Spode łba – interaktywna pocztówka z przedwczoraj

bosman_plama dnia 18 lutego, 2014 o 8:31    47 

Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki – powiadają starzy, mądrzy wodzowie indiańscy. I mają rację. Przynajmniej do chwili, w której opuszczą na chwilę swoje przynoszące miliony dolarów kasyna i wybiorą się nad rzekę, by tam, w cieniu prastarego świętego drzewa, włączyć laptopa i wczytać zapis porzuconej rok wcześniej gry.

Trzymam zapisy RPGa jeszcze z amigi” – wyznał mi kiedyś znajomy – “Jest tam cała moja drużyna, więc mógłbym wrócić do niej w każdej chwili (kolega należy do “amigowców”, którzy nadal korzystają z wiekowego sprzętu). Ostatnio uświadomiłem sobie, że te postaci są starsze od moich dzieci.”

pocztowkadotWysyłanie pocztówek z wakacji to chyba jedna z zanikających sztuk. Kiedyś wyglądały właśnie tak – kolaż jakichś budynków, koniecznie na tle błękitnego nieba. Ta jest jeszcze całkiem udana, pamiętam pocztówki, na których miasta szczyciły się blokowiskami

Ilu z nas trzyma stare zapisy gier? Ja znalazłbym takich sporo, choć może nie aż tak wiekowych jak kumpla. Niemniej mógłbym odhibernować np. swój oddział z Silent Storm, czyli z gry, w którą nie grałem od przynajmniej pięciu lat. Spotkałbym dzięki temu znajomych, którzy, w przeciwieństwie do mnie, nic się nie zmienili. Zmiany przyniósłbym im dopiero ja – zwiększając współczynniki w miarę pokonywanych misji.

silentdotZ okazji braku zimy w tym roku, będę ją wspominał screenami z gier.

Ale nie potrzebujemy starych sejwów, by odbyć podróż w czasie. Gry są jak pocztówki i zdjęcia – furtkami do przeszłości, swoistym wehikułem czasu. A nawet więcej – są interaktywnym wspomnieniem. Oczywiście, dzieje się tak tylko w przypadku, gdy z jakimś tytułem wiąże się coś w miarę istotnego. Nie wszystkie gry, w które graliśmy okazały się godne zapamiętania. W niektórych jednak przywiązaliśmy się do postaci bądź lokacji, albo do jakiegoś wydarzenia. W prawdziwym życiu takie chwile są tylko wspomnieniem, co więcej odkształcającym się w miarę upływu czasu. Nigdy (no dobra, na chwilę zapominamy o amnezji) nie przeżyję ponownie pierwszego pocałunku, albo pierwszego kieliszka wódki, choć mogę je wspominać. Ale Modoc z Fallouta2 zawsze będzie wyglądało tak samo, jak wtedy, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy. I mogę przeżyć w nim to samo. kuldahar01dotCoś jakby growe wspomnienie – zamiast “wracać do tej samej rzeki” jacyś ludzie ze społeczności Bioware spróbowali odkształcić swoje wspomnienia i podjęli próbę odtworzenia Icewind Dale na silniku pierwszego Dragon Age. Zamiast skorzystać z wehikułu czasu, jakim mogą być gry, ci ludzie zaoferowali nam wspomnienie Kuldahar.

Oczywiście – ja nie będę tym samym kolesiem co ileśtam lat temu i pewne widoki nie zrobią na mnie takiego samego wrażenia. Pierwszy widok zachodzącego słońca nad Morrowind już do mnie nie wróci. Ale mogę wiele razy wkraczać do Kuldahar i cieszyć się widokiem ogromnego drzewa po tym, jak musiałem pokonać zasypaną śniegiem przełęcz. Kuldahar i Modoc zawsze będą wyglądać tak samo. A to dużo, bo nie mogę powiedzieć tego samego np. o wiosce, w której spędzałem zimowe ferie w dzieciństwie i która ze wsi opartej na rolnictwie, hodowli i – sezonowo – turystach, zmieniła się w miasteczko letniskowe, w którym nie ma prawie nic poza hotelikami, pensjonatami i knajpami. Wsi z mojego dzieciństwa już nie ma. Kuldahar jest,

kuldahar_bCzęścią siły cRPGów z tej serii były te śliczne malowane lokacje. Potem przyszło Neverwinter Nights i świat Zapomnianych Krain zmienił się na gorsze.

Kuldahar i jego mieszkańcy czekają na mnie niezmienni na zawsze. I nie zdziwię się, jeśli każdy z Was ma jakąś grę/sejw, którą czasem odpala (albo czuje pokusę, by odpalić), tylko po to, by znów zobaczyć jakieś miejsce, albo nacieszyć się jakąś chwilą. To nie musi być widoczek, to może być szczególnie ciekawa walka, jakaś misja, albo obłędnie skomplikowana lokacja. Ja z radością przechodzę szachowe miasteczko z pierwszej Alicji, chętnie pływam też w tamtejszej rzece i lubię skakać po książkach w bibliotece. czasem odpalam starego Quake’a tylko po to, by odwiedzić ulubione plansze. Gry stały się częścią moich wspomnień, tym różnych od wszystkich innych, że zawsze dostępnych. Otrzymałem wehikuł czasu.

MorrowinddotPamiętacie moment, gdy po raz pierwszy zobaczyliście tego… wierzchowca?

Czy to może mieć jeszcze jakieś znaczenie? Wyobraźcie sobie firmę, która dzięki programowi, na który ma wyłączność oferuje Wam przerobienie Waszych wspomnień na grę. To stosunkowo proste. Przynosicie do nich np. film i zdjęcia z wesela, opowiadacie o swoich związanych z tym weselem wspomnieniach, oni przeprowadzają wywiady z Waszymi gośćmi weselnymi, a potem przerabiają to wszystko na grę. Jeśli sobie tego zażyczycie – umieszczą tam jakieś wyzwania, może wzbogacą fabułę o jakieś fantazje. Ale nie muszą tego robić. Po kilku tygodniach, albo miesiącach otrzymujecie dysk DVD (albo kilka dysków), wkładacie go do kompa albo konsoli i proszę – jesteście na weselu. Możecie zatańczyć (przyda się odpowiedni sprzęt), znów przeżyć ślub, pogadać ze znajomymi, którzy wyglądają tak, jak wtedy i mówią to, co wtedy. To jak oglądanie filmu albo zdjęć, tylko lepiej. To Wasze wspomnienia, które przeżywacie. Jeżeli akurat nie braliście wesela, może znów spróbujecie wygrać jakiś bieg z liceum, powtórzycie studencką wycieczkę w góry, rejs, zwyczajny spacer po mieście sprzed lat (tego bez reklam wylewających się z każdej ściany). Możliwości są niemal nieograniczone.

ModocMainStreetdotTak naprawdę nie wiem, czemu akurat Modoc utkwiło mi tak szczególnie w pamięci z Fallout2. Może dlatego, że gdy pierwszy raz przechodziłem grę, nie udało mi się wykonać najważniejszego zadania w tym mieście i powierzchniowcy z Modoc zabili mieszkańców Ghost Farm? Gdy szeryf Modoc opowiadał mi o tym, nieopatrznie dał wyraz swej radości słowami: “zabiliśmy wszystkich, nawet dzieci”. No to zastrzeliłem drania. A potem musiałem wystrzelać prawie całe Modoc, żeby się z niego wydostać

Oczywiście, to może skończyć się podobnie jak w filmie Wima Wendersa “Aż na koniec świata”. Tam zamiast wspomnień oferowano nam sny, które można było nagrywać za pomocą odpowiedniego urządzenia. W efekcie wiele osób się od tych snów uzależniło i jeśli akurat nie śniło, to oglądało swoje (bądź cudze) sny. Życie stało się tylko irytującą koniecznością.

uteotw2Pocztówka z “Aż na koniec świata” Wima Wendersa.

 

Dodaj komentarz



47 myśli nt. „Spode łba – interaktywna pocztówka z przedwczoraj

  1. whushhh

    Trzymam save-y z Diablo II, mimo ze skonczylem na wszystkich poziomach to nie moge sie rozstac z moim Barbem. Z Fallout 2 takze mimo ze to bylo n-te z koleji przejscie gry, ale tym razem mistrzem sztuk walki ktory wali crity takie ze ludki w power armorze jada na plecach do konca mapy.

    Pewnie teraz Barb i Bruce siedza na wirtualnym piwku w wirtualnym barze na moim dysku i rozmawiaja o artretyzmie 🙂

  2. Probabilistyk

    Lubie trzymac savy z roznych gier, choc nie pamietam kiedy do nich wracalem – zawsze sie nabieram na “a moze kiedys…” jednak zawsze po dluzszej przerwie jak wracam do jakiegos tytulu to robie restart, bo nie lubie miec brakow w fabule spowodownych niepamiecia.

  3. Mindestens

    Zawsze miałem zwyczaj chomikowania starych zapisów stanów rozgrywki na wypadek, gdybym chciał do gry wrócić lub ją dokończyć i odkąd wróciłem do grania, znów praktykuję. Kiedyś tego Drakensanga dokończę, naprawdę.

    Dlatego nienawidzę save pointów i pojedynczego slotu na zapisany stan rozgrywki – nie dość, że jak coś się schrzani, stracę wszystko, to nie mogę sobie zachować sejwów sprzed scen/dialogów/walk, które uważałem za fajne lub znaczące. W obu Batmanach bywały fajne scenki lub dialogi, na które myślałem “Cholera, zapamiętałbym to sobie”, ale gdybym chciał sobie na przykład ten odbyty już dialog dokładnie spamiętać… musiałbym grę przechodzić od samego początku aż do tego momentu i liczyć, że mi się utrwali, więc wal się, gro, za odzieranie mnie z growych smaczków.

  4. projan

    Trzymam savy dopóki się na nie natknę, a wtedy szast prast…
    Ostatnio odchudziłem moją biblioteczkę. “Wywaliłem” połowę książek. Zostały tylko te warte ponownego przeczytania, a jeśli nie przeczytania (bo półka wstydu rośnie) to przynajmniej polecenia, albo też takie, które są dla mnie ważne.

  5. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    ” Gry są jak pocztówki i zdjęcia – furtkami do przeszłości, swoistym wehikułem czasu. A nawet więcej – są interaktywnym wspomnieniem. Oczywiście, dzieje się tak tylko w przypadku, gdy z jakimś tytułem wiąże się coś w miarę istotnego. Nie wszystkie gry, w które graliśmy okazały się godne zapamiętania. W niektórych jednak przywiązaliśmy się do postaci bądź lokacji, albo do jakiegoś wydarzenia”
    A można też inaczej. Gra + wydarzenie z rzeczywistości. Pewnie nie raz to już pisałem, ale…
    Silent Service. Na Atari. Ogrywałem to mocno w pamiętnym roku 1989 😉 I po dziś mam we łbie taki obrazek: ja w jednym pokoju, nad Atarynką patroluję Pacyfik a w tle, w drugim pokoju, gra telewizor i w “Dzienniku” mówią o tym że w Rumunii trwa rewolta.

  6. Nitek De Kuń

    Nie trzymam sejwów, bo stare gry ogrywałem na konsoli, a nowe mają zapisy w chmurze. Chyba, że jest to Spelunky czy FTL za co twórcy powinni smażyć się w piekle, bo w obu przypadkach jestem goły niczym krakowski ekshibicjonista i muszę jechać od nowa.
    Inszą rzeczą są zapisy z takiego batmana. Z tymi nie mogłem się rozstać i jakimś edytorem programistycznym skonwertowałem je sobie żeby były kompatybilne z parówka edyszon. działają, dzięki internety.

    Nawet jeśli coś magazynują to przypadkiem, bowiem przed formatem robię kopię zapasową moich dokumentów, całą, jak leci i te co mam teraz to już na trzecim kompie są.

    Poza tym wiecie. Sejwy mnie nie lubią. Jedyne co to te z WOlf Among Us dały radę. Wywaliło mi sławetnego Batmana 3 razy, TWD niezliczoną ilość, Max Payne 3 nie zrobił mi sejwa na koniec, bo nie miałem miejsca na dysku (ja prdl), Mass Effect 2 wyjebał mi 52h rozgrywki (na konsoli hehe) i musiałem zaczynać od nowa, bo zanim spaczowali upłynęło chyba z pół roku. Co tam jeszcze…

    Poza tym jeśli nawet mam już jakiś sejw i coś włączę po czasie, tak często się okazuję, że zapomniałem sterowania i muszę i tak przełazić tutorial. Albo lecieć na oślep pierwszą godzinę.

      1. Nitek De Kuń

        @projan

        Nah, podpiąłem go pod rozmową i go tu szybko kopypasta, bo miał być osobno.

        Na konsoli tylko i wyłącznie wcięło ME2. reszta na pc. Nie liczę YLODa PS3, bo nie ma sensu. W normalnym trybie użytkowania tylko ME2 mi pokazało palec. No i słynny syndrom roku przestępnego co posypał duże ps3 przez złe daty 😀

          1. Nitek De Kuń

            @bosman_plama

            Pierwszego Batmana tak. Dwa razy skończyłem raz po raz. Przegapiłem acziwka do zrobienia tylko w jednym momencie, zaraz przy końcu, a system jednego sejwa nie pomógł mi go zdobyć.
            Obejrzałem napisy i hyc, jeszcze raz.
            Ta, zrobiłem platynę.

            MP i Batmana 2 już na PC. Wtedy takiego już miałem co mi pozwolił na coś więcej niż Radeon 9600, który uratował mi dupę jak padł mi geforce 7800 gs zdaje się. Dzięki temu radziowi komp w ogóle działał.
            Aż padł.

              1. urt_sth

                @Yerz

                Najlepsze jest to , że jak oglądam relacje Nitka to sprawia wrażenie jak by jednak trochę lubił te tanie podroby. Z taka nieśmiałością i skrycie, ale jednak.
                Co gorsza jak człowiek tak ogląda i się czasem zaśmieje, to sam się zaczyna podejrzewać o takie ciągoty.

            1. Nitek De Kuń

              @Yerz

              W aspekcie oprawy audiowizualnej należy wspomnieć o bardzo dobrym
              odwzorowaniu postaci Rambo, który do złudzenia przypomina Sylvestra
              Stallone. Dzięki uzyskaniu licencji do marki Rambo przez studio Teyon,
              w grze usłyszymy dobrze znane kwestie z filmowej trylogii oraz
              charakterystyczne motywy muzyczne.

            2. urt_sth

              @Yerz

              Nie wiem jak tam Angole (i inne nacje uciśnione pod koroną) zarabiają ale traktując 1:1 funta do złotówki, to wydanie 25 zeta na wspomnienia o Rambo (ach te zdarte VHSy) nie wydaje się zaporowe. To znaczy ja bym nie kupił na pewno, nawet jak by kosztowa 25 złociszy, ale łatwo jest mi wyobrazić osoby co by to zrobiły.

Powrót do artykułu