The Descendant – Ep. 1 – recenzja

Nitek dnia 15 kwietnia, 2016 o 13:39    0 

Ej, nie wyszedł im ten ostatni Fallout, nie? Nie wyszedł, niektórzy mają odwagę tak mówić przynajmniej. To wiesz co, Janusz, zróbmy coś jak Fallout, ale w ramach czegoś, co ma wzięcie, opowiemy jakąś historię i będzie. Coś jak gry Telltale? No właśnie. No i masz babo placek. Zrobili.

Klimaty postapo zawsze w cenie, przynajmniej dopóki jakieś apo nie nadejdzie, więc temat wyjściowy istotnie obrano tu dobry. The Descendant dzieje się wieki po nuklearnym holocauście jaki zaserwowała sobie ludzkość zrzucając odpowiednie ładunki tu i tam. Tysiące wybranych osób zostało zamkniętych w Arkach, czyli vaultach, podziemnych bunkrach, by być może kiedyś nadrobić to co zostało bezpowrotnie stracone. Pieczę nad zahibernowanymi resztkami ludzkości mieli trzymać dozorcy, czyli znani skądinąd nadzorcy, wybudzani ze snu, gdyby coś się stało. No i stało się, a my szperamy co dokładnie.

desc1Koniec story, bo to jak opisówka z VHSa, gdzie w kilku zdaniach zaraz dojdę do końca opowieści. Właściwie to jej wstępniaczka, bo pierwszy epizod The Descendant (wyceniony na 3 ojro) nie należy do najdłuższych growych doświadczeń. Ba, skończycie go w niecałą godzinę i na razie, no i cześć. Jak robić coś jak Telltale, to po całości, nie?W związku z epizodyczną formą wydawnictwa nie popisano się z długością odcinka, oj nie. Warto nadmienić, że opowieść leci po dwóch wątkach osadzonych w dwóch różnych przedziałach czasowych i zagęszcza klimat, choć przez potworki techniczne, musi mocno się spinać, co nie do końca się udaje.

Sama gra w dużej mierze to kalka znanych schematów z tym, że postacie kontrolujemy klikając w miejsca nas interesujące, a te słusznie wleką się połamanymi w czterech miejscami nogach do wskazanego miejsca. Powolne tempo poruszania się bohaterów wywindowało czas trwania epizodu o jakieś dwadzieścia minut. Serio. Wloką się jakby dopiero co się narodzili i opanowali tę sztukę. Dodatkowo w zaledwie jednej scenie zaczynają przebierać nóżkami jak Bambi przed mrocznymi czasami i, co ciekawe, zapominają o tym już chwilę później.

Na czas zabawy nie zapomniano uprzykrzyć nam czasu loadingami, których kunszt wykonania i umiejscowienie przy co drugim zmianie ujęcia, ba, nawet podczas dialogów, przywodzi na myśl żonglerkę dyskietkami przy fatalu w MK2 na Amidze.

Trochę szkoda, bo The Descendant nie jest ułomny w swojej prezentacji. Bryluje dźwiękiem, to przede wszystkim, ale i graficzka zorganizowana jest całkiem fajna, lekko naciągnięta pod cel shading i wygląda całkiem fajnie, co nie było trudne w relatywnie małych pomieszczeniach. Można przysiąść i nawet się zachwycić, głównie dźwiękiem.

desc2Naleciałości po tasiemcach TTG są w samej rozgrywce, która kurczowo trzyma się zasady jednej sceny po której przekilkujemy się w poszukiwaniu interaktywnych elementów. Okazyjnie gra w liniach dialogowych daje nam możliwości wyboru kwestii, co lekko zmienia osiągane efekty. Znamy, lubimy, ale tu wybory nie były jakieś robiące nam dzień, przynajmniej jeszcze nie przełożyły się specjalnie na zabawę. Ot, pojawiły się nowe kwestie dialogowe i inne kwestie, ale nic znaczącego. W odróżnieniu od TTG, pojawiają się także zabawy logiczne. Nic trudnego, nic specjalnie absorbującego, ale łamigłówki rozwikłać należy. Niezbyt ich wiele, czas goni, ale jest i łączenie rur i poszukiwania wajch, żeby spuścić trochę pary. Wszystko na tyle łatwe, że praktycznie rozwiązuje się samo.

Ten odcinek nie powinien kończyć się tak szybko, bo zdecydowanie za mało tu haczyków, bym z nieniecierpliwienia czekał na kiedyś-może-będzie kolejną część.W dodatku breakdown fabularny i nagłe przyspieszenie wypadło trochę sztucznie przez niezbyt przemyślane żonglowaniem napięciem opowiadanej historii. Koniec końców dobrze rokujący klimat przerodził się w zimną rybę, ale kto wie, może kolejnym odcinkiem się uda zaorać?

The Descendant vs. Zasada trzech odcinków 0:1.

emma_stone (1)Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz