Polowanie na Indyki – Gone Home

mokraTrawa dnia 3 października, 2013 o 11:43    10 

Twórcy DLC do BioShocka 2 – Minerva’s Den, zabrali się za autorską produkcję. Co z tego wyszło i czy cały hajp w zachodnich mediach i kosmicznie wysokie oceny są uzasadnione? Przekonajmy się.

Jest 1995, czerwiec. Wcielamy się w Katie, która spędziła rok w Europie. Wraca do rodzinnego domu i czeka ją niespodzianka, bo dom jest pusty, rodziców nie ma, siostra zniknęła zostawiając notkę. Znajdujemy klucz i wchodzimy do środka …

GoneHome 2013-10-03 11-17-37-59

Gone Home jest grą przygodową, w której eksplorujemy ciemne, opuszczone domostwo, kiedyś nasz dom, próbując złożyć historię z porozrzucanych listów, notatek, pamiętników. Zabieg bardzo fajny i mogłaby wyjść z tego bardzo miodna produkcja, jednak coś nie wyszło. Tzn. wiem co nie wyszło, opowiedziana historia.

Nie jest niestety najwyższych lotów, stara się być szokująca i poruszać problemy społeczne, ale według mnie zupełnie się to nie udaje. Zamiast tego śmiertelnie nudzi. Ciekawsze są wątki poboczne, ale są ledwo zarysowane i nie można się nimi nacieszyć. Do tego jest bardzo krótka, bo zajęła coś około półtorej godziny, a buszowałem po chałupie i trzepałem wszystkie szuflady i szafki (staram się jak mogę uniknąć spojlerów, dlatego nie daję żadnych przykładów, musicie uwierzyć mi na słowo, albo spróbować sami zagrać).

Gdyby nie ten poważny minus wyszłaby bardzo dobra produkcja. Podobał mi się nastrój tajemnicy odwzorowany w grze, bo dom stoi pusty, w pomieszczeniach ciemno, podłogi skrzypią, szukanie włączników światła, burza za oknem. Notatki i listy pisane są pismem odręcznym co dodaje klimatu, chociaż czasami ciężko było odcyfrować szlaczki na kartkach.

Graficznie Gone Home prezentuje się poprawnie, nie ma fajerwerków, ale w oczy brzydotą nie bije.

GoneHome 2013-10-03 11-17-02-37

Zawiodłem się na produkcji Fullbright Company, bo spodziewałem się naprawdę dobrej gry, zwłaszcza po tym jak została obsypana kosmicznie wysokimi notami. Zamiast ciekawej historii dostałem dość nudną i przeciętną opowieść jak z czytadła dla kobiet. Gra nadrabia pozostałymi elementami, ale klimat bardzo szybko pryska gdy zaczynamy poznawać fabułę i zostajemy z niewyraźną miną aż do końca. Twórcy powinni zapoznać się z To the Moon i uczyć się jak powinno się tworzyć tego typu gry.

1/6

To w ramach protestu. Nie toleruję słabej historii w grach nastawionych na opowieść. Popełniłem błąd gdyż przeszedłem grę do końca, a trzeba było w połowie wyłączyć. Przepraszam za to.

Dodaj komentarz



10 myśli nt. „Polowanie na Indyki – Gone Home

  1. aihS Webmajster

    1,5 godziny? Kolejny sprinter :-|Mi zajęło 4 godziny. Przeczytałem, obejrzałem i wysłuchałem wszystko co znalazłem. Gra opowiada cztery historie i nie nazwałbym żadnej wątkiem pobocznym. W przeciwieństwie do tego co można przeczytać w internecie wszystkie te historie mają zakończenia, ale nie są one podane na tacy. Wątek przewodni nie jest wcale najciekawszy i był przemaglowany w co najmniej dwóch filmach i pewnie kilku książkach. Reszta opowieści też nie jest niczym nadzwyczajnym, ale właśnie tu tkwi sedno Gone Home – to zwykłe historie, z którymi większość z nas miała styczność a niektórzy może przeżyli osobiście. Nie wiem natomiast czy to w ogóle jest gra. Bliżej tu do eksperymentu jak Dear Esther.

    Chyba oczywiste, że z oceną się nie zgadzam. Z dziesiątkami też się nie zgadzam. Nie potrafię wystawić oceny liczbowej, ale 20$ o dziwo nie żałowałem i nie żałuję nadal.

  2. teekay

    Jest 1955
    Na pewno?

    Co to znaczy słaba, nudna historia? A jaka z kolei wg Ciebie jest ciekawa? Dear Esther ma prostą historię, dającą się streścić w dwóch zdaniach, tylko jest ona zawoalowana w szereg niedomówień, domysłów, symboli i metafor. Z tego co wiem z różnych względów popularne ostatnimi czasy na gikzie GTA też nie ma wybitnej fabuły. ;p Ba, niektóre gry w ogóle nie mają z góry nakreślonej historii, a mimo to potrafią dostarczyć garść ciekawych przeżyć i przemyśleń.
    Pytanie, czy w tej grze ważna jest fabuła per se, czy raczej to co jej autor chciał przy jej pomocy przekazać? Bo jak dla mnie sama konstrukcja fabuły nie jest wyznacznikiem samym w sobie, ani nie jest jakąś nadrzędną wartością, która decyduje o tym, czy dane dzieło kultury jest dobre, czy nie. Może twórcy GH chcieli przedstawić jakiś konkretny problem? A może chcieli po prostu zobrazować w swoim stylu konkretną epokę?
    Nie chcę tutaj bronić specjalnie GH, bo jeszcze się z tą grą nie zapoznałem. Ale mimo wszystko zaproponowany wyżej opis gry zdaje się dla mnie trochę mętny.

    1. mokraTrawa Autor tekstu

      @teekay

      tak siekły mi się cyfry, poprawione

      hmm ciężko mi to inaczej opisać (zmieniałem tekst kilka razy) bez podawania przykładów (a za tym idą spojlery). Jeżeli komuś nie przypadł do gustu nie widzę problemu zapoznać się z grą, sprawdzić samemu i napisać kontrrecenzję. Podałem przykład lepszej gry, która stawia na fabułę – To the Moon. Poza tym możliwe że opowieść zasługuje na Nobla i Pulitzera równocześnie, krytykiem zawodowym nie jeste i po prostu nie podobała mi się 🙂

Powrót do artykułu