Spode łba – dzielenie się bólem

bosman_plama dnia 27 października, 2015 o 8:41    33 

Są takie dni i już. Dni, podczas których postanawiam schować życzliwość wobec świata do kieszeni i okazać się być wrednym typem, który czepia się rzeczywistości. No ale wiecie, zobaczyłem trzy pierwsze odcinki nowego sezonu Castle, przeczytałem, że Dwayne Johnson wystąpi w remaku Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy (coooooooooooo?) oraz, że remake Raid ma jakieś tam problemy (remake Raid? Czy za chwilę pod koniec jednego roku będziemy robić remaki filmów z początku roku?). No więc jestem zły.

Rozumiecie, remake Wielkiej draki….? Jaki chory umysł na to wpadł? Czy ktoś próbuje robić remake Nietolerancji albo Świateł wielkiego miasta? Nie, choć przecież mogłoby kusić zrobienie Nietolerancji w 3D albo zastąpienie Chaplina Vin Dieslem. Tak, żeby nie musiał uciekać przed gliniarzami nie przepadającymi za bezdomnymi, ale mógł lać ich po mordach. Jednak istnieją dzieła tak mocno wpisane w konkretną epokę, że nakręcenie ich jeszcze raz po latach to jak próba stoczenia dziś wojny przy pomocy trebuszy.

draka2

I tak właśnie jest z Wielką draką, filmem, który wyrósł na campowym kinie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i wpisał się w ich styl tak wyraziście, że stał się ich wizytówką. O ile wiem nikt nie próbuje zrobić gry River Raid 3D z pogłębioną fabułą, prawda? Choć, oczywiście, z grami jest dziś inaczej. Moda na piksele doprowadziła do tego, że rzeczywiście co chwile ktoś próbuje zrobić niby starą grę, a Nitek gra w nie wszystkie i cieszy się nimi jak dziecko dżdżownica wygrzebaną w piaskownicy. Tyle, że nawet te pikselowate gry tak naprawdę nie odtwarzają i chyba nawet nie próbują odtwarzać gier z epoki. Możemy oprzeć grę na postarzałej grafice, ale nie zrobimy tak naprawdę starej gry, bo tylko ramole pamiętające jak wyglądała niewolnica Isaura i kim była kobieta za ladą oraz rzucający sucharami doktora Strosmajera są w stanie cieszyć się starą grywalnością w imię nostalgii za czasami, kiedy jeszcze nie było windowsa. Nowe pikselowate gry tylko udają stare, proponując jednak nowe konteksty i nową grywalność. To już nie są ani te same, ani takie same platformówki, zręcznościówki i strzelanki. I to oczywiste, że być takimi nie mogą.

river_ride_2

Dlaczego z filmami nie może być tak samo? Już pal sześć, że oznacza to, iż kino rozrywkowe stanęło w miejscu, po czym zaczęło się cofać. Zabawa Stallone’a w Niezniszczalnych zagrała raz i drugi, nie zagrała trzeci. Tarantino mruga do fanów spaghetti westernów, ale tak naprawdę ich nie kręci. Arnold najlepiej wypada wtedy, gdy uznaje, że nie ma już dwudziestu lat. Gdy nakręcili ze Stallonem film “w starym dobrym stylu” ledwie dało się to oglądać.

A teraz ma powrócić X-Files. Wyrywam sobie włosy z głowy, prawdę mówiąc. Chris Carter dawno nie był w dobrej formie. Pełznie ku nam też premiera nowego Twin Peaks. Ożesz. Większość seriali zainspirowanych Twin Peaks skończyło tak, jak większość seriali zainspirowanych X-Files i Lost, czyli marnie.

jarvader

Tak więc wygląda na to, że przez jakiś czas będę żył w strachu, że duch Jar Jar Binksa, który stał się ponurym symbolem nowych pomysłów na stare pomysły, opęta moje ulubione produkcje sprzed lat, które na fali popularności motywu zombie, ktoś próbuje przywracać do życia. I w ten sposób powstanie Wielka draka w chińskiej dzielnicy, która będzie czymś w rodzaju Fallout3.

I nie – wyświechtana rada: “przecież nie musisz tego oglądać” nie stanowi odpowiedzi. Po pierwsze żyjemy w świecie, w którym wszystkie informacje są nam wyhukiwane przez megafony prosto w uszy i nie da się udawać, że coś nie powstało. Mogę nie oglądać żadnych z seriali, ale i tak będę w stanie streścić Wam połowę z nich tylko na podstawie wpisów moich znajomych na fejsie. Po drugie – jak to “nie muszę oglądać/grać/czytać”. Ciekawość, która napędza ludzkość odkąd pierwszy praczłowiek zadał sobie pytanie: “a co będzie, jeśli włożę palec do ognia?”, to nieposkromiony potwór. Prędzej czy później prawie każdy z nas mu ulega.

Co ciekawe, nie boję się nowych Gwiezdnych Wojen. Sądzę, że to zasługa Lucasa. Po prostu nie wierzę, że można temat spieprzyć jeszcze bardziej.

PS. A o co chodzi z Castle? Ktoś ogląda jeszcze ten serial? No to może przestać. Po 7 sezonie zmieniła się znaczna część ekipy odpowiedzialna za produkcję, ponieważ trzeba było odświeżyć formułę. No to odświeżyli. Bohaterowie nazywają się tak samo i nawet grają ich ci sami aktorzy, ale to jednak jakieś inne postacie. Castle zgłupiał a Beckett nagle przestała znać jego charakter. Do tego twórcy poszli w jakieś traumy. I po tym, jak te traumy ciągnęły się przez trzy pierwsze odcinki, nie zamierzam już oglądać następnych.

 

Dodaj komentarz



33 myśli nt. „Spode łba – dzielenie się bólem

  1. Beti

    Mnie rozwalił trzeci odcinek The Walking Dead. Masakra. Były takie sytuacje, że wstrzymywałam oddech. Zdecydowanie najlepszy odcinek całej serii.

    spoiler Pokaż
    1. Revant

      @Beti

      SPOILER Pokaż
  2. MusialemToPowiedziec

    Co do Castle’a: fani plotkują, że ponoć Nathan się obraził na Stane że ona dostaje lepszą historię, więc postanowiono ich rozdzielić.

    Daj szansę odcinkowi 4emu i 5emu – pierwszy jest o autorze Najważniejszej Książki Ameryki, który po tej jeden książce nic innego nie napisał aż do teraz (wink, wink), a drugi o kobiecie z SUPER węchem.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @MusialemToPowiedziec

      Miałem wrażenie, że twórcy postanowili zresetować związek, bo nie bardzo wiedzieli co z nim zrobić. Więc ich rozdzielili (nadzwyczaj kretyńsko, Beckett przez te trzy odcinki zachowuje się jakby nie znała Castle’a i nie zdawała sobie sprawy, że tylko go nakręca) i kazali bohaterowi od zera zabiegać o dziewczynę.

      Hm, z SUPER węchem był bohater rosyjskiego serialu kryminalnego:).

      1. MusialemToPowiedziec

        @bosman_plama

        O tak, ten reset związku jest budowany beznadziejnie, zaczynając od jego podstawy.

        Tak jakby Nowy Zły stwierdził, że “skoro już z nim nie mieszka, to jak go skrzywdzę to ona nic nie poczuje, ehh, cały mój plan rozwalenia jej psychiki padł, Castle może żyć”.

        Heh, nie wiem czy kiedykolwiek życzyłem głównemu bohaterowi oberwania kulką – bo wtedy Beckett by zrozumiała, że to nie ma sensu, powiedziałaby co się dzieje i wróciliby do tego, co robią najlepiej.

  3. Daimonion

    Im więcej takiego bólu, im więcej w nas, odbiorcach, oporu, tym większa szansa, że ten upiorny trup postmodernizmu wreszcie się rozpadnie w pył i nastąpi jakieś nowe, bardziej konstruktywne otwarcie. To tak w skrócie, bo gdybym chciał się światopoglądowo rozpisać, skończyłoby się na jakichś 300 stronach i kilkunastu pozwach sądowych za polityczną niepoprawność, prymitywizm, średniowieczny zabobon, miałkość intelektualną i inne takie.

  4. urt_sth

    A propos pikseli, kupiłem młodemu koszulkę z Space Invaders i zaciekawiony poprosił o instalację na mądrofona. Następnego dnia przychodzi smutny i mówi “trudna ta gra jest”.
    Przy okazji staroci, przed wyrzuceniem przeglądałem z tysiąc palonych płyt DVD, a tam takie perełki jak Garść dynamitu, łezka się w oku kręci, aż siadł bym i oglądał kilka dni…

  5. Mnisio

    I to jest jedyny plus permanentnego braku czasu.
    Jeśli słyszało się, że coś jest bardzo kijowe, a i tak kusi aby obejżeć/przeczytać/zagrać to wrzuca się gdzieś na koniec listy “do zrobienia” i gotowe. Poczeka, poleży i człowiekowi zazwyczaj przejdzie.
    Do dziś żyję w błogiej nieświadomości dotyczącej Indiany Jonesa i kryształowej czaszki. Jak zobaczyłem kawałek South parku w którym Lucas ze Spielbergiem gwałcą Indiego, to jakoś nie mam ciśnienia.
    Niestety sposób nie zawsze działa i kiedyć na fali oglądania filmów zobaczyłem szklaną pułapkę 4, a do tego z rozpędu także część 5. Bolało niemożebnie.
    Remaki natomiast tworzą odrębną rzeczywistość. Coś było inne, a się zmieniło, ale to i tak jest w najgorszym razie alternatywna rzeczywistość. Dopóki jeden nie wyprze drugiego.

  6. projan

    No, przyznam że jest to problem, ale taki, który chowa się gdzieś z tyłu głowy. No bo jak nie obejrzeć skoro jest? Jak nie wyrobić sobie własnej opinii? Np. taki nowy Spider-man 2 leży tam sobie w kącie cichutko i wcale do mnie nie krzyczy, a mimo wszystko chciałbym obejrzeć ale nie chcę marnować czasu. I nie wiem czy to dobrze że nie mam czasu i spycham film głębiej w podświadomość, czy może lepiej ten czas mieć i sobie móc go marnować?

  7. Yanecky

    Dzięki za info o Castle – serial najpierw uwielbiałem, ale w połowie szóstego sezonu odpadłem (ten wątek z dziurą w pamięci bleh). I jakoś nie wróciłem. Teraz podobnie mam z Arrow, tylko szybciej – 2 odcinki nowego sezonu były tak kiepskie że ojacie.

  8. Revant

    uuu, oby tylko nie tknęli Ucieczki z Nowego Jorku czy Los Angeles. Russella nie da się zastąpić 🙁

    Nie zgodzę się jednak z tym, aby nie robić kolejnych części. Niech robią, zawsze to jakieś rozwinięcie. Za to wszelkie remake’i to dla mnie śmieci – robienie czegoś dobrego “po nowemu” to żaden postęp. A kto nie idzie do przodu, ten się cofa.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Wyspa

      Trudno mi traktować Dredda jako remake. To raczej nowa ekranizacja komiksu. Z fabułą pierwszej ekranizacji nie miał nowy film nic wspólnego.

      Prawdziwe Męstwo rzeczywiście wyszło Coenom świetnie. No ale właśnie – Coenowie:). Myślę, że różnica polega na tym, że oni chcieli nakręcić film, na który mieli własny pomysł. A większość twórców remake’ów ma tylko taki pomysł, żeby nakręcić remake:).

Powrót do artykułu