Spode łba – krytycy i ich problemy

bosman_plama dnia 14 czerwca, 2016 o 9:09    19 

Istnieją dwie teorie. Jedna mówi, że świat się ciągle zmienia i to w coraz szybszym tempie, a druga, że wcale nie. Najprawdopodobniej obie są prawdziwe. Widać to na przykład po krytykach filmowych i literackich, którzy pozostają niezmienni od zawsze oraz po filmach, które równocześnie się zmieniają i pozostają takie same. W takich to dość niesprzyjających warunkach doszło do spotkania krytyków z filmem Warcraft i do pewnego ambarasu między nimi.

Nie jestem pewien, czy recenzowanie Warcrafta ma sens. Ponieważ polscy dystrybutorzy uznali najwyraźniej, że to jakaś pierdółka, zwlekali z lokalną premierą na tyle długo, żebyście wszyscy zdążyli obejrzeć film dzięki uprzejmości internetu. W dodatku należę do osób, które grały w trzy części tej gry i to grały z przyjemnością. Mój odbiór filmu był więc inny niż osób, które nawet  nie wiedziały, że istniały jakieś gry, albo sądziły, że to ekranizacja WoWa, o którym też wiedziały tyle, że jest i że ludzie w niego grają. Nie mam pojęcia jak może odebrać film osoba, która przechodziła akurat obok kina i nie wiedziała co zrobić z dwoma godzinami życia, więc weszła na pierwszy film, który grano.

warcraft1

O Warcraft mówi się tak i owak. Przeczytałem (po seansie) kilka recenzji ludzi, którzy coś tam wiedzą o sztuce filmowej, ale gry kojarzą im się tylko z zasadą, że dobre filmy na ich podstawie nie powstają. Lektura takich recenzji (sztandarowym przykładem jest oderwana od rzeczywistości recenzja na Filmwebie, która wygląda tak, jakby jej autorka powycinała co większe nieporozumienia z innych recenzji i posklejała je w jeden tekst) jest dość interesująca i potwierdza, że od lat nic się nie zmieniło. Krytycy nie radzą sobie z fantasy.

warcraft1_2

W literaturze też tak jest. Fantasy to to gorsze dziecko fantastyki, głupsza siostra SF (i całej reszty kategorii). Nawet ta młodsza jeszcze od niej siostra, Space Opera, też uważana na niezbyt inteligentnego, choć niewątpliwie atrakcyjnego podlotka, traktowana jest ciut lepiej. Bo wiecie, fantasy to czary, a czary są przecież niepoważne, to – zdaniem wielu – droga na skróty, ucieczka od prawdziwych  wyzwań opowiadania o świecie, wytrych pozwalający na wymigiwanie się od uczciwego kombinowania z dolami i niedolami bohaterów. W dodatku fantasy to herosi z mieczami, a każdy wie, że opowieści o herosach są dobre tylko dla chłopców w krótkich spodenkach. W efekcie, jeśli ktoś jest autorem fantasy, to albo w dobrym towarzystwie wspomina o tym półgębkiem, albo przeciwnie, wchodzi w rolę krzyżowca i stara się udowodnić wszystkim, że jest poważnym człowiekiem, bo po za tym pracuje, ma żonę i dzieci oraz interesuje się historią. Nerd. Istnieje cała grupa pisarzy, którzy pisząc fantasy poczuli się zobligowani od niej odciąć i ogłosić, że piszą tak naprawdę co innego, lepszego i ważniejszego. Tak powstało New Weird.

warcraft2

W dobrym towarzystwie ostatecznie uznano, że fantasy wprawdzie istnieje, ale takie, które nie wywołuje marszczenia nosów pisali tylko Tolkien i C.S. Lewis (profesorowie) oraz Ursula LeGuin (córka profesora). Ich działalność literacka stanowi w związku z tym rodzaj interesującego dziwactwa, na które czasem pozwalają sobie ludzie w lepszych sfer, bo mogą. W Polsce do tej listy dopisuje się jeszcze Sapkowskiego, który wprawdzie napisał fantasy, ale przecież… – i tu następuje długa lista usprawiedliwień, rozpoczynająca się od słowa-wytrychu: “postmodernizm”.

Taka opinia przeniosła się z literatury także do kina, w którym, jak wiadomo, istnieje tylko jeden film fantasy. Nosi tytuł Władca Pierścieni i wszystko, co nakręcono oprócz niego, wyrasta zeń, stanowi doń przypisy i komentarze.

I dokładnie tak traktowany jest Warcraft. Jako taka wariacja na temat Władcy Pierścieni, trochę kontestująca go, bo pokazująca także wydarzenia z puntu widzenia orków, którzy w dodatku nie są powarkującymi zwierzakami, ale wesołą gromadą Conanów Barbarzyńców żyjącą w ustroju, który z grubsza przypomina zasady życia indiańskich plemion. I podejrzewam, że właśnie stąd biorą się rozbieżne oceny filmu Warcraft. Bo jeśli ktoś choć trochę wie o czym były gry, to siada w kinie zobaczyć jak kino pokazuje ich świat. Ale jeśli ktoś idzie obejrzeć wariację na temat Władcy Pierścieni, to może wyjść z bardzo wykrzywioną miną.

warlas

Jest film, musi być laska. Ale, u licha, tym razem ta panna rzeczywiście pochodzi z oryginalnego materiału, a nie została dodana, żeby była, choć w oryginale jej nie było. Tak, na ciebie patrzę, ekranizacjo Hobbita.

Ja nie oczekiwałem Władcy… Co dostałem? To, czego chciałem. Fajnie oddaną Hordę z orkami, którzy mają swoje racje, są brutalni ale i honorni. Istnieją pomiędzy nimi konflikty, także polityczne. Orkowie wydają mi się nawet lepiej oddani niż królestwo ludzi, ale to może wynikać z mojego skrzywienia – w grach też bardziej lubiłem grać orkami. Film ma niezłe tempo (co oznacza, że dużo się na ekranie dzieje, ale znajduje się też czas na chwile oddechu), aktorzy nieźle a miejscami świetnie wywiązują się ze swych ról. Czy trzyma się kanonu? Z grubsza tak, można uznać, że dodaje momentami własną interpretację zdarzeń, które znają miłośnicy tego świata i jego historii. I znów, ci, którzy grali w gry wiedzą, że o happy endzie nie może być w filmie mowy, możemy liczyć co najwyżej na to, że kilku naszych ulubieńców przetrwa. Być może kolejny kłopot z tym filmem polega właśnie na tym, że choć zrobiony jest trochę jak fajna nawalanka w stylu Marvela, to opowiada historię raczej ponurą i prezentuje początek wojny.

warcraft2mare

Uwaga, skrót, dla tych, którym nie chciało się czytać naddługiego wstępu:

Orkowie wyglądają obłędnie. Są mrugnięcia okiem dla graczy, których nikt poza nimi nie wyłapie. I tak, do singlowych graczy, którzy uśmiechną się słysząc w tle np.: “yes chieftain”. Zadbano o to, by obozowiska orków, zbroje ludzi i ich miasta wyglądały tak, jak w grach. Walki i pojedynki są widowiskowe, magia działa, że aż strach, elfy, gdy pojawią się na sekundę lub dwie wyglądają dziko, a krasnoludy to równi goście (tak, różnią się od tych z Władcy...). Czego chcieć więcej? Charyzmatycznych bohaterów? Są. Jak dla mnie głównie po stronie orków, ale wiecie, pisałem już o swoim skrzywieniu. Szczypty patetycznych chwil? Uch, to nie szczypta to ze dwie chochle. Jak ktoś tego nie lubi, może się skrzywić.

WarcraftIII

Co jeszcze zostało? A, fabuła… Z fabułą jest ten kłopot, że jeśli ktoś mocno siedzi w świecie Warcraft, to zna ją jeszcze zanim zaczną się pierwsze irytujące reklamy. Twórcy filmu zachowali się szalenie oryginalnie, jeśli brać pod uwagę historię ekranizacji gier, i dochowali wierności oryginałowi. W recenzjach z filmu pojawia się więc czasami niedosyt, stwierdzenia, że równie dobrze można by posklejać filmiki z gier i dorzucić parę ujęć, które by je połączyły. Coś w tym jest. Ale, z drugiej strony podstawowy zarzut powracający dotąd przy każdej niemal ekranizacji gry brzmiał: “Ależ to spieprzyli! A wystarczyło trzymać się fabuły gry!”. No więc twórcy Warcrafta się jej (i “przypisów” do gier, czyli książek) trzymali. I okazuje się, że zdaniem niektórych to też źle. Może potrzebny jest jeszcze jakiś inny sposób? Nie wiem, ja byłem zadowolony, że nie dostałem szalonej reżyserskiej wariacji na temat, że ktoś nie uznał, że wie lepiej, jak powinna się potoczyć ta historia. Do tego wydaje mi się, że fabułę przedstawiono spójnie – znamy racje obu stron, bohaterowie mają swoją przeszłość, ich decyzje mają sens. Nie wszyscy ukazani są perfekcyjnie (niestety, Antonidas wygląda dla mnie jak sztampowy produkt z tanich produkcji SyFy, drażnił mnie od początku do końca) i nie dysponują pełną tęczą światłocieni jak całe legiony bohaterów Gry o Tron. To trochę inna bajka. Co nie znaczy, że niektóre postaci nie są ciut bardziej skomplikowane. Tyle, że twórcy filmu nie mieli pińciuset odcinków na ich budowanie.

warcraft-movie

Czy dobrze się bawiłem? Bardzo nieźle. Nie ziewałem, nie zerkałem na zegarek. Dałem się porwać akcji, lubiłem bohaterów i cieszyłem się z każdego znajomego z gry elementu. Czy film odmienił moje życie? Nie. Czy chciałbym zobaczyć więcej takiego fajnego fantasy o orkach? Zawsze! (Nie obrażę się za zekranizowanie “dwójki”, żeby były bitwy morskie).

 

Dodaj komentarz



19 myśli nt. „Spode łba – krytycy i ich problemy

  1. furry

    Ech… Zacząlem wczoraj wieczorem pisać reckę 🙁 Też bawiłem się nieźle, prosta ale spójna fabuła to akurat plus, nie pamiętałem tej historii, nawet na gikzie pytałem, ale wyszło nieźle.

    Ale ciekawi mnie co sądzisz o doborze aktorów, w końcu serialowi. Mnie drażniło że Medivh i Lothar są zdecydowanie za młodzi, rozmowa Lothara z synem w szpitalu wyglądała dziwnie, jakby dwaj bracia rozmawiali… Medivh z gry też był sporo starszy, obaj powinni być sporo po 40-ce.

    W Stanach pierwszy weekend słabiutko, boję się że nie zobaczymy kontynuacji, a w sumie lubiłbym patrzeć. Chyba że Chińczyki uratują.

    Aha. Hejtowałem te śmieszne, niebieskie zbroje w trailerach, ale jak zobaczyłem piechociarzy w hełmach, szczęka mi opadła, żywcem wyjęci z gry.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @furry

      Medivha wybaczam, mógł używać jakichś magicznych maści upiększających. Ale Lothar rzeczywiście był trochę za młody. Inna sprawa, że potrzebowali w miarę młodego kolesia, żeby śmigał z tym mieczem między orkami i żeby jego technika (jesteśmy słabsi ale zwinniejsi) wyglądała bardziej prawdopodobnie. Fajniej byłoby, gdyby strategia ludzi opierała się raczej na dyscyplinie i odpowiednich taktykach niż na zwinności, ale to raczej wykluczone w widowiskowym filmie, moda teraz jest taka, że wszystko musi podczas walki fruwać a ujęcia nie mogą trwać dłużej niż pół sekundy;).

  2. Matelan

    Ekhm, z wieloma elementami się zgodzę, ale nie z jednym.

    Wierność oryginałowi? Toż to ma strasznie mało wspólnego z oryginalnym lore 😉 Można to uznać bardziej za świat alternatywny.
    Taki duży skrót pierwszej wojny wygląda tak:

    Orkowie (juz zieloni, bo łyknęli krew demonów jeszcze na Draenorze), siedzą i nudzą się na swojej planecie bo nie maja sie z kim tłuc, wtedy z Gul’danem kontaktuje się Medivh, który od urodzenia jest ‘opętany’ przez Sargerasa (wodzu demonów). Orkowie wpadają przez portal i zaczynają podbój, ludzie zaskoczeni atakiem dostają wpiernicz. Garona ogólnie odbita od orków mieszka z Medivhem i Khadgarem (który jest uczniem Medivha) w Karazhanie, gdzie otrzymują wizje pokazujące im, że to wlaśnie Strażnik Azerothu przywołał zielonoskórych. Garona w ogóle jest partnerką Medivha. Uciekają oni do Stormwind, skarżą na Strażnika, i razem z oddziałem i Lotharem wracają go zabić. Oczywiscie go ubijają, a wojna kończy się tym, że orki mają dalej otwarty portal, podbijają Stormwind a ludzie są zmuszeni do ucieczki do Północnych królestw. Aaa jeszcze jeden szczegół Garona jest pod wpływem zaklęcia Gul’dana kiedy dokonuje zabójstwa na królu i dzieje się do właśnie w stolicy królestwa.

    Tak, więc fabuła ma punkty styczne z grą, ale napewno nie jest wierna adaptacją. Owszem nie jest to minus, bo film i tak sie strasznie przyjemnie oglada + oryginalna historia byłaby pewnie trudniejsza do przedstawienia w filmie.

    Ja czekam teraz na wersję reżyserską + 40 minut filmu ma ponoć być. Możliwe, że wtedy film będzie też bardziej zrozumiały, dla kogoś kto świata w ogole nie zna i będę go mógł narzeczonej pokazać 😉

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Matelan

      Jasne, ale to, o czym Ty piszesz to detale, szczegóły. Pewne rzeczy musieli zmienić w filmie, inaczej musieliby kręcić serial. Lubię wątek zaklęcia wiążącego Garonę, bo to robi z niej jeszcze tragiczniejszą postać, ale znów – żeby pokazać cały ten wątek zrozumiale film musiałby potrwać dłużej. Acz dla mnie chyba byłoby warto, bo uniknęlibyśmy w ten sposób rozwiązania, które jednak jest trochę naciągane.

      A jeśli porównasz fabułę Warcraft z fabułą dowolnego chyba innego filmu na podstawie gry, to okaże się w porównaniu z cała resztą Warcraft jest ultrawierny oryginałowi:). Nikt tu nie wymyślał własnej historii, jedynie przycięli oryginał do rozmiarów filmu (z trzech gier + MMO + powieści). Podobny stopień wierności gry i filmu spotkałem chyba tylko w Community;). No ale tam grę zrobił fan na podstawie odcinka o bohaterach znajdujących się w grze, więc proces zaszedł odwrotnie.

      Aczkolwiek nie oglądałem Ratchet & Clank, więc nie wiem jak tam z wiernością oryginałowi.

      1. Matelan

        @bosman_plama

        No tak, jeśli patrzymy przez pryzmat innych adaptacji gier, to się muszę zgodzić 😉 Ze zmian jednak, mnie najbardziej raziło przywództwo u Orków, Gul’dan przeciez powinien być takim kardynałem Richelieu, a Blackhand oficjalnym wodzem, tutaj troche inaczej rozłożono akcenty, co owszem dla toralnie nowych widzów było bardziej przejrzyste, ale dalej wolałbym oryginalną wersję. 😉

        Tak mi się przypomniało, aktor który grał Lothara, znaczy się pan z Wikingów, jest taki słaby 😮 W ogóle nie czułem jego emocji, serio. Do tego cały czas miałem wrażenie, że on zapomina, że nie jest już Ragnarem a Anduinem, ale to inna kwestia 😉

        Żeby nie było, czepiam się bo lubię, film dalej jest solidnym 7/10 dla mnie i obejrzę ponownie jak będę miał okazję 😀

        EDYTA: https://www.youtube.com/watch?v=RLRZsKRu8Dc&feature=youtu.be Nobbel jak na zamówienie xD

        1. furry

          @Matelan

          Apropo filmiku YT: o to właśnie chodzi, że tej historii nijak nie da się upchać w dwugodzinny film, jeszcze tak żeby 12-latek (nie znający lore) to ogarnął. Moim zdaniem Jones dobrze zrobił, że poszedł w zupełnie przeciwną stronę niż Peter Jackson w Hobbicie :mrgreen: Jak to się mówi, oddaje ducha oryginału.

          Myślę że demonów celowo nie pokazano (spoiler), pewnie będą w kontynuacji, zresztą mogłoby powstać stowarzyszenie Mothers Against Drinking Demon’s Blood in Movies.

  3. Yosh

    Tez tak mam (z orkami), w sumie ta recenzja mogła by być moja recenzja (gdybym umiał tak zdania składać)
    dodanie nowych ras zaowocowało że fajniejsza jest rzadziej na rotacji w singlu 🙂

    Chyba największym zaskoczeniem dla mnie było potraktowanie tego dość poważnie (żadnych legolasów surfujących na tarczy itp), humorystyczne elementy były ładnie wplecione.

    Kolorystyka może za jaskrawa – ale pewnie aby to zrobić ‘naturalnie’ jak władców- to mniej CGI koszta większe ….

  4. michau

    Obejrzałem i też nieźle się bawiłem (mam nadzieję że Chińczycy rzucą na tyle dużo pieniądza by następna część miała jeszcze większy rozmach :)). Ale ja jestem fanem W2 i 3 więc to raczej nikogo nie dziwi. Jestem w stanie zrozumieć czemu ktoś kto nie zna tych gier mógł ocenić film słabo. Strasznie toto poszatkowane. Nie mieliście na początku Początku wrażenia że oglądacie serial od połowy pierwszego sezonu? A na końcu Początku że nadrobiliście go w chwili kiedy ten dotarł do połowy drugiego? Nie przeszkadzało mi to jakoś wyjątkowo, ale z pewnością komuś mogło szczególnie tym którzy nie znają Warcrafta.

    1. Fraa

      @michau

      I ja się dobrze bawiłam. 🙂 Zmiany w stosunku do gier były, ale w gruncie rzeczy sprowadzały się do detali, a w większości jednak wszystko prowadziło do tego, do czego powinno. 😉
      Ale tu chciałam o czymś innym…

      @michau
      “mam nadzieję że Chińczycy rzucą na tyle dużo pieniądza by następna część miała jeszcze większy rozmach” – mwahaha, też właśnie liczę na Chińczyków w kwestii kolejnych filmów. xDDDD Bo serio: ja chcę więcej. Kurde, ta historia dopiero się rozkręca. Wiem już, że wygląda miodnie na dużym ekranie, więc teraz czekam na ciąg dalszy. 😀

      No i ja się ciągle zastanawiam, jak ten film wygląda dla kogoś, kto nie kojarzy settingu… niestety, moi niegrający znajomi wciąż nie byli w kinie. 🙁

      @Yosh
      Kolorystyka taka trochę cukierkowa jest też w grach, więc w sumie trzymali klimat, no nie? 🙂

      1. MusialemToPowiedziec

        @Fraa

        Z tego co czytałem, jak ktoś jest totalnym nie-graczem, to na filmie sporo się nudzi, bo mrugnięcia okiem go całkowicie mijają, a film przez usunięcie prawie godziny materiału ma poważne problemy z tempem, które gracze sobie uzupełniają wiedzą z gry, ale jak się gier nie zna, to się nie ma pojęcia czym te dziury wypełnić.

    2. MusialemToPowiedziec

      @michau

      Rzucili dużo pieniążków. Rzucili tyle, że gdyby nie Chińczycy, to film byłby uznany za totalną finansową klęskę, a tak udało im się podwoić budżet (budżet filmu: 160 milionów, kasa z USA: 40 milionów, kasa ze świata 340 milionów, z czego prawie 160 milionów to Chiny). Nie znam się na numerkach, ale AFAIK przychody muszą być kilka razy większe niż budżet, żeby film się zwrócił (w znaczeniu, że lwia część kasy z biletów zostaje w kinach i takich tam, czy jakoś tak – jak coś jest inaczej, nie będę się obrażać o poprawki)..

      Na moje oko, kolejne części albo nie powstaną, albo dostaną ze 2-3 razy mniejszy budżet. No chyba że Blizzard sam wszystko sfinansuje, w imię “zróbmy coś dla fanów, nie dla pieniędzy”.

        1. MusialemToPowiedziec

          @Fraa

          Tak jak napisałem, wszystko tak naprawdę zależy od tego, ile kasy zostaje w kinach, a ile trafia do twórców. Jeżeli 50:50, to na dzień dzisiejszy twórcom ledwo, ale film się zwrócił. Jak podział wygląda inaczej, to i zupełnie inaczej cała sytuacja może wyglądać.

          Zwykle słyszałem tyle, że jak się film nie sprzedał w USA, to nie ma sequela. Co prawda WoW mógł być robiony pod Chiny, ale znowu, w Chinach też jeszcze nie pokryto kosztów budżetu, więc na moje oko maciupeńka szansa, że będzie coś z tego.

Powrót do artykułu