NeuroVoider i to w wersji deluxe!

Nitek dnia 18 stycznia, 2017 o 13:39    0 

Zajrzałem kiedyś pod spódnicę NeuroVoidera, ale trochę mnie zniechęcił dziwnym odczuciem płynącym ze sterowania postacią. Wróciłem tam za namową widza z YouTube i powiem Wam, że od czasów wczesnego dostępu, nieźle NeuroVoider nam się wyhodował.

Wyrzućmy to z organizmu – kolejny twin stick dungeon zrób rozgardiasz na wielu poziomach i zabij wszystko co się ruszasz rogue-like. Tym razem zą stwórcy próbują zdobyć nasze serca postacią robota, którego poczynaniamy przyjdzie nam kierować na kilkunastu planszach przecinanych pojedynkami z bossami. Jest mocno różnorodnie, bo do ostatniego szefa trzeba przedrzeć się przez kilkanaście plansz, każdorazowo wybierając jedną z trzech dostępnych, a te zaś podzielone są na wielkość, ilość przeciwników elitarnych, czy sztuki lootu tam poukrywanych. Fajne.

nv1

Druga sprawa to wspomniany robot o trzech klasach, przynajmniej na początku, bo później ciężko stwierdzić czy nie wpadają unlocki. Nigdy nie wiadomo z rogalami czy masz już wszystko. Nigdy. Tu jest tym gorzej, że dropiony loot to szeroki wachlarz możliwości, bo nie tyle znajdziecie tam lepsze narzędzia anihilacji, co segmenty do sterowanego przez Was robota. Segmenty, bo ten podzielony jest na głowę, tułó i środek lokomocji, z czego można się tam doszukać i jakichś silników lewitacji, gąsienic czy odnóż, co oczywiście ma wpływ na nasze poruszanie się, bo jak ujedzie na lodzie to ino raz! Broń tez jest, szeroka paleta, z czego można mieć dwie jednocześnie. A jak coś Wam nie pasuje, możecie zezłomować i za otrzymane cząstki złomu, albo ulepszyć posiadane moduły, albo pobawić się w losowanie ala CS:GO i liczyć na fortunę. Nie powiem, zawartość jest imponująca. Pospolita, rzadka, legendarna, epicka. Biała, zielona, niebieska, złota.

Podobnie sprawy się mają po stronie przeciwnej, bo czyhających na nasz olej sikający wszędzie jest wiele. Od hord małych upierdliwych robocików, bo wielkie elitarne mechaniczne kreatury. Wyskakują i orają zgodnie z zasadą bullet hellów wszelkich, czyli jak wpadną na chatę o piątej rano to tylko parę pikseli w kącie zostaje, by uciec. Z pomocą przychodzą zdolności wybranej przez Was klasy, bo jedna z nich ma klasyczny unik, druga wpada w szał, kiedy trzecia oferuje wielką maszynę i tyle samo HP, jak na tanka przystało. Wisienką na torcie jest jeden z dwudziestu trzech skilli, od apteczek na zwalnianiu czasu skończywszy.

nv2

W tym wszystkim udało się zachować poziom trudności sklecony podłóg możliwości indywidualnych grającego. Zapewne niemała w tym  zasługa możliwości wyboru kolejnych plansz, ale jak ktoś nie chce, w twarz nie dostanie zbyt prędko. To miłe, że czasem gry nie chcą na siłę nas udupić. Gdyby jednak było zbyt hardo, lokalny co-op dla czterech. Są też wyzwania dzienne dla wszystkich, a całość wygląda zgrabnie i łudząco podobnie do Dungeon of the Endless. Nie szkodzi. Nawet cel na każdej mapce, niszczenie generatorów, jest powiedzmy zbliżony, ale sprawdza się w tym przypadku dobrze. Chyba, że pójdziecie na loszek o ograniczeniu czasowym, gdzie trzeba zmieścić się z destrukcją w trzy minuty, przeżyć i jeszcze nachapać się gadżetów.

Słowo jeszcze o muzyce. Nie jest to Perturbator czy Gost, ale Dan Terminus, którzy uszy głaszcze dobrą wixą.

I dobrze, że do tematu wróciłem. Nie jest to jakas rewolucja gatunkowa, ale temat przeszedł gdzieś pod radarami. Dziękuję za zwrócenie uwagi i baita, żebym jednak sprawdził, no bo lubię Gungeony i Isaaca. Bawię się przednio i Wy będziecie, o ile jeszcze nie umieracie przesyceniem gatunkowym, niczym na obiadku u babci, po czwartej repecie.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz