Polowanie na indyki – Richard & Alice

maladict dnia 13 stycznia, 2015 o 12:32    4 

Cóż może zrobić w sylwestrową noc gracz, który nie przepada za Tomb Raiderem? Zagrać w coś innego. I tak oto narodziła się nowa, świecka tradycja, że gdy inni cieszą się z nieuchronnego upływu czasu, ja biorę z półki wstydu grę w którą normalnie bym nie zagrał i chłonę nowe doświadczenia.

W tym roku padło na Richard & Alice. Sam nie pamiętam czemu to kupiłem. Prawdopodobnie kupon zniżkowy na GamersGate kończył swą ważność i wpadłem w panikę. Choć głowy nie dam. Ale zaintrygowany krótkim opisem nabyłem, dodałem do steamowej biblioteki (bo wiecie, karty i acziwki) i tak sobie leżała aż przyszedł na nią czas.

Poznajcie bohaterów

Richard i Alice siedzą w więzieniu. On za dezercję, ona za morderstwo. Ale nie jest źle, na zewnątrz jest jeszcze gorzej. Pada śnieg i nie zanosi się na to by miało kiedykolwiek przestać. Cywilizacja załamała się nader skwapliwie, nieliczni szczęściarze dotarli do zon, gdzie od czasu do czasu władze rzucą coś z rządowych rezerw, reszta zgodnie z tradycją postapo tworzy gangi i skacze sobie do gardeł. Można więc powiedzieć, że nasi bohaterowie nie trafili najgorzej. Własne łóżko, regulowana temperatura, prysznic, regularne posiłki. Richard ma nawet telewizor, choć ten nadaje tylko archiwalne programy przyrodnicze o gatunkach, które prawdopodobnie już wyginęły. Co zatem zrobić z nadmiarem wolnego czasu? Zawsze można porozmawiać. I tak oto przez kolejnych siedem dni poznajemy historię Alice. Jej walki o przetrwanie i zachowanie człowieczeństwa w świecie bez reguł.

R&A1

Gra

Możaby więc pomyśleć, że to kolejna gra indie – audiobook ilustrowany. Ale nie, są dorzucone elementy point&click. Nie za wiele, ale daje nam to poczucie, że mamy wpływ na grę, zachowanie i losy bohaterów. Ba, wyczytałem gdzieś, że jest pięć alternatywnych zakończeń zależnych od tego gdzie pójdziemy i co zabierzemy. Nie będzie mi dane tego sprawdzić, o czym później. Co jeszcze o grze można powiedzieć? Grafikę widzicie na obrazkach – są piksele, ale nie wypalają oczu, rzekłbym – epoka średniozaawansowanej Amigi. Muzyczka klimatyczna, choć z czasem robi się monotonna. Gra się myszką (LPM – użyj, PPM – obejrzyj). Gra zajmuje około trzech godzin. Przynajmniej samo granie. Albowiem…

Ale o co chodzi?

Nie wiem czy pora była już późna, czy przypadkiem przewinąłem ważny dialog, ale na końcu gry poczułem się nieco zagubiony. Nie chodzi co się stało w zakończeniu (jedno z pięciu) bo takich rzeczy po indykach można się spodziewać, ale dlaczego? Co dokładnie wydarzyło się w opuszczonym domu koło kościoła. Czemu Lucy, czy ta irytująca starucha były takie ważne?

Ale OK, i bez tej wiedzy mamy ogólny obraz i kilka przypuszczeń i to wystarczy by gra się zaczęła naprawdę. W naszej głowie. Co istnieje w tej grze rzeczywiście a co jest tylko symbolem? Czy ekstremalne warunki pozwalają na używanie ekstremalnych środków? Czy dobro i zło są relatywne czy bezwzględne? Czy jesteśmy kowalami własnego losu czy naszym życiem rządzi Fatum?

Być może poznanie innych zakończeń pozwoliłoby mi lepiej ogarnąć grę i być może znaleźć odpowiedzi. Ale, jak kiedyś wspominałem przy dyskusji o Limbo, moja rodzicielska wrażliwość nie pozwala mi grać w gry w którym dzieje się krzywda małym dzieciom. Nie jest to zarzut w stronę twórców. Rola małego Barneya jest ważna i dobrze napisana, to fakt.

R&A2

Od czasu do czasu możemy spojrzeć na świat gry z innej perspektywy, oczami małego dziecka dla którego dziwne rzeczy są jak najbardziej normalnymi, apokalipsa codziennością a największym problem jast brak partnera do zabawy. Tym niemniej jako ojciec chłopca w podobnym wieku czuję zbyt zasmucony i przytłoczony jego losem by czerpać radość z rozgrywki.

Inne tropy

Wątpię by twórcy mieli okazję zapoznać się z twórczością Marka S. Huberatha, bo nie jestem pewnien czy coś poza Sneogiem zostało przetłumaczone, ale ja osobiście znajduję dużo wspólnych wątków, tropów i przemyśleń. Śnieżny klimat gry przywodzi na myśl Trzy kobiety Dona, a interakcje zachodzące między głównymi bohaterami i światem zewnętrzym oscylują gdzieś pomiędzy Karą większą a Absolutnym powiernikiem Alfreda Dyjaka. Kto czytał, tego przepraszam za ewentualne spoilery, kto nie czytał powinien zrobić to jak najszybciej. Innym skojarzeniem jakie mi się nasunęło jest (proszę się nie śmiać) serial Lost. Podobna oniryczność i niedopowiedzenia gęsto okraszone retrospekcjami. I niedźwiedzie polarne.

R&A3

A więc?

Czy to zatem jest apokalipsa? Kara boża? Postaci z gry starają się zaprzeczać, ale dlaczego zatem najważniejsze wydarzenia w grze dzieją się w kościele? Połączonym zresztą ze stacją meteorologiczną? A jeśli nie kara, to czy jest to jakiś test? Na człowieczeństwo? Ale kto zatem jest testowany? Richard czy Alice? A co jeżeli ten test odbył się wcześniej a to są jego wyniki?

Pytania, pytania, pytania…

Mam nadzieję, że jeżeli sięgniecie po tę grę, uda wam się znaleźć własne odpowiedzi i doświadczyć własnej bezsilności.

Dodaj komentarz



4 myśli nt. „Polowanie na indyki – Richard & Alice

  1. Tasioros

    Opis tej gry przypomniał mi o innej, w którą od dłuższego czasu planuję zagrać, a mianowicie “To the moon”.
    “Richard & Alice” wydaje się dość ciekawe, trochę ponure i być może dołujące. Jednak raczej nie znajdzie miejsca w kolejce do mego serca, gdy czasu tak niewiele i trzeba wybierać tytuły “najpierwszejsze”.

Powrót do artykułu