Spode łba – gdy mnie nie ma, to mnie nie ma

bosman_plama dnia 7 czerwca, 2016 o 8:30    52 

Ponieważ jestem mistrzem w planowaniu pracy i arcymistrzem w nie trzymaniu się mistrzowskich planów, dedlajny zawsze dopadają mnie stadami i szarpią mi ciało na sztuki. Z tej przyczyny bywa, że nie ma mnie tu ostatnio. I nie da się ukryć, jeszcze przez jakiś czas może mi się to przytrafiać. Ale na szczęście, moje życie nie wygląda tak, że nic nie robię, tylko piszę. Bo wtedy mógłbym Wam opowiedzieć wyłącznie przenudną historię o wklepywaniu literek.

Przenudna historia wygląda tak: wstaję w okolicach szóstej, zapieprzam przy klawie do dziewiątej, kiedy jem śniadanie, a potem zapieprzam przy niej do trzynastej, albo dwunastej. Potem jęczę, że plecy mnie bolą. Potem coś oglądam, żeby literki wyparowały mi z głowy. Potem coś czytam, żeby mózg mi się najadł nowych literek. Czasem odpalę jakiś serial albo jakąś grę.

doom-cover-art

Na urodziny dostałem Dooma. Być może był to gest rozpaczy kupującego, który poszedł zobaczyć co można kupić na PS4 i odkrył, że za wiele tego nie ma, a to, co się nadaje do grania (dla mnie) już mam. A że kiedyś doomowałem trochę, to kupił Dooma. Prawdę mówiąc, po wyrażeniu stosownej wdzięczności, przyglądałem się pudełku z dość niepewną miną. Na obrazku kolo w charakterystycznym hełmie ściskał starożytną pompkę, a litery wybuchały mu na piersi niemal rozsadzając ramki. Przypomniałem sobie jak bardzo upokorzono tę postać w Quake3, westchnąłem i wsunąłem płytkę do playa. Bo chciałem zobaczyć intro. Powaga. Po pierwsze wypadało odpalić prezent, po drugie uznałem, że intro może być ciekawe.

doomquake

Powiedzmy to sobie szczerze. Doom w Q3 był chłopcem do bicia. Oczywiście, mogliśmy sobie go zrobić jakim chcemy i wymiatać w multi jak asy asów. Ale jeśli ktoś, jak ja, najpierw odpalił tryb solo, żeby zobaczyć o co w tym biega, to zabijał Dooma śmiechem.

Nie było. W zasadzie to ta gra niespecjalnie ma intro. Chyba, że jest nim przebijanie się przez pokład i wyrzynanie wrogów. Potem wychodzi się na powierzchnię Marsa, pojawiają się napisy i człowiek przekonuje się, że nie ma co czekać na jakiś fajny filmik. Przy okazji ujrzenia napisów odkryłem też, że do nich dotarłem. W strzelance. Przy pomocy pada. Kurde bele, kurczaki, narowiste żyły rzężących krwiopijców. Rwał twoja nać.  Nie, nie odpalajcie szampanów, ani nie pogrążajcie się w żałobie. Nadal uważam, że pad nadaje się do strzelanek równie dobrze jak nóż do masła do kopania okopu. W obu przypadkach sukces jest możliwy, ale, żeby się tak męczyć trzeba było bardzo podpaść komuś na górze. Niemniej, jeśli już ksiądz zarządził Wam wyjątkowo bolesną pokutę za robienie czegoś, o czym Wy nie chcecie mi opowiadać, a ja na pewno nie chcę o tym słuchać, nowy Doom jest grą, przy której możecie trochę oszukać i przyjąć karę, jaką jest strzelanie z pada, nie cierpiąc przy tym, jak przy jakiejś innej strzelance.

Chainsaw

Najlepsza  broń w strzelance na pada. Od zawsze i pewnie na zawsze.

Oczywiście, nie ma co udawać, że przechodzę tę grę na wyśrubowanym poziomie trudności (chyba, że potraktujecie to stwierdzenie ironicznie). I nie ma co udawać, że przechodzę ją strzelając. To znaczy strzelam. Od czasu do czasu. Na przykład zdarza mi się używać pistoletu w roli snajpy (próbowałem kampić nawet w Q3). Ale przede wszystkim biegnę z rykiem na przeciwników waląc w nich z najcięższej armaty, do jakiej akurat mam amunicję, a potem już walczę w zwarciu używając spluw w roli maczug. Krwawię, wyję z bólu, oni wypluwają życia, a gdy opada czerwona mgiełka albo nie żyję, albo jestem na pobojowisku sam. Bardzo odświeżające.

velvetokl

Z innych rozrywek wciąż czytam komiksy. Polscy wydawcy postanowili zabić mnie śmiercią głodową i urządzili ostatnio festiwal wydawania Eda Brubakera. Do Fatale i Gotham Central dołączyła Velvet. Ile w Polsce kosztują komiksy dobrze wiecie, rozumiecie więc, że teraz jem wyłącznie obierki z ziemniaków. Niestety, nastał sezon na młode ziemniaki a one nie mają obierek. Nie wiem, co będę w związku z tym jadł, ale na pewno będę kupował Velvet, bo to wyborny komiks. Nie da się oczywiście ukryć, że gdy jakiś twórca wyrabia sobie charakterystyczny styl, to czytając kolejne jego dziełko możecie poczuć, że obcujecie z czymś znajomym. Brubaker jednak ciągle jeszcze po sobie nie powtarza. A jeśli nawet to robi, to na szczęście wciąż twórczo. Ponieważ to facet, który nawet My Little Pony stworzyłby w klimacie noir… A nie, po odcinku Rarity Investigates! już nie musi.

raritynoir1

Nie musi

No więc nawet Misia Uszatka zrobiłby w klimacie noir. Nawet przepis na bezy, album o szczeniaczkach i różowy szlaczek w różowym zeszyciku pięciolatki też zrobiłby w klimacie noir. Wiadomo więc, czego, pod względem klimatu, można się spodziewać po Velvet. Co więcej, skoro jest to komiks szpiegowski, to wiadomo też, że będą spiski, zdrady i tajemnica z przeszłości. I to wszystko jest. Z grubsza na właściwych miejscach. Ale, cóż… Bohaterką jest sekretarka dobrze po czterdziestce, czyli tak jakby panna Moneypenny, tylko na sterydach, z mroczną przeszłością i zabójcza w tym tego słowa znaczeniu, którego raczej nie oczekujecie na randce w ciemno. Napisane jest to stylowo, z zachowaniem zestawu zdarzeń i postaci z opowieści szpiegowskich, ale rozegranych niekoniecznie zgodnie z kanonem. Twardziele bywają tu rodem z Bonda, ale w sytuacjach prawie LeCarrowskich. Bardzo dobrze napisana, świetnie narysowana historia. Świat po niej nie zmieni się dla Was na zawsze, ale z pewnością spędzicie przy niej przyjemnie czas. Jeśli lubicie szpiegowskie historie. Oraz noir.

moneypenny

Klasyczna Moneypenny z klasycznym Bondem

Natomiast nie udało mi się spędzić przyjemnie czasu przy post Top Gear. Jeśli choć trochę interesowaliście się tematem, to pewnie zorientowaliście się, że po pierwszym odcinku tego show w nowej odsłonie reakcje w sieci przypominały nieco to, co działo się gdy pod koniec pierwszego sezonu Gry o Tron zginął taki jeden koleś. Ponieważ pamiętałem o zasadzie trzech (nie, nie tej mówiącej co się stanie, gdy trójka się zjednoczy), postanowiłem dać szansę programowi. I choć to niewyobrażalne, przekonałem się, że drugi odcinek był jeszcze gorszy od pierwszego. Evans z irytującego krzykacza zmienił się w nudnego irytującego krzykacza. Pewnie dlatego, że miał jeszcze mniej interakcji z jedynym punktem tego programu, który nie przypomina czarnej dziury rozpaczy, czyli Joeyem Mattem LeBlanc. Matt nauczył się mniej ostentacyjnie czytać z promptera, poza tym jest sympatyczny i chyba dowcipny. No to dali go mniej przy Evansie, nie posiadającym żadnej z powyższych cech. Ktoś w BBC uznał, że najlepszym pomysłem na nowe TG będzie uniemożliwienie zbudowania tzw. chemii między prowadzącymi, dlatego Evans i LeBlanc albo testują wozy osobno, albo, gdy już pojawiają się w jednym materiale, to też nie mają okazji ze sobą porozmawiać.

 velvet

A tu sekretarka szefa agencji tak tajnej, że inne agencje nawet nie wiedzą o jej istnieniu. Zważywszy na kontekst wyobrażam sobie, że ten kolo  to nie klon Józefa Stalina (nie wiem kim jest, obrazek pochodzi z części, która jeszcze u nas nie wyszła, ale wygląda jak klon Józefa eS.), ale szef BBC odpowiedzialny za zmiany w Top Gear.

Testowanie wypasionych fur w Afryce polegało na tym, że sprowadzono nieco przebrzmiałe gwiazdy muzyki, wsadzono je do fur (Evans dostał kogoś, LeBlanc dostał kogoś i jakiś mało znany – no dobrze dla mnie kompletnie nieznany – koleś też dostał kogoś) po czym kazano im wszystkim wykonywać zadania. I teraz dwie ciekawostki. Jeśli czytaliście  kiedyś choćby ćwierć jakiegoś felietonu Clarksona, wiecie, że ten facet nieustająco narzekał na inspektorów BHP, którzy jego zdaniem rządzą BBC a istnieją po to, żeby psuć innym zabawę. Ilekroć eks prowadzący TG chcieli, żeby coś wybuchało, a samochody balansowały na krawędzi zagłady, musieli toczyć o to epickie bitwy. No więc nowa ekipa już ich nie toczy. Zadania są równie pasjonujące jak entuzjazm sprzedawców w telezakupach. Ciekawostka druga: podczas afrykańskiego testu fur przedstawiono je widzom, a zaraz potem o nich zapomniano. Poważnie. Ani słowa o furach. Oczywiście, w starym TG też chodziło głównie o to, co wybuchnie i jaki kawał zrobią sobie prowadzące program świry. Ale oni jednak, od czasu do czasu pokłócili się o to czyj samochód jest lepszy, albo na fury narzekali, albo wychwalali je pod niebiosa. A teraz nic. Proszę państwa, oto nasze fury. Skupcie się na pięć sekund, kiedy powiemy wam jakie mają silniki, bo więcej już o nich nie usłyszycie. I za dużo ich nie zobaczycie też, bo kamera skupi się raczej na naszych gwiazdach udających, że to nie Taniec z Gwiazdami, tylko motoryzacyjne show. A że mamy wokalistkę zespołu Texas, o której Marek Niedźwiedzki powiedział trzydzieści lat temu, że jest najseksowniejszą kobietą, jaką widział na teledysku (oczywiście, nie użył słowa: “najseksowniejsza”, to przecież Marek Niedźwiedzki), to naszym zdaniem kamera nie powinna się skupiać na jakichś samochodach.

Obawiam się, że reguła trzech tym razem nie zadziała. Wyłączyłem telewizor przed finałem, a trzeciego odcinka już nie obejrzę.

Dodaj komentarz



52 myśli nt. „Spode łba – gdy mnie nie ma, to mnie nie ma

  1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    “Przenudna historia wygląda tak: wstaję w okolicach szóstej, zapieprzam przy klawie do dziewiątej, kiedy jem śniadanie, a potem zapieprzam przy niej do trzynastej, albo dwunastej. Potem jęczę, że plecy mnie bolą. Potem coś oglądam, żeby literki wyparowały mi z głowy. Potem coś czytam, żeby mózg mi się najadł nowych literek. Czasem odpalę jakiś serial albo jakąś grę.”
    Ej, no. Literat (pff..) to powinien tak spać do południa bo noc przebalował, budzić się na ciężkim kacu, walić klina, siadać do maszyny, przed kolejnym klinem popełnić dzieło, a potem znowu balować w otoczeniu zupełnie nieznanych osób z których każda chce się napić z mistrzem a przecież nie może odmówić bo uznają że się wywyższa… 😉 Nie możesz tak bestialsko mordować stereotypów, one ułatwiają życie maluczkim!

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @brum75

      Cóż, ja po 14 już nie nadaję się do pracy. Piję więc na umór do 20, kładę się spać, budzę w okolicach piątej, biorę lodowaty prysznic przez kwadrans, następnie, z butelką wina przebiegam chyłkiem przez ulicę do podniszczonego budynku byłego liceum, zamkniętego w wyniku postępującego starzenia się społeczeństwa. Strych wynajmuje tam pewna rencistka, która niegdyś zarabiała na życie jako zawodowa koszykarka, póki nie straciła obu stóp w paskudnym wypadku podczas konnej wycieczki przez Kordyliery. Odtąd zawodowo obrabia zdjęcia przeznaczone na porcelanowe wieczne pamiątki na grobach i gra bez końca w World of Warcraft, ale tylko nocą. Jest ciut młodsza ode mnie, zapewne dlatego docenia MMO.
      Mamy dla siebie ledwie cztery kwadranse na granicy końca jej czasu aktywności i początku mojego. Opowiadamy sobie zmyślone historie, a potem robimy wyłącznie wyuzdane i zakazane na pięciu kontynentach rzeczy, ale za obopólną zgodą.
      Potem wracam do domu i zaczynam pisać. Aż do 14, kiedy zaczynam pić na umór, by…

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @Nitek

                Rozmawiałem ostatnio ze specem ze służb, który zasugerował, żebym wypierniczał z Krakowa gdy będą tu dni młodzieży. Liczę na swoje zamknięte podwórko, na którym okopię się z pięcioma bochnami chleba, takąż ilością skrzynek piwa i dziesięcioma kilogramami ziemniorów.

              2. Nitek De Kuń

                @bosman_plama

                no też tak myślę. W sensie, że przy docierających zewsząd sygnałach trochę bezsensu tam cisnąć. Zresztą bez tych sygnałów też.

                Pojawiają się postulaty o 9.07. Bo ktoś znad morza by przyjechał, ktoś inny nie jechałby na Iron Maiden… to odnośnie wixy w krk.

                Mam nadzieję, że nie będą wówczas jakichś prób przeprowadzać czy coś.

              3. bosman_plama Autor tekstu

                @Nitek

                Czekajcie, czekajcie! Kurde. 2 lipca jestem przecież na Black Sabbath:p. Jasne, to oznacza, że musiałbym się urwać z imprezy, albo dotrzeć na nią po północy. No ale jest jak jest:P. Dziewiątego jestem, niestety w Częstochowie. No wiedziałem, kurde, że za pięknie jest, żeby to było możliwe bez komplikacji.

  2. Redook

    No to ciekawe co bedzie z tym nowym TG po calej serii. Starej ekipie tez chyba nie od razu udalo sie stworzyc zgranej paczki. Tylko ze jezeli tu beda chcieli to udawac to czarno to widze. Troche jak z tymi wersjami usa czy australia. Nowych odcinkow jeszcze nie ogladalem ale trzeba sprawdzic co to jest w ogole.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Redook

      No, to taka wersja USA czy Australia właśnie, tylko bardziej bez sensu przez próby udawania i napychanie studia bądź wyzwań masą ludzi, którzy pojawiają się znikają, zanim widz zdąży się zorientować kim byli. Zero chemii i bardzo grzecznie. Nikt nikomu nie przycina, zero niepoprawnych żarcików i wyzwania bez pazura, bo pazur został przycięty przez BHP.

  3. projan

    O ja cie pierd… To może ja opowiem swój dzisiejszy poranny sen. Byłem w Krakowie i po jakiejś knajpianej imprezie pojechałem do domu Nitka (wiem, wiem że nie Kraków). U niego też jakaś mała imprezka była a ja zorientowałem się że nie mam butów. Jako że chciałem wrócić do autobusu i szukać Nitek zaoferował jedyne buty które miał na stanie czyli dwa lewe i nie od pary trampki. Jakoś je założyłem ale ostatecznie nie wyszedłem bo zauważyłem na kompie odpalonego UWAGA! DOOMA! Jedynkę. Jakoś tak wtedy mnie obudzono…

    Pomijam fakt, że Nitek obściskiwał się z jakąś drobną blondynką, a Bea w pokoju obok usypiała Hankę. Przy czym Beata została mi przedstawiona jako Nitka siostra. Ale to już snu meandry nieistotne. 🙂

Powrót do artykułu