Shadow Blade: Reload – recenzja

Toc85 dnia 12 stycznia, 2016 o 14:09    0 

Dziś na tapecie Shadow Blade: Reload, czyli zabawa w wyścigowego ninję. Temat już wcześniej ogarniał Nitek kiedy gra była jeszcze w early access (tutaj) i opinia była pozytywna. Ja dorwałem się do wersji ostateczniej. Jak wyszło?

Wstęp

Gra jest klasyczną dwówymiarową platformówką. Założenia na wskroś proste: ganiasz ninją, pokonujesz przeszkody, przeskakujesz dziury, zbierasz znajdźki i mordujesz wrogów. Po każdym pokonaniu planszy gracz jest surowo rozliczany ze swoich poczynań: szybkość pokonania poziomu, ilość zebranych świecidełek i sposób uśmiercania wrogów ma wpływ na ostateczną punktację.

Bambo - pierwsza krew. Żartuję... to tylko czarna maska.

Bambo – pierwsza krew…

Grafika i dźwięk

shadow blade 01 dashGra jest na wskroś indycza więc grafika nie jest najwyższej jakości. Nie powiem jednak, że jest zła! Plansze to czyściutkie, czytelne i przyjemne trójwymiarowe kloce przeciągnięte stylizowanymi teksturami. Tła to kolejne klocki i kolejne tekstury. W to otoczenie rzucona jest masa kolorowych światełek co daje przyjemne, miękkie półcienie i nasycone kolory.

Postacie również są trójwymiarowe. Modele są proste co absolutnie nie przeszkadza. Gra rzuca naszym protagonistą z kąta w kąt z zawrotną prędkością więc oddalenie kamery od akcji jest duże – w rezultacie ta prostota absolutnie w niczym nie razi, wpisuje się w ogólnie przyjętą estetykę.

Efekty dźwiękowe bardzo dobre – chlaśnięcie przeciwnika kataną skutkuje bardzo przyjemnym, mięsnym plaśnięciem, jak wpadniesz na ostrza to też jest plaśnięcie. Bardzo podobne ale o niebo mniej przyjemne. Jak piszczy bomba przed wybuchem – to wiesz że to bomba. Jak walą do Ciebie z rakiet to nie musisz nikogo widzieć żeby wiedzieć że walą rakietami.

Cała oprawa audiowizualna krzyczy jedno słowo: CZYTELNOŚĆ. I dobrze – nie zdarzyło mi się nigdy zgubić z oczu bohatera czy nie wypatrzeć w porę czegoś ważnego. Grając skupiałem się dokładnie na tym na czym powinienem, a więc na precyzji i szybkości.

Jeszcze słówko o muzyce – świetna! Ambient i elektronika połączona z melodyjnymi wschodnimi motywami, jednocześnie pozwala odprężyć się i napędzić do działania. Próbkę możecie znaleźć tutaj.

Do wszystkich jednostek: namierzyłem Kakaowe Wrota Zatracenia!

Do wszystkich jednostek: namierzyłem Kakaowe Wrota Zatracenia!

Gameplay

Jak wspomniałem we wstępie, gra polega na jak najszybszym i najlepszym przejściu poziomu. Punkty dostajemy między innymi za wymyślne egzekucje przeciwników (uwaga! to nie stealth game), za znajdźki, unikanie śmierci i prędkość pokonywania plansz.

A żeby przedrzeć się przez poziom nasz protagonista ma co nieco ruchów: może skoczyć, skoczyć podwójnie, ślizgnąć się, ciąć mieczem, rzucić gwiazdką, ślizgać się po ścianach i od nich odbijać. Klasyk.

Kraków nocą.

Kraków nocą.

Przeszkadzajki na wskroś ograne: kolce, opadające platformy, miny. Wszystko znane i lubiane, od razu wiadomo co jest co. Jak już ominiemy wilcze doły i lasery to trafiamy na wrogów: od zwykłych cwaniaków z nożami poprzez snajperów aż po wielkie bydlęta z miotaczami ognia. Z każdym walczymy trochę inaczej. Tych słabszych fizycznie można z dystansu potraktować gwiazdkami lub ciapnąć mieczem z bliska. Trafiają się też twardsze bestie, niemniej walka nie jest wiodącą treścią try a tylko jej elementem składowym.

Co dobrego

Jest efekt pierwszego WOW. I to mocny. Wessałem się i uparłem przejść wszystkie plansze z najwyższą notą. Gra naprawdę wciąga a obcowanie z nią jest przyjemne. Doskonała zabawa jeśli zakładamy bezmózgie szybkie klikanie. Kończąc grę czułem lekki przesyt, ale to znaczy tylko że gra trwa tyle ile powinna.

Sterowanie jest w pytkę. Postać ma pewien poziom bezwładności więc w czasie skoku nie mamy nad nim kontroli absolutnej, ruchy trzeba poznać i muszą wejść w krew. Musisz być w to dobry, po prostu. Ale jak już dobry jesteś to satysfakcji jest masa: Efektowne przeskakiwanie nad ruszającymi się ostrzami, gwiazdka w czoło snajperowi, błyskawiczny ślizg przed laserem zakończony kosą w plecy dla krążącego cwaniaka z granatnikiem. Tak!! O mamo, jakie to dobre. Jaki ja jestem dobry. Miód!

Elementy początkowo “NieDoPrzejścia” z czasem zmieniają się w kaszkę z mleczkiem. Wraz z postępem gra pozwala się uczyć mechaniki aż do poznania absolutnych limitów naszej postaci. W ogóle gra wywiera nacisk na gracza w dziwnie odprężający sposób. Skupienie – tak, frustracja i stres – nie.

Co ssie

Smutków garść. Zacznę od tych czysto technicznych. Jak na mój gust – zabrakło zróżnicowanego contentu. Jest niby aż 7 różnych biomów/settingów (po 6-8 poziomów każdy), tylko że 3 z nich to miasta, 3 to dojo i 1 to jaskinia. No co jest?! Mógłby być las, mogłyby być ośnieżone szczyty, kanały, wnętrza biurowców. Pościg na pędzącym pociągu. Tyle mogło być… ale nic z tego. Tylko inne kolory światełek i trochę zróżnicowane tekstury na tłach. W dodatku gdyby tak zabrać tekstury teł to nikt nie pozna czy jest w mieście czy wewnątrz jaskinii – budowa poziomów nijak ma się do settingu tła.

Przeciwnicy też dupa. Naliczyłem ich ~7 rodzajów i wszędzie są tacy sami – nieważne czy szlajamy się po slumsach czy po starożytnym dojo w górach. Nadal są to ci sami kolesie w kurtkach skórzanych, ci sami snajperzy w kombinezonach itd. Nawet żadnego recoloru tekstur. Phi!

shadow blade 05 koniec

* Piękno japońskiego języka w pełnej krasie. Zaznaczone ideogramy oznaczają “koniec poziomu”, ale w tłumaczeniu dosłownym odczytać je można także jako “lubię placki”

Kolejny problem nie jest stricte techniczny, a bardziej ideowy. Chodzi o wyżej wspomnianą punktację za pokonane poziomy. Co ona daje? Satysfakcję. Nic więcej. Możesz ją całkowicie olać, przejść poziom z tragicznym rankingiem i grać dalej. Nie ma żadnego elementu marchewki. Żadnych nowych mieczy, ulepszonych gwiazdek, nic. Rozumiem że platformówka, że Mario Bros też nie miało ale kurczaki… może chociaż głupawe skiny? Dla bohatera? Nic a nic? Nic…

Podsumowanie

shadow blade 06 resumeGra, pomimo wad jest naprawdę fajniusia. Pierwszy efekt WOW skończył się tak po 5-6h, cała gra na najwyższych notach za poziom zajęła mi 14h a jestem marnym graczem. Po tym jak pierwszy ślinotok minął grałem z doskoku: jeden poziom i dość. Bardzo przyjemny przerywnik.

Jeśli położycie pałkę (policyjną) na wynik i po prostu chcecie przejść – przejdziecie pewnie w 7-8h ale wg. mnie stracicie dużo z zabawy. Obecne 15€ na steamie to zdecydowanie za srogo, ale połowa tego to IMO dobra cena. Dla niezdecydowanych: polecam kupić, popykać z godzinkę i ewentualnie zrobić Steam refund. Od razu będziecie wiedzieli czy to dla Was 🙂

 

Dodaj komentarz