Spode łba – dzieci pod opieką

bosman_plama dnia 26 kwietnia, 2016 o 9:06    25 

“Nie przejmuj się backlogiem w grach Bosmanie” – napisał  Probabilistyk pod moim poprzednim wpisem. No więc dobrze, nie przejmuję się.  A Lemon wyraził chęć, bym “skrobnął parę zdań” po przejściu Life is Strange. No to proszę bardzo, skrobnę. Prawdziwy koncert życzeń tego wtorku.

Kiedy byłem, kiedy byłem małą dziewczynką, hej… A nie, to wtedy, kiedy grałem w The Path. A w okolicach ostatniego weekendu nie byłem taką znów małą dziewczynką, lecz osiemnastolatką (ale wyglądającą na jakieś piętnaście lat najwyżej), która zaczęła naukę w nowej szkole, starła się z lokalną księżniczką oraz lokalnym dziedzicem fortuny, zaprzyjaźniała bądź próbowała zaprzyjaźniać i z normalnymi dzieciakami i z geekami i freakami oraz podejmowała całą masę decyzji. Nie wszystkie one kończyły się dobrze. A na sam koniec podjąłem decyzję najgorszą, samolubną i w ogóle wredną, czym trochę zaskoczyłem sam siebie, po czym uznałem, że gra okazała się chyba lepsza niż myślałem. Bo okazało się, że jakoś tak zaprzyjaźniłem się z osobą, za którą wcale nie przepadałem. Ciekawocha. Ci, którzy grali w LiS już wiedzą, co wybrałem. Pozostałym nie będę psuł zabawy.

path

Jako kryminał LiS wydaje mi się takie sobie. Wiem, że modne są skandynawskie kryminały,w których ważniejsze od tego, kto zabił jest jak niskie temperatury jest zdolna wytrzymać psychika bohatera. Wiem też, że polski kryminał chętnie przejął podobny styl, tyle, że psychikę bohatera zastąpił kondycją społeczeństwa. Nie przepadam za tymi modami i gdybym patrzył na LiS jak na kryminał, musiałbym poczuć nieukontentowanie, bo ta gra-serial porzuca całą intrygę na jakieś półtora odcinka, a do tego główny zły jest cholera, zbyt oczywisty. Jeżeli czytaliście (oglądaliście) wystarczająco dużo kryminałów, powinniście zgadnąć kto jest największym wredniachą bez pudła zanim pokaże gębę w kadrze. Gdy poznałem rozwiązanie zagadki w Heavy Rain, rzuciłem nieprzyzwoitym słowem wyrażającym zaskoczenie. Wiadomość o tym, kto zabija w LiS przyjąłem spokojnie, to było oczywiste.

Heavy-Rain2

Zatem nie kryminał i nie zagadka (w każdym razie nie ta prosta: kto zabił?) czynią z tej gry interesujące zjawisko. Co zatem? Podejmowanie decyzji i dokonywanie wyborów? O tak, to potrafi dać w kość. Ale też nie rozbija systemu aż tak bardzo, bo naprawdę wbijające lodowaty kolec w sam środek mózgu i serca (jeśli ktoś ma serce) sytuacje zależne od nas są może trzy i pół – acz tu mogę się mylić, może nie podjąłem jakiejś decyzji, która zaowocowała czymś duszętrzepiącym.  Niemniej to jedna z tych gier, które czynią nasze decyzje rzeczywiście znaczącymi, przede wszystkim dlatego, że  mamy okazję obserwować jaki wpływ mają na innych. Zazwyczaj w grach decyzja o tym, czy skręcę w lewo czy w prawo, albo komu dam w twarz, bądź jaką wybiorę opcję dialogową, wpływa na losy gracza (i – ewentualnie – jego drużyny) oraz losy całego świata, który ratujemy albo nie. “Cały świat” to jednak byt tak ogromny i abstrakcyjny, że trudno tak naprawdę przywiązywać do niego emocjonalne znaczenie. Co innego w kameralniejszych grach jak LiS, w których interakcja z innymi postaciami jest wszystkim, bo nie ma lania po mordzie, wypruwania flaków, a – inaczej niż w klasycznych przygodówkach – istotą gry nie są rozpraszające i odwracające uwagę od fabuły zagadki. Jakieś tam pseudołamigłówki i zadania w LiS istnieją (mocno się skrzywiłem, gdy usłyszałem, że mam zebrać pięć butelek na złomowisku, co to jest, World of Beercraft?), ale przygotowano je tak, byśmy nie zapomnieli, że najważniejsze są nasze relacje z ludźmi.

lis22

I chyba o te relacje właśnie chodzi. LiS ma swoją tajemnicę (nie tę kryminalną) i swoje przesłanie, nad którym można dumać, jak nad kluczowym pytaniem Planescape: Torment. Bo finał gry przyniósł mi jednak zaskoczenie i wyrwał ze  mnie: “aaaacha, to tak…”, gdy okazało się, że to nie jest gra o rozwiązywaniu sprawy morderstw, ale opowieść o szansie i pytaniach z tej szansy wynikających. To jest ten moment, w którym można się nad grą zadumać i nawet w tym zadumaniu pogubić, gdy okazuje się, że nasze wybory naszymi wyborami, ale jest też pewna opowieść i pewna dziewczyna, którą… No właśnie, w której skórę możemy tak głęboko wejść, że niemal się nią stajemy. Co chyba mi się przydarzyło, zważywszy na ostateczną decyzję, wynikającą przecież z emocji, których ja nie powinienem dzielić.

bts1

Co przy okazji naprowadza na trop ciekawego zjawiska w grach, które powstały w ostatnich latach. W Heavy Rain wszystko kręci się wokół dzieci. Tym, co nakręca jednego z bohaterów, tego, którego poznajemy jako pierwszego, jest zniknięcie jego syna. Już na dzień dobry dostajemy strzał prosto w serce, bo jedno jego dziecko ginie po tym, jak tatuś (czyli my) zgubił je w supermarkecie. A potem seryjny morderca porywa mu drugie dziecko i zmusza do odpowiadania na pytanie: “jak wiele byłbyś w stanie poświęcić dla ratowania swojego dziecka?”. Ale to nie koniec, bo przecież morderca z HR też swoje przeżył w dzieciństwie, a gra pozwala nam to obserwować. Dalej? twórcy pierwszej części ponownie odnowionej Lary Croft wprost mówili, że chodziło im o to, by gracz w nowym Tomb Raider czuł potrzebę opiekowania się małą, kruchą Larą. Mieliśmy przestać patrzeć na nią jak na obiekt seksualny, a zacząć patrzeć jak rodzice. Czy się udało, to rzecz wątpliwa, zważywszy np. na rozmowy o wiadomej fizyce na gikzie. Nawet nastoletnia Lara okazała się jednak laską. Twórcy LiS nie popełnili tego błędu, ich bohaterka jest wręcz aseksualna (bo nie wygląda na osiemnaście lat, ale na trzynaście do piętnastu). I choć prawdę mówiąc opiekujemy się nie tyle nią, co jej znacznie bardziej wyrośniętą przyjaciółką, to relacja przyjaźni między dwoma nastolatkami jest tak poprowadzona, że nie ma w niej seksu, nawet całus – jeśli się na niego zdecydujecie – jest niewinny.

lara2

Ale to jeszcze nie pora na powrót do LiS, bo zanim powstała ta gra, twórcy kazali nam jeszcze poczuć potrzebę opiekowania się dziewczynką w The Last of us. Tu już mamy zestaw klasyczny: dorosły mężczyzna i dziecko, w bardzo nieprzyjaznym świecie. Prawie jak Droga Cormaca  McCarthy i chyba nie przestrzeliłbym stawiając tezę, że nie byłoby gry, gdyby nie powstała ta powieść. Różnice są oczywiście olbrzymie, niemal pod każdym względem, ale można zastanowić się nad inspiracjami twórców tLoU.  Jest przecież jeszcze Beyond: Two souls, gdzie znów mamy szansę zostać młodą dziewczyną – geekiem, starającą się zdobyć akceptację kolegów i odnaleźć swoje miejsce na ziemi.

lus12

Gry coraz częściej mówią nam: do diabła z ratowaniem świata, zobaczcie, jak to jest opiekować się niewinnymi i bezbronnymi (ok, to też nie zagrało w Tomb Raider, mimo intencji autorów gry). I co ważne nie rozgrywają tego jak misji w Warcraft2 polegających na eskortowaniu kogoś z punktu A do B, ale – niezależnie od tego, czy możemy przeciwności zastrzelić, jak w The Last of Us, czy radzimy sobie z nimi na gruncie psychologicznym – opierają się na rozmowach i interakcji z postaciami. A LiS pokazuje, że ludzka psychika bywa równie podatna na destrukcję, jak budynki w Bad Company 2. I wiecie co? Podoba mi się taki rozwój gier. Bo właśnie takie sztuczki pozwalają wykorzystać ich największy atut – pogłębioną immersję. Nie wiem, czy przejąłbym się losem bohaterek LiS, albo całkiem sporej ilości postaci z Heavy Rain, gdybym czytał o nich w powieści, albo oglądał o nich film. Chloe, którą nieustająco musimy wyciągać w LiS z opałów bywa irytująca, całkiem możliwe, że w filmie życzyłbym jej, żeby ją wreszcie coś zabiło. Ale gra daje nam możliwość uczestniczenia w podejmowaniu decyzji, każe się angażować i szukać wyjścia z sytuacji, ratunku dla innych postaci. I przez to właśnie, czasem niespodziewanie dla siebie, angażujemy się mocniej i z każdą minutą coraz bardziej stajemy się tą młodą dziewczyną, co koniec końców prowadzi nas do sytuacji, w której decyzje stają się dla nas trudniejsze.

Brawo gry, trak trzymać!

lis12

Można się oczywiście pozżymać – nie na LiS, ale na trend “dziecięcy” w grach – że to tanie i łatwe: wykorzystywać dzieci do grania na emocjach użytkowników. Ale po tym, jak wielokrotnie ratowaliśmy świat, zabijaliśmy tysiące Niemców i kosmitów, wcielaliśmy się w wampiry, rycerzy, superlaski rabujące grobowce i superptrzystoniaków robiących to samo i przy okazji wyyrywających superlaski, wcielaliśmy się w obcych, elfy i krasnoludy, byliśmy Napoleonami i nikt nas za to nie zamykał w pokojach bez klamek, łapaliśmy przestępców i dokonywaliśmy napadów na banki – po tym wszystkim powrót do prostoty, do najprostszych, być może uniesień, potrzeb i wartości nie tylko ma sens, ale jest wręcz nam potrzebny. To już kiedyś było, oczywiście. Ale teraz wraca w nowych oprawach i przy nowych możliwościach technologicznych. I działa.

Dodaj komentarz



25 myśli nt. „Spode łba – dzieci pod opieką

      1. Daimonion

        @bosman_plama

        Obecność Maszy i tematyka wpisu przypomniały mi pewną rosyjską bajkę, wydaną gdzieś na początku lat 80. Była tylko po rosyjsku dostępna, więc wkurzałem się, bo mama musiała mi ją czytać, a sam nigdy nie mogłem (do tej pory nie mogę, bo mój organizm nie przyjmuje cyrylicy). Tytuł w wolnym tłumaczeniu “Mama dla mamuciątka”. Ta historia w dużym stopniu ukształtowała moją wrażliwość i do tej pory uważam, że jest jedną z najlepszych i najbardziej wzruszających bajek, jakie kiedykolwiek powstały. Polecam każdemu!

  1. Probabilistyk

    No i masz, teraz będę musiał rzucić Fallouta i wrócić do LiSa bo teraz ja będę ostatnią osobą na gikzie która go nie skończyła 😛 a tak serio, serio to już tyle słyszałem dobrego o zakończeniu gry, że muszę się przemóc przez mocno średnią fabułę po pierwszym sezonie i sprawdzić do czego tak wszyscy wzdychają 😉

      1. Probabilistyk

        @Revant

        & @Furry
        No cóż mnie pierwszy wciągnął jak sokowirówka więc szybko kupiłem, po taniości w keyshopie, resztę no i przekonałem się, że w pierwszym tak upchali emocje by skusić na kolejny zakup – typowe demo 🙂 Jestem gdzieś w 3 sezonie i jest fest nudno, ale małymi krokami brnę do finału.

  2. lemon

    Dzięki za tekst. Chyba przeczytałem za mało kryminałów, bo tożsamość wiadomo kogo w LiS była dla mnie zaskoczeniem (ale zareagowałem nie w stylu “o rety”, tylko “ale bzdura”) – dałem się nabrać na chwyt, że winna jest osoba najmniej podejrzana. No i ta przemiana po ujawnieniu: “już nie muszę udawać, więc będę najbardziej kliszowatą złą postacią, buahahaha”.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      Niestety.ostatnio często bywa tak, że twórcy kryminałów tak bardzo chcą nas zaskoczyć, że aż intryga staje się oczywista. Tak samo było w Broadchurch na przykład. Co do nagłej zmiany kolesia, to fakt, popłynęli z tym. Z drugiej strony to może być nawet i prawdopodobne, że ktoś, kto ukrywa swoją naturę, odjeżdża na maksa, gdy może na chwilę przestać udawać.

      Prawdę mówiąc na to nie zwróciłem specjalnej uwagi, bo za bardzo cieszyło mnie, że Max ma na koszulce ćmę z Milczenia owiec:). W ogóle popkulturowo LiS jest jakby dla mnie napisane;). Blade Runner, Milczenie Owiec, Amanda Plamer… Cholera, Max i Chloe łaziły moimi tropami:). Zresztą, nie tylko one, zważywszy, że i inni czytują tam np. Bradburego.

  3. aihS Webmajster

    @bosman

    Ja już nie mogę czytać twoich tekstów, ba, nie mogę nawet obrazków oglądać, a wszystko zaczęło się w poprzedni weekend…

    Postanowiłem, że wreszcie czas wziąć się za Banshee, które polecałeś mi ze dwa lata temu i o którym przypomniałeś w jednym z ostatnich wpisów. Krótka piłka serial podszedł mi konkretnie więc dzisiaj, 10 dni później, jestem już na bieżąco i czekam na ostatnie cztery odcinki. Problem polega na tym, że plakat-teaser, który wrzuciłeś do tekstu bardzo zapadł mi w pamięć, a był spoilerem konkretnego kalibru. Już po kilku odcinkach pierwszego sezonu podświadomość robiła swoje i w połowie sezonu trzeciego stało się, zabili moją ulubioną postać. Prawie odechciało mi się oglądać bo złamali mi serce. Z braku innych alternatyw winię Ciebie bo kogoś przecież trzeba. Więc basta, nie czytam.

    PS Jakieś inne propozycje pokroju Justified/Banshee? 😛

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @aihS

      Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że cinemax wrzucał te spoilerujące plakaty zawsze przed sezonem,więc czujesz to samo, co wszyscy fani:).

      Na takim poziomie intensywności nic na szybko nie przychodzi mi do głowy (starość nie radość, pamięć już nie ta). A oglądałeś już Ripper Street? Poniekąd podobne klimaty, tylko w wiktoriańskim Londynie. I w dodatku co sezon to lepszy serial (acz właśnie sobie przypomniałem, że czwarty sezon odłożyłem na później i zapomniałem).

      EDYTA. Jest Hap & Leonard. Na razie widziałem tylko pierwszy odcinek. Jaj mi nie urwało, ale daję serialowi szansę. A klimatem pasuje, bo to opowieść o wiejskich burakach z Teksasu uwikłanych w odzyskiwanie kasy z napadu. Niezła obsada i niezłe dialogi.

      1. aihS Webmajster

        @bosman_plama

        Ripper Street wygląda bardzo obiecująco co mi przypomniało, że zapomniałem na śmierć o drugim sezonie Coppera (chyba się nie oglądał bo 3 sezonu nie widzę). Niedawno dogoniłem też Hell on Wheels, które staje się coraz smaczniejsze, ale powoli dochodzi do tej magicznej granicy gdzie łatwo zjeść swój ogon.

        Patrzę Hap & Leonard. Widzę Christinę Hendricks. Awans na szczyt listy 🙂

        Generalnie w moim przypadku konwencja westernu wsadzona w dowolne realia zdaje egzamin i robi mi dobrze.

Powrót do artykułu