Spode łba – …naście mgnień wojny

bosman_plama dnia 9 grudnia, 2014 o 8:58    129 

Nie, nie będzie ich siedemnaście, choć może, gdybym się postarał, udałoby mi się wyciągnąć aż tyle przykładów. I nie będzie to (jeszcze) ten większy (lub niekoniecznie) tekst na temat pewnej polskiej gry, która narobiła ostatnio szumu – na nią czas przyjdzie jutro, bądź pojutrze, poza offtopową poranną serią. Więc o czym właściwie ten tekst będzie? Ano o wojnach. Tych z gier.

“This war of mine” wywołało trochę szumu, zresztą szumu różnego rodzaju. Zazwyczaj na grę reagowano pozytywnie w kraju i za granicą, znalazł się jednak pewien redaktor, który uznał za stosowne uznać, że pozytywny szum to przesadny hajp, bo gra wcale nie oddaje wojny, a poza tym przyzwoitości urąga fakt, że twórcy na swoim dziele zarabiają.

Pal sześć hejterów. TWoM odniosło sukces tam, gdzie czasem innym tytułom zdarzało się polec. Pierwszy, jaki przychodzi mi do głowy to “Spec Ops: The Line” – gra, która miała opowiadać o okropieństwach wojny, ale trochę się pogubiła. Po pierwsze czyniąc swoim bohaterem żołnierza weszła w buty strzelanek, co – nieco wbrew intencjom twórców – zbliżyło ją do gier traktujących rozwalanie ludzi rozrywkowo. Jasne, nasz bohater miał popadać w szaleństwo wzorowane na szaleństwie ukazanym w “Czasie Apokalipsy” a wcześniej w “Jądrze Ciemności”. Jednak w obu wcześniejszych przypadkach (literackim i filmowym) doświadczaliśmy pewnego skończonego dzieła, poznawaliśmy przypowieść o korozji duszy. Nikt nie kazał nam wierzyć, że to my jesteśmy wędrującymi po piekle. Paradoksalnie dzięki temu i powieść i film działały mocniej niż gra, w której dylematy moralne serwowano nam pomiędzy jedną a drugą strzelaniną nie różniącą się od strzelanin w innych grach.

so2No więc dylematy dylematami a sianie ołowiu sianiem ołowiu

Bo ukazanie strzelaniny też jest ważne. Czym innym są strzelaniny starych filmach wojennych, gdzie nasi herosi koszą dziesiątkami germańskich najeźdźców a my wiemy, że to jest dobre i tak należy czynić. Czym innym są strzelaniny w filmach z lat osiemdziesiątych, którym pod względem ukazywania frajdy wypuszczania serii za serią najbliżej chyba do gier. Niestety, SO:tL nie pokombinowało z mechaniką strzelanin, w związku z czym pomimo ambicji twórców wyglądają one właśnie jak nawalanki z filmów z lat osiemdziesiątych.

so1Czy w ogóle da się inaczej? W filmie na pewno. Przypomnijcie sobie chaos obrony przed nocnym atakiem w “Plutonie”, gdzie strzelanina została pokazana jako szaleństwo chaosu, oddawała nie tylko sytuację taktyczną, ale także stan umysłu kompletnie pogubionych w tym wszystkim żołnierzy. Strach i szaleństwo widać też w pamiętnym szturmie na plaże Omaha w “Szeregowcu Ryanie”.

Tu wypada się zatrzymać, bo przecież tę właśnie scenę powtarzała gra “Medal of Honor: Allied Assault”. Mieliśmy więc i chaos i powtórkę doświadczenia daremności własnego strzelania – bieg ku starającemu się nas zabić wrogowi, którego nasze kule nie dosięgną (a mimo to wielu z nas strzelało daremnie ku umocnieniom, zapewne ze złości, albo po to, by zrobić cokolwiek). Mieliśmy ukazanie (starannie zaplanowane), że “Pan Bóg kule nosi”, bo biegliśmy przez ulewę ołowiu, który zdawał się latać przypadkowo (przynajmniej za pierwszym razem). Było to trochę inne niż wcześniej ukazanie strzelaniny i pozwalało wielu z nas spojrzeć na wojnę nieco inaczej niż jak na historię o dzielnym wojaku, który się kulom nie kłaniał. Bo w MoH:AA przez chwilę nie byliśmy jednoosobową armią, tylko kolesiem rozpaczliwie starającym się przeżyć, niezdolnym do zastrzelenia kogokolwiek, kryjącego się za każdą możliwą przeszkodą i modlącego się, by obsługa ckmu z łaski swojej wybrała za cel kogoś innego.

mohaaSpluwa w garści może i dodaje otuchy ale nie przydaje się do niczego

Powtórzeniem takiego spojrzenia na wojnę stał się szturm Stalingradu w pierwszym “Call of Duty”. Tam dodatkowo nie mieliśmy na początku z czego strzelać, a jeśli próbowaliśmy się wycofać na z góry zaplanowane pozycje otrzymywaliśmy serię od naszych towarzyszy. Jednak gdy tylko dostawaliśmy w ręce karabin, gra zmieniała się w tradycyjną strzelankę.

Może więc nie ma sposobu na ukazanie strzelania w grze w sposób zbliżony do filmowego? Tak, aby nie zmieniało się w zabawę, gdy tylko złapiemy nareszcie jakiegoś gnata? Gracz nie czuje wyrzutów sumienia, gdy kogoś zabije, jak próbowano nam to pokazać w ostatnim “Tomb Raider” (też nieudolnie, bo wyrzuty minęły po kilkunastu sekundach a Lara z ulgą przyjęła rolę maszynki do zabijania), bo wie, że nie zabija ludzi (to raz), a poza tym celem gry jest osiągnięcie celu, do którego dochodzi się po trupach (to dwa). SO:tL próbowało jeszcze zagrać wpędzaniem nas w szaleństwo, co trochę wyszło a trochę nie. Bo tak naprawdę SO:tL nie przegrało swojego pomysłu dlatego (albo tylko dlatego), że kazało nam strzelać, ale dlatego, że nie pozwalało nam podejmować decyzji. Kiedy np. przyszło nam ostrzelać cywili gra nie zostawiła sprawy w naszych rękach, tylko przeszła w tryb automatyczny. A potem kazała nam cierpieć wyrzuty sumienia z powodu decyzji, której wcale nie podjęliśmy. Literatura i film, które nie każą nam uwierzyć, że to my jesteśmy w środku dżungli, nie udają, że cokolwiek od nas zależy, ofiarują nam dzięki temu przypowieść, nad którą możemy się zastanowić i którą możemy się przejąć. SO:tL stanęła pomiędzy taką przypowieścią i próbą wciągnięcia nas w konflikt sumienia. W efekcie poległa na obu frontach.

twomTWoM wygrywa w tym momencie, ponieważ każe nam podejmować decyzje i ponosić za nie odpowiedzialność. Oczywiście, nie będąc strzelanką unika pułapki, jaką stwarza dobra zabawa w zabijanie wrogów. Ale przede wszystkim wszystko, co w TWoM zrobimy, MY zrobimy i MY ponosimy odpowiedzialność. Dlatego gra jest w stanie wywołać w nas pewien dyskomfort. Mogłaby to zrobić trochę lepiej, ale o tym poczytanie jutro bądź pojutrze. Ten tekst nie jest o TWoM. Oczywiście, gra ma jeszcze jedną przewagę nad wszystkimi strzelankami – opowiada o cywilach, nie żołnierzach, albo cywilach zmieniających się ekspresowo w super zabójców (jak np. Far Cry 3).

Seria CoD, którą traktujemy zazwyczaj jak zręczne fajne strzelanki, znalazła inny sposób na ukazywanie wojny jako nie tylko dobrej zabawy. Zapominamy o tym, gdy rozstrzeliwujemy radośnie tłumy wrogów, ale CoD próbowało różnych interesujących ścieżek. Na początku stawiała na braterstwo broni, wygrywała popularność ukazywania wojny na sposób “Kompanii braci”. Nawet w Armii Czerwonej, w której czekiści strzelali nam w plecy, a my wiedzieliśmy, że walczymy pod rozkazami pijanych zabójców, braterstwo broni między zwykłymi żołnierzami istniało. Jeszcze wyraźniej akcentowała to część CoD:WaW, w której nie tylko – jak w poprzednich “Colach” – towarzyszyli nam ci sami kumple, ale dostaliśmy stale pomagającego nam kumpla, który niejednokrotnie podkreślał, że nas lubi, ceni i obdarza przyjaźnią. Ta postać przydała się później, w CoD:BO, gdzie zaistniała jeszcze mocniej. Przy okazji wprowadzono nowy element w serii – wojna stała się brudna a interesy tych, którzy nami dowodzili wcale nie były przejrzyste. Podobnym szlakiem poszło CoD:MW, ale tam pojawiły się spiski, koterie i konspiracje, dzięki czemu mogliśmy jeszcze poudawać, że walczymy po dobrej stronie przeciw całemu światu. Seria zapoczątkowana CoD:WaW a prowadząca do CoD:BO niczego takiego nie udawała. Pokazywała, że wojna i polityka są brudne a my najprawdopodobniej w nagrodę za swoje starania dostaniemy kulkę w plecy.

cod1Przy czym, oczywiście, wszystko to stanowiło dodatek do dobrej zabawy w strzelanie, nie ma co udawać, że było inaczej. Jeszcze pierwsze CoD:MW spróbowało zagrać nam na nosie na sposób starego MoH:AA i pokazać, że nasze dokonania są daremne. Jedna z naszych postaci (wybaczcie, będzie to pewnego rodzaju spoiler, ale wiecie – po tylu latach….) ginęła w wyniku wybuchu bomby jądrowej, a druga  wpadała w pułapkę i musiała obserwować jak źli goście rozwalają jej bezbronnych kumpli. Znów zagrano starą dobrą daremnością pokazując, że wojna to nie tylko dobra zabawa. Pojawiały się i inne tropy, zwykle drobne, ale dające do myślenia. W CoD2 dostaliśmy scenę ukazującą, że alianci też rozwalali czasem jeńców a w CoD:MW możemy zobaczyć rozstrzeliwanie cywili. Wojna to nie tylko zabawa. Szkoda tylko, że wszystkie te doświadczenia prawie nas nie zmieniały. Zajęci fajną strzelanką pozostawaliśmy od początku do końca tymi samymi superżołnierzami. Tu twórcom SO:tL należy się ukłon – oni próbowali to zmienić, pokazali, że żołnierz może popaść w szaleństwo.

captain-priceAczkolwiek trzeba nadmienić, że i CoD:MW nie uciekło od tego tematu. Przemiana nie dotyczyła wprawdzie postaci gracza, ale mjr Price z profesjonalisty z pierwszej części w drugiej zmienił się w świra, którego postępków nie rozumieją do końca nawet jego podwładni. Bo stary dobry Price w CoD:MW2 zmienia się w świra ogarniętego pragnieniem zemsty. Inna sprawa, że zgodnie z regułami popkultury tylko taki wariat jak on jest w stanie stawić czoła oszalałym draniom stojącym na czele konspiry. Dla normalnych nie ma już miejsca w tym konflikcie – normalni giną, co gra też konsekwentnie pokazuje. Czyniliśmy CoD:MW zarzut, że z zabijania postaci prowadzonych przez gracza uczyniła nużącą regułę. Ale może chodziło o coś więcej? Może twórcy chcieli pokazać, że wojna oszczędza tylko tych swoich kochanków, którzy oddają się jej bez reszty? Poszliby wtedy tropem “Plutonu”. A że znali na pewno ten film, nie jest ta teza całkiem nieprawdopodobna.

zdzPominąłem tu kilka tytułów, które często były wzorowane na “Kompanii Braci”, albo np. ostatnie dwie części MoH, które też rozgrywały przede wszystkim braterstwo broni. Offtopowy poranny tekst nie ma celu totalnej analizy. Poza tym tytuły, które wymieniłem wcześniej, reprezentują pewne ujęcia wojny, które inne gry zazwyczaj powtarzają. Do tego dochodzą wojenne strzelanki, które nie próbują być niczym innym jak fajnymi strzelankami.

Ponieważ tekst rozrósł się nieludzko, będę musiał darować sobie rozwijanie go o gry strategiczne i taktyczne, choć miałem ochotę rozpisać się o przywiązywaniu się do weteranów w serii “Close Combat”. Ponieważ jednak offtopowe poranki rządzą się swoimi prawami, czas już kończyć. Dlatego niniejszy wpis pozostanie opowieścią o wojennych strzelankach. Wypada jeszcze wspomnieć o serii “Battlefield: Bad Company”, która zdaniem wielu graczy stanowi growy odpowiednik “Złota dla Zuchwałych”. I rzeczywiście – na poziomie scenariusza tak właśnie może się wydawać. Gra ma wyrazistych dowcipnych bohaterów, którzy są trochę szaleni a trochę zblazowani, dorzuca metadialogi rodem z Tarantino. Jednak nie ma tego, co w “Złocie dla zuchwałych” było bodaj najważniejsze – zmiany perspektywy w spojrzeniu na wojnę. “Złoto dla zuchwałych” to nie tylko fajne wojenne kino z całą masą gwiazd-twardzieli. Gdy wchodziło na ekrany stanowiło przełom będący po części efektem epoki hipisów i całego ich buntu przeciw systemowi. Bohaterowie filmu przestali być mundurami walczącymi o większe cele, stali się indywidualistami, którzy wygrywali trochę wbrew armii, przeżywali wbrew wojnie i sięgali po cele wbrew zasadom. Byli nowym rodzajem bohaterów. B:BC pokazało nam gości trochę do nich podobnych, ale tyle dekad później, że taki bohater to już żadna nowość, to codzienność. Popkultura przerobiła go na dziesiątki sposobów, dorastaliśmy z nim i prawie nie znamy innego.

bcDowcipna gra o wojnie to rzeczywiście pewna nowość, zważywszy, że pod względem mechaniki B:BC jest stuprocentowo poważna. Ale nie ukazała nam wojny i żołnierzy z nowej strony. To jeszcze, być może, mamy przed sobą. A może nie? Póki będziemy pokazywać przede wszystkim zwycięskich aliantów trudno będzie o nowy sposób. Może należałoby sięgnąć po kampanię wrześniową i pokazać żołnierza, który przegrywa, traci nadzieję, walczy, choć nie wierzy już, że ta walka ma jakikolwiek sens, trafia do niewoli i maszeruje z rękami na karku wzdłuż szeregów triumfujących zdobywców?

chopy_z_westerplatte

Dodaj komentarz



129 myśli nt. „Spode łba – …naście mgnień wojny

  1. Makbeton

    Bosman ty złotousty geniuszu pieknie napisane , odzywam się tylko leszcze żeby poinformować że żyje nic ciekawego się nie wydażyło poza tym że mój kumpel który z zachowania przypomina troche brada pitta z prawdziwego romansu wpadł na pomysł albo przeczytał na internetach że dobrze zalać spirytusem ziele, odbijało mi się kosiarką do trawy przez dwa dni

  2. powazny_sam

    Poważny temat, ciekawy tekst, aż głupio offtopować.

    Ale czuję się w obowiązku poinformować że wczoraj ustrzelili mnie w Media Markcie. Spisek to był, normalnie nie bywam w sklepie dla idiotów ale zostałem podstępnie zwabiony SMS-em że towar jest gotowy do odbioru….

  3. buczysyn

    Mocna końcówka bosmanie. BTW obejrzałem ostatnio Fury z pokancerowanym Pittkiem i film miał szansę być bardzo dobrym filmem antywojennym a skończył niestety z gwiaździstym sztandarem jak zwykle, co nie zmienia faktu że dla sceny walki z Tygrysem warto go zobaczyć.

      1. Epipodiusz

        @Ziuta

        umówmy się, że FURIA to dobre i nie wymagające kino.
        Twórcy jakby chcieli zadowolić wszystkich ale jak wiadomo wszystkich się nie da .
        Mogło być dobre dramatyczno wojenne kino ale ….
        Mogło być dobre strzelankowo wojenne kino ale ….
        … ale fakt , że pamiętam że byłem na tym filmie i nawet pamiętam o czym był świadczy , że w moim odczuciu nie był zły .

    1. Makbeton

      @buczysyn

      e nie był aż taki zły wiadomo że trzeba był przypierdolić “holiłudem” na do widzenia , ale miło zobaczyć po pierwsze że amerykańskie wojsko to nie przeuroczy twardziele lub intelektualiści o gołębim sercu tylko głównie prostaki a po drugie jakoś miło wszystko było upierniczone błotem. No i ten cymbał z transformersów nie drażnił.

      Ps. Pokaz laserów troche był przegięty

          1. true_mayonez

            @Makbeton

            poległem dzisiaj rano. stoję sobie w kolejce do rejestracji w NZOZ moim i asekuracyjnie izoluję się od świata słuchawkami. ale kiedy doszedłem do okienka i powiedziałem do którego lekarza i numer karty pacjenta, pani zamiast zrobić co kazałem zadała pytanie. po ustach wnosiłem że zadała, po minie że pytanie. powtórzyłem do kogo chcę się rejestrować i nr katry (może niedosłuch ma kobietka). ale ona znowu coś, tym razem poirytowana, no to ściągam słuchawki a tam qźwa WHAM!! a pani pytała czy na dzisiaj. jak one “na jutro” nie rejestrują bo nie wolno, a na wczoraj nie umiom, bo to NFZ… więc pytam po co pytała?? pewnie tez czyta gikza i chciała mnie wyeliminować. pozdrawiam Panienkę z Okienka…

            1. Obledny

              @true_mayonez

              Ciekawe czy sie zdziwila, jak zaczales sie w tym momencie tarzac po ziemi placzac i wolajac “nieeee, znowu przegralem…” 🙂

              A tak wogole to jakbym byl w okienku i ktos cos mi mowil nie zdejmujac sluchawek u uszu (czyli totalna olewka), to bym dla zasady cos wymyslil zeby musial zdjac wham czy nie wham.

              just sayn

      1. buczysyn

        @Makbeton

        Co do brudu się zgadzam – jeśli ktoś uważa że wojna z szeregowcu Ryanie była brudna to nie widział Fury. Problem z tym filmem jest taki że po początkowym zachwycie nad naturalizmem scen odkrywasz jego przerysowanie, odrealnienie i komiksowość. Ale jak już zaakceptujesz ten fakt to ogląda się miło i przyjemnie – pytanie czy o to chodziło twórcom – żeby się oglądało miło i przyjemnie.

        1. Makbeton

          @buczysyn

          rację waćpanu przyznaję że film jest przyjemny (o ile można tak to ująć w przypadku filmu wojennego obfitującego w sceny które wywracają bebechy) w odbiorze ale z drugiej strony to nie Polskie kino gdzie po 10 minutach widz chce sobie otworzyć żyły ze smutku. ‘holiłud” chyba zwyczajnie nie wie jak zrobić smutny jak pizda film 🙂

          1. buczysyn

            @Makbeton

            Jest jedna rzecz która w tym filmie bardzo mi się podoba na którą zwróciłem uwagę po około 20 min. filmu – nasi hamerykańscy herosi nie walczą z jakimiś tam mitycznymi nazistami,jak to ostatnio na fali poprawności politycznej się mówi tylko z fucking germans -co jest powtarzane raz po raz. Aż miło się słucha.

            1. furry

              @powazny_sam

              Krwi nie ma, potwory po pokonaniu znikają. Niektóre są dosyć straszne, np szkieletowe konie czy wielkie pająki, pod koniec jest kilku bossów, którzy przypominają węże-mureny, dodatkowo jest ciemno i strasznie. Wpisz w google grafika np. “child of light boss fight”. Kupiłem z zamiarem pokazania swojej córze, 5,5 roku, ale wcześniej sprawdziłem i choć sam się nieźle bawiłem, z posadzeniem jej poczekam jeszcze.

              Gra to platformówka z walkami jak w jRPG, bardzo ładnie zrobionymi. W trakcie gry przerzuciłem się na pada i było bardzo OK. Są proste łamigłówki typu “poświeć tu, żeby coś otworzyć”, jest dość trudny sidequest – labirynt gdzie trzeba zgadywać w które dzwi wejść, straciłem tam trochę czasu. Walki raczej proste, trzeba trochę kombinować. Nie zbierasz żelastwa, masz jakąś tam zbroję i miecz, ale możesz je ozdabiać klejnotami, które znajdujesz i craftujesz, żeby były lepsze i dawały większe efekty do ataku/obrony/magii. Jako gra daję mocną czwóreczkę, za oprawę celujący, UbiArt+akwarelowa grafika+plumkanie na fortepianie.

              Sama historia jest dosyć zamotana, po skończeniu gry musiałem upewnić się w internetach, czy na pewno wszystko dobrze zrozumiałem.

  4. furry
    Spoiler! Pokaż

    I nie zapominajmy o pseudointelektualnym bełkocie, gdzie reżyser sam nie wie, co chce przekazać, a tłuszcza gubi się w domysłach, a na pytanie ‘aleosochozi’ udziela pokrętnych odpowiedzi. To jest właśnie Spec Ops: The Line 😉

        1. Tasioros

          @furry

          To jest dobry temat na dłuższą dyskusję: po ilu latach można “spoilować”, czy zaskoczenia filmowe ulegają przedawnieniu? Moim zdaniem nie i spoiler jest zły. Była jakaś durna komedia, że laska cały czas wszystko zapominała i mogła niemal codziennie oglądać “Szósty zmysł”, i w jakiejś migawce daje wyraz swemu zachwytowi zakończeniem. Spojler filmu w filmie.

              1. lemon

                @Nitek

                Szósty zmysł (nie oglądałem, ale teraz to nie ma już po co, nie? ;)), ten z Bruce’em i Samuelem, Osada – dla mnie to są niezłe filmy, dobrze się ogląda i mają zaskakujące zakończenia (mimo że pierwszego nie oglądałem). Nie wiem jak inne filmy Szamajlama, ale te były ok. Co Ci Nitku nie pasowało w Osadzie?

            1. Fantus

              @Nitek

              Ja też miałem zepsuty Szósty Zmysł przez złośliwego kolegę. To mi dało do myślenia i od tej pory nie czytam prawie WCALE żadnych opisów.
              Najciekawsze jest to, że np. żaden recenzent nie chciał popsuć widzom zakończenia. Ale środek – czemu nie. Zwróćcie uwagę, że pierwszym zaskoczeniem tego filmu jest fakt, że chłopaczek widzi duchy. Przecież on się do tego przyznaje gdzieś po godzinie akcji! Do tego czasu mamy trudny film psychologiczny o trudnym dziecku.

              Ale nie najlepiej napisać: “Film o chłopcu, który widzi duchy zmarłych” ewentualnie jeszcze dodać “z zaskakującym zaskoczeniem”.

              Panie, idź pan…

              1. Nitek De Kuń

                @Fantus

                Dlatego powinno się mówić – fabuła spoko, nie spoko, idź pan, czerpie z jakiegoś schematu, ale nic ponad to.
                Opisów się nie czyta, story trailerów nie ogląda – to w ogóle dobry pomysł jest. Rozdzielenie zwiastunów gierek na story i całą resztę. Na upartego dałoby się to zrobić z filmami, ale tam potrafią film streścić. To może jednak nie da się.

  5. jozi meh™

    Tekst świetny, ale:
    “„Spec Ops: The Line” – gra, która miała opowiadać o okropieństwach wojny, ale trochę się pogubiła. Po pierwsze czyniąc swoim bohaterem żołnierza weszła w buty strzelanek, co – nieco wbrew intencjom twórców – zbliżyło ją do gier traktujących rozwalanie ludzi rozrywkowo.”

    Z tym się nie zgodzę. Bo SpecOps jest nie tyle grą o wojnie co grą o grach o wojnie. Stąd taka mechanika i kwestionowanie poczynań gracza.

      1. jozi meh™

        @bosman_plama

        Ja tam w ten sposób to odebrałem (tzn między innymi) a interpretacje taka wzmacniają np. ekrany wczytywania z tekstami w stylu “do you feel like a hero yet”, “How many Americans have you killed today” czy “that’s okay it’s only video game”, cutsceny których tekst jest w często w równym stopniu adresowany do gracza co do głównego bohatera (zwłaszcza ostatnia) czy też “prowokujace” achievmenty

        @idomes

        Ale ja wcale nie mam zamiaru bronić nie najlepszego gameplayu – zresztą twórcy sami przyznali że w założeniu miał być wolniejszy lecz po naciskach wydawcy zmienili go w to co ostatecznie znalazło się w grze. Nie zmienia to faktu że formuła jaką przyjęli twórcy jak najbardziej pasuje do tego co próbowali przekazać.

    1. idomes

      @jozi

      E no tak to wszystko możemy uzasadnić, że to co nam nie wyszło, bo nie daliśmy rady było tak na prawdę zrobione celowo. W komentarzach jadących pokrętne tłumaczenia scenarzysty Far Cry 3 był cytat, który pasuje i do Spec Ops”
      “So now we’ve moved from ‘bad attempts at stories ruining gameplay’ to ‘bad attempts at meta-commentary on ‘bad attempts at stories ruining gameplay’ ruining stories.’ “

          1. powazny_sam

            @idomes

            idomes uwierz mi że DLC do Borderów 1&2 są naprawdę porządne.
            Za to co odwalili przy dodatkach do pre-sequela (który bardzo lubię btw) to są jakieś jaja, a pomyśleć że season pass rozważałem. Krótko mówiąc chyba produkowanie dobrych DLC się nie opłaca bo za 3 razem zdecydowali się zrównać ze standardem branży.

          2. Nitek De Kuń

            @idomes

            Przeczytałem. Czemu hejtujesz przez ten wywiad?
            Nasuwa mi się pytanie czy Wy, bądź gracze w ogóle, analizują gry na tak wielu płaszczyznach. Zwłaszcza tak poukrywanych jak tu. Nie robimy gry o strzelaniu, ale jest strzelanie, tylko pokazujemy co strzelanie robi z nami, graczami, kiedy strzelamy. Banialuki.
            Jak twórca musi tłumaczyć swój przekaz to coś mu nie wyszło z jego przekazaniem, a nie że tam pięć den jest, a Ty se szukaj.

            1. idomes

              @Nitek

              Dokładnie. Zdanie “The game is not supposed to make sense if you’re not looking for the riddle” niezmiennie mnie rozkłada na łopatki. Reklamuj grę jako przygodę, historię o zemście, rozrywkę najwyższych lotów, po fakcie narzekaj, że ludzie nie załapali zjadliwej krytyki własnego zachowania.
              Kupując i próbując dobrze się bawić w FC3 okazałem się być totalnym przegrywem, więc mądrzejszy o to doświadczenie zapewne wygrywam system całkowicie ignorując FC4.

  6. Tasioros

    Ja chciałbym w jakiejś grze zobaczyć fragment rozgrywany za pomocą medyka polowego – coś jak w jednym z odcinków Kompanii Braci. Zaczyna się wymiana ognia, nerwowo się rozglądamy i nadstawiamy uszu. Po chwili słyszymy pierwsze “MEDIC!!!” i lecimy czym prędzej na ratunek. Zanim dobiegamy do rannego, ktoś wzywa pomocy z innego kierunku. Mamy ograniczone zapasy i na szybko musimy decydować, czy “jemu już nie da się pomóc” i lecimy dalej, czy robimy wszystko, aby gość nie zszedł. Niemal od początku wiemy, że to przegrana walka. Po paru minutach wołanie o pomoc słychać już niemal zewsząd. Mimo tego nasz bohater stara się dobiec do każdego. Zapasy się wyczerpują, ludzie zaczynają nam konać w rękach. Dobrze, że mamy dużo morfiny… Taki, choćby 10-minutowy fragment rozgrywki, mógłby nieźle zapaść w pamięć.

          1. Nitek De Kuń

            @bosman_plama

            Czy tacy medycy nie są w takim Last of Us multi np?
            Co prawda nie ma tam powiedziane – oto wasza sztuka medyka na team – bo leczyć może każdy, ale możesz bandaże zużyć albo na sobie, albo na kimś innym. I można kogoś podnieść jak ma dziury w brzuchu i dogorywa. Ni tam nikt nie jest koksem, ani super mocny. I jeszcze się spinaj, żeby nie zdążył przybiec ziom z drużyny przeciwnej uzbrojony w deskę z gwoździami
            Jak tak sobie pomyślę to dobre rozwiązanie. Jeszcze lepsze jakby medyk był jeden o takim zastosowaniu per drużyna, ale może kiedyś.

      1. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

        @Nitek

        Zgadzam się! Ten fragment jest kapitalnie zrobiony w Valiant Hearts, ale dopiero chwili zdałem sobie z tego sprawę. Najpierw zniechęcało mnie to latanie od punktu A do B do C do Z, ale potem do mnie dotarło co autorzy chcieli przez to powiedzieć. I moim zdaniem wyszło im to świetnie.

        Rola medyka jest też mocno podkreślana w zmodowanej Armie. Nie chodzi tylko o wcale niezłą symulację postrzałów, ale nie raz i nie dwa braliśmy udział w poszukiwaniu rannego będąc cały czas pod ostrzałem szukając ciała w wysokiej trawie i pod zasłoną dymną. A czas leci… Dramatyzm był wzmacniany przez fakt, że ranna postać najczęściej nie może mówić, a tylko jęczy – nie może podpowiadać “hej, jestem tu, dwa metry w lewo!”.

      2. Tasioros

        @Nitek

        Kiedyś zagram na bank. Z uplay to ja się niedawno przeprosiłem, założyłem własne konto* i sobie w Far Cry 3 śmigam, więc luz.

        * Kiedyś tak jakby miałem wspólne konto ze znajomym, jego konto. Udało się trochę w Raymana pograć, wcześniej w Assassina II (nie bez problemów). Zajebiście grało mi się w Castlevanię: Lords of Shadow, aż nagle konto zbanowali w sumie bez wyjaśnień. Coś tam starał się kłócić, ale nic nie pomogło. Używaliśmy konta naprzemiennie i może to się nie spodobało?

      1. Ziuta

        @Epipodiusz

        Niejasno kojarzę, że w którejś z pierwszy strzelanek zrobionych na fali sukcesu Medal of Honor też była misja z ampułkami morfiny. Ale chyba nie była zbyt dobrze napisana, skoro ją tylko niejasno kojarzę.

        Ale za to była gierka (czy właściwie projekt zaliczeniowy w Unity) w której jesteś sanitariuszem w okopach pierwszej wojny, chodzisz po ośnieżonym pobojowisku i zbierasz wychłodzonych rannych, których zanosisz do ogniska.

  7. Revant

    Fajny tekst. Ostatnio był gdzieś w tv pluton i nawet nagrałem. Trzeba obejrzeć ^_^ a stare filmy wojenne są mega – ostatnio obejrzałem ze 3 godzinny “Bitwa o Ardenny” z 1965r. Miodzio. Przypomniała mi się kampania dodatku do coda oraz mapy z moda darkest hour do ro1. Czemu tak mało było szczelanek z tą śnieżną kampanią? albo z operacjami w afryce (ahh tobruk z cod2 i ponownie darkest hour :))…wciąż tylko francja, niemcy, wschód. niby tam majaczył jeszcze pacyfik, ale nigdy nie lubiłem bitw tego frontu :/ za bardzo kocham japonię aby strzelać do jej obywateli 😛

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @jaGrab

        Były misje afrykańskie w drugim dodatku do MoH:AA. To był w ogóle ciekawy dodatek, bo jego akcja rozgrywała się w Afryce i we Włoszech (było Monte Cassino). Niestety, równocześnie był tak totalnie do bani, że prawie nie dawało się weń grać, bo człowiek nie wiedział po co tracić na to czas.

        Któraś włoska misja tylko mi się podobała, bo przez jakiś bug wszystkie karabiny zastrzelonych szwabów znikały. W efekcie nie było jak uzupełniać amunicji i trzeba było przejść akcję licząc każdy nabój. Ale potem to naprawili i najciekawszą misję w grze szlag trafił.

Powrót do artykułu