Spode łba – mimowolnie upragniona srogość poziomów

bosman_plama dnia 15 grudnia, 2015 o 9:06    136 

Trafiła się w dyskusji z piątku uwaga, że ten Falout1 jest taki łatwy. Trochę się zdziwiłem, bo aż tak prostym go nie pamiętałem. Potem przeczytałem, że autor tego stwierdzenia właśnie dotarł do Hub. Pójdzie raz w obstawie Crimson Caravan, zabiją mu psa i Iana, sam złapie parę kulek, to przestanie narzekać – uznałem. A potem, gdy już satysfakcja starego fana została nasycona, zacząłem dumać nad rzeczami, które sprawiają bądź sprawiały frajdę w graniu.

Oczywiście  można ten wpis potraktować częściowo jako pomocniczy do głosowania, jeśli ktoś jeszcze nie zebrał się i nie oddał głosu w plebiscycie na zardzewiała krypę.

Ponieważ jestem już stary i zmęczony, czasu mam też jakby mniej niż w złotych latach chodzenia w krótkich spodenkach, trochę scasualowiałem ostatnimi laty. Przestałem grać na hardych trybach (no, chyba, że chodziło o Fallout New Vegas), kupiłem sobie konsolę (ale nie kanapę) i przyjąłem metodę, że jeśli gra nie spodoba mi się po mniej więcej godzinie, to nie tracę na nią więcej czasu. To zresztą nie dotyczy tylko gier. Np. zasadę Nitka “trzech odcinków” sprowadziłem ostatnio do zasady “dwóch odcinków”, bo nie byłem w stanie wytrzymać dłużej przy tym gniocie (uwaga, podkreślam, to moje prywatne zdanie i odczucia), za jaki mam serial Jessica Jones.

gotham-season-2-bannerKiedy Netflix (do którego mam szacun) brnie w seriale komiksowe “na poważnie” wzorem Nolana i Snydera przyjmując, że “na poważnie”, to znaczy z bohaterami, którzy cierpią i upadają, Bruno Heller w Gotham coraz lepiej radzi sobie z balansowaniem na granicy komiksowej umowności i powagi. Pierwszy sezon miewał swoje mielizny, ale to, co dzieje się w drugim szturmuje moje prywatne rankingi komiksowych ekranizacji. Heller wziął trochę z Burtona (niegodziwcy + pewna balladowa umowność), trochę z Nolana (mrocznie i poważnie) i zrobił z tego świat, który najbardziej, jak dla mnie, oddaje świat komiksów o Batmanie. No i to, co robi Pingwin, jak rodzi się Riddler, sprawia, że uśmiecham się szeroko. Nawet z młodego Batmana Bruce’a Wayne’a twórcy wyciskają coraz więcej a parę scen między nim a Catwoman Seliną też wywołuje uśmiech.
A przy tym wszystkim to ciągle jest raczej serial o upadku niż wzroście. Heller nie ukrywa, że Bruce, aby zostać Batmanem będzie musiał poniekąd upaść.

Pisząc krótko: wkroczyłem w smugę cienia. Czas biegnie szybciej, nie chce mi się chodzić na manifestacje a bardziej od losów planety interesuje mnie własna wygoda.

Co zgorzkniałym starcom, takim jak ja, podoba się w grach?

Zapewne zgorzkniałym starcom, którzy nie wyrośli z krótkich spodenek, podobają się wiadome elementy fizyki. Nie mówię, że mnie nie. Ale ja większą uwagę przywiązuję do kreacji ogólniejszych elementów świata. Czasem może chodzić o pełną rozmachu wizję rzeczywistości, jak w Pillas of Eternity, gdzie opowieść o wędrówkach dusz, pytania o duszę zabitego (wysadzonego w powietrze!) boga i w ogóle losy umarłych zrobiły dla mnie klimat tej gry. Warto zauważyć, że twórcy nie posługiwali się jakimiś niezwykłymi metodami, by osiągnąć swój cel (czyli wprawienie mnie – MIĘ – w zachwyt). Wystarczył obrazek z drzewem wisielców i chwila wizji pod nim (z odpowiednio dobraną muzyką), kilka rozmów o zagubionych duszach i stopniowe odkrywanie tajemnic świata. No i opowieść o tym, jak wysadzono w powietrze boga, który zstąpił na ziemię. Wszystko poza tym w grze było – z grubsza – jak zwykle. Jakieś olbrzymy, jakieś smoki, ustawianie drużyny we właściwą formację i zwiedzanie pięknie malowanych lokacji. Ale kosmologia PoE uwiodła mnie tak bardzo, że nie potrzebne były mi już żadne inne romanse w drużynie.

poeW PoE trafiają się radośniejsze widoczki, ale mrok najlepiej oddaje klimat tej gry. Inaczej niż w “Soulsach” mrok nie wyraża się tu w bossach i historii przenikającej nas mrozem, ale opowiadanej jakby w tle, lecz w opowieści. W “Soulsach” narracją staje się walka, szczególnie z bossami, a świat poznajemy poprzez wędrówkę i zmagania ze światem, w PoE otrzymujemy bardziej tradycyjną, rozbudowaną narrację. Ale efekt jest podobny: wrażenie posępności.

Tak więc, w grach ważna jest dla mnie kreacja świata. Co jeszcze?

Divinity: Original Sin i Wasteland2 przypomniały mi o urodzie detali. Tych nieistotnych dla wielkiej wyprawy drobiażdżków, które budują świat. W W2 uwielbiam opisy wydarzeń, nawiązujące do starych, dobrych czasów (np. dwóch pierwszych Falloutów, ale i wcześniejszych). Ale to nie wszystko. Przyjemniej niż najcięższe nawet walki wspominam jak znalazłem w tej grze żółwia leżącego na skorupie i przebierającego bezradnie łapkami, po czym, po krótkiej rozmowie, uratowałem go. A potem porzuciłem wszystkie inne wątki i przez dobre dziesięć minut łaziłem za żółwiem po okolicy, licząc na to, że dokądś mnie zaprowadzi. Nie zaprowadził i to właśnie było w tej historii najlepsze.

dos_c

W DOS większą niż wszystko inne frajdę sprawiały mi rozmowy ze zwierzętami (dostępne tylko, gdy wybierze się umożliwiającą to umiejętność). Chętnie wysłuchiwałem monologów napuszonego koguta, podpytywałem krowy i owce o ich właścicieli, oraz przyjmowałem zadania od kota. Wszystko to były drobiazgi, ale budowały świat gry nie mniej niż wielkie kosmologiczne opowieści. Sprawiały, że łatwiej było w ten świat uwierzyć. Przychodzi mi do głowy porównanie z komiksami rysowanymi przez Loisela. W jego kadrach zawsze dzieje się coś więcej. A to przez chwilę spojrzymy na grupę bohaterów zmierzających ku kolejnemu wielkiemu przeznaczeniu oczami kobiety oprawiającej rybę na straganie, a to ważnemu dialogowi będzie towarzyszyła igraszka kompletnie nie zainteresowanych nim kotów bądź kaczek. Dzięki takim zabiegom wiem, że świat komiksu, filmu czy gry wypełnia coś więcej, niż tylko świst kul i cięte riposty twardzieli. To lubię.

Ale, co zadziwia mnie najbardziej, wciąż lubię wyzwania. To naprawdę zaskakujące, bo, jak wspomniałem, nie mam już odruchu ustawiania gier na tryb hard (bądź wyżej), co było dla mnie oczywiste jakąś dekadę temu. A jednak okazało się, że to proste walki w DOA mnie nużą, a te trudne mobilizują. Demons’s Souls (i reszta) wciągnęły mnie bardziej, niż podobne do nich gry przechodzące się same, czy było to Diablo3 (no dobra, ono mnie wciągnęło, ale satysfakcji miałem mniej), czy DA:I (zdaję sobie sprawę, że to skrajny przykład) albo Skyrim. To, że ginę, że klnę w żywy kamień, że dostaję ciężkiej nerwicy przy kolejnych poziomach, sprawia mi więcej frajdy, niż wycinanie w pień legionów wrogów sprofilowanych pod mój aktualnie osiągnięty poziom. Jeden zabity rycerz w “Soulsach” sprawia mi więcej satysfakcji, niż tuzin ubitych w Skyrim smoków.

you diedAle jak to? Przecież jestem już stary, nie mam czasu przechodzić przez grę latami, chcę zobaczyć jak się to kończy i rozwiązać tajemnicę świata! Hej, chcę mieć satysfakcję z pokonania wreszcie tego bossa!

No tak, satysfakcję.

Tylko “srogie poziomy” mi ją dają. Reszta jest jak ssanie mordoklejek nie sklejających szczęki, jak miękkie landrynki, jak ekranizacje komiksów pokazujące wyłącznie herosów z problemami, bo tak najłatwiej ich uczłowieczać, jak seks z japońskim manekinem, polskie komedie romantyczne albo życie kocura po sterylizacji. Można oczywiście jakoś się z tym pogodzić: dać się wysterylizować, śmiać się na polskich komediach romantycznych i kupić sobie japońskiego manekina, który nie ma potrzeb, więc nie trzeba się przy nim starać. Ale to jest życie Bonifacego – kota czekającego na śmierć na zapiecku. Chcesz mieć coś z życia? bądź Filemonem, obadaj nieżyczliwe zakątki świata, pchaj się tam, gdzie czyhają prawdziwi bossowie. Graj na hard, albo przynajmniej prawie na hard.

boni i filUświadomiłem sobie, że część z Was może nie kojarzyć Filemona i Bonifacego. To serial z czasów, kiedy Polacy kręcili całkiem sporo niezłych animacji. Bohaterami są dwa koty – młody, biały Filemon, pełen wiary we własne możliwości i ciekawy świata, oraz Bonifacy – czarny, zgryźliwy i pragnący tylko świętego spokoju na zapiecku. Mieszkają na wsi i oczywiście Filemon ciągle pakuje Bonifacego w jakieś kabały. Dorośli zwykle byli fanami Bonifacego, bo to był skubaniec zdający sobie sprawę z tego, jak świat jest poukładany i kąśliwie komentujący rzeczywistość.

A wiecie, co jest najzabawniejsze? Nie potrzebowaliście tego tekstu, by to wiedzieć. Miliony graczy na całym świecie to wiedzą. Dlatego gracie w sieciowe strzelanki, moby i inne tytuły oferujące prawdziwe wyzwania, bo zmuszające do zmierzenia się z wymagającym przeciwnikiem, czyli człowiekiem, albo dobrze zaplanowaną hordą zombiaków. Nie zmienia to faktu, że większość gier AAA powstaje dla Bonifacych, nie dla Filemonów. Bo mimo wszystko mordoklejki nie sklejające mordy robi i sprzedaje się łatwiej. Całe szczęście, że od czasu do czasu (właściwie coraz częściej, ale to dzięki twórcom niezależnym) pojawiają się sroższe poziomy. Przy czym “srogość” nie musi oznaczać tylko trudności w pokonaniu bossa. Srogość Wiedźminów objawia się niepewnością co do skutków i moralnego wydźwięku podjętych przez nas decyzji. Srogość The Banner Saga to konieczność podejmowania złych decyzji i konieczność poświęcania czegoś lub kogoś. Wiele jest tych srogości i warto z nich korzystać. Czas na zapiecek i tak nadejdzie.

bonifacyPS. Ci, którzy nie zagłosowali jeszcze na zardzewiała krypę, mogą to zrobić także pod tym wpisem. Zdarzył się nawet głos oddany przez fejsa! O co chodzi w głosowaniu napisano tutaj.

Dodaj komentarz



136 myśli nt. „Spode łba – mimowolnie upragniona srogość poziomów

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Daimonion

      Hehe, to znaczy, że szybko dorosłeś. Inna sprawa, że wszyscy kochali Bonifacego. To dlatego, że Bonifacy był jak wiedźmin (choć właściwie to wiedźmin jest jak Bonifacy) – ogłaszał kąśliwie, że ma wszystko w dupie, bo Filemon zasłużył na wszystko, co go złego spotkało i on nie będzie narażał się dla głupola. A potem i tak wkraczał i robił swoje.

  1. MusialemToPowiedziec

    Bosman, rozczarowałeś mnie. Wastelandowy żółw prowadził do skrzynki 🙂

    A skoro było o fizyce, ciekawy jestem, czy do ostatniego odcinka przygód Asha zatrudniano body-dublerkę dla Xeny. No co, kiedyś ktoś robił za pośladki Pitta czy innego Cruise’a 😛

    Co do głosowania, może później XD

    Totalny Offtop: robienie skinów do CSGO to już prawdziwy biznes, teraz to już trzeba nawet aktorów zatrudniać, żeby się wyróżnić: https://www.youtube.com/watch?v=krJvSi683zQ – gwarantuje, że nie chłam, znaczy Wham.

    1. thewhitestar

      @MusialemToPowiedziec

      Też wędrowałem z pół godziny za tym żółwiem i doprowadził mnie do skrzynki (albo miejsca do wykopania skrzynki). Istnieje opcja że Bosman już wcześniej ją zachachmęcił. Swoją drogą takie właśnie szczegóły uwielbiam w grach. I przykro mnie że musiałem czekać wiele lat na wysyp tego typu produkcji. Ale z drugiej strony cieszę się że w końcu doczekałem. Mam nadzieję że te Wastelandy, DOSy, PoE i Wiedźminy sprzedały się wystarczająco dobrze żeby ten trend był kontynuowany.

  2. furry

    Przez was siadłem do Brutal Dooma na silniku GZDoom i zastanawiam się czy nie zmienić czegoś w nominacjach, bo co jak co sle ta dwudziestoletnia gra to krypa jak się patrzy. Tyle że nie wiem co wyrzucić, jedyny fps, czyli Borderlands dało mi wiele miłych wieczorów, a tu się chyba skończy na kompulsywnym graniu przez niecały tydzień i grę skończę. Hm.

    No właśnie… Grałem na poziomie ultra violence i było tak jakoś łatwiutko. Jeden wieczór – jeden epizod. Przestawiłem się więc na “brutalowy” poziom superbad i jest troszkę lepiej, troszkę…

    Niesłychanie podoba mi się sposób zaprojektowania poziomów, poziom “dłoń” – pierwszy w epizodzie “Inferno” – perełka. Jednak Doom 3 to inna bajka.

    Kurczę, naprawdę dociera do mnie jak wielkim kamieniem milowym była część pierwsza. Stary Wolf czy Duke to gry świetne, ale z innej półki jednak.

          1. jaGrab

            @furry

            Właśnie wszedłem na stronę kina, patrzę, pierwszy szok, premiera w piątek minutę po północy, myślę sobie kto w moim zapomnianym przez Boga i ludzi (od kiedy zrobili obwodnicę) miasteczku pójdzie na nocną premierę, wbijam na stronę z rezerwacją biletów a tam drugi szok, już 20 miejsc zajętych O_O

      1. MusialemToPowiedziec

        @slowman

        Niektórzy po prostu chcą móc pisać w internecie, że ten afroamerykanin to się okazuje być klonem nieznanego dziecka Padme i Anakina, a nie tylko to czytać i zepsuć sobie cały film.

        A jeżeli się okaże, że wymyśliłem prawdziwy spoiler, to współczuje fanom…

          1. MusialemToPowiedziec

            @bosman_plama

            Tak jakby Luke i Leia nagle nie dostali innego ojca, niż wcześniej się wydawało.

            Co powoduje, że dziwnym jest, że Ep4 nie jest oficjalnie zakazany to tu, to tam, bo przecież promuje zakazaną miłość 😛

            Ciekawe, co by się działo dzisiaj, w epoce internetów i fanficów, jakby nagle taki twist ktoś zrobił… “I felt a great disturbance in the Force, as if millions of voices suddenly cried out in terror, and were suddenly silenced.”

  3. Probabilistyk

    A ja ostatnio pogrywam w nowego Rainbow Sixa. Po części trochę zmuszany przez znajomych a po części, że to całkiem udana gra jest. Muszę przyznać, że jest pierwszą poprawną gra spod szyldu UbiShitu w jaką miałem okazję grać w tym roku. Co prawda wciąż ma wiele bugów (rank-match, netcode), ale nie są tak straszne by uciekać po 15minutach. Jest szansa, że jednym, może dwoma, patchami da się z niej zrobić kandydata do strzelanki roku.

  4. emperorkaligula

    O tak ogólny zarys świata/problemów z Pillarsów robił fest dobrze. Szkoda, że więcej z tego nie wyciśnięto :/ Mam nadzieję, że w White March story wyjdzie zgrabniej.

    Czy sam szukam wyzwania i trudnych gier ? Nie bardzo. Pierwsze czego potrzebuje w grze to fabuła/story. Jak to jest dobre to gram i gram i gram. Jak w tego SWTORa – każdy quest mnie cieszy. Każda nowa planeta, każdy nowy region do zwiedzenia. Fabuła->Eksploracja->Mechanika. Oczywiście nie zawsze bo bezmyślny odprężający grin a’la reputacje w mmo czy farma w diablo3 też lubię co jakiś czas. Ale wyzwań mechnicznych nie szukam bo… szkoda mi czasu. Wolę ukończyć więcej różnych opowieści niż siłować się z AI/mechaniką walki/własnym brakiem zręczności itd.

    offtopik:

    Właśnie skończyłem Arkahm Knighta, 84,3%. O dziwne steam podaje tylko 28 godzin na te 84%… dłużyło mi się strasznie, myślałem, że będzie ze 2x tyle.

    absolutnie nie chce mi się szukać ostatnich kilku blokad, wież i min. gdyby były zaznaczone na mapie pewnie bym je zrobił – ale nie są więc meh. cała reszta zrobiona. znaczy cała reszta bez enigmy bo te jego zagadki to dla mnie to strata czasu – może z 5 znaczków zebrałem przez całą grę bo leżały przede mną.

    ogólnie najgorszy batman ze wszystkich.
    zmuszanie do grania samochodem absurdalne i denerwujące. samo strzelanie batautkiem nawet fajne, jazda też daje radę, ale w jaki sposób wciskają brykę do gry ssie jajca.
    walka wręcz tak jak trzeba.
    skradanie takie jak trzeba.
    fabuła denna. bardzo słabo rozegrany główny zły. drugi zły (w pancerzu) minimalnie lepszy. ale gdyby nie to, że brat mnie wtajemniczył w całe lore batmana (jakoś tak przypadkiem się złożyło) to bym się plot twistem pewnie nawet nie przejął.
    wszytko ratuje wiadomo kto. jego komentarze, wizje – miazga.

    1. MusialemToPowiedziec

      @emperorkaligula

      Arkham Knight to w tym roku będzie robił za dwa rozczarowania w czasie plebiscytu Gikza, przynajmniej u mnie.

      Pierwsze, obviously, za port. Tu nie wiem, czy nie byłaby to jakaś nagroda ogólna dla Warner Bros., bo i MKX też nie jest najlepszym PieCowym portem, ale z drugiej strony, ponoć taki Mad Max czy Shadow of Mordor im wyszedł.

      Drugie, podzielam twoje zdanie. Pierwszy Batman gdzie nie mam w ogóle ochoty ani próbować wymaksować, ani włączyć New Game+ – w przypadku City po zobaczeniu Outro od razu pacnąłem New Game+, z Origins dałem sobie chwilę spokoju zanim zagrałem jeszcze raz, nie wiem czy w Knighta będzie mi się chciało New Game+ w ogóle zacząć.

    2. Revant

      @emperorkaligula

      Co do Batka – dużo racji. Ogólnie źle się nie gra, ale wiele elementów razi i psuje zabawę. Plot twist najbardziej bolał, bo jednak liczyłem, że słowa “nowa postać w lore batmana” to jednak “nowa postać w lore batmana”, a nie “dopchajmy zbędny element do historii jednej z postaci z komiksów/animacji”.

      “wszystko ratuje wiadomo kto” – dokładnie. Grę szybko bym porzucił gdyby nie on 😉

      1. LiberNull

        @bosman_plama

        To to wiem ale tak rozkminiałem czy pierwszy raz gra i walczy z mechanika etc. Czasami ogladałem ‘blind’y YT kiedy pierwszy raz próbowali FO1/2. Serce mi puchło kiedy widziałem jak się męczą xD 🙂 Ja przy 200setnym razie opracowałem ścieżkę Shady Sands (w bramie kradnę line) > Hub (kupić jak najwięcej Rad-Xów za śmieci) > Glow (szybko po holotaśme) > BoS (gimme T-51b). Podobnie robiło się w FO2 ( SF > Navarro) lel.

  5. lemon

    Pójdzie raz w obstawie Crimson Caravan, zabiją mu psa i Iana, sam złapie parę kulek, to przestanie narzekać

    Prorocze słowa. Teraz się zastanawiam, czy w opcjach obniżyć poziom trudności na normal, czy po prostu bez lepszego sprzętu i wyższego lvl nie bawić się w ochroniarza. Strasznie drogie wszystko w tym The Hub. A myślałem, że jestem bogaty. 🙂 Nadal wchodzę prawie wszędzie gdzie chcę, ale nie kradnę, bo szafki puste. Bibliotekarka wszystkie zbiory trzyma chyba w biustonoszu. 😉

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      Wydaje mi się, że pozostałe karawany są łatwiejsze. A to tak naprawdę najlepszy (nawet jeśli nie bardzo łatwy) sposób na szybki zarobek, bo po napastnikach zawsze coś zostaje. Możesz też zatrudnić się do detektewistycznej roboty wyjaśniając zagadkę zaginionych karawan, to dostaniesz zniżkę w sklepie z bronią. Ostatecznie możesz obrobić bank…

      Ale czekaj, nie została Ci góra sprzętu po Raidersach?

  6. Revant

    Zastanawia mnie te ostatnie dywagacje na temat stopni trudności gier. Najbardziej mnie zadziwia, że ludziska odgradzają jasne od ciemnego i mamy gry dla casuali (Bonifacych) i te dla hardcoreów (Filemonów). Czy tak trudno po prostu tak jak kiedyś posiedzieć nad grą i odpowiednio spasować poziomy trudności? Easy dla niedzielnych, hard dla twardzieli, a ja chętnie bym ogrywał wciąż poziom normal, gdzie znajdę i wyzwanie, ale bez wywracania mi wnętrzności na wierzch. Teraz zaś albo odbijam się od poziomu trudności, albo ziewam. Wymagam za dużo, czy czo?

    1. aihS Webmajster

      @Revant

      Za dużo. Od produkcji AAA przynajmniej.

      Dobry przykład jak to powinno wyglądać masz na przykład w Pillarsach

      Ścieżka Potępionych w Trybie eksperckim z odznaczonymi wszystkimi opcjami to prawdziwy hardcore. Z drugiej strony Łatwy ze wszystkim zamienia PoE w przeglądarkę dialogów 😉

          1. Wyspa

            @slowman

            A ja zawsze twierdziłem ze rzut izo dla cRPG znaczenia nie ma i nie powinien być z nimi sztywno wiązany. Znaczy rzut izo służy do zupełnie innych i konkretnych celów. Przydatny jest wtedy gdy chcemy dać graczowi pojęcie o stanie otoczenia w sytuacji taktycznej, znacznie ułatwia planowanie gdy gracz ma X elementów do ogarnięcia w otoczeniu którego układ wpływa na rozgrywkę (czyli drużyna w walce turowej np). Ma więc on sens w cRPG gdzie zarządzamy drużyną. Nigdy np. nie rozumiałem po co wcisnęli z kolei rzut izo w takim Wiedźminie (całe szczęście jako opcję) gdzie nie miało to najmniejszego sensu i logiki.

              1. Wyspa

                @aihS

                W Kotorach otoczenie było tylko scenografią… tam de facto walki równie dobrze mogłyby wyglądać jak w JRPG i to by mechaniki dużo nie zmieniło… choć nie przepraszam, były ataki AOE więc nie do końca prawda… ale tak czy inaczej coverów czy interaktywnych elementów w otoczeniu brak więc de facto w walce otoczenie sprowadzało się do prostej arenki.

              2. Wyspa

                @aihS

                No ok… ale trzeba przyznać że nie jest to wiele, tyle samo co w pierwszym lepszym FPSie.
                Dlatego dla mnie walki w starych cRPG są dość płaskie… o “milion” razy lepszy jest Xcom czy nowe Divinity.
                I chyba dlatego tak nie lubię Baldurów, zacząłem w nie grać późno gdy już ciut więcej w mechanice walki wymagałem. Z kolei Torment mi się bardzo podobał, ale ja tam w ogóle nie walczyłem (a w baldurach walki nie unikniesz) ;).
                I tak wiem ze głębia ponoć tam w buildach i kombinacjach czarów/skilli, ale (co może zabrzmi na herezję w ustach GDka) nie przepadam za reprezentacją walki przez punkciki i statusy, o wiele bardziej lubię gdy muszę skillowo/taktycznie wykonać jakąś czynność a nie kliknąć w odpowiednią ikonkę w odpowiednim czasie. I tak wiem ze w TOR i KOTORach robię dokładnie to samo, ale tam jest to po prostu bardziej dynamiczne i mnie jakoś tak nie boli (no i czasami trzeba się nabiegać bo AOE czy cuś i fajne particle latajo :P)

              1. Revant

                @slowman

                “Wiadomo, ale nielubienie izo wskazuje na nielubienie taktycznego cRPG.”

                Why not both? Dlaczego nie mogę mieć TPP dla swojej postaci (bo po to gram w cRPGa aby odgrywać swoją postać), a izo dla walki gdy jestem z drużyną? Pillarsy mi tego nie dają, za to wspomniane przez aihSa KotOry i DA mają zarówno jedno i drugie.

      1. Wyspa

        @aihS

        Nie zawsze to jest rozwiązanie 🙂
        Do gry singlowej i do tego cRPG, który ma masę tak na prawdę rozłącznych systemów to tam jeszcze spoko… ale jak progresja zależy od jakiś skilli czy te są jakoś głębiej powiązane zależnościami albo mamy do czynienia z grą multkową to lipa.

        1. aihS Webmajster

          @Wyspa

          Wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe i dlatego zazwyczaj widzimy tylko skalowanie HP, liczby i rodzaju przeciwników oraz zasobów. Niechybnie zaraz pojawi się tu nawiązanie do braku quicksave’a w Dark Soulsach, który przecież nie jest błędem a jednym z fundamentów serii.

          Inny przykład większej ingerencji poziomu trudności w mechanikę gry to w Rise of the Tomb Raider można wyłączyć szósty zmysł czyli podświetlanie elementów, z którymi można wejść w interakcję (jak DeusEx w sumie) to diametralnie zmienia tę grę. Można też włączyć zużywanie surowców przy korzystaniu z obozów czyli w sumie opłatę za sejwa.

    2. Wyspa

      @Revant

      I tak i nie, trudność balansu wzrasta wraz z kompleksowością systemu… takie szachy są idealnie zbalansowane bo rządzą się dość prostymi zasadami (dającymi kompleksowe możliwości oczywiście, ale zasady proste). Teraz gdy co druga gra to open world mający pierdyliard rożnych ficzerów to dobry balans na jeden poziom trudności potrafi być trudny… a co dopiero kilka.

    3. lemon

      @Revant

      Są też takie AAA jak np. kiedyś IGI 2, Hitman czy ostatnio MGSV, gdzie nie ma specjalnego wyzwania, ale jeśli zależy Ci na dobrej ocenie na koniec misji, to już musisz się starać. Podobnie jest w Assassin’s Creed, gdzie zginąć jest bardzo trudno, ale nieraz powtarzałem misję po kilka razy, żeby mieć full sync. Co sądzisz o takim podejściu do poziomu trudności?

      1. Revant

        @lemon

        To raczej bym nazwał “replayability”. Dosłownie przed chwilą skończyłem kampanię w One Piece: Pirate Warriors 3. Gra była totalnie łatwa, ale te wszystkie znajdźki, coinsy, eventy, oceny…damn, od razu miałem ochotę włączyć jeszcze raz i odkrywać ten cały dobrobyt. Nie wspominam już o innych trybach oprócz kampanii. Nie jest wiec to dla mnie trudność, a kwestia tego co gra może mi zaoferować. Nie grałem w IGI 2, ani MGSV, ale np. w takich hitmanach choć rozumiałem, że aby być wierny grze to trzeba strać się o rangę silent assasin, ale wolałem i tak podchodzić do poszczególnych zadań po swojemu. Poziom trudności więc był kwestią już mojego wyboru podejścia do gry, a nie narzucony z góry – łatwy czy trudny.

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @Revant

                Na razie widziałem tylko jeden sezon. W nim rozmachu CW nie widać, ale jeśli podobały Ci się pierwsze odcinki, to dalej będzie już tylko lepiej. A końcówka nawet ma rozmach, w dodatku jeśli lubiłeś CW, to uśmiechniesz się może ze dwa razy w momentach, w których nie uśmiechają się ci, którzy CW nie znali.

              2. Wyspa

                @bosman_plama

                IMHO postaci ciut nie domagają niestety. Sam oglądam i oglądać będę ale dla mnie mix Asoka/Anakin i akcje z klonami robiły robotę. Tutaj brak mi takiej chemii.

                OMYGY SPOILERY Z SW: R!!!! Pokaż
              3. bosman_plama Autor tekstu

                @Wyspa

                Trochę chemii, trochę tego, że nie zalega nad całością mroczny cień przeznaczenia Anakina. Ale rzeczywiście, SW:R jest lżejsze od CW. Co nie znaczy, że nie ma niezłych momentów. Być może warto dać szansę serialowi pamiętając, że CW też się rozwijał z sezonu na sezon.

                Niestety, nie będzie w Rebels odcinków o niezależnych bohaterach – klonach, które dodawały smaczku CW.

    1. Wyspa

      @Revant

      Oglądam Star Treki ostatnio i jednak ciut śmieszne są… Znaczy się SW też są śmieszne ale tam wiadomo, że chodzi o piu piu, zum bach, bzzz fusch i duże ilości ratowanych księżniczek przez dzielnych rebeliantów walczących z nazi… umm imperium. Do tego są mędrcy z mieczami i magia więc wszystko pasuje i się zgadza :P.
      Tymczasem mam wrażenie ze Star trek stara się przekazać idee pokojowej eksploracji, tolerancyjności i wzajemnego poszanowania… tyle że jak na tą idee strasznie dużo tam walk i wrogich kosmitów, dziwię się że zamiast gości w piżamach nie posłali space marines…

      Ale coby nie było oglądam i mi się podoba 😉

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @Wyspa

        Nie potrzebują Marines, skoro mają Kirka. On niewiasty rozbraja jednym spojrzeniem, a wrażych facetów ciosem piąchy. ST to tak naprawdę pieśń pochwalna na temat prostych praw dzikiego zachodu (z piąchy go), ale cywilizowanego (nie zamykamy tubylców w rezerwatach). Jest w tym romantyzm powrotu do natury, od której SW ucieka. To romantyzm piąchy kontra zdehumanizowane blastery.

  7. projan

    Bosman, mam wrażenie że Niebiańskie Pastwiska pisałeś kilka lat, bo czyta się je coraz lepiej. I nie chodzi mi o rozwinięcie fabuły, tylko o styl, sposób pisania. Przykładowo gdy na początku dorośli faceci wystawiali do siebie języki, mało się od książki nie odbiłem, tak mi to zaburzyło realność świata (a propos artykułu 🙂 ), a teraz się wzruszam (patrz końcówka podrozdziału 1 w rozdziale 26; wg mnie to jedna z mocniejszych scen (przekonfigurowanie)). Inny pisarz normalnie. 🙂

  8. aihS Webmajster

    Nie jest to co prawda bundel za dolara, ale skoro gikzy tak kochajo wiedźminów trzech to polecam waszej uwadze tę aukcję http://charytatywni.allegro.pl/wiedzmin-3-dziki-gon-pc-z-autografami-tworcow-i2540137 Możecie zdobyć egzemplarz W3 podpisany przez twórców i przy okazji wspomóc fundament internetów czyli koteły.

    Motywator dla lubiących koteły: ten hajs pójdzie na pomoc bezdomnym kotełom
    Motywator dla nielubiących kotełów: za ten hajs będo ucinać bezdomnym kotełom jajka

      1. aihS Webmajster

        @lemon

        Idę by nabyć prawo do hejtowania. Poza tym bez względu na to czy to będą dla mnie prawilne Star Warsy czy nie, to jednak klimat w trailerach jest. Na Revenge of the Sith szedłem z podobnym nastawieniem. Przebudzenie Mocy to dla mnie spin-off, dobrze wiem co działo się 30 lat po Powrocie Jedi i na 1000% nie ma tego w tym filmie 😛

  9. maladict

    O spoilerach mówiąc: jutro napiszę wam jak to jest naprawdę z Lukiem Skywalkerem a tymczasem na rozgrzewkę spoiler piątkowego tekstu bosmana. Otóż tekst będzie nosić tytuł ‘Pięć spoilerów na piątek’ i bosman w nim będzie się zastanawiał jak to jest, że za młodu potrafiliśmy z zapartym tchem słuchać jak kolega z podwórka/ze szkoły opowiada nam całego Terminatora a teraz oburzamy się jak ktoś za wcześnie napisze, że Thorin ginie w Bitwie Pięciu Armii.

    1. MusialemToPowiedziec

      @maladict

      IMO to dlatego, że kumplowi na podwórku możesz “hej, hej, ja to mam zamiar obejrzeć”, a jak przeczytasz że klon Luke’a i Hana jest głównym złym w nowych Star Warsach (kolejna zgadywanka, nie prawdziwy spoiler… chyba…), to już nic z tym fantem nie możesz zrobić.

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @MusialemToPowiedziec

        Niekoniecznie. Sądzę, że jako dzieci nastawialiśmy się na przeżywanie filmów (wszystko wtedy bardziej przeżywaliśmy), a nie tylko na zaspakajanie ciekawości. Jako sześciolatek mogłem oglądać np. GW dowolną ilość razy i za każdym razem było to przeżyciem, choć przecież wiedziałem jak się kończą.

        Dziś idę na film i choć towarzyszy temu przeżycie, to jest bledsze. Potem oceniam czy mi się laski podobały, czy nie, czy fabuła nie kulała itd. itp. Jest w tym większy dystans.

        Opowiadanie sobie nawzajem filmów było bliskie rytuałom kultur pierwotnych, bo nie opowiadaliśmy ich sobie, żeby dowiedzieć się czegoś nowego (nie tylko), wszak często opowiadaliśmy je w grupie film znającej (“a pamiętasz jak…” albo: “ale to było świetne, kiedy…”), właśnie po to, by ponownie przeżywać te ekscytujące opowieści. Krokiem dalej była zabawa w postaci z filmów.

        1. aihS Webmajster

          @bosman_plama

          Zgodnie z twoją teorią jestem nadal dzieckiem. Moim zdaniem to nie wiek, a internet zrobił nam kuku. Dla obecnych 30-40 latków wejście w dorosłe życie i wpięcie się w sieć zlało się w całość. Kiedyś równie ważne co granie było dla mnie wyjście z kolegami na podwórko i wielogodzinna wymiana opinii o grach, które akurat ogrywaliśmy. Taki analogowy gikz AD1990 tyle, że wtedy mogliśmy to robić jednocześnie kopiąc piłkę. Teraz co najwyżej prześlę im linka do gejpleja albo wkleję na ich tablicę mema.

  10. maladict

    No dobra, krótka piłka. Film jest w pytkę, Piotr Fronczewski poleca. Największy plus – nie ma Jar Jar Binksa. Jeszcze większy – nie ma nikogo jak Jar Jar. Poza tym jest dużo ‘pew, pew’ i ‘wzzzz’. Sapiący murzyn jest lepszy niż na trailerach, Han Solo daje radę, szturmowcy są… po prostu szturmowcami. Minusy? Z całej obsady poprzednich części najlepiej zestarzał się Chewbacca, a Kylo Ren nie dorasta Vaderowi do pięt. Choć to w sumie nie minus, bo nikt nie dorasta. Spoilery przesyłam na priva.

Powrót do artykułu