Środowisko wartości

Pjotroos dnia 13 września, 2012 o 9:30    32 

Ktoś wie, czym jest środowisko wartości? Czy to miejsce, w którym znajdują się rzeczy naprawdę wartościowe? Skądże znowu.

"Środowisko wartości" i "ekonomia wartości" to piękne przykłady marketingowej nowomowy autorstwa Microsoftu. Ich korzenie sięgają roku 2002 i pierwszego Xboxa. Możliwość podłączenia owej konsoli do sieci oznaczała, że wydane na nią gry można było rozwijać o dodatkową zawartość już po premierze. Wielu twórców z tej możliwości skorzystało. Microsoft jako jedyny pobierał za to opłaty. Z pewnością jego gry zarobiły dzięki temu nieco więcej pieniędzy, ale odbiło się to na jego reputacji. Na tle wszystkich pozostałych firm, rozdających analogiczną zawartość za darmo, gigant nie mógł wyglądać najlepiej. Przy okazji następnej konsoli zadbał o to, żeby nie popełnić podobnego błędu.

marketplace.png

Xbox 360 trafił na rynek uzbrojony w Marketplace. Pozwalał on na lepszą integrację funkcji sieciowych. Pozwalał na robienie zakupów bez konieczności posiadania karty kredytowej. Pozwalał też Microsoftowi lepiej kontrolować zawartość dostarczaną graczom przez twórców. Każda aktualizacja wymagała certyfikacji. Niedawno mogliście o tym usłyszeć ponownie, przy okazji afery wokół niezależnej gry Fez (szczegóły tutaj). Jeśli owa aktualizacja wprowadzała do gry nową zawartość, nie miała prawa wyjść w formie patcha. Musiała trafić na Marketplace jako DLC, DLC zaś nie mogło być darmowe dla użytkownika. Wiele firm – jak Valve, Epic czy Team 17 – protestowało. Z ich punktu widzenia zysk ze sprzedaży dodatkowej zawartości nie był wart utraty przychylności graczy, nieprzywykłych do dopłacania do gier za które już raz zapłacili. Ostateczne zdanie należało jednak do Microsoftu, Microsoft zaś oznajmił, że za darmo można rozdawać każde byle co, natomiast dzięki konieczności pobierania opłat za każdy najmniejszy dodatek kształtuje się… No, sami się pewnie domyślacie co. Rozmowy trwały krócej lub dłużej (o Valve i L4D możecie przeczytać tutaj), ich ostateczny rezultat zawsze był jednakowy.

gears_of_war.jpg

Czemu o tym piszę? Chcę przypomnieć, skąd wziął się trend pobierania opłat za DLC i kto na niego nalegał. Warto o tym od czasu do czasu przypominać, bo coraz powszechniejsze jest błędne przekonanie, że zdecydowali się na nie twórcy przyciśnięci swoją trudną sytuacją ekonomiczną. Mało kto jeszcze pamięta, że Epic Games w czasach przed Gears of War konsekwentnie opierało swój model biznesowy na darmowym wspieraniu gier na długo po premierze. Epic Games wierzyło, że tym sposobem gwarantują sobie zyski z długoterminowej sprzedaży swoich tytułów. Epic Games zdołało wypuścić parę darmowych rozwinięć również do pierwszego GOW, nim Microsoft po długich walkach zmusił ich do pobierania opłat. Ten sam Epic wraz z trzecim Gears of War wypuścił popularny ostatnio season pass na DLC. Valve pobiera na xboxie opłaty za pakiet kampanii do Left 4 Dead 2, które na pecetach są dostępne za darmo od miesięcy. Za jedno i drugie odpowiada Microsoft i ich środowisko wartości, nie widmo bankructwa wiszące nad którąkolwiek z tych firm.

left4dead2.jpg

Rzecz jasna decyzja Microsoftu sprzed kilku lat nie była ani początkiem ani końcem tych zmian. Możliwość płatnego zakupu dodatków do gier istniała na długo przed pierwszym Xboxem, pierwsze kroki Marketplace znacząco zaś różniły się od obecnej sytuacji, gdzie eksluzywne bonusy do preorderów i season passy dostępne na długo przed premierą są równie powszechne jak błoto po deszczu, kac dzień po chlaniu i smród po przemarszu armii. Od lat niezmiennie trwa też dyskusja na temat natury DLC. Niektórzy, jak Fernando Melo z Bioware, twierdzą że gracze uwielbiają płacić nawet za zawartość wyciętą z pierwotnej wersji gry, jeśli dzięki temu otrzymają DLC w dniu premiery. Inni, jak Konrad Tomaszkiewicz z CD Projekt Red, twierdzą że DLC jako takie, w przeciwieństwie do pełnoprawnych dodatków do gier wydawanych na płytach, to usługa za którą nie powinno się pobierać opłat. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Są DLC takie jak The Lost & Damned i The Ballad of Gay Tony do GTA IV, stanowiące samodzielne, wielogodzinne kampanie. Są też takie dodatki jak zestaw trzech karabinów albo trzech nowych kostiumów do Mass Effect 2, tworzeniem których w czasach przed powszechnie dostępnym internetem nikt nie zawracałby sobie nawet głowy. Tych pierwszych nie wyobrażam sobie rozdawanych za darmo, za te drugie nie wyobrażam sobie zapłacić złamanego grosza. Tyle, że w środowisku wartości nie ma mowy o podobnych rozróżnieniach. Dodatkowa zawartość to dodatkowa zawartość, a "zawartość" nie można napisać bez napisania "wartość".

ME2DLC.png

Przypomniało mi się to wszystko właśnie teraz za sprawą kolegi, którego namówiłem na zakup Saints Row: The Third. Gra sama w sobie jest naprawdę świetna i zdecydowanie warta zagrania, więc rekomendacji nie żałuję. Żałuję jedynie tego, że kolegi zawczasu nie przestrzegłem przed tym, jak tę grę kupować. Widzicie, w ramach wyprzedaży jej cena (i cena wszystkich DLC) lubi spaść dość nisko, kolega więc bez zastanowienia zgarnął cały pakiet. Gdyby ktoś był ciekaw jak cały pakiet wygląda, zajrzyjcie pod ten link. DLC, jak pewnie udało Wam się policzyć, jest na liście 20 sztuk. Gracz otrzymuje w nich między innymi dwa zestawy misji i zestaw pobocznych zabaw, które nie grzeszą może jakością, ale też specjalnie w graniu nie przeszkadzają. Problem stanowi pozostałych kilkanaście. W każdym z nich znajdują się dodatkowe bronie, pojazdy, kostiumy i cała masa innych zabawek, które podczas normalnego grania stopniowo gromadzimy. W którejś z paczek dostępny jest czołg, w innej śmigłowiec czy samolot VTOL, które w "gołej", teoretycznie gorszej wersji gry stają się dla gracza dostępne w parogodzinnych odstępach, ciągle urozmaicając rozgrywkę. Osoby które kupiły cały pakiet, teoretycznie lepszy, podobne wrażenie postępu tracą na rzecz kilkudziesięciu popupów wyskakujących na ekran około godzinę po starcie gry. Każdy z nich oddzielnie informuje o każdym pojeździe, broni czy fragmencie odzieży, które właście otrzymaliśmy. Mój kolega gdzieś koło dwudziestego uznał, że gra mu się zbugowała i wczytał ostatni zapis. Gdy sytuacja się powtórzyła, grę odinstalował i ponownie zainstalował. W końcu wezwał mnie na pomoc. Pomóc niestety się nie dało.

saintsrowDLC.png

Wersja gry należąca do mojego kolegi jest zepsuta, ujmując rzecz najdelikatniej. DLC przyssało się do niej niczym kleszcz i nie chce puścić. Pragnąc mieć te same wrażenie naturalnego postępu w grze, które ja miałem kupując wyłącznie wersję podstawową, kolega musi udawać że nie widzi paru tuzinów pojazdów w swoich garażach i na swoich helipadach. Kolega na przyszłość będzie ostrożniejszy w zakupach, świadom zagrożeń płynących ze środowiska wartości. Kolega z pewnością nie uważa, że środowisko wartości poprawiło stare standardy. Kiedyś, gdy podobnie trywialna zawartość była dodawana za darmo albo wcale, nie zaburzała przynajmniej tempa rozgrywki. W momencie, gdy za podobne banały płaci się żywą gotówką, muszą być dostępne od teraz, zaraz, już. Straconych pieniędzy nie żal nawet tak bardzo, jak zepsutej gry.

SRTT.jpg

Mnie natomiast nurtuje pytanie, na ile z tej nowej jakości zadowoleni są twórcy. Gdy raz dali się wciągnąć w ten wir sprzedawania niczego za coś, trudno wytłumaczyć księgowym i akcjonariuszom że bardziej opłacałoby się wrócić do starego modelu. Tyle, że jakby coraz częściej słychać o tym, że kolejne studio znajduje się na granicy upadłości. Coraz głośniej mówi się o tym, że THQ – mimo wydania dwudziestu dodatków do Saints Row: The Third – jest od krok od bankructwa. Wartość akcji gigantów takich jak EA pikuje niczym samolot, który nie dokupił DLC z paliwem. I tylko wersje GOTY, wydawane rok po premierze ze wszystkimi DLC i za połowę ceny oryginału, jakby zyskują na popularności coraz bardziej.

Zdjęcie w leadzie pochodzi z filmu The Dark Knight. Screen Xbox Marketplace znaleziona na playxbla.com. Screen z Gears of War znaleziono na velocitygamer.com.

Dodaj komentarz



32 myśli nt. „Środowisko wartości

  1. bosman_plama

    Bankructwa w biznesie gier to, jak mi się wydaje, trochę bardziej złożona sprawa, by dało się je wywodzić z jednej konkretnej polityki wydawniczej. Niemniej coraz częstsze bunty graczy, wynikające m.in. z tego, o czym napisałeś, w połączeniu z kryzysem i rozwojem gier na telefony i przeglądarki doprowadzą zapewne do dość znaczącej przebudowy rynku. Jakiś czas temu w sieci pojawił się artykuł gościa, który twierdził, że żyjemy w czasach zmierzchu gigantów i że na tak olbrzymie produkcje jak np. Skyrim, za kilka lat będzie patrzeć jak na dzieła wszechmocnych kosmitów. Świat opanują gry prostsze i tańsze.

    1. Pjotroos Autor tekstu

      @bosman_plama

      Nie, no, ja nie twierdzę że tu jest jakaś prosta liniowa zależność. Zwracam po prostu uwagę na jedno ze zjawisk. Budżet zbudowany na założeniu, że gracze w nieskończoność będą się godzić na kupowanie w dniu premiery gier niekompletnych i dokupowanie DLC zawierającego elementy wątku głównego (Mass Effect 3), brakujące rozdziały (Assassin’s Creed II) czy nawet zakończenie (Asura’s Wrath) to po prostu ogromny hazard.

      A co do tego “zmierzchu gigantów” – nie sądzę. Rynek gier w którymś momencie będzie musiał się sobie przyjrzeć krytycznym okiem, ale duże gry nie odejdą. Farmville nie zastąpi Skyrima, Cut the Rope nie zajmie miejsca Call of Duty. To są zupełnie inne gatunki rozrywki.

        1. Pjotroos Autor tekstu

          @Twoja_Stara

          Zgadza się. I przykre w tym wszystkim jest to, że takich ludzi jak Ty, płacących za grę i za premium, widać jak na dłoni. Zapłacisz 50+50 więc widzą 100% zysku. Nie widzą takich ludzi jak ja, którzy rzucili BF3 w kąt i nie kupią już w premierze ani MOH2 ani BF4. Tego nie policzą sobie jako straty. Winę za spadek sprzedaży zrzucą na piractwo, fejsbuka albo kalendarz Majów.

        2. Kirq

          @Twoja_Stara

          Premium BF3 to jest akurat przykład DLC za który można wyłożyć pieniądze. Za 120PLN dostajemy 16 nowych map, ~20 broni, ~10 pojadów, ~6 nowych trybów rozgrywki*. O pierdołach jak nieśmiertelniki, wyzwania i cool nóż nie wspominam.

          *szacunkowe wartości wzięte z dupy, na bazie dwóch pierwszych dodatków.

          1. borianello

            @Kirq

            Noo, dokładnie, przecież do wcześniejszych BFów też były płatne dodatki, więc w tej kwestii nic się nie zmieniło. Za taki Northern Strike (4 mapki, kilka nowych pojazdów itd.) płaciło się 60 złotych i nikt sie nie wkurzał, że przecież już się zapłaciło za grę.
            Inna sprawa to te “drobne” DLC w stylu animacji krwi do Szoguna za 2,5 ojro, czy inne zbroje dla konia. Takich nawet kijem nie tknę.

            1. Pjotroos Autor tekstu

              @borianello

              Okej, ale to o czym piszesz pomija kompletnie kwestię fragmentacji community. Masz ludzi z gołą grą, ludzi z wersją preorder (gra + Karkand), ludzi którzy kupili najnowsze DLC, ludzi którzy z racji premium mają te DLC dwa tygodnie wcześniej. Masz do tego problem najdroższej wersji gry – zobacz ile BF3 kosztował kogoś, kto kupił grę krótko po premierze + Karkand + Premium.

              1. borianello

                @Pjotroos

                Tak, BF3 to droga gra, tym bardziej, że trzeba było zmodernizować specjalnie pod nią kompa;) Powiedzmy sobie jednak szczerze, że to pierwsza gra od długiego czasu, która wykonała spory krok naprzód.
                Fragmentacja community – wydaje mi się, że nie jest to duży problem. Ci, którzy dodatków nie kupili, prawdopodobnie już i tak nie grają, a nawet jeśli, to wystarczająca ilość osób i tak gra na mapach podstawowych.
                Co nie znaczy, że wolałbym cały pakiet premium otrzymać za darmo;)

          2. Pjotroos Autor tekstu

            @Kirq

            Kirq, premium BF3 to season pass wyceniony jak pełniak. Racjonalizujesz sobie ten zakup bo Ci na nim zależało, ale to jest paczka DLC za cenę całej gry. 120PLN kosztuje u nas bo chociaż na tyle EA PL poszło po rozum do głowy żeby nie sprzedawać tego drożej niż gra chodziła.

              1. Pjotroos Autor tekstu

                @borianello

                Nie znam historii serii na tyle dobrze żeby się z tym kłócić. Być może faktycznie do poprzednich części trzeba było dopłacić 240 złotych żeby mieć kompletną grę. Ja wypowiadać się mogę jedynie na temat BFBC2, do którego był tylko Vietnam. Vietnam był oddzielną aplikacją, broni z niego nie można było używać w podstawowym BC2 a map nie dało się wrzucać do wspólnej rotacji. Negatywnego wpływu nie kupienia Vietnamu nie odczuwałem. Do tego sobie porównuję Premium.

          3. nacho66

            @Kirq

            To nie jest prawda do konca bo za 120 zlotych (cene wieksza niz podstawka gry zaznaczmy) dostales jeden dodatek i kilka broni a na reszte czekasz, wierzac, ze bedziesz nadal gral w BF’a gdy one wyjda i wierzac, ze ci sie te DLC spodobaja. Setki scenariuszy moze sie pojawic w wyniku ktorych nie zagrasz w ktores z obiecanych DLC albo wogole, albo w dniu premiery (w obu przypadkach tracisz finansowo na tym, ze kupiles premium). DLC moga takze okazac sie gownem a ty nie bedziesz mial juz szansy zaoszczedzic pieniedzy. Wydawca jednak ma to gdzies, bo juz kase od Ciebie za DLC wyciagnal i moze sie zajac dalszym dojeniem, w inny sposob, na przyklad obiecujac Ci, oddanemu a wiec niecierpliwemu i troche oslepionemu fanowi, dostep do bety nikomu niepotrzebnego BF4 w zamian za wydanie pieniedzy na MOHa

            Osobiscie nie widze zadnej roznicy miedzy wydaniem kasy na DLC z ciuchami dla bohatera a wydaniem na season pass’a, ktory w momencie zakupu oferuje Ci wylacznie obiecanke contentu. Oba przypadki to po prostu oddawanie swoich pieniedzy “bo Was o to poprosili”

            Chetnie podyskutuje dalej, ale od rau zaznacze, ze ja uwazam EA za naciagaczy, Was za naciagnietych a BF3 Premium za ogniwo laczace obie strony. I nie interesuje mnie, ze komus sie BF3 podoba. Mnie sie podoba IPad ale nie wydam na niego 1,5 razy wiecej niz na inne tablety bo nie oferuje nic co by ta roznice cenowa tlumaczylo. Tylko fanboj jest w stanie stwierdzic, ze jest inaczej. Rok temu BF3 na swiecie nie bylo i wszyscy zyli. I przy okazji hejtowali na Activision za polityke, ktorej sami stali sie teraz ofiarami. ALe kto by to zauwazyl nie? Przeciez BF3 jest warty tych pieniedzy bo jest gra lepsza od CoDa… sratatata. BF3 tez jedyna gra na rynku nie jest i jesli wydawca gry probuje leciec w chuja, to ja mam go gdzies… chocbym nie wiem jak bardzo chcial koniec koncow w te DLC co juz do BF’a wyszly zagrac, na obecnie oferowanych przez EA warunkach nie zamierzam

  2. Qbik

    Hm ja widze jeszcze jeden przypadek kiedys nie bylo tak ze na 2 dzien po wyjsciu gry masz juz latke do niej a potem kolejnych 5 lub 10 latek poprawiajacych rzeczy oczywiste 🙂 Czasami mam wrazenie ze gry nie przechodza zadnych alfa /beta testow tylko testuje sie odrazu na konsumencie. a co do DLC to w formie jako tako bezplatnej funkcjonuja chyba tylko w grach mmo a i to nie kazdej np LOTRO i do poki beda chetni by je kupowac to szybko sie to nie zmieni raczej niestety

    1. MusialemToPowiedziec

      @Qbik

      Akurat betatesty musza byc. Aby gra sie pojawila na konsoli musi przejsc certyfikacje. Kazda kosztuje, niewazne czy skonczy sie dobrze czy zle. Wiec jezeli nie dziala achievement albo nie da sie wykonac glownego questa to gra wraca do developera z rachunkiem.
      A to, ze betatesty np nie sprawdzaja czy skonczenie jednego questu nie rozwala save’a albo uniemozliwia skonczenie innego, to inna sprawa.

  3. aihS Webmajster

    W sumie to nie przeszkadzają mi DLC same w sobie. Natomiast przykład z Saints Row i zgubnym wpływem DLC na radość płynącą z rozgrywki jest mi bliski. W identyczny sposób zostałem skrzywdzony w Fallout: New Vegas. Strasznie mnie to męczyło bo z jednej strony nie chciałem używać tego ekwipunku z drugiej żal było nie skorzystać. W rezultacie poszedłem na kompromis sam ze sobą i sprzedałem itemy z DLC, ale kapsle sobie zostawiłem 🙂 Do końca gry miałem wyrzuty sumienia 😛

    Co do XBL to wszyscy wylewają na tę usługę sporo jadu a faktem jest, że można korzystać lub nie. Microsoft przyjął taką a nie inną politykę – ich usługa, ich zasady. Ja jestem zadowolony, korzystam z Golda i kupuję DLC, ale z głową.

        1. Pjotroos Autor tekstu

          @aihS

          Jasne, o zysk chodzi zawsze. Tyle, że czasem chodzi im przy okazji o kreowanie jakiegoś wizerunku firmy, o tworzenie lepszych rozwiązań, o budowanie bazy fanów która stoi za nimi murem. Czasem w takich firmach są ludzie, którzy przy okazji kręcenia lodów chcieliby po prostu zrobić coś fajnego. Czasem można się dopatrywać dobrych stron jakiegoś rozwiązania, czegoś co zrobiono z korzyścią dla klienta. I przypadek środowiska wartości żadnym z powyższych nie jest.

          1. aihS Webmajster

            @Pjotroos

            Myślę, że Microsoft wybierając taką a nie inną politykę miał do wyboru dwie skrajne postawy:
            a) bądźmy cool, wspierajmy graczy = dużo zawartości free of charge, spore koszta dla firmy w zamian za ocieplenie wizerunku
            b) bądźmy profesjonalistami = oferujemy profesjonalne i dopieszczone rozwiązania i bierzemy za to pieniądze
            Obydwie postawy są i tak sztuczne. Gra pozorów a mnie pozory mało obchodzą.

  4. thiefi

    Zawsze tak było, że ci wielcy chcą być jeszcze więksi i więksi, aż by cały świat zdobyli i kosmosu by im się zachciało.

    Dlatego rządy Państw, zrzeszenia konsumenckie i wszelkie fundacja ZAWSZE powinny TĘPIĆ bezwzględnie zapędy monopolistyczne jakichkolwiek Korporacji.

    Powinno być tak, że jak jakaś forma w jakiejkowiek dyscyplinie uzyskuje już 51% rynku/udziału to powinni im dopieprzać 2x wyższy podatek lub miliardowe kary tak, żeby wrócił do równowagi.

    Dzięki temu mielibyśmy normalne ceny, normalny świat i ochronę przed niewolnictwem (dzieci w fabrykach Apple) i wysoki standard usług.
    Gdyby taki micosyf nie miał monopolu od 25 lat to dziś w życiu nikt by nie zapłącił 400 zł za OS przypisany do płyty głównej! Byłoby przynajmniej kilka OS do wyboru, a ten microsyfu by kosztował 99 zł i oferował więcej niż obecnie, bo PRACOWALIBY zamiast zdzierać.

    A co robi Valve z rynkiem gier komputerowych? Co robi MS z płatnym graniem online? Za to UE powinna ich WYPIEPRZYĆ na pysk z Europy z dopiskiem “działania przeciwko dobru ludzkości i jego praw”.

    Wszędzie powinien być etos i zasady, a jak ktoś łamie to w 24 godziny nieuchronna kara. Skończy się sądzenie z Intelem i microsyfem latami- wpadnie komornik i zajmie tym gnojom kase na kontach operacyjnych i skończy się.

    Dziś klient korporacji to zwykły niewolnik i frajer. Tylko małe i średnie firmy o niego zabiegają zamiast dymać w dupsko. Te małe i średnie firmy zatrudniają najwięcej ludzi i płacą podatki w krajach lokalnych.
    Wszystkie rządy świata , a u nas UE powinny robić WSZYSTKO co sie da, by wspierać małe i średnie firmy, a korporacje TEMPEROWAĆ i trzymać na krótkiej smyczy.
    Ratować miejsca pracy i podatki płacone w UE, to powinien być priorytem Unii, a te wszystkie Amerykańsko-Azjatyckie koncerny prześwietlić i jak monopolizują to MILIARDOWE kary i zakazy udziału w rynku dopóki się nie nawrócą.
    Te odzyskane MILIARDY przeznaczyć na ulgi na małe i średnie przedsiębiorstwa w Europie i rozwój nauki.

    Wtedy będziemy mogli mówić o wartościach, obecnie UE to zwykła dzifka , która robi loda korporacjom i nie widzi, że miliony jej obywateli biednieje z dnia na dzień, a całe statki pieniedzy odpływają do USA i Azji. Europa padnie jak nie zaczniemy tępić monopoli a Microsyf jest jego największym przykładem.
    Ta pasożytnicza firma chce nawet tablety i telefony zmonopolizaować, byśmy wszyscy płacili ekstra po 500 zł za OS na telefonie czy tablecie.
    Z PC się im udało, trzymają nas wszystkich za mordę przy ziemi (na linuksa nie ma offica czy płatnika, i wielu innych profesjonalnych narzędzi, plus całe szkolnictwo nawet wyższe siedzi na windowsach- monopol wyucza nowych odbiorców).
    Oby im się z tabletami i telefonami nie udało.

    Microsoft- życzę ci byś poszedł do piachu! Zrobiłeś swoje 20 lat temu, teraz tylko krzywdzisz wszystkich i jesteś pasożytem świata.
    Niestety jego jedyna konkurencja Android jest drugiego giganta. Monopole zarżneły wszystko co średnie czy małe i zażynają teraz nasze portfele, bo nikt im nie podskoczy. Mają rynek, kupili sobie patenty i reszta ludzkości NIC NIE MOŻE. Nic poza byciem trzymanymi za mordę i nisko prowadzonymi przy ziemi.

  5. Maciekw25

    MS nie ma startu do Sony. Niebo a ziemia. Płacenie za multi, mała ilość exclusive’ów. Na Peesie mamy nieobowiązkowe Playstation Plus, masę świetnych ekskluzywnych gier i standard czyli darmowe multi.
    Jedyną zaletą Xbox’a 360 jest z reguły lepszy wygląd gier multiplatformowych.
    Konsoli żadnej nie mam, SCEP odwala kawał mistrzowskiej roboty (spolszczenia gier – Linda jako Kratos miażdży) i jeżeli miałbym kupować którąś z konsol to nawet bym się nie zastanawiał nad maszynką giganta z Redmond.

Powrót do artykułu