Spode łba – co nas wzmocni

bosman_plama dnia 14 lipca, 2015 o 8:57    69 

Jako, że sezon ogórkowy trwa, a ja z różnych powodów od jakiegoś miesiąca prawie w nic nie grałem, muszę skupiać się na tym, co mnie otacza. Mógłbym Wam w związku z tym napisać smutną opowieść o pętach biurokracji, wolę jednak pogadać o szaleńczym naszym optymizmie związanym z ogólnymi zagładami ludzkości. Bo tym się ostatnio zajmuję.

Nie, nie planuję jak ukatrupić ludzkość. Po prostu jeżdżę po konwentach i opowiadam o tym, jak różne postapokalipsy istniały i istnieją w popkulturze. Tak, zgadliście, za każdym razem  wspominam o Falloucie i nawet czasem zaczynam od intra pierwszej części gry.

Skoro obowiązek wykonany, mogę przejść do rzeczy.

Otóż najczęściej występującym punktem wspólnym postapokalips ich optymizm. Paradoks? Omsknęły mi się palce na klawiaturze i palnąłem brednię? Bynajmniej. Już sam fakt istnienia przedrostka “post” wskazuje na optymistyczne podejście do tematu zagłady. Gdyby nie ów optymizm postapokalipsa jako popkulturowy nurt by nie istniała, bo nie istniało by nic, o czym można pisać. Opowiadanie, film, gra, zaczynałyby się może od słów: “war… war never changes”, ale poza tym zamiast tekstu o nielicznych ocalałych padałyby słowa: “życie na Ziemi: i to by było na tyle”. Postapokalipsy opowiadają więc zazwyczaj o przetrwaniu.

drogaIstnieją wyjątki. Dość łatwo łatwo przytoczyć przykład powieści “Droga”, przy czym waham się, czy można go nazwać “postapokalipsą”, Powiedziałbym raczej, że to apokalipsa w działaniu. Postapokaliptyczne są natomiast ksiązka i jej dwie filmowe adaptacje “Ostatni brzeg”, gdzie, jak przystało na klasyczną posta apo, ludzkość obrzuciła się atomówkami i teraz bohaterowie wędrują wśród zgliszczy obserwując wielkie wymieranie, przed którym nie można się schować nawet w Australii.

onthebeach-620x330Arka Noego działała jednak trochę lepiej nić okręt podwodny w “Ostatnim brzegu”. Ale Noe miał dokąd płynąć.

Pomijając jednak nielicznych pesymistów, których trochę trudno zaadaptować na język gier, to okazuje się, że ani bomby atomowe, ani zombiaki, wirusy, kosmici, wkurzona matka natura, głazy z kosmosu czy gniew Boga bądź bogów nie są w stanie wykończyć nas ostatecznie. Ba, nawet głupota  (opowiadanie Grzegorza Babuli o głupiejącej ludzkości “Mądremu biada”; swoją drogą wydawało mi się ono niezłą humoreską, dopóki nie przeczytałem artykułu o tym, że mózg może sobie poradzić z przesadnym wszechobecnym szumem informacyjnym poprzez wykonanie w tył zwrot, co mogłoby doprowadzić do powszechnego spadania poziomu inteligencji u homo sapiens) i zbuntowane małpy też nie dadzą rady.

A wiadomo – co nas nie zabije, to nas wzmocni. Tak mówi przysłowie, a “przysłowia, panie, są mądrością narodu”. Co więc nas wzmacnia i jak?

Mad-Max-The-Road-WarriorPostapo, czyli powrót prawdziwych twardzieli.

“Co” już z grubsza wymieniłem. Wirusy, bomby, małpy. Godzilla. Głupota. Takie tam. Ciekawsza jest odpowiedź na pytanie: “jak”.

I tu, z punktu widzenia przeciętnego obywatela demokratycznych państw, optymizm zostaje wystawiony na nieprzyjemną próbę. Wszelkie bowiem zagłady, które przetrwaliśmy, kończ się najczęściej powrotem do kultur plemiennych, bądź feudalnych. Kiedy siadają wysokie technologie i przestają działać oparte na nich złożone struktury społeczne, ludzkość – w przekonaniu większość popkulturowych twórców – wraca do starych, sprawdzonych metod organizacji społecznej. Co więcej zwykle pojawia się wtedy jakiś ktoś, kto uważa, że jego pomysł na przetrwanie i zbudowanie wszystkiego od nowa jest lepszy od pomysłów innych. Żeby było jeszcze weselej jego pomysł sprowadza się zwykle do wprowadzania despotycznych rządów.

postemanZły Drań w “Listonoszu” próbuje jakoś to sobie wszystko poukładać. Ale jego pomysł jest zły, bo opiera się na wyzysku.

Jasne, to wynika z określonych reguł gatunkowych. W popkulturze muszą istnieć wyraźne podziały i szybkie akcje. To oznacza konieczność zaistnienia Tego Złego, którego siepaczy mogliby pokonywać Ci Dobrzy. Fallout1 zdolny był postawić nas przed dylematem: “a co, jeśli to Ten Zły ma rację”, większość innych postapokalips już tego nie robi. Zwykle okazuje się, że ci najsilniejsi to dranie, których lud ma pokonać, żeby ocaleć.

masterKolejny facet, który próbował sobie to wszystko jakoś poukładać. Co ciekawe, ocena jego działań już nie musi być tak jednoznaczna.

No właśnie, parcie do demokracji jest w postapo wyraźnie widoczne. Twórcy filmu “Listonosz” nie wyobrażają sobie innego sprawiedliwego modelu (w powieści jest ciut mniej wesoło, choć kierunek wyznacza podobny). Nawet Fallouty (1 i 2, bo 3 to już nieco kłopotliwa kwestia) stawiają na wolność rozwoju (chyba, że podejmowaliście inne decyzje w zakończeniach). Jeśli w jedynce opowiadacie się przeciw Mistrzowi a w dwójce przeciw Prezydentowi, to powtarzacie w gruncie rzeczy tę samą decyzję – oddanie ludzkości prawa do rozwijania się jak chce, bez żadnego centralnego sterowania (czy będzie to przemienienie wszystkich w przedstawicieli ulepszonego gatunku, czy zapewnienie przetrwania tylko “czystym”; właściwie Mistrz i Prezydent patrzą na świat w ten sam sposób). F3 odchodzi, mam wrażenie, od tego schematu. Nie tylko wywala do kosza mit samotnego rewolwerowca (bo w finale uczestniczymy w wielkim szturmie), ale też nie decydujemy o tym, czy powierzyć ludzkości decyzję o tym jak się rozwinie, ale wykonujemy zadanie dla konkretnej społeczności i jej konkretnego wyboru. Uniwersalizm odszedł od serii w F3.

planeta małpI jeszcze jeden gość od prób poukładania jakoś zdemolowanego świata. O ile popkultura mówi nam, że zdeterminowani generałowie są łotrami, a mutanty z wizją prawdopodobnie się mylą, to już przeciwstawiane złym ludziom małpy mają swoje racje. I choć Cezar właściwie nie różni się od innych szefów postapokaliptycznych społeczności, to twórcy filmów każą nam spoglądać na niego inaczej, bo jest “naszą” ofiarą a przy tym narzędziem wkurzonej Mamy Natury.

W serii “Metro 2033” i w serii “Stalker” mamy małe, współpracujące bądź rywalizujące między sobą społeczności quasi plemienne. Tak samo jest w “Mad Maxach”. Co ciekawe w tych ostatnich w dwóch ostatnich odsłonach serii mamy do czynienia z nieźle zorganizowanymi opresyjnymi, feudalnymi społecznościami, którym przeciwstawiana jest wolność jednostki i plemienia niosącego nadzieję (MM3) bądź olewającego wolność jednostki i stawiającego na plemię niosące nadzieję (MM4). O tym, jaka to ściema zbyt dobrze napisał Rafał Kosik, bym próbował z nim rywalizować.

walking dead

Ostatni z przykładów despoty. Tyle, że tym razem możemy obserwować jego drogę do despotyzmu. Fajny, demokratyczny stróż prawa coraz bardziej przekształca się w postać, której w innych filmach (komiksach, grach) ci dobrzy staraliby się przeciwstawiać. TWD, nawet jeśli momentami przynudza, robi coś, czego inne postapokalipsy starannie unikają – kwestionuje uniwersalność naszego porządku świata.

Jednak to ściemy, które wygrywają. Jakkolwiek przetrwanie ocalałym w świecie bez wysokich technologii (przy czym “wysokie” to te zapoczątkowane rewolucją przemysłową), bez skomplikowanych społeczeństw, tak naprawdę zapewniliby właśnie Ci Źli, którym przeciwstawiamy się najczęściej w grach, popkultura udaje, że właściwą ścieżką jest nasza, demokratyczna, równościowa ścieżka. Ignoruje przy tym zupełnie fakt, że prawdziwa demokracja, by istnieć, potrzebowała wysoko rozwiniętej nauki techniki. W świecie, w którym o wszystkim decyduje siła fizyczna + spryt i charyzma, a surowców zawsze jest za mało, nie ma demokracji – wygrywa silniejszy, zdolny zagarnąć dla siebie pokarm umożliwiający przeżycie. Zapewniam was, że gdyby powstała gra “Europa Universalis Postapo” (a może już jest?) to nie wprowadzalibyście demokracji ani nawet republikanizmu przez pierwsze lata rozbudowy swojego państwa, jeśli chcielibyście, by przetrwało.

wwPrzed epoką powszechnego równouprawnienia, parytetów i obowiązkowo silnych kobiet przekaz postapokalips był jasny – znajdź kobietę i kawałek ziemi i przystąp do rozmnażania. Wprawdzie Kevin Costner trochę o tym zapomniał w “Waterworld” ale w “Listonoszu” dochował już wierności wszystkim zasadom.

W gruncie rzeczy większość popkulturowej postapokalipsy to metafora, jeszcze jedna baśń o zwycięstwie naszych słusznych wartości. O tym, że chcemy być dobrzy i zwyciężać w imię dobra, a przy okazji trochę sobie postrzelać. Ciekawie jest obserwować jak postapo ewoluuje dowodząc się, że próbujemy przedstawiać świat w dowolnej konfiguracji wedle naszych poglądów. W pierwszym Mad Maxie kobiety były wyłącznie ofiarami. W drugim przede wszystkim potencjalnymi ofiarami, w trzecim podobnie, acz trafiała się jedna charyzmatyczna przywódczyni. W czwartym kobiety są już równe mężczyznom. Jak równość wyglądałaby naprawdę, pokazuje postapokalipsa, której Europa doświadczyła na własnej skórze – po upadku cywilizacji antycznej, dekadach nieustających najazdów barbarzyńców, a potem jeszcze raz, po epidemiach, kobiety po prostu musiały rodzić jak najwięcej dzieci, żeby nadrobić straty. Obawiam się więc, że po zagładzie, w świecie mutantów i pustkowi, nie byłoby żadnych wojowniczek.

Niemniej, to realizm, którym popkultura niespecjalnie się przejmuje. Dlatego nasze postapokalipsy wyglądają tak radośnie, bo tak naprawdę świat się w nich nie zmienia, zmieniają się tylko dekoracje.

Dodaj komentarz



69 myśli nt. „Spode łba – co nas wzmocni

      1. Nitek De Kuń

        @bosman_plama

        No tak, ale spotkałem się z opinią, że w razie czego, nuke’a ze wschodu, autor tych słów wychodzi z domu, rozdziera szaty i bierze na klatę, bo nie chce wiedzieć co będzie dalej. Tak naprawdę pewnie nuke rozdarłby mu te szaty.

        Jest też jakiś uberhype na apo z zombie i tu akurat wiele opinii, osób, chciałoby się znaleźć w takiej sytuacji, przynajmniej w takiej jaką przedstawiają media. Przypomniałem sobie wnet o The Crazies, ale tam apo było zdaje się lokalne, a zombie bardziej ludzkie
        https://youtu.be/TfeK0aN9w24

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Nitek

          Patrząc na zombie i okolice, to najbardziej podoba mi się chyba wizja z serialu “Death Valley”, gdzie z zombiakami radzi sobie policja. Ale pojawiają się też wampiry, więc jeśli ktoś uznałby, że woli dłużej pożyć może się dać ukąsić:D.

          Poza tymi żadna mi nie odpowiada. Jestem zbyt wygodnicki.

          Rozumiem podejście “biorę wybuch na klatę, żeby nie widzieć co będzie potem i nie musieć się męczyć”, ale chyba spróbowałbym się jakoś pomęczyć. Wiesz, nadzieja umiera ostatnia i takie tam.

        2. furry

          @Nitek

          Kiedyś mi się śniło, że jak siedzieliśmy z wizytą u rodziców, pierdyknęła atomówka, dość daleko, ale w zasięgu wzroku. Mam solidną podbudowę teoretyczną (lekcje PO, Miller, Fallout, Jericho), więc sen był z tych realistycznych…

          Cała rodzina przeżyła, schroniliśmy się w piwnicy, niestety sny to nie seriale i tydzień później śniło mi się coś innego…

          A propos “co nie zabije, to wzmocni” – istnieje teoria, że promieniowanie tak właśnie działa w małych dawkach, poszukajcie sobie terminu “hormeza radiacyjna”.

          1. Nitek De Kuń

            @furry

            Kiedyś miałem jakieś podobne śnienie. Być może po otwraciu Jericho. Jak to się skończyło w ogóle? nie dooglądałem i pewnie nigdy tego nie zrobię. Wiadomo skąd te njuki tam? Temat njuków potencjalnych i wieści o jakichś planach strefy buforowej z polaczków w ogóle jest creepy.

            Hormeza radiacyjna to czasem nie była wykorzystana we Wzgórza mają oczy?

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @furry

                Dokończyli coś ze dwa wątki, głównie te związane z nawalanką między dwoma miastami. Prawie rozplatali wątek szerszy – ogólnokrajowy – ale żeby go wyjaśnić rozpętali wojnę domową i w tym momencie przerwali serial. Podobno jakieś komiksy miały dopowiedzieć co było dalej.

            1. Private_dzban

              @furry

              Nie mówi się, bo takie apo to za bardzo przyziemne jest. Na jednej szali masz grzyby atomowe na miastach lub galopujące hordy nieżywych ludzi a na drugiej masz dolegliwość, którą załatwiasz w 20-50 min za 100-500 zł w ładnie oświetlonym gabinecie.
              No chyba, że ma się przygody z leczonymi zębami za publiczne pieniądze, jak osoba którą znam. Wtedy brałbym nuke’a na klatę jak rolnik dotacje

    1. Goblin_Wizard

      @Nitek

      Hmm.. zależy czy rozumieć przeżyć jako doświadczyć (np. z ciekawości) czy też przeżyć jako przetrwać? Jeśli to drugie to oczywiście tak. Takie gruntowne czyszczenie społeczeństwa, wszystkich struktur i relacji otwiera niesamowite możliwości dla ambitnych jednostek, które chciałyby wcielić w życie różne pomysły na które skostniały system nie daje prawie żadnych możliwości. 😉
      Jeśli natomiast chodzi o wciśnięcie czerwonego przycisku z nastawieniem “hehe, zobaczymy jak ładnie pierdyknie i co będzie dalej'” to sam nie wiem. Życie bez prądu, bez gier, bez szybkiej komunikacji i całej masy innych wygód szybko stałoby się uciążliwe. Apokalipsa na czas np. urlopu mogła by być fajna, ale raczej nie na dłużej.

        1. Goblin_Wizard

          @Nitek

          A czy są tacy, którzy by nie chcieli chociaż spróbować przetrwać? Wiesz, jak mi życie będzie bardzo ciążyło zawsze istnieje opcja skoku w przepaść czy innej auto-eutanazji. Wydaje mi się, że zawsze warto chociaż spróbować się jakoś ustawić w nowej rzeczywistości. To może być nawet przyjemne doświadczenie. Chodzi mi o to, że mając tyle ułatwień i wspomagaczy, które oferuje współczesna technika ludzie nie czują konieczności nawiązywania relacji, współpracy z innymi aby to czy tamto osiągnąć. Gdyby cała (lub prawie cała) technika zniknęła ludzie byliby zmuszeni do pracy zespołowej i to nie tylko po to aby więcej zarobić czy też osiągnąć jakiś abstrakcyjny cel, ale żeby po prostu przeżyć. Brak odgórnie narzuconych praw spowodował by wg mnie, że takie pojęcia jak przyjaźń, prawdomówność, uczciwość, itp. znowu zyskałyby na wartości. Wartość człowieka byłaby mierzona nie w ilości zer na koncie, ale poprzez pryzmat tego co jest w stanie zrobić własnymi rękami, jak skutecznie jest w stanie współpracować w ramach grupy, czy dotrzymuje obietnic i czy można mu dzięki temu ufać. W ten sposób wróciłoby i zyskało na wartości, pojęcie honoru w którym zawierają się te wymienione cechy.
          Wiem, wizja może trochę idealistyczna, ale fajnie gdyby tak było.

            1. Goblin_Wizard

              @MusialemToPowiedziec

              Wielu ludzi nawet nie wie do czego są zdolni jak ich sytuacja przyciśnie. Jak mówi przysłowie “potrzeba matką wynalazku”. Poza tym większość ludzi ma w sobie silną wolę życia więc postawieni wobec wyboru pomiędzy natychmiastowym samobójstwem, a chociażby cieniem szansy na przetrwanie, wydaje mi się, że jednak większość chciałaby chociaż spróbować przeżyć. Opcja samobójstwa i tak jest zawsze dostępna.

      1. Private_dzban

        @Goblin_Wizard

        Hmm.. zależy czy rozumieć przeżyć jako doświadczyć (np. z ciekawości) czy też przeżyć jako przerwać? Jeśli to drugie to oczywiście tak. Takie gruntowne czyszczenie społeczeństwa, wszystkich struktur i relacji otwiera niesamowite możliwości dla ambitnych jednostek, które chciałyby wcielić w życie różne pomysły na które skostniały system nie daje prawie żadnych możliwości
        Pol Pot. Pamiętamy.

    2. MusialemToPowiedziec

      @Nitek

      Taka jaka mi by się wymarzyła?

      Hmm, apokalipsa zabijająca wszystkich twierdzących, że płacenie za możliwość grania Online jest czymś super…
      Dorzućmy do tego tych, co uważają CoDa za najlepszą strzelanką świata ever.
      I może jeszcze tych, co Skyrima nazwali najlepszym RPG świata ever.
      Jeszcze myślałem o tych, co FO3 uważają za de beściaka Fallouta, ale lubię pograć z Revantem, więc może bym się z tym wstrzymał…

      Żyłbym.

    3. Obledny

      @Nitek

      Ja mialem nawet nie tak dawno (jak sytuacja na Ukranie spiralowala w nieprzewidywalna strone) przemyslenia na temat “Widzisz na horyzoncie dorodnego grzyba, co robisz konkretnie”.

      No i za punkt wyjscia wyszly mi pohitlerowskie bunkry-jaskinie ktore mam 10 km od domu- w gruncie rzeczy tunele wydrazone w skalach podobno dlugie, glebokie czyli w sam raz zeby przetrwac.

      No tak sobie tworzylem plan, co warto wziac, czy elektronika jak jest wylaczona to tez ja rozwali impuls elektromagnetyczny, czy warto brac ryz, jesli nie mam zadnej kuchenki zeby go ugotowac…

      A potem wyobrazilem sobie ze zeby to mialo sens , musialbym spedzic z moja dwojka przedszkolnych dzieci tak conajmniej tydzien w calkowitej ciemnosci (kiedy sie przyjmuje ze mozna wyjsc uzupelnic zapasy?) , a potem i tak na 98% umarlyby szybko i bolesnie z glodu albo promieniowania, i stwierdzilem ze mam nadzieje ze w poblizu jest jakas baza wojskowa i wyparowalibysmy wszyscy w pierwszych sekundach.

      Postapo nie jest fajne jak sie ma rodzine i wiecej niz 14 lat zeby je sobie wyobrazic realniej niz… no nie szukajac daleko w niektorych komentarzach w dyskusji 🙂

  1. projan

    Czytałem Drogę niedługo po urodzinach pierwszego dziecka. Jako że optyka mi się przestawiła doświadczenie było porażające. Czułem rzeczy których nigdy wcześniej nie czułem.
    Do tej pory nie widziałem filmu. Nie wiem czy chcę. Ktoś oglądał po przeczytaniu książki i poleca?

  2. MusialemToPowiedziec

    Obrazek z TWD: ale Carl chyba jest za młody, żeby być policjantem?

    jak nie czytało się komiksu, to mogę przypadkiem zdradzić w którą stronę pójdzie nowy sezon Pokaż
        1. Revant

          @MusialemToPowiedziec

          Ano

          spoilery jak cholery - mnożą się Pokaż
          1. MusialemToPowiedziec

            @Revant

            Co do ostatniego zdania – wydaje mi się, że duża odpowiedzialność spada też na fakt, że by zrobić te 67 odcinków, to wykorzystali mniej niż 90 zeszytów komiksu (nie wiem gdzie dokładnie się zatrzymali i jakoś nie chce mi się sprawdzać/porównać).
            A to oznacza, że na jeden odcinek serialu przypada około 30 stron komiksu. A to oznacza, że muszą rozciągać te sceny i dorzucać sporo swoich – a dorzucać scen akcji nie bardzo mają jak…

            Spoiler! Pokaż
            1. Revant

              @MusialemToPowiedziec

              No tak, ale więcej jednak wycinają – np. pewne relacje pomiędzy postacaimi w ogóle nie powstają, a te, które się pojawiają często są spłycane. Wkładają zaś własne pomysły, które dość często są chybione względem pierwowzoru i dlatego się to wszystko przeciąga. Wystarczyłoby zostawić pierwowzór i tylko coś od siebie dorzucać – wilk syty i owca cała 😉 co do zdania w spoilerze – boję się, że tak będzie i będziemy rzygać tym co chcą nam zaserwować. Tak jak na obiadku u babci – fajnie, że jest dużo dobrego, ale dlaczego ona wciska jeszcze kilkudaniowy deser? 😀

  3. LiberNull

    Pos-apo zawsze w propsie. Wystarczy dobry V8 lub coś bez elektroniki, ramoneska, obrzyn i pies. Panie i jesteś ustawiony 😉
    Ostatnio płakać mi się chciałao z tych ‘twardzieli’ co na OldTowny jeżdżą. Kurczę, chłopy jak żelbetony zajebiści i twardzi jak ich azbestowe brody (pomija twarde i BRUDNE ‘femini pankówy’). Sam podmuch fali uderzeniowej by ich nie ruszył. To tak z doświadczenia bo ostatnio postowałem na pewnej stronie hełm, to takiego ‘gang banga’ i prelekcje z post-apo mi zrobili że ciungle płaku płaku robię jak do roboty jadę 😉 Człowiek w takich chwilach naprawdę by chciał żeby spadło parę głowic by sprawdzić ich zajebistość. 😀

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tasioros

      Nie no weź, strzelali przecież. Dużo strzelali. Ktoś nawet napisał w sieci, że zekranizowali GTA.
      No i był fajny dialog o dziennikarzach.
      A w ogóle, to mam wrażenie, że nieszczęściem drugiego sezonu Detektywa jest po wielokroć pierwszy sezon detektywa. Bo widzowie porównują i równocześnie chcieliby tego samego i nie tego samego. A może się i okazać, że twórcy też nie kręcą serialu, tylko wariację na temat. Oby nie. Inna sprawa, że czworo bohaterów to chyba za dużo, w efekcie Vince Vaughn i Colin Farrell kradną pozostałej dwójce historię.

      1. Tasioros

        @bosman_plama

        Ej weź nie spoiluj (spojleruj?). Przecież strzelanie po tym całym przynudzaniu to nie lada niespodzianka.
        Może i odnosisz dobre wrażenie, wszak pierwszy sezon poprzeczkę zawiesił dość wysoko. Jednak od początku było pisane, że inna historia, inni aktorzy/bohaterowie. Więc ja po prostu spodziewałem się dobrego serialu. Vince i Colin może i historię kradną, ale też nie za wiele ciekawego nam pokazują. Farrel po pierwszym odcinku pozostawiał jeszcze nadzieję.
        Ja natomiast odnoszę wrażenie, że twórcy za mało się przykładają i już nie robią czegoś naprawdę oryginalnego. Wszystko jest jakoś posklejane bez finezji.

        Spoiler! Pokaż

        Dialog o dziennikarzach faktycznie fajny, ale to tylko kropla.

        1. urt_sth

          @Tasioros

          Mi zabrakło na zakończenie

          Spoiler! Pokaż

          Niestety przez Vince’a nadal przebija jego filmografia, więc nie dla mnie on w tym serialu.

        2. bosman_plama Autor tekstu

          @Tasioros

          Ja cały czas mam nadzieję, że to się wszystko poskleja. Choćby i w finale. I strzelec z maską i uwaga hipisowatego tatuśka o aurze Farrella i strzelaniny i braki strzelanin i sitwa prominentów (obłędny afro szef, nie wiem czy całej policji, czy jakiegoś jej wycinka,o wiecznie wyrazie twarzy pt: “jak ja bym chciał was wszystkich zajebać i zeżreć”) i przerysowanie zmysłowa kelnerka wciskająca Farrellowi kolejne szklanice i siostra detektywki i w ogóle kurde wszystko się ułoży, gdy w ostatnim odcinku kawałki powskakują na swoje miejsca.
          Taką mam nadzieję.
          Trochę się boję, że cały motyw z Vincem jest zrobiony na zasadzie: “nakręćmy to jak w pierwszym sezonie z Matthew, gdzie też nikt się po nim nie spodziewał takiej roli.”
          Natomiast żona/partnerka Vince’a może to wszystko jeszcze rozpylić w drobny mak, tak czuję.

  4. Revant

    Byłem wczoraj na Inside Out z żonką. Fajna animacja. Ciekawa symbolika działania naszego mózgu, a przy okazji świetna opowieść o zrozumieniu jak działają emocje i jak każda jest bardzo ważna. Pedagogicznie jest to fajne narzędzie do rozpoczęcia dyskusji z dziećmi na ten temat. Moja żonka pracuje z dziećmi z autyzmem i już sobie wkomponowała to w terapię dla nich. Dla osób nie interesujących się zaś psychologią dziecięcą to może być film dość prosty i przewidywalny. Nie ma tutaj jakiejś konkretnej komedii, ni ciekawego dramatu. Graficznie i muzycznie poprawnie, bez cudów. Ładna edukacyjna bajka dla rodziców, czy nauczycieli. Za to ostatnio wypożyczyliśmy sobie w vod Big Hero 6 i mi się to o wiele lepiej oglądało, mimo telewizora zamiast ekranu kinowego 😉 ładne, z fajną muzyką i ciekawą fabuła.

Powrót do artykułu