Polowanie na Indyki – Highborn

maladict dnia 12 listopada, 2013 o 11:01    6 

Mogłaby to być recenzja jak wiele innych, Ale Nadya dała mi natchnienie. Popełniła ona bowiem niezwykle zacną blogonotkę o casualstwie.

A nim się skrzywicie i wycedzicie przez zęby ‘casualizm’ spluwając równocześnie trzy razy przez lewe ramię psa, posłuchajcie. Bo taka jest prawda. Jakoś tak to podłe życie wygląda, że czasu na przyjemności coraz mniej. Och, jakże chętnie człowiek by kompa odpalił i udał się do swego ulubionego Neverlandu, ale trza a to obiad ugotować, a to pranie zrobić, albo nawet (co jest chyba najgorsze ze wszystkiego) do pracy jakiejś iść. A nawet jak się już ze wszystkim odkujemy, dziecka wykąpiemy i uśpimy, to też nie tak hop, siup. Człek po całym dniu użerania się z rzeczywistością padnięty, Der Sandmann po oczach sypie, poduszka kusi a z nią czasem i ciepłe nóżki… Pewnie zakrzykniecie, że sen jest dla mieczaków i za prawdę powiadam wam, w towarzystwie innych samców będę krzyczał to równie głośno, ale odpowiedzcie ‘Czy naprawdę?’. Nie, nie mnie. Sobie samym.

Ogólnie rzecz biorąc nie jest lekko. I z tego, proszę ja was, bierze się każualstwo.

Casuali, w dużym uproszeczniu, dzielimy na dwa rodzaje. Piewszy to Ci co nigdy nie wyszli poza Farmville. I nimi, rzecz jasna, wciąż gardzimy. Dlatego zajmiemy się drugą grupą, tą opisaną w poprzednim akapicie. Grupą którą stanowią gracze, którzy ongiś nołlaifili do upadłego a teraz ze zdumieniem stwierdzają, że między przeczytaniem internetów a koniecznością pójścia do łóżka zostaje im raptem godzina czy dwie na pogranie. Grupa do której coraz bardziej się zaliczam.

I stąd się wziął pomysł na cykl ‘Polowanie na Indyki’. Cykl w którym szukam gier, które pozwoliłyby ten czas jakoś miło spędzić bez konieczności grania w Candy Crush z fałszywego konta na Facebooku. Gier, które nie skradną nam połowy nocki kusząc ‘jeszcze tylko jedną turą’, czy z głęboką fabułą, którą musimy sobie za każdym razem na nowo przypominać. Krótko mówiąc – ‘indie’. Nie za długie, wystarczająco wymagające by grać bez wstydu, z niskim progiem wejścia.

highbornarchie

Jedną z takich gier jest ‘Highborn’. tytuł przyciągnął mnie opisem, a dokładniej słowami kluczowymi – strategia turowa. Czyli taka dająca czas na pomyślenie. A co to dokładnie takiego? Tytułowy ‘wysoko urodzony’ to Paladyn, który właśnie odkrył, że zły licz-nekromanta planuje rytuał, który rozedrze osnowę Rzeczywistości, a przez to rozdarcie wleje się Chaos. Brzmi znajomo? Pewnie. I gdyby to było na poważnie pewnie wywichnąłbym sobie szczękę ziewając. Ale nie jest. Gra jest bowiem parodią, co i rusz wykoślawiającą stereotypy czy wyśmiewującą klisze.

highbornenzo

Dość powiedzieć, że nasz Paladyn ma na imię Archie a zły lich to Floyd. I owszem znają się. Natomiast w pierwszej misji musimy pokonać złego Minotaura. Minotaur jest zły głównie dlatego, że dzisiaj akurat jest ‘Zabierz Swe Dzieci Do Pracy’ dzień i zamiast na polu bitwy gromić siły Dobra musi opiekować się trójką swych rozkosznych choć nader energicznych dzieci.

highborn2

W drugiej natomiast musimy stawić czoła Gorgonie i jej córkom. Z jedną z nich Archie spotykał się, jeszcze w szkole średniej. Poza tym inne postmodernistyczne nawiązania i intertekstualne mrugnięcia okiem.Nie jest to może poziom Kolorów Magii Pratchetta i nie każdego może śmieszyć, ale ja momentami uśmiechnąłem się pod wąsem. Poza tym gra jest nieskomplikowana do bólu. Nie ma expienia, dropów i lootu. Buildów i drzewka skilli, oddziały z reguły nie przechodzą do następnych misji. Oddziały nie blokują sobie drogi, nie ma strefy kontroli i ataków okazyjnych. Łucznicy strzelają z dystansu ale nie dają wsparcia (budynki dają). W lesie można się schować, ruszyć się można przez i po walce. Czyli lekko, łatwo i przyjemnie. Z innych ficzersów. Grafika jaka jest widzicie na załączonych obrazkach.

highborn

Muzyki nie ma, dźwięki owszem są, ale średnio męczące (może poza śmiechem Szalonego Maga). Dla tych ciągle czujących się pro są acziki do maksowania. I chyba tyle. Gra do nabycia na Steamie, aktualnie za 9 funa, ale skoro była w przecenie letniej to w następnych też się trafi. i w takich warunkach polecam.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Polowanie na Indyki – Highborn

  1. furry

    O, to ja polecam Driftmoon – wybitnie casualowy RPG. Taka kopia kopii z kopii z badziewną dość grafiką. Ale fajne i z humorem. Kupiłem przedwczoraj i nie wiem czemu, ale na razie dwa wieczory spędziłem właśnie grając w to.

    Aktualnie do wzięcia na GOG w paczce za $5 i w sumie nie wiem czy więcej bym dał 🙂

  2. s2892 Honorowy dawca organów

    hmm indyk != prosta / szybka i nieskomplikowana gra. casual = i owszem; bo tak z pamieci DF / UrW / Heroes of Broken World .. itd … zjadaja wiecej godzin niz nie jedna AAA produkcja (np dla porownania Max 3)..
    wiec z przypisywaniem indyk = prostota .. to tak bym uwazal ..

  3. Nadya

    Aż się zarejestrowałam normalnie. 😉

    Dzięki za wspominkę, miło mi że nie tylko ja mam problemy ze znalezieniem czasu na hobby. I to strasznie fajny pomysł, żeby prezentować takie każualowo-indykowe gry dla tych, co grać chcą, a rzeczywistość skrzeczy… 🙂

Powrót do artykułu