Spode łba – flauta

bosman_plama dnia 12 maja, 2015 o 8:29    70 

Przychodzą takie dni, na przykład na wiosnę, kiedy absolutnie nic się nie dzieje na moim komputerze. Ikony gier kurzą się na pulpicie a seriale przepełniające dysk porastają pleśnią. Wracam z pracy, odwalam jeden albo dwa rytuały, a potem w nic nie klikam. Chciałbym móc napisać, że to dlatego, iż poświęcam czas na jazdę na rowerze albo gibanie się do rytmu nadawanego przez seksowne trenerki z jutuba. Ale nie będę Was okłamywał.

Miewacie takie “chwile” (trzeba użyć cudzysłowu, bo u mnie ta “chwila” trwa już dwa tygodnie), kiedy pozwalacie, żeby czas po prostu obok Was płynął? W grach pewnie nie. Gry nie dają wielu okazji na zawieszenie rozgrywki i gapienie się w przestrzeń. Choć są coraz ładniejsze graficznie, nie pozwalają na to, by po prostu zatrzymać się, usiąść i gapić w przestrzeń. Gry to pęd. Nawet jeśli nie narzucają zabójczego tempa, to my i tak gnamy – do następnej zagadki, punktu kontrolnego, zadania itp. itd. Chyba zapomnieliśmy już, że możemy (od czasu do czasu) stanąć i po prostu pogapić się w wygenerowaną przestrzeń. Ostatni raz przytrafiło mi się coś takiego chyba w Morrowind, gdy po raz pierwszy zapadł zmierzch a ja zobaczyłem niebo, gwiazdy i księżyce nad drogą prowadzącą przez bagna. Wtedy zrobiłem coś niegrowego – stałem i gapiłem się na kosmos.

morrowindW Skyrim, choć teoretycznie jest ładniejszy, już takich chwil nie miałem. To znaczy, owszem, gdy wyszedłem na jakąś górę stanąłem na krawędzi skały by spojrzeć na krajobrazy. I nawet pomyślałem, że są niebrzydkie. Ale nie towarzyszyło temu rozdziawienie gęby ze zdumienia, nie towarzyszyło temu zaskoczenie. Wiedziałem, że znajdę w tej grze jakiś fajny punkt widokowy (chyba nawet po to wspinałem się na górę) i popodziwiam z niego widoki. Twórcy zaplanowali dla mnie estetyczne doznania i tyle. Zero zaskoczenia, zero przypadkowego zerknięcia gdzieś i zatrzymania się w biegu by się gapić. Po prostu zaliczone “osiągnięcie”. Choć nie, przepraszam, zdarzyło mi się w Skyrim zagapić na smoka, którego lot wydał mi się tak pełnym wdzięku, że zrezygnowałem z zabicia gada.

skyrim

Chciałem sobie popodziwiać widoki w Uncharted. Tam, są takie, że potrafiłby zachwycić, gdyby nie fakt, że ciągle ktoś do nas strzela i nie mamy czasu się rozglądać. Dlatego, choć piękne, stanowią głównie tło dla wybuchów. Może poza pierwszą odsłoną serii, w której wylazłem z dżungli i zamarłem na widok u-boota wbitego, o ile pamiętam, w górę. Widok też należał do niezapomnianych, ale nie dlatego, że był aż tak ładny (choć nie przeczę, był), ale dlatego, że do diaska, nie spodziewałem się w dżungli u-boota! (wiem, spoiler, właśnie popsułem komuś życie).

unchartedKrajobrazy w Red Dead Redemption służą głównie temu, by przez nie pędzić konno. I uwierzcie mi – ten pęd sprawia mi szczególną frajdę. Tak wielką, że nie ukończyłem gry chyba od trzech lat, bo ilekroć ją odpalam, to zamiast zasuwać z fabułą, wsiadam na konia i gnam przez prerię i okolice, czasem nawet nie zwalniając, gdy kolejny klon pewnego afroamerykanina wypada na drogę drąc się: “hej, mister!”. Klony chcą, żebym uwalniał ich masowo wieszane przez rasistów żony. Kiedyś bawiło mnie przestrzeliwanie sznura, na którym dyndały, potem przestało. I choć zachód słońca nad kanionem też cieszy oczy, to znów jest urokiem spodziewanym, jak śnieżne dale w Skyrim. W RDR zagapienie zastępuje właśnie ten pęd – możliwość radosnego zapomnienia o koniecznościach.

red deadNie grałem w EVE Online, ale podejrzewam, że tam też może się zdarzyć taka chwila, gdy gracz odnajduje przyjemność właśnie w sunięciu przez przestrzeń. Choć podróże bywają – jak słyszałem – w  tej grze przykrą koniecznością, to sądzę, że czasem przyjemnie po prostu usiąść i patrzeć jak mijają nas gwiazdy.

eve

Mam jedno wspomnienie, do którego chciałbym wrócić, gdyby dawało się cofać w czasie wszystkimi atomami ciała, a nie tylko grą elektrycznych napięć w szarych komórkach. Wracaliśmy w czwórkę od czarownika, który potrafił cofać jad węża z ran z powrotem do gada i pamiętał jak przed wojną łaski splatały grzywy koniom a gwiżdżące węże nawoływały ludzi. Obdarował nas owczymi i krowimi dzwonkami. Schodziliśmy w dolinę. Łagodny wietrzyk uprzyjemniał nam wędrówkę przez całkiem ciepły dzień, uprzejmie nieskomplikowaną drogą. I nagle wyszliśmy na łąkę dodającą miękkości krągłościom wzgórza. Nie dało się nie skorzystać z tego zaproszenia. Pierwsza chyba poddała się Beńka, potem Jarek, ja i na końcu Tomek.

Nie wiem jak długo leżeliśmy w trawie (działo się to w czasach, gdy nikt nie przejmował się przyczajonymi wśród zieleni pasożytami) nie odzywając się do siebie, tylko czasem dzwoniąc prezentami od czarownika na znak, że żyjemy. Aż nagle usłyszeliśmy płynący z doliny śpiew.

W grach takich chwil chyba nie ma. Jeśli każemy naszej drużynie odpoczywać, otrzymamy prostą animację, możliwe też, że ktoś na nas napadnie. To zrozumiałe i sensowne. Takie są zasady gier. Zasady życia mówią zaś, że jeśli spróbujemy po prostu sobie poleżeć, to na pewno ktoś do nas zadzwoni.

Ale czasami, bardzo rzadko, ale jednak, myślę sobie, że byłoby nieźle, gdyby moja postać z gry mogła po prostu poleżeć sobie w trawie i pogapić się w niebo.

Dodaj komentarz



70 myśli nt. „Spode łba – flauta

  1. Fantus

    >Miewacie takie „chwile” (trzeba użyć cudzysłowu, bo u mnie ta „chwila” trwa już dwa tygodnie), kiedy pozwalacie, żeby czas po prostu obok Was płynął?

    Od parunastu lat… 😉

    A w grze zdarzyło mi się jednej. Brothers: A Tale of Two Sons. Pierwszy tytuł ograny na 50 calach z padem. Co i rusz w grze napotykało się ławki, na których można spocząć i podziwiać widoki. Podziwiałem.

  2. Revant

    Dziwne, bo ja ostatnio często tak mam. W Pacz_Psy uwielbiam powolnym krokiem przemierzać ulice miasta i podziwiać naprawdę świetnie wyglądające życie mieszkańców. W dużej mierze to zasługa możliwości podglądnięcia tożsamości npców, choć przyłapałem się na tym, że często tą opcję…wyłączam. Zarzucam ręce w kieszenie (dosłownie, bo postać gracza tak właśnie robi przy wolnym chodzeniu) i łażę. Tak po prostu, idę przed siebie i paczę, bo w sumie to tytułowa czynność. A to ktoś kłóci się przez komórkę (można podsłuchać), a to ktoś słucha muzyki, ktoś biegnie, ktoś z kimś rozmawia przy stoliku pobliskiej restauracji, ktoś rabuje kogoś z torebki, ktoś jest obrabiany, tam stłuczka, tam ktoś mnie rozpoznaje jako Vigilante. W dodatku graficznie gra jest miodzio – wybranie pory jesiennej to był strzał w dziesiątkę. Wiatr kołysze drzewami, powiewa ubraniami, roznosi ulotki. Przechodzę sobie pod kolejką miejską i podziwiam jak światło zachodzącego słońca przenika poszczególne elementy konstrukcji. Nie spieszę się, a gdy mam gdzieś daleko to wsiadam w samochód, odpalam widok z kabiny i jadę zgodnie z przepisami. Relaxing.
    Wczoraj włączyłem sobie L.A. Noir i również przejeżdżam się po mieście, czerpiąc ile się da z klimatu. Grając w RO2 uwielbiam patrzeć w dal zwłaszcza na mapie Kurhan Mamaja, gdzie widać bombardowane i płonące miasto. W Wiedźmiaku 2 też sobie stoję na środku Flotsam, wkurzając się na siebie, że zamiast sprawnie tę grę drugi raz przejść przed trójką to ja sobie podziwiam tą wiochę. W Obcym: Izolacja ostatnio spędziłem kilka minut podziwiając wygląd androidów, a nawet przystanąłem na dobrą chwilę oglądając przez szybę resztę stacji Sewastopol…
    Kurczaki, mam tak mało czasu na granie, a sam sobie przedłużam ogrywanie różnych tytułów. Paradox?

  3. lgyhx

    W hl2 (łącznie z epizodami) zwiedzałem bardzo mocno, taki spacer z okazjonalną wymianą ognia. Koncepcyjnie, graficznie gra jest genialna. Pamiętam też jak podziwiałem gry wymagające zawrotnych prędkości tj. Quake 3 i Unreal T 🙂 Odpalałem areny bez botów i innych graczy i zwiedzałem 😛 (i nie chodziło o poprawianie skilla:)) Stare dzieje, a teraz tylko speedruny:) Do hl2 nadal wracam…

        1. lgyhx

          @Revant

          @bosman_plama @Revant
          Chętnie Kłeja odświeżę przy promilach w gikzowym towarzystwie, trudniej z wygospodarowaniem czasu. Poza tak bardzo wypadłem z grania w mp, że nie wiem czy bym się odnalazł. Skrypty w fpp rozleniwiają. Może jakiś poradnik dla gizowych noobów gdzie i jak dołaczyc do wpsólnej gry… wiem, wiem wygodny jestem.

          ps. Czytam gikza od zarania dziejów – zalogowony niedawno:) Moja żona i 3-letni syn wiedzą kto to jest Nitek i reagują jak słyszą DUM DUM DUMMM:) Młody nawet rzuca “kurczaki” w odpowiednim kontekście IYKWIM

          1. Revant

            @lgyhx

            Witamy ^_^ aby dołączyć do nas to wpadaj na tsa (info tutaj na górze po prawej pod ustawieniami konta) w piątek ok. godz. 20. Wymagane konto steam z zainstalowanym quake live i przyłączenie się do grupy steamowej gikza obowiązkowe. Tam znajdziesz np. Beti, która jest naszą wyszukiwarką serwerów i dołącza się do gry “przez nią” 😛

            1. lgyhx

              @Beti

              Krótko: Kurde kurczaki winda postanowiła i padła mi wczoraj wieczorem:/ Czeka mnie walka ze stawianiem nowego systemu na nogi, a tu już był Quake zainstalowany i czekał na fragowanie… ( Warto instalować Win 10 Preview, bawił się ktoś?) Jak uda mi się wyrobić na 20:00 to się pojawię. Klątwa Nitka(tm)??

  4. true_mayonez

    w new vegas lubiłem pogapić się na pustynię lub tamę hoovera. w deus exie hr podoba mi się szanghaj, ale moim ulubionym miastem w grach, jest Paryż w Saboteur. oddany szczegółowo (na tyle, że rozpoznaję świetnie znane mi miejscówki w filmach). mam plan kiedyś pojechać i zwiedzić właśnie śladami gry. jedyny problem będzie taki, że mi nie pozwolą pobiegać po dachach 😀

      1. furry

        @Tasioros

        Niestety zwiedzania w miastach dużo nie ma, w Detroit wszędzie policyjne blokady, a Hengsha jakieś takie klaustrofobiczne, choć lokacje bliskie temu co sobie wyobrażałem oglądając Blade Runnera. Aha, można też biegać trochę po dachach.

        Sufity tak, w ogóle wiktoriański styl w grze jest prze…, podobał mi się też wystrój klubu The Hive.

  5. Tasioros

    Ja się właśnie ostatnio łapię na tym, że jak już uda mi się znaleźć kawałeczek czasu na granie, to koniecznie chcę odpalać coś, w czym przez choćby pół godziny poczynię jakieś postępy. Jednak często kończy się na tym, że albo włączam serial, albo pobiegam trochę w Far Cry 3. A ja chciałbym kończyć gry. Lecz nie tędy chyba droga. Wiem, że beztroskie granie to już tylko zawodząca pieśń przeszłości, ale dalej z tym walczę i nie przyjmuję tego do wiadomości. Dobrze, że komputer stary i nie będę marnował czasu na nowości 😉 A co do samego Far Cry 3, to widoczki tam są momentami pikne. I nie mówię tu o piersiach Cintry.
    PS. Planescape Torment – gram już 6 rok.

  6. powazny_sam

    A ja trochę nietypowo, lubię w Anno 2070 powiększyć widok na max i popatrzeć co tam ludki porabiają. Albo na dymiące kominy w dzielnicy przemysłowej. Przy okazji sprawdzę oczywiście czy hamburgerów czy innych dóbr nie brakuje, ale całkiem sporo czasu schodzi na takie właśnie “doglądanie”.

  7. Kirq

    Świetny tekst, Bosman. Doskonale wiem co miałeś na myśli, miewałem też podobne chwile w grach. Co lepsza, trafiały mi się one jeszcze za czasów Amigi, czyli w pikselowych, dwuwymiarowych platformówkach. Ah, te statki startujące z wyrastających z dżungli, odległych platform w Metal Mutant. Gdzie lecą, kto żyje i pracuje na tych platformach, czy kiedyś tam dotrę? Tyko kilka pikseli w tle, a wspomnienie chwil i myśli siedzą nadal w głowie po cwierćwieczu.

  8. Yanecky

    Ja bardzo często podziwiam widoki w grach – pierwsze skojarzenie to gry MMO, gdzie zwykle jest czas by popatrzeć. Age of Conan był piękny, jak już ktoś wspomniał – Lord of the Rings. Także sandboxy – w Watch_Dogs bardzo ładnie wygląda to miasto, jest nawet taki punkt piknikowy po drugiej stronie jeziora, skąd ładnie wszystko widać.
    Jeśli chodzi o gwiazdy – polecam Elite: Dangerous. Najbardziej podpasowała mi tam ekspoloracja, która wymusza czasem pare minut lotu przez przestrzeń do jakiegoś ciała niebieskiego. Jak sie odleci od gwiazdy, widać więcej – ukazują się blade dotychczas gwiazdozbiory, jakaś mgławica i człek myśli – ech, ciekawe co tam… Może jakiś Earth-like world? Pasmo Drogi Mlecznej wskazuje kierunek, pustka między gwiazdami, gdy spojrzy się w drugą stronę napawa trwogą. Coby nie mówić o tej grze, świetnie pokazuje ogrom wszechświata i jak mały jest przy tym człowiek.

  9. PeteScorpio

    Ja również wpiszę Skyrim jako grę, gdzie zatrzymywałem się by podziwiać klimatyczne miejscówki czy krajobrazy i przy okazji pyknąć selfiaczka. Z ostatnich produkcji “selfie worthly” na pewno wymienię Dragon Age: Inkwizycja, tylko w tym wypadku wciskałem pauzę by podziwiać efekty świetlne podczas walki czy też nacierającego z przestworzy smoka. Trudno więc mówić o chwili relaksu gdyż sceny te, choć urokliwe, związane były wartką akcją. Podobnie było z Borderlands 2 ogrywanego z ekipą 🙂

  10. Tasioros

    Taki offtopowy temacik.
    Przeglądam sobie angielskojęzyczny przewodnik po Wrocławiu (pewnie szefu zakupił dla swoich ziomków z Korei, żeby znowu któryś z nich nie trafił do zastępstwa Cocomo i nie zapłacił 21 tyś. złociszy za kilka drinków, o czym zdaje sobie sprawę dopiero w Korei), a tam widnieje taki opis Padbaru:
    “With a beer in one hand and a joystick in the other, Padbar is a concept club for gamers (not gay men, sorry for the confusion).” Co w tym zdaniu może sugerować, że to jakiś klub dla gejów? Joystick w dłoni?

    1. Revant

      @whushhh

      Na samym początku wowa grałem z kumplami na pirackich serwerach, gdzie questy były niegrywalne, więc jedyne co można było to zwiedzać i tłuc moby. Wiele rzeczy się oglądało, ale pamiętam taki moment zaraz na początku gry człowiekiem, jak trafiło się do Duskwood. Tam jest taka góra niemal na środku obszaru. Postanowiliśmy się wspiąć i zerknąć czy coś widać ponad powierzchnię drzew. Idziemy, znajdujemy jakieś przejście do “wnętrza” góry a tam obszar niemal żywcem wyjęty z terytorium nocnych elfów i pilnującym go wielkim smokiem. Szczeny opadły, zrobliśmy sobie selfie-screenshoty z bydalkiem (bug pirackiego serwera – niektóre hostile moby nie reagowały kompletnie na graczy póki nie zaatakowało się samemu) po czym zginęliśmy próbując go zabić. Good times ^_^

  11. lemon

    Miło wspominam pierwsze granie w Gothic 2 (jakoś tak wyszło, że w G1 grałem później). Pamiętam, jak zachwycony otwartym światem i złudzeniem jego życia wołałem “to jest lepsze od Morrowinda”. Bo było. Te chwile, kiedy po zachodzie słońca siadało się przy ognisku albo w karczmie, wokoło (albo na zewnątrz) cykały świerszcze, ludzie ze sobą gadali… Ech, mimo że parę nowszych gier jeszcze coś takiego oferuje, to temu pierwszemu wrażeniu nic nie dorówna.

  12. Mnisio

    Mnie w Morrowindzie zatrzymała burza piaskowa. Stałem i się gapiłem, a potem chodziłem po okolicy i patrzyłem jak ludzie się chowają lub zakrywają twarze. Na początku nawet miałem potrzebę schowania się przed tym piachem.
    Ostatnio w Wieśku też miałem chwilę zatrzymania. Wylazłem na pola i połaziłem wśród zbóż. Choć to bardziej składam na karb wspomnień z dzieciństwa, gdy całe wakacje u babci na wsi spędzałem.

  13. Yosh

    Pamiętam jak w Privateer gapiłem się na główną ulicę New Detroit… Cała gra była wolniejsza – gadałem z barmanami i wtapiałem się (ze swoją ciepłą herbatką) w klimat.

    Nic mi już potem tak aż tak bardzo nie podeszło – dwójka privateera bez duszy – star citizen będzie za “3d”, za gładki, za sterylny, za MMOwaty. Ale może się mylę – moooooooooże ta singlowa kampania będzie znośna.

Powrót do artykułu