The Age of Decadence – inne Pustkowia

maladict dnia 27 listopada, 2015 o 13:22    41 

Na początek muszę się przyznać do niedopełnienia obowiązku recenzenckiego – nie przeszedłem całej gry. Ba, po trzynastu godzinach grania nie wyszedłem poza pierwszą lokację.

Głównie dlatego, że co chwila ginę lub grzęznę w punkcie gdzie zaraz zginę. Ale jeżeli myślicie, że to wina gry to jesteście w błędzie.

Zacznę może od opisu ogólnego. The Age of Decadence to gra cRPG osadzona w settingu low fantasy. Ongiś światem rządziło potężne Imperium wzorowane na Rzymskim, potem nagle przyszli barbarzyńcy i zaorali. Po upływie wieków mamy piękny Wasteland, gdzie niedobitki ludzkości walczą o przeżycie i godną egzystencję używając wszelkich możliwych metod. Proste.

‘Low’ gdyż w przedstawionym świecie nie ma praktycznie magii (są pozostałości wysoko rozwiniętej techniki, ale te dwie rzeczy są, jak wiadomo, praktycznie nierozróżnialne), wszędzie panuje brud, smród i ubóstwo. Chamstwo się szerzy a walka jest rozwiązaniem ostatecznym i zazwyczaj nierozsądnym.

smierc

Tak, dobrze czytacie. Jest to cRPG, fantasy, w którym walki należy unikać. Gra, która premiuje złotoustych ponad silnorękimi, gra gdzie jeżeli szybko nie zasadzisz przeciwnikowi krytyka lub specjalnego ciosu w tętnicę (popartego dawką trucizny) to możesz zacząć zastanawiać się nad nową postacią. Większość z tych trzynastu godzin spędziłem próbując kolejnymi wersjami Zabójców pokonać bandę czterech opryszków. Zwykłych opryszków. Bez zbroi. Najlepszy rezultat do tej pory to trzech zabitych.

Dlaczego się męczę, zapytacie pewnie. Dlatego, że jak skrzypiec futerał potrzebuję punktów na Umiejętności. Postać nasza jest bowiem oparta na Umiejętnościach właśnie. Cechy, które wybieramy na początku nie zmieniają się przez cała grę (choć krążą legendy, że istnieje miejscówka, podnosząca jedną z Cech o +1). Natomiast Umiejętności, których jest 23, rozwijamy w sposób dowolny zależny od naszych upodobań i wymogów sytuacji.

 2015-11-23_00002

Jak widać na powyższym obrazku Umiejętności dzielą się na bojowe i cywilne. Przy czym warto zauważyć, że bojowe są ze sobą powiązane – podniesienie jednej Umiejętności daje nam kilka punktów w innych. Tworząc postać wybieramy jeden z ośmiu backgroundów, choć jedyne co one warunkują to postrzeganie nas przez każdą z siedmiu frakcji i różne rozpoczęcia gry. Ważną rzeczą (kto wie czy nie najważniejszą) jest możliwość modyfikacji wyglądu postaci. Jej wygląd dodatkowo się zmienia w zależności od noszonego przyodziewku co, jak nas uczy doświadczenie, jest warunkiem niezbędnym by grę okrzyknąć dobrą.

Naszą pięknie wymodelowaną postać możemy oglądać sobie w pseudo 3D izometrycznym rzucie. to znaczy, rzut izometryczny z całkowicie ruchomą kamerą. Kamerę można obracać i zoomować, ale tego ostatniego nie polecam, bo gra piękna nie jest. Grafika sytuuje się gdzieś na poziomie Gothica. Jest to niewątpliwie bolesny policzek wymierzony PCMR, ich 60 fps-om i Titanom.

2015-11-23_00005

Czym zatem gra zachwyca? Questy i system dialogowy. Wedle materiałów promocyjnych w grze jest ponad sto questów, większość z nich ma kilka możliwych rozwiązań. Dla przykładu – chcąc zdobyć przychylność dowódcy straży, żeby wpuścił nas na audiencję do władcy, musimy wykonać dla niego dwa zadania – uwolnić porwanego przez zbójców szlachcica i zrobić coś z wrażą ekspedycją naukową. W zależności od naszych Umiejętności i upodobań możemy jednych i drugich kęsim, kęsim, możemy ich napuścić na siebie używając złota z okupu. Ekspedycję możmy też podtruć, wmówić im, że jesteśmy mądrymi naukowcami i zrobić wielkie pierdut. Możemy też olać misje dowódcy straży i do pałacu wkraść się cichaczem lub udając kogoś innego. To tak dla przykładu, wybaczcie ewentualne spoilery. Oczywiście ilość opcji dialogowych zależy od Cech i Umiejętności. I od nich też zależy czy test nam się powiedzie.

2015-11-23_00004

Kilka słów o walce – turowa, z Punktami Akcji. Ich ilość zależy od Zręczności i noszonej zbroi. Punkty wydajemy na ruch i ataki. Każda broń daje nam wiele możliwości skrzywdzenia przeciwnika – szybki cios ma większą szansę trafienia, ale zadaje mniej obrażeń (moż być, że wogóle nie przebijemy się przez pancerz, potężny cios odwrotnie – trudniej trafić, ale jak już wejdzie to robi swoje. Sztyletami możemy chlastać kilku wrogów naraz, toporami rozbijać ich tarcze a młotami zwalać z nóg. możemy celować w kończyny i tętnice. Broń możemy naostrzyć i zatruć. Umiejętności pozwalają nam unikać ciosów przeciwnika i wyprowadzać własne kontrataki.

walka

Wszysko co robimy ma lub może mieć wpływ na rozgrywkę. To czy dotrzymujemy danego słowa, ilość trupów na naszym koncie itd. Gra podobno posiada siedem możliwych zakończeń z czego dwa są siłowe.

Dodatkowo w grze czas płynie. Dla przykładu – jako najemnik zaciągnąłem się do Legionistów (zobaczysz kawał świata – mówili) bo akurat werbowali ludzi na akcję. Akcja jednak nie poszła mi najlepiej, więc postanowiłem przypakować w queście pobocznym. Okazało się jednak, że gdy wróciłem do koszar, akcja już odbyła się, beze mnie, a o jej rezultatach dowiedziałem się z plotek. Podobnie gdy zdecydowałem się ruszyć do kolejnej miejscówki zostałem uraczony krótkim briefem jak potoczyły się wydarzenia w pierwszym mieście, w tym moje niedokończone misje. Dlatego męczę się z wspominanymi na wstępie łotrzykami, by mieć jakiekolwiek szanse na przeżycie questa w głównej linii fabularnej. Testuję różne style walki – atak z dystansu, hit and run, używanie sieci i zatrutych sztyletów. Kolejny raz wspominam – każda walka to wyzwanie, którego nie można lekceważyć. A jak mi się znudzi, to jeszcze raz spróbuję wygadanego kupca, którym do tej pory popełniłem tylko jeden błąd – źle zainwestowawszy w Umiejętności nie byłem w stanie ograć Mercata w karty, więc musiałem zrócić się o pomoc do gildii złodziei. A wierzcie mi, jest to nader nieopłacalne.

Podsumowując, Wiek Dekadencji jest grą trudną i frustrującą. I ma wysokie replayability. Ma crafting, alchemię i śmierć czającą się za każdym rogiem. Dla miłośnika rolplejów pozycja obowiązkowa.

bruce lee aproves

Grę dostarczył wydawca.

Dodaj komentarz



41 myśli nt. „The Age of Decadence – inne Pustkowia

        1. aihS Webmajster

          @larkson

          Ta walka trwała u mnie ze 3-4 minuty. Dobrze siadły czary obszarowe i dizejble. Dizejble to podstawa. Dla odmiany były inne walki, które podobno są proste, a ja przeżywałem katusze. Jak dla mnie to jest właśnie dowód na to, że udało się zamknąć dusze starych crpg w nowoczesnej formie. To samo z Pillarsami. We współczesnych tytułach 99 osób na 100 po przejściu gry ma identyczne wrażenia bo albo brak customizacji albo wszystko jest oskryptowane. W rezultacie każdy przechodzi grę tak samo tylko ląduje z kim innym w łóżku.

  1. Wyspa

    Grałem kiedyś w jakieś demko, sama idea mi się podoba, postawienie na kombinowanie i dialogi zamiast walki też, ale niestety ten frustrujący element zabaw z buildami to już nie dla mnie. Mało co mnie tak wkurza ostatnimi czasy jak nieodwracalne wybory przy tworzeniu builda. W czasie gdy backlog gier ogromny i tylko nieliczne doczekają się ekranu końcowego, zaczynanie gry od nowa bo z niewiedzy zrobiło się złego builda odpada. Lubie trudne gry i fajnie jak gra kara za błędy, tyle że wolę gdy mogę je poprawić bez klikania w “New Game”.

    1. lemon

      @Wyspa

      AoD to nie roguelike, zawsze można wczytać wcześniejszy zapis. Rozdzielając punkty cywilne na czuja, już w demie nauczyłem się, że nie tędy droga. Zainwestujesz w perswazję, a w następnym queście okaże się, że nie ma opcji perswazji (bo tak), tylko musisz wykazać się cwaniactwem. Z rozmowy się bezpiecznie nie wycofasz, żeby przyjść później, więc zostaje załadowanie sejwa (dla hardkorów new game). Dlatego trzymałem kilka punktów w odwodzie, żeby sobie podbić wymaganą akurat umiejętność do potrzebnego poziomu.

        1. lemon

          @Goblin_Wizard

          A proszę bardzo. Ajs hardkorowo, jak prawdziwy mężczyzna, w Wiedźminie nie używał fast travel i co? Znudził się, zanim ukończył i grę sprzedał (tak przynajmniej gdzieś tu pisał, albo takie wyciągnąłem wnioski z tego, co pisał). A jak wiemy, prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. 😉

  2. serafin

    Początek jest najtrudniejszy, bo jeszcze nie masz skilli i każdy cię może sklepać. Ale jak dobrze rozdzielisz punkty, to możesz zrobić solidnego zabójcę (bazującego na unikach) lub najemnika (bazującego na bloku tarczą), który sobie poradzi. Oczywiście, możesz też olać walkę, zrobić wyszczekanego naukowca albo pretora i przechodzić całą grę na spryt, wygadanie i wiedzę, bez mordobić, za to często z humorem. W drugą stronę też się da. I w trzecią oraz czwartą. I za każdym razem idziesz inną ścieżką fabularną. W sumie grę trzeba przejść tak ze trzy razy różnymi postaciami, żeby po obejrzeniu fabuły z kilku stron zorientować się co tak naprawdę się wydarzyło. Ogólnie obok Wiesława i Pillarsów najlepszy RPG od lat.

    edt: Tylko brzydki jak nieszczęście 😀

    1. thewhitestar

      @serafin

      Boże, Sławek, gdzieś Ty się nie mył? Jeszcze na Gamecornerze pisałeś o AoD, ach… piękne czasy.

      Ogólnie to ostatnio fanom crpgów głód raczej nie powinien doskwierać, oprócz ww. jeszcze Divinity, Wasteland 2 czy Shadowruny, jest więc co ogrywać. Każda ma inną specyfikę rozgrywki, więc i o znużenie trudno. Po latach posuchy w końcu czuję się udobruchany!

  3. emperorkaligula

    a ja w sumie z lenistwa w to jeszcze nie zagrałem 😛 niestety gry gdzie stworzenie postaci decyduje o wielu rzeczach gram z researchem przed. w co warto w co nie itd. powtarzanie gier bo źle zrobiłem postać nie wchodzi w grę bo mi szkoda na to czasu :/

    ktoś ma jakiś poradnik dla nerdów (bez spoilerów!) do poczytania przed stworzeniem postaci ? 😀

    1. lemon

      @emperorkaligula

      Dla nerdów nie ma poradników – nerdy je piszą. 🙂 Najłatwiej (no i jak dla mnie najprzyjemniej) gra się postacią niewalczącą. Zrób sobie złotoustego cwaniaka (charyzma + skille od gadania + lore, bo się z czasem przydaje) i jedziesz. Po tylu erpegach będących w zasadzie nieco bardziej złożonymi h’n’s to miła odmiana.

      Od buildu postaci częściowo zależy, jak będziesz kształtował świat, bo np. cwaniakowi bardziej po drodze z kupcami niż wojskiem, a grając przygłupim mięśniakiem daleko u kupców czy złodziei nie zajdziesz. Każda z tych grup chce coś ugrać i pomagając jednym, bruździsz innym.

      1. emperorkaligula

        @lemon

        tylko że po połowie gry pewnie wyjdzie, że zabrakło jednego punktu charyzmy żeby cośtam ważnego/przydatnego osiągnąć/zdobyć dla postaci z charyzma i sie wkurzę i porzucę :/ analogicznie z mięsniakiem.

        o takie ogólne porady ile str dla mięsniaka, ile charyzmy na start – czy z postępem może dojść charyzma. takie wskazówki do rozwoju postaci bez spoilerów fabularnych.

        1. lemon

          @emperorkaligula

          Atrybutu (takiego jak siła czy charyzma) zwiększyć się w trakcie gry nie da (podobno jest jeden wyjątek), co już napisał mal. Można więc inwestować w jeden na maksa (np. charyzma kosztem siły). Mogę przywołać przykład skillchecka, który najpierw zawaliłem: w dialogu była kwestia, dla której sprawdzane były charyzma i dwa skille. Za drugim razem podszedłem z taką samą charyzmą i jednym skillem, ale drugi miałem zwiększony o jeden punkt – i się udało. Nie wiem tylko, czy sprawdzana była suma tych trzech (lepsze, bardziej elastyczne wyjście), czy każdy z osobna, a ja po prostu trafiłem z tym zwiększeniem.

          No ale jeśli szukasz typowo nerdowskiego poradnika ze wskazówkami w stylu “nie idź na ucztę, dopóki nie podpakujesz Etykiety na 8”, to sorry, nie pomogę.

  4. Turpi

    Gra bardzo dobra, nie mogłem się od niej oderwać i przeszedłem chyba w 22-23 godziny. Grałem loremasterem/kupcem z maksymalnym intelektem i charyzmą. Od początku do końca pacyfistycznie (z jednym wyjątkiem), także nie doświadczyłem tego jak walka jest trudna.

    Gra jest całkiem nieźle napisana, chociaż czasami przez dialogi przebija brak polotu twórcy. To trochę wybija z gry.

    Oprócz tego, jako że gra bardzo stawia na dowolność rozwiązań i wielość dróg do celu, to rozłazi się trochę przy końcu i jest zdecydowanie przycięta w tych ostatnich etapach.

Powrót do artykułu