Spode łba – nie plebiscyt

bosman_plama dnia 2 lutego, 2016 o 9:00    32 

Przeczytałem do śniadania informację, że grupa Greków chciałaby postawić nowego Kolosa z Rodos, wiecie jeden z tych siedmiu cudów świata, który okazał się dość nietrwały (a takich było sześć z siedmiu). Uświadomiłem sobie dzięki temu, że właściwie każdy rodzaj twórczości ma swoje kamienie milowe. W architekturze to na początek tych siedem cudów starożytnego świata. W muzyce zapewne The Beatles, w literaturze grupa gniewnych wymieszana z klasykami. A w grach…?

Jeśli jest jakaś lista na ten temat, to albo jej nie poznałem, albo poznałem i zapomniałem. Zresztą, gdyby powstała w wyniku plebiscytu, to w Polsce wygrałby ją Wiedźmin a za granicą nie wiadomo co, ale najpewniej coś nowego. Tak to bywa z plebiscytami, w tych muzycznych największą płytą wszechczasów okazuje się zwykle coś, co ukazało się na tyle niedawno, by głosujący czuli się jeszcze tym zachwyceni. W literaturze palma pierwszeństwa pałęta się zwykle gdzieś między Dickensem a Hemingwayem, chyba, że plebiscyt jest przeprowadzany we Francji, wtedy o podium bije się Flaubert z kimśtam (wybaczcie prywatne preferencje, lubię Flauberta). W Rosji literackie prawe proste wymierzają sobie zapewne Tołstoj z Dostojewskim. W Polsce wszystko zależy od tego kto by taki plebiscyt przeprowadzał i wygrałby go Rymkiewicz albo Masłowska. No, chyba, że zwołałaby się jakaś silna grupa pod wezwaniem i wszystkich nakryłby czapką Pilipiuk.

Pong

Ale co z grami? Czy można wskazać siedem cudów świata gier albo growych kamieni milowych? A jeśli tak, to jakie?

Ponga? Był chyba pierwszą upowszechnioną grą, poznali ją nawet mieszkańcy PRLu – na przykład ja. Ale Ponga obwożono po Polsce w ciężarówkach, na których paki wspinaliśmy się, by dopchać się do tego skarbu. Niemniej nawet w Polsce można było dokupić “konsolę” podłączyć ją do telewizora i grać w Ponga. I tylko w niego. Może więc wielkim cudem gier byłaby żółta kulka pożerająca mniejsze kulki a uciekająca przed duchami? Pacman był jednym z przebojów automatów z grami i w przeciwieństwie do bijatyk, strzelanin i ścigałem poznali go właściwie wszyscy. Stał się chyba pierwszą ikoną popkultury, jaka wyskoczyła z gier video.

boulder_dashMoje pierwsze spotkanie z postacią z gry obdarzoną pewną osobowością. Stworek niecierpliwił się gdy długo nie wykonywałem ruchu i tupał.

Ale nie był bohaterem “komputerów osobistych”. Nie wiem, jak na świecie ale w Polsce wszyscy zagrywali się w Boulder Dasha i to on właśnie był grą, przy której spędzali mnóstwo czasu moi sąsiedzi, którzy byli pierwszymi w bloku szczęśliwymi nabywcami atari. Gry nie były jeszcze wtedy czymś, co zalęgło się w niszy, grali w nie i dorośli i dzieci. Owszem, nie było ich wielu, ponieważ przemysł stawiał dopiero pierwsze kroki. Przy czym powołuję się tu na własne, a nie światowe doświadczenia. Gdybym wspominał globalnie, powinienem może raczej pisać o Jest Set Willy? A może o jeszcze wcześniejszych grach?

Więc może i Pong i Pac Man i Boulder Dash należałoby uznać za gry ważne i przebojowe?

Co dalej?

konsolaMoja pierwsza konsola do gier mobilnych wyglądała tak

Tetris? Ta gra była swego czasu powszechniejsza niż dziś Call of Duty, grali w nią absolutnie wszyscy. Co więcej, można było w nią grać mobilnie. Pod tym względem wyprzedziły ją wprawdzie małe konsole do gier w zestrzeliwanie kosmitów bądź ratowanie jajek przed rozbiciem (jeśli żyło się po zachodniej części żelaznej kurtyny) albo w zabawę Wilkiem i Zającem (jeśli po wschodniej). Choć jednak były szalenie popularne, nie mogą równać się z Tetrisem i dość przaśnymi maszynkami do grania w niego. Dało się, swoją drogą, pograć na nich i w inne gry (niektóre chwaliły się, że posiadają ich setki) ale koniec końców i tak wszyscy wracali do Tetrisa. A “wszyscy” oznacza w tym przypadku i dzieci i rodziców.

nu pagadiTej nie miałem:(

Tylko, czy kryterium popularności powinno decydować? Pong, Pac Man a nawet – być może Boulder Dash były ważne, ponieważ kręciły się w jakiś sposób w okolicach momentów przełomowych. A Tetris? Trudno nawet powiedzieć, że upowszechnił granie mobilne, bo kiedy szał minął, zapadła cisza, inne próby wypromowania mobilnego grania przez jakiś czas nie osiągnęły jego popularności. Właściwie, do czasu smartphonów, które znów sprawiły, że w gry mobilne grają wszyscy (a nie tylko fani gier jako takich) granie mobilne z powrotem zlazło do niszy. No, chyba, że wspomnimy sukces Węża.

Czyżby więc do cudów świata gier trzeba było zaliczyć Angry Birds? Nieważne, że poprzedzały je inne tytuły, wściekłe ptaszyska stały się symbolem rewolucji. Podobnie, jak Tetris są rozpoznawalne na cały świecie, także wśród ludzi, których gry zazwyczaj nie interesują.

wow2Też kamień milowy, choć jak dla mnie kamień milowy psucia. I też nie był pierwszą grą MMO, ale jednak on rozpętał ten kataklizm, który trwa do dziś.

No dobra, zapomnijmy o masach. A co z naszym małym światkiem? Chciałoby się przyznać medal za specjalne zasługi Wolfensteinowi. Ale nie był on pierwszą strzelanką FPP. Jednak czy laury należą się Maze War tylko dlatego, że powstało wcześniej? Istnieli przecież kompozytorzy przed Mozartem, ale to na jego widok damy dworu zrzucały gorsety, by machać nimi nad swoimi perukami. Gitary i grzywki były w użyciu przed The Beatles, ale to o nich się pamięta. Zatem, jednak Wolfenstein 3D, ponieważ to on rozpętał szaleństwo strzelania trwające do dziś. I być może dla strzelanek ta jest pierwszą najważniejszą, nawet jeśli część z nas bywa większymi fanami np. Dooma.

Co dalej? Kłopot w tym, że jakkolwiek bym nie wyliczał, zawsze będzie można te moje rozważania poddać w wątpliwość. Ktoś uzbrojony w google zdolny będzie wyliczyć tytuły, które powstały wcześniej, albo sprzedały się lepiej. Ba, uda mu się może powołać na zdanie ekspertów. Każdy uzbrojony we własne wspomnienia znajdzie swoje prywatne kamienie milowe. I wygra ze mną każdą dyskusję, bo one będą dla niego ważniejsze. Trzeba by więc szukać jakichś obiektywnych czynników a potem staczać się o nie niekończące się boje.

SteamSteam to też rewolucja, która odmieniła świat gier na zawsze.

Prawdę mówiąc, sens w czymś takim widzą chyba tylko historycy. Pozwólcie więc, że po prostu wyliczę Wam siedem moich prywatnych cudów świata gier video a potem posłucham Waszych opinii. To może być zabawne.

Pong – bo był pierwszą grą video, w jaką zagrałem. Tak, na pace ciężarówki, która podjechała pod mój blok. Potem grałem w to u sąsiadów, bo kupili ową “konsolę” podłączaną do telewizora.

Centurion – bo był chyba pierwszą grą strategiczną w jaką grałem. Piszę: “chyba”, bo mogły być jakieś inne, wcześniejsze, ale żadna nie wbiła mi się tak we wspomnienia. Był szalenie rozbudowany – posiadał opcje dyplomatyczne, sukces bitew bywał zależny od charyzmy dowódcy (a te były zróżnicowane, liczyły się miara siły głosu, żołnierze poza naszym zasięgiem nie słyszeli naszych rozkazów. toteż trzeba było słabszymi dowódcami jeździć z jednej flanki na drugą, by wydawać rozkazy). Do tego dochodziły minigry w postaci walk gladiatorów i wyścigów rydwanów. No i dało się toczyć bitwy morskie (choć do dziś nie wiem jak je wygrywać). Do takiego poziomu rozmaitości seria Total War nie doszła do dziś.

centurionMedal of Honor: Allied Assault – pierwsza gra, w której tryb sieciowy przegrywałem całe noce. Podstawowe mapy do dziś znam na pamięć. Pierwsza strzelanka, przy której poczułem, że wszystkie moje umiejętności nie zdadzą się na nic, bo Panbóg kule nosi (przy lądowaniu na plaży Omaha). Pierwsza gra, która dała mi szansę samodzielnego zabicia całego oddziału prawdziwych Niemców (w trybie sieciowym), o czym marzyłem odkąd po raz pierwszy zobaczyłem Czterech Pancernych.

Clive’s Barker Undying – pierwsza gra, przy której na tyle się przestraszyłem, że postanowiłem nie grać w nią w ciemnym pokoju pustego mieszkania. Przy okazji wykorzystywała motyw ze zbieraniem fragmentów listów i pamiętników, który dziś jest dość modny, a do tego posiadała nienajgorszą fabułę.

Call of Duty – pierwsza chyba seria gier, która w tam zmasowanym stopniu postawiła na marketing, w dodatku adresując go nie tylko do zapalonych graczy, ale do każdego. Pamiętacie reklamy CoD, w których na sieci strzelał każdy – od Coby Bryanta po przypadkowego przechodnia? Dziś lubi się tak bawić Sony w reklamach PS4, ale parę lat temu to CoD postanowił wyjść z niszy. Jasne, dla starych fanów zabiło to tytuł, stało się początkiem końca serii i takie tam. Ale dla mnie oznacza to przełomowe podejście i zmianę w myśleniu o grach. Być może CoD nie było wcale w nim pierwsze, ale chyba nikt przed nim nie przypuścił tak zmasowanego ataku na portfele casuali.

fahrenheitFahrenheit, Indigo Prophecy – od zawsze wiedziałem, że przygodówki to typ gier stworzonych dla mnie. Mają wyrazistych bohaterów, istotną dla całości fabułę, pomysłowe dialogi itp. itd. I nie mogłem w nie grać, bo do szału doprowadzało mnie klikanie po każdym pikselu. Za zagadkami też nigdy nie przepadałem. Przyglądałem się więc ze smutkiem przygodówkom, czasem podejmując heroiczny wysiłek zmierzenia się z nimi i dostając ataków szału przy próbach zrozumienia logiki ich twórców i coraz wyraźniej rozumiałem, że coś we wszechświecie potoczyło się stanowczo nie tak, skoro gatunek gier stanowczo stworzonych dla mnie okaleczono mechaniką, która jest tak bardzo nie moja, że niżej są już tylko skradanki. A potem ukazał się Fahrenheit. Na pewno istniały już wcześniej przygodówki nie wymagające urządzania szału klikania po ścianach i z łamigłówkami osadzonymi w rzeczywistości gry a nie opierającymi się o abstrakcyjne fantazje twórców, ale żadna nie była próbą dokonania przygodówkowego przełomu.

fah2A Fahrenheit i owszem. Jak bardzo oddziaływała na mnie ta gra może świadczyć fakt, że zniosłem nawet dwa etapy skradane (choć fakt, że gra wyleciała z dysku na jakiś rok). I nawet to, że popsuła się straszliwie pod koniec nie zmienia faktu, że była rewolucją. Nie tylko dlatego, że odeszła od klikania, kolekcjonowania przedmiotów i niekończącego się sprawdzania czy grzebień połączony z kamieniem daje coś nowego. Prócz tego Fahrenheit wykorzystał, a przy okazji w znacznej mierze ukształtował nową modę – na filmowość gier. Nawet jeśli nie oznaczał rewolucji, był jednym z kamieni milowych ewolucji. Jego spadkobiercami jest nie tylko Heavy Rain, ale i np. The Wolf Among Us.

silent-hillSilent Hill – znowu strach, znowu filmowość. Ale – w moim przypadku – powód by kupić konsolę (SH2 i chyba 3 wyszły na pieca, ale jedynka chyba nie). Silent Hill w tym przypadku to przykład, równie dobrze mógłbym wpisać np. Uncharted. Chodzi o to, że w pewnym momencie rywalizacja między PC a konsolami dobiegła końca. Zresztą, rywalizacja może nie, ale wojna tak. Wiem, są jeszcze takie zakątki sieci, w których gracze skaczą sobie do gardeł. Ale kiedyś skakali sobie do nich wszędzie. Może nie wszyscy, ale znaczna część z nas w pewnym momencie jednak stwierdziła, że są gry – niektóre z nich na wyłączność – w które warto zagrać na innym nośniku. Ja kupiłem konsolę, a taki Nitek grywa czasem w gry na pececie. Nadal jednak  uważam, że pad w strzelankach to narzędzie tortur.

Tak, cały ten wywód był tylko po to, by na końcu stwierdzić, że najważniejsze są subiektywne odczucia. Zaskoczeni, że nie trafiły się cRPGi? Nie jestem pewien, czy którykolwiek z nich był grą przełomową. Może Final Fantasy 7, bo ludzie przy nim płakali? A Fallout? On, oczywiście, jest poza kategoriami.

Dodaj komentarz



32 myśli nt. „Spode łba – nie plebiscyt

  1. Daimonion

    Boulder Dash budzi miłe wspomnienia (była też wariacja na temat tej gry pt. Flaschbier – gdzie trzeba było dotrzeć do tytułowej flaszki), ale potem człowiek dostaje dwa ciosy (MMO i Steam) i leży. Już mi się nie podoba ten świat.
    A w kwestii plebiscytów literackich – dziś zapewne wszystkie wygrałby Twardoch, bo jest modny, przegenialny i namaszczony, a kto tylko ośmieli się nie paść na kolana, ten się nie zna, jest durniem, małym zasranym polaczkiem itd. (Bardzo bym sobie życzył, aby to zdanie nie wywołało kłótni, bo wyjątkowo nie chce mi się kłócić o Twardocha – mam w tej materii przesyt całkowity).

      1. aihS Webmajster

        @bosman_plama

        To jest naprawdę chore, że bojkotuje się twórczość pisarza ze względu na jego prywatne poglądy. Ja wiem, że to ani nowe ani tylko polskie, ale jak u nas jest jakiś powód do podziału to od razu na szczeblu narodowym. Całe szczęście, że nie ma u nas zbyt wielu czarnoskórych pisarzy bo już widzę ten bojkot nominacji do Zajdla. Śmiejemy się z amerykanów, a u nas podobny poziom biedy umysłowej.

        1. Daimonion

          @aihS

          Ale czekaj, bo nie rozumiem. Chodzi o to, że bojkotuje się pisarza za poglądy polityczne? (bo to jest rzeczywiście bez sensu). Czy też o to, że bojkotuje się za poglądy w ogóle (powiedzmy na temat miejsca człowieka w świecie), które to poglądy są eksplicytnie bądź implicytnie wyrażane w jego książkach? – bo to akurat rozumiem. Jeśli mi czyjaś poglądotwórczość nie pasuje, to od niej stronię. A jeśli jakaś jednostka bądź grupa osób uważa czyjeś poglądy (niekoniecznie musi chodzić o pisarza, może być filozof, ksiądz, dziennikarz, czy kto tam jeszcze) za społecznie szkodliwe, to – moim zdaniem – ma prawo o tym mówić (oczywiście w sposób rzeczowy i bez mordobicia na ulicach).

          1. aihS Webmajster

            @Daimonion

            Chodziło mi o poglądy nie znajdujące odzwierciedlenia w twórczości. Jeżeli ktoś do swoich utworów przemyca różnorakie rewelacje w sposób nachalny – ewidentnie trącący propagandą bez chociażby uzasadnienia fabularnego – to sam się prosi o wykluczenie przez część czytelników. Tak to rozumiem. Pozostaje jeszcze kwestia tego czy wystarczy po prostu takiego kogoś i jego twórczość ignorować (tak bym zrobił) czy robić wokół tego niezdrową sensację i nawoływać do bojkotu (tak się dzieje). Cały czas mówię tylko i wyłącznie o beletrystyce.

  2. buczysyn

    Przed Faremheitem Quantic Deream spłodziło coś co sie nazywało Omikron – Nomad Soul. I to była rewolucja w każdym calu, gra ze świetną historią, muzyką (podziemne koncerty Davida Bowiego), gdzie były zagadki, strzelanina tpp (z możliwością przełączania się na fpp) i bijatyka i do tego rozwój postaci. Niestety mało znana produkcja.

  3. The_Mister_A

    Spadkobiercą Fahrenheita też jest całkiem niezły Until Dawn – świetna gra do zachęcenia niegrającej kobiety. Moja się wkręciła niemiłosiernie – najpierw w granie, a potem kiedy przejęcie sięgnęło zenitu w oglądanie. Nawet zaczęła fora przeglądać w trakcie gry.

    Moimi kamieniami milowymi przygody z grami były z kolei:

    1. Pegasus – wczesne lata ’90, małe miasteczko i bah pegasus. Do dzisiaj wspominam dobrze dmuchanie w kartrtidże, obrona orzełka tankami, kontrę, pingiwna ścigającego się po lodzie no i legendarnego Mario. Tytułów było więcej – Goal, czy opowieść o ninja, który biegł i ciachał innych (gwiazdkami też rzucał!)
    2. Red Alert – podpatrzony u kolegi wciągnął mnie w świat RTSów. I trzymał długo, bardzo długo. W końcu moda na RTSy minęła. Zresztą nie pamiętam ostatnio dobrych gier RTS. Zbyt dużo osób dorosło i ma mniej czasu, a to jednak dość drogie w produkcji gry.
    3. Europa Universalis 2. Nienawidze Paradoxu. ODDAJCIE MI MOJE UTRACONE LATA!!!!
    4. Medal of Honor AA – ten klimat! Call of Duty nigdy nie zaoferowało tak zróżnicowanej rozgrywki. w MOHAA graliśmy jako agent za liniami wroga (misje w bazie Ubootów, albo w miasteczku w stroju niemieckiego oficera) ale też szturmowaliśmy plaże Omaha. Rewelacyjna gra, chyba mocno wpłynęła na późniejszy rozwój strzelanek stawiających na jako taki realizm (albo jego udawanie).
    5. Kupno Ps3. Po latach i jednocześnie z dużą ilością obowiązków, granie na PC zaczęło się chować w odmętach zapomnienia. To widzę tak u siebie jak i u większości moich kolegów. PC jest platformą dla entuzjastów i taką chyba już pozostanie.

  4. truten_org

    Słusznie zauważyłeś, że każdy będzie miał swoje kamienie milowe. Moje to:
    Donkey Kong – pierwsza gra na Atari, cartridge z Pewexu 🙂
    Decathlon – pierwsza gra z kumplami na jednej klawiaturze, w zasadzie pierwsze multi poza Pongiem
    Knight Lore – pierwsze 3D
    Centurion – oczywiste
    The Manager, a później CM i FM – to się nie może znudzić 🙂
    Civilization – oczywiste
    Dune 2 – oczywiste
    Wolfenstein – oczywiste
    Sensible soccer – oczywiste, połamane joysticki
    Quake 2 – pierwsze multi po sieci (osiedlową sobie zrobiliśmy w latach ’90), epickie starcia, pierwszy klan
    Europa Universalis – to było wielkie. Na tyle, że jeszcze przed premierą zrobiłem o niej pierwszą w PL stronę www, która cieszyła się całkiem sporym powodzeniem
    WOW – pierwsze MMO, które wessało na długo i nie chciało puścić
    Battlefieldy, CODy – oczywiste
    NBA 2K – żadna FIFA czy PES nie podskoczą do pięt
    Uncharted – pierwszy raz gra tylko na konsole mnie zachwyciła
    RDR – perfekcja, no prawie, ale blisko

  5. maladict

    O swoich kamieniach milowych kiedyś już pisałem, więc nie będę się powtarzał, natomiast na co chciałbym zwrócić uwagę, to różnica w doświadczeniach naszych i ludzi zza Żelaznej Kurtyny. Np. nas praktycznie kompletnie ominął szał na wczesne konsole (GameBoy, N64) z związane z tym tytuły takie jak Mario, Pokemon, Legend of Zelda i kilka pierwszych Final Fantasy.
    A co do FPS-ów, to pewnie, że Wolf był pierwszy, ale Doom i Duke wywarli IMHO większy impakt.

  6. Zebulah

    1. Pegasus – Contra, Czołgi, Tetris, Pinball
    2. Duke Nukem 3D – pierwsza gra “AAA” po pojawieniu się komputera w domu
    3. Symulatory studia Novalogic – F-22 Lightning 2 i 3, Comanche 3, MiG-29 Fulcrum
    4. Quake 1 i 2 – kilkukrotnie singiel i niezliczone godziny multi w kafejkach
    4a. 3Dfx Voodoo – nowe oblicze wielu gier
    5. MDK – pierwsza gra, którą kupiłem po przejściu dema z 20 razy
    6. Diablo 1 – kiedy odświeżyłem sobie 5 lat temu, nadal przyciągała jak magnes
    7. Fallout 1 i 2 – pierwsze i ostatnie RPG, które mnie wessały i nie puściły dopóki nie skończyłem grając w każdej wolnej chwili
    8. Incubation – pierwsza strategia turowa, którą musiałem skończyć zamiast olania po godzinie jak było z innymi
    9. Unreal i Unreal Tournament – grafika i klimat
    10. Serious Sam: FE i SE – sam nie rozumiem tego fenomenu, ale grało się przednio i średnio co 4 lata odświeżam sobie
    11. Batman: Arkham Asylum – specjalnie dla tej gry kupiłem pada X360 i na nowo poczułem magię grania

      1. Yanecky

        @bosman_plama

        Trochę offtopowo: Bosmanie, może być napisał w wolnej chwili jakiś tekst o księżycu (naszym ziemskim) w grach? Bo właśnie skończyłem czytać rewelacyjną “Luna: New Moon” Iana McDonalda i zacząłem się zastanawiać. A do księżyca mam sentyment od dzieciństwa, kiedy zaczytywałem się w Jerzym Żuławskim…

            1. urt_sth

              @MusialemToPowiedziec

              Generalnie Księżyc rozbudowanym krajobrazem i kolorystyką nie grzeszy. Lokacje były by zabudową, różniąc się tylko tym co za “oknem”.
              Jestem w wolfie na księżycu właśnie i efekt czegoś nowego działa, ale już kolejna gra to utraci.
              Jako tło niestety niewiele może zaoferować.

              PS. Przypomniała mi się taka przygodówka Putt Putt goes on the Moon.

  7. Mnisio

    W kolejności niechronologicznej:
    1. Atari, a na nim River Raid oraz The last starfighter;
    2. Warlords 2 – random mapy i siedzenie na hot seat do rana;
    3. Tie Fighter – latanie w kosmosie bez joystica, 2 myszki poszły w pizdu;
    4. Alien vs predator – niesamowite bieganie po sufitach i ścianach;
    5. Wizardry 8 – chyba najlepsze walki rpg w perspektywie 1 osoby, bardzo udany mariaż starego i nowego podejścia do gier;
    6. Master of Orion 2 – 4X w kosmosie zbliżające się do ideału;
    7. Arcanum – steampunk łapie za gardło i długo trzyma

Powrót do artykułu