Titanfall 2 – tytany w ogniu. Recenzja

Nitek dnia 14 listopada, 2016 o 11:37    14 

Ściśnięty jak orzech w imadle, motający się, dzielny tytan, skazany na przegapienie. Poniekąd tak, bo premiera wcisnęła się dość niefortunnie, między największą konkurencję, coroczną. Błąd, bo czai się tu wiele dobrego, z zadziwiająco  satysfakcjonującym planem wydawniczym i wsparciem po premierze. I kurka, szkoda by było jakby się zmarnowało.

Titanfall 2 to jednak nie tylko strzelanie się po sieci, choć głównie, acz tym razem Respawn Entertaiment naprawia błąd poprzedniczki, oferując coś więcej, dla większej rzeszy graczy. Pełnoprawną kampanię dla samotników, którym niespieszno do pojedynków z wymiataczami wyższego hardkoru, siedzącymi po drugiej stronie łącza. Nie jest specjalnie długa, acz mięsista i pełna różnorakich rozwiązań, które należycie cieszą w trakcie rozgrywki właściwej.

fabularnie szału nie ma, bo o to jesteśmy my, żółtodziób Kuper (Cooper), nawet jeszcze nie pilot, który razem z pozostałymi członkami oddziału zostaje zrzucony na samobójczą misję pośrodku niczego. Rychło okazuje się, że nie jesteście na planecie sami, pojawiają się wraży najemnicy, szast prast, szybki odsiew leszczy z brygady i jest, nasz własny mech, BT, z którym czasem możemy pogadać, dzięki skąpemu drzewku wyboru dialogów. Nie przekłada się to nijak na fabułę, bo nie ma tu wyborów, acz stanowi miły akcent i urozmaicenie.

Titanfall 2_DZanim przejdziemy dalej, musicie wiedzieć, że EA wykonało karkołomny strzał w stopę w edycji polskiej, wyrzynając niczym członków oddziału, wersje obcojęzyczne i skazując nas na mocno taki se dubbing polski. Dziwna sprawa, zważywszy na to, że Battlefield 1 taką opcję posiada i należy pokręcić nosem na tę praktykę. Z początku jest drewno, potem jest drewno, lip sync się nie trzyma (o zgrozo) i jakbym mógł wyłączyłbym jeszcze w meny głównym. No, ale się nie da. Biada nam.

Wydawać by się mogło, skoro jest nasz przyjaciel tytan, że dużo będzie w nim sztywnego biegania. Otóż nie i to jest fest zaskoczenie. Cała kampania składa się raptem z kilku misji, podzielonych na mniejsze odcinki, ale zaprojektowano je tak, by zarzucić gracza mocą różnorodności. Wisienką na torcie jest relatywnie duża przestrzeń tych, bądź co bądź, liniowych korytarzy. Nie jest tu w żadnym wypadku ciasno, nawet kiedy trafimy do wnętrz budynków, co pozwala na uskutecznianie mobilności gwarantowanej przez odrzutowy plecak. Skoki po ścianach, double jumpy między platformami, panie, takie cuda!

To nie jest niespodzianka, bo to ficzery, które były uskuteczniane kiedyś, ale także przez konkurencję ze stajni Activision. Nie jest to rozwiązanie świeże, ale zrealizowane nad wyraz dobrze. Dodatkowo dochodzą tu specjalne zdolności jak choćby czasowa niewidzialność, predator style, a w multi prężna linka, dzięki której można podczepiać się do powierzchni płaskich, bądź cudzych tytanów. Tak czy siak, biegania po ścianach i generalnie czasu spędzanego poza wnętrzem tytana jest zadziwiająco wiele. Wszak nie wszędzie tak wielka puszka się wciśnie, a gdzie tytan nie może tam pilota pośle. I wiecie co? Sprawdza się to wyśmienicie, także za sprawą fantastycznie zaprojektowanych mapek, dużych, przestronnych, z wieloma ścieżkami prowadzącymi do celu i co najmniej kilkoma wariantami skakania po platformach wszelkiej maści. Nie dziwcie się zatem, że chciałem więcej biegania, jest tak przyjemne, choć postać nie ma nóg. Cześć, roku 1998. Inni już zrozumieli (nogi są i w BF1, i w COD: IW). Początek kampanii tego nie zapowiada, nie do końca, ale wspomniane projekty map rozpędzają się już po prologu mocno dywersyfikując nasze działania. Z prostych przebieżek jakimiś kanionami, trafiamy do hal produkcyjnych, gdzie składają domki na poligon w tempie dwukrotnie przekraczającym montowanie taboretów z Ikei, są wirtualne treningi, przestronne pejzaże, gdzie ścierają się tytany, niczym armie Mordoru, wspinaczki na wysokie konstrukcje, co rusz coś innego, brawo.

Titanfall 2_BSiedząc w tytanie poczujecie się jak w rozległym tutorialu, poza momentami, kiedy pożogę siać będziecie po horyzont. Wszystko za sprawą dość dziwnego, mocno umownego rozwiązania dobierania niemal w locie, ekwipunku naszego tytana, co pozwala przyjrzeć się możliwościom jakie później można uskuteczniać w rozgrywce dla wielu graczy. Dziwne, bo za sprawą jednego guizka nasz tytan nie wiedzieć skąd, wyciąga nowe działa, zmienia cały set zdolności, tarcz, rakiet, wszystko. Co prawda przydaje się to, poza walorami edukacyjnymi, ale często paleta przeciwników dopasowywana jest per zestaw uzbrojenia, więc warto spróbować wszystkiego. Grasowanie w tytanie to także chwile chwały, kiedy na scenę wjeżdżają osobistości z szajki przeciwnika i na arenach sporych rozmiarów należy delikwenta ostukać. Zgadza się, walki z bossami, check. Potrafią być ciężkie, ale satysfakcja gwarantowana.

Zresztą cała gra potrafi mocno się naprzykrzać. Nie do końca byłem przygotowany na tak mocno zdywersyfikowane działania ze strony przeciwnika, a orałem ich najpierw na normalnym poziomie, by porzucić ten pomysł na rzecz poziomu mistrzowskiego. Ło panie, wyłysiałem na bogato. Przeciwnicy kombinują, zakradają się, podczas gdy inni pilnuja tyłów, mechy doskakują doraźnie i jak na normalu ogarnięcie mieli na poziomie szturmowca imperium, tak na mistrzowskim potrafili zrobić dodatkowy otwór do oddychania i zaskoczyć działaniami. Oklaski, bo ani razu nie czułem się tu jak na wycieczce na strzelnicy, ba, moje ADHD zostało tu wręcz wywleczone i przyjęte z rozkoszą, bo tu hyc na ścianę, podwójne skoki, ogień ciągły, ślizg, cios, granat, niewidzialność, M-M-M-MONSTER KILL. Nie no, fajnie, wiecie.

Titanfall 2_CNiemniej jednak kampania nie jest słusznych długości, jak ukierunkowany na stricte singlowe doświadczenie taki choćby Wolfenstein. Jest taka w sam raz, na normalu pewnie na jeden wieczór, na czymś wyżej, być może na dwa. Lwia część mięsa to oczywiście wielograczowe potyczki sieciowe. I tu nie jest wcale gorzej, nie.

Przede wszystkim oczy się cieszą na wszlekie tryby jakie są dostępne, z czego w tym przypadku najbardziej bawią mnie łowy. Karkołomna zabawa o jak największą ilość zdobytego hajsu poprzez ubijanie zrzutów botów odbywających się co jakiś czas na mapie. Wic polega na tym, że jeśli ustrzeli nas przeciwnik podczas, gdy mamy pełną kabzę, tracimy część mamony. Emocje są dość spore, a walka ostra. Mapy są ogromne, a owe dropy botów znakomicie ukierunkowują starcia w konkretne rejony, więc nie sposób tu stac z boku ino grzać do przeciwników. Są też starcia pilotów, bez mechów, więc jeśli kogoś interesuje bardziej klasyczna zabawa, choć z odpowiednią dozą mobilności, to proszę. Fani walki tytanów także znajdą coś dla siebie w starciach tytanów, gdzie do boju staje sześć tytanów oraz oczywiście pilotów i motają w siebie wszystkim co pod ręką, aż zostanie nieśmiertelny, tylko jeden. Są pojedynki klasyczne, gdzie gracze mieszani są z botami i walczą przeciw sobie, walki o punktach na mapie czy porywanie sobie map. Jest tego dość sporo i nie wszystko zawiera domieszkę sztucznej inteligencji, jak część pierwsza, choć szczerze mówiąc, nie bardzo ona przeszkadza.

W niektórych trybach tłuczenie AI pozwala przyzwać tytana wcześniej, choć wiele czynności jest tu punktowanych, by każdy miał szanse poszaleć w bebechach kochanych blaszaków. Do tego dochodzi szereg unlocków, których tym razem jest dość sporo, ba, nawet leveluje się same pukawki, przy okazji zdobywając kosmetyczne malowidła zarówno oręża jak i tytanów. Reszta dość standardowo, bo i znajduje się tu kilka przydatnych perków jak zwis na ścianie podczas biegu po niej, czy szybsze przeładowanie, dość standardowe. Można dobrać sobie finiszery jakie można uskuteczniać na przeciwniku, a nawet na wrogim tytanie, którzy zresztą mają swoje zestawy zdolności, ale także malunków pancerza. Progres leci stabilnie i do przodu, co jest zauważalne, bo właściwie co sesje coś wpada. A sesja trwa zazwyczaj niecały kwadrans, o ile nie mniej, więc jak znalazł na szybki jeden raz, czego nie powiedział nikt nigdy.

Titanfall 2_APomijając kwestie nijakiego dubbingu, który może się podobać, jeśli ktoś lubi wersje polskie, dźwiękowo burczy i furczy. Moment upadku tytana z orbity zrywa gacie za każdym razem, nie tylko, kiedy ktoś zrzuci Wam kawałek nieba na głowę. Wszelkie giwery, a jest ich w grze sporo, brzmią soczyście, a pozycjonowanie dźwięku robi robotę napawając niepokojem, kiedy przycupnięci w kącie będziecie słyszeć kogoś przemierzającego ściany od zewnątrz. Niezbyt wiele tu pju, pju, bo jak na historie osadzą w klimatach sci-fi o wiele więcej tu siania ołowiem, lubię to. Otoczka wizualna przy tym wszystkim jest fantastyczna i mistrzowsko zoptymalizowana, a to stareńki silnik Source przeca. A tu i ładne landszafty, i przestronne jaskinie, części budynków, bo o zróżnicowaniu widoków nie można zapomnieć. Do tego podkręcono animacje nieprzyjaciół, ale przede wszystkim tytanów, przez co wieje zewsząd transformerami i bardzo dobrze.

Titanfall 2 to gra ze wszech miar słuszna, na którą mało kto czekał. Głównie z obawy, że podzieli los poprzedniczki, która niefortunnie skonała zbyt szybko i późniejsze uwolnienie wszystkich dodatków za darmo na niewiele się zdało. Tym razem jest szansa, że będzie inaczej, przez dość odważne deklaracje o wypuszczanie nowej zawartości za darmo i bez dodatkowych, ukrytych kosztów, których tu po prostu nie ma. Być może niekoniecznie jest to zakup na chwilę obecną, nie ze względu na cenę. Raczej należałoby poczekać, aż populacja graczy zmęczy się produktami konkurencji i bardzo prawdopodobnie odpłyną w stronę czegoś innego, Titanfalla 2 właśnie, czego życzę, bo choć problemów ze znalezieniem osób do grania nie uświadczyłem, dobrze mieć tę pewność nazajutrz. Bo Titanfall 2 to kurde bele, bardzo dobra giera, do której, poza terminem wydania, nie bardzo jest się jak przyczepić.

Chyba, że linką. Wziuuuuuuuu…

Podesłał wydawca.Screeny pochodzą z materiałów oficjalnych, bo ledwo oczami łapałem co się dzieje, a co dopiero jeszcze robić obrazki.

emma_triple_yes

Dodaj komentarz



14 myśli nt. „Titanfall 2 – tytany w ogniu. Recenzja

        1. lemon

          @/mamrotha

          Cisza pod recenzjami to tu często norma, z tego prostego powodu, że mało kto gra od premiery w dany tytuł. Tak więc o ile zgodzę się, że “no1karez” (bo grają w BF1, albo w ogóle coś innego), to T2 failem nie jest. Enyłej, gr8 b8, m8. I r8 8/8. 😉

          A co do recenzji, to chciałbym tylko zauważyć, że Nitek swoje ADHD potrafi nawet na piśmie pokazać. “hyc na ścianę, podwójne skoki, ogień ciągły, ślizg, cios, granat, niewidzialność, M-M-M-MONSTER KILL”. 😀

      1. lemon

        @Obledny

        IMO każdy feedback jest lepszy niż żaden. Same statystyki wyświetleń coś tam pokazują, ale nie chcemy przecież, żeby Nitek uznał, że nie ma co pisać, a starczy sam filmik wrzucić. Z reguły jeśli pod jakimś tekstem nie zostawiam komcia, to dlatego, że go nie przeczytałem, np. z powodu braku zainteresowania tematem (jakieś indycze kwasy czy inne piksele). Ta recka wisi od wczoraj, ale przeczytałem dopiero dzisiaj.

    1. Goblin_Wizard

      @/mamrotha

      Oglądałem streamy Nitka zarówno z jednego jak i drugiego więc się wypowiem. W T2 nie widziałem nic ekscytującego. Ślizgi, drifty, skakanie po ścianach, itp.? To już wszystko było i to w dużo lepszym wykonaniu. Wielkie roboty.. wiadomo. Natomiast BF1 w klimacie WW1 jest dla mnie dużo ciekawsze wizualnie i te streamy Nitka nadal oglądam. Niby to jeszcze jeden BF z innymi teksturami, ale właśnie setting robi robotę.

  1. Tasioros

    Czemu oni z premierą nie poczekali do grudnia to ja nie wiem. CoD i Battlefield już by się ludziom trochę ograły, a do tego weszli by idealnie w świąteczny czas prezentów. Pokazali by śmieszny filmik z tytanem w czapce Św. Mikołaja i sprzedaż byłaby niezła.

Powrót do artykułu