Toby: The Secret Mine – recenzja

Toc85 dnia 28 października, 2015 o 11:28    2 

Dziś pod lupę bierzemy grę Toby: The Secret Mine. Indycza platformówka czerpie garściami z Limbo, Nihilumbry (tak twierdzi twórca) zaś ja dorzucę od siebie jeszcze Abe’s Oddyssey. Zainteresowani?

Technikalia

Instalacja bezbolesna, podstawowe ustawienia graficzne konfigurujemy jeszcze w oknie launchera. Sterowanie proste jak świński ryj (4 przyciski). Na 5-letnim laptopie wszystko na full i daje radę. Nie wiem jak wygląda konfiguracja pada, nie testowałem.

Oprawa audiowizualna

toby-06-pearŁadnie jest. Dwuwymiarowe ręcznie rysowane full HD stylizowane w sposób jaki widzieliśmy w Limbo. Dla tych którzy nie mieli styczności z wyżej wymienionym: gra jest dwuwymiarowym platformerem. Główny plan – a więc wszelakie platformy, przeszkody, główny bohater jak i antagoniści przedstawieni są jako cienie – widzimy zatem tylko sylwetkę. Na dalszym i bliższym planie pojawiają się barwne, ręcznie rysowane tła i obiekty, często rozmyte co daje wrażenie focusu kamery na planie głównym. Całość od strony technicznej jest bardzo prosta (parallax scrolling + efekt rozmycia) stąd maleńkie wymagania sprzętowe, ale efekt jest naprawdę przyjemny dla oka. Tła są fajnie animowane – leje deszcz, na dachach przesiadują ptaszyska i koty, do nory chowa się jakiś kret. Imponujące, że niektóre takie obiekty pojawiają się w grze raz, góra trzy razy.

Zmieniają się też zwiedzane światy (biomy). Mimo że nie niesie to zbyt wielkich różnic w gameplay’u miło że nie idziemy przez całą grę po jaskinii. Jest ciemny las, jest pustynia i lodowiec też jest. Fajnie.

Rzucają bombami. Nostalgicznie. Od razu przypominają się zabawy ze starszym rodzeństwem.

Rzucają bombami. Nostalgicznie. Od razu przypominają się zabawy ze starszym rodzeństwem.

Muzyka i efekty dźwiękowe są poprawne. Melodia przyjemnie plumka w tle, pęknięta podłoga skrzypi, kolce wysuwają się z suchym trzaskiem a deszcz chlupocze. Brak choćby jednego słowa mówionego sprawia, że o głosach nic nie powiem.

Od strony oprawy zatem nie mam nic do zarzucenia (może poza ściąganiem z gry która zrobiła dokładnie to samo tylko wcześniej). Strona techniczna jest dobra, strona artystyczna – bardzo wysoki poziom.

Gameplay

Jak się w to gra? Idziemy w lewo bądź w prawo i podskakujemy. Czasem możemy nacisnąć w dół żeby coś użyć. Koniec :). Sterowanie jest minimalistyczne bo takowa ma być cała gra – prosta i nieskomplikowana. Całość polega na marszu w prawo i zbieraniu uwięzionych cudaków z klatek.  Po drodze pojawiają się zagadki logiczno-zręcznościowe, tak więc przepychamy skrzynki, turlamy kółka, skaczemy po walących się platformach i unikamy wszelkich wrażych zjawisk: bomb, kolców, spiczastych plemników. Zginiesz – wracasz do lokalnego punktu zapisu.

Goni mnie pies Buki!

Goni mnie pies Buki!

I tutaj robi się troszkę gorzko. Gra ma naprawdę fantastyczną oprawę i dobry pomysł na siebie, ale zabrakło inwencji przy elementach rozgrywki. Liczyłem na zagadki przy których przystanę i się zastanowię: coś przełożę, coś przesunę. Tymczasem te niby zagadki odwołują się do moich umiejętności zręcznościowych, czyli np. kiedy zacząć skakać żeby skacząc nieprzerwanie po walących się platformach uniknąć przecięcia ostrzem na wahadle. Takie zagadki nie intrygują, jedynie irytują.

Na początku miałem niezły hit: zaciąłem się na amen na jednej zagadce logicznej. Pół godziny kombinowania, wracania się, szukania po planszy. Kurczę, ale trudne! Niby fajnie, ale skończyły się pomysły. No trudno, zajrzę na youtuba jak to przejść. Okazało się że gra mi się po prostu zacięła i mam zaznaczyć trzy elementy na układance a mogę tylko jeden. Restart kompa pomógł ale zaufanie do gry opadło.

Trydna zagadka z fizyką w tle. Żeby platforma jechała po wyciągu na górze musiałem popchnąć jej barierkę stojąc na niej.

Trudna zagadka z fizyką w tle. Żeby platforma jechała po wyciągu na górze musiałem popchnąć jej barierkę stojąc na niej. #trollphysics

Inna zagadka logiczna polegała na ustawieniu dwóch pokręteł tak, żeby zapadki w zamku odblokowały się. Fajna klasyka, tylko że mamy na to jakieś 10 sekund zanim kolce nas zgniotą więc nie zdążysz się zastanowić – pozostaje szybkie sprawdzenie wszystkich kombinacji aż Ci się uda. Logika bardzo?! Żeby było trudniej: jedno pokrętło jest na górze a drugie na dole a wiecie jak się wybiera którym chcesz kręcić? Lewo/Prawo. Bo strzałką w dół kręcisz a strzałką w górę wychodzisz z planszy zagadki. Viva la sterowanie kontekstowe. Protip: na pokrętła można klikać myszą. Uff.

Reszta to skakanie, ucieczka przed lawiną, przekładanie paru dźwigni i marsz przez kolce po klucz żeby później z nim wrócić. Oczekiwałem trochę czego innego. Dla mnie to nie są zagadki tylko zadania eksploracyjne.

Podsumowanie

toby-08-catTrudna sprawa. Dobry klimat, proste zasady i sterowanie sprawiają, że fantastycznie byłoby popykać w to przed telewizorem, z padem w ręku, z początkującymi graczami. Ale! Gra może wydać się za nudna dla dzieciaków a z kolei dla małżonki może być zbyt zręcznościowo (pod koniec robi się trochę trudno). W dodatku od takich prostych, klimatycznych gier oczekuję absolutnej immersji a tu tak średnio: a to wyskakuje jakiś bug, a to ciśnienie czasowo/zręcznościowe nie daje się wczuć. Nie zrozumcie mnie źle, gra nie jest zła – uważam tylko że zaproponowana rozgrywka jest nieciekawa, nie tego oczekiwałem.

Przejście gry zajęło mi trzy godziny (czyli jedno popołudnie) i kosztowało 10€. Chcesz klimatycznej jesiennej platformówki to łap za Limbo. Jeśli już grałeś – lepiej chyba skoczyć na coś fajnego do kina. Brać na własną odpowiedzialność.

Dodaj komentarz



2 myśli nt. „Toby: The Secret Mine – recenzja

Powrót do artykułu