Terrorist Takedown 3 – recenzja alternatywna

Probabilistyk dnia 25 września, 2014 o 12:11    44 

Terrorist Takedown 3 – gra legenda, mocno zakorzeniona w świadomości Gikzowiczów. Również często wykorzystywana przez Konia jako pacyfikator wśród niesfornych czytelników – groźba otrzymania kopii szybko przywracała spokój wśród komentujących 😉 Jednak będąc ostrzeżonym przez LG i późniejsze komentarze, nie mogłem sobie odmówić zakupu tejże gry.

“Okazja” kazała czekać na siebie dość długo i przyszła niespodziewanie, prawie rok od recenzji Konia. Czekając na film (“Lucy”) w kinie zerknąłem do pobliskiego supermarketu gdzie na samym środku stał jebitny kosz z przecenami. Żyłka poszukiwacza skarbów nakazała mi go spenetrować i tak radosne grzebanie w koszu pełnym dobroci podarowało mi Grala za 4.99. Uradowany tego wieczora z niespodziewanej zdobyczy poszedłem spokojnie podziwiać uroki Scarlet serce.
Następnego dnia, uzbrojony w zimne, zasiadłem do uczty. Podczas instalacji ścierały się myśli przepełnione podekscytowaniem o nowej produkcji wraz ze strachem, że faktycznie skaczę do głębokiego szamba. Nieważne co mnie czeka, grunt że zmierzę się z legendą i jako pierwszy człowiek* przejdę ją do końca! Batalia w mojej głowie jednak szybko ucichła gdyż właśnie produkt City się zainstalował.

Uwaga od tego miejsca występują potencjalne spojlery, które nie mogą popsuć przyjemności z grania w tą produkcję**.

3…2…1… start

Instalacja przebiegła nad wyraz sprawnie. Pierwsze odpalenie i moje oczy zostały porażone szaro-burym rozmazanym menu przypominającym obraz z pierwszych kolorowych telewizorów jakie mogliśmy gościć w naszych domach w ubiegłym wieku. No nic szybki przegląd opcji menu i przełączenie na 1080p lekko poprawia sytuację. Jeszcze tylko dostosowałem głośność pisków wydobywających się z słuchawek i myk! rozpocząłem przygodę.

Pierwsze zimne.

Nieświadomy czekających mnie wyzwań, w/na pudełku brak opisu, szybko orientuję się że przyszło mi się wcielić w kolejnego bezimiennego komandosa wysłanego by uratować, nie świat, a kontenerowiec porwany przez brudnych terrorystów gdzieś u wybrzeży Somalii. Wrogowie przywodzą na myśl SW:Atak klonów, wszyscy wyglądają jakby wyszli z tej samej odlewni i cechą charakterystyczną jest dziurawa skarpeta na głowie. Poza niechlujnym wyglądem – wiadomo 3 świat, bieda, więc można im to darować, zalewa me oczy rdzawa breja otaczającego świata w low-resie. Co powoduje jeden wielki WTF w mojej głowie – gra po instalacji zajmuje 4.5GB a jakość generowanej grafiki może walczyć z DN3D, w wersji przed którymkolwiek remasteringiem. Statek, który przyszło mi zwiedzać i odbić nigdy nie zaliczył porządnego malowania farbą. Rozpacz pierwszego wrażenia dobija otaczający świat. Wszechogarniająca paskudna pustka motywuje mnie bym jak najszybciej wszedł do wnętrza statku i parł do przodu, gdyż każda minuta z tym tytułem już zapowiadała się jako bezpowrotnie zmarnowany czas mojego życia, za który sam zapłaciłem.

Zderzenie z niskiej jakości teksturami wylewa kubeł zimnej wody. Jednak postanowienie nie pozwala mi zrobić rage quita.

Zderzenie z niskiej jakości teksturami wylewa kubeł zimnej wody na moją głowę. Jednak początkowe postanowienie nie pozwala mi zrobić rage quita.

Drugie zimne…

otworzyłem po jakiś 30minutach, potrzeba szybszego znieczulenia rosła we mnie z każdą uciekającą sekundą. W końcu prawo karmy nakazuje zachować równowagę. A do tego ataku jaki mnie spotkał z monitora byłem całkiem dobrze przygotowany (2 półki w lodówce).
Szaleńczy wyścig quadem, zrealizowany jako rail-shooter, w drugiej misji dostarczył mi sporą garść frustracji z instant deathów w jednym konkretnym miejscu, gdzie należało pruć z LKMu w ciężarówkę blokującą drogę.

Najbardziej dynamiczny motyw w całej grze - liniowy pościg quadem.

Najbardziej dynamiczny motyw w całej grze – liniowy pościg quadem.

Uporanie się z tym wyzwaniem tak mnie uskrzydliło, że rześkim krokiem przeskoczyłem 3 kolejne misje praktycznie niczym nie różniące się od siebie.

Trzecie zimne.

Ponieważ przez godzinę solidnie nadgryzłem temat, a zimne mnie, to wrażliwość na odczucia estetyczne została u mnie mocno stłumiona. Akurat jak się miało za chwilę okazać, otwarcie 3 kapsla było ostatnim tego wieczora. Godzina ciągłej gry to okolice 6 misji – przemierzanie kanionu z karabinem snajperskim. Tu od strony graficznej możemy liczyć na fajerwerki rodem z Interstate’76 a fizyka karabinu snajperskiego została żywcem przeniesiona z Seal Team (’93). Z zamkniętym jednym okiem szybko przebiegłem do końca mapy by załadować ostatnią misję, która była najprzyjemniejszą częścią 1.5 godzinnego posiedzenia – ukazała listę płac i menu z pozycją wyjście!

Co się kur... gapisz, przynieś papier!

Co się kur… gapisz, przynieś papier!

Odczucia

Przez całą grę (1.5h) starałem podchodzić do tematu bez uprzedzeń, zasianych przez Nitka, usilnie szukając jakiś plusów w tej produkcji oraz co najważniejsze w grach – dobrze się bawić. Niestety poza krótkim czasem (o zgrozo!) rozgrywki oraz wypitych zimnych nie mogę wskazać żadnych elementów przemawiających za tym tytułem. Cały czas byłem święcie przekonany, że jest to twór jednej osoby zmajstrowany w garażu rodziców podczas studenckich wakacji. A twórcą był fanboj CoD, który za cel postawił sobie zbawienie świata chciał wykorzystać hajp na batelfildy i cody. Brak trybu multiplayer jedynie potwierdza, że budżet tej produkcji rekordów branżowych nie pobił. Jakie było moje zaskoczenie gdy na samym końcu ukazała się mi lista płac zawierające wiele różnych nazwisk.

Podziwiam odwagę osób, które zgodziły się umieścić swoje nazwiska na tej liście płac.

Podziwiam odwagę osób, które zgodziły się umieścić swoje nazwiska na tej liście płac.

Na szczęście krótki czas rozgrywki nie pozwala nam doznać trwałego skrzywienia psychicznego i estetycznego, jak również późniejszego kaca od nadmiaru zimnych. Dlatego zdrowie potencjalnego zdobywcy “nagrody” jest względnie bezpieczne. W świecie filmów TT3 mogę śmiało porównać do innego polskiego sHitu sprzed lat – Wiedźmina, kto widział ten wie z jaką jakością mamy do czynienia.

Jakość FX polskiej produkcji może wywołać grymas na niejednej twarzy.

Jakość FX polskiej produkcji może wywołać grymas na niejednej twarzy.

Jest to klasyczna Kupa przez duże K. Dodatkowo jestem pełen obaw, czy kwota jaką wydałem na tą grę da City budżet na kolejną część.

Jeśli są tu jacyś śmiałkowie (Lehusan jak tam?) do ogrania tego tytułu to z przyjemnością przekażę go w dobre ręce.

Werdykt

Unikać jak ognia i spieprzać jak najdalej!

* pierwszy wśród Gikzowiczów
** taaaak popsuć przyjemność… raczej uchronić przed popełnieniem życiowego błędu.

 Zdjęcie elfa driady (thx true_mayonez) pochodzi z serwisu http://www.filmpolski.pl.

To już mamy dwa Terrorist Takedown 3 do oddania. Jeśli nikt się nie zgłosi, chętnych wylosuję spośród zarejestrowanych użytkowników. Zostaliście ostrzeżeni – Nitek

Dodaj komentarz



44 myśli nt. „Terrorist Takedown 3 – recenzja alternatywna

            1. Nitek De Kuń

              @Tasioros

              no był właśnie pierwszy (drugi albo trzeci chyba – nie wiem czy pozostali łapią się w kategorię)
              Ostatnio na stream wpadł. Snupdoki z playstation network. dostał bana i zaczął mi pisać złote myśli.

              “ostatnia szansa chuju, żebyś mnie odblokował. zaraz zacznę Cię karmić chlebem”. zakochałem się, ale nie byłem głodny.

              Indywidualni może nie, ale zbiorowo trochę inaczej to wygląda.

              i był jakiś śmieszny taki, co bluzgał mi na steamowym czacie. ale wszystkie określenia znałem to zablokowałem.

Powrót do artykułu