fajną grą, ale raczej nie widzę siebie grającego w niego 1000 godzin oraz Saints Row Gat Out of Hell, za humor i niespodzianki fabularno-cutscenkowe.

          1. Nitek De Kuń

            @aihS

            Różnica jest taka, że grając w Evolve było przynajmniej zabawnie.
            Battlefronta mam, ale to najbardziej zmehacona przeze mnie gra ever. Ni mam z niej frajdę, ni chce mi się do niej wracać. Wydaje mi się, że mogę powiedzieć, iż odpadłem od niego po 6h próbowania i szukania w nim dobrej zabawy.

            1. aihS Webmajster

              @slowman

              Nie chodzi o powtarzalność samą w sobie bo w niektórych grach to zdaje egzamin. Ja w Lefty też mogę grać o każdej porze dnia i nocy, tak jak i w Diablo 3, ale w Evolve i Battlefroncie wystarczyło mi parę godzin bety. Z Battlefronta mam jeszcze 10h triala w ramach EA access i nic mnie tam nie ciągnie, a powinno bo przecież ta gra uderza prosto w mój czuły punkt fanboja. Od BFa wolę zdecydowanie PvZ: Garden Warfare – identyczny gejplej, 10 razy więcej contentu, 3 razy niższa cena no i zaraz premiera dwójki gdzie przeniesiony zostanie cały progress z jedynki.

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @Nitek

                Budowanie bazy to pikuś. Karaluchy, które w przeciwieństwie do ludzi nie stosują wyłącznie rozwiązań siłowych, będą w stanie się porozumieć i stworzyć społeczności na kształt mrówek. Aby je do tego przekonać, Ty – karaluch wybraniec będziesz musiał najpierw zbudować pierwsze schronienie. W tym celu Twoim pierwszym zadaniem będzie pozbieranie patyków porozrzucanych po całej mapie. Potem będziesz musiał nauczyć się wytwarzać coraz mniej prymitywne narzędzia, by Twój dom wytrzymał coś więcej niż powiew wiatru.

                Po drodze będziesz musiał zdobywać żarcie umykając przed zmutowanymi mrówkami. Im będziesz musiał buchnąć technologię plucia kwasem. Potem będziesz wyciskał z mrówek kwas, napełniał nim torby wykonane z pozostałości po ludzkiej cywilizacji i w ten sposób stworzysz pierwszy miotacz kwasowy:).

  5. projan

    A żona dziś powiedziała: “a może tak pójdziemy na Star Wars?”
    O_O
    To poszliśmy. 🙂

    Fajny, przygodowy sf. Jestem zadowolony. Wiele rzeczy zrobiłbym lepiej, ale co tam. Tylko od 2/3 zacząłem się żdziebko nudzić bo już wszystko zmierzało do oczywistych rozwiązań. A końcówka to już meeega wydłużona.
    No i nikt się nie śmiał w kinie poza nami. Hm.

      1. projan

        @maladict

        Spoiler! Pokaż

        Swoją drogą, dlaczego stormtrooperzy rzadko podczas strzelanin w korytarzach chowają się za rogiem? Domyślam się, że łatwiej się strzela stojąc na środku…

        koniec dyspensy na spoilery wydarzył się w międzyczasie. Proszę Was… – Imperator

        1. maladict

          @projan

          A śmiałeś się gdy jedyny czarnoskóry bohater przy pierwszym spotkaniu z innymi (w znaczeniu nie ziomkami) zostaje posądzony o kradzież? No właśnie.
          Natomiast tematu taktyki pola bojowego w Gwiezdnych Wojnach radzę nie poruszać. Dość powiedzieć, że krasnoarmiejcy lecący przed siebie w pijanym widzie, z eNKaWuDzistami strzelającymi do każdego kto nie robi tego wystarczająco szybko i drący się ‘Urrraaaa!!!’ to przy Gwiedznych Wojnach szczyt wyrafinowania taktycznego.

Powrót do artykułu